TOWERS - Axel Ander
26.25 zł
21.79 zł
(22,31 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Poza czasem.
Wiecie, że jedyne, czym człowiek różni się od fali światła, jest masa, która obdarza kwanty budujące jego ciało ograniczeniami, przydając mu tym samym jednolitą formę? Dokładnie tym właśnie jest w swej naturze istota ludzka - rezultatem ograniczeń.
Jednak... pełna wolność, niczym nieskrępowany lot ponad wszelkimi aspektami bytu, który przypada w udziale istotom takim jak ja, także ma swoją cenę.
Pojedynczym drgnięciem swojego nieskończonego ciała scalam w jedno 28 kwietnia 1990 roku oraz 15 marca 2020 roku.
Sekundę później przemykam już obok zrozpaczonego członka tajnej, chwiejącej się w posadach organizacji. Jego współpracownicy polegli już jeden po drugim. Strwożony, zastanawia się nie czy, ale kiedy nadejdzie jego kolej. Czy dane mu będzie choć podjąć walkę? A może koniec zastanie go w nieświadomości, zwyczajnie wydłużając kilka godzin sennej ciemności w wieczność? Wszystko, co zbudowali, obróciło się w proch, a święte miejsce sprofanowano, zastępując monument o sowich rysach pomnikiem lwicy. Enigmatyczny żart ich nieuchwytnego prześladowcy.
Przelatuję przez naciskającego tłok strzykawki George'a Towersa, decydującego się wzmocnić swój umysł, ducha oraz ciało w sposób, na jaki nie zdobył się nigdy wcześniej.
Mijam holenderskiego biznesmena, który za minutę padnie martwy na chodnik w centrum miasta. Ludzie zlecą się i spróbują udzielić mu pomocy. Bezskutecznie. Nigdy nie odkryją przyczyny zgonu. Ani tego, że istniał konkretny powód, dla którego wybrano go na jednego z królików doświadczalnych w przeddzień rozkwitu wielkiego przedsięwzięcia.
Przez jakiś czas krążę wokół niejakiej Jane Moore, sfrustrowana tym, że jej czas jeszcze nie nadszedł. Jane Moore od pięciu lat więzi w szopie zaginionego syna swojej sąsiadki. Nie obchodzi mnie, w jaki sposób taki wzorzec postępowania zdominował jej umysł; nie dbam, dlaczego przynosi jej to satysfakcję. Refleksje są zbędne. Jane Moore musi zniknąć.
Widzę to wszystko, a moje nieistniejące obecnie trzewia rozdziera dokuczliwy gniew na to, że nie mogę dotknąć ich rzeczywistości.
Tak, nieograniczona swoboda ma swoją cenę.
Rozpędzam się i zawracam w przeszłość.
Spotykam Haven. Znajduje się zarówno w miejscu i czasie jej przeznaczonym, jak i w obszarze, gdzie nie powinna istnieć od dawna. Mijanie jej zawsze jest jak przedzieranie się przez gęstą, upartą ścianę mułu, a patrzenie na wszystkie jej wcielenia na raz wywołuje ból za gałkami ocznymi. Za każdym razem.
Zwalniam przy Sodomie. Widzę Lota i jego pospieszną ucieczkę. Zostawia za sobą płonące miasto i tych, którzy próbowali posiąść na własność jego i jego rodzinę. Chwilę napawam się zainicjowanymi przeze mnie płomieniami. Podziwiam ich apetyt, gdy wżerają się w ciała moich wrogów.
Nie, nie rozumiem Projektu. Jestem niemal wszędzie i zawsze i mimo to nie dostrzegam szerszej perspektywy. Chyba nie chcę.
Chyba zawsze zazdrościłam ludziom.
Nawet bóstwa mają swoje marzenia. Choćby takie ściągające w dół. Nadające ograniczenia.
Tulpa Enid powiedziała, że doskonałość nie jest zaletą. Zgadzam się. Przy całym swym ogromie - poprzez eony, lata świetlne, galaktyki i królestwa ukryte w odmętach kosmosu.
Następnym razem dopadnę wszystkich moich wrogów.
Nie chybię ani jednego.
Bo narodził się nowy świat, a w tym świecie ktoś, kto mi to umożliwi.
Pozwólcie, o wdzięczni słuchacze, że nim przejdziemy do kolejnego etapu snutej przeze mnie sagi, wpierw uraczę was pewną opowiastką. Jest to historia ni mniej, ni więcej prawdziwa niż ta, którą opowiadałam do tej pory. Rozgrywa się zamiast niej i w niej zarazem. Przeczy jej, uzupełniając ją jednocześnie. Może pod koniec naszej wspólnej drogi zechcecie powrócić myślami do tego skromnego ustępu. Być może pozwoli wam to dogłębniej pojąć to, co usiłuję wam przekazać. Może wtedy uda wam się doświadczyć świata przynajmniej po części w taki sposób, w jaki smakuję go ja.
Dawno, dawno temu żyła sobie dziewczynka, która pewnego dnia została zdradzona i opuszczona przez swoją najbliższą towarzyszkę. Pokrzywdzona dziewczynka poczuła się bardzo samotna, nie chciała jednak zawierać znajomości z innymi ludzkimi dziećmi, takie bowiem towarzystwo, jak się okazało, naznaczone było ryzykiem bycia zdradzoną i porzuconą. Nieszczęście wwierciło się głęboko w duszę dziewczynki i wywołało w niej taki zamęt, iż pewnego dnia dziewczynka zwymiotowała jej część. Widząc unoszący się przed sobą kawałek własnej duszy, wpadła na pewien pomysł - ujęła puszysty obłoczek w dłonie i poczęła go kształtować tak, by ten przybrał postać żywej istoty. Ponieważ dusze nie mogą żyć poza ciałem, dziewczynka na powrót połknęła przeobrażony kawałek swojego ducha. Nowa istota karmiła się przez jakiś czas wszystkim tym, o czym dziewczynka zapomniała, i w ten sposób nauczyła się myśleć i mówić zupełnie jak człowiek. A gdy była już wystarczająco biegła w sztuce komunikacji, nadała sobie imię Puff i przeprowadziła pierwszą rozmowę ze swoją stwórczynią. Ponieważ Puff wiedział o wszystkim, o czym dziewczynka zapomniała, to podczas ich licznych rozmów nie tylko poznała nowego przyjaciela, ale i dowiedziała się wiele o sobie samej, dzięki czemu każdego dnia rosła w siłę.
Chcąc wynagrodzić Puffowi konieczność życia w jej cieniu, dziewczynka oddała mu do dyspozycji cały czas świata, którym władać potrafią jedynie istoty powstałe z cudzych dusz. Od tej pory Puff mógł zobaczyć, wywęszyć i usłyszeć te wszystkie rzeczy, których dziewczynka nie miałaby zwyczajnie czasu doświadczyć. Odwdzięczając się za powołanie do życia, Puff wielokrotnie wybawiał dziewczynkę od opresji, ostrzegając ją przed niebezpieczeństwem, którego ona nie byłaby w mocy spostrzec w porę.
W pobliskim lesie żył pewien podły Niedźwiedź, który lubił igrać z innymi mieszkańcami lasu - zamieniał miejscami potomstwo rysiów i wilków, odgryzał ogonki śpiącym wiewiórkom lub chwytał wygrzewające się w słońcu żmije i związywał ich ciała w supeł. Pewnego dnia do lasu zawędrował obcy - Kameleon. Niedźwiedź był pod nie lada wrażeniem jego niezwykłej umiejętności przybierania koloru otoczenia. Przyszło mu na myśl, że taka zdolność pozwoliłaby mu na jeszcze większe swawole, toteż poprosił Kameleona, by ten został jego mistrzem. Kameleon zgodził się, jednak dopiero pod groźbą śmierci. Gdy Niedźwiedź opanował już niezwykle trudną sztukę kamuflażu, w jego głowie zrodziła się demoniczna myśl: będąc niewidzialnym dla innych zwierząt, mógłby je z łatwością i bezkarnie pozabijać i zostać jedynym mieszkańcem lasu. Myśl ta wydała mu się tak zabawna, że od razu przystąpił do realizacji swego postanowienia.
Kiedy bezradne zwierzęta jęły być dziesiątkowane przez nieznaną, niewidzialną siłę, uznały, że do ich lasu musiał był zakraść się jeden ze złośliwych duchów błąkających się po świecie. Postawione w sytuacji bez wyjścia, postanowiły udać się po pomoc do mieszkającej nieopodal lasu dziewczynki, o której mówiło się, iż dostrzega więcej niż inni. Wyprawy podjął się dzielny Królik.
Stwórczyni Puffa zgodziła się pomóc mieszkańcom lasu. Jeszcze tego samego dnia, za oręż obrawszy łuk i strzały, dziewczynka wraz z żyjącym w jej wnętrzu przyjacielem podążyli za Królikiem do nawiedzonej przez zło zielonej gęstwiny. Widząc Królika, jedno z ostatnich ocalałych zwierząt zamieszkujących las, oraz intruza w postaci dziewczynki, pogrążony w szale zabijania Niedźwiedź od razu przypuścił atak. Nie wiedział jednak, że ma przed sobą nie dwoje, lecz troje przeciwników, ponieważ tak jak Królik nie był w stanie dostrzec Niedźwiedzia, tak ułomne oczy tego drugiego nie mogły rozpoznać obecności Puffa. Królik i dziewczynka usłyszeli wyjącego, nadciągającego ducha, jednak Puff, robiąc użytek z nieograniczonej ilości czasu, jaką dysponował, zdążył rozpoznać w dźwięku wydawanym przez zbliżającego się wroga kroki Niedźwiedzia. Wykorzystując jeszcze więcej czasu, przeanalizował panoramę rozciągającego się przed nim lasu i rozpoznał kształt ssaka, który zmieniając kolor swego ciała, zlewał się z otoczeniem, by w ten sposób oszukiwać oczy innych mieszkańców lasu. Dziewczynka i Puff poczuli ulgę, zrozumiawszy, że mają do czynienia z istotą materialną - niedźwiedzie bowiem, w przeciwieństwie do duchów, były śmiertelne.
Dziewczynka napięła łuk i bez problemu wymierzyła w zbliżającą się bestię, bo ta nie była w stanie dłużej jej zwodzić. Wystrzelona strzała trafiła prosto w serce Niedźwiedzia, który w tym samym momencie utracił moc kamuflażu i odsłonił swą prawdziwą postać, także przed Królikiem. Bestia umarła, niedowierzając swemu losowi, a owo uczucie wyryło się na jej twarzy i zostało tam także po jej śmierci, już na zawsze. Zadowoleni ze swej zaradności, a także z tego, że byli w stanie pomóc mieszkańcom lasu, dziewczynka i Puff powrócili do swojego domostwa, by móc dalej radować się swoją przyjaźnią.