Górol padł
Klub Panaceum Cynicum Absurdanicum
ma zaszczyt przedstawić Państwu
sztukę tragiczną pt. "Górol padł"
Występują:
Górol - Nieuczciwy baca
Wiatr - Powiew historii
Ciupaga - Ręka sprawiedliwości
Sokoły - Oszukani turyści
Czas i miejsce: turystyczne
WIATR:
(duje)
GÓROL:
(wchodzi, ledwo trzymając się na nogach, w plecach wbita ciupaga)
Oscypek, dudki, ciupaga, hej.
(pada lewą stroną martwy. Prawa strona ciała wznosi się ku górze, dłoń wyciągnięta, coś w rodzaju "Pożegnanie z Chełmońskim")
Aaa...
WIATR:
(duje)
CIUPAGA:
(wywijając obertasa tnie aż miło)
Hej! Hej! Hej, sokoły!
SOKOŁY:
(zlatują się. Śpiewają wymijająco)
Dary, dary losu... (?)
(zabierają siatki z darami i wychodzą)
CIUPAGA:
(kiwając sobą grozi kapeluszowi Górola)
Ciupaga, oscypek, dudki, hej.
Kurtyna
(opada na dudki, a wiatr duje i duje)
Człowiek zamknięty w sobie
Klub Panaceum Cynicum Absurdanicum
przedstawia "Człowieka zamkniętego w sobie"
Występują:
Onufry - Człowiek zamknięty w sobie
Michalina - Jego żona
Nowy rok - 365 ciężkich i ponurych dni
Czas i miejsce: ponure
MICHALINA:
(do męża)
Onufry, za pięć minut zacznie się nowy rok. Przyrzeknij mi, że z nowym rokiem spróbujesz się otworzyć na świat.
CZŁOWIEK ZAMKNIĘTY W SOBIE:
(nie czekając na Nowy Rok, otwiera się, przez co wnętrzności wypływają mu na zewnątrz)
MICHALINA:
(milczy w osłupieniu)
CZAS:
(zamiera w wyczekującej ciszy)
CISZA:
(staje się coraz bardziej napięta)
NAPIĘCIE:
(jak zwykle 230 wolt w gniazdku)
SZAMPAN:
(nie wytrzymuje napięcia i dokładnie o godzinie 24 wyrzuca ze świstem swój korek w powietrze)
NOWY ROK:
(przychodzi mocno wypity, ale na widok wywleczonych wnętrzności koniecznie musi skorzystać z toalety)
CZŁOWIEK ZAMKNIĘTY W SOBIE:
(ponownie zamyka się w sobie)
Kurtyna
Anioł po wykonaniu zadania
Klub Panaceum Cynicum Absurdanicum
ma zaszczyt przedstawić Państwu sztukę niebiańską
pt. "Anioł po wykonaniu zadania"
Występują:
Anioł - Skrzydlata postać z zastępów Pana
Szofer - Osoba jeżdżąca pojazdem typu Taxi
Czas: uniwersalny
Muzyka i śpiew: chór z Opery Niebiańskiej. W roli tenorów Sodoma i Gomora
ANIOŁ:
(po wykonaniu kolejnego zadania na Ziemi)
No, czas wracać do domu.
SZOFER:
(podjeżdżając do Anioła)
Podwieźć pana?
ANIOŁ:
(bez wahania)
Bardzo proszę
SZOFER:
Dokąd?
ANIOŁ:
Do nieba
SZOFER:
Aha (??).
Kurtyna
(przy akompaniamencie chóru i tenorów zamienia się w Autostradę Do Nieba)
Sramiwariusz
Klub Panaceum Cynicum Absurdanicum
ma zaszczyt przedstawić relację z rozdania
nagród pierwszego stopnia,
czyli "Sramiwariusz"
Występują:
Eryk Dajmidaj - Wręczający nagrodę
Metody Razraz - Wyróżniona babcia klozetowa
Jury - Tutaj, jako co abstrakcyjnego
Czas: właściwy
Miejsce: znane
KONFERANSJER:
(właśnie zapowiedział Wręczającego Nagrodę)
WRĘCZAJĄCY NAGRODĘ:
Proszę Państwa! Pozwolę sobie przeczytać wynik jury.
(z jednej kieszeni wyjmuje "wynik", a z drugiej "jury")
Otóż Najlepszą Babcią Klozetową Roku została... przepraszam..., został... Metody Razraz. Prosimy pana.
METODY RAZRAZ:
(mężczyzna niskiego wzrostu typu "Terminator II". W jednej kieszeni szczotka, w drugiej ścierka ociekająca wodą. Na twarzy zaczyna pojawiać się pot po pracy, którą przed chwilą wykonał)
Dziękuję bardzo. Przepraszam za mój wygląd, ale pozwoliłem sobie w międzyczasie wymyć znajdujące się tutaj klozety.
WRĘCZAJĄCY NAGRODĘ:
(przyglądając się ze zdziwieniem Metodemu)
Jest pan niezwykle pracowity. Jak panu starcza czasu na to wszystko?
METODY RAZRAZ:
Grunt to mieć metodę i dobrych przodków. Mój pra-pra-przodek sam jeden wymył ogromne stajnie Augiasza, pracując w czynie społecznym. Ja podtrzymuję rodzinne tradycje i cały czas doskonalę metody sprzątania i mycia klozetów.
WRĘCZAJĄCY NAGRODĘ:
Można wręcz powiedzieć, że jest pan Paganinim ścierki i szczotki.
METODY RAZRAZ:
Tak. Jestem dumny z mojego Sramiwariusza. Proszę o nagrodę.
(po otrzymaniu nagrody zabiera się znowu do pracy, ukazując w pełnej krasie swoją metodę "Raz-raz").
Kurtyna
(zawstydzona idzie umyć swój klozet)
Występ gwiazdy rock'n'rolla Rajmunda Przeboja
Klub Panaceum Cynicum Absurdanicum
ma przyjemność przedstawić niezapomniany
"Występ gwiazdy rock'n'rolla Rajmunda Przeboja"
Występują:
Rajmund - Wspomniany gwiazdor
Agent - Finansjer Rajmunda
Publiczność - Mieszanina szału i żalu, płaczu i haszu
Czas: po koncercie rock'n'rollowym
Miejsce: sala koncertowa
Muzyka: non stop rock'n'roll!
PUBLICZNOŚĆ:
(z poobijanymi kolanami: wycie, jęki, omdlenia i szał stuprocentowy)
AGENT:
(zza kurtyny, do gwiazdy rocka)
Jak zwykle rzuciłeś publiczność na kolana.
GWIAZDOR:
(jw., patrząc na Publiczność)
Rzeczywiście: Wszyscy jak jeden mąż i żona klęczą na kolanach. Wyjdę podnieść ich na duchu.
(wychodzi na scenę, z której recytuje anonimowy wiersz, przez co Publiczność wstaje z kolan pośród odgłosów oburzenia i pogardy, dzięki czemu artysta traci swą publiczność raz na zawsze. Od tej chwili gwiazda rocka zgasła w nieprzeniknionych ciemnościach poezji)
Kurtyna
(nie opada, lecz dzięki poezji wznosi się do gwiazd, czyli sama się wniebobierze)
Aria bez śmiechu
Klub Panaceum Cynicum Absurdanicum
ma przyjemność przedstawić Państwu
sztukę operową pt. "Aria bez śmiechu"
Występują:
Ojciec Kompozytor - Cezary Parski jako Jacek Offenbach
Syn Kompozytora - Gerwazy Ćpunek jako syn Jacka Offenbacha
Śmiech - gościnny występ po setce wódki
Czas: poranny
Miejsce: łazienka
Muzyka: chórek kocięcy
OJCIEC KOMPOZYTOR:
(śpiewa przy goleniu się maszynką elektryczną po wczorajszym balu sklerotyków, z wyraźną miną sklerozy)
Nic nie pamiętam... co za bal... Czy wino było słodkie, czy wytrawne...
(oczywista, że wina nie było, jedynie czysta)
SYN KOMPOZYTORA:
(po naszprycowaniu się pastą do zębów znanego typu)
Cóż to ojczulku śpiewamy? Znowu byłeś na balandze po premierze?
OJCIEC KOMPOZYTOR:
(po przypadkowym zgoleniu sobie lewej strony włosów na głowie)
Wypiłem łyk..., a powiedzmy dwa... (w tym miejscu wymiotuje, gdzie popadnie) a mówiąc prawdę: aż do dna.
ŚMIECH:
(milcząco milczy)
OJCIEC KOMPOZYTOR:
(po powtórnym zwymiotowaniu)
Dostałem właśnie natchnienia! Ułożę z tego arię do swojego nowego utworu! Nazwę ją "Arią ze śmiechem".
ŚMIECH:
(po setce wódki. W ręku napoczęta flaszka samogonu)
Ja nie chcę arii, ja chcę wódki!
Kurtyna
(nie opada, gdyż tymczasowo znajduje się na odwyku)
Osły w sejmie
Klub Panaceum Cynicum Absurdanicum
ma przyjemność przedstawić Państwu
sztukę komiczną pt. "Osły w sejmie"
Występują:
MARSZAŁEK SEJMU - Facet z laską
OSŁY - jako posłowie po metamorfozie
CZARODZIEJ - czarnoksiężnik z krainy Oz
Czas: niedaleki
Miejsce: sejm
Muzyka: ośli jazz
MARSZAŁEK SEJMU:
(skanduje, waląc laską po głowach posłów)
Pro-szę o ci-szę! Pro-szę o ci-szę!
(rzuca mak, który natychmiast zasiewa ciszę jak okiem sięgnąć)
Otwieram posiedzenie izby
(otwiera i wychodzi do baru)
POSŁOWIE:
(nic nowego: epidemia obelg i wyzwisk)
CZARODZIEJ:
(pochylony nad szklaną kulą)
Trzeba z nimi zrobić porządek.
(robi porządek, przez co posłom, którzy dużo kłamali, wyrastają ośle uszy, a głos zmienia się odpowiednio do nowej roli)
OSIOŁ 1:
Ihaaa!!!
OSIOŁ 2:
Ihaaa???
CAŁA SALA OSŁÓW:
Iiihhaaaa! Iiihhaaaa!
MARSZAŁEK SEJMU:
(wraca z baru jak paralityk)
I-i-i-hh-hha. Ihhaa? Ihhaaaa! Ihhaaaa!
CZARODZIEJ:
(zadowolony ze swojej pracy)
No. Nareszcie znaleźli wspólny język, Polaczki...
Kurtyna
(oddaje laskę marszałkowską za garść owsa)
Osoby:
ON 1
ON 2
ON 3
ONA
Mężczyźni ubrani w czarne garnitury, kobieta w strój odpowiedni do pochówku.
Scenografia:
Na środku sceny stoją cztery krzesła.
Aktorzy siedzą na krzesłach wyprostowani i nieruchomo. Ręce położone na udach. Twarze poważne, bez mimiki.
Wszystkie kwestie wypowiadane bez pośpiechu i bez emocji, z dużymi przerwami między zdaniami i dialogami.
ON 3:
Myślę, więc jestem.
ON 2:
Jestem, który jestem.
ONA:
Czy ktoś wie, na co czekamy?
ON 1:
Nie chce mi się zginać.
ON 2:
Zatańczymy?
ONA:
Tak.
ON 2:
Czemu nie tańczysz?
ONA:
Tańczę.
ON 2:
Niewiele mogę ci dać.
ONA:
Miałam wielkie szczęście. Prawie zderzyłam się z ciężarówką. Jechała prosto na nas. Nie wiem, gdzie jest mąż.
ON 3:
Ja się zakrztusiłem, ale już mi przeszło.
ON 2:
Proszę umyć zęby.
ON 1:
Mam nadzieję, że zdążę do stomatologa.
ON 2:
On jeszcze nic nie rozumie.
ONA:
Widocznie nie zaczął jeszcze sztywnieć.
ON 1:
Sztywnieję, ale myślałem, że to pani.
ON 2:
Czy jesteś spokojny?
ON 1:
Tak.
ON 2:
Więc nie żyjesz
ON 1:
To dobrze. I tak miałem raka. Przynajmniej zęby już mnie nie bolą.
ON 3:
Jak długo jesteś umarła?
ONA:
Wystarczająco długo by zesztywnieć.
ON 1:
Ciekawe co teraz zrobi mój rak.
ON 3:
Czy może mi pani powiedzieć, czy moje ciało sztywnieje równomiernie?
ONA:
Niestety nie. Sama nie mogę się ruszyć.
ON 1:
Stygnę...
ONA:
W końcu się wyśpię.
ON 2:
Czemu?
ONA:
Bardzo dużo pracowałam.
ON 3:
Warto było?
ONA:
Chciałam godnie żyć.
ON 3:
Ale czuję powiew w płucach.
ON 2:
To patolog. Robi sekcję zwłok.
ON 3:
Coś niewyraźnie pani wygląda.
ONA:
Bo mam zmasakrowaną twarz. Chyba miałam wypadek. Myśli pan, że mąż będzie mnie jeszcze kochał?
ON 3:
Na pewno.
ONA:
Ale nie posiadam już twarzy.
ON 3:
On też nie.
ONA:
Czemu nie jesteśmy razem?
ON 3:
On jeszcze jest po tamtej stronie.
ON 1:
Dużo miałeś na pogrzebie gości?
ON 2:
Nie.
ONA:
Żona płakała?
ON 2:
Nie, pies.
ONA:
Jak to?
ON 2:
Nie będę go już bił.
ON 1:
A ty, jesteś już po pogrzebie?
ONA:
Nie. Jeszcze o mnie nie wiedzą.
ON 1:
Nie chcę ich zapomnieć.
ONA:
Co zrobisz?
ON 1:
Będę ich nawiedzał
ONA:
Zrobiłeś testament?
ON 3:
Nie. Wszystko zabrałem ze sobą.
ON 2:
Ja swój skarb zakopałem.
ON 1:
Co to było?
ON 2:
Żona i dzieci.
ON 3:
Jestem sam. Kto zadba o mój grób?
ONA:
Chyba ktoś mnie posuwa. Tak mnie coś rozpycha.
ON 2:
To ten z kostnicy. W porządku gość, tyle że samotny.
ON 1:
Nie wiem, kto jest ten mężczyzna obok mojej żony.
ON 3:
Przyjaciel.
ON 1:
Nie znam go.
ON 3:
Może nowy.
ON 2:
Czy mogę prosić o pani rękę?
ONA:
Nie. Jeszcze nie odpadła.
ON 2:
Przytul mnie, choć na chwilę...
ON 1:
Zawsze chciało mi się kobiety.
ON 3:
A mi Boga.
ON 1:
To znaczy?
ON 3:
Nie ma większej radości jak wtopić się w Boga.
ON 2:
Coś pani małomówna.
ONA:
Trudno mi mówić, bo mam członka w buzi.
ON 1:
Mnie żona odsunęła od siebie po urodzeniu dzieci.
ON 2:
Co zrobiłeś?
ON 1:
Na szczęście miała siostrę.
ON 2:
A ja córkę.
ONA:
Kiedyś upiłam się na przyjęciu. Nie wiem, co ze mną robili...
ON 2:
Zabijałem swoich wrogów myślą, słowem i uczynkiem.
ONA:
W dzieciństwie bardzo poważnie zachorowałam i mama była przez cały czas ze mną. To były moje najlepsze dni.
ON 2:
Mój dom to cela.
ON 3:
Mój też.
ON 2:
Za co siedziałeś?
ON 3:
Za wiarę. Byłem księdzem.
ON 1:
To powiedz mi, jak jest z Bogiem.
ON 3:
Nie znają Boga ci, którzy Go nie szukają.
ON 1:
Czy Bóg się przed nami chowa?
ON 3:
Nie. My się chowamy.
ON 1:
Dlaczego?
ON 3:
Boimy się zobaczyć swoją nędzę.
ONA:
Po czym poznać, że człowiek jest blisko Boga?
ON 3:
Im więcej w człowieku agresji i nienawiści, tym dalej jest on od Boga. Człowiek blisko Boga nie boi się Go, ale pragnie Go z całej siły.
ON 2:
Czy ktoś widział Boga?
ON 3:
Nie. Kto Go zobaczy, to umrze.
ON 2:
Już umarłem.
ONA:
Widziałeś Go?
ON 2:
Nie. Założyli mi kaptur na głowę.
ONA:
Czemu?
ON 2:
Żebym się nie zwęglał przy ludziach.
ONA:
Gdzie?
ON 2:
W celi śmierci.
ON 3:
Dwie dusze mam na sumieniu.
ONA:
Czemu?
ON 3:
Nie pomogłem im.
ONA:
Ale tylu innym pomogłeś.
ON 3:
Ale będę rozliczany tylko za nich.
ON 1:
Trzeba było ich wysłuchać.
ON 3:
Wysłuchałem.
ON 1:
Więc...
ON 3:
Wysłuchałem, ale zignorowałem ich problemy. Myślałem, że przesadzają.
ON 1:
Co się stało?
ON 3:
Odebrali sobie życie.
ON 2:
Mój ojciec powiesił się. Jak wytrzeźwiał, to się okazało, że nie przywiązał sznura do klamki. Mój ojciec powiesił się.
ON 1:
Tak, wiemy.
ON 2:
Znalazłem go, jak wróciłem ze szkoły. Myślałem, że udaje.
ONA:
Jestem bez serca.
ON 1:
Wzięli na organy?
ONA:
Nie. Nie pożegnałam się z synem.
ON 3:
On wie.
ONA:
Nie wie. Nie znaliśmy się.
ON 3:
Moje dzieci to uratowane dusze.
ONA:
Czy są tu nienarodzone dzieci? Musiałam to zrobić.
ON 1:
Chciałbym jeszcze pożyć.
ONA:
Czy można wrócić do życia?
ON 3:
Czasami kogoś odsyłają. Ale czy warto? Im dłużej będziesz żyła, tym więcej nagrzeszysz.
ONA:
Mogę się zmienić.
ON 3:
Ilu znasz ludzi, którzy zmienili się na lepsze?
ON 1:
Ja bym chętnie wrócił.
ONA:
Do żony?
ON 1:
Nie. Do raka.
ONA:
Przecież i tak byś umarł.
ON 1:
Ale bym jeszcze trochę pożył.
ON 3:
Im bardziej boisz się śmierci, tym dalej jesteś od Boga.
ON 2:
Nigdy nie umiałem żyć. Taki stan zesztywnienia odpowiada mi.
ON 1:
Jestem mały robaczek.
ON 2:
Jeszcze nie. To nie ten etap.
ON 3:
Swędzi mnie wszędzie.
ON 2:
To znaczy, że już się dobrały.
ONA:
Kto?
ON 2:
Robaki.
ON 3:
Biedna moja dusza.
ONA:
Co mu jest?
ON 2:
Odchodzi.
ONA:
Dokąd?
ON 2:
Tam.
ONA:
Czemu nic nie mówi?
ON 2:
Już go nie ma.
ONA:
A tamten? (dłuższa pauza) A tamten? (dłuższa pauza) Czy ktoś mnie słyszy? (dłuższa pauza) Czy ktoś mnie słyszy?
Kurtyna