Trochę absurdu czy jakoś tak - Robert Trafny

Kup ebooka

6.06 zł
5.03 zł (5,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Górol padł

Klub Panaceum Cynicum Absurdanicum

ma zaszczyt przedstawić Państwu

sztukę tragiczną pt. "Górol padł"

Występują:

Górol - Nieuczciwy baca

Wiatr - Powiew historii

Ciupaga - Ręka sprawiedliwości

Sokoły - Oszukani turyści

Czas i miejsce: turystyczne

WIATR:

(duje)

GÓROL:

(wchodzi, ledwo trzymając się na nogach, w plecach wbita ciupaga)

Oscypek, dudki, ciupaga, hej.

(pada lewą stroną martwy. Prawa strona ciała wznosi się ku górze, dłoń wyciągnięta, coś w rodzaju "Pożegnanie z Chełmońskim")

Aaa...

WIATR:

(duje)

CIUPAGA:

(wywijając obertasa tnie aż miło)

Hej! Hej! Hej, sokoły!

SOKOŁY:

(zlatują się. Śpiewają wymijająco)

Dary, dary losu... (?)

(zabierają siatki z darami i wychodzą)

CIUPAGA:

(kiwając sobą grozi kapeluszowi Górola)

Ciupaga, oscypek, dudki, hej.

Kurtyna

(opada na dudki, a wiatr duje i duje)

Człowiek zamknięty w sobie

Klub Panaceum Cynicum Absurdanicum

przedstawia "Człowieka zamkniętego w sobie"

Występują:

Onufry - Człowiek zamknięty w sobie

Michalina - Jego żona

Nowy rok - 365 ciężkich i ponurych dni

Czas i miejsce: ponure

MICHALINA:

(do męża)

Onufry, za pięć minut zacznie się nowy rok. Przyrzeknij mi, że z nowym rokiem spróbujesz się otworzyć na świat.

CZŁOWIEK ZAMKNIĘTY W SOBIE:

(nie czekając na Nowy Rok, otwiera się, przez co wnętrzności wypływają mu na zewnątrz)

MICHALINA:

(milczy w osłupieniu)

CZAS:

(zamiera w wyczekującej ciszy)

CISZA:

(staje się coraz bardziej napięta)

NAPIĘCIE:

(jak zwykle 230 wolt w gniazdku)

SZAMPAN:

(nie wytrzymuje napięcia i dokładnie o godzinie 24 wyrzuca ze świstem swój korek w powietrze)

NOWY ROK:

(przychodzi mocno wypity, ale na widok wywleczonych wnętrzności koniecznie musi skorzystać z toalety)

CZŁOWIEK ZAMKNIĘTY W SOBIE:

(ponownie zamyka się w sobie)

Kurtyna

Anioł po wykonaniu zadania

Klub Panaceum Cynicum Absurdanicum

ma zaszczyt przedstawić Państwu sztukę niebiańską

pt. "Anioł po wykonaniu zadania"

Występują:

Anioł - Skrzydlata postać z zastępów Pana

Szofer - Osoba jeżdżąca pojazdem typu Taxi

Czas: uniwersalny

Muzyka i śpiew: chór z Opery Niebiańskiej. W roli tenorów Sodoma i Gomora

ANIOŁ:

(po wykonaniu kolejnego zadania na Ziemi)

No, czas wracać do domu.

SZOFER:

(podjeżdżając do Anioła)

Podwieźć pana?

ANIOŁ:

(bez wahania)

Bardzo proszę

SZOFER:

Dokąd?

ANIOŁ:

Do nieba

SZOFER:

Aha (??).

Kurtyna

(przy akompaniamencie chóru i tenorów zamienia się w Autostradę Do Nieba)

Sramiwariusz

Klub Panaceum Cynicum Absurdanicum

ma zaszczyt przedstawić relację z rozdania

nagród pierwszego stopnia,

czyli "Sramiwariusz"

Występują:

Eryk Dajmidaj - Wręczający nagrodę

Metody Razraz - Wyróżniona babcia klozetowa

Jury - Tutaj, jako co abstrakcyjnego

Czas: właściwy

Miejsce: znane

KONFERANSJER:

(właśnie zapowiedział Wręczającego Nagrodę)

WRĘCZAJĄCY NAGRODĘ:

Proszę Państwa! Pozwolę sobie przeczytać wynik jury.

(z jednej kieszeni wyjmuje "wynik", a z drugiej "jury")

Otóż Najlepszą Babcią Klozetową Roku została... przepraszam..., został... Metody Razraz. Prosimy pana.

METODY RAZRAZ:

(mężczyzna niskiego wzrostu typu "Terminator II". W jednej kieszeni szczotka, w drugiej ścierka ociekająca wodą. Na twarzy zaczyna pojawiać się pot po pracy, którą przed chwilą wykonał)

Dziękuję bardzo. Przepraszam za mój wygląd, ale pozwoliłem sobie w międzyczasie wymyć znajdujące się tutaj klozety.

WRĘCZAJĄCY NAGRODĘ:

(przyglądając się ze zdziwieniem Metodemu)

Jest pan niezwykle pracowity. Jak panu starcza czasu na to wszystko?

METODY RAZRAZ:

Grunt to mieć metodę i dobrych przodków. Mój pra-pra-przodek sam jeden wymył ogromne stajnie Augiasza, pracując w czynie społecznym. Ja podtrzymuję rodzinne tradycje i cały czas doskonalę metody sprzątania i mycia klozetów.

WRĘCZAJĄCY NAGRODĘ:

Można wręcz powiedzieć, że jest pan Paganinim ścierki i szczotki.

METODY RAZRAZ:

Tak. Jestem dumny z mojego Sramiwariusza. Proszę o nagrodę.

(po otrzymaniu nagrody zabiera się znowu do pracy, ukazując w pełnej krasie swoją metodę "Raz-raz").

Kurtyna

(zawstydzona idzie umyć swój klozet)

Występ gwiazdy rock'n'rolla Rajmunda Przeboja

Klub Panaceum Cynicum Absurdanicum

ma przyjemność przedstawić niezapomniany

"Występ gwiazdy rock'n'rolla Rajmunda Przeboja"

Występują:

Rajmund - Wspomniany gwiazdor

Agent - Finansjer Rajmunda

Publiczność - Mieszanina szału i żalu, płaczu i haszu

Czas: po koncercie rock'n'rollowym

Miejsce: sala koncertowa

Muzyka: non stop rock'n'roll!

PUBLICZNOŚĆ:

(z poobijanymi kolanami: wycie, jęki, omdlenia i szał stuprocentowy)

AGENT:

(zza kurtyny, do gwiazdy rocka)

Jak zwykle rzuciłeś publiczność na kolana.

GWIAZDOR:

(jw., patrząc na Publiczność)

Rzeczywiście: Wszyscy jak jeden mąż i żona klęczą na kolanach. Wyjdę podnieść ich na duchu.

(wychodzi na scenę, z której recytuje anonimowy wiersz, przez co Publiczność wstaje z kolan pośród odgłosów oburzenia i pogardy, dzięki czemu artysta traci swą publiczność raz na zawsze. Od tej chwili gwiazda rocka zgasła w nieprzeniknionych ciemnościach poezji)

Kurtyna

(nie opada, lecz dzięki poezji wznosi się do gwiazd, czyli sama się wniebobierze)

Aria bez śmiechu

Klub Panaceum Cynicum Absurdanicum

ma przyjemność przedstawić Państwu

sztukę operową pt. "Aria bez śmiechu"

Występują:

Ojciec Kompozytor - Cezary Parski jako Jacek Offenbach

Syn Kompozytora - Gerwazy Ćpunek jako syn Jacka Offenbacha

Śmiech - gościnny występ po setce wódki

Czas: poranny

Miejsce: łazienka

Muzyka: chórek kocięcy

OJCIEC KOMPOZYTOR:

(śpiewa przy goleniu się maszynką elektryczną po wczorajszym balu sklerotyków, z wyraźną miną sklerozy)

Nic nie pamiętam... co za bal... Czy wino było słodkie, czy wytrawne...

(oczywista, że wina nie było, jedynie czysta)

SYN KOMPOZYTORA:

(po naszprycowaniu się pastą do zębów znanego typu)

Cóż to ojczulku śpiewamy? Znowu byłeś na balandze po premierze?

OJCIEC KOMPOZYTOR:

(po przypadkowym zgoleniu sobie lewej strony włosów na głowie)

Wypiłem łyk..., a powiedzmy dwa... (w tym miejscu wymiotuje, gdzie popadnie) a mówiąc prawdę: aż do dna.

ŚMIECH:

(milcząco milczy)

OJCIEC KOMPOZYTOR:

(po powtórnym zwymiotowaniu)

Dostałem właśnie natchnienia! Ułożę z tego arię do swojego nowego utworu! Nazwę ją "Arią ze śmiechem".

ŚMIECH:

(po setce wódki. W ręku napoczęta flaszka samogonu)

Ja nie chcę arii, ja chcę wódki!

Kurtyna

(nie opada, gdyż tymczasowo znajduje się na odwyku)

Osły w sejmie

Klub Panaceum Cynicum Absurdanicum

ma przyjemność przedstawić Państwu

sztukę komiczną pt. "Osły w sejmie"

Występują:

MARSZAŁEK SEJMU - Facet z laską

OSŁY - jako posłowie po metamorfozie

CZARODZIEJ - czarnoksiężnik z krainy Oz

Czas: niedaleki

Miejsce: sejm

Muzyka: ośli jazz

MARSZAŁEK SEJMU:

(skanduje, waląc laską po głowach posłów)

Pro-szę o ci-szę! Pro-szę o ci-szę!

(rzuca mak, który natychmiast zasiewa ciszę jak okiem sięgnąć)

Otwieram posiedzenie izby

(otwiera i wychodzi do baru)

POSŁOWIE:

(nic nowego: epidemia obelg i wyzwisk)

CZARODZIEJ:

(pochylony nad szklaną kulą)

Trzeba z nimi zrobić porządek.

(robi porządek, przez co posłom, którzy dużo kłamali, wyrastają ośle uszy, a głos zmienia się odpowiednio do nowej roli)

OSIOŁ 1:

Ihaaa!!!

OSIOŁ 2:

Ihaaa???

CAŁA SALA OSŁÓW:

Iiihhaaaa! Iiihhaaaa!

MARSZAŁEK SEJMU:

(wraca z baru jak paralityk)

I-i-i-hh-hha. Ihhaa? Ihhaaaa! Ihhaaaa!

CZARODZIEJ:

(zadowolony ze swojej pracy)

No. Nareszcie znaleźli wspólny język, Polaczki...

Kurtyna

(oddaje laskę marszałkowską za garść owsa)

Osoby:

ON 1

ON 2

ON 3

ONA

Mężczyźni ubrani w czarne garnitury, kobieta w strój odpowiedni do pochówku.

Scenografia:

Na środku sceny stoją cztery krzesła.

Aktorzy siedzą na krzesłach wyprostowani i nieruchomo. Ręce położone na udach. Twarze poważne, bez mimiki.

Wszystkie kwestie wypowiadane bez pośpiechu i bez emocji, z dużymi przerwami między zdaniami i dialogami.

ON 3:

Myślę, więc jestem.

ON 2:

Jestem, który jestem.

ONA:

Czy ktoś wie, na co czekamy?

ON 1:

Nie chce mi się zginać.

ON 2:

Zatańczymy?

ONA:

Tak.

ON 2:

Czemu nie tańczysz?

ONA:

Tańczę.

ON 2:

Niewiele mogę ci dać.

ONA:

Miałam wielkie szczęście. Prawie zderzyłam się z ciężarówką. Jechała prosto na nas. Nie wiem, gdzie jest mąż.

ON 3:

Ja się zakrztusiłem, ale już mi przeszło.

ON 2:

Proszę umyć zęby.

ON 1:

Mam nadzieję, że zdążę do stomatologa.

ON 2:

On jeszcze nic nie rozumie.

ONA:

Widocznie nie zaczął jeszcze sztywnieć.

ON 1:

Sztywnieję, ale myślałem, że to pani.

ON 2:

Czy jesteś spokojny?

ON 1:

Tak.

ON 2:

Więc nie żyjesz

ON 1:

To dobrze. I tak miałem raka. Przynajmniej zęby już mnie nie bolą.

ON 3:

Jak długo jesteś umarła?

ONA:

Wystarczająco długo by zesztywnieć.

ON 1:

Ciekawe co teraz zrobi mój rak.

ON 3:

Czy może mi pani powiedzieć, czy moje ciało sztywnieje równomiernie?

ONA:

Niestety nie. Sama nie mogę się ruszyć.

ON 1:

Stygnę...

ONA:

W końcu się wyśpię.

ON 2:

Czemu?

ONA:

Bardzo dużo pracowałam.

ON 3:

Warto było?

ONA:

Chciałam godnie żyć.

ON 3:

Ale czuję powiew w płucach.

ON 2:

To patolog. Robi sekcję zwłok.

ON 3:

Coś niewyraźnie pani wygląda.

ONA:

Bo mam zmasakrowaną twarz. Chyba miałam wypadek. Myśli pan, że mąż będzie mnie jeszcze kochał?

ON 3:

Na pewno.

ONA:

Ale nie posiadam już twarzy.

ON 3:

On też nie.

ONA:

Czemu nie jesteśmy razem?

ON 3:

On jeszcze jest po tamtej stronie.

ON 1:

Dużo miałeś na pogrzebie gości?

ON 2:

Nie.

ONA:

Żona płakała?

ON 2:

Nie, pies.

ONA:

Jak to?

ON 2:

Nie będę go już bił.

ON 1:

A ty, jesteś już po pogrzebie?

ONA:

Nie. Jeszcze o mnie nie wiedzą.

ON 1:

Nie chcę ich zapomnieć.

ONA:

Co zrobisz?

ON 1:

Będę ich nawiedzał

ONA:

Zrobiłeś testament?

ON 3:

Nie. Wszystko zabrałem ze sobą.

ON 2:

Ja swój skarb zakopałem.

ON 1:

Co to było?

ON 2:

Żona i dzieci.

ON 3:

Jestem sam. Kto zadba o mój grób?

ONA:

Chyba ktoś mnie posuwa. Tak mnie coś rozpycha.

ON 2:

To ten z kostnicy. W porządku gość, tyle że samotny.

ON 1:

Nie wiem, kto jest ten mężczyzna obok mojej żony.

ON 3:

Przyjaciel.

ON 1:

Nie znam go.

ON 3:

Może nowy.

ON 2:

Czy mogę prosić o pani rękę?

ONA:

Nie. Jeszcze nie odpadła.

ON 2:

Przytul mnie, choć na chwilę...

ON 1:

Zawsze chciało mi się kobiety.

ON 3:

A mi Boga.

ON 1:

To znaczy?

ON 3:

Nie ma większej radości jak wtopić się w Boga.

ON 2:

Coś pani małomówna.

ONA:

Trudno mi mówić, bo mam członka w buzi.

ON 1:

Mnie żona odsunęła od siebie po urodzeniu dzieci.

ON 2:

Co zrobiłeś?

ON 1:

Na szczęście miała siostrę.

ON 2:

A ja córkę.

ONA:

Kiedyś upiłam się na przyjęciu. Nie wiem, co ze mną robili...

ON 2:

Zabijałem swoich wrogów myślą, słowem i uczynkiem.

ONA:

W dzieciństwie bardzo poważnie zachorowałam i mama była przez cały czas ze mną. To były moje najlepsze dni.

ON 2:

Mój dom to cela.

ON 3:

Mój też.

ON 2:

Za co siedziałeś?

ON 3:

Za wiarę. Byłem księdzem.

ON 1:

To powiedz mi, jak jest z Bogiem.

ON 3:

Nie znają Boga ci, którzy Go nie szukają.

ON 1:

Czy Bóg się przed nami chowa?

ON 3:

Nie. My się chowamy.

ON 1:

Dlaczego?

ON 3:

Boimy się zobaczyć swoją nędzę.

ONA:

Po czym poznać, że człowiek jest blisko Boga?

ON 3:

Im więcej w człowieku agresji i nienawiści, tym dalej jest on od Boga. Człowiek blisko Boga nie boi się Go, ale pragnie Go z całej siły.

ON 2:

Czy ktoś widział Boga?

ON 3:

Nie. Kto Go zobaczy, to umrze.

ON 2:

Już umarłem.

ONA:

Widziałeś Go?

ON 2:

Nie. Założyli mi kaptur na głowę.

ONA:

Czemu?

ON 2:

Żebym się nie zwęglał przy ludziach.

ONA:

Gdzie?

ON 2:

W celi śmierci.

ON 3:

Dwie dusze mam na sumieniu.

ONA:

Czemu?

ON 3:

Nie pomogłem im.

ONA:

Ale tylu innym pomogłeś.

ON 3:

Ale będę rozliczany tylko za nich.

ON 1:

Trzeba było ich wysłuchać.

ON 3:

Wysłuchałem.

ON 1:

Więc...

ON 3:

Wysłuchałem, ale zignorowałem ich problemy. Myślałem, że przesadzają.

ON 1:

Co się stało?

ON 3:

Odebrali sobie życie.

ON 2:

Mój ojciec powiesił się. Jak wytrzeźwiał, to się okazało, że nie przywiązał sznura do klamki. Mój ojciec powiesił się.

ON 1:

Tak, wiemy.

ON 2:

Znalazłem go, jak wróciłem ze szkoły. Myślałem, że udaje.

ONA:

Jestem bez serca.

ON 1:

Wzięli na organy?

ONA:

Nie. Nie pożegnałam się z synem.

ON 3:

On wie.

ONA:

Nie wie. Nie znaliśmy się.

ON 3:

Moje dzieci to uratowane dusze.

ONA:

Czy są tu nienarodzone dzieci? Musiałam to zrobić.

ON 1:

Chciałbym jeszcze pożyć.

ONA:

Czy można wrócić do życia?

ON 3:

Czasami kogoś odsyłają. Ale czy warto? Im dłużej będziesz żyła, tym więcej nagrzeszysz.

ONA:

Mogę się zmienić.

ON 3:

Ilu znasz ludzi, którzy zmienili się na lepsze?

ON 1:

Ja bym chętnie wrócił.

ONA:

Do żony?

ON 1:

Nie. Do raka.

ONA:

Przecież i tak byś umarł.

ON 1:

Ale bym jeszcze trochę pożył.

ON 3:

Im bardziej boisz się śmierci, tym dalej jesteś od Boga.

ON 2:

Nigdy nie umiałem żyć. Taki stan zesztywnienia odpowiada mi.

ON 1:

Jestem mały robaczek.

ON 2:

Jeszcze nie. To nie ten etap.

ON 3:

Swędzi mnie wszędzie.

ON 2:

To znaczy, że już się dobrały.

ONA:

Kto?

ON 2:

Robaki.

ON 3:

Biedna moja dusza.

ONA:

Co mu jest?

ON 2:

Odchodzi.

ONA:

Dokąd?

ON 2:

Tam.

ONA:

Czemu nic nie mówi?

ON 2:

Już go nie ma.

ONA:

A tamten? (dłuższa pauza) A tamten? (dłuższa pauza) Czy ktoś mnie słyszy? (dłuższa pauza) Czy ktoś mnie słyszy?

Kurtyna