Rozdział 1
Czy zostaliście kiedyś okradzeni przez choinkę?
Jakoś tak na początku grudnia pewien mężczyzna przebrany za
bożonarodzeniowe drzewko plądrował nocą samochody. Plan był całkiem
dobry. Ostatecznie w grudniu nikogo nie dziwił widok choinki. Nawet
opartej o samochód. Być może parę osób zastanowiło się, kto i dlaczego
zostawił w tym miejscu drzewko, ale z całą pewnością nie podejrzewali,
że wśród igliwia znajduje się człowiek, który - ukryty w świerkowych
gałązkach - otwiera wytrychem samochodowe drzwi. Pech chciał, że jedną z poszkodowanych była Agata, a konkretnie jej różowa alhambra, do której
złodziej nie tylko się włamał, ale, co gorsza, także rozpruł nożem
siedzenia, zupełnie jakby podejrzewał, że ktoś ukrywa tam diamenty albo
złote monety. Oczywiście niczego nie znalazł, więc gwizdnął tylko
posłanie dla kota, uchwyt na komórkę oraz wszystkie gadżety, które Agata
woziła w swoim samochodzie, a które służyły do odstresowania klientów.
Gumowe piłeczki, dwie niedawno kupione czekolady, trzy antywkurwiacze
(piłki wypełnione mąką kartoflaną, których ugniatanie redukowało stres),
woreczki z lawendą, olejki zapachowe oraz zapas różowych chusteczek do
nosa.
Faceta ostatecznie złapano, jednak Agata nie odzyskała skradzionych
rzeczy, bo złodziej przyznał ze skruchą, że rozdał je znajomym, gdyż nie
do końca wiedział, do czego służą. Zwłaszcza piłeczki z mąką kartoflaną.
Agata dostała wprawdzie odszkodowanie, ale i tak była wściekła. Nie ma
nic gorszego dla kobiety w ciąży niż seria nieszczęść i pechowych dni,
które kumulują się irytująco i powodują, że człowiek zaczyna wątpić, czy
jeszcze kiedykolwiek spotka go w życiu coś dobrego. Oprócz okradzenia i częściowego zniszczenia alhambry spotkały ją bowiem również inne
katastrofy i nawet jeżeli w jakiś sposób była za nie odpowiedzialna, to
czuła się teraz niczym wygnieciony, brudny koc, który ktoś cisnął w kąt.
Nie chciała się do tego przyznać, ale najbardziej bolał ją fakt, że
Jakub jednak wyjechał do Londynu i podjął tam pracę. Co prawda sama
zrobiła wszystko, żeby tak się stało, ale chyba każdy wie, że kobieta w ciąży ma prawo do huśtawki nastrojów i mówienia rzeczy, których wcale
nie chce powiedzieć. Jakub najwyraźniej nie rozumiał kobiecej natury, bo
po prostu spakował się i wyjechał. Zaznaczył przy tym łaskawie, że
jeżeli Agata dojdzie do wniosku, iż mimo wszystko chciałaby mieć przy
sobie kochającego faceta, który we wszystkim jej pomoże, a w razie
konieczności nawet odbierze poród, to on natychmiast z tego Londynu
wróci, ale ona tylko zacisnęła usta, odwróciła się do niego plecami i udawała, że w ogóle nie jest zainteresowana tym, co Jakub ma do
powiedzenia.
- Odnoszę wrażenie, że to trochę nierozsądne - zaczął i próbował jeszcze
coś dodać, ale Agata tylko tupnęła nogą.
- Moim jedynym marzeniem jest, abyś wyjechał do Londynu i zostawił mnie
wreszcie w spokoju - wycedziła przez zęby, chociaż jej umysł wołał
"zostań i mnie przytul".
- Chciałbym tylko poznać powody twojej decyzji. Ostatecznie niedługo
zostaniemy rodzicami i wydaje mi się, że byłoby lepiej, gdybyśmy byli
razem.
- A mnie się wydaje coś zupełnie innego - wypaliła szybko Agata. - Po
pierwsze, dobrze wiesz, że moja ciąża jest odrobinę przypadkowa, a już z całą pewnością nie planowaliśmy jej we dwójkę. Po drugie, nadal nie ufam
facetom, a moja praca tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że mam rację.
Po trzecie, jestem wystarczająco silna i niezależna, żeby poradzić sobie
zarówno z porodem, jak i wychowaniem dziecka. Jest jeszcze po czwarte,
piąte, a nawet po piętnaste, ale nie chce mi się tego wszystkiego więcej
powtarzać. Po prostu uważam, że powinieneś skorzystać z tej niewątpliwie
atrakcyjniej okazji, jaką jest propozycja pracy w Londynie, wyjechać tam
i przestać zawracać mi głowę.
Wszystko to powiedziała tak stanowczym tonem, że Jakub naprawdę zwątpił.
Gdzieś tam w głębokiej podświadomości pojawiała się nieśmiała myśl, że
Agata mówi zupełnie coś innego, niż chce, ale zupełnie nie wiedział, jak
przedostać się do prawdy. Wszystkie próby, które podejmował, kończyły
się kłótnią, prychaniem i nakazem natychmiastowego opuszczenia kraju. To
było trochę dziwne, bo wydawało mu się, że w ostatnim czasie zbliżyli
się do siebie, a nawet że pojawiło się między nimi coś więcej niż tylko
poczucie odpowiedzialności za poczęcie nowego życia. Jakub był pewien,
że kocha tę nieco zwariowaną i trochę niestabilną emocjonalnie
dziewczynę, i miał nadzieję, że ona po jakimś czasie również odwzajemni
uczucie. Ale wszystko wskazywało na to, że jednak nie miała takich
planów.
Nie chciał wyjeżdżać do Londynu, mimo że oferta pracy była kusząca, a pensja wyjątkowo przyjemna. Dużo ważniejsza była dla niego Agata i gdyby
tylko dała mu cień nadziei, nigdy w życiu nie kupiłby biletu do stolicy
Anglii. Przecież nie można w nieskończoność walczyć z wiatrakami.
Wyjechał zatem na początku grudnia, zaś Agata postanowiła, że już nigdy,
przenigdy w życiu nie zwiąże się z żadnym mężczyzną, bowiem wszyscy są
tacy sami i nawet jeżeli mówią, że kochają, to i tak ostatecznie
wyjeżdżają do Londynu. Lub gdziekolwiek indziej. Była to ocena dość
niesprawiedliwa, ale nie chciała się do tego przyznać nawet sama przed
sobą.
Na dodatek w grudniu wszyscy zaczęli ulegać durnemu nastrojowi
zbliżających się świąt Bożego Narodzenia i Agata odnosiła wrażenie, że
cała Warszawa błyszczy, mieni się i świeci milionem cholernych
światełek, od czego kręciło jej się w głowie. Wszędzie widziała
zakochane pary, które w jakimś żenującym, roześmianym stylu
przemieszczały się po mieście, popijając kawę lub grzane wino z jednego
kubka, szczerząc się do każdego i życząc mu cudownych zbliżających się
świąt, robiąc razem zakupy, wybierając kubeczki, szaliczki, perfumy i inne bzdury przeznaczone dla rodziny i najbliższych. W normalnych
okolicznościach Agata zapewne również cieszyłaby się z tego okresu i zachowywała podobnie, ale w tym roku zdecydowanie nie miała na to
nastroju. Na dodatek w jej ciele rozwijał się mały człowieczek, który
już teraz został bez ojca.
- Zostaliśmy zupełnie sami, maluszku - westchnęła, klepiąc się po swoim
coraz bardziej widocznym brzuchu. - A to dlatego, że wszyscy mężczyźni
pochodzą od tego samego podłego Adama.
Wiedziała oczywiście, że to bzdura, ale na widok kolejnej zakochanej
pary, na dodatek w identycznych czapkach, nic innego nie przyszło jej do
głowy.
Kiedy tego samego dnia wieczorem zadzwonił do niej Jakub i zapytał, czy
mogliby chociaż razem spędzić Boże Narodzenie, odpowiedziała mu, że
wyjeżdża do rodziców i że ostatnią rzeczą, na jaką ma ochotę, jest
spotkanie z nim i zepsucie sobie świąt.
- Ale dlaczego miałbym je zepsuć? - zdumiał się Jakub.
- Wystarczy twoja obecność, której absolutnie sobie nie życzę -
odpowiedziała spokojnie, chociaż mówiąc te słowa, czuła, że robi to
całkowicie wbrew sobie.
Sama nie wiedziała, dlaczego tak bardzo i tak brutalnie odpycha od
siebie ojca swojego dziecka. Ostatecznie nawet jeżeli w pracy zajmowała
się zdradami i śledzeniem niewiernych małżonków, to przecież sama
niejednokrotnie przekonała się, że nie zawsze zdrada była zdradą, a oszustwo kłamstwem. Że nie tylko mężczyźni zdradzali, ale przydarzało
się to również kobietom. Że nie wszystko było złe, nieuczciwe i fałszywe, zaś w historiach, w których przypadkiem brała udział,
pojawiało się również dużo miłości i zrozumienia. A jednak ona czerpała
z pracy tylko negatywne opinie o ludziach i to na nich opierała swoją
wiedzę o mężczyznach i związkach.
Na święta faktycznie postanowiła pojechać do małej miejscowości pod
Kutnem, w której mieszkali jej rodzice, i przynajmniej nie przejmować
się żadnymi przygotowaniami. Co prawda czuła, że będzie musiała stawić
czoła niekończącym się pytaniom o Jakuba oraz ich wspólną przyszłość,
ale postanowiła, że coś wymyśli, żeby skrócić tę rozmowę do minimum i zająć się konsumpcją barszczu z uszkami. Wiedziała również, że
najbardziej wścieknie się na nią jej przyjaciółka Julka i nie zostawi na
niej suchej nitki. Trudno. Julka będzie musiała jakoś zaakceptować
decyzję Agaty. W końcu od tego ma się przyjaciół.
Na razie snuła się samotnie po ulicach Warszawy, z coraz większą
niechęcią oglądając świąteczne wystawy i słuchając tych wszystkich
piosenek o choinkach, jemiołach, padającym śniegu i dzwoniących saniach.
Zastanawiała się też, jak zareagowałyby sprzedawczynie, gdyby poprosiła
je o natychmiastową zmianę repertuaru muzycznego oraz wyłączenie
migoczących światełek, którymi owinięte były niemal wszystkie manekiny w sklepie. Zapewne pomyślałyby, że jest sfrustrowaną kobietą w średnim
wieku, na dodatek grubą. Bo tak właśnie się czuła. Razem z brzuchem
przytyły bowiem również inne części jej ciała, chociaż zarówno Julka,
jak i wcześniej Jakub przekonywali ją, że z każdym kolejnym tygodniem
wygląda coraz piękniej i jest równie urocza, różowa i pachnąca jak
piwonia.
- Ale dlaczego różowa? - nie mogła zrozumieć Agata.
- Bo to kolor, który kojarzy się z czymś pozytywnym - wyjaśniała Julka.
- Zresztą sama jeździsz różowym samochodem, więc powinnaś wiedzieć, że
ta barwa ma w sobie dużo dobrej energii.
Agata nie czuła się jednak jak piwonia, tylko raczej jak burak cukrowy
albo coś równie atrakcyjnego. Zdawała sobie oczywiście sprawę, że ciąża
zmienia ciało, ale nie spodziewała się, iż będzie się z tym czuła tak
bardzo niekomfortowo. Czasami tęskniła za sobą sprzed kilku miesięcy,
nawet z okresu, kiedy spotykała się z Jerzym M., od którego tak naprawdę
zaczęły się zmiany w jej życiu. Gdyby nie puścił jej kantem i jednocześnie nie wyrzucił z firmy, pewnie nigdy nie założyłaby mobilnego
biura detektywistycznego, nie poznała tylu ludzi, którzy przypadkowo
stanęli na jej drodze, i prawdopodobnie nie zaszłaby w ciążę z Jakubem.
Pytanie tylko, czy wtedy była szczęśliwa? A może problem Agaty polegał
na tym, że obojętnie, w jakiej sytuacji się znajdowała, nie potrafiła z niczego się cieszyć? Dokładnie to zasugerowała jej Julka, ale tylko
wzruszyła ramionami i odpowiedziała, że to wierutne bzdury. I że ona
osobiście uważa, iż człowiek powinien być radosny tylko wtedy, kiedy
naprawdę tak się czuje i ma ku temu powody, a nie dlatego, że coraz
więcej dziwnych ludzi zmusza innych do afirmacji, wizualizacji szczęścia
i wyobrażania sobie nie wiadomo czego.
- To tak nie funkcjonuje - próbowała wytłumaczyć Julce. - Jeżeli
wszystko wali ci się na głowę, to nie możesz wybiec nago na łąkę i krzyczeć, że chcesz się nałykać szczęścia. Kiedy jesteś w dupie, to po
prostu jesteś w dupie i nie można z tego zrobić niczego więcej. Nawet
jeśli usiądziesz w pozycji kwiatu lotosu i zaczniesz jęczeć do księżyca.
- Otóż można - wzdychała Julka. - Tylko ty ostatnio masz z tym duży
problem.
Agata wzruszyła ramionami. Problemem był świat, w którym żyła, a nie
ona.
*
Mama Agaty Helena siedziała naprzeciwko córki i próbowała skupić się na
wszystkim innym, byle tylko nie poruszyć drażliwego tematu. Wiedziała
bowiem, że kiedy tylko napomknie o Jakubie, ciąży i przyszłości swojej
córki, ta natychmiast wybuchnie niczym sylwestrowa petarda i szlag trafi
świąteczny nastrój. Z drugiej strony jednak była matką i sen z powiek
spędzała jej świadomość, iż jej jedyne dziecko na własne życzenie
pieprzy sobie życie.
- W tym roku zrobiłam barszcz z kiszonych buraków - powiedziała,
starając się, aby jej ton brzmiał jak najbardziej neutralnie i w miarę
spokojnie.
- A to jest jakaś różnica? - chciała wiedzieć Agata.
- Moim zdaniem bardzo duża. Barszcz ma bardziej wyrazisty smak, a poza
tym jest zdrowszy. Buraczany zakwas jest tak sympatyczny, że pozwala
poprawić nam parametry krwi. Na przykład podczas ciąży... - mama Helena
urwała, zastanawiając się, czy słowo "ciąża" nie spowoduje wybuchu
złości u córki. Swoją drogą było dość męczące uważać na wszystko, co się
mówi, i zastanawiać się nad tematem rozmów.
Na szczęście Agata nadal wyglądała na spokojną, a nawet przyznała, że
barszcz faktycznie jest wyjątkowo dobry, chociaż nie spotkała się
wcześniej z określeniem "sympatyczny" w stosunku do potrawy.
- W uszkach z kolei są nie tylko pieczarki, ale również prawdziwki.
Z każdym kolejnym zdaniem mama Helena uświadamiała sobie, jak strasznie
sztucznie to brzmi, ale naprawdę nie miała pomysłu na cokolwiek innego.
Gdyby to od niej zależało, wygarnęłaby, co sądzi o tym wszystkim, a konkretnie o wyjeździe Jakuba za granicę, nastawieniu Agaty do ojca jej
dziecka oraz nieodpowiedzialnym podejściu do przyszłości.
- Och, cudownie, bardzo lubię prawdziwki - odpowiedziała Agata, co
zabrzmiało równie sztucznie i kretyńsko jak wcześniej informacja o farszu w uszkach.
Nawet kotka Christie przysłuchiwała się temu sceptycznie, jakby
rozumiała, że ta rozmowa jest po prostu beznadziejna. Zupełnie jak
najtańszy tuńczyk.
- Dobra, mamo, do świąt zostało jeszcze kilka dni, więc zadaj mi te
wszystkie pytania, które chodzą ci po głowie, a ja się wykrzyczę,
prychnę kilka razy i wyzłoszczę, a w święta zasiądziemy do stołu z czystym sumieniem - zaproponowała nagle Agata.
Pani Helena westchnęła i zmarszczyła czoło.
- Nie powinnam denerwować kobiety w ciąży - odpowiedziała szybko.
Agata przewróciła oczami.
- I tak już jestem zdenerwowana, a twoje informacje o farszu w uszkach
doprowadziły nawet do tego, że odrobinę zagotowałam się w środku.
Myślisz, że nie wiem, iż próbujesz wszystkiego, byle tylko nie zapytać o to, co cię najbardziej męczy?
Pani Helena położyła ręce na stole, a następnie posłała Agacie mordercze
spojrzenie.
- W zasadzie to masz rację. Jesteś już dorosła, więc chyba wolno mi
powiedzieć, co o tym wszystkim myślę. Nie chciałam cię stresować ze
względu na dziecko, ale skoro i tak już jesteś zdenerwowana, to może
rzeczywiście miejmy to za sobą. Dlaczego wypędziłaś Jakuba?
Agata parsknęła śmiechem.
- Gdyby nie chciał, toby nie pojechał, wystawiłam go na próbę. Kazałam
mu jechać raz, drugi, a nawet pięćdziesiąty. Nie rozumiem, jak to się
stało, że posłuchał.
- Jak to nie rozumiesz? - do rozmowy wtrącił się zdumiony tata Marek. -
Pięćdziesiąt razy powiedziałaś facetowi, że ma coś zrobić, to niby
dlaczego miałby zrobić coś innego?
- Bo cały czas twierdził, że doskonale zna psychikę kobiety. W tej
sytuacji nie powinien jechać.
Tata Marek złapał się za głowę.
- Chyba się pogubiłem. Zawsze wydawało mi się, że znam nieco psychikę
kobiety, może nie w stu procentach, może nawet nie w pięćdziesięciu,
ostatecznie człowiek uczy się przez całe życie. Ale to mnie przerosło.
Czy mogę wiedzieć, co dokładnie powiedziałaś Jakubowi?
Agata zastanowiła się przez chwilę.
- Powiedziałam mu po prostu, że nie chcę, aby zostawał w Warszawie, że
poradzę sobie ze wszystkim sama, że wcale nie uważam, iż nadaje się na
ojca mojego dziecka, oraz że nie powinniśmy być razem. Tak naprawdę był
to wypadek przy pracy, niczego nie planowaliśmy, a ja go nie kocham.
Oraz że absolutnie żądam, aby wyjechał do Londynu, zajął się sobą i swoją karierą, a mnie zostawił w świętym spokoju.
Rodzice Agaty zamilkli i przez moment patrzyli na siebie totalnie
osłupieni.
- I ty się dziwisz, że wyjechał? - upewnił się ojciec.
Agata skinęła głową.
- Nawet ja się nie dziwię - przyznała mama.
- Oboje nie jesteście w ciąży, więc nie rozumiecie, co hormony
wyprawiają z ciałem i mózgiem kobiety. Nieważne. Tak naprawdę to był
test, którego Jakub po prostu nie zdał.
- A dałaś mu chociaż w minimalnym stopniu do zrozumienia, że jednak
wolałabyś, aby z tobą został? - chciał wiedzieć tata.
Agata pokręciła przecząco głową.
- Oczywiście że nie, ale to jeszcze nie znaczy, że faktycznie tego nie
chciałam, prawda?
Rodzice znowu zamilkli. Docierało do nich, że ich córka jest w ciąży i nie zawsze zachowuje się tak, jak powinna, ale to przeszło ich
najśmielsze oczekiwania.
- Wydaje mi się, że w tej sytuacji powinniśmy powrócić do rozmowy na
temat wigilijnego menu - odezwała się mama Helena. - Całkowicie
pogubiłam się w tym, co mówisz, natomiast jeśli chodzi o śledzie z jabłkami i cebulą, karpia po grecku czy też pierogi z kapustą i grzybami, to przynajmniej wiem, na czym stoję.
Agata spojrzała na nią ponuro.
- Myślałam, że chociaż ty mnie zrozumiesz. Czy nie dociera do was, że to
Jakub jest winny?
Miny rodziców wskazywały, że myślą zupełnie inaczej, ale nie odezwali
się słowem, żeby nie eskalować konfliktu. Tutaj nie było szans na żadne
porozumienie, przemówienie Agacie do rozsądku, bowiem ona najwyraźniej
znajdowała się w jakimś innym wymiarze emocjonalnym i to, co było
czarne, dla niej było białe. Oraz na odwrót. Nie należało z tym chwilowo
walczyć, tylko przeczekać.
- Zastanawiam się, czy dodać do sernika skórkę pomarańczową - odezwała
się mama Helena.
Agata zgrzytnęła zębami.
- Mamo, to staje się męczące.
- To ja może wyjdę i zabiję jakąś kurę na rosół. Przynajmniej to mnie
uspokoi - odpowiedziała mama, a następnie wstała od stołu, zarzuciła na
siebie kurtkę i wyszła stanowczym krokiem na podwórko.
Agata spojrzała na ojca.
- Ty też jesteś przeciwko mnie? I również uważasz, że to, co robię, jest
niesłuszne?
Trudno było no to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Z jednej strony
ojciec Marek tak właśnie uważał, z drugiej wiedział, że nie powinien
odpowiadać twierdząco.
- Pamiętaj, że bardzo cię kocham. Oboje cię kochamy. Po prostu istnieje
duże prawdopodobieństwo, że rozmijamy się w podejściu do niektórych
spraw. Ale to przecież nic złego, prawda?
Agata trochę się naburmuszyła i doszła do wniosku, że pora zakończyć tę
dyskusję. Wstała więc również, a potem poszła na górę do swojego pokoju.
Położyła się na łóżku brzuchem do góry, splotła na nim ręce i zapatrzyła
się w sufit. Czasami łapała się na tym, że odrobinę tęskniła za Jakubem,
a zwłaszcza za jego opiekuńczością i doskonałymi potrawami, które jej
serwował, ale wtedy natychmiast przywoływała w pamięci wszystkie te
sceny, których była świadkiem, a w których okazywało się, że nawet
największa miłość nie zawsze jest prawdziwa.
Chociażby ta akcja sprzed dwóch tygodni. To było chyba najszybsze
zlecenie czy może raczej udowodnienie zdrady w jej karierze. Zgłosiła
się do niej dwudziestosiedmioletnia Katarzyna, która za kilka miesięcy
miała wyjść za mąż. Coś jednak nie dawało jej spokoju, a konkretnie
zapach koszul jej przyszłego męża. Katarzyna bowiem pracowała jako
senselier i wszystko, co się z zapachami wiązało, było dla niej bardziej
oczywiste niż dla przeciętnego człowieka.
- Senselier? - spytała zaskoczona Agata, która nigdy wcześniej nie
spotkała się z tą nazwą.
- To po prostu profesjonalny trener zapachowy - wyjaśniła Katarzyna. -
Proszę tego nie mylić z perfumiarzem, który tworzy nowe zapachy, ja nie
zajmuję się produkcją perfum, ale za to potrafię mistrzowsko odróżniać
zapachy, rozbierać poszczególne kompozycje na czynniki pierwsze, a po
powąchaniu esencji flakonika jestem w stanie powiedzieć, jakie aromaty
kryją się w nucie głowy, serca oraz bazy. Tak to nazywam.
- Piękne - zachwyciła się Agata. - I rozumiem, że zapach koszul pani
przyszłego męża różni się znacznie od tego, jak pachniały jeszcze jakiś
czas temu?
Katarzyna skinęła głową.
- Jego perfumy mają nutę orientalną. Teraz doszedł do tego zapach
drzewny oraz lekko owocowy. Zdecydowanie należy on do damskich perfum,
niestety nie moich.
Agata przyjęła zlecenie i już po kilku dniach miała dla Katarzyny
pierwsze informacje. Co prawda nie przyłapała jej narzeczonego na
zdradzie, ale kilkukrotnie widziała go, jak wychodził z pracy z wysoką,
szczupłą szatynką. Dwa razy poszli na obiad, a raz po prostu dość długo
rozmawiali przed biurem. Potem każde z nich poszło w inną stronę,
dlatego trudno było mówić tu o jakimkolwiek oszustwie. Jednakże Agacie
od samego początku wydawało się, że tych dwoje łączy coś więcej niż
tylko praca. Jak Katarzyna miała nosa do esencji zapachowych, tak Agata
do niewierności.
I nie myliła się. Kiedy następnym razem narzeczony Katarzyny razem z tajemniczą szatynką wyszli razem z biura, Agata postanowiła, że nie
poprzestanie na śledztwie w momencie, w którym się rozstaną, tylko
podąży za jednym z nich. I to był bardzo dobry pomysł. Narzeczony i szatynka znowu udali się tylko na kawę, z tym że on został w kawiarni
ToTuCafe, ona zaś pożegnała się, zamówiła taksówkę, którą odjechała w stronę Mokotowa. Agata wsiadła w różową alhambrę i ruszyła za zielonym
hyundaiem. Zaparkowała w miejscu, gdzie szatynka wysiadła, a mniej
więcej po półgodzinie doczekała się narzeczonego Katarzyny, który
nadjechał z drugiej strony własnym samochodem. W zasadzie wystarczyło to
za dowód, ale Agata postanowiła, że zrobi coś jeszcze. Odczekała kolejne
trzy dni, a kiedy narzeczony Katarzyny znowu spotkał się z szatynką w kawiarni, wybrała stolik obok nich, zamówiła cynamonową kawę, a po paru
minutach zwróciła się do szatynki.
- Używa pani przecudownych perfum, czy mogłabym wiedzieć, co to za
zapach?
Kobieta uśmiechnęła się i skinęła głową.
- Carolina Herrera Good Girl - odpowiedziała słodkim głosem.
Kiedy Agata przekazała te informacje Katarzynie, dziewczyna tylko smutno
się uśmiechnęła.
- Tak, to musi być to. Dla pewności wybiorę się do Sephory i powącham
flakonik w kształcie efektownego pantofelka na szpilce, ale jestem
niemal pewna, że znalazłyśmy właścicielkę zapachu koszul mojego
przyszłego męża. W tej sytuacji będę chyba zmuszona odwołać ślub, bo nie
do końca wyobrażam sobie, aby w tym związku znalazło się miejsce dla
trzech osób - dodała jeszcze gorzko.
Tydzień później Agata dowiedziała się, że niewierny narzeczony przyznał
się do zdrady, chociaż próbował wytłumaczyć to w typowo męski sposób, a mianowicie, że przecież jeszcze nie są małżeństwem, a on po prostu
chciał ostatni raz wyszumieć się przed podpisaniem dekretu na wierność.
Jak w takiej sytuacji można wierzyć mężczyznom?
Rozdział 2
Agata była szczęśliwa, że jakoś udało jej się przeżyć te święta, a także
sylwestra i Nowy Rok. Zwłaszcza to ostatnie nie okazało się zbyt trudne,
bowiem sylwestra po prostu przespała. Powiedziała rodzicom o dwudziestej
pierwszej, że położy się na chwilę, a kiedy się obudziła, był już
kolejny dzień, a nawet rok, godzina ósma rano. I nawet nie była zła, że
nikt jej o tym wcześniej nie poinformował. Początkowo miała tę noc
spędzić z Julką i jej rodziną, ale okazało się, że przyjaciółka dostała
od męża pod choinkę od lat obiecywany wyjazd na narty, więc Agata
powiedziała jej, że zdecydowanie musi z tego skorzystać.
- No, ale umawiałyśmy się, że w tym roku sylwester jest nasz - jęknęła
Julka. - Poza tym postanowiłam sobie, że nie zostawię cię samej. I chociaż jestem na ciebie wkurzona za to, co wyprawiasz, mimo że
rozumiem, iż twoje hormony wariują, to i tak cię kocham. A teraz jestem
zmuszona cię opuścić podczas przejścia starego roku w nowy i źle się z tym czuję.
Agata roześmiała się.
- Daj spokój, jestem dorosła, ciężarna, na dodatek spędzę ten czas z rodzicami i Christie. Nie będę sama. Poza tym nie przepadam za
sylwestrem, więc kompletnie nie zawracaj sobie tym głowy. Pakuj walizki
i zasuwaj z rodziną na narty. Mną się zupełnie nie przejmuj, inaczej
zepsujesz sobie wyjazd.
I mówiąc to, dokładnie tak myślała. Jakoś nie miała ochoty czekać do
północy na symboliczną zamianę roku, rozbierać na czynniki pierwsze
swojego życia, odpowiadać na niekończące się pytania o Jakuba, a potem
okazywać jakąś sztuczną radość z tego powodu, że właśnie umarł stary
rok. Dlatego dobrze się stało, że Julka wyjechała, a Agata w spokoju
mogła przespać całą noc. Nie obudziły jej nawet fajerwerki, co
oznaczało, że po prostu potrzebowała głębokiego snu.
Na początku stycznia zdecydowała się wrócić do Warszawy, chociaż mama
Helena prosiła ją, żeby została jeszcze przez jakiś czas z nimi. Ale
Agata miała chwilowo serdecznie dosyć również własnej rodziny. Co prawda
rodzice nie poruszali już tematu jej przyszłości, ale i tak wiedziała,
że cały czas o tym myślą. Patrzyli na nią z niepokojem i trwogą w oczach
i zastanawiali się, jak to wszystko się ułoży. Pora się stąd wyrwać.
Postanowiła też nie robić noworocznych postanowień, bowiem zazwyczaj
bywało tak, że już dwa tygodnie później kompletnie o nich zapominała i chyba jeszcze żadnego z nich nigdy nie wypełniła do końca. Dlatego w tym
roku doszła do wniosku, że w ogóle o niczym nie będzie myśleć, niczego
sobie nie obieca i nie będzie robić żadnych nadziei. Co ma być, to i tak
się wydarzy, o tym doskonale wiedziała. Planowanie, obiecywanie sobie
czegoś, układanie scenariusza - to wszystko i tak nie miało żadnego
sensu, bo życie fundowało człowiekowi takie zwroty akcji, niespodzianki
i zaskakujące momenty, że całe to projektowanie przyszłości po prostu
mijało się z celem. Poza tym już trzeciego stycznia dostała kolejne
zlecenie. Tym razem zadzwoniła do niej załamana kobieta, która od razu
poprosiła o pomoc w pewnej bardzo ważnej i delikatnej sprawie.
- Chodzi o mojego męża. Tak się złożyło, że jeszcze przed nowym rokiem
wylądował w szpitalu z powodu zawału. Niestety, okazało się, że był dość
rozległy i dlatego Michał cały czas utrzymywany jest w śpiączce
farmakologicznej. Co prawda lekarze mówią, że wszystko będzie dobrze i ja nawet w to wierzę, bo Michał jest silny i wysportowany, ale tak
naprawdę martwi mnie zupełnie coś innego.
Agata zamieniła się w słuch.
- Otóż mam wrażenie, że dzieje się coś bardzo dziwnego. Początkowo
myślałam, że może postradałam zmysły, że wyobraźnia płata mi figle, ale
po dzisiejszej rozmowie z lekarzem doszłam do wniosku, że jednak mam
rację co do swoich podejrzeń.
- A o co konkretnie chodzi? - chciała wiedzieć Agata.
Kobieta ciężko westchnęła.
- Podejrzewam, że mój mąż ma romans, niestety nie mogę go o to zapytać,
ponieważ jak już mówiłam, leży w śpiączce. A nawet jeżeli go z niej
wybudzą, to przecież nie mogę go tak od razu zaatakować pytaniem o kochankę, bo dostanie kolejnego zawału. Dlatego ta sprawa jest bardzo
delikatna i wymaga pomocy specjalisty. Zanim bowiem cokolwiek zrobię,
muszę mieć stuprocentową pewność. Ponieważ nie chciałabym wszystkiego
mówić przez telefon, dlatego bardzo prosiłabym o spotkanie.
Agata otworzyła notes i sprawdziła termin najbliższej wizyty u ginekologa. Dziesiątego stycznia, więc ma jeszcze czas.
- Jestem chwilowo poza Warszawą, ale jeżeli to pilne, to mogę przyjechać
choćby jutro.
- Dla mnie to jak najbardziej pilne, bo przez to całe zamieszanie nie
mogę spać, muszę udawać przed dziećmi, że wszystko jest w porządku, i tłumaczyć się ze swoich opuchniętych powiek.
- Dobrze, w takim razie przyjadę jutro. Możemy spotkać się po południu,
proszę podać adres. Podjadę samochodem.
- Może po prostu w centrum? Kojarzy pani Wegeguru Street? Bo tak się
składa, że od kilku miesięcy przerzuciłam się na kuchnię wegetariańską,
ale jeśli woli pani inne miejsce, to oczywiście się dostosuję.
Agata uśmiechnęła się.
- Zazwyczaj pierwsze spotkanie odbywa się u mnie w biurze.
- Czyli gdzie dokładnie?
- W samochodzie.
Kobieta zamilkła na moment.
- Już wyjaśniam - pospieszyła z informacją Agata. - Moje biuro
detektywistyczne jest mobilne i różowe. To duży van, w którym jest
wystarczająco dużo miejsca. Ale jeśli woli pani restaurację, to nie ma
najmniejszego problemu. Chętnie przyjadę do Wegeguru Street, tym
bardziej że już słyszałam o tym miejscu. Podobno mają rewelacyjne
pierożki mandu, więc z przyjemnością się na nie skuszę.
Kiedy się rozłączyła, dotarło do niej, że zapomniała zapytać swoją
klientkę o imię, a ta z kolei zapomniała się przedstawić. Najważniejsze
było, że dostała kolejne zlecenie, które pozwoli jej nie myśleć o sobie
samej i o tym, co czeka ją w ciągu najbliższych miesięcy. Zawsze
wybawieniem w takich sytuacjach była praca, zwłaszcza taka, która
wymagała skupienia, zaangażowania i skoncentrowania się na problemach
innych. Agata wiedziała, że to rodzaj spychologii, ale wcale jej to nie
przeszkadzało. Bowiem roztrząsanie własnych kłopotów nigdy nie
przynosiło niczego dobrego poza wpędzaniem się w coraz większe kompleksy
i poczucie winy.
- Jesteś pewna, że chcesz już jechać? - spytała mama Helena, widząc, jak
Agata zaczyna pakować swoje rzeczy.
- Tak, nowy rok, nowa praca, nowe zlecenia. Oczywiście było tutaj
cudownie, jak zwykle, a twój barszcz na zakwasie z buraków przeszedł
moje najśmielsze oczekiwania - powiedziała, starając się, żeby nie
zabrzmiało to zbyt ironicznie. - Ale muszę już wracać do siebie.
Obiecuję, że będę się regularnie meldować, no i oczywiście zgłoszę się
natychmiast po wizycie u ginekologa. Możliwe, że już będę wiedziała,
jaka to płeć - puściła do mamy oko, łagodząc tym samym moment
pożegnania.
Wiedziała bowiem, że mama Helena już nie może się doczekać narodzin
wnuka lub wnuczki i było to dla niej w tej chwili absolutnym numerem
jeden. Agata jakoś tak podświadomie czuła, że urodzi dziewczynkę, ale
ponieważ podczas ostatniej wizyty pani ginekolog nie była jeszcze w stu
procentach pewna, obie doszły do wniosku, że zaczekają. Coś jej jednak
mówiło, że urodzi maleńką kobietkę, i bardzo się z tego cieszyła. Co
prawda zdawała sobie sprawę, iż płeć żeńska w dalszym ciągu miała na tym
świecie dużo gorzej, ale postanowiła, że od małego przygotuje swoją
córkę na starcie z męskim żywiołem. Bo tylko odpowiednie wyszkolenie w tym temacie mogło uratować jej dziecko przed popełnianiem życiowych
błędów oraz przysposobić je do walki.
- Mam dla ciebie niespodziankę - odezwał się ojciec, wchodząc do kuchni
i uśmiechając się szelmowsko. - Wymieniłem siedzenia w twojej alhambrze.
Ten skurczybyk faktycznie nieźle poharatał ci nożem fotele, a przecież
nie możemy pozwolić, żeby twoi klienci na czymś takim siadali.
Agata podskoczyła z radości.
- Ojej! - klasnęła w dłonie jak mała dziewczynka. - Bardzo ci dziękuję!
Miałam się tym zająć jeszcze przed świętami, ale po prostu nie starczyło
mi czasu, poza tym zupełnie nie wiedziałam, jak się do tego zabrać.
- Mam nadzieję, że spodoba ci się moja niespodzianka - powiedział tata
nieco tajemniczym głosem.
Agata odrobinę się zaniepokoiła, bo zazwyczaj bywało tak, iż to, co
rodzicom wydawało się świetnym pomysłem, nie do końca się sprawdzało,
ale postanowiła nie komentować, dopóki nie przekona się na własne oczy,
co tym razem wymyślił jej ojciec.
- O! - zawołała tylko, wychodząc przed dom, a następnie zamilkła.
Nie wiedziała bowiem, jak zareagować nie tyle na nowe siedzenia, które
były absolutnie niezbędne, ile raczej na ich kolor. Fotele okazały się
turkusowe. Nie ciemnogranatowe, niebieskie czy też delikatnie lawendowe.
Były agresywnie turkusowe. Co w zestawieniu z różowym lakierem auta
tworzyło nieco szokującą kompozycję.
- Podobają ci się? - zapytał podekscytowany ojciec. - Początkowo nie
byłem przekonany co do tego koloru, ale po jakimś czasie doszedłem do
wniosku, że jest on idealnie dopasowany. Ostatecznie twój samochód jest
absolutnie wyjątkowy. Wprawdzie kiedy jeszcze był mój, trochę wstydziłem
się tego koloru, ale muszę przyznać, że do ciebie i tego, co robisz,
świetnie pasuje. Dlatego pomyślałem, że banalna czerń, beż czy też biel
zdecydowanie odpadają. I wtedy właśnie wpadłem na pomysł tego, a nie
innego koloru, i już tłumaczę ci dlaczego.
- Cudownie - powiedziała cicho Agata, ponieważ w dalszym ciągu była
odrobinę zszokowana. - Chętnie dowiem się, co tobą kierowało.
- Otóż dowiedziałem się, że turkus symbolizuje spokój potrzebny do
inspiracji, a także ukojenie i prawdę. Doskonale wpływa na osoby, które
szukają wyciszenia umysłowego, równowagi oraz wewnętrznego spokoju, no i dodatkowo łagodzi uczucie samotności. Wtedy pomyślałem sobie: bingo!
Ty przecież potrzebujesz teraz wyciszenia oraz ukojenia, zwłaszcza w sytuacji, w której się znajdujesz. Do tego to uczucie samotności, które
mimo wszystko na pewno od czasu do czasu cię dopada. Dodatkowo turkusowy
jest związany z pewną siłą kreatywności, a także czymś nowym i przebojowym. To również do ciebie pasuje, a także do zawodu, który
wykonujesz. I jeszcze gdzieś wyczytałem, że turkus można świetnie
zrównoważyć kolorem czerwonym lub właśnie różowym. Czy nie wymyśliłem
tego naprawdę dobrze? - spytał ojciec, spoglądając na Agatę z nadzieją.
Córka ostrożnie pokiwała głową, a potem podeszła do niego i mocno go
przytuliła. Nigdy w życiu sama nie wpadłaby na to, aby siedzenia w jej
różowej alhambrze były turkusowe, ale pomyślała: dlaczego nie?
Ostatecznie faktycznie było to niezwykle oryginalne, podobnie zresztą
jak kolor jej auta. Argumenty, które przedstawił ojciec, również nie
były bez znaczenia, chociaż przestała go słuchać w momencie, kiedy
zaczął mówić coś o tym, jak to turkus ułatwia przepływ energii w organizmie, sprzyja detoksykacji i zmniejsza stany zapalne. Doszła do
wniosku, że trochę tego za dużo, ale i tak była mu wdzięczna. Widać
było, że bardzo się postarał, a to najbardziej się liczyło.
- Dziękuję, tato. Jestem przekonana, że dzięki turkusowi będzie mi się
powodziło jeszcze lepiej i zyskam dodatkowych klientów - pocałowała go w szorstki policzek i uniosła w górę kciuk.
*
Agata stanęła w umówionym miejscu pod restauracją Wegeguru Street i ze
zdumieniem przeczytała, że lokal jest nieczynny. Szkoda, bo miała wielką
ochotę na pierożki lub bułeczki bao, ale najwyraźniej będzie musiała
obejść się smakiem. Kiedy zaglądała przez szybę do ciemnego lokalu,
podeszła do niej drobna kobieta w zielonej czapce wciśniętej na głowę
tak głęboko, że Agata z trudem dostrzegła oczy i nos jej właścicielki.
- Dzień dobry, domyślam się, że to z panią się umówiłam, ale ja również
nie wiedziałam, że ten lokal jest nieczynny - odezwała się cichym
głosem. - Mam na imię Justyna, nie pamiętam, czy wspominałam o tym
podczas naszej rozmowy. To co teraz robimy? - wskazała głową na
zamknięte drzwi.
Agata wyciągnęła do niej rękę i mocno ją uścisnęła.
- A ja mam na imię Agata i jeżeli pani chce, to możemy mówić sobie po
imieniu. Proponuję zatem udać się do mojego mobilnego biura, mam w termosie świetną herbatę z opuncją i pyszne ciasteczka domowej roboty
mojej mamy. Zaparkowałam na Żurawiej, to niedaleko stąd.
Kobieta skinęła głową, ale nie uśmiechnęła się. Widać było, że jest
ogromnie zestresowana i jak najszybciej chciałaby podzielić się swoją
historią.
Kiedy usiadły wewnątrz różowego samochodu (z nowymi turkusowymi
fotelami), Agata natychmiast podała Justynie różowy kubek, do którego
nalała zielonej herbaty z kwiatem opuncji, a potem wyjęła pojemnik z maleńkimi kokosowymi ciasteczkami, które przed wyjazdem upiekła mama
Helena.
- Dziękuję, to bardzo miło z twojej strony, chociaż nie wiem, czy mam
siłę, żeby cokolwiek zjeść - powiedziała Justyna. Ale wypiła kilka łyków
i schrupała dwa ciasteczka, po czym nawet delikatnie się uśmiechnęła.
- Opowiedz, proszę, o co chodzi, a ja ze swojej strony mogę obiecać, że
zrobię wszystko, żeby dowiedzieć się prawdy i żebyś mogła wreszcie
spokojnie spać.
Justyna westchnęła.
- Jeżeli dowiesz się tej prawdy, którą podejrzewam, to wątpię, czy sen
powróci. Obawiam się, że wtedy będę miała jeszcze większy problem, ale
najważniejsze to jednak wiedzieć, na czym się stoi. Wyobraź sobie, że
kiedy odwiedziłam męża w szpitalu, lekarz powiedział mi, że nie muszę
tak często przychodzić i że jeśli cokolwiek się wydarzy, on natychmiast
mnie o tym powiadomi. Zdziwiłam się, bowiem tego dnia byłam tam po raz
pierwszy, dlatego nie do końca zrozumiałam, co miał na myśli. A potem
wydarzyło się coś jeszcze. Inny lekarz z kolei zrobił na mój widok
wielkie oczy, a potem oznajmił z jakimś takim wyrzutem w głosie, że
przecież kazał mi iść do domu porządnie się wyspać. Tego też zupełnie
nie ogarnęłam, ponieważ w ogóle nie przypominam sobie takiej rozmowy. Na
dodatek przyszłam do szpitala dopiero po piętnastej, a nie jakoś
wcześnie rano, żeby mógł mi coś podobnego sugerować. I wtedy do mnie
dotarło, że być może Michała odwiedza jakaś inna kobieta. Na dodatek
prawdopodobnie podaje się za jego żonę lub kogoś bliskiego, skoro
lekarze mnie z nią mylą. Oczywiście nie mogę nikogo o nic zapytać, bo
boję się, że wyjdę na wariatkę. Michał nadal jest w śpiączce, więc od
niego również niczego się nie dowiem.
- A próbowałaś wyśledzić, czy ktoś odwiedza twojego męża? - spytała
Agata. Justyna potrząsnęła przecząco głową.
- Nie, i to z dwóch powodów. Po pierwsze, nie mam czasu, bo pracuję, a na dodatek mam w domu troje dzieci. Po drugie, boję się - przyznała
uczciwie. - Nie wiem, jak zareagowałabym na widok obcej baby, która
przychodzi do mojego męża i jest traktowana jak ktoś mu bliski. Cały
czas mam nadzieję, że ci lekarze są przemęczeni, że mylą im się pacjenci
oraz ich krewni i po prostu sami nie wiedzą, co mówią. Ale dwa dni temu
wydarzyło się coś jeszcze, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że
nie zwariowałam. Otóż jedna z pielęgniarek uśmiechnęła się na mój widok
i powiedziała, że bardzo ładnie mi w tej nowej fryzurze. Kompletnie mnie
zatkało. Cały czas mam taką samą fryzurę, nie zmieniam jej od lat.
Zawsze noszę nisko upięty kok, bo tak jest najwygodniej. Musiałam zrobić
jakąś idiotyczną minę, bo ona nagle roześmiała się i powiedziała, że nie
miała niczego złego na myśli. Chodziło jej po prostu o to, że kiedy mam
włosy zaczesane do tyłu, to wyglądam dużo ładniej, bo odsłaniam buzię, a kiedy noszę rozpuszczone, to niewiele widać. Cały wic polega na tym, że
ja prawie nigdy nie noszę rozpuszczonych włosów. Z tego wynika, że
również pielęgniarka mnie z kimś pomyliła. I nawet jeżeli lekarz, jeden
czy drugi, mógł coś pokręcić, to chyba zbyt dużym zbiegiem okoliczności
jest to, że zrobiły to trzy niezależne od siebie osoby.
Agata zmarszczyła czoło.
Z tego, co mówiła Justyna, rzeczywiście wynikało, że jej męża w szpitalu
odwiedza ktoś jeszcze. Pytanie tylko, w jakim celu i kim dla niego jest?
Doskonale rozumiała też, dlaczego jej klientka obawia się konfrontacji.
W takich przypadkach wiele kobiet odsuwało od siebie prawdę lub nie
chciało stanąć z nią oko w oko. Z drugiej strony męczyły je tajemnica i świadomość, że za ich plecami dzieje się coś, o czym nie mają pojęcia.
- Musiałybyśmy razem pojechać do szpitala, a ty zgłosić mnie jako
siostrę lub kuzynkę twojego męża, która może go odwiedzać i której
lekarz ewentualnie może udzielać informacji o stanie zdrowia pacjenta. W przeciwnym razie nikt mnie tam nie wpuści. Jeżeli będę miała już takie
uprawnienia, postaram się wyśledzić osobę, o której wspominali lekarze i pielęgniarka. Z tego, co mówisz, wynika, że przychodzi ona tam dość
często, więc nie powinnam mieć większych trudności, żeby na nią wpaść.
Na dodatek ona mnie nie zna, więc mogę bez problemu jej się przyjrzeć, a może nawet czegoś dowiedzieć.
Justyna skinęła głową.
- Dobrze, tak zróbmy. Bardzo przepraszam, że jestem taka przybita, ale
naprawdę nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Do tej pory wydawało mi
się, że jesteśmy normalną, kochającą się rodziną, którą omijają takie
tematy jak zdrada czy oszustwo. Jednak okazuje się, że człowiek zawsze
powinien być przygotowany na najgorsze.
- Nie zamartwiaj się na zapas, z doświadczenia wiem, że nie wszystko, co
się świeci, jest złotem, i nawet jeśli jest to banalne powiedzenie, to w dalszym ciągu prawdziwe. Zdrada nie zawsze jest zdradą, a czasem wręcz
przeciwnie. Dopóki nie dowiemy się wszystkiego, dopóki wszystkiego nie
sprawdzimy, dopóty nie możemy wydawać żadnych wyroków. Pewnie, że to, co
mówisz, brzmi trochę dziwnie, a nawet podejrzanie, ale nie mamy żadnych
dowodów.
Justyna w końcu ściągnęła z głowy zieloną czapkę. Jej jasne włosy
faktycznie były upięte tuż nad karkiem w niedbały kok. Miała około
czterdziestu lat, ale wyglądała dużo młodziej, nawet jeżeli jej twarz
była teraz szara ze zmęczenia, a pod oczami straszyły fioletowe cienie.
Oczy w dalszym ciągu jej błyszczały zaskakującym zielonym kolorem,
jakiego Agata nigdy wcześniej nie widziała.
- Ależ ty masz niesamowite tęczówki! - zawołała teraz.
Justyna delikatnie uniosła kąciki ust.
- Tak, wiele ludzi mi to mówi. I wiesz co? Ta pielęgniarka też
powiedziała, że mam piękny kolor oczu i że za każdym razem, kiedy mnie
widzi, jest zachwycona. A to oznaczałoby, że tamta kobieta również musi
mieć zielone oczy. Jakiś absurdalny zbieg okoliczności, prawda? Wiem, że
moje tęczówki są dosyć niespotykane. Naprawdę nic z tego wszystkiego nie
rozumiem.
- I właśnie dlatego zatrudniłaś mnie - powiedziała Agata uspokajającym
tonem. - To ja jestem od tego, żeby dowiedzieć się prawdy i doprowadzić
do wyjaśnienia tej sytuacji.
Jeszcze tego samego dnia dokonały wszelkich formalności w szpitalu.
Agata została przedstawiona personelowi jako siostra Michała, a Justyna
poprosiła pielęgniarki, żeby dziewczyna mogła odwiedzać jej męża.
- Dzisiaj jest już późno, ale zjawię się w szpitalu jutro z samego rana.
Kiedy ty najczęściej odwiedzasz Michała? - spytała Agata.
- Po południu. Pracuję w firmie jako księgowa i zazwyczaj jestem zajęta
do piętnastej. Podejrzewam, że jeżeli ktoś przychodzi do szpitala, to
robi to w tych godzinach, w których ja pracuję.
- OK, to ja zjawię się tutaj jutro o dziewiątej rano. Może będzie już po
obchodzie, a ten ktoś właśnie przyjdzie - skinęła głową Agata.
Kiedy wróciła do swojego mieszkania, pierwsza myśl, jaka pojawiła się w jej głowie, dotyczyła jedzenia. Zazwyczaj kiedy późno wracała z pracy,
na stole czekała na nią pyszna kolacja przygotowana przez Jakuba. Nie
ukrywała, że to była jedna z jego cech, którą wyjątkowo lubiła. Facet
naprawdę miał pojęcie o kuchni i potrafił świetnie gotować. Na dodatek
wszystko, co przyrządzał, było po prostu pyszne i Agata musiała
przyznać, że nigdy wcześniej tak smacznie nie jadła. No chyba że były to
pierogi mamy Heleny.
- Christie, nie patrz na mnie tym swoim potępiającym wzrokiem - zwróciła
się w stronę kotki, która tylko miauknęła w odpowiedzi. - Wiem, że Jakub
przekupił cię pasztecikami domowej roboty, ale to jeszcze nie powód,
żeby nadal z nami mieszkał.
Kotka odwróciła się do niej tyłem, a następnie ostentacyjnie wyszła z kuchni, dumnie unosząc ogon.
- No pięknie. Nawet kot jest przeciwko mnie - mruknęła pod nosem i wyjęła słoik z pulpecikami, przezornie przygotowanymi przez mamę Helenę,
która doskonale wiedziała, że Agata sama sobie niczego nie ugotuje.