Toy Story 5. Biblioteczka przygody. Disney Pixar - Steve Behling

Kup ebooka

22.50 zł
19.13 zł (18,25 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Prolog

Na nie­du­żej wyspie pośrodku bez­kre­snego oce­anu figurka Buzza Astrala nowej gene­ra­cji zmru­żyła powieki, uno­sząc wzrok ku słońcu. Pla­sti­kowy straż­nik kosmosu otwo­rzył oczy i uświa­do­mił sobie, że nie znaj­duje się już w pudełku. Puste opa­ko­wa­nie leżało nie­opo­dal.

Nie był sam. Brnąc przez złoty pia­sek, podą­żał tro­pem wciąż zapa­ko­wa­nych Buz­zów, aż w końcu tra­fił na wielki kon­te­ner trans­por­towy, który fale wyrzu­ciły na brzeg. Straż­nik kosmosu wdra­pał się do środka meta­lo­wej skrzyni i odru­chowo wci­snął guzik na swo­jej klatce pier­sio­wej, uru­cha­mia­jąc małą lampkę. Nagle ciem­ność roz­świe­tliły kolejne punk­ciki świa­te­łek -?doby­wały się z pude­łek innych Buz­zów Astrali nowej gene­ra­cji, któ­rzy dalej w nich tkwili.

Straż­nik kosmosu, nie­wiele myśląc, pochy­lił się nad pierw­szym opa­ko­wa­niem i szyb­kimi ruchami uwol­nił jed­nego ze swo­ich kom­pa­nów. Wymie­nili saluty i obaj zabrali się do otwie­ra­nia kolej­nych pude­łek. Każda oswo­bo­dzona figurka, nie cze­ka­jąc, zabie­rała się do roz­pa­ko­wy­wa­nia wciąż nie­tknię­tych kar­to­nów, aż w końcu cała pięć­dzie­siątka Buz­zów była wolna.

Bez słowa zaczęli prze­cze­sy­wać wyspę w poszu­ki­wa­niu wska­zó­wek, które mogłyby im pod­po­wie­dzieć, gdzie wylą­do­wali... i dla­czego. Ale poza kil­koma pta­kami i kra­bami nie zna­leźli niczego war­tego uwagi.

Wkrótce słońce scho­wało się za hory­zon­tem i zapadł zmrok. Wów­czas Buz­zo­wie roz­pa­lili ogni­sko. Kiedy się wokół niego roz­sie­dli, pło­mie­nie odbi­jały się w prze­zro­czy­stych przy­łbi­cach ich heł­mów. Jeden ze straż­ni­ków poka­zał w pew­nym momen­cie na punkt na nie­bie, jaśniej­szy od innych.

-?Gwiazda -?ode­zwał się.

Drugi podą­żył za jego wzro­kiem.

-?Ba... Baza -?dodał.

Obaj Buz­zo­wie wymie­nili spoj­rze­nia.

-?Gwiezdna... -?powie­dział pierw­szy nie­pew­nie.

-?...Baza -?dokoń­czył drugi.

Zebrane wokół ogni­ska figurki poszły jak jeden mąż w ich ślady i wkrótce cały oddział powta­rzał:

-?Gwiezdna... Baza.

-?Wzywa nas -?wtrą­cił któ­ryś.

-?...wzywa... -?spró­bo­wał kolejny.

-?Wzywa nas Gwiezdna Baza! -?wykrzyk­nęli wszy­scy chó­rem. -?Wzywa nas Gwiezdna Baza! Wzywa nas Gwiezdna Baza! Wzywa nas Gwiezdna Baza!

Cel ich misji stał się jasny, więc przy­stą­pili do pracy. Wspól­nymi siłami zbu­do­wali tra­twę z mate­ria­łów, które zna­leźli w kon­te­ne­rze i na wyspie.

Zebraw­szy całą siłę, zepchnęli ją na wodę i wsko­czyli na pokład.

-?Wzywa nas Gwiezdna Baza! -?powta­rzali raz po raz, wio­słu­jąc poprzez fale, pro­wa­dzeni przez gwiazdę, która migo­tała nad ich gło­wami.

Rozdział pierwszy

Huśtawka ze sta­rej opony kiwała się leni­wie w bla­sku popo­łu­dnio­wego słońca. Jes­sie z bło­go­ścią śle­dziła wzro­kiem jej powolne obroty. Bujała się na niej razem ze swoją uko­chaną Emily. Emily miała osiem lat i była dziew­czynką Jes­sie. Pochy­liła nad nią pro­mienną, pie­go­watą buzię i zaczęła zapi­sy­wać coś na wewnętrz­nej stro­nie jej czap­sów.

Zano­to­wała swoje imię i adres.

-?I pro­szę -?powie­działa, patrząc na kow­bojkę. -?Dzięki temu ni­gdy cię nie zgu­bię.

Uśmiech­nęła się sze­roko i pocią­gnęła za sznu­rek na ple­cach Jes­sie.

-?Przy­ja­ciele na zawsze! -?ode­zwał się dziar­sko nagrany głos.

Zado­wo­lona Emily posa­dziła Jes­sie, opie­ra­jąc ją o pień roz­ło­ży­stego drzewa, i wspięła się z powro­tem na huś­tawkę.

-?Oczy­wi­ście, że na zawsze! -?przy­tak­nęła. -?I nic się nie martw. Będę cię pil­no­wała jak oka w gło­wie.

Cho­ciaż huś­tawka się obra­cała, Emily nie spusz­czała wzroku z kow­bojki.

-?Widzisz, cały czas patrzę... -?zachi­cho­tała.

Huś­tawka się zatrzy­mała i dziew­czynka znie­ru­cho­miała, odwró­cona ple­cami do figurki.

-?Nie ma mnie! -?wykrzyk­nęła żar­tem i znów się obró­ciła. -?I jestem!

Emily dalej się obra­cała, powta­rza­jąc:

-?Nie ma mnie... I jestem... Widzę cię... O nie! Znów mnie nie ma...

Jes­sie mogła tylko patrzeć i słu­chać.

Jes­sie zamru­gała, wyry­wa­jąc się z zamy­śle­nia. Już nie znaj­do­wała się pod drze­wem obok huś­ta­ją­cej się Emily. Patrzyła na nią inna ośmio­latka, a kow­bojka sie­działa na tra­wie przed poma­lo­wa­nym na żółto domem.

-?...i będę cię kochać zaaaw­sze i wszę­dzie. Nawet kiedy będę zła albo smutna, albo zapo­mnę cię zabrać i zosta­niesz na dwo­rze... i tak będę cię kochać naj­bar­dziej na świe­cie -?oświad­czyła dziew­czynka.

To była Bon­nie, jej obecny dzie­ciak. Emily sta­no­wiła odle­głe wspo­mnie­nie. Teraz Jes­sie nale­żała do Bon­nie.

Dziew­czynka zmie­niła ton głosu, uda­jąc Jes­sie:

-?Serio? Naprawdę będziesz mnie kochać? Tak cał­kiem, zupeł­nie na zawsze?

-?Mhm -?odpo­wie­działa wła­snym gło­sem. -?Na całą wiecz­ność.

Bon­nie bawiła się tak jak zwy­kle. Aku­rat tego dnia posta­no­wiła, że sze­ryfka Jes­sie udzieli ślubu parze innych zaba­wek wyko­na­nych z pla­sti­ko­wych sztuć­ców: łyż­ko­wi­del­cowi Sztuć­kowi i nożowi Kari­nie Dża­ne­cie. Świad­kiem pana mło­dego był naj­bliż­szy przy­ja­ciel Jes­sie Buzz Astral, a druhną tyra­no­zaur Rex. Wśród zebra­nych gości sie­dzieli lalka Dolly i koń Jes­sie, Mustang.

Bon­nie ponow­nie ode­zwała się gło­sem Jes­sie:

-?Drogi Sztućku, czy ty chcesz poślu­bić tę oto Karinę Dża­netę?

-?Tak -?odpo­wie­działa jako Sztu­ciek.

-?A ty, Karino? -?spy­tała gło­sem Jes­sie.

-?Ja też -?pisnęła jako Karina Dża­neta.

Bon­nie pocią­gnęła za sznu­rek na ple­cach Jes­sie.

-?Iii­haaa! -?roz­legł się nagrany okrzyk.

Siła wyobraźni Bon­nie spra­wiła, że w oczach zaba­wek scenka ożyła. Wesele odby­wało się w prze­ślicz­nej ogro­do­wej alta­nie, a całe towa­rzy­stwo było wystro­jone w odświętne kre­acje.

Sztu­ciek uniósł welon Kariny Dża­nety i uśmiech­nął się do niej.

-?Ogła­szam was mężem i nożą! -?wykrzyk­nęła Jes­sie, wyrzu­ca­jąc w powie­trze swój kow­boj­ski kape­lusz.

Karina rzu­ciła bukie­tem przez ramię i wymie­niła poca­łu­nek ze Sztuć­kiem.

Bukiet tra­fił w ręce Buzza, który zapa­trzył się na szczę­śliwą parę. Po chwili jego spoj­rze­nie powoli prze­nio­sło się na Jes­sie. Straż­nik kosmosu uśmiech­nął się ukrad­kiem. Lecz gdy Jes­sie odwró­ciła się, żeby posłać mu ser­deczny uśmiech, zawsty­dzony szybko spu­ścił wzrok.

Sztu­ciek w końcu ode­rwał się od swo­jej świeżo upie­czo­nej żony i zoba­czył, że jej usta przy­kle­iły mu się do twa­rzy.

Ale nie było czasu na reak­cję, bo w tym momen­cie Jes­sie wykrzyk­nęła:

-?Kto otruł świad­kową?!

Rex, który dopiero co zaja­dał się kawał­kiem tortu, zła­pał się za gar­dło i upadł na zie­mię. Zebrane zabawki wydały zgodny okrzyk prze­ra­że­nia, a Jes­sie przy­sko­czyła do niego i padła na kolana.

-?Dla­cze­eeego? -?zawyła. -?DLA­CZE­EEEGO?!

-?Zrób­cie miej­sce! -?pole­cił zde­cy­do­wa­nym tonem Buzz. -?Zali­czy­łem kurs pierw­szej pomocy!

Goście się roz­stą­pili, a straż­nik kosmosu zaczął robić dino­zau­rowi masaż serca, licząc pod nosem:

-?Raz... dwa... trzy! -?Otwo­rzył pysk Rexa i dodał: -?A teraz poca­łu­nek życia...

Zabawki skrzy­wiły się lekko, gdy Buzz gło­śno wdmuch­nął powie­trze do pasz­czy dino­zaura. Więk­szość odwró­ciła wzrok, ale Karina Dża­neta przy­glą­dała się temu zafa­scy­no­wana.

Figurki dalej odgry­wały pełen napię­cia sce­na­riusz autor­stwa Bon­nie, dopóki coś nie ode­rwało uwagi dziew­czynki. Na pod­jeź­dzie sąsia­dów zapar­ko­wał samo­chód.

Jes­sie natych­miast zauwa­żyła, że Bon­nie się spina. Dziew­czynka rzu­ciła zabawki i pobie­gła scho­wać się za drze­wem. Ale cały czas nie spusz­czała wzroku z auta.

Figurki leżały bez ruchu tam, gdzie je zosta­wiła.

-?Ale... prze­cież nie wyde­du­ko­wa­li­śmy jesz­cze, kto mnie zamor­do­wał - szep­nął Rex.

-?Wstrzy­maj konia, kochany -?odpo­wie­działa Jes­sie. -?Psst, Dolly! - syk­nęła do lalki, która miała na twa­rzy wyma­lo­wane mar­ke­rem oku­lary. - Co tam się dzieje?

-?Nie jestem pewna -?odparła Dolly. -?Wie­cie, na początku byłam zła na Bon­nie za to, że nasma­ro­wała mi te pin­gle, ale muszę przy­znać, że widzę w nich znacz­nie lepiej i...

-?Dolly! -?prze­rwała jej Jes­sie. -?Skup się!

-?Oj, sorka. -?Lalka w końcu spoj­rzała w stronę pod­jazdu. -?To bliź­niaki Jor­da­nów! Wró­ciły ze szkoły.

Zabawki przy­glą­dały się, jak brat i sio­stra wysia­dają z samo­chodu, roz­ma­wia­jąc o czymś ze śmie­chem.

Jes­sie wes­tchnęła z nadzieją. Bar­dzo chciała pomóc Bon­nie z kimś się zaprzy­jaź­nić. Ale gdy na nią zer­k­nęła, serce zadrżało jej z żalu. Dziew­czynka spra­wiała wra­że­nie, jakby chciała zaga­dać do bliź­nia­ków, ale za bar­dzo się wsty­dziła.

-?Bie­dac­two -?szep­nął Buzz. -?Cią­gle boi się zapro­sić ich do zabawy.

-?Nie tym razem -?oświad­czyła Jes­sie, posta­na­wia­jąc wziąć sprawy w swoje ręce. Ukrad­kiem potur­lała się w stronę furtki, prze­ci­snęła przez szparę mię­dzy szta­che­tami i wysko­czyła na chod­nik.

Pocią­gnęła za swój sznu­rek.

-?Hej tam, wska­kuj na koń! Nie ma chwili do stra­ce­nia! -?ode­zwał się jej nagrany głos.

Bon­nie usły­szała go i natych­miast zauwa­żyła leżącą na chod­niku ulu­bioną zabawkę. Nie­wiele myśląc, pod­bie­gła, by ją pod­nieść.

Dopiero za moment uświa­do­miła sobie, że opu­ściła swoją kry­jówkę! Czym prę­dzej cap­nęła Jes­sie i popa­trzyła, jak bliź­niaki Jor­da­nów kie­rują się w stronę swo­jego domu. Jesz­cze ni­gdy nie stała tak bli­sko nich. Wystar­czyło, że powie "Cześć".

-?Dasz radę, Bon­nie -?szep­nął Buzz z traw­nika. Nic wię­cej nie mógł teraz zro­bić.

-?Odwagi, mała! -?dodał pełen nadziei Rex.

Bon­nie ści­skała Jes­sie, która prze­chy­liła głowę na bok i dys­kret­nie postu­kała kape­lu­szem w jej palec. Dziew­czynka spoj­rzała w dół na jej uśmiech­niętą buzię. Poczuła, jakby figurka pró­bo­wała dodać jej otu­chy.

Gło­śno prze­łknęła ślinę. Pod­nio­sła wzrok i zoba­czyła... że bliź­niaki przy­sta­nęły i na nią patrzą!

Poczuła, jak jej policzki rumie­nią się ze wstydu. Unio­sła Jes­sie na wyso­kość twa­rzy, cho­wa­jąc się za nią. Poma­chała ręką kow­bojki.

-?Hej­kaaa! -?powie­działa śmiesz­nym gło­sem.

Sąsie­dzi posłali jej ostat­nie zmie­szane spoj­rze­nie i pobie­gli do domu.

Roz­legł się trzask zamy­ka­nych drzwi i Bon­nie znów została sama.

Rozdział drugi

Przy­gnę­biona Bon­nie poczła­pała z powro­tem do swo­jego ogrodu. Pozbie­rała zabawki, wło­żyła je do pla­sti­ko­wej skrzynki, w któ­rej odbyła się cere­mo­nia zaślu­bin, i zosta­wiła je na weran­dzie, a sama weszła do domu.

-?Hej, Jes­sie -?ode­zwał się cicho Buzz. -?To całe wesele pod­dało mi pewien pomysł...

-?Cii... -?uci­szyła go kow­bojka. -?Coś jest nie tak.

Nie spusz­czała wzroku z Bon­nie. Przez otwarte drzwi wej­ściowe przy­glą­dała się, jak dziew­czynka pod­cho­dzi do rodzi­ców, któ­rzy sie­dzieli przy stole w jadalni. Jes­sie nad­sta­wiła ucha.

-?Jak się udało wesele? -?zaga­iła mama.

-?Kto tym razem dorwał świad­kową? -?spy­tał tata, chi­cho­cząc.

-?Mamo? Tato? -?ode­zwała się Bon­nie, igno­ru­jąc ich pyta­nia.

-?Tak, kocha­nie? -?odpo­wie­działa mama.

-?Dla­czego nikt nie chce się ze mną przy­jaź­nić?

Te słowa ukłuły Jes­sie pro­sto w serce. Popa­trzyła na pozo­stałe zabawki. Wszyst­kie czuły to samo. Mustang wyglą­dał, jakby miał się za chwilę roz­pła­kać.

-?Och, sło­neczko, chodź tu do mnie -?powie­działa mama, przy­cią­ga­jąc Bon­nie i mocno ją przy­tu­la­jąc, a tata poło­żył jej rękę na ramie­niu.

Jes­sie obej­rzała się na dom Jor­da­nów. Wzięła głę­boki oddech i pod­jęła decy­zję.

-?Buzz? -?ode­zwała się. Zdjęła żółtą naklejkę w kształ­cie gwiazdki z Kariny Dża­nety i przy­le­piła ją do piersi straż­nika kosmosu. -?Do mojego powrotu jesteś zastępcą sze­ryfa.

-?Ja? Tak jest! -?odparł Buzz, salu­tu­jąc.

-?Pil­nuj zaba­wek -?cią­gnęła Jes­sie. -?Spra­wię, że te bliź­niaki poba­wią się z Bon­nie... choćby nie wiem co. Chodź, Mustang.

Wsko­czyła na swo­jego wier­nego wierz­chowca, a on poga­lo­po­wał w stronę sąsied­niego domu, wybie­ra­jąc trasę tak, by nie rzu­cać się w oczy. Gdy dotarli na miej­sce, Jes­sie sta­nęła na grzbie­cie konia i z cie­ka­wo­ścią zaj­rzała przez okno.

Ze zdu­mie­niem zoba­czyła, że brat i sio­stra leżą na kana­pie. W ogóle ze sobą nie roz­ma­wiali. Każde trzy­mało w dło­niach jakieś urzą­dze­nie i nie odry­wało wzroku od jego ekranu.

-?Rety... oni tylko tak sie­dzą. I nic nie robią! -?powie­działa cicho.

Mustang zarżał.

-?W ogóle nie bawią się zabaw­kami! -?dodała Jes­sie, czu­jąc wzbie­ra­jącą w piersi złość.

-?Co? Nie sły­sza­łaś? -?ode­zwał się nie­zna­jomy głos.

Jes­sie ode­rwała wzrok od okna i zoba­czyła zabaw­kowy holow­nik, który stał pośrodku kałuży pod wylo­tem rynny.

-?Ee... no wygląda na to, że nie -?odpo­wie­działa.

-?Nie sły­szała -?wes­tchnął holow­nik.

-?Nie sły­szała?! -?powtó­rzyła usta­wiona nie­opo­dal pia­skow­nica w kształ­cie żół­wia.

-?Ale o czym wła­ści­wie? -?chciała wie­dzieć Jes­sie. -?O czym nie sły­sza­łam?

-?Era zaba­wek prze­mi­nęła, moja panno -?oświad­czył holow­nik, wzdy­cha­jąc ciężko.

Kow­bojka nie miała poję­cia, o czym mówi.

-?Jak to "prze­mi­nęła"? Niby kiedy?

-?To już trwa parę dobrych lat -?wyja­śniła pia­skow­nica. -?Gdzieś ty się podzie­wała?

-?Po dru­giej stro­nie ulicy -?odparła Jes­sie. -?Byłam zajęta zabawą.

-?ZABAWĄ?! -?wykrzyk­nęły zabawki.

-?Twój dzie­ciak jesz­cze się bawi?! -?zawo­łał holow­nik z nie­do­wie­rza­niem.

-?Ja już nie pamię­tam, o co w tej całej zaba­wie cho­dziło -?wes­tchnęła pia­skow­nica. -?Jak to jest?

Jes­sie wytrzesz­czyła oczy.

-?Słu­chaj­cie, co tu się stało? -?spy­tała szcze­rze zanie­po­ko­jona. -?O czym wy mówi­cie?

-?O URZĄ­DZE­NIACH! -?odpo­wie­działy chó­rem holow­nik i pia­skow­nica.

W tym momen­cie z róż­nych zakąt­ków ogrodu wyj­rzało wię­cej porzu­co­nych zaba­wek. Były wśród nich robot, nakrę­cany samo­cho­dzik, rakieta kosmiczna i kró­lik-per­ku­sja. Zaczęły opo­wia­dać Jes­sie i Mustan­gowi o tym, że uwagę dzieci zdo­mi­no­wały urzą­dze­nia.

Gadżety, takie jak tele­fony i tablety. Kom­pu­tery! Apa­raty i kamery! Ekrany prze­jęły kon­trolę. Wszyst­kie dzie­ciaki spę­dzają całe dni na stu­ka­niu i wga­pia­niu się w ekrany!

-?Z dobrego serca ci radzę -?powie­dział holow­nik. -?Znajdź jakąś szu­fladę i kryj się! Bo jak ci ekran wle­zie do domu, to masz pogrze­bane.

Jes­sie nie wie­rzyła wła­snym uszom. Nie chciała im wie­rzyć.

-?Och... to pew­nie tylko taka faza -?odparła lek­ce­wa­żąco, pró­bu­jąc prze­ko­nać sie­bie rów­nie mocno jak innych. -?No wie­cie, tak jak gra­mo­fony i hula-hoop...

-?Nic nie rozu­miesz! -?obru­szyła się pia­skow­nica.

Era zaba­wek dobie­gła końca, powta­rzały porzu­cone zabawki. Namó­wiły Jes­sie i Mustanga, by sami się o tym prze­ko­nali.

Jes­sie z god­no­ścią popra­wiła prze­krzy­wiony kape­lusz. Razem z Mustan­giem wspięli się na dach domu bliź­nia­ków, z któ­rego roz­cią­gał się widok na całe osie­dle. Jes­sie roz­dzia­wiła buzię ze zdu­mie­nia. Wszyst­kie dzieci i nie­mal wszy­scy doro­śli, któ­rych dostrze­gli przez okna oko­licz­nych domów, wpa­try­wali się w jakiś ekran.

-?Spójrz na nich -?ode­zwała się Jes­sie z nie­do­wie­rza­niem. -?Wszy­scy tylko się gapią...

Odwró­ciła się w stronę domu Bon­nie i zoba­czyła, że dziew­czynka bawi się zabaw­kami.

-?Poza Bon­nie -?dodała. -?Nic dziw­nego, że trudno jej zna­leźć przy­ja­ciół. Nasza kochana mała. Ona jedna na­dal potrafi się nor­mal­nie bawić.

Kow­bojka uśmiech­nęła się i popa­trzyła na zanie­po­ko­jo­nego Mustanga.

-?Głowa do góry. Nam nic nie grozi.

Jes­sie nie miała poję­cia, że wła­śnie w tym momen­cie uwagę rodzi­ców Bon­nie przy­cią­gnęła reklama urzą­dze­nia o nazwie Lily­pad.

-?Mnó­stwo gier! Znajdź nowych przy­ja­ciół! -?zachę­cał lek­tor.

-?Jesteś pewien, że to dobry pomysł? -?spy­tała z waha­niem mama.

-?Nie -?przy­znał tata. -?Ale warto spró­bo­wać.

To powie­dziaw­szy, naci­snął pod­świe­tlony guzik z napi­sem "Kup".