1. BAZA U.S. SOCCENT, PUSTYNIA W KATARZE, CZASY WSPÓŁCZESNE
Sierżant William Lennox, podczas lotu nad pustynią w Katarze, spogląda przez okno samolotu sił powietrznych CV-22. On i jego ludzie z piątej drużyny Bezpieczeństwa Sił Specjalnych, zakończyli właśnie ciężką misję i nareszcie wracali do bazy. Obrócił się w stronę siedzącego obok żołnierza, starszego chorążego Johna Figuerosy.
- Jaka będzie pierwsza rzecz, którą zrobisz po powrocie do domu? - zapytał.
- Pojadę w stronę turkusowej wody z deską surfingową na dachu - odpowiedział Figuerosa, zwany przez wszystkich Fig, ze swym charakterystycznym akcentem z Luizjany.
- Rozumiem - odrzekł Lennox.
Ich pustynna wyprawa miała potrwać jeszcze szesnaście miesięcy, ale myślami wszyscy byli już w domu.
- To będzie idealny dzień - ciągnął Fig. - Taki, w którym wszystko się świetnie układa. - Obrócił się w stronę towarzysza. - A ty Lennox? Co byś zrobił?
Lennox utkwił wzrok w swoich znoszonych butach.
- Wziąłbym w ramiona moją córeczkę. Po raz pierwszy w życiu.
Helikopter zbliżył się do bazy, Zadaniowego Centrum Operacji Specjalnych SOCCENT. Lennox poczuł przypływ energii. Teraz, po zakończonej misji, pojawiła się szansa na chwilę spokoju. Może znajdzie nawet czas na telefon do żony - Sary, i posłucha gaworzenia ich córeczki - Annabelle, która przyszła na świat zaledwie dwa tygodnie po jego wyjeździe. To by mu wystarczyło do szczęścia, przynajmniej na razie.
Jednak w wieży obserwacyjnej bazy działo się coś niepokojącego.
- Zbliża się niezidentyfikowany obiekt. Odległość dziesięć mil - ostrzegł dowódcę sierżant straży, pokazując migające czerwone światełko na ekranie radaru.
Dowódca odsunął sierżanta na bok, popatrzył na radar i ze spokojem chwycił mikrofon.
- Znajdujecie się w przestrzeni powietrznej należącej do wojska Stanów Zjednoczonych - zawołał w stronę nieznanego samolotu. - Zidentyfikujcie się i lećcie na wschód od obszaru zastrzeżonego.
Nie dostał żadnej odpowiedzi. Dowódca zmarszczył czoło. No trudno. Połączył się z dwoma samolotami zwiadowczymi, które nieustannie krążyły wokół bazy.
- Raptory Jeden i Dwa. Przejąć niezidentyfikowaną jednostkę.
Raptor Jeden wykonał ostry manewr, by dopaść intruza. Oczy pilota rozszerzyły się ze zdumienia, gdy zdał sobie sprawę, że to helikopter Zarządu Operacji Specjalnych. Był ogromny... i rzadko spotykany w tych stronach.
- Do niezidentyfikowanej jednostki! - Raptor połączył się z obcym śmigłowcem przez radio. - Eskortujemy was do bazy lotniczej U.S. SOCCENT. W razie sprzeciwu użyjemy śmiercionośnej siły.
Mimo że śmigłowiec się nie zidentyfikował, zaczął schodzić do lądowania. Pilot Raptora podążał tuż za nim, ponownie zwracając się do wieży.
- Zniża się do lądowania - powiedział. - Ma na ogonie numer identyfikacyjny 4500X-ray.
Chwilę później technicy z centrum operacyjnego rozszyfrowali podany identyfikator.
- Nie uwierzysz - powiedział jeden z nich do dowódcy. - 4500X został zestrzelony trzy miesiące temu. W Afganistanie.
Kapitan zmarszczył czoło. Zestrzelony?
- To musi być jakiś błąd.
Helikopter wylądował powoli wśród chmury pyłu. Otoczyły go uzbrojone pojazdy terenowe.
- Do niezidentyfikowanej jednostki! Wyłączyć silnik i natychmiast wyjść - krzyknął dowódca przez głośnik. Wyjął lornetkę i zrobił zbliżenie na kokpit obcego śmigłowca. Jego pilot - wąsaty mężczyzna, siedział bez ruchu. Kiedy żołnierze z wozów terenowych skierowali broń w stronę helikoptera, pilot nawet nie drgnął.
Wtem dowódca dostrzegł przez lornetkę coś, co sprawiło, że na moment stanęło mu serce. Pilot zaczął migać i znikać niczym niewyraźny obraz telewizora. W ciągu kilku sekund rozpłynął się w powietrzu.
Lennox i jego ludzie przed chwilą wyszli na płytę lotniska, gdy obcy śmigłowiec wylądował obok nich. Żołnierze z samochodów terenowych wydali rozkaz, aby się wycofali i znaleźli schronienie. Oni także widzieli, jak wąsaty pilot mieni się i znika. A potem stało się coś jeszcze dziwniejszego. Śmigłowiec zaczął się przekształcać.
Najpierw schowały się śmigła. Stalowa rama oderwała się i pękła, a jej części nałożyły się na siebie, stając się wyższe. Kokpit oraz koła zmieniły się w nogi, wnętrze maszyny i jej silnik utworzyły tors, a kadłub odpadł, ukazując głowę i parę potężnych ramion. Na klatce piersiowej stwora widniał znak w kształcie pięciokąta o zaostrzonych górnych końcach. W środku miał symbol przypominający maskę.
Lennox zakrył usta dłonią. Śmigłowiec całkowicie przekształcił się w ogromnego człowieka w zbroi. Górował nad pozostałymi pojazdami w bazie.
Istota ożyła, strzelając w ziemię serią jasnych, silnych wiązek światła i niszcząc rząd samolotów transportowych. Stanęła na pustym hangarze i uderzyła w baraki. Żołnierze z pojazdów terenowych próbowali do niej strzelać, ale kule odbijały się od zbroi.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.