Transformers. Transformers PRIME Optimus w opałach - Transformers

Kup ebooka

14.99 zł
11.99 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział drugi

PROJEKTY NAUKOWE

Tymczasem na Ziemi, w tajnej lokalizacji na pustyni w Newadzie, Optimus Prime stał samotnie w kącie głównej siedziby Autobotów, również głęboko zamyślony.

Podszedł do niego mniejszy Autobot, jego towarzysz Ratchet.

- Optimusie, czemu jesteś taki ponury? Ta planeta - wszystkie planety - są wreszcie wolne od tyranii Megatrona - powiedział radośnie z błyskiem w oku.

Optimus ciągle patrzył w dal, a jego niebieskie oczy były ciemniejsze niż zwykle.

- Nie mogę się z tobą nie zgodzić, Ratchet - odrzekł głosem pozbawionym emocji. - Tylko - jakaś mała cząstka mnie miała nadzieję, że uda się zmienić myślenie Megatrona, a nie zgasić jego iskrę.

- Jego złowroga mość nie zginął z twojej ręki, Optimusie - powiedział ostro Ratchet - lecz z powodu swojej własnej pokręconej arogancji! - Dał się ponieść emocjom, ale potem, widząc, że jego stanowcze podejście nie było w stanie wyrwać Optimusa z ponurego nastroju, spróbował łagodniejszego podejścia. - Przykro mi. Wiem, że łączyła was długa relacja.

- Ale Megatron, u którego boku niegdyś walczyłem, zginął eony temu - w dniu, w którym postanowił zostać Decepticonem. - Prime pokręcił głową. - Masz rację. To nie czas na rozmyślania - powiedział. Głos Optimusa odzyskiwał swój normalny ton, gdy ten odwracał się, by stanąć twarzą w twarz ze swoim starym przyjacielem. Mimo że był młodszy niż Ratchet, niebiesko-czerwony Prime przerastał towarzysza co najmniej o głowę, a jego obudowa była zadrapana i uszkodzona w walce. - Może i Decepticony są w rozsypce - ciągnął Optimus - ale nie są pozbawione dowództwa. I mimo że Starscream nie dorównuje Megatronowi, bynajmniej nie jest przewidywalny...

BUM! Bazą zatrzęsła mała eksplozja, chwilowo wytrącając Ratcheta i Optimusa z równowagi. Zaraz potem Boty rzuciły się do akcji.

- Decepticony! - wykrzyknął Ratchet, zerkając w stronę, z której dobiegł wybuch i skąd sypały się iskry. - Atakują nas!

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Rozdział pierwszy

NIECH ŻYJE STARSCREAM

Most Kosmiczny Decepticonów znajduje się na orbicie ponad Ziemią. Portal jest otwarty i wielki rój Terrorconów tłumnie zmierza w stronę wyjścia, gdzie czeka na nich ich przywódca, Megatron, który nie może się doczekać, by nasłać swą mroczną armię na Ziemię i osiągnąć całkowitą dominację... Jednak nagle, bez żadnego ostrzeżenia, następuje potężna eksplozja i chwilę później Most Kosmiczny zostaje pochłonięty przez rozległą biało-niebieską kulę ognia...

- Co za szkoda - głos Starscreama ociekał sarkazmem.

Niecny Decepticon zatrzymał na ekranie monitora nagranie, które oglądał, będąc na pokładzie statku kosmicznego Nemesis. Wcześniej Starscream był zastępcą przywódcy, a teraz sam powołał się na stanowisko lidera.

- Zasługujesz na oklaski, Megatronie... to z pewnością było wielkie wyjście. - Starscream zachichotał z satysfakcją, przyglądając się długo upadkowi swojego byłego władcy.

Właśnie wtedy zauważył, że po pokładzie statku podchodzi do niego inny Decepticon.

- Ach, Soundwave - powiedział, zerkając szybko przez ramię. Nie mógł całkowicie oderwać wzroku od ekranu. - Chcę przemówić do żołnierzy.

Soundwave odpowiedział ledwie dostrzegalnym skinieniem głową - słuchał rozkazów swojego nowego pana, ale wydawało się, że nie do końca mu ufał.

- Strata Megatrona, przywódcy powstania Decepticonów, to niewątpliwy cios dla naszej sprawy. - Wielki obraz Starscreama wypełnił ekrany audiowizualne porozrzucane po statku kosmicznym. Decepticońscy żołnierze przerwali wykonywane czynności i zebrali się, by posłuchać przemowy nowego wodza. - A jednak nie możemy rozpaczać nad jego tragicznym odejściem. Zamiast tego musimy przyjąć ostateczne poświęcenie Megatrona i budować na położonych przez niego fundamentach, posługując się nowymi ideami, jaśniejszą wizją i... - Głos Starscreama stopniowo stawał się donośniejszy, a teraz, gdy dotarł do punktu kulminacyjnego swojej przemowy, zacisnął dłoń w pięść i pomachał nią w powietrzu. - ... jeszcze silniejszą ręką.

- Z całym szacunkiem komandorze Starscream... em lordzie Starscream... - Jeden z żołnierzy podniósł rękę i podszedł do podwyższenia, z którego przemawiał Starscream.

- Tak, tak, o co chodzi? - warknął na niego Starscream. Był wyraźnie niezadowolony, że mu przerwano.

Mimo to żołnierz mówił dalej.

- Skoro nie udało nam się podbić Ziemi pod dowództwem lorda Megatrona, to jakie szanse mamy teraz, skoro wciąż bronią jej Autoboty?

- Wyrażę się jasno - odrzekł surowo Starscream. - Przez tysiąclecia pobierałem nauki od naszego byłego mistrza. A zatem jestem gotowy, by wami dowodzić. Ja, prawdziwy spadkobierca Megatrona: lord Starscream, Imperator Zniszczenia! - Starscream podniósł głos niemal do krzyku, unosząc obie dłonie i rozkazując żołnierzom:

- ODDAJCIE MI CZEŚĆ!

Ale jego słowa nie wywarły dużego wrażenia na zebranych. Decepticony patrzyły na niego pustym wzrokiem, mrucząc coś do siebie nawzajem, zjednoczeni w swoim niezadowoleniu.

Przekaz audiowizualny zakończył się, a Starscream odszedł od podwyższenia, wściekły z powodu reakcji żołnierzy. Soundwave posłusznie podążał za nim bez słowa.

- Jaki jest pożytek z żołnierzy, którzy nie potrafią sprostać zadaniu wyrządzania nieopisanego zniszczenia w moim imieniu? - burknął gorzko sam do siebie Starscream. Potem zatrzymał się przy jednym z wielu ekranów, głęboko zamyślony.

- Znam jednego kompetentnego wojownika... - Rozchmurzył się nagle. - Takiego, który znajduje się właśnie na tej planecie. I może zostać MOIM uczniem... - Wreszcie obrócił się przodem do Soundwave'a, wydając mu bezpośrednie polecenie. - A ty, Soundwave, pomożesz mi go znaleźć.