Rozdział pierwszy
NIECH ŻYJE STARSCREAM
Most Kosmiczny Decepticonów znajduje się na orbicie ponad Ziemią. Portal jest otwarty i wielki rój Terrorconów tłumnie zmierza w stronę wyjścia, gdzie czeka na nich ich przywódca, Megatron, który nie może się doczekać, by nasłać swą mroczną armię na Ziemię i osiągnąć całkowitą dominację... Jednak nagle, bez żadnego ostrzeżenia, następuje potężna eksplozja i chwilę później Most Kosmiczny zostaje pochłonięty przez rozległą biało-niebieską kulę ognia...
- Co za szkoda - głos Starscreama ociekał sarkazmem.
Niecny Decepticon zatrzymał na ekranie monitora nagranie, które oglądał, będąc na pokładzie statku kosmicznego Nemesis. Wcześniej Starscream był zastępcą przywódcy, a teraz sam powołał się na stanowisko lidera.
- Zasługujesz na oklaski, Megatronie... to z pewnością było wielkie wyjście. - Starscream zachichotał z satysfakcją, przyglądając się długo upadkowi swojego byłego władcy.
Właśnie wtedy zauważył, że po pokładzie statku podchodzi do niego inny Decepticon.
- Ach, Soundwave - powiedział, zerkając szybko przez ramię. Nie mógł całkowicie oderwać wzroku od ekranu. - Chcę przemówić do żołnierzy.
Soundwave odpowiedział ledwie dostrzegalnym skinieniem głową - słuchał rozkazów swojego nowego pana, ale wydawało się, że nie do końca mu ufał.
- Strata Megatrona, przywódcy powstania Decepticonów, to niewątpliwy cios dla naszej sprawy. - Wielki obraz Starscreama wypełnił ekrany audiowizualne porozrzucane po statku kosmicznym. Decepticońscy żołnierze przerwali wykonywane czynności i zebrali się, by posłuchać przemowy nowego wodza. - A jednak nie możemy rozpaczać nad jego tragicznym odejściem. Zamiast tego musimy przyjąć ostateczne poświęcenie Megatrona i budować na położonych przez niego fundamentach, posługując się nowymi ideami, jaśniejszą wizją i... - Głos Starscreama stopniowo stawał się donośniejszy, a teraz, gdy dotarł do punktu kulminacyjnego swojej przemowy, zacisnął dłoń w pięść i pomachał nią w powietrzu. - ... jeszcze silniejszą ręką.
- Z całym szacunkiem komandorze Starscream... em lordzie Starscream... - Jeden z żołnierzy podniósł rękę i podszedł do podwyższenia, z którego przemawiał Starscream.
- Tak, tak, o co chodzi? - warknął na niego Starscream. Był wyraźnie niezadowolony, że mu przerwano.
Mimo to żołnierz mówił dalej.
- Skoro nie udało nam się podbić Ziemi pod dowództwem lorda Megatrona, to jakie szanse mamy teraz, skoro wciąż bronią jej Autoboty?
- Wyrażę się jasno - odrzekł surowo Starscream. - Przez tysiąclecia pobierałem nauki od naszego byłego mistrza. A zatem jestem gotowy, by wami dowodzić. Ja, prawdziwy spadkobierca Megatrona: lord Starscream, Imperator Zniszczenia! - Starscream podniósł głos niemal do krzyku, unosząc obie dłonie i rozkazując żołnierzom:
- ODDAJCIE MI CZEŚĆ!
Ale jego słowa nie wywarły dużego wrażenia na zebranych. Decepticony patrzyły na niego pustym wzrokiem, mrucząc coś do siebie nawzajem, zjednoczeni w swoim niezadowoleniu.
Przekaz audiowizualny zakończył się, a Starscream odszedł od podwyższenia, wściekły z powodu reakcji żołnierzy. Soundwave posłusznie podążał za nim bez słowa.
- Jaki jest pożytek z żołnierzy, którzy nie potrafią sprostać zadaniu wyrządzania nieopisanego zniszczenia w moim imieniu? - burknął gorzko sam do siebie Starscream. Potem zatrzymał się przy jednym z wielu ekranów, głęboko zamyślony.
- Znam jednego kompetentnego wojownika... - Rozchmurzył się nagle. - Takiego, który znajduje się właśnie na tej planecie. I może zostać MOIM uczniem... - Wreszcie obrócił się przodem do Soundwave'a, wydając mu bezpośrednie polecenie. - A ty, Soundwave, pomożesz mi go znaleźć.