Trash Boy - E.J. Arosh

Kup ebooka

45.90 zł
36.72 zł (25,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

CZĘŚĆ I

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

CZĘŚĆ II

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Od autorki

Rozdział 1

Judah

Nienawidzę poranków. Każdego pieprzonego poranka.

Nienawidzę, kiedy słońce bezlitośnie wdziera się pod moje zmęczone powieki i powoduje, że głowa boli mnie jeszcze bardziej. Nienawidzę tego uczucia, gdy dochodzi do mnie, że kolejna szalona noc minęła, zostawiając po sobie jedynie mdły posmak w ustach i resztki magii w skotłowanej pościeli. Nienawidzę świadomości, że mam w łóżku dziewczynę, której imienia nie znam i którą będę musiał za chwilę wyrzucić z pokoju.

Tak, poranki są zdecydowanie najgorsze.

Jedynym pocieszeniem, jakie w tej chwili przychodzi mi do głowy, jest to, że zawsze imprezujemy razem.

Travis i ja.

Od lat nierozłączni, spętani szaleństwem i poszukiwaniem wrażeń.

- Śpisz?

Cichy głos wyrywa mnie z zamyślenia i niechętnie otwieram oczy.

Cień tuż nad moją głową okazuje się naszą najnowszą asystentką, Kat.

- Już nie - mruczę, chrząkając.

Mam paskudną chrypę i przez chwilę głos zamiera gdzieś w głębi mojej krtani.

- Ekhm, w takim razie dzień dobry. - Zerka na mnie niepewnie i po chwili strzela oczami na drugą stronę łóżka, a ja podążam za jej wzrokiem.

- Pozbądź się jej, dobrze?

Kat zamiera i przełyka ślinę tak głośno, że to słyszę, mimo że nadal szumi mi w uszach po nocnej libacji.

- Nie bierz tego zbyt dosłownie. Po prostu ją wyproś, OK? - Uśmiecham się słodko.

- Dlaczego?

Marszczę brwi, słysząc to pytanie.

- Bo dostałem to, czego chciałem, i już jej nie potrzebuję. Czy taka odpowiedź ci pasuje? - Z przyjemnością obserwuję, jak asystentka chrząka zmieszana i w końcu niechętnie potakuje.

Siadam na łóżku, odrzucając lekką narzutę. Wsuwam ręce we włosy, starając się nadać im jakikolwiek przyzwoity kształt, gdy słyszę cichy pisk. Unoszę brwi zdziwiony.

Czyżby tajemnicza nieznajoma w końcu odzyskała przytomność?

Nie, nadal leży jak kłoda, chociaż z tego, co pamiętam, wczoraj ruszała się bosko. Mój fiut drga na samo wspomnienie i uśmiecham się do swoich zamglonych myśli, gdy kolejny pisk wwierca mi się w uszy. Kiedy w końcu unoszę wzrok, staje się jasne, kto umie wyciągnąć takie wysokie rejestry.

Kat.

- O co ci chodzi? - Staram się określić przyczynę jej dziwnego zachowania, ale po chwili już znam odpowiedź.

Jestem nagi i mam wzwód.

No, tak.

Nic niezwykłego, poza tym, że Kat pracuje z nami dopiero od kilku dni i jeszcze nie miała okazji widzieć mnie w całej okazałości.

- Krępuje cię to? - pytam, chociaż wcale nie muszę.

Twarz mojej asystentki płonie i jednocześnie mieni się purpurą.

Niesamowity widok.

- Ja... Yyy... Nie, ja nie... - Macha rękoma, jakby nie wiedziała, czy ma zasłonić oczy, czy jednak nadal patrzeć.

- Spokojnie, to nic takiego, kotku - mruczę, wstając. - Przyzwyczaisz się. - Przechodzę obok i mrugam do niej.

Odruchowo kiwa głową, chyba nadal jest w szoku, a ja zastanawiam się, dlaczego ten widok tak ją sponiewierał. Gdy stoję pod prysznicem, przychodzą mi do głowy trzy powody jej dziwnego zachowania, a każdy z nich podoba mi się bardziej od poprzedniego. Po pierwsze, być może nigdy nie widziała przystojnego, nagiego faceta. Po drugie, podejrzewam, że na mnie leci, tak jak większość dziewczyn, które spotykam na swojej drodze. Po trzecie, jestem Judah Saryan i śpiewam w Trash Boys, a to elektryzuje wszystkie kobiety, bez względu na to, co o mnie myślą.

Uśmiecham się i zaczynam nucić, próbując pozbyć się chrypy. Całe szczęście, nie mamy teraz żadnych występów, bo Richard dałby mi popalić. Nasz menadżer za punkt honoru wziął sobie doprowadzenie nas, a w zasadzie mnie, do porządku przed rozpoczęciem kolejnej trasy. Krzywię się, bo na razie średnio mu to wychodzi, ale ma szalone pomysły, które psują moją wizję dobrej zabawy. Wsadzam głowę pod strumień i zamykam oczy, rozkoszując się wodą wybijającą rytm na mojej twarzy.

Jakoś to będzie.

Zawsze jakoś jest.

*

Wyglądając przez okno pokoju hotelowego na ostatnim piętrze Royal Belvedere, nie mogę uwierzyć w to, co widzę. Tłum fanów, a w zasadzie fanek, rośnie z minuty na minutę. Nie wiem, w którym konkretnie momencie zrobiliśmy się aż tak sławni i znani. Być może zaczęło się to już w trakcie pierwszej trasy z Black Nights.

Nie mam pojęcia.

Musiałem to przegapić i szczerze mówiąc, wcale się nie dziwię, bo na co dzień pochłaniają mnie głównie imprezy i seks. Nie śledzę rankingów popularności, chociaż powiększająca się góra pieniędzy na koncie powinna dać mi do myślenia.

Zerkam na Travisa, który wydaje się przyspawany do telefonu.

- Z kim piszesz? - pytam, siadając obok niego.

- A co cię to obchodzi? - Mój najlepszy kumpel obrzuca mnie drwiącym spojrzeniem.

- W sumie niewiele. - Wzruszam ramionami. - Dalej jesteś z Chase'em?

- Trudno powiedzieć - mruczy, zawzięcie przesuwając palcami po ekranie komórki.

- Trudno powiedzieć? - Unoszę brwi, bo tego się nie spodziewałem. - Myślałem, że to już będzie na zawsze. Ty i on.

- Nic nie jest na zawsze - odburkuje, krzywiąc się lekko. - Nie chcę się ograniczać.

- I bardzo słusznie. - Potakuję, starając się sprawiać wrażenie, że mi przykro, ale w myślach zacieram ręce z radości.

Od kiedy Travis zaczął się spotykać z Chase'em z Black Nights, stracił energię i przestało go interesować imprezowanie ze mną.

- Kto zerwał?

- Ja.

- Uhm. - Zerkam na niego, bo dopiero teraz widzę, że ma paskudny nastrój. Nie jestem najlepszy w pocieszaniu i zastanawiam się, co mogę zrobić, żeby poprawić mu humor. - Trzeba było powiedzieć, to nie wywalałbym tej laski, którą wczoraj posuwałem. Była zajebista. Też mógłbyś zamoczyć.

- Kurwa, Judah! Ty jednak jesteś walnięty! - Travis patrzy na mnie z niedowierzaniem, ale po chwili wybucha głośnym śmiechem, a ja przygryzam usta.

Udało się.

- Nadal jesteś bi? - pytam.

- A co?

- Wolę się upewnić, bo nie wiem, kogo ci organizować, jak będziesz miał potrzebę.

- Ale z ciebie dobry kumpel! Dzięki za troskę! - Travis parska. - Dam radę, zajmij się lepiej sobą. I ogarnij się, Richard ma na ciebie oko.

- A na ciebie nie ma?

- Chyba jakoś mniej.

- Przecież robisz to samo, co ja - mówię. - Pijemy razem, ćpamy razem i znowu będziemy pieprzyć razem, chociaż ja zostanę przy kobietach, no, chyba że zaproponujesz trójkąt. - Puszczam do niego oko, a on wybucha śmiechem.

- To wszystko nie ma znaczenia, bo i tak to ja jestem tą bardziej normalną częścią naszego zespołu.

- Mhm. Nie do końca się zgadzam, ale niech ci będzie, nie będę się kłócił. - Wzruszam ramionami i podchodzę do barku. Wlewam alkohol do wysokiej szklanki i zastanawiam się, czy czymś go rozcieńczyć.

- Właśnie o tym mówię, ciołku. - Travis wskazuje wzrokiem na mojego drinka.

- O co ci chodzi? Mam kaca, potrzebuję klina.

- Jest dziesiąta rano, a ty pijesz. Już wiesz, dlaczego Richard tak się na ciebie uwziął?

- Przecież gdzieś na pewno dawno minęło południe.

Uśmiecham się ironicznie i kołyszę szklanką, obserwując, jak miodowy płyn rozlewa się po jej ściankach. Wącham alkohol i wypijam, nie delektując się wytrawnym smakiem.

- Masz się zachowywać na konferencji - przypomina Travis, mierząc mnie przeciągłym spojrzeniem. - Richard powiedział, że nie chce powtórki z ostatniego razu.

- A co takiego niby się stało?! - Unoszę brew i odwracam się do niego. - Nie sądzisz, że on nieco dramatyzuje?

- Serio? - Travis zaciska usta, powstrzymując śmiech. - Po pierwsze, byłeś zalany w trupa; po drugie, obrzygałeś jednego z dziennikarzy; po trzecie, spadłeś z podestu i rozwaliłeś sobie nos. Krew lała się jak z dziurawego wiadra.

- I właśnie dlatego to była najlepsza konferencja prasowa, w jakiej uczestniczyli - mruczę, myśląc o dziennikarzach, którzy naprawdę wydawali się zachwyceni.

W sumie to ich rozumiem, takie zachowanie to coś, co zdecydowanie nadaje się na pierwszą stronę.

- Dzisiaj masz być w formie, jasne?

- Oczywiście, mamo. A nie wiesz, o czym Richard chce z nami gadać?

- Nie, ale wspominał, że ma to związek z planowanymi występami. Nic więcej nie chciał zdradzić.

- Szkoda, myślałem, że tobie powiedział coś więcej. - Wzruszam ramionami i odstawiam pustą szklankę na blat.

- Wiem tylko, że masz być trzeźwy, co, jak już widać, nie wyjdzie. - Travis śmieje się cicho i robi głupią minę.

- Nie przesadzaj. Mam się świetnie. Ogarnę się, odpocznę trochę i będę jak młody bóg.

- Mhm. Chciałbym to zobaczyć. A tak a propos ogarniania, jak ci się podoba Kat?

- A o co mnie konkretnie pytasz? - Przyglądam się mu uważnie, bo nie wiem, do czego zmierza.

- Jesteś z niej zadowolony? - precyzuje. - Bo ja bardzo. Jest skuteczna, cicha i dobrze sobie radzi z obowiązkami. Szybko się wdrożyła, jak to się fachowo mówi. Mądra z niej dziewczyna, nie sądzisz?

- Może i tak. Całkiem sprawnie pozbyła się laski, która była u mnie w nocy. Musi się tylko przyzwyczaić do kilku rzeczy i będzie git.

- Do czego na przykład? - Mój kumpel rzuca mi podejrzliwe spojrzenie.

- Że sypiam nago - wypalam, a on wybucha śmiechem.

- Widziała cię nago?

- Tak.

- Stał ci?

- Tak.

- Ciekawe, kiedy się zwolni.

- Ciekawe, kiedy pójdzie ze mną do łóżka. - Uśmiecham się zarozumiale i siadam obok Travisa.

- Oszalałeś?! - Niespodziewany cios w kark wytrąca mnie z równowagi i prawie walę głową w stolik.

- O co ci chodzi?!

- Ostatnią asystentkę musieliśmy zwolnić, bo ją zaliczyłeś i od razu po tym straciłeś zainteresowanie, pamiętasz?

- Niczego jej nie obiecywałem - mówię defensywnie. - To nie moja wina, że się zakochała.

- Kobiety raczej kiepsko sobie radzą z oddzielaniem uczuć od seksu. - Travis wzdycha i karci mnie spojrzeniem. - Jeszcze się tego nie nauczyłeś?

- Ale czy to jest moja wina? - Wzruszam ramionami. - Lubię piękne kobiety, lubię seks i szybko się nudzę. One to wiedzą, nie ukrywam tego. To ich problem, nie mój.

- To jest też twój problem, kretynie! - Travis dźga mnie palcem w pierś. - A w zasadzie to jest nasz problem, bo w tym roku mamy już trzecią asystentkę, a jest zaledwie marzec!

- Dobra, już, spokój, bo dostaniesz udaru z tych nerwów i nie będziesz taki mądry. Wiesz, że się nie znam na pierwszej pomocy, a podobno liczą się dosłownie sekundy!

- A ty jak zwykle się zgrywasz... Po prostu zostaw ją w spokoju - prosi Travis, a ja potakuję i uśmiecham się krzepiąco.

- Zostawię, jeśli nie będzie zainteresowana - odpowiadam cicho.

- Serio? - Jego wyraz twarzy mówi wszystko. - A jeśli będzie, to co?

- To zrobię to, co zawsze. Będę się dobrze bawił.

- Kiedyś taki nie byłeś. - Travis kręci głową z niedowierzaniem. - Świnia z ciebie, Judah.

- Może i tak, ale jaka przystojna. - Uśmiecham się szeroko i podchodzę do okna, by zerknąć na gęstniejący tłum na dole. Przechodzi mnie przyjemny dreszcz.

Jestem na szczycie.