MASZYNOPIS ZNALEZIONY W ANTYKWARIACIE
"Stan dobry, zagięcia narożników, nieznacznie sfatygowana strona tytułowa, na stronie tytułowej wpis z roku 1977 z informacją, kto przekazał maszynopis tego opracowania"[1]. Tak opisał poznański Antykwariat Bartoszko dzieło Janusza Patalonga Tragedia 63 dni. Powstanie Warszawskie 1944 roku, gdy kupował je varsavianista Rafał Bielski.
Te kilkadziesiąt stron lekko już sfatygowanego maszynopisu wygląda niepozornie. Warto jednak zwracać uwagę na takie pamiątki. Nie wszystkie trafiają do kolekcjonerów, którzy je zabezpieczą. Nie wszystkie trafiają do instytucji, która się nimi zaopiekuje i przyjmie je w depozyt. "Zdarza się, że ktoś opróżnia mieszkanie po zmarłym powstańcu lub powstańczyni i bezmyślnie wyrzuca rzeczy na śmietnik. Proszę mi wierzyć, że takie rzeczy się dzieją. Sam byłem tego, pośrednio, świadkiem. Nie były to co prawda wspomnienia, ale listy okupacyjne wyniesione z powstania i przechowane w walizce. Ktoś ją ocalił, wyjmując z kontenera i oddał do Muzeum Powstania Warszawskiego[2]", mówi Dominik Czapigo - dokumentalista historii mówionej i redaktor przez wiele lat związany z Fundacją Ośrodka KARTA[3].
Ktoś może być zdziwiony, że takie rzeczy jeszcze się zdarzają, osiemdziesiąt lat po powstaniu warszawskim[4]. Lecz rodzinne szuflady wciąż pełne są niespodzianek i skarbów - czasem niedocenianych, czasem przechowywanych celowo. Zdaniem Dominika Czapigo, jeszcze przez jakiś czas będziemy się dowiadywać o dokumentach w zbiorach rodzinnych, których wartości rodzina była świadoma, ale ich nie przekazywała dalej. "Przed kilku laty miałem szansę opracowywać dziennik powstańca z Mokotowa, rozstrzelanego na Dworkowej. Dopiero w trakcie pracy udało mi się ustalić, w jakich okolicznościach ten dziennik przetrwał powstanie"[5], stwierdza Czapigo.
Warto pamiętać o historii. Nawet jeśli jest kontrowersyjna, a życiorys autora pełen plam - jak w przypadku Janusza Patalonga.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki