Transformers. Transformers 3 Powieść filmowa Ciemna strona księżyca - Michael Kelly

Kup ebooka

19.99 zł
15.99 zł (4,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PROLOG

Wiele lat temu, Cybertron

Optimus Prime stał na polu bitwy, jakim stała się jego planeta. Kiedyś Cybertron był wspaniałym miejscem, z lśniącymi wieżami sięgającymi nieba. Teraz był zrujnowany, ze zniszczonymi miastami i jałową ziemią. Atak Decepticonów był olbrzymi, a Autoboty zmuszone były formować się w małe grupy ruchu oporu.

Mieli plan. Optimus Prime obserwował, jak wielki statek kosmiczny o nazwie Arka wystartował i przeleciał nad jego głową. Przez krótką chwilę Optimus ośmielił się pomyśleć, że koniec wojny może być blisko. Raptem wrogie myśliwce także wystartowały i poleciały za statkiem. Mniejsze i szybsze krążowniki Decepticonów szykowały się do ataku. To byłaby szybka walka, gdyby pilot statku Autobot (Autobot pełniący funkcję pilota statku/ Autobot pilotujący statkiem) nie był ekspertem od kontroli. Prowadził statek ostro na zakrętach i obracał się, wykonując beczki przez zrujnowane miasta i ukryte wąwozy. Kiedy samotny Autobot pomyślał, że zgubił wrogów, pokierował statkiem w górę, by opuścić atmosferę Cybertronu i uciec w przestrzeń kosmiczną.

Optimus obserwował, jak statek wzlatywał wyżej i wyżej, a wraz z nim rosły jego nadzieje. Ale potem zobaczył ostatniego bojownika-Decepticona, wystrzeliwującego swoje armaty. Arka została trafiona. Drzwi ładowni wybuchły, a statek zaczął obracać się, tracąc kontrolę. Płonący statek spadał w przestrzeń kosmiczną, a Optimus Prime pochylił głowę. Plan nie wypalił - wojna trwała nadal. Nadzieję trzeba będzie odnaleźć w innym miejscu, w innym czasie.

Lato 1961 roku, Stany Zjednoczone

Zachodzące słońce sprawiało, że piasek pustyni lśnił w jego promieniach. Wysoko można było zobaczyć księżyc wznoszący się na coraz ciemniejszym niebie. W kontraście do naturalnego krajobrazu rzędy gigantycznych, nowoczesnych anten radiowych omiatały niebo w poszukiwaniu sygnałów.

W środku, przy panelach sterowania, siedziało dwóch techników. Ich zadaniem było obserwowanie monitorów pod kątem nietypowych sygnałów w przestrzeni kosmicznej. Głównie szukali meteorytów i komet - czegokolwiek, co mogłoby stanowić zagrożenie dla Ziemi. Ale tak naprawdę mieli nadzieję na jakiś sygnał z kosmosu, dowodzący, że istnieje życie na innych planetach. Nagle komputery zaczęły wydawać głośne dźwięki i wyświetlać ostrzeżenie: wykryto UFO. MOŻLIWA KOLIZJA.

Na ekranach radarowych widać było ciemny kształt, lecący w kierunku Ziemi. Ale zanim wszedł w pole grawitacyjne planety, dryfujący obiekt rozbił się na powierzchni Księżyca. Naukowcy wykryli zderzenie na swoich przyrządach. Wiedzieli, że to nie był meteor. Musieli przekazać prezydentowi, że coś wylądowało na Księżycu . . . coś, co mogłoby być obcym statkiem kosmicznym.

Poinformowany o incydencie prezydent zadzwonił do dyrektora NASA, wydając polecenie: "Musimy wysłać ludzi na Księżyc jeszcze w tej dekadzie. Musimy dowiedzieć się, co to za wypadek i musimy wiedzieć o tym wcześniej niż ktokolwiek inny".

20 lipca 1969 roku, Ziemia i Księżyc

Dyrektor NASA stał w pokoju Kontroli Misji. Słuchał wiadomości radiowych. Przez trzeszczące radio usłyszał głos, który powiedział: "Orzeł wylądował. Bez ostrzeżenia, transmisja z Księżyca została przerwana". Wszyscy w Kontroli Misji zaczęli się przepychać, sprawdzać coś na monitorach, wpisywać kody.

- Co się stało? - domagał się odpowiedzi dyrektor.

- Chyba awaria nadajnika - odpowiedział technik.

- Szybko, odzyskaj to! Skontaktuj się z naszymi ludźmi! - krzyczał dyrektor. Komunikacja jednak nie padła. Dyrektor nie wiedział, że obok pokoju Kontroli Misji działało drugie pomieszczenie kontrolne. W tym pokoju, ukrytym przed wszystkimi, przebywało właśnie trzech mężczyzn w czarnych garniturach. Jeden z nich mówił do mikrofonu.

- Orzeł, kryjesz się w skale. Masz misję do wykonania. I masz na to 21 minut.

Na Księżycu astronauci Buzz Aldrin i Neil Armstrong próbowali przyzwyczaić się do chodzenia w niskiej grawitacji. Nie mieli dużo czasu, odbijali się od powierzchni Księżyca w swoich wielkich kombinezonach kosmicznych. Za nimi czekał ich statek, Orzeł, a obok niego wbita amerykańska flaga. Astronauci wspięli się na wzgórze i stanęli jak wryci. Przed nimi, na ziemi, leżał ogromny, rozbity statek kosmiczny. Astronauci znaleźli dziurę w burcie statku i wskoczyli do środka.

Wyglądało na to, że ten dziwny statek został poważnie uszkodzony, gdy doszło do zderzenia. Pył księżycowy pokrył wszystko i astronauci musieli stąpać ostrożnie idąc drogą przez szczątki. Kilka razy prawie wpadli w szczeliny, ale udało im się przedostać i w końcu znaleźli się w miejscu, które było prawdopodobnie pomieszczeniem kontrolnym gigantycznego statku. Astronauci zobaczyli kształt olbrzymiego, metalowego robota, leżącego w pyle.

- Houston, mamy tu istoty pozaziemskie. Bez oznak życia - doniósł Armstrong.

- Zrozumiałem, odbiór. Zróbcie zdjęcia, weźcie próbki i wracajcie do domu. - Usłyszeli odpowiedź. - W końcu okazało się, że nie jesteśmy sami.

- Nie, sir - odpowiedział Aldrin. - Nie jesteśmy sami.

1.

Obecne czasy, Waszyngton, D.C.

Sam Witwicky spał. Przynajmniej chciał spać. Sam nie miał pracy, a wstanie z łóżka oznaczało kolejny dzień rozmów kwalifikacyjnych i szukania pracy.

Nowa dziewczyna Sama, Carly, zawołała:

- Obudź się, mój bohaterze! To właśnie ten dzień! - Weszła do pokoju Sama trzymając wielkiego, wypchanego białego króliczka. Sam zerknął na nią spod kołdry, zobaczył królika, a potem... wciągnął kołdrę na głowę.

- Co to jest? - jęknął.

- To jest królik! Na szczęście! - powiedziała Carly. Sam usiadł. Wyciągnął rękę, żeby złapać króliczą łapę.

- Carly, to super pomysł, ale szczęście przynosi królicza łapa, a nie cały królik.

- Cóż, potrzebujesz więcej szczęścia niż tylko łapa - zaśmiała się Carly. - W każdym razie, to po to, żebyś myślał pozytywnie. Załóż ładny krawat.

- Zdajesz sobie sprawę, jak zniechęcające jest uratowanie świata - dwa razy - i błaganie o pracę? - zapytał Sam, gdy wyszła z pokoju.

- Ludzie nie wiedzą, że uratowałeś świat, Sam - powiedziała. - To znaczy, ja tak. Wierzę ci. Sam zamarł.

- Zaraz, co to znaczy? To zabrzmiało jakbyś mi nie wierzyła.

- Nie było mnie tam, Sam. Zły dobór słów.

- Powinienem pracować z Autobotami - powiedział Sam, wzdychając.

- Cóż, przynajmniej zapłacili za twoje studia - powiedziała Carly. - A prezydent dał ci medal bohatera.

Sam wrócił myślami do momentu, kiedy spotkał się z prezydentem. Nagrodzono go medalem za pomoc Optimusowi Prime, Bumblebee i pozostałym Autobotom w powstrzymaniu Upadłego i reszty Decepticonów od zniszczenia świata. Podobało mu się poznanie prezydenta, ale tego dnia... spotkał Carly. Bardziej podobało mu się spotkanie jej. Carly przywołała go do rzeczywistości.

- Hej, rusz się! - powiedziała. - Znalezienie pracy jest trudne dla wszystkich. Ale ja wiem, że ci się uda!

Ktoś zapukał do drzwi balkonowych. Na zewnątrz Sam zobaczył Wheeliego, małą niebieską, zdalnie sterowaną ciężarówkę - zmieniającą się w robota - którą spotkał podczas swojej ostatniej przygody z Autobotami. Wheelie mieszkał teraz z Samem i z innym małym Transformerem, który nazywał się Brains. Obaj chcieli wejść do mieszkania.

- Uch, przyprawiają mnie o dreszcze - powiedziała Carly. - Spóźnię się do pracy, a właśnie ją zaczęłam. Muszę iść.

Sam patrzył na wychodzącą Carly, a potem odwrócił się w stronę dwóch robotów stojących na zewnątrz. Sam wzruszył ramionami i podszedł do przesuwanych drzwi , aby wpuścić Wheeliego i Brainsa.

- To nie fair - zawołał Wheelie. - Ona każe nam żyć na podwórku!

- Ty i twój pomocnik nie możecie być tutaj bez pozwolenia - powiedział Sam. - Mówię poważnie. Wiesz, jak długo zajęło mi dojście do siebie po rozstaniu z Mikaelą. Nie chcę przez was stracić Carly. - Sam spojrzał na Brainsa, który siedział na podłodze, pożerając metalowe śrubki z psiej miski. Sam potrząsnął głową.

- Okay, dosyć tych śrubek. Słuchajcie, podoba wam się tu, prawda? Po prostu traktujcie Carly z szacunkiem. Sam spojrzał na zegar i powiedział:

- Uhu! Znowu się spóźnimy!

I pobiegł pod prysznic.