Podziękowania
Podziękowania
Od Petera A. Levine'a
Spośród moich nauczycieli żaden nie był tak ważny dla mnie jak dzieci, z którymi pracowałem na przestrzeni wielu lat. Ich odwaga, entuzjazm,
spontaniczność, żywiołowość i siła ducha pokazały mi, jak dokonuje się
cud uzdrowienia. Dziękuję Maggie za jej niezłomną współpracę,
inspirujące partnerstwo oraz pełne pasji oddanie sprawie zdrowia i dobrostanu dzieci. Dziękuję także Lorinowi Hagerowi za pomoc w układaniu
wierszyków wykorzystywanych w dalszych częściach książki oraz
jedenastoletniej Julianie DoValle za opatrzenie ich ilustracjami.
Chciałbym wyrazić wdzięczność Richardowi Grossingerowi, całemu
personelowi wydawnictwa North Atlantic Books, a zwłaszcza Kathy Glass i Shannon Kelly za ich fachową i staranną pracę redakcyjną. Na koniec
dziękuję samemu sobie za to, że umiałem zaufać swoim marzeniom i intuicjom, oraz moim rodzicom za to, że pomimo własnych problemów robili
wszystko, co w ich mocy, by wspierać mój rozwój i edukację oraz rozwijać
we mnie kreatywność i podsycać ciekawość światem dookoła.
Od Maggie Kline
Przede wszystkim pragnę podziękować Peterowi Levine'owi, mojemu
mentorowi od 1994 roku, który nieustannie mnie inspirował i był
niezawodnym przewodnikiem. Nauczył mnie ufania swojej intuicji i czerpania mądrości z własnej krynicy. Dary, jakie od niego otrzymałam,
powiększone po stokroć, przekazałam dzieciom i rodzinom, którym służę
pomocą, i specjalistom, których szkolę. Dziękuję moim rodzicom, Marge i Jimowi, za wszystko, co mi dali. Ojciec nauczył mnie, że praca jest
innym sposobem kochania, a matka przekonała, że zostanę pisarką. Chcę
również wyrazić moją wdzięczność dzielnym dzieciom, których szczerość,
ciekawość, odwaga i spontaniczność tak wiele mnie nauczyły i które
zgodziły się, żebym opisała ich historie dla pożytku innych. Nie mogę
też pominąć ich rodziców, którzy byli gotowi uczyć się wraz z nimi.
Miałam szczęście pracować w publicznych szkołach Long Beach w Kalifornii, jednego z najbardziej zróżnicowanych etnicznie miast w naszym kraju. Czerpałam siły do pracy, obserwując, jak moi uczniowie
pokonują trudności, z którymi na pozór żadne dziecko nie zdołałoby sobie
poradzić. Miałam też szczęście poznać oddanych nauczycieli, doradców i dyrektorów szkół, dzięki którym moja praca była zarazem radością. Cieszę
się, że mogłam wprowadzić do szkoły Beijo, mojego terapeutycznego psa,
by dać pociechę nastolatkom nękanym przez przemoc gangów młodzieżowych.
Pragnę podziękować Kathy Glass, naszej redaktorce, za jej umiejętności,
upór i sumienność, dzięki którym ta książka mogła zabłysnąć pełnym
blaskiem. Jestem wdzięczna wielu specjalistom, których uczyłam zasad
Doświadczania Somatycznego (Somatic Experiencing, SE), za ich szczery
entuzjazm i mądrość wzbogacającą moje nauczanie. Dziękuję moim
przyjaciołom za wsparcie i dobrą energię, a zwłaszcza Carolyn za
podzielenie się ze mną historią, która pod tytułem "Siła spokoju"
znalazła się na stronicach tej książki. Na szczególną wdzięczność
zasługują liczni przyjaciele SE: Aleksandre Duarte, Patti Elledge i Karen Schanche, za ich bezpośredni wkład w książkę, Abi Blakeslee, Sara
Petit, Melinda Maxwell-Smith i John Amadeo za wnikliwe uwagi redakcyjne.
Dziękuję także osobom z oddaniem asystującym mi podczas treningów SE.
Na koniec (choć nie na ostatnim miejscu) chciałabym wyrazić głębokie
uznanie mojemu synowi Jake'owi, który wymagał, bym dawała z siebie
wszystko, okazywał cierpliwość i wybaczał mi pomyłki. Dzięki niemu
dowiedziałam się, czego potrzebuje dziecko, i nauczyłam się, jak być
lepszą matką. Jestem mu także wdzięczna za bieganie po zakupy, gotowanie
i fachową pomoc podczas moich komputerowych kryzysów w trakcie pisania
książki.
Przedmowa
Przedmowa
Każdego roku ponad cztery miliony dzieci w Stanach Zjednoczonych stają w obliczu traumatycznych zdarzeń1. Ta liczba jest
zresztą zaniżona i odpowiadająca rzeczywistości tylko pod warunkiem, że
ograniczymy naszą definicję traumy do sytuacji niebudzących wątpliwości,
takich jak nadużycia seksualne lub fizyczne, poważne obrażenia cielesne
albo utrata czy śmierć bliskiej osoby. Jak pokazują Peter Levine i Maggie Kline w tej przełomowej pracy, istotą traumy nie jest zdarzenie
zewnętrzne, lecz sposób, w jaki układ nerwowy dziecka sobie z nim radzi.
Z prowadzonych od dziesięcioleci pionierskich prac dr. Levine'a wynika
jasno, że długotrwałe negatywne następstwa są skutkiem utrwalenia i zamrożenia nieprzepracowanych emocji wzbudzonych przez nieprzyjemne
zdarzenie.
Jako lekarz zajmujący się osobami uzależnionymi od narkotyków codziennie
przekonuję się, że wczesne traumatyczne doświadczenia są utrwalone w mózgu i ciele człowieka i "odreagowywane" na zewnątrz w formie przemocy
przeciwko innym ludziom albo "do wewnątrz" jako autodestrukcyjne myśli i zachowania. Profilaktyka oraz wnikliwe i nacechowane współczuciem
postępowanie z potencjalnymi skutkami traumy są sprawami najwyższej
wagi. Obecnie wiemy, że konsekwencje negatywnych doświadczeń wykraczają
daleko poza złe wspomnienia czy nieświadomą negatywną dynamikę
charakteru. Mogą one spowodować pozostające na całe życie zmiany w chemicznych procesach mózgu i fizjologii organizmu. Doświadczenia tego
rodzaju potrafią oddziaływać nawet na nienarodzone jeszcze dziecko.
Niedawne badania wykazały, że roczne dzieci kobiet, które będąc w ciąży,
przeżyły szok w związku z tragedią 11 września, mają we krwi
nienaturalnie wysoki poziom kortyzolu, hormonu stresu2. Liczne badania nad ludźmi i zwierzętami dowodzą,
że negatywne doświadczenia u zarania życia mogą prowadzić do naruszenia
równowagi elementarnych procesów chemicznych mózgu, które wpływają na
nastrój i zachowanie.
"Banalne" codzienne zdarzenia, które uważamy za normalny i nieuchronny
element życia, mogą być dla dziecka przeżyciem traumatycznym i im jest
ono młodsze, tym mniej istotne i mniej przykre fakty wystarczają, by
pozostawić po sobie traumatyczne skutki. Na przykład "niegroźny" upadek
może wywołać traumę, jeśli nie pomoże się dziecku w uporaniu się z tym
zdarzeniem, zwłaszcza gdy zamiast tego zawstydza się je, bo zareagowało
"przesadnie", albo przypisuje się mu "nadwrażliwość". Również
niekonieczny zabieg medyczny może mieć długofalowe negatywne następstwa,
jeśli dziecko nie zostanie odpowiednio przygotowane i wsparte w jego
trakcie, a jego reakcje nie bedą przyjmowane z empatią. Jak przekonująco
dowodzą Levine i Kline, nasza kultura przyprawia dzieci o traumę na
wiele niedostrzegalnych sposobów, od niepotrzebnie inwazyjnych procedur
porodowych oraz sformalizowanych, mechanicznych praktyk wychowawczych,
po procesy rozwodowe, przy których emocjonalne potrzeby dziecka giną
przytłoczone wzajemnymi pretensjami rodziców.
Pozytywnym przesłaniem tej książki jest teza, iż tego rodzaju traumom
można zapobiegać i chociaż same traumatyczne zdarzenia są nie do
uniknięcia, można uniknąć ich negatywnego wpływu lub przynajmniej go
zminimalizować. Sprawą kluczową jest to, by pozwolić dziecku na poddanie
się naturalnej emocjonalnej reakcji na trudne przeżycia, a nawet
zachęcać je do tego, zamiast podejmować próby kontrolowania i ograniczania tych reakcji, prawić kazania lub rzutować na dziecko własne
lęki i uprzedzenia.
Podstawowy przekaz autorów brzmi, że pierwszoplanowym zadaniem rodziców
jest wsłuchiwanie się we własny stan emocjonalny, gdyż tylko ich
spokojna, kompetentna i opiekuńcza obecność stwarza dziecku przestrzeń
do rozładowania jego napięć. To, jacy jesteśmy, jest ważniejsze od tego,
co robimy. Ściślej mówiąc, to, jacy jesteśmy w obliczu nieprzyjemnej
sytuacji, decyduje zarówno o formie, jak i o wpływie na dziecko tego, co
zrobimy. Levine i Kline pozwalają nam uczyć się naszej roli w łagodzeniu
traumy pod okiem najlepszych istniejących trenerów: naszych własnych
ciał i uczuć.
Technika "uodparniania na traumę", którą promują Levine i Kline w tej
książce, jest bezcenna: rozsądna i prosta, przywiązująca wagę do
szczegółów i dobrze uzasadniona. Autorzy zwracają uwagę na dostosowanie
proponowanych przez nich zasad do specyficznych potrzeb dziecka na
różnych etapach rozwoju, od niemowlęctwa do okresu dojrzewania.
Trauma oczami dziecka nie jest podręcznikiem akademickim -?aczkolwiek
mogłaby zastąpić wiele takich podręczników -?ani poradnikiem radzenia
sobie z traumą typu "zrób to sam". Jest to zbiór nauk spisanych, by
obudzić w dorosłych opiekujących się dziećmi, zarówno w rodzicach, jak i zawodowych pedagogach, pełne miłości zrozumienie. To także przewodnik
pomagający wspierać dzieci, które bez naszego współczucia i umiejętnej
interwencji mogłyby nie poradzić sobie z trudnościami -?te bowiem mogą
pozostawić rany na całe życie.
Nie wiem, czy można tę książkę z czymkolwiek porównać. O niektórych
opracowaniach mówi się, że "przełamują skostniałe formy". Trauma oczami
dziecka tworzy nowy standard, za co powinien być wdzięczny każdy, komu
leży na sercu zdrowie i szczęście dzieci.
Gabor Maté
autor książek Więź. Dlaczego rodzice powinni być ważniejsi od kolegów
oraz Kiedy ciało mówi nie. Koszty ukrytego stresu
Wprowadzenie
Wprowadzenie
Książka ta ma być przystępnym i konkretnym przewodnikiem pomagającym w zapobieganiu dziecięcej traumie i jej leczeniu. Obejmuje podstawowe
narzędzia dla rodziców, opiekunów i specjalistów z różnych dziedzin,
którzy są oddani pracy z dziećmi w szkołach, szpitalach, placówkach
medycznych i gabinetach terapeutów. Oprócz łatwych do przyswojenia
zaleceń, które w naszej skomplikowanej rzeczywistości mogą uczynić życie
łatwiejszym i bezpieczniejszym, znajdziesz tu liczne przykłady
zaczerpnięte z ogromnej praktyki zawodowej autorów.
W swoich pracach dr Peter A. Levine opiera się na wiedzy z dziedziny
biofizyki, psychofizjologii i psychologii. Jego nowatorskie teorie
zrodziły się z wnikliwej obserwacji instynktownego zachowania dzikich
zwierząt w ich naturalnym środowisku. Zauważył, że posiadają one
wrodzoną odporność na objawy traumy, i poświęcił kilkadziesiąt lat na
rozwijanie i dopracowanie metody określanej jako Doświadczanie
Somatyczne (Somatic Experiencing, SE), stworzonej na podstawie badań
świata przyrody.
Wyjątkowe podejście dr. Levine'a do zagadnień traumy zostało powszechnie
docenione w kraju i na świecie, zarówno w kręgach specjalistów, jak i wśród szerokiej publiczności. Jego bestsellerowa książka Obudźcie
tygrysa. Leczenie traumy została przetłumaczona na jedenaście języków.
Opublikował również prace Uleczyć traumę. 12-stopniowy program
wychodzenia z traumy, It Won't Hurt Forever: Guiding Your Child
Through Trauma oraz Sexual Healing: Transforming the Sacred Wound,
dwie ostatnie jako programy audio w firmie Sounds True. Doktor Levine
często występuje w roli prelegenta, wykładowcy i doradcy. Jest
konsultantem The Meadows, czołowego ośrodka stacjonarnego leczenia
uzależnień w Arizonie. Przewodzi obywatelskim inicjatywom na rzecz
społeczności straumatyzowanych przez wojny lub katastrofy naturalne.
Jego profesjonalny program szkoleniowy jest coraz bardziej popularny na
całym świecie.
Maggie Kline od blisko trzydziestu lat z zaangażowaniem pomaga dzieciom
w różnym wieku jako nauczyciel, psychoterapeuta i psycholog szkolny.
Wiadomości uzyskane ponad dziesięć lat temu od dr. Levine'a okazały się
dla niej brakującym elementem układanki, co pozwoliło jej na stworzenie
łagodnej, a jednak skutecznej metody postępowania z traumą,
przekraczającej bariery kulturowe, etniczne, religijne i społeczno-ekonomiczne. Maggie twórczo integruje sztukę, zabawę, poezję i literaturę z Doświadczaniem Somatycznym. Stosuje wiedzę czerpaną z SE w prywatnej praktyce, w publicznym systemie oświaty i w kontaktach z rodzicami. Oferuje również szkolenia z zakresu Doświadczania
Somatycznego jako starszy pracownik stworzonej przez dr. Levine'a Fundacji Wzbogacania Człowieczeństwa (Foundation for Human Enrichment,
FHE), prowadząc w niej program certyfikacji profesjonalistów. Maggie
uczestniczyła w działaniach mających na celu złagodzenie traumy u mieszkańców Tajlandii po niszczącym tsunami z 2004 roku. Współpracuje z Peterem Levine'em przy jego programach szkoleniowych wydawanych przez
Sounds True i wspólnie z nim napisała artykuł It Won't Hurt Forever -
Guiding Your Child Through Trauma (To nie musi boleć na zawsze -?jak
przeprowadzić dziecko przez traumę), który zamieszczono w magazynie
"Mothering" (styczeń/luty 2002).
Bodźcem do działania jest dla Petera i Maggie serdeczne pragnienie, by
złagodzić niepotrzebne cierpienie niezliczonych dzieci na całym świecie,
których życiem wstrząsnęły przeżycia tak silne i przytłaczające, że nie
dałaby sobie z nimi rady większość dorosłych. Rozumiejąc, że trauma
rodzi przemoc, a przemoc rodzi traumę, autorzy prezentują wiedzę,
przykłady oraz zasady postępowania pozwalające przerwać to błędne koło.
Kiedy wewnętrzny zamęt zamienia się w spokój, dziecko może rozwinąć
silne poczucie tożsamości, zyskując arenę, na której mogą być tym
wszystkim, czym zechcą. W swoim wszechstronnym poradniku autorzy
zachęcają czytelnika do tworzenia "opiekuńczych społeczności"
stymulujących i wzmacniających naturalną dziecięcą odporność. Wzywają
społeczności lokalne, szkoły, szpitale i przychodnie do zapewnienia
dzieciom "szczypty prewencji", niezbędnej, by falę rozpaczy skierować w nowym kierunku.
Książka oferuje obiecującą alternatywę dla "odreagowywania" traumy, czy
to wewnętrznego w postaci stanów lękowych lub chorób, czy zewnętrznego w formie nadaktywności i agresji skierowanej przeciwko innym, które
niestety są dziś dominującą reakcją na powszechną traumatyczną
stymulację. Peter i Maggie zapraszają cię, byś połączył się z nimi we
wspólnym marzeniu o nowej tkance społecznej, która dzięki zastosowaniu
proponowanych tu narzędzi interwencji sprawi, że dzieci na całym świecie
będą mogły naprawdę być dziećmi.
Strona Fundacji na rzecz Wzbogacania Człowieczeństwa:
www.traumahealing.com.
Przegląd treści książki
Przegląd treści książki
W książce Trauma oczami dziecka przedstawiono krok po kroku
zastosowanie w praktyce "pakietu pierwszej pomocy emocjonalnej" wobec
dzieci po traumatycznym, przytłaczającym przeżyciu. Książka jest
adresowana do szerokiego kręgu odbiorców, lecz jej poszczególne
rozdziały mogą być szczególnie przydatne określonym grupom: rodzicom,
pedagogom lub lekarzom.
Trauma u dziecka nie musi wynikać ze szczególnie dramatycznych doznań,
takich jak nadużycia seksualne czy przemoc. Może być skutkiem zdarzeń,
których następstwa są często lekceważone, na przykład niezbyt poważnych
wypadków samochodowych, inwazyjnych procedur medycznych, rozwodów lub
separacji rodziców, a nawet czegoś tak na pozór błahego jak upadek
podczas jazdy na rowerze. Te powszechne doświadczenia bywają ignorowane
jako coś zwyczajnego i nie rozważa się ich możliwych traumatycznych
konsekwencji. Niezależnie od tego, jaka będzie przyczyna traumy, możemy
się pocieszyć, że nie tylko jest ona uleczalna, lecz również można jej
zapobiegać, stosując narzędzia opisane w tej książce.
Książka zrodziła się z pragnienia autorów, by ograniczyć niepotrzebne
cierpienia dzieci dzięki stworzeniu praktycznych metod zapobiegania
traumom i ich leczenia, dostępnych dla rodziców. Opierając się na blisko
czterdziestu latach badań i doświadczeń, dr Levine stawia tezę, iż
trauma ma podstawy fizjologiczne. Najprościej rzecz ujmując, chodzi o to, że w obliczu zagrożenia często nie ma czasu na namysł, więc nasze
pierwsze reakcje są instynktowne. Rodzimy się z określonymi mechanizmami
obronnymi służącymi przeżyciu. Ten punkt widzenia opiera się w znacznym
stopniu na wiedzy biologicznej dr. Levine'a, ale jego szczególne
podejście wynika z badań nad zachowaniem zwierząt w ich naturalnym
środowisku. To zagadnienie, szczegółowo omówione w książce Obudźcie
tygrysa, zostaje opisane w rozdziale pierwszym książki.
Związek między zachowaniem zwierząt a zjawiskiem traumy u ludzi Levine
zauważył po raz pierwszy pod koniec lat sześćdziesiątych, kiedy
obserwował przebywające na wolności zwierzęta drapieżne, stale stykające
się z zagrożeniami, a rzadko doznające traumy. Dalsze badania tego
zjawiska doprowadziły go do odkrycia wrodzonej zdolności zwierząt do
"otrząsania się" z konsekwencji zagrażających życiu wydarzeń bez
przewlekłych efektów wtórnych. Badania nad ludzkim mózgiem kazały mu
zastanowić się, czy ludzie posiadają tę samą wrodzoną zdolność co
zwierzęta, a jeśli tak, to z jakiego powodu z niej nie korzystają (lub
ją lekceważą). Rozległa praktyka kliniczna wyraźnie wskazywała na
trafność tej teorii. Doktor Levine stwierdził, że przy odpowiednim
nastawieniu również istoty ludzkie mogą "otrząsać się" ze skutków
potencjalnie przytłaczających przeżyć i wracać po nich do normalnego
życia. Ustalił, że jeśli nie przepracowuje się takich zdarzeń,
degradujące skutki traumy kumulują się z czasem i ujawniają dużo
później, gdy sam nieprzyjemny incydent został już zapomniany. Zauważył
też, że ta sytuacja często przejawia się jako powolna, ale systematyczna
utrata poczucia sprawczości u dziecka i obniżenie jego dobrostanu. Jeśli
rozumiemy fizjologiczny (a w mniejszym stopniu psychologiczny) aspekt
traumy i zajmujemy się nim, negatywne zdarzenia, które zwykle osłabiają
u dziecka potencjał pełni życia, możemy przekształcić w doświadczenie
pozwalające zwiększyć jego odporność oraz wiarę w swoje umiejętności i możliwości.
Książka ta jest tym bardziej potrzebna, że profesjonaliści nie w pełni
doceniają, a nawet lekceważą skumulowany efekt nieprzepracowanych
"zwykłych" zdarzeń, który może być równie niszczący jak skutki naprawdę
dramatycznych przeżyć. Oczywiście istnieje kilka publikacji dotyczących
pierwszej pomocy medycznej dla dzieci, niemniej jednak żadna z nich nie
poświęca uwagi pomocy "emocjonalnej" w potencjalnie traumatyzujących
okolicznościach. Praca A Parent's Guide to Medical Emergencies: First
Aid for Your Child (Poradnik dla rodziców w nagłych przypadkach
medycznych: pierwsza pomoc dla waszego dziecka), bestseller autorstwa
Janet Zand, Rachel Walton i Boba Roundtree zawiera napisany przez dr.
Levine'a rozdział zatytułowany "Understanding Childhood Trauma"
(Zrozumienie traumy z dzieciństwa).
Chociaż w obiegu można znaleźć wiele książek zajmujących się
emocjonalnymi reakcjami dzieci na utratę bliskich, rozwód czy
osamotnienie, to brakuje podręczników, z których rodzice i profesjonaliści mogliby nauczyć się, jak w łagodny sposób przeprowadzić
dziecko przez wstrząs spowodowany przez takie czy inne przytłaczające
doświadczenie życiowe. Nawet publikacje dla profesjonalistów
opublikowane w ciągu minionych dwóch dekad pomijają elementarny składnik
fizjologiczny, co czyni prace dr. Levine'a (i tę książkę) czymś tak
wyjątkowym. Leczenie ran zadanych przez traumę z fizjologicznej
perspektywy przesuwa punkt ciężkości z narracji dotyczącej zdarzenia na
ignorowaną wcześniej "historię" toczącą się w samym organizmie.
Wywody zawarte w książce są ilustrowane konkretnymi przykładami
traumatycznych zdarzeń z codziennego życia. Omawiane są także powszechne
sytuacje, które mogą mieć traumatyzujące działanie, i sposoby
zapobiegania takim skutkom. Upadki, wypadki samochodowe, zabiegi
chirurgiczne i dentystyczne, topienie się, nagłe rozstania (np. rozwód
lub śmierć rodziców, porzucenie), katastrofy naturalne, obserwowanie
aktów przemocy -?wszystko to jest potencjalnie traumatyzujące dla
dzieci. Aczkolwiek część tych zwyczajnych zdarzeń zazwyczaj nie owocuje
traumą, troskliwi rodzice powinni dostrzegać u dziecka objawy
wskazujące, że to, co mogłoby uchodzić za "drobną przykrość", jest dla
niego emocjonalnie przytłaczające. Dysponując taką wiedzą, potrafią
pomóc "zagrożonemu" dziecku w przejściu przez jego własny, wrodzony
proces leczenia. Książka zawiera również wyczerpujące informacje o sposobach zmniejszania podatności dzieci na napaść seksualną.
Poza opisami przypadków w książce zamieszczono również propozycje
ćwiczeń, dzięki którym rodzice i dzieci mogą zdobyć własne doświadczenia
w omawianej dziedzinie. Ich zadaniem jest wytworzenie u dziecka poczucia
wolności i sprawczości, które rodzi się dzięki "dostrojeniu się" do
własnych stanów wewnętrznych i wyczuwaniu zachodzących w nich zmian.
Jeśli dorośli zrozumieją mechanizm działania wstrząsu, strachu i zahamowań, nietrudno im będzie odpowiednio pokierować dzieckiem.
Rola dorosłych przypomina pod wieloma względami plaster opatrunkowy.
Plaster nie leczy rany, ale zabezpiecza ją, umożliwiając ciału
posłużenie się jego naturalną mądrością. Ponieważ dzieci są wysoce
wyczulone na stany emocjonalne dorosłych, ważne jest, by ci ostatni
zachowali względny spokój, byli opanowani i otwarci na potrzeby swoich
dzieci. W książce przedstawiono krok po kroku zasady postępowania,
dzięki którym rodzice mogą być dobrym "opatrunkiem" na dziecięce rany.
Trauma oczami dziecka zawiera również ilustrowany rozdział z rymowankami, które rodzice, nauczyciele, pracownicy pomocy społecznej,
pielęgniarki i inni przedstawiciele służb medycznych mogą czytać małym
dzieciom. Można je wykorzystać, gdy przygotowuje się dziecko do
niezbędnych zabiegów medycznych lub pomaga się mu pozbierać po
przytłaczających lub bolesnych doświadczeniach, by nie rozwinęły się
trwałe konsekwencje traumy. Taką aktywność można podejmować w kontakcie
z dzieckiem sam na sam, z małymi grupami, a nawet z całą klasą szkolną.
Dzieci dysponują wrodzoną odpornością i są w stanie przetrzymać
przytłaczającą traumę lub uraz. Posługując się wskazówkami zawartymi w tej książce, rodzice i inne osoby dorosłe mogą zapobiegać rozwijaniu się
u nich traumatycznych reakcji. Książka pomoże także w pozbywaniu się
pozostałości traumy spowodowanej przez minione doświadczenia, zarówno
uświadamiane, jak i zapomniane. Prewencja oraz odpowiednie postępowanie
z bieżącą i dawną traumą wzmacnia naturalną odporność dzieci i pozwala
im zachować się rozsądniej i skuteczniej w trudnych sytuacjach, do
których może dojść w przyszłości. Jeśli przejawy traumy nie znikają
pomimo wsparcia rodziców, pożądane jest skorzystanie z profesjonalnej
pomocy.
Rozdział pierwszy. Czym jest trauma? Definicja robocza
Rozdział pierwszy
Czym jest trauma? Definicja robocza
Dbałość o potomstwo i instynkt terytorialny gadów, opiekuńczość i rodzinne zwyczaje pierwszych ssaków, symboliczne i językowe zdolności
kory nowej mogą być naszym przekleństwem lub przynieść nam zbawienie.
Jean Houston1
Czym jest trauma? Gdziekolwiek spojrzymy w naszych czasach, słowo
"trauma" wyskakuje jak diabeł z pudełka. Takie tytuły jak "Odczarowanie
traumy" czy "Następstwa nadużyć" znajdujemy na pierwszych stronach
czasopism dla profesjonalistów i popularnych magazynów. Cieszące się
powodzeniem programy telewizyjne, takie jak The Oprah Winfrey Show,
próbują uświadomić milionom widzów, jak bardzo trauma krępuje ciało i duszę. Powszechnie już znany jest niszczący wpływ traumy na emocjonalny
i fizyczny dobrostan dziecka, jego rozwój poznawczy i zachowanie. Nie
brakuje platform dyskusyjnych dla profesjonalistów, na których zwraca
się uwagę na statystyki dotyczące oddziaływania traumy na nasze młode
pokolenie. Po 11 września 2001 roku zaroiło się od informacji, jak
radzić sobie z następstwami katastrofy.
Pomimo popularności prac polegających na skanowaniu i analizowaniu
straumatyzowanego mózgu niewiele napisano dotychczas o najpowszechniejszych przyczynach traumy, a jeszcze mniej o jej
profilaktyce i leczeniu. Skupiano się na diagnostyce i farmakologicznej
terapii poszczególnych jej przejawów. "Trauma jest prawdopodobnie
najbardziej zaniedbywaną, ignorowaną, lekceważoną, negowaną,
niezrozumianą i nieleczoną przyczyną ludzkiego cierpienia"2. Szczęśliwie mamy wszelkie podstawy -?my, rodzice,
pedagodzy i zajmujący się dziećmi medycy -?by zapobiegać niebezpiecznym
konsekwencjom traumy i w optymalny sposób zadbać o dobro naszych
podopiecznych.
Wraz z rosnącą liczbą przeżywanych lub oglądanych przez dzieci
niepokojących zdarzeń o wymiarze lokalnym lub globalnym staje się jasne,
że rodzice, pedagodzy, medycy i terapeuci nie mogą dłużej zwlekać z rozpoznaniem najlepszych sposobów zapobiegania traumie. Aby coraz
większej grupie już cierpiących dzieci przywrócić naturalną odporność,
przede wszystkim trzeba zbadać źródła problemu. Tym rozdziałem pragniemy
wypełnić informacyjną lukę. Przyjrzymy się bliżej traumie -?jej
rzeczywistości i związanym z nią mitom.
Trauma tkwi w układzie nerwowym -?a nie w zdarzeniu!
Do traumy dochodzi, kiedy jakiekolwiek doświadczenie uderza w nas
niczym grom z jasnego nieba. Przytłacza nas, pozostawia w zmienionym
stanie, oderwanych od własnego ciała. Zawodzą wszelkie znane nam sposoby
radzenia sobie z trudnościami, czujemy się zupełnie bezradni i nie
widzimy nadziei na poprawę sytuacji. Tak jakby nagle nogi odmówiły nam
posłuszeństwa.
Trauma to przeciwieństwo przypływu sił. Podatność na traumę jest
rozmaita u poszczególnych osób i zależy od licznych czynników, zwłaszcza
wieku i wcześniejszych traumatycznych przeżyć. Im młodsze dziecko, tym
większe prawdopodobieństwo, że przytłoczą je banalne okoliczności, które
może nie wywarłyby żadnego wpływu na dziecko w starszym wieku lub
dorosłego.
Przywykliśmy sądzić, że symptomy traumy są odpowiednie do rodzaju
zewnętrznego zdarzenia, a ich nasilenie odpowiada powadze sytuacji.
Chociaż rozmiary stresora są oczywiście istotnym czynnikiem, same w sobie nie stanowią o traumie, dlatego że "trauma to nie wypadek jako
taki, gnieździ się ona w układzie nerwowym"3.
Przyczyny "pojedynczej" traumy (w odróżnieniu od ciągłych nadużyć lub
zaniedbania) są fizjologiczne, a nie psychologiczne. Ponieważ w obliczu
zagrożenia nie ma czasu na namysł, nasze pierwotne reakcje są
instynktowne. Główną funkcją naszego mózgu jest zapewnienie przetrwania!
Tak jesteśmy zbudowani. U źródeł reakcji traumatycznych leży dziedzictwo
280 milionów lat -?dziedzictwo, które rezyduje w najstarszych i najgłębiej ukrytych strukturach mózgowych, określanych jako mózg gadzi.
Kiedy te prymitywne części mózgu zauważają coś, co uznają za zagrożenie,
automatycznie powodują wyzwolenie ogromnej energii -?taki zastrzyk
adrenaliny pozwala matce unieść do góry samochód, pod którym uwięzione
jest jej dziecko, by zabrać je w bezpieczne miejsce. To z kolei wywołuje
łomotanie serca i ponad dwadzieścia innych reakcji fizjologicznych
mających przygotować nas do obrony samych siebie i bliskich nam osób.
Wśród tych błyskawicznych, zachodzących poza świadomością zjawisk jest
przekierowanie strumienia krwi z układu trawiennego i powłok skórnych do
dużych mięśni motorycznych, szybkie i płytkie oddychanie oraz
zmniejszenie normalnego wydzielania śliny. Źrenice rozszerzają się, by
zwiększyć ilość informacji docierających do oczu. Włókna mięśniowe
wchodzą w stan wysokiego pobudzenia, często zaczynają dygotać. Kiedy
indziej mięśnie mogą zwiotczeć pod wpływem lęku i ciało zamyka się w sobie.
Lęk przed własnymi reakcjami
Kiedy człowiek nie rozumie, co się dzieje w jego ciele, właśnie te
reakcje, które miały stanowić jego fizyczny atut, mogą być dla niego
przerażające, szczególnie gdy z powodu niewielkich rozmiarów ciała,
młodego wieku lub innych czynników jednostka nie ma swobody ruchów lub
mogłyby one być ryzykowne. Na przykład niemowlę czy bardzo małe dziecko
nie może uciekać, lecz także starsze dziecko lub osoba dorosła, która
normalnie byłaby zdolna do ucieczki, w pewnych okolicznościach, takich
jak operacja chirurgiczna lub gwałt, bywa zmuszona do pozostawania bez
ruchu. To nie jest świadomy wybór. Jesteśmy biologicznie zaprogramowani,
by nieruchomieć (lub wiotczeć), kiedy ucieczka lub walka są niemożliwe
lub postrzegane jako niemożliwe. Nieruchomość jest "domyślną" reakcją
ostatniej szansy wobec zagrożenia, którego nie da się uniknąć, nawet gdy
tym zagrożeniem są drobnoustroje w naszej krwi. Niemowlęta i dzieci z powodu ograniczonych możliwości samoobrony są szczególnie podatne na ten
efekt, a co za tym idzie -?łatwo ulegają traumie. Właśnie dlatego
wsparcie dorosłych jest tak ważne, by zapobiegać traumie i pomagać
naszym młodym w powrocie do zdrowia.
Reakcja zamrożenia skrywa szereg efektów fizjologicznych. Musimy
rozumieć, że chociaż ciało wygląda na nieruchome, fizjologiczne
mechanizmy przygotowujące je do ucieczki mogą nadal być w pełni
rozkręcone. Sensoryczno-motoryczno-neuronowy schemat uruchomiony w chwili zagrożenia paradoksalnie wpasowuje się w stan bezruchu czy też
"szoku". Skóra jest wtedy blada, spojrzenie -?nieobecne, poczucie czasu
-?zaburzone. Pod poczuciem bezradności skrywa się ogromna energia
życiowa. Energia ta czeka w zawieszeniu, aż dobiegnie końca to, co się
rozpoczęło. Co więcej, bardzo młode dzieci mają skłonność do omijania
aktywnej reakcji i natychmiastowego zamykania się w sobie. Jakkolwiek by
było, potrzebują naszego kierownictwa, by mogły w pełni wrócić do
normalnego życia. Co więcej, u wielu z nich reakcja obronna nie polega
na ucieczce, lecz na garnięciu się do dorosłej osoby, z którą są
związane. Aby więc dziecko mogło uwolnić się od traumy, potrzebna jest
obecność dorosłego.
W jaki sposób ten napływ nadmiarowej energii i liczne zmiany
fizjologiczne wpływają na nas na dłuższą metę? Odpowiedź na to pytanie
jest ważna, jeśli chcemy zrozumieć traumę. Zależy ona od tego, co działo
się podczas traumatycznego zdarzenia oraz po nim. Cała rzecz w tym,
że aby nie doszło do traumatyzacji, zasób energii zmobilizowanej w obronie musi zostać "zużyty". Jeśli nie rozładujemy w pełni tej energii,
nie rozpłynie się sama. Pozostanie skumulowana i może wywoływać symptomy
traumy.
Im młodsze jest dziecko, tym mniejszymi zasobami obronnymi dysponuje. Na
przykład przedszkolak lub uczeń pierwszej klasy nie jest w stanie uciec
przed agresywnym psem ani z nim walczyć, niemowlę zaś nie umie nawet
zapewnić sobie ciepła. Dlatego opieka troskliwych rodziców, którzy
dostrzegają dziecięce potrzeby bezpieczeństwa, ciepła i spokoju i potrafią je zaspokoić, jest sprawą najwyższej wagi, gdy idzie o zapobieganie traumie. Dorośli mogą zapewniać dziecku pociechę i poczucie
bezpieczeństwa, posługując się pluszowymi zwierzętami, lalkami,
aniołami, a nawet postaciami fikcyjnymi, które mogą funkcjonować jako
surogat przyjaciela. Takie przedmioty są szczególnie przydatne, kiedy
dziecko musi być czasowo oddzielone od rodziców, a także jako pomoc w zasypianiu w osobnym pokoju. Zasoby tego rodzaju mogą się dorosłemu
wydawać czymś mało znaczącym, ale dla dziecka są istotnym środkiem
zapobiegania traumie.
Ci, którzy sami w dzieciństwie cieszyli się tego rodzaju więzią
zapewniającą bezpieczeństwo, mogliby uznać powyższe rozważania za
zdroworozsądkowe. Można by sądzić, że potrzeby dzieci są powszechnie
dostrzegane i szanowane. W istocie jednak bywały dawniej haniebnie
lekceważone, jeśli nie całkowicie ignorowane. Psycholog rozwojowy Daniel
Siegel w znanej książce Rozwój umysłu przedstawia syntezę wyników
badań neurobiologicznych i podkreśla, jak ważne jest poczucie
bezpieczeństwa i przynależności zapewniane dzieciom przez dorosłych. W młodym mózgu inteligencja, odporność emocjonalna i zdolność
samoregulacji rozwijają się poprzez kształtowanie sieci neuronowej w bezpośrednim kontakcie dziecka z jego opiekunem. Kiedy dochodzi do
traumatycznego zdarzenia, wdrukowane wzorce neurologiczne ulegają
gwałtownemu wzmocnieniu. Jeśli więc dorośli poznają i praktykują
oferowane przez nas proste metody pierwszej pomocy emocjonalnej,
przyczyniają się również walnie do zdrowego rozwoju mózgu dziecka i jego
zachowania.
Recepta na traumę
Prawdopodobieństwo wystąpienia symptomów traumy zależy od stopnia
zamknięcia się dziecka w sobie, a także od ilości nierozładowanej
energii, która pierwotnie została zmobilizowana do walki lub ucieczki.
Ten proces samoobrony wychodzi teraz spod kontroli. Dziecko potrzebuje
wsparcia, by wyjść ze stanu wysokiego pobudzenia, gdyż jest bardzo
podatne na skutki traumy. Musimy odłożyć na półkę mit, w myśl którego
najmłodsze dzieci "są zbyt młode, by je coś trwale dotknęło" albo że "to
nie ma znaczenia, bo nie będą tego pamiętały". Staje się to jasne, jeśli
zauważmy, że dziecko jeszcze w łonie matki i wkrótce po narodzeniu jest
szczególnie narażone na stres i traumę z uwagi na jego słabo jeszcze
rozwinięte układy nerwowy, motoryczny i percepcyjny. Podobnie podatne są
starsze dzieci, jeśli ich mobilność jest ograniczona z powodu stałej lub
czasowej ułomności, na przykład noszą gips, szynę lub aparat
ortopedyczny po wypadku lub dla korekcji postawy. Przyjrzyjmy się
przykładowi z życia.
Historia Jacka
U Jacka, jedenastoletniego skauta i doskonałego ucznia, wkrótce po
niewielkim jak na standardy kalifornijskie trzęsieniu ziemi rozwinęła
się "fobia szkolna". Jego rodzice nie skojarzyli tej przypadłości z kataklizmem, dlatego symptomy owej fobii u chłopca wydawały im się
zagadką. Sam Jack również nie rozumiał powodów swojego skrajnego lęku
przed szkołą. Jak mówił, niedawno przeszedł operację kręgosłupa, cieszył
się, że uwolniła go od bólów, i niecierpliwie czekał na powrót do
szkoły, by spotkać się z kolegami. A jednak nie potrafił wstać z łóżka z powodu intensywnych sensacji w żołądku. Leżał nieruchomo pod kołdrą,
pogrążony w panicznych myślach. Pierwsza z trzech sesji, podczas której
skupialiśmy się na tych nieprzyjemnych "sensacjach" (oraz jego
osobistych zasobach), ujawniła zadziwiającą historię. Chłopiec
przypomniał sobie, jak podczas trzęsienia ziemi bał się kiwającego się
regału z książkami. Ale skoro regał nawet się nie przewrócił, dlaczego
było to dla Jacka tak traumatycznym przeżyciem, że uniemożliwiało mu
powrót do grupy koleżeńskiej? Gdy kontynuowaliśmy pracę, szybko stało
się to jasne.
Kiedy Jack poczuł drżenie ziemi, nie mógł przewidzieć, jak duże jest
zagrożenie. Jego gadzi umysł zarejestrował tylko "czerwoną flagę"
niebezpieczeństwa. Jego układ nerwowy w oczekiwaniu zagrożenia uruchomił
pełny alarm i chłopiec czuł paniczny strach jeszcze długo po tym, jak
krótkie trzęsienie dobiegło końca. Intensywność jego reakcji znalazła
wytłumaczenie, kiedy dowiedzieliśmy się, że jako małe dziecko Jack był
przez kilka tygodni unieruchomiony w gipsie po wcześniejszej operacji
kręgosłupa. Jak to bywa z małymi dziećmi po poważnych przejściach,
przerażony tym zabiegiem i pozbawiony możliwości ruchu, nie był w stanie
reagować na wyobrażone niebezpieczeństwa. Nie mógł poddać się normalnemu
impulsowi ucieczki, w istocie był sparaliżowany. W tym wypadku przez
ograniczający ruchy gips.
Kiedy mózg wysyła sensoryczno-motoryczne impulsy do ruchu, ale członki
są unieruchomione (albo kiedy ruch sam w sobie byłby niebezpieczny, jak
w przypadku molestowania lub operacji chirurgicznej), pojawienie się
symptomów traumy jest wysoce prawdopodobne. Dyskomfort może się
przejawiać jako irytacja, lęk, nudności, otępienie itp. Jeśli ciało nie
może już dłużej znosić przytłaczających uczuć, zapada w przepojoną
lękiem rezygnację ("wyuczoną bezradność") -?to właśnie czyni każde
zwierzę w sytuacji, gdy aktywne unikanie zagrożenia nie jest możliwe.
Gdy Jack miał jedenaście lat, można było sądzić, że przerażające
doświadczenie z wczesnego dzieciństwa od dawna znikło z jego pamięci.
Problem polega na tym, że chociaż zdarzenie było już nieobecne w świadomej pamięci, to ciało nie zapomniało. Pozostał fizjologiczny
imperatyw, by uzupełnić niedokończone impulsy sensoryczno-motoryczne,
które uaktywniły się, zanim ciało zdołało wycofać się ze stanu
wzmożonej czujności. Nawet gdy zdjęto Jackowi gips, nierozładowana
energia i neurologiczne "wdrukowanie" ograniczenia ruchów pozostawały
obecne w jego układzie nerwowym.
Dlaczego nasze ciała nie zapominają? Co nam o tym mówią badania nad mózgiem
Dlaczego w chwili ustania niebezpieczeństwa nie uwalniamy się od niego?
Dlaczego, inaczej niż u naszych czworonożnych przyjaciół, pozostaje z nami lęk i żywotne wspomnienia, które zmienią nas na zawsze, jeśli nie
otrzymamy odpowiedniej pomocy?
Ceniony neurolog Antonio Damasio, autor książki Błąd Kartezjusza.
Emocje, rozum i ludzki mózg, odkrył, że w celu ułatwienia przeżycia
emocje znajdują w mózgu anatomiczne odwzorowanie4. A zatem lęk powoduje powstanie w mózgu
specyficznego obwodu nerwowego odpowiadającego konkretnym fizycznym
wrażeniom w różnych częściach ciała. Kiedy coś, co widzimy, słyszymy,
czujemy, odbieramy węchem lub smakiem, sygnalizuje pierwotne
niebezpieczeństwo, doświadczenie lęku pomaga ciału przygotować się na
"ucieczkę lub zamrożenie" w celu szybkiego wycofania się z groźnej
sytuacji. Ten bodziec działa skuteczniej niż wspomnienie (w wielu
przypadkach nie mamy w ogólne świadomych wspomnień tamtego zdarzenia,
pozostaje jedynie reakcja fizyczna). Akcja serca gwałtownie przyspiesza,
nasila się wydzielanie potu, pojawia się ból, gdyż ciało angażuje się w pełni, tak jakby dawne zagrożenie wciąż było aktualne. Silne emocje
związane z pierwotnym zdarzeniem pozostawiły równie silny ślad
stanowiący lekcję sztuki przeżycia. Jest to słuszne i korzystne w obliczu kolejnego niebezpieczeństwa. Ale ta reakcja jest nieodpowiednia
przystosowawczo, gdy występuje wtedy, gdy rzeczywistego zagrożenia tak
naprawdę nie ma. Dlaczego tak się dzieje? Spójrzmy ponownie na wyniki
badań.
Bessel van der Kolk, czołowy badacz traumy z Uniwersytetu Bostońskiego,
analizował reakcje lękowe za pomocą techniki MRI (rezonansu
magnetycznego)5. Za szybką aktywizację
organizmu w razie postrzeganego niebezpieczeństwa odpowiada ciało
migdałowate -?mała struktura w kształcie migdała ulokowana w śródmózgowiu. Jest ono bardzo wrażliwe na bodźce wzrokowe i słuchowe.
Aby sobie z nimi poradzić, mobilizuje liczne obszary mózgu. Joseph
LeDoux z Uniwersytetu Nowojorskiego, autor książki Mózg emocjonalny,
przyrównuje to do systemu wczesnego ostrzegania, który alarmuje ciało i przygotowuje je na zagrożenie6. To dlatego
mięśnie się napinają i do krwi trafiają sprzyjające przeżyciu hormony,
docierając do mózgu i wszystkich części ciała. Dopiero potem kora
czołowa, której zadaniem jest myślenie i rozumowanie, odgrywa kluczową
rolę, oceniając, czy szczekający pies jest przyjazny czy wrogi, czy
ciemna sylwetka to stalker czy nieszkodliwy przechodzień, czy podłużny
przedmiot pod naszymi nogami to jadowity wąż czy sucha gałąź. Jeśli pies
okaże się niegroźny, informacja zwrotna wysyłana z kory do ciała
migdałowatego wycisza reakcję lękową.
Niestety, u osoby straumatyzowanej kora czołowa nie potrafi uspokoić tej
reakcji. Mając taki "mózgowy bypass", nie możemy rozumowo odrzucić lęku
i nieuchronnie mamy do wyboru: gwałtownie odreagować na innych, znosić
przytłaczające emocje w milczeniu albo odciąć się od niepokojących
sygnałów lęku. Bessel van der Kolk ujął to następująco: "Przy PTSD
(Post-Traumatic Stress Disorder, zespół stresu pourazowego) kora czołowa
staje się zakładnikiem niestabilnego ciała migdałowatego. Myślenie
poddaje się emocjom. Osoby z PTSD są nastrojone tak, by na
najdrobniejszy nawet bodziec reagować, jakby zagrażał ich życiu"7.
Wracając do Jacka
W świetle powyższego naukowego wyjaśnienia nietrudno zrozumieć, jak to
było możliwe, że po latach, kiedy Jack leżał w łóżku niedługo po drugiej
operacji, niewielkie trzęsienie ziemi wywołało u niego (przywołane przez
świadomość ciała) wrażenie bezradności, będące traumatyczną
pozostałością wcześniejszego zabiegu medycznego. Jego ciało zareagowało
na nowe niebezpieczeństwo tak, jakby wciąż było unieruchomione przez
gips. Ciało zdane na łaskę nadwrażliwego ciała migdałowatego otrzymało
dodatkowy zastrzyk adrenaliny uruchamiający kaskadę reakcji, co było
równie przygniatające jak tamto dawne uczucie przerażenia. Chociaż ten
lęk na pozór nie miał sensu, nie pozwolił Jackowi trzeźwo spojrzeć na
rzeczywistość. Odnowione doznania związane ze "starym" zdarzeniem, kiedy
nie mógł nic zrobić w samoobronie, odcisnęły się w jego "pamięci ciała",
odbierając mu wiarę w siebie. Jack, niezdolny do ustalenia przyczyny
tych paraliżujących wewnętrznych doznań, wpadł w panikę.
To, co sprawiało wrażenie szkolnej fobii, było w rzeczywistości "lękiem"
przed napływem niepokojących wrażeń spowodowanych uwalnianiem do krwi
hormonów stresu spowodowanych przez "wdrukowanie" dawnej sytuacji, kiedy
Jack był unieruchomiony i niezdolny do ucieczki. Na szczęście, kiedy
Jack małymi krokami "zaprzyjaźnił się" z tymi okropnymi uczuciami, jego
ciało nawiązało kontakt z przeszłością i rozładowało paraliżujące
doznania w nogach, które zaczęły dygotać. Następnie, w niemal cudowny
sposób, chłopiec poczuł, że jego nogi chciałyby nieść go z jak
największą prędkością! Do tego właśnie jego układ sensoryczno-motoryczny
był "zaprogramowany" podczas pierwszej operacji, ale nie mógł tego
zrealizować.
Większość z nas przeżyła kiedyś jakiegoś rodzaju "banalne", ale budzące
strach zdarzenie, po którym nie w pełni się pozbieraliśmy. A niektóre z tych "dawno zapomnianych" doświadczeń utworzyły podłoże dla rozmaitych
objawów fizycznych i emocjonalnych, a nawet dla naszych uprzedzeń i preferencji. Następny przykład pokazuje, jak łatwo nam przechodzić nad
nimi do porządku dziennego.
Historia Henry'ego
Matka czteroletniego Henry'ego zmartwiła się, kiedy chłopiec odmówił
jedzenia swoich ulubionych produktów: masła orzechowego i dżemu ze
szklanką mleka. Gdy postawiła je przed nim, okazał podniecenie,
zesztywniał i odepchnął pokarm od siebie. Jeszcze bardziej niepokojące
było to, że zaczynał się trząść i płakać, kiedy domowy pies szczekał.
Nie przyszło jej do głowy, że ta wybredność przy jedzeniu i lęk przed
szczekaniem były bezpośrednio związane z "banalnym" incydentem, do
jakiego doszło prawie rok wcześniej, kiedy Henry korzystał jeszcze z wysokiego, dziecinnego krzesełka.
Siedząc na tym krzesełku i pałaszując swoje przysmaki: masło orzechowe,
dżem i mleko, chłopiec wyciągnął w stronę matki na pół opróżnioną
szklankę, by mu dolała więcej, i niechcący wypuścił ją z dłoni. Szklanka
spadła na podłogę i się stłukła. To spłoszyło psa, który skoczył od tyłu
na krzesełko Henry'ego i je przewrócił. Chłopiec uderzył głową o podłogę
i pozostał w pozycji leżącej, ciężko dysząc i nie mogąc złapać oddechu.
Matka krzyknęła przestraszona, a pies zaczął głośno szczekać. Z punktu
widzenia matki awersja Henry'ego do pewnych pokarmów i wyraźny strach
przed psem nie miały żadnego sensu. Jednak pod ciężarem traumy proste
skojarzenie picia mleka z upadkiem i szczekaniem psa uwarunkowały jego
lęk i niechęć do jedzenia tego, co tak bardzo uwielbiał.
Kiedy Henry przećwiczył kontrolowane padanie na miękkie poduszki
(zgodnie z zaleceniami zawartymi w tej książce), nauczył się rozluźniać
mięśnie i stopniowo poddawać się grawitacji. Wcześniej "po prostu" nie
jadł tych produktów i z trudem zasypiał, kiedy w sąsiedztwie szczekał
pies. Szczęśliwie po pewnej liczbie sesji chłopiec znowu nabrał ochoty
na swoje ulubione przysmaki i w zabawie odszczekiwał się psu.
Czego uczymy się od zwierząt
Jak to się dzieje, że dziko żyjące zwierzęta rzadko doznają traumy?
Chociaż w swoim naturalnym środowisku nie są poddawane operacjom
chirurgicznym ani zakuwane w gips, tak jak Jack, ich egzystencja
wystawiana jest na zagrożenie często po kilka razy dziennie, a jednak
rzadko są straumatyzowane. Obserwacje zwierząt w ich naturalnym
środowisku każą przyjąć założenie, że mają one wrodzoną zdolność powrotu
do normy po niebezpiecznych przeżyciach8.
Dosłownie "otrząsają się" z nadmiaru energii poprzez drżenie, szybkie
ruchy gałek ocznych, dyszenie i ruchy motoryczne. Kiedy ciało wraca do
równowagi, można zauważyć, że zwierzę wykonuje spontanicznie głębokie
oddechy. Jeśli przyjrzeć się dokładnie, okazuje się, że te oddechy są
stymulowane z głębi organizmu. Wszystko to jest częścią normalnego
mechanizmu samoregulacji i homeostazy. Dobrze jest wiedzieć, że dzielimy
te możliwości z naszymi czworonożnymi przyjaciółmi.
Dlaczego więc ludzie doznają objawów traumy? Na to doniosłe pytanie
można udzielić kilku odpowiedzi. Przede wszystkim jesteśmy istotami
bardziej skomplikowanymi niż inne żywe stworzenia. Ujmując rzecz
najprościej, ponieważ jesteśmy obdarzeni najdoskonalszym, racjonalnym
mózgiem, za dużo myślimy. Myślenie zaś o wiele za często idzie w parze z ocenami. Zwierzęta nie dysponują słowami pozwalającymi określić ich
uczucia i wrażenia. Nie znają poczucia winy, wstydu i potępienia. Nie
opóźnia więc to u nich ozdrowieńczego procesu powrotu do równowagi i homeostazy jak w naszym przypadku. Poza tym my, ludzie, nie jesteśmy
przyzwyczajeni do tak silnych reakcji fizycznych. Ponieważ nie umiemy
kierować się tymi mimowolnymi reakcjami, zamiast je blokować, zwierzęce
instynkty mogą przerażać zarówno dzieci, jak i dorosłych. Ponadto nasze
potomstwo jest o wiele dłużej uzależnione od naszej opieki i ochrony niż
młode innych gatunków. Aby podnieść się z traumy, dziecko potrzebuje
poczucia bezpieczeństwa zapewnianego przez opiekuna.
Większość młodych ssaków, nie wyłączając oczywiście ludzkich dzieci, nie
ucieka jak najdalej od niebezpieczeństwa, lecz chroni się pod opiekę
matki lub innego dorosłego osobnika. Podobnie nasze niemowlęta i małe
dzieci, wyczuwając zagrożenie, lgną do swoich bliskich. W gruncie rzeczy
niezależnie od wieku w stresie lub strachu szukamy ukojenia u innych.
(Tak właśnie było w Nowym Jorku po wypadkach 11 września: ludzie
godzinami rozmawiali z rodziną i przyjaciółmi przez telefon).
Sądzimy, że jest oczywiste, jakie poważne konsekwencje niesie ze sobą
sytuacja, kiedy osoby, od których oczekujemy miłości i opieki, krzywdzą
nas lub poniżają. Taka dwoistość podważa w nas elementarne poczucie
tożsamości i odbiera zaufanie do własnych instynktów. Słabnie poczucie
bezpieczeństwa i stabilizacji. Jeśli więc masz dziecko z zaburzonym
poczuciem więzi (jak to bywa w przypadku adopcji, rodziny zastępczej, po
rozwodzie lub nadużyciach), pomoc profesjonalisty jest na ogół
przydatna, a niekiedy wyraźnie wskazana.
Z tej książki dowiesz się, jak pomagać dzieciom w przetrwaniu
niepomyślnych zdarzeń bez niepotrzebnego rozstroju psychicznego -?tak
jak to czynią zwierzęta! Wiedza, którą zdobędziesz, pozwoli ci wyzbyć
się lęku przed doświadczaniem tych mimowolnych reakcji. Czy jesteś
rodzicem, nauczycielem, doradcą psychologicznym, czy pielęgniarką -
dowiesz się, jak za pomocą zabaw, gier, zajęć plastycznych i innych
rodzajów aktywności możesz pomóc dzieciom w rodzaju Jacka i Henry'ego.
Znajdziesz tutaj również proste rymowanki odwołujące się do motywów
zwierzęcych (w rozdziale 5). Ponieważ zwierzęta nie oceniają, lecz
działają instynktownie, może to być silne narzędzie pomagające dziecku w sięganiu do własnego, wewnętrznego procesu ozdrowieńczego.
Zamieszczamy w książce wiele zaczerpniętych z prawdziwego życia
przykładów pokazujących, jak można wspierać dzieci w procesie powrotu do
normy po przerażających i przytłaczających przeżyciach. Mimo że wiele z nich pochodzi z prywatnych sesji terapeutycznych, a inne z praktyki
poradnictwa psychologicznego w szkołach, podstawowe wykładane przez nas
zasady mają służyć jako "zestaw pierwszej pomocy emocjonalnej" dla
troskliwych opiekunów. Książka jest adresowana do terapeutów oraz
rodziców i innych osób opiekujących się dziećmi, takich jak personel
medyczny. Ma im pomóc w rozpoznawaniu oznak traumy i pokazać im proste
sposoby osłabienia jej symptomów lub zapobiegania im po szokującym
zdarzeniu. Jak już jednak wspomnieliśmy, są sytuacje, w których pomoc
specjalisty jest wysoce wskazana.
Rozdział drugi. Zakres traumy -?jej źródła od pospolitych do nadzwyczajnych
Rozdział drugi
Zakres traumy -?jej źródła od pospolitych do nadzwyczajnych
Wciąż i wciąż pada deszcz...
Jak łzy z nieba... jak łzy z nieba.
Wciąż i wciąż mówi nam deszcz,
Jak bardzo jesteśmy delikatni... jak bardzo jesteśmy delikatni...
Fragile, piosenka Stinga
Zajmiemy się teraz czynnikami wyzwalającymi traumę: czasem łatwo
zauważalnymi, wręcz namacalnymi, kiedy indziej nierzucającymi się w oczy. Większość ludzi, nawet profesjonalistów, przeważnie przegapia te
pospolite wyzwalacze traumy. Nasze przykłady rzucą światło na znaczenie
działań pomagających młodym ludziom przetrwać zarówno codzienne
nieprzyjemności, jak i zdarzenia nadzwyczajne.
Wielu rodziców i zawodowców definiuje traumę jako nieoczekiwane, okropne
przeżycie, zdarzające się rzadko i dotykające tylko nielicznych,
pechowych jednostek. My, autorzy, odważymy się powiedzieć, że nikt nie
jest w stanie całkowicie uniknąć w całym swoim życiu długiego cienia
traumy, w tym czy innym czasie, o większym czy mniejszym natężeniu. A ci, którzy doznali traumy w okresie szczególnej podatności, czyli we
wczesnym dzieciństwie, do końca życia dźwigają brzemię jej następstw,
przesłaniające ciemną chmurą ich codzienną egzystencję.
Pewne zdarzenia są trudne do zniesienia prawie dla każdego dziecka.
Należą do nich kontakt z przemocą, napad rabunkowy, prześladowanie w szkole, porwanie, nadużycia fizyczne i seksualne. Niestety, o wiele za
dużo dzieci ma do czynienia z takimi sytuacjami. Inne wypadki w oczach
osoby dorosłej nie wydają się traumatyczne. A jednak na dziecko takie
"pospolite" zdarzenia mogą wywrzeć długotrwały wpływ.
Powszechne przyczyny dziecięcej traumy
Najpospolitsze źródła traumatycznych reakcji dzieci, takie jak upadki,
wypadki samochodowe i inwazyjne zabiegi medyczne, zdarzają się na tyle
powszechnie, że rzadko uświadamiamy sobie związek późniejszych objawów z wcześniejszym zdarzeniem. Często zresztą nie pozostawiają po sobie
trwałych niepożądanych skutków. Skoro tak, to nigdy nie jest prawdziwsze
powiedzenie "lepiej zapobiegać, niż leczyć" niż w sytuacji, gdy do
przykrego zdarzenia już doszło. Jak dowiesz się z części II książki,
zapobieganie złym skutkom przerażających doświadczeń jest nieraz prostą
sprawą. Aby wyrobić sobie lepsze wyobrażenie o tym, jaki szkodliwy wpływ
na dziecko mogą mieć codzienne zdarzenia, przyjrzyjmy się kilku typowym
sytuacjom, jakie mogą przytrafić się dzieciom.
Znane nam przykłady
Wchodząc w świat pięciorga różnych dzieci, zyskamy głębszy wgląd w zakres traumy, której może doświadczyć człowiek w każdym wieku. Jedna
lub dwie z tych sytuacji może nawet wydać się znajoma. Po zapoznaniu się
z przedstawionymi dylematami młodych ludzi stanie się jasne pochodzenie
ich nieprzyjemnych symptomów.
Lisa zawsze płacze histerycznie, gdy rodzina wsiada do samochodu.
Carlos, chorobliwie nieśmiały piętnastolatek, stale wagaruje. "Nie chcę
się ciągle bać -?mówi. -?Chcę po prostu czuć się normalnie".
Uczennica drugiej klasy Sarah sumiennie uczęszcza co rano do szkoły.
Niezmiennie o godzinie 11.00 jest już w gabinecie szkolnej pielęgniarki,
skarżąc się na ból brzucha, chociaż nie stwierdzono żadnych medycznych
powodów takich objawów.
Curtis, powszechnie lubiany, sympatyczny uczeń szkoły średniej, mówi
matce, że ma ochotę kogoś kopnąć -?wszystko jedno kogo! Dwa tygodnie
później zaczyna zachowywać się agresywnie wobec swojego młodszego brata.
Rodzice trzyletniego Kevina martwią się jego "autystycznymi" zabawami.
Stale kładzie się na podłodze, sztywnieje, udając martwego, po czym
powoli "powraca do życia", mamrocząc: "Ratujcie mnie... ratujcie mnie!".
Co mają ze sobą wspólnego ci wszyscy młodzi ludzie? Skąd się wzięły
dręczące ich objawy? Czy z czasem zanikną, czy też się nasilą? Aby
udzielić na te pytania odpowiedzi na użytek zainteresowanych osób -
nauczycieli, lekarzy i rodziców -?przyjrzyjmy się przyczynom ich
problemów.
Zaczniemy od histerycznie płaczącej Lisy. Kiedy miała trzy lata i jechała samochodem przypięta do fotelika, w ich auto uderzył z tyłu inny
pojazd. Ani ona, ani siedząca za kierownicą matka nie odniosły żadnych
obrażeń. W gruncie rzeczy ich samochód był tylko lekko uszkodzony i cały
wypadek zakwalifikowano jako "drobną stłuczkę". Płaczów Lisy nie
powiązano z tym zdarzeniem, ponieważ była to reakcja opóźniona. Minęło
kilka tygodni, zanim ujawnił się paraliżujący efekt kolizji. Pierwotne
objawy wyciszenia i gorszego apetytu zmieniły się w łzy przerażenia przy
zbliżaniu się do rodzinnego samochodu.
Lisa przeżyła jednorazowy incydent, natomiast "urazy" Carlosa potęgowały
się z czasem. Przez ponad pięć lat był fizycznie poniżany przez swojego
zaburzonego emocjonalnie, dorastającego brata przyrodniego. Nikt nie
interweniował. Żaden z obecnych w domu dorosłych nie dostrzegł w tym
niczego więcej niż "normalny" konflikt między rodzeństwem. Carlos był
sterroryzowany nie tylko przez brata, lecz także przez lęk, że rodzice
będą mieli mu za złe brak empatii dla chorego psychicznie członka
rodziny. Próbował zwierzyć się ze swych kłopotów matce, ale został
zlekceważony. Usłyszał, że powinien być bardziej tolerancyjny.
Jego cierpienia czy problemów nie dostrzegł nikt poza starszą siostrą,
która sama przeżywała sytuację rodzinną. Nawiasem mówiąc, Carlos stale
marzył, że zostanie zawodowym zapaśnikiem, a nie miał dość siły i pewności siebie, by codziennie wstawać z łóżka i chodzić do szkoły, nie
mówiąc już o przynależności do jakiejś szkolnej drużyny sportowej.
Dopiero kiedy zdradził się z zamiarami samobójczymi, jego rodzice w końcu zauważyli, jaki dogłębnie szkodliwy wpływ wywierało na ich syna
powtarzające się prześladowanie fizyczne i emocjonalne.
Kolejna młoda osoba wymieniona powyżej to Sarah, która była
podekscytowana na myśl o rozpoczęciu nauki w drugiej klasie. Zaraz po
wycieczce do sklepów w celu nabycia nowiutkich strojów szkolnych nagle i nieoczekiwanie dowiedziała się, że jej rodzice się rozwodzą i ojciec
wyprowadzi się z domu w ciągu dwóch tygodni! Jej entuzjazm dla szkoły
połączył się ze smutkiem i strachem, zaciskając jej wnętrzności w ciasny
węzeł. Nic dziwnego, że stała się najczęstszym gościem szkolnej
pielęgniarki!
Pewnego dnia w oczekiwaniu na szkolny autobus Curtis był świadkiem
ulicznej strzelaniny i widział jej śmiertelną ofiarę leżącą na poboczu.
Na przystanku stał z grupką rówieśników i wszyscy po przyjeździe do
szkoły otrzymali pomoc psychologiczną. Jednak pomimo upływu kolejnych
dni Curtis wciąż był niespokojny i pobudzony.
Ostatni przykład to Kevin. Przyszedł na świat w wyniku dokonanego w krytycznej sytuacji cesarskiego cięcia i w ciągu pierwszych dwudziestu
czterech godzin po narodzinach przeszedł ratującą życie operację
chirurgiczną. Urodził się bowiem z anomaliami w jelitach i układzie
wydalniczym wymagającymi natychmiastowej interwencji. Takie procedury są
często niezbędne i umożliwiają normalne życie. W chwili ulgi i radości
z powodu udanego zabiegu łatwo przegapić fakt, że może on jednocześnie
stanowić dla dziecka traumę, której skutki w emocjach i zachowaniu będą
ciągnęły się długo po zabliźnieniu się ran pooperacyjnych.
Poza wspomnianą strzelaniną i poważną operacją Kevina przedstawione
sytuacje nie wydają się czymś nadzwyczajnym. Chociaż każdy przypadek był
zupełnie inny, wspólne dla wszystkich tych dzieci było uczucie
emocjonalnego przytłoczenia. Każde z nich było straumatyzowane tym, co
się zdarzyło, ale także tym, jak przeżywało to zdarzenie. Skąd możemy to
wiedzieć? Odpowiedź jest zupełnie prosta. Każde dziecko funkcjonowało w swoim życiu tak, jakby incydent wciąż trwał. Było na nim "zafiksowane" i jego ciało reagowało na sygnał alarmowy powstały w chwili traumy.
Chociaż świadomie nie wiązały tego ze wspomnieniem zdarzenia, ich
zachowania i dolegliwości fizyczne zdradzały toczącą się walkę z wewnętrznym zamętem.
Mamy nadzieję, że powyższe przykłady dają wyobrażenie, jak szeroki jest
zakres powszednich sytuacji, które mogą być dla dzieci emocjonalnie
przytłaczające. Abyśmy lepiej uświadomili sobie różnorodność tych
"wyzwalaczy traumy", próbki potencjalnych przyczyn podzielimy w poniższym omówieniu na pięć kategorii. Niektóre z nich są oczywiste,
inne mogą być zaskakujące. Są to: (1) nieszczęśliwe wypadki, (2)
procedury medyczne, (3) akty przemocy i napaści, (4) utrata bliskich i żałoba, (5) stresujące czynniki środowiskowe. W dalszym ciągu książki
zaprezentujemy konkretne przykłady różnych sytuacji z każdej kategorii i zaproponujemy sposoby udzielania pierwszej pomocy.
Nieszczęśliwe wypadki
Upadek jest stałym zjawiskiem, kiedy niemowlę zaczyna chodzić, zmagając
się początkowo z bezlitosną siłą grawitacji. Nauka poruszania się na
niestabilnych, chwiejnych nogach jest niemałym wyzwaniem. Na ogół
niewielkie upadki są nieszkodliwe zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie.
Takie wyrabianie zdolności motorycznych metodą prób i błędów pomaga
dziecku zyskać nowe umiejętności i pewność siebie. Niekiedy jednak w chwili nieuwagi starszych małe dzieci spadają ze schodów czy z wysokiego
krzesełka albo wypadają z łóżeczka. W takich sytuacjach bardziej
prawdopodobne są fizyczne i emocjonalne następstwa.
Ostrzeżenie
U niemowląt i małych dzieci ciągły płacz, chwiejność ruchów i stałe
pobudzenie mogą być symptomami wstrząsu mózgu. Inne możliwe sygnały to
zmiana rodzaju zabawy, utrata zainteresowania ulubionymi zabawkami lub
przysmakami, zaburzenia równowagi, zanik świeżo nabytych umiejętności,
takich jak korzystanie z toalety, chodzenie lub mowa. Chociaż jak
najbardziej mogą to wszystko być oznaki traumy, nie można wykluczyć
wstrząsu mózgu. Jeśli zauważysz, że któryś z tych objawów występuje
trwale albo się nasila, a głowa dziecka mogła ulec urazowi, konieczne
jest możliwie szybkie uzyskanie pomocy medycznej.
Kiedy dziecko podrośnie, zaczyna mieć ochotę na sprawdzanie swoich
możliwości w sporcie, tańcu czy gimnastyce. Ponieważ nie chce wobec
rodziców i rówieśników okazywać słabości, często będzie tłumić płacz.
Takiej "zuchowatości" często towarzyszą objawy emocjonalnego lub
fizjologicznego stresu. Inne częste zdarzenie w życiu dzieci to udział w wypadku drogowym, jak w przypadku małej Lisy.
Kolejne potencjalnie znaczące zdarzenie w życiu dzieci w każdym wieku to
topienie się. Może to się zdarzyć w wannie, basenie pływackim, wiejskim
stawie, jeziorze czy morzu. Rodzice, którzy na chwilę odwrócili wzrok,
mogą stwierdzić, że ich dziecko krztusi się wodą albo, co gorsza, nagle
zniknęło pod jej powierzchnią. Starsze dzieci i nastolatki mogą być
wciągnięte przez morski prąd wsteczny lub skotłowane przez falę.
Topienie się wiąże się z brakiem oddechu, co jest uczuciem
przerażającym. Dziecko może również mieć wrażenie, że się dusi, kiedy
zaplącze się w pościeli, jest przywalone przez poduszki, straci chwilowo
dech na skutek upadku, zwierzę domowe położy mu się na piersi, a także
przy brutalnej zabawie ze starszym rodzeństwem, przy agresywnym
łaskotaniu, przy medycznej intubacji blokującej drogi oddechowe.
RODZAJE WYPADKÓW
Upadki (ze schodów, łóżek, wysokich krzeseł).
Urazy związane ze sportem (przy grach zespołowych, jeździe na rowerze,
deskorolce, nartach itp.).
Wypadki samochodowe (nawet przy niewielkiej prędkości).
Topienie się i duszenie.
Procedury medyczne
Ta kategoria jest prawdopodobnie najbardziej lekceważona, a potencjalnie
stwarza problemy, zwłaszcza gdy idzie o nowoczesne techniki ratowania
życia, jak to widzieliśmy w przypadku Kevina, operowanego bezpośrednio
po narodzinach. Te traumatyczne skutki wydają się nieodłączne od
hospitalizacji i inwazyjnych procedur medycznych. Prawdopodobieństwo
traumy jest większe, kiedy dziecko jest odseparowane od rodziców,
wystraszone, ma ograniczoną swobodę ruchu i jest nieprzygotowane na to,
co będzie się z nim robić.
Doktor David Levy, psychiatra i badacz, odnotował w swoich obserwacjach
(1944), że objawy występujące u dzieci hospitalizowanych dla
przeprowadzenia "rutynowych" zabiegów medycznych niewiele odbiegają od
przejawianych przez żołnierzy cierpiących na "szok pola walki",
powracających z frontów drugiej wojny światowej w Afryce Północnej i Europie!1 Nowoczesne inwazyjne procedury
medyczne są wciąż powszechnie niedocenianym źródłem traumy. Współczesna
medycyna, posługująca się coraz bardziej wyrafinowaną techniką w rodzaju
ultrasonografii czy obrazowania mózgu, stwarza więcej okazji do
stresujących zabiegów uważanych za rutynowe. Przed podjęciem testów i leczenia dzieci należy odpowiednio przygotować i zapewnić im wsparcie,
żeby nowoczesna technologia nie przyniosła im większych szkód niż
korzyści.
ZAGADNIENIA MEDYCZNE
Typowe procedury medyczne (zakładanie szwów, zastrzyki, kroplówki,
badania).
Zabiegi stomatologiczne.
Niebezpieczne dla życia choroby, wysoka gorączka.
Długotrwałe ograniczenie ruchów (opatrunki gipsowe, łubki, wyciąg).
Zatrucia.
Zaburzenia płodowe i komplikacje przy porodzie (pępowina owinięta
wokół szyi, znieczulenie, alkohol i narkotyki podczas ciąży itp.).
Akty przemocy i napaści
Nadużyciom fizycznym i seksualnym, podobnie jak skutkom wojny,
specjaliści i dziennikarze zaczęli poświęcać więcej uwagi wraz z rozwojem ruchów kobiecych w latach 70. XX wieku po powrocie weteranów
wojny wietnamskiej. Wciąż jednak wielu rodziców nie uświadamia sobie,
jak powszechnie dzieci padają ofiarą napaści, często we własnym domu lub
sąsiedztwie. W tej książce chcemy pokazać, jak rozpoznawać u dzieci
symptomy takiej traumy i jak z nimi o tym rozmawiać, żeby zminimalizować
niebezpieczeństwo wiktymizacji.
Często lekceważoną podkategorią aktów przemocy jest ich obserwowanie.
Współczesne dzieci są "pokoleniem M" (gdzie M oznacza media
elektroniczne). Czy to się im podoba, czy nie, są bombardowane obrazami
przemocy w grach wideo, telewizji, komputerach i muzyce. Jednocześnie
mogą odbierać wiele przekazów z różnych źródeł. Dla rodziców litera M
powinna oznaczać "monitorowanie" tego, co dzieci oglądają i czego
słuchają. Oczywiście kiedy są starsze, taka kontrola staje się
praktycznie niemożliwa. Niezbędne jest jednak podtrzymywanie z nastolatkami otwartego dialogu w sprawie obrazów przemocy.
AKTY PRZEMOCY I NAPAŚCI
Prześladowanie przez rówieśników (w szkole, sąsiedztwie, wśród
rodzeństwa).
Ataki zwierząt (psów, jadowitych węży).
Przemoc domowa.
Oglądanie aktów przemocy (osobiście lub w grach wideo i telewizji).
Nadużycia fizyczne i seksualne, zaniedbywanie.
Wojna, deportacja i ich międzypokoleniowe skutki.
Zagrożenie atakiem terrorystycznym.
Porwanie.
Utrata
Żadne dziecko nie może uniknąć utraty. Nieuchronnie umiera ktoś z członków rodziny albo ulubione zwierzę domowe. Rozwody dotykają w przybliżeniu połowy wszystkich rodzin w Stanach Zjednoczonych. Możesz
jednak zrobić wiele, by pomóc dziecku w radzeniu sobie z tymi
zdarzeniami. W książce omówimy ważne różnice między szokiem a żałobą i poradzimy, jak postępować z młodymi ludźmi na obu tych etapach.
UTRATA
Rozwód.
Śmierć bliskiej osoby lub zwierzęcia.
Rozstanie.
Zagubienie się (w centrum handlowym lub okolicy).
Strata majątku (domu lub ruchomego dobytku w wyniku katastrofy lub
kradzieży).
Czynniki środowiskowe
Po tsunami na Oceanie Indyjskim oraz huraganach Katrina i Rita niszczący
wpływ katastrof naturalnych stał się dla nas wszystkich oczywistością.
Inne stresogenne czynniki środowiskowe, jak głośny hałas i skrajne
temperatury, które mogą być tolerowane (choć bez przyjemności) przez
starsze dzieci i dorosłych, potrafią powodować symptomy traumy u najmłodszych, którzy nie nauczyli się jeszcze samoregulacji i schodzenia
ze szkodliwych ścieżek. Rozgrzane wnętrze samochodu lub przeraźliwe
zimno w pokoju może być dla bardzo małego dziecka doświadczeniem bliskim
śmierci.
STRESORY ŚRODOWISKOWE
Skrajne temperatury.
Katastrofy naturalne (pożary, trzęsienia ziemi, powodzie, tornada,
huragany, wybuchy wulkanów, tsunami).
Nagłe głośne dźwięki w przypadku niemowląt i najmłodszych dzieci
(odgłosy kłótni lub przemocy, uderzenia piorunów, zwłaszcza gdy
dziecko jest samo).
Trzeba jednak pamiętać, że jeśli któraś z tych rzeczy przydarzy się
twojemu lub innemu znanemu ci dziecku, nie musi to od razu znaczyć, że
ulegnie ono traumie. Kilka minut poświęconych dziecku z wykorzystaniem
narzędzi pierwszej pomocy przedstawionych w części II książki
zminimalizuje prawdopodobieństwo trwałych następstw. Pierwsza pomoc w przypadku traumy może również sprawić, że dziecko stanie się bardziej
odporne na nieuchronne stresy, niejako "zaszczepione antystresowo" na
całe życie.
Znany nam już Curtis, mimowolny świadek ulicznej strzelaniny, to
doskonały przykład tego, jak niewielkie wsparcie osoby dorosłej może w znacznym stopniu złagodzić ostry rozstrój psychiczny. Po otrzymaniu
pierwszej pomocy psychologicznej jego przewlekłe dolegliwości ustąpiły w ciągu jednej nocy. Szczęśliwie bystry psycholog szkolny zauważył jego
rosnącą drażliwość i nietypową dla niego skłonność do wdawania się w bójki. Po jednej sesji, która wydobyła chłopca z szoku i przywróciła mu
wiarę we własne mechanizmy obronne, problemy Curtisa znikły. Przy
powtórnym badaniu po kilku miesiącach nadal nie wykazywał żadnych
symptomów traumy. W rozdziale 12, w którym będą omówione działania
pomagające straumatyzowanym uczniom uporać się z kryzysem, przyjrzymy
się bliżej, w jaki sposób wspierano Curtisa, by rozładować jego "bojową"
energię, która zagnieździła się w jego ciele, kiedy był niewinnym
świadkiem okrutnej napaści.
Oczywiste źródła traumy w dzieciństwie
Niestety, nie da się powiedzieć, że oczywiste i drastyczne źródła traumy
występują dużo rzadziej niż "pospolite" upadki, skaleczenia, rozstania i choroby, stanowiące normalny składnik dorastania. Przemoc fizyczna,
seksualna lub emocjonalna jest zjawiskiem powszechnym. Najliczniejsze i najbardziej dewastujące źródła traumy znajdujemy zwykle w kręgu
rodzinnym lub wśród innych dobrze znanych dziecku dorosłych. Kiedy
dziecko doznaje fizycznej lub seksualnej krzywdy z rąk kogoś, z kim
czuło się bezpiecznie, członka rodziny, sąsiada, nauczyciela czy
duchownego, samo połączenie poczucia zdrady, naruszenia intymności i dodatkowo wstydu może być przygniatające. Ze względu na tę złożoność
zagadnienia sprawą najwyższej wagi jest odwołanie się do profesjonalnej
pomocy. Po lekturze tej książki będziesz lepiej rozumiał, w jaki sposób
i z jakich powodów twoje dziecko może doznać traumy i jak można mu wtedy
pomóc. Nie zastąpi to jednak fachowego dziecięcego terapeuty,
wyspecjalizowanego w postępowaniu z ofiarami nadużyć.
Szokująca powszechność przemocy w rodzinie i społeczności lokalnej
To smutne, ale jak pokazują badania dr. Bruce'a Perry'ego i innych2, miliony dzieci padają ofiarą przemocy w domu
rodzinnym, w sąsiedztwie lub w szkole. Stwierdzono, że własny dom jest w Ameryce miejscem pełnym przemocy3. W 1995 roku
FBI podało, że do 27 procent wszystkich przestępstw związanych z przemocą dochodzi w kręgu rodziny, a za 48 procent odpowiadają znajomi,
przy czym przemoc ma miejsce w domu4. Jeśli
dziecko nie jest ofiarą przestępstwa, to często bywa jego świadkiem.
Ocenia się, że ujawnianych jest mniej niż 5 procent przypadków domowej
przemocy. A przecież nadużycia, do których dochodzi w domu, wśród
bliskich -?których ofiarą pada współmałżonek lub dziecko -?stanowią
większość przypadków fizycznej i emocjonalnej przemocy, jakiej doznają
młodzi ludzie. Bywa, że dziecko jest bezpośrednio atakowane przez
rodzica lub jego/jej partnera. Szczególnie częste są fizyczne, seksualne
i emocjonalne nadużycia popełniane przez ojczyma lub macochę. Dzieci
bywają poniżane i traktowane jak "własność", grozi im się porzuceniem.
Równie dewastujące jest obserwowanie aktów przemocy. Dziecko, które z przerażeniem słyszy lub widzi brutalnie zachowującego się rodzica, brata
lub dziadka, często czuje się gorzej niż osoba zaatakowana. Zmrożone
przez strach i bezradne, być może skrywające się pod stołem lub
przyciskające się do ściany, usiłuje być "niewidzialne". W rezultacie
takich sytuacji niezliczone osoby dorosłe przez całe życie boją się "być
na widoku". Aby przetrwać zamęt panujący w domu rodzinnym, muszą być
malutkie, ciche i spokojne.
Przemoc doznawana ze strony starszego rodzeństwa, w przypadku Carlosa z ręki zaburzonego umysłowo przyrodniego brata, to kolejny rodzaj nadużyć,
które dzieci muszą znosić częściej, niż to się wydaje ich opiekunom.
Straus i Gelles ocenili, że co roku ponad 29 milionów dzieci w USA
spotyka się z napaścią ze strony własnych braci lub sióstr5. Rodzice często w takich przypadkach karzą obie
zaangażowane strony lub strofują zaatakowane dziecko za "skarżenie".
Rywalizacja i konflikty w rodzeństwie są nieuniknione, ale kiedy
silniejsze z dzieci czyni swoim stałym zwyczajem krzywdzenie i poniżanie
młodszego lub słabszego brata czy siostry, jest to prosta recepta na
smutne konsekwencje. Co więcej, młodzi ludzie prześladują inne dzieci
nie bez powodu. Przyczyn trzeba szukać w rodzinie i otoczeniu.
Ponadto w ostatnim czasie gwałtownie wzrósł zakres przemocy szkolnej,
przybierającej postać upokarzania, gróźb i otwartej napaści. Ocenia się,
że w samych tylko Stanach Zjednoczonych ponad 250 tysięcy uczniów pada
co miesiąc ofiarą takich zachowań6. Podczas gdy
najbardziej ohydna forma przemocy, strzelaniny szkolne, przyciąga uwagę
szerokich mas, często nie dostrzega się przewlekłych prześladowań, które
zaszczepiają lęk w sercach naszych dzieci. Są one negowane lub nie
docierają do świadomości znękanych władz szkolnych.
A przecież prześladowanie w szkole jest obecne w kulturze Zachodu i Wschodu, od Finlandii po Australię, Japonię i Chiny. Z artykułu Kids
Hurting Kids (Dzieci krzywdzące dzieci) opublikowanego w 2001 roku w magazynie "Mothering" dowiadujemy się, że w samych tylko Stanach
Zjednoczonych dochodzi do trzech milionów przypadków prześladowania
rocznie i w obawie przed nimi co najmniej 160 tysięcy dzieci każdego
dnia nie dociera do szkoły7. W Japonii takie
prześladowanie jest na tyle powszechne, że nadano mu specjalną nazwę -
ijime. W 1993 roku odnotowano w Japonii ponad 21,5 tysiąca tego
rodzaju incydentów i trzy z nich skutkowały samobójstwami, co
wprowadziło ijime na pierwsze strony gazet8.
Z kolei w kanadyjskim Toronto Debra Pepler z Uniwersytetu York
zgromadziła z wykorzystaniem mikrofonów ukrytych na terenie szkoły
pięćdziesiąt dwie godziny nagrań. To, co zaobserwowała, było porażające:
ponad czterysta udokumentowanych przypadków prześladowania. Przy czym
nauczyciele zauważyli tylko jeden na dwadzieścia pięć epizodów i tylko
wtedy interweniowali. Ocenia się, że w średniej wielkości szkole do
prześladowania dochodzi przeciętnie co siedem minut9.
Problem pogłębia fakt, że zdaniem wielu rodziców takie sytuacje są
normalną częścią dorastania, zwłaszcza dla chłopców. Opieranie się
prześladowaniom i podejmowanie walki ma być jakoby rodzajem rytuału
przejścia. Chociaż jednak konflikty i agresja są nieodłącznym elementem
życia, nie powinno się tolerować prześladowania w domu rodzinnym i na
terenie szkoły. Prześladowcy to osobny gatunek. Świadomie dążą do
krzywdzenia, upokarzania, społecznej izolacji lub wymuszania czegoś na
ofiarach. To nie jest uczciwa gra. Jednemu z dzieci zawsze zapewniają
przewagę większy wzrost i siła, wiek lub jakiś inny czynnik, jak w przypadku Carlosa i jego zaburzonego brata. Długofalowe badania
wykazały, że zarówno prześladowcy, jak i dzieci, które padają ich
ofiarą, w życiu dorosłym cierpią na jakieś dolegliwości. Podczas gdy
kozły ofiarne (ofiary prześladowania) są później lękliwe i wycofane,
sprawstwo prześladowań przeradza się w chaotyczne zachowania w pracy i związkach, częste kontakty z wymiarem sprawiedliwości, alkoholizm,
przestępczość i zaburzenia osobowości. Prześladowcy często sami doznali
traumy we wczesnym dzieciństwie.
Kiedy dzieciom zaleca się, by "nadstawiały drugi policzek", "robiły
dobrą minę do złej gry" lub "odgryzały się" w sytuacji codziennego
terroru, nie sprzyja to kształtowaniu ich charakteru. Przeciwnie, tracą
wiarę w siebie i poczucie bezpieczeństwa, niezbędne do dobrego
funkcjonowania. Nic dziwnego, że tak wiele dzieci cierpi na depresję i stany lękowe, ma trudności w nauce, przejawia nadaktywność. Alarmujące
są dane statystyczne, wykazujące rosnący odsetek samobójstw wśród
dzieci, które padły ofiarą prześladowania, poskarżyły się na to
obojętnym dorosłym, potem cierpiały w milczeniu, aż w końcu wybuchły,
niekiedy zabierając ze sobą innych, jak w coraz liczniejszych
przypadkach strzelanin w szkołach średnich.
W części II książki dowiesz się, co rodzice i społeczność szkolna mogą
zrobić, by pomóc zarówno ofiarom, jak i ich prześladowcom. Żaden z tych
młodych ludzi nie poradzi sobie z samym sobą bez interwencji dorosłych.
Spoczywa na nas odpowiedzialność za budowanie kultury bezpieczeństwa i tworzenie alternatywy dla przemocy w szkole i społeczności lokalnej.
Jednym z najlepszych sposobów uchronienia dzieci przed wiktymizacją jest
wspieranie ich pewności siebie. Jeśli nauczymy dzieci odzyskiwać grunt
pod nogami, równowagę psychiczną i poczucie tożsamości po traumatycznym
incydencie, nie będą wygodnymi ofiarami dla agresora.
Przemoc pośrednia: cień mediów
Obrazy przemocy są wszechobecne. Nawet w domach wolnych od przemocy
dzieci są nimi bombardowane, fascynują się nimi, przerażają i są nimi
zaabsorbowane. Czy nam się to podoba, czy nie, istotnym czynnikiem,
który był nieobecny jeszcze parę dekad temu, jest szybko postępująca
rewolucja technologiczna. Ocenia się, że w USA przeciętne dziecko spędza
przed telewizorem więcej niż trzy godziny dziennie. Doktor Bruce Perry
przywołuje opublikowane w 1992 roku wyniki badań Hustona i jego kolegów,
według których młody człowiek do ukończenia osiemnastu lat zdąży
obejrzeć w telewizji 200 tysięcy aktów przemocy10. Chociaż wciąż toczy się zajadła debata wokół
wpływu przemocy w mediach na gwałtowne zachowania dzieci, dysponujemy
licznymi dowodami na związek obrazów przemocy w mediach z rosnącą liczbą
przejawów agresji i zachowań antyspołecznych, utratą wrażliwości na
przemoc i przekonaniem, że świat jest bardziej niebezpieczny, niż
naprawdę jest -?co paradoksalnie zwiększa ilość przemocy!
Chociaż telewizja, muzyka i filmy niosą coraz większy ładunek przemocy,
wydaje się, że czołowe miejsce jako źródło przemocy pośredniej zajmują
gry wideo11. Oglądane przez dzieci na laptopach
w zaciszu własnej sypialni, są trudniejsze do monitorowania przez
rodziców niż oglądane w gronie rodziny filmy telewizyjne lub kinowe.
Pismo "Psychological Science and Contemporary Pediatrics" opublikowało
przegląd badań przeprowadzonych w ciągu ostatnich dwóch dekad. Autorzy
tego artykułu przeanalizowali wyniki ponad trzydziestu prac i doszli do
wniosku, że dane te "wyraźnie wspierają hipotezę, iż kontakt z pełnymi
przemocy grami wideo stanowi zdrowotne zagrożenie dla dzieci i młodzieży"12. W 1997 roku w piśmie "Canadian
Journal of Psychiatry" podsumowano tę metaanalizę, stwierdzając:
"Większość badań pokazuje, że dzieci naprawdę stają się bardziej
agresywne pod wpływem grania lub tylko oglądania nasyconych przemocą
gier wideo"13.
Znane są przypadki nastolatków skierowanych na badania z powodu
agresywnych zachowań, którzy reagowali wybuchami wściekłości wobec
rodziców i nauczycieli, kiedy ograniczano im dostęp do gier, bo
"przyłapano" ich na oglądaniu treści pełnych przemocy. Przyznawali oni
otwarcie, że uzależnili się od dreszczu emocji związanego z tymi
obrazami i do dobrego samopoczucia "potrzebowali" gier. Te kliniczne
przypadki demonstrują wkład wnoszony przez pełne przemocy media w kształtowanie układu nerwowego i psychiki naszej młodzieży.
Co więc możemy zrobić? Najbardziej oczywistym działaniem będzie
zwracanie uwagi na to, co dziecko ogląda w domu i poza nim. Wspólne z nim oglądanie filmów i gier i omawianie ich treści. Ograniczanie dostępu
do nich starszym dzieciom i nastolatkom, a chronienie przed nimi
młodszych. Niepozostawianie stale włączonego telewizora. Stosowanie
narzędzi kontroli rodzicielskiej w komputerach. Dopuszczanie tylko tych
gier wideo, które są odpowiednie z punktu widzenia rodziny i nie muszą
być przez dziecko potajemnie oglądane za zamkniętymi drzwiami.
Upewnianie się, że wiemy, co oglądają dzieci. One na pewno będą
protestować, a nawet reagować wybuchami złości (zwłaszcza jeśli już
zdążyły się uzależnić), ale kilka prac badawczych udowodniło, że dzieci
potrzebują i nawet pragną naszego nadzoru14.
Porozmawiaj z rodzicami przyjaciół swoich dzieci. Bierz udział w społecznościowych spotkaniach poświęconych edukacji i budowaniu lokalnej
"kultury wolnej od przemocy". Jeśli wiesz lub podejrzewasz, że twoje
dzieci mają kontakt z przemocowymi mediami, zwracaj uwagę na ich mowę
ciała oraz zmiany w postawie i zachowaniu. Natychmiast reaguj. Stałe
wystawienie dzieci na obrazy przemocy to kolejne niepokojące źródło
traumy i rozsądni rodzice powinni ograniczać to do minimum.
Zagrożenie molestowaniem seksualnym i jego rozpowszechnienie
Niestety, nawet według ostrożnych szacunków na całym świecie jedna na
cztery osoby padła w takiej czy innej formie ofiarą nadużyć seksualnych.
Wśród dziewcząt i kobiet ten odsetek jest znacząco wyższy. Ważne są nie
tyle dokładne dane statystyczne, co świadomość, że miliony dzieci żyją
w udręce seksualnego napastowania, przeważnie przez ludzi, od których
mogłyby oczekiwać miłości i opieki! Lista seksualnych drapieżników nie
ogranicza się do rodziców lub zdeprawowanych sąsiadów. Obejmuje również
duchownych, trenerów, dziadków i działaczy harcerskich. Marilyn Van
Derbur, ceniona wykładowczyni i autorka książki Miss America by Day
("Miss Ameryki na co dzień", 2003), zestawia przygnębiające liczby
dzieci gwałconych przez rodzeństwo i wynajętych opiekunów15. W istocie "ocenia się, że kazirodztwo pomiędzy
rodzeństwem może być pięć razy częstsze niż popełniane przez
ojców"16.
Szczególnie szkodliwe działanie nadużyć seksualnych wynika z tego, że
niszczą one najgłębszy rdzeń formującego się dziecięcego poczucia
tożsamości. Stanowią tak ponurą tajemnicę, że dziecko czuje się zmuszone
milczeć i żyć z nieznośnym wstydem i poczuciem winy. Przełamane zostają
jego najbardziej osobiste granice, co zniekształca jego własny obraz.
Dzieci często nie mają poczucia, że zrobiono im coś złego; myślą, że to
one są złe.
Nadużycie seksualne pociąga za sobą wielorakie symptomy. Omawiamy je
bardziej szczegółowo w rozdziale 9. Tu wystarczy powiedzieć, że jego
znakiem rozpoznawczym jest swojego rodzaju wyjście poza ciało, co
psycholodzy nazywają dysocjacją. Przejawia się na różne sposoby, od
roztargnienia i problemów z pamięcią po drętwienie niektórych członków
ciała i utratę części wspomnień z dzieciństwa. Często dziecko żyje jak
we śnie i nic nie wydaje mu się "realne".
Chociaż dysocjacja pomaga dziecku zdystansować się od nieznośnego
cierpienia, pozbawia je zarazem zdolności do życia we własnym ciele,
uczenia się i nawiązywania bliskich przyjaźni. Zostało dobrze
udokumentowane, że dzieci wykorzystywane seksualnie czują się odmienne
od innych i popadają w dobrowolną izolację. Brak zaangażowania w kontakty z rówieśnikami w szkole podstawowej trwa także na wyższych
szczeblach edukacji. Upośledza to proces rozwojowy i wpływa na
późniejszą zdolność do nawiązywania intymnych relacji seksualnych i w ogóle związków międzyludzkich. Dzieci, które padły ofiarą nadużyć, są o wiele bardziej narażone na narkomanię i rozwiązłość seksualną.
Część rozdziału 9 poświęciliśmy na poradnik podpowiadający, jakich oznak
wypatrywać u dzieci, jakie zadawać im pytania i co możesz zrobić, by
zmniejszyć ich podatność na napaści seksualne. Dowiesz się także, jak
pomóc dziecku, które już padło ofiarą takiego ataku. Ponownie jednak
podkreślamy, jak ważne jest zrozumienie, że w przypadku nadużyć
seksualnych nic nie zastąpi pomocy profesjonalnego terapeuty
wyspecjalizowanego w tego rodzaju sytuacjach. Skorzystanie z rad
specjalisty może zapobiec bardziej poważnym związanym z molestowaniem
konsekwencjom, które mogą rozciągnąć się na dziesięciolecia, takim jak
zaburzenia odżywiania i zachowania autodestrukcyjne.
Trochę o dzieciach nienarodzonych, noworodkach i niemowlętach
Ludzie często mówią: "Ale przecież to było jeszcze niemowlę, kiedy to
się zdarzyło", albo: "Dobrze, że do tego wypadku drogowego doszło, zanim
się urodził", co sugeruje, że dzięki temu wpływ incydentu na dziecko
będzie mniejszy albo w ogóle żaden. Tego rodzaju uwagi ujawniają szeroko
rozpowszechnione nieporozumienia co do natury traumy. To, co zdarzy się
w okresie płodowym i do drugiego roku życia, wytwarza schemat wpływający
na wszystkie układy organizmu, od układu immunologicznego, poprzez
zdolność do regulowania i wyrażania emocji, po odporność układu
nerwowego, komunikację, inteligencję i mechanizmy sterujące takimi
podstawowymi funkcjami jak utrzymanie temperatury ciała i wydzielanie
hormonów.
Wiadomo, że typową reakcją na zagrożenie jest "walka lub ucieczka".
Jednak niemowlę, któremu żadna z tych opcji nie jest dostępna, musi
reagować inaczej. Niezdolne uciekać od źródła chaosu, czy będzie to
konflikt i głośna kłótnia, czy otwarta przemoc, odwołuje się do wielu
różnych adaptacji. Małe ciało zwija się w kłębek, mięśnie sztywnieją,
przewód pokarmowy kurczy, grzbiet wygina w kabłąk itd. Na koniec dziecko
zapada w apatyczną rezygnację. Co gorsza, rosnący mózg skupia się na
reakcjach umożliwiających przeżycie kosztem rozwoju układów limbicznych
i korowych odpowiedzialnych za modulowanie impulsów i emocji. Mózg
niemowlęcia staje się nadmiernie wyczulony na postrzeganie
niebezpieczeństw. Innymi słowy, zostaje zaprogramowany w taki sposób, że
poczucie przerażenia i bezradności staje się stanem "normalnym".
Takie wczesne ukształtowanie przynosi ogromne konsekwencje dla rozwoju
emocjonalnego i behawioralnego dziecka, a także dla jego układu
immunologicznego i gospodarki hormonalnej. Długotrwałe funkcjonowanie w stresogennym środowisku prowadzi do otępienia i zamknięcia się w sobie,
gdyż strach i cierpienie stają się stopniowo nie do zniesienia. W końcu
tworzy się trwający całe życie wzorzec zachowania, który po latach
(zwykle kiedy dziecko rozpoczyna naukę szkolną) jest błędnie
diagnozowany jako zaburzenie lękowe, deficyt uwagi, nadaktywność,
zaburzenie dysocjacyjne, zaburzenie zachowania lub depresja. Zgodnie z badaniami dr. Bruce'a Perry'ego, kiedy niemowlę lub małe dziecko
doświadcza ciągłego zagrożenia przemocą i dzieje się to wystarczająco
wcześnie, powstaje dogodny grunt dla licznych problemów z nauką i zachowaniem17.
W książce Ghosts from the Nursery. Tracing the Roots of Violence
(Widma żłobka. W poszukiwaniu korzeni przemocy) jej autorzy, Robin
Karr-Morse i Meredith S. Wiley, przedstawiają fascynujące wyniki badań,
które powinny być sygnałem alarmowym zwracającym naszą uwagę na pierwsze
trzydzieści trzy miesiące życia dziecka (od poczęcia do ukończenia dwóch
lat). Zarysowali czynniki, które sprawiają, że dziecko wchodzi w świat
od razu z przeciążonym układem nerwowym, takie jak używanie przez matkę
w czasie ciąży narkotyków, nikotyny i alkoholu oraz inne oddziaływania
prenatalne, urazy głowy niemowlęcia, fizyczne nadużycia i emocjonalne
zaniedbanie. Takie dzieci z powodu doświadczeń, które kształtowały ich
mózg w krytycznym okresie, są predysponowane do impulsywnych,
gwałtownych zachowań oraz zaburzeń psychicznych (takich jak depresja i stany lękowe). Trzeba pamiętać, że "pierwszym środowiskiem aktywnie
kształtującym ludzki mózg jest macica matki. Zanim jeszcze dziecko po
raz pierwszy się uśmiechnie lub wpadnie w złość, macica jest miejscem
interaktywnego, biologicznego i neurobiologicznego tańca matki i płodu.
Od ponad pół wieku wiedzieliśmy już, że to, co porusza emocjonalnie
matkę, wpływa również na dziecko. W 1934 roku dr Sontag i dr Wallace,
posługując się bardzo prymitywnymi miarami aktywności serca i oddechu
matki i płodu, odkryli, że kiedy ciężarna pacjentka jest gnębiona przez
psychotycznego małżonka, dziecko jest poruszone na równi z matką"18.
Obecnie, ponad dziewięćdziesiąt lat później, wyrafinowane techniki
badawcze mierzące poziom kortyzolu i hormonu ACTH u płodów małp prowadzą
do tych samych wniosków. Płody, których matki są poddawane w okresie
ciąży rozmaitym stresom, odzwierciedlają ich stan emocjonalny. Płynie
stąd prosta nauka: jeśli jesteś kobietą w ciąży lub matką noworodka,
musisz postępować roztropnie. Konkretnie, stronić w tym kluczowym
okresie od stresujących spraw zawodowych i burzliwego stylu życia,
otaczać się spokojnymi, opiekuńczymi osobami, podejmować zajęcia
sprzyjające zachowaniu emocjonalnej równowagi. Obserwuj swój poziom
stresu, odnotowuj reakcje swojego ciała na wydarzenia każdego dnia i całej ciąży. Jeśli czujesz się spięta, zrób sobie przerwę. Pójdź na
spacer, połóż się ze stopami w górze, pomedytuj, poddaj się łagodnemu
masażowi, poczytaj książkę, wykąp się, zaproś przyjaciółkę na lunch.
Możesz też robić coś, co nazywamy "zestrajaniem wrażeń" (por. ćwiczenie
w części II), aż poczujesz, że napięcie w twoim ciele słabnie, a oddech
płynie harmonijnie i spontanicznie przez całe ciało.
Kolejny krytyczny etap rozwojowy to okres pomiędzy szóstym a ósmym
miesiącem życia dziecka. Zwykle w tym czasie dziecko zaczyna kojarzyć
takie doznania jak niewygoda lub głód z własnymi działaniami mającymi je
usunąć -?płaczem lub krzykiem pod adresem opiekuna. Kontakt wzrokowy i wokalizacje w połączeniu z reakcjami opiekuna sprawiają, że
samoregulacyjna modulacja jest odwzorowywana w zwojach czołowych młodego
mózgu. Udane ustanowienie skutecznych procesów uśmierzania emocji zależy
od jakości reakcji osoby dorosłej obecnej emocjonalnie dla dziecka. Bez
interakcji z wolnym od stresu, dobrze dostrojonym umysłowo i stabilnym
emocjonalnie opiekunem po prostu nie dojdzie do stworzenia zdrowej
więzi.
Szczęśliwie dzięki wytrwałości badaczy zajmujących się zagadnieniem
więzi, takich jak John Bowlby, Mary Main i Mary Ainsworth (wraz ze
spuścizną sięgającą obszernych badań Margaret Mahler z lat
pięćdziesiątych)19, oraz wynikom
neurobiologicznych prac ostatniej dekady, w których prześledzono wczesny
etap rozwoju mózgu, podjęto działania prewencyjne korzystające z grantów
rządowych i społecznościowych. Choć nie jest to głównym tematem tej
książki (napisano o tym wiele doskonałych książek), w części II podajemy
proste wskazówki dla rodziców niemowląt, małych dzieci i przedszkolaków,
które mogą pomóc w tworzeniu bezpiecznej więzi z potomstwem.
Kiedy źródło traumy pozostaje zagadką
Mamy nadzieję, że ten rozdział uświadomił ci zakres i powszechność
traumy oraz różnorodność jej źródeł. Ponieważ trauma leży u korzeni
wielu problemów zdrowotnych i powoduje tak wiele psychicznych i społecznych zaburzeń, nasze dzieci często cierpią w milczeniu. Ich życie
bywa pełne codziennej grozy. Albo, co gorsza, dzieci stopniowo wpadają w otępienie i stają się niewrażliwe na wszystko to, co może im zaoferować
życie.
Jeśli jakieś wyobrażone lub realne zagrożenie jest potencjalną przyczyną
szoku, to po czym możesz poznać, że twoje dziecko doznało traumy? W następnym rozdziale przedstawimy cały zakres symptomów występujących u straumatyzowanych dzieci i pokażemy, jak je wykrywać. Źródła rozstroju
nie zawsze są od razu czytelne i nie można ich odkryć nawet przy uważnym
badaniu. Koniecznie trzeba wziąć pod uwagę, że wszystko to, co przerasta
zdolność dziecka do radzenia sobie z silnymi emocjami i obrony własnego
ja, jest potencjalną przyczyną objawów traumy. Im młodsze jest dziecko,
tym bardziej jest podatne na traumę z uwagi na skąpość zasobów, jakimi
dysponuje w samoobronie przed negatywnymi emocjami. Pamiętaj, że traumy
nie definiuje intensywność okoliczności do niej prowadzących, lecz jej
wpływ na układ nerwowy konkretnej jednostki.
Na szczęście nasze podejście do profilaktyki i leczenia traumy, które
nazwaliśmy Doświadczaniem Somatycznym, opiera się na biologii, a nie
na biografii, więc łagodzenie cierpień dziecka nie wymaga znajomości
jego historii. Chociaż znajomość źródła traumy jest przydatna, nie
warunkuje możliwości udzielenia pomocy. Często zresztą kiedy dziecku
udziela się wsparcia w kryzysie, przyczyny traumy wychodzą na jaw, gdyż
to ciało je pamięta. A co najważniejsze, jak się wkrótce przekonasz,
ciało zna rozwiązanie problemu.
Rozdział trzeci. Oznaki i symptomy traumy u dzieci
Rozdział trzeci
Oznaki i symptomy traumy u dzieci
Odzyskała syna, ale pod wieloma względami był to już inny chłopiec.
Postrzegała go niczym skorupkę jajka, coś twardego, ale kruchego.
Wyjątek z opowieści o chłopcu, który w 2003 roku został porwany w Kolumbii, "Los Angeles Times", 31 grudnia 2003
Dramatyczne zdarzenie, takie jak porwanie, pociąga za sobą zróżnicowane,
ale przewidywalne symptomy. Matka z powyższego cytatu opowiadała w dalszym ciągu, że jej czteroletni synek Oscar doznawał koszmarów
sennych, w których jacyś mężczyźni rozpruwali mu brzuch i wypychali go
czymś. Zauważyła gorzko:
Jego twarz to scena, na której grają łamiące serce emocje. Czasami
sprawia wrażenie samotnego, zagubionego dziecka. Kiedy indziej jest
smutny, w spojrzeniu widać przygnębienie. W jeszcze innych chwilach z jego twarzy bije przerażenie, jak u dziecka, które właśnie obudziło się
z koszmarnego snu, oszołomione tym, co widziało. Niewiele mówi o dniach
spędzonych w samotności.
W jaki sposób trauma może przejawiać się u naszych dzieci? Co możemy
zaobserwować lub wyczuć? Czy zdarzenia bardziej "pospolite" niż
porwanie, choć też przerażające, również mogą pozostawić po sobie
traumatyczne ślady? Jeśli twoje dziecko źle się zachowuje, to po czym
możesz poznać, czy jest to "odreagowanie" traumy czy zwykła swawola? W tym rozdziale rozważymy tego rodzaju zagadnienia i udzielimy odpowiedzi
na powyższe pytania, wspierając się konkretnymi przykładami. Dowiesz
się, jakie elementarne objawy wskazują na traumę oraz jakie mogą się
pojawić, jeśli dziecko nie otrzyma "pierwszej pomocy" zapobiegającej
pogłębianiu się rozstroju.
Wyjaśnimy także, dlaczego u niektórych dzieci występują przewlekłe
symptomy, takie jak natrętne wspomnienia, złe sny czy wybuchy złości,
które zaburzają ich relacje społeczne, zdolność do nauki i zdrowie,
podczas gdy inne dzieci w podobnej sytuacji nie ponoszą większego
uszczerbku.
Uniwersalne objawy traumy
Zarówno u osoby dorosłej, jak i u dziecka wkrótce po przeżyciu wstrząsu
przekraczającego ich granice tolerancji pojawiają się charakterystyczne
objawy. Są to: (1) nadmierne pobudzenie, (2) kurczenie się, (3)
dysocjacja i (4) uczucie otępienia i zamknięcie się w sobie
("zamrożenie"), co skutkuje poczuciem bezradności i braku nadziei.
Wymienione reakcje to symptomy uniwersalne, charakterystyczne reakcje
umysłu i ciała. Stanowią jednoznaczny sygnał traumy.
Wszystkie dzieci, szczególnie najmłodsze, zdradzają też objawy znacząco
odmienne od występujących u dorosłych. Wynika to z kombinacji takich
czynników jak wczesny etap rozwojowy mózgu, mniej rozwinięta zdolność
postrzegania i rozumowania, nie w pełni ukształtowana osobowość oraz
uzależnienie od dorosłych opiekunów i przywiązanie do nich. W połączeniu
z ograniczonymi umiejętnościami motorycznymi i językowymi sprawia to, że
dziecko ma mniejsze możliwości reagowania i radzenia sobie z problemem.
Ponadto dorosły, dysponujący dojrzałym mózgiem, ma dostęp do zasobów
pozwalających zredukować stres i niepokój. Może na przykład wybrać się
na wycieczkę poza miasto, spotkać się z przyjaciółmi, poćwiczyć na
siłowni, prowadzić dziennik, podjąć psychoterapię lub zapisać się na
warsztaty (jogi, aikido lub tai chi). Wszystko to są zdrowe opcje
pomagające uporać się z emocjami i innymi symptomami.
Dzieci natomiast są całkowicie uzależnione od swoich wychowawców, którzy
muszą "odczytywać" i zaspokajać ich potrzebę bezpieczeństwa, wsparcia,
opieki, samoregulacji i uspokojenia. Jeśli dorosły nie stworzył sobie
własnych, zdrowych zasobów i nie dysponuje systemem wsparcia, do którego
mógłby sięgnąć, może odreagowywać traumę, nadużywając narkotyków lub
alkoholu, znęcając się nad rodziną, wybuchając nagłą złością w miejscu
pracy lub narażając się na niebezpieczne sytuacje. Nasze dzieci też
odreagowują! Czasem jest to dla nich jedyny sposób wysłania sygnału:
POMOCY! Jeśli nie odreagowują "na zewnątrz", to często odreagowują "do
wewnątrz" i wtedy opiekun otrzymuje subtelne sygnały, że coś jest nie w porządku. Symptomy zarówno uzewnętrznianych, jak i zinternalizowanych
emocji i zachowań opiszemy na tych stronach, ilustrując je przykładami z życia. Umiejętność ich rozpoznawania jest ważna, jeśli mamy udzielać
dzieciom pomocy.
Zanim zagłębimy się w szczegółowe omawianie sposobów, którymi dzieci
dają nam znać, że czują się skrzywdzone, musimy zaznaczyć, że niektóre
objawy traumy są normalną reakcją na przytłaczające okoliczności.
Wysokie pobudzenie oraz zamknięcie się w sobie (gdy nie ma możliwości
ucieczki) to wbudowane w nas biologiczne mechanizmy służące przeżyciu.
Ten system ochronny ma jednak działanie ograniczone w czasie. Nasze
ciała są zaprogramowane na powrót do normalnego rytmu życia, gdy tylko
niebezpieczeństwo przeminie.
Jeśli jednak podwyższona energia zgromadzona w celu obrony przed
zagrożeniem nie zostanie "zużyta", to w dalszym ciągu postrzegamy
rzeczywistość tak, jakby niebezpieczeństwo było wciąż obecne. Ponieważ
niemowlęta i małe dzieci w niewielkim stopniu są zdolne do samoobrony,
są bardziej niż dorośli podatne na gromadzenie nadmiaru wysokiej energii
pobudzenia. Jeśli nie otrzymają konkretnej i właściwie skierowanej
pomocy dorosłych opiekunów, zbędna energia w końcu wyładuje się w postaci najróżniejszych zachowań i symptomów. Pamiętajmy, że dzieci mają
bardzo ograniczony repertuar zachowań pozwalających radzić sobie z życiowymi trudnościami i stresem.
Rozważmy przykład trzyletniego Jareda, który był świadkiem wypadku
samochodowego i tego samego dnia o drugiej w nocy obudził się cały
przerażony. To zaburzenie snu -?cechujące się niedającym się ukoić
płaczem, niespokojnymi ruchami (wierceniem się i kopaniem) oraz
reakcjami układu autonomicznego w postaci przyspieszonego oddechu,
szybkiej akcji serca i pocenia się -?to pierwszorzędna ilustracja
objawów nadmiernego pobudzenia dziecka. W świecie realnym jest już dawno
po wypadku, uszkodzone samochody odholowano i nikt nie poniósł poważnych
obrażeń. Rzeczywistość Jareda jednak jest zupełnie inna. Wcześniejsze
pobudzenie ujawniło się dopiero najbliższej nocy (a mogło to się stać
jeszcze później), a następnie doprowadziło do wybuchu złości. Jared
obudził się w panice, jak gdyby nadal słyszał pisk hamulców i trzask
zgniatanego metalu, czuł zapach nadpalonej gumy i widział latające
odłamki szyby!
Początkowe, uniwersalne reakcje na szok są zwykle oczywiste. Bywają
jednak objawy bardziej nieuchwytne, zwłaszcza gdy nie wiemy, na co
zwracać uwagę. Rodzice często są pełni obaw przed najgorszym, a jednocześnie żyją nadzieją, że wszystko skończy się dla dziecka dobrze.
Ponieważ zarówno dorośli, jak i dzieci doznają silnych emocji, w "gorącym" momencie łatwo jest przegapić ważne oznaki. Co ciekawe,
doskonałe odbicie oznak cielesnych, których powinniśmy wypatrywać,
stanowią popularne przenośnie. Zwroty w rodzaju: "sztywny ze strachu",
"oniemiały", "pogrążony w smutku", "biały jak papier", znajdziemy w każdym języku. Obrazują one w dosłowny sposób reakcje fizjologiczne
zachodzące w mózgu i ciele.
Na następnych stronach przedstawimy wszystkie początkowe objawy traumy,
tak jak może ich doświadczać dziecko. Dla jasności opisujemy każdy z nich osobno, ale elementarne sygnały reakcji traumatycznej często
występują równolegle. Z uwagi na to, że dzieci różnią się temperamentem,
wiekiem i wrażliwością, a incydenty mogą być różnego rodzaju, łatwiej ci
będzie rozpoznawać poszczególne symptomy, rozpatrując je po kolei.
Ze względu na młody wiek i niższy poziom rozwoju poznawczego,
społecznego i emocjonalnego symptomy traumy przejawiają się u dzieci
inaczej niż u dorosłych i różnie w zależności od etapu rozwojowego.
Biorąc to pod uwagę, opiszemy je osobno dla trzech etapów: (1) od
niemowlęctwa do czasu przedszkola, (2) wiek szkolny, (3) okres
dojrzewania. Pamiętaj, że są to szerokie ramy, które w znacznym stopniu
nakładają się na siebie i różnicują w zależności od temperamentu
dziecka, jego dojrzałości i innych cech indywidualnych. Zwróć uwagę, że
istnieją również podobieństwa objawów występujących u dorosłych i dzieci, zwłaszcza w okresie dojrzewania. Badania wykazały też pewne
różnice między chłopcami i dziewczynkami i w razie potrzeby trzeba je
brać pod uwagę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki