??? THE GLOBAL AESTHETICS OF THE CATHOLIC IMAGINATION ??? TADEUSZ DĄBROWSKIPIĘKNO JAKO MISJA
W dniach od 25. do 27 maja bieżącego roku miałem przyjemność uczestniczyć w konferencji humanistycznej zatytułowanej The Global Aesthetics of the Catholic Imagination. Odbyła się ona w Rzymie, a jej organizatorami były Uniwersytet Georgetown w Waszyngtonie, jedna z najstarszych i najbardziej cenionych uczelni wyższych w Stanach Zjednoczonych, oraz ukazujące się w Watykanie czasopismo La Civilta Cattolica. W wydarzeniu wzięli udział pisarze, artyści, badacze i wykładowcy akademiccy z Ameryki Północnej, Ameryki Południowej, Afryki, Europy i Azji Wschodniej, którzy identyfikują się jako katolicy lub przyznają, że chrześcijaństwo stanowi dla nich ważną inspirację.
Oto pytania, które stawiali sobie pomysłodawcy tej trzydniowej debaty: jak artyści z różnych kultur wykorzystują katolicyzm w swojej pracy twórczej?; w jaki sposób katolicyzm przenika współczesne życie, wyjaśnia ludzką kondycję i odpowiada na głód transcendencji?; w jaki sposób artyści wykorzystują transgresyjne lub nieortodoksyjne dyskursy, kwestionując intelektualne, społeczne, a nawet polityczne dziedzictwo, w którym ta wiara jest przeżywana? Wykłady, panele dyskusyjne i spotkania autorskie przyciągnęły duże grono słuchaczy, mnie osobiście najbardziej zapadła w pamięć debata zatytułowana Catholic Africa & Diaspora Writers z udziałem akademików i pisarzy z Kenii i Nigerii oraz spotkania z pisarzami, między innymi z legendą irlandzkiej poezji Johnem F. Deanem czy amerykańskim prozaikiem i reportażystą, byłym żołnierzem marines, Philem Klayem.
Zanim przeczytałem angielskie przekłady swoich wierszy, poproszono mnie o komentarz na temat chrześcijańskich wątków mojej twórczości. Powiedziałem, że nie ma wiary bez zwątpienia. Że wiara i zwątpienie są jak dwie strony tej samej monety. I tylko sztuka, przede wszystkim poezja, potrafi tę opozycję unieważnić, co więcej: jest zdolna przeciwieństwa te zamienić w pełnię, wprawiając monetę w ruch. Tak jak moneta, wprawiona w rotacyjny ruch na blacie stołu, staje się w naszych oczach kulą, tak samo wiara i niewiara, pewność i zwątpienie, dzięki poetyckiej metaforze, a więc języku wprawionym w ruch, stają się pełnią, pozbawioną wewnętrznych sprzeczności.
Wracając do programu konferencji i jej gości: żywe reakcje wywołało spotkanie z reżyserem i scenarzystą Martinem Scorsesem, który w rozmowie z jezuitą Antonim Spadaro podkreślał, jak ważnym tematem jest dla niego religia, i zapowiedział swój kolejny film, którego głównym bohaterem będzie Chrystus. Artysta wyznał: "Odpowiedziałem na apel papieża do artystów w jedyny możliwy sposób: wyobrażając sobie i pisząc scenariusz filmu o Jezusie. Zaraz przystępuję do pracy". Mówiąc o apelu, Scorsese miał na myśli słowa Ojca Świętego skierowane do uczestników konferencji w trakcie audiencji, która odbyła się w Pałacu Apostolskim 26 maja 2023 roku.
Papież Franciszek zauważył między innymi: "Wy, artyści, jesteście oczami, które widzą i śnią. Ważne jest, by umieć nie tylko widzieć, ale także marzyć. Pewien pisarz z Ameryki Łacińskiej powiedział kiedyś, że mamy dwoje oczu: jedno z ciała, a drugie ze szkła. Okiem cielesnym widzimy to, co jest przed nami; szklanym okiem widzimy własne sny. Biada nam, gdybyśmy kiedykolwiek przestali marzyć! Artyści to ci, którzy potrafią używać obu tych oczu, którzy jednocześnie widzą i śnią (...). W naszych czasach potrzebujemy geniuszu nowego języka, mocnych opowieści i obrazów, pisarzy, poetów i artystów zdolnych głosić światu orędzie Ewangelii, pozwalających nam ujrzeć Jezusa. (...) Oto zatem wyzwanie stojące przed wyobraźnią katolicką w naszych czasach. Jest to zadanie wam powierzone: nie "wyjaśniać" tajemnicy Chrystusa, która ostatecznie jest niezgłębiona, ale sprawić, byśmy mogli Go dotknąć, poczuć Jego bliskość, zobaczyć Go żywym i otworzyć nam oczy na Piękno Jego obietnic" [tłum. T. D.]. ?
??? THE GLOBAL AESTHETICS OF THE CATHOLIC IMAGINATION ??? PRZEMÓWIENIE OJCA ŚWIĘTEGO
Audiencja Papieża Franciszka dla uczestników sympozjum zorganizowanego przez czasopismo La Civilta Cattolica i Uniwersytet Georgetown w dniu 27 maja 2023 roku
Witam was, drodzy bracia i siostry!
Witam i składam podziękowania ojcu Antoniemu Spadaro, dyrektorowi La Civilta Cattolica, oraz profesorowi Johnowi De Gioi, rektorowi Uniwersytetu Georgetown. Cieszę się, że mogę spotkać się z wami podczas sympozjum, w którym uczestniczą poeci, pisarze, scenarzyści i filmowcy z różnych części świata, by wspólnie debatować o poetyckiej wyobraźni i katolickich inspiracjach.
Wiem, że w ciągu ostatnich kilku dni zastanawialiście się, w jaki sposób wiara rzuca wyzwania współczesnemu życiu, starając się jednocześnie odpowiedzieć na głód sensu. "Sensu" nie da się zredukować do pojęcia. Sens totalny obejmuje poezję, symbol, uczucia. Prawdziwego sensu nie czerpie się ze słownika, który zaledwie podpowiada nam znaczenie słów, tymczasem słowo stanowi narzędzie do komunikowania wszystkiego, co jest w nas.
W swoim życiu miałem wielu ulubionych poetów i pisarzy, szczególnie pamiętam Dantego i Dostojewskiego, ale nie tylko ich. Muszę w tym miejscu podziękować moim uczniom z Colegio de la Inmaculada Concepción w Santa Fe, z którymi dzieliłem się swoimi fascynacjami lekturowymi, gdy byłem młody i wykładałem literaturę. Słowa tych pisarzy pomogły mi zrozumieć siebie, świat, moich rodaków; ale także zgłębić ludzkie serce, moje osobiste życie w wierze, a nawet moje posłannictwo duszpasterskie, zwłaszcza teraz w mojej papieskiej posłudze. Literatura jest jak cierń w sercu, pobudza do kontemplacji i wyruszenia w drogę. Poezja jest otwarta, zabiera nas w inną przestrzeń. Na podstawie tego osobistego doświadczenia chciałbym podzielić się dziś z wami kilkoma przemyśleniami dotyczącymi znaczenia waszej pracy.
Po pierwsze pragnę zaznaczyć, że: jesteście oczami, które widzą i które marzą. Nie tylko patrzą, ale także marzą. My, istoty ludzkie, tęsknimy za nowym światem, którego prawdopodobnie nie ujrzymy w pełni, ale tęsknimy za nim, szukamy go, marzymy o nim. Pewien latynoamerykański pisarz powiedział, że mamy dwoje oczu: jedno z ciała, a drugie ze szkła. Okiem cielesnym patrzymy na to, co przed nami, tym ze szkła - widzimy to, o czym marzymy. Biada nam, gdybyśmy kiedykolwiek przestali marzyć, biada!
Artysta to człowiek, który jednocześnie patrzy i marzy, widzi głębiej, prorokuje, postrzega i rozumie rzeczywistość w inny sposób. W swojej istocie bowiem poezja nie mówi o świecie inspirując się abstrakcyjnymi zasadami, ale słuchając rzeczywistości jako takiej, na którą składają się praca, miłość, śmierć oraz wszystkie małe i wielkie rzeczy wypełniające nasze życie. I w tym sensie pomaga nam "wychwycić głos Boga nawet z głosu czasu1. Jest - cytując Paula Claudela - "okiem, które słucha". Sztuka stanowi antidotum na wyrachowaną i sztampową mentalność; jest wyzwaniem dla naszej wyobraźni, dla naszego sposobu widzenia i rozumienia rzeczy. W tym sensie sama Ewangelia jest wyzwaniem artystycznym, "rewolucyjnym" ładunkiem; jesteście powołani, za sprawą waszego talentu, do wyrażenia tej energii słowami, które protestują, apelują i krzyczą. Dzisiaj Kościół potrzebuje waszego geniuszu, ponieważ musi protestować, przywoływać i krzyczeć.
Powiem coś jeszcze: jesteście także głosem "niepokoju" ludzkiego ducha. Jakże często jesteśmy niespokojni w głębi naszych serc. Dobrze wiecie, że sztuka nie zawsze przynosi pocieszenie, bywa także niepokojąca, ponieważ przedstawia zarówno piękne, jak i tragiczne aspekty życia.
Twórczość artystyczna jest żyznym gruntem, na którym wyrażane są "krańcowe przeciwieństwa" rzeczywistości2, a te zawsze wymagają użycia kreatywnego i giętkiego języka zdolnego do przekazywania mocnych przesłań i wizji. Dostojewski w Braciach Karamazow opowiada o małym chłopcu, synu służącej, który rzuca kamieniem i trafia w łapę psa swojego pana. Wtedy pan szczuje wszystkie psy przeciwko dziecku. Chłopiec ucieka i próbuje ratować się przed wściekłością sfory, ale w końcu zostaje przez nią rozszarpany pod zadowolonym spojrzeniem generała i zrozpaczonym spojrzeniem matki. Ta scena ma ogromną siłę artystyczną i polityczną: mówi o rzeczywistości wczoraj i dziś, o wojnach, konfliktach społecznych, naszych osobistych egoizmach. Przywołałem tutaj tylko jeden poetycki fragment, który rzuca nam wyzwanie.
Papież Franciszek i Martin Scorsese podczas audiencji 27 maja 2023 r. Fot. ? Vatican Media - Produzione Fotografica
Nie mam na myśli wyłącznie krytyki społecznej obecnej w tym fragmencie. Mówię o napięciach duszy, złożoności decyzji, o sprzecznej naturze egzystencji. Są w życiu rzeczy, których czasami nie potrafimy zrozumieć lub dla których nie potrafimy znaleźć odpowiednich słów: to jest wasz żyzny grunt, wasze pole działania. Jest to również miejsce, w którym często doświadcza się Boga. Doświadczenie, które zawsze jest "nadmierne": nie można go ogarnąć, czujemy, jak wykracza poza; doświadczenie Boga jest zawsze nadmierne, jak basen, do którego woda leje się nieustannie, napełnia go, po czym się przelewa. O to chciałbym was dzisiaj prosić: o wyjście poza zamknięte i zdefiniowane granice, o kreatywność, nie próbujcie oswajać własnych lęków i niepokojów ludzkości. Boję się tego procesu oswajania, ponieważ odbiera on kreatywność, wyklucza poezję. Objąć słowami poezji niespokojne pragnienia, które mieszkają w ludzkich sercach, aby nie ostygły i nie zgasły. Ta praca pozwala Duchowi działać, tworzyć harmonię wśród napięć i sprzeczności ludzkiego życia, podtrzymywać ogień dobrych namiętności i przyczyniać się do wzrostu piękna we wszystkich jego formach, tego piękna, które wyraża się właśnie poprzez bogactwo wszelkich dyscyplin sztuki.
Takie jest wasze zadanie jako poetów, pisarzy, reżyserów, artystów: dać życie, dać ciało, dać słowa wszystkiemu, co ludzie przeżywają, czują, marzą, z powodu czego cierpią, tworząc harmonię i piękno. Jest to praca ewangeliczna, która pomaga nam również lepiej zrozumieć Boga jako wielkiego poetę ludzkości. Skrytykują was? Nie szkodzi, znieście ciężar krytyki i starajcie się wyciągać z niej wnioski. Ale w żadnym wypadku nie przestańcie być oryginalni, kreatywni. Nie traćcie zachwytu dla bycia żywym.
Tak więc oczy, które marzą, głos ludzkich niepokojów; spoczywa na was wielka odpowiedzialność. Jaka? To trzecia rzecz, którą chciałbym wam powiedzieć: jesteście tymi, którzy kształtują naszą wyobraźnię. To ważne. Wasza praca ma bowiem wpływ na duchową wyobraźnię nam współczesnych, zwłaszcza w odniesieniu do postaci Chrystusa. W naszych czasach - jak już miałem okazję powiedzieć - "potrzebujemy geniuszu nowego języka, mocnych opowieści i obrazów, pisarzy, poetów, artystów zdolnych wykrzyczeć światu orędzie Ewangelii, sprawić, byśmy zobaczyli Jezusa"3.
Wasze dzieło pomaga nam zobaczyć Jezusa, uzdrowić naszą wyobraźnię ze wszystkiego, co przesłania Jego oblicze lub, co gorsza, co chce Go oswoić. Oswajanie Chrystusa w sensie próby jego zdefiniowania i zamknięcia w naszych uprzedzeniach i schematach myślowych jest równoznaczne ze zniszczeniem Jego oblicza. Pan nas zawsze zaskakuje, Chrystus jest zawsze większy; zawsze jest tajemnicą, która w jakiś sposób nam umyka, ilekroć próbujemy oprawić Go w ramki i powiesić na ścianie. Zawsze nas zaskakuje; a kiedy nie czujemy, że Pan nas zaskakuje, coś jest nie tak: nasze serca są nieme i zamknięte.
Oto wyzwanie dla katolickiej wyobraźni naszych czasów, wyzwanie, oto powierzone wam zadanie: nie "wyjaśniać" tajemnicy Chrystusa, która w rzeczywistości jest niewyczerpana; ale sprawić, abyśmy Go dotknęli, abyśmy poczuli Jego bliskość, prowadząc Go do nas jako rzeczywistość przepełnioną życiem, abyśmy pojęli piękno Jego obietnicy. Ponieważ Jego obietnica pomaga naszej wyobraźni: pozwala nam wyobrazić sobie nasze życie, naszą historię i przyszłość ludzkości w nowy sposób! I tu powracam do innego arcydzieła Dostojewskiego, niewielkiego, ale zawierającego w sobie to wszystko, o czym mówię, to Opowieści z podziemia. Tam jest zawarta wielkość ludzkości i wszelkie jej smutki i cierpienia, wszelkie nieszczęścia.
Drodzy przyjaciele, dziękuję za waszą pracę. Nie przestawajcie marzyć, niepokoić się, nie przestawajcie wyobrażać sobie słów i wizji, które pomogą nam odczytać tajemnicę ludzkiego życia i ukierunkować nasze społeczeństwa na piękno i powszechne braterstwo. Pomóżcie nam ponownie otworzyć naszą wyobraźnię, aby mogła wyjść poza wąskie granice ego i otworzyć się na świętą tajemnicę Boga. Idźcie wytrwale naprzód, bez zmęczenia, w imię kreatywności i odwagi! Błogosławię was i modlę się za was, ale i wy też, proszę, módlcie się za mnie. Dziękuję.
Tłum. Marzenna Maria Smoleńska Mussi
??? THE GLOBAL AESTHETICS OF THE CATHOLIC IMAGINATION ??? UCZESTNICZYĆ W PIĘKNIEZ MARKIEM BOSCO ROZMAWIA TADEUSZ DĄBROWSKI
Poniżej publikujemy rozmowę z Markiem Bosco, jezuitą, profesorem Uniwersytetu Georgetown, pomysłodawcą rzymskiej konferencji.
Tadeusz Dąbrowski: Jesteśmy na konferencji o nazwie "Estetyki katolickie w globalnej wyobraźni". Jednym z jej organizatorów jest wydział do spraw misji Uniwersytetu Georgetown w Waszyngtonie. Rozumiem, że literatura i sztuka to pola, na których misyjność Kościoła może czy powinna się realizować? Jak miałaby wyglądać misja poprzez kulturę?
Marc Bosco: Do słowa "misyjność" dodałbym integrację. Jako uniwersytet katolicki zastanawiamy się nad tym, w jaki sposób misyjność - wpisana przecież w samą istotę katolicyzmu - manifestuje się w kulturze, jaką przyjmuje postać, z jakim spotyka się odbiorem i jak przekazywana jest dalej. Ta misja polega także na tym, by pokazać, że katolicyzm nie jest tylko zbiorem praw i zasad, czy historycznych anegdot, ale żywym, oddychającym organizmem w obrębie kultury, do którego możemy się zbliżyć także poprzez twórczość artystyczną, ponieważ artyści są w stanie w sposób wyjątkowo przekonujący wyrazić doświadczenie religijne. Być może najgłębiej czyni to poezja, dramat oraz proza. Sztuka jest uniwersalna, dlatego misja poprzez kulturę ma zasięg globalny. Nasza misja polega na tym, by pokazywać, że choć lokalne "geografie wiary" mają w sobie coś unikalnego, są jednocześnie częścią większego, uniwersalnego obiegu wartości.
- Na naszych oczach społeczeństwa zdradzają, porzucają religię, a zwłaszcza praktykę religijną. Co może zrobić religia, kościół, by nie porzucić współczesnego społeczeństwa?
- Wydaje mi się, że rzymski katolicyzm ma w sobie ogromny potencjał do kreowania przygody, jaką jest podążanie za Chrystusem, do kreowania jej poprzez głód dobra, prawdy i piękna. Dlatego możemy wejść w relację z Jezusem na przykład poprzez wiersz. Czasami Kościół postrzegany jest jako instytucja pozostająca na zewnątrz społeczeństwa, w rzeczywistości jednak wciąż ma on możliwość bycia motorem bardzo wielu głębokich przemian, wciąż dostarcza nam wiedzy o tym, co najważniejsze, czyli: co znaczy być w pełni człowiekiem. To wszystko uświadamia nam także sztuka inspirująca się chrześcijaństwem, budzi w nas potrzeby, o których być może zapomnieliśmy.
- Czy naprawdę wierzysz, że poezja czy malarstwo są w stanie obudzić dziś w ludziach tęsknotę do Boga? Jest druga strona tego medalu. Religia używana w sztuce łatwo ulega estetyzacji... Staje się bardzo wdzięcznym tematem, ale gdzieś ulatuje związany z nią dramat.
- Estetyka traktowana jest dzisiaj jako coś bardzo powierzchownego, dlatego my zachęcamy do tego, żeby w niej uczestniczyć. A uczestnictwo oznacza, że masz zapomnieć o sobie, zaprzeć się siebie. My rozmawiamy o pięknie ubóstwa, o pięknie słabości. O pięknie pokory w czasach potwornej komercjalizacji życia. Nie zależy nam na dywagowaniu w imię maksymy De gustibus non disputandum est, że dobre jest to, co się komu podoba. Kiedy dobry wiersz tobą wstrząsa i każe wciąż do siebie wracać, i zastanawiać się za każdym razem, kim jesteś - to już jest w jakiś sposób religijny. Sam odnalazłem swoje powołanie dzięki wchodzeniu w świat sztuki...
- Misja poprzez kulturę brzmi pięknie. W czasie tej konferencji rozmawiamy o sztuce jako narzędziu docierania do prawdy i zakładamy, że istnieje prawda obiektywna. Jednak żyjemy w świecie, w którym przynajmniej od czasu rewolucji postmodernistycznej każdy ma prawo do posiadania "własnej prawdy" i uznawania jej za równoważną, a nawet prawdziwszą od innych. Mówienie o prawdzie serio, to znaczy: przywrócenie jej statusu uniwersalnego, jest dzisiaj bardzo trudnym zadaniem. Czy taki powrót do realizmu czy realności jest w ogóle możliwy?
Ojciec Mark Bosco. Fot. za zgodą Uniwersytetu Georgetown
- Myślę o prawdzie nie tyle jako o moich zdolnościach umysłowych, ile o autentyczności i zaangażowaniu, bo jeżeli chcemy przekazać komuś prawdę, musimy go zaangażować. Czy to będzie poezja czy proza, czy Dostojewski, czy Seamus Heaney, każdy wielki pisarz potrafi zaoferować nam pewien rodzaj autentyczności, która nie polega wyłącznie na mówieniu, że Bóg istnieje, ale że spotkanie z Nim może być czymś prawdziwym. Wydaje mi się, że współcześnie największym problemem wyobraźni artystycznej jest narcyzm i brak pokory. Te cechy przeważnie idą w parze. Mam głębokie poczucie, że autentyzm zawsze prowadzi do pokory. Pokory wobec Boga, jego potęgi, wobec pytań, jakie nam zadaje. Tej pokory brakuje w filozofii, literaturze i sztuce, zwłaszcza od lat 50.-60. XX wieku. Dziedziny te zamknęły się w sobie, stały się gałęziami biznesu. Nam chodzi o to, by sztuka ponownie stała się źródłem wiedzy, realnym doświadczeniem, a nie towarem.
- Zgadzam się. Sądzę, że sztuka prawdziwa jest wówczas, gdy sprawia, że jej odbiorca potrafi stanąć w prawdzie o sobie, spojrzeć na siebie z zewnątrz, ujrzeć swoją małość, ale także swój potencjał, po prostu: lepiej samego siebie zrozumieć. A to już bardzo dużo. Bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę. ?
MARCO BOSCO - jezuita, teolog, literaturoznawca, wykładowca na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie i wiceprezes Wydziału ds. Misji i Posługi tej uczelni. W latach 2012-2017 dyrektor Centrum Katolickiego Dziedzictwa Intelektualnego im. Joan i Billa Hanków na Uniwersytecie Loyola w Chicago. W swojej pracy badawczej Bosco koncentruje się na brytyjskich i amerykańskich katolickich tradycjach literackich. Autor publikacji na temat Grahama Greene'a, Flannery O'Connor, Sh?saku Endo oraz Hansa Ursa von Balthasara. Współproducent i współreżyser nagrodzonego przez National Endowment for the Humanities filmu dokumentalnego Flannery: The Stored Life of the Writer from Georgia. W 2019 roku film ten jako pierwszy w historii otrzymał nagrodę Biblioteki Kongresu Lavine / Ken Burns Prize for Film. Pomysłodawca i współorganizator międzynarodowej konferencji The Global Aesthetics of the Catholic Imagination, która odbyła się w Rzymie w dniach od 25. do 27 maja 2023 roku.
??? POEZJA ??? MICHAŁ CZORYCKI
Ręka Mistrza
Tubulina, neksyna, dyneina
I dziesiątki innych białek nazwanych
Imionami nimf, pasterek z sielanki,
Pracuje wspólnie, każde z nich niezbędne,
Żeby zbudować i poruszyć cilium,
Komórkową rzęskę. Zatamować krew
Płynącą z rany. Każde z nich posłuszne
Pałeczce dyrygenta. Każdy ich ruch
Według partytury z archiwum w jądrze
Komórki. I ta obłędna precyzja,
Z którą odbierają i powierzają
Sobie w ułamkach sekund molekuły,
Uruchamiając po kolei tryby
Mechanizmu. I pomyśl: brak jednego
Tylko białka (powiedzmy, drugich skrzypiec)
Kończy przedstawienie: zapada cisza.
Mikrotubule ścina rigor mortis.
Nie zatrzymuje krwinek sieć fibryny.
Zdarza się to na szczęście bardzo rzadko.
Zazwyczaj nic nie zakłóca koncertu
W mistrzowskim, zawsze wiernym wykonaniu.
W pustej sali zgromadzona orkiestra
Nastroiła instrumenty i czeka
Na pierwszy ruch pałeczki, rękę mistrza.
2022
Październik
Znów październik, przed którym nie zdołasz się ukryć.
Kania kwili krążąc nad polem kopru.
Pierwsza rdza zaprószyła lasy.
Długie obłoki płyną wzdłuż zboczy gór,
Pod skałami szczytów.
Znów październik, z którym będziesz musiał się zmierzyć.
Raz jeszcze zaczynać wszystko od początku.
Oswoić kanię, pola kopru i syreny statków.
I łoskot pociągów pędzących w stronę jezior.
Wywiązać się i podjąć to wyzwanie.
Zobowiązać na coraz krótszą przyszłość.
2022
Hełm Mambrina
Być może kiedyś uda ci się znaleźć słowa
Proste, twarde i użyteczne
Jak staroświeckie naczynia.
Miedziane garnki, misy balwierskie,
Zaśniedziałe patery, przedmioty,
Które upodobał sobie Pan Stworzenia.
I z ciemności, ze składu rupieci,
Gdzie czekają na lepsze jutro
Wyciągnąć je na światło dzienne.
I przetrzeć szmatką wiersza.
Aż błysną w słońcu jak hełm Mambrina.
2019 - 2023
San Zeno w Weronie
Schodząc po tamtych schodach czuł, że idzie w górę.
2022
??? ROZMOWY TOPOSU ??? W GROMADZIE DUCHÓWZ LESZKIEM DŁUGOSZEM, PIEŚNIARZEM I POETĄ, ROZMAWIA MAREK RAPNICKI
Leszek Długosz, ok. roku 1970. Fot. Andrzej Kobos
Marek Rapnicki: Nasza rozmowa rozpoczyna pracę nad książką, którą na razie w swoim sercu nazywam: Strażnicy Pieczęci.
Leszek Długosz: Strażnicy pieczęci? Dumnie!
- Bardzo dumnie. Ale wiem, komu spokój zakłócam! Przyszedłem tu z kilkoma "pomocami naukowymi". One dziwnym trafem mają sygnaturę - Leszek Długosz... A po drodze do ciebie kupiłem także nowy numer miesięcznika Wpis. Tam czytam: "...ludziom po drodze jest, jeśli jest, i wiatr, gdy w oczy, to jest pod wiatr, tak samo, w każdej świata stronie, w tym jednakowa miara, miłości, wiary i nadziei, wciąż tyle, ileś ocalił...". Drogi Leszku, rozwiń, proszę, ten ostatni wers "ileś ocalił"!
- No, bo można nie ocalić, można utracić! Masz w życiu jakieś nadzieje, plany, wiarę, potencjał, zdarza się to utracić, zwątpić, zaprzeczyć, wyrzucić. Zostaje tyle, ileś mógł ocalić, a "mógł" to znaczy - zdecydował sam lub okoliczności czy ludzie odebrali. Czyli zostajesz z tym, co jest ci jakimś "uchwytem" - drogowskazem w każdej świata stronie.
I pozostajesz tym, kim jesteś. Niekoniecznie "odgrywasz siebie" w różnych krajach jako inna postać, inna biografia. Są tacy, którzy się adaptują i zapominają własny język na przykład. Nie odmawiam prawa do takiego wyboru, ale uważam, że jest to wybór niefortunny, żeby nie powiedzieć nieszczęśliwy dla takich jednostek.
- A to, co do ocalenia najdroższe, czy było kiedyś zagrożone? Bo przecież nie jesteśmy monolitami, prawda?
- No... były pokusy, można powiedzieć, były kalkulacje. Nie jest się wewnątrz sielanki, tylko trwa walka o dobra wszelakie. Od tych materialnych poczynając, od statusu wygody, przyjemności, po wybory duchowe i moralne. A to bywa kosztowne!...
- Bo przypomnę czytelnikom Toposu, którzy by nie wiedzieli...
- ...ja jestem prawdopodobnie w środowiskach Wybrzeża nieznany, ponieważ nie łączyły nas żadne korespondencje ni więzi. Dziwne. Ale tak się potoczyło.
- Ale Topos to konstelacja o proweniencji chrześcijańskiej, która nakierowana jest na postaci z kręgu, do którego przynależysz, z kręgu judeochrześcijańskiego. A twój los, przypominam, to przecież los jednej z podpór krakowskiej Piwnicy Pod Baranami...
- ...która została wykluczona!
- Która została w pewnym momencie wykluczona (pewnie do tego w rozmowie dojdziemy), ale twoja droga, na której ważą się losy (ocalenie!) człowieka, przebiegała od nocnych spektakli Piwnicy, przez balangi na Groblach, aż do opłatka z arcybiskupem Markiem Jędraszewskim. To droga zupełnie nietypowa dla Twojego środowiska.
- To prawda. Ale już w młodości podjąłem takie decyzje i potrafiłem po balandze do świtu udać się na przykład do Dominikanów, do powstającego wtedy klubu młodzieżowego Beczka i przebywać tam w sposób autentyczny, niezakłamany, bo miałem taką wewnętrzną potrzebę kojarzenia się i ze środowiskiem, i z problematyką, i z młodymi ludźmi, którzy tak myślą, tak czują.
Jeszcze przyznam się - po raz pierwszy - do pewnej, jakby to określić, zuchwałości. Zdarzało mi się po takiej balandze piwniczno-towarzyskiej do świtu wejść do otwierających się kościołów, uczciwie powiem, z powodów niekoniecznie stricte religijnych, ale wejść i posiedzieć, żeby się spróbować odnaleźć w tej przestrzeni, uspokoić. Słowem, miałem poczucie pewnej tajemnicy, z którą się nie mogę obnosić.
- I Dominikanów, i Franciszkanów, miałaś po drodze do domu.
- Tak, to było po drodze. Ale miałem taką potrzebę. Nie ja o tym decydowałem, bo przecież mogłem od razu iść raczej "walnąć się" do łóżka, ale szedłem złapać dystans do siebie i gdzieś się umiejscowić!
- Ta rozmowa ma za cel prześledzić dzieło literacko-muzyczne Leszka Długosza, ukazując jednocześnie los pewnego konkretnego człowieka, który z Lubelszczyzny przybył do Krakowa, ale ma zadanie większe: uświadomić, że artysta, który ma talent i "czerni papier" tekstem lub zapisuje nutami melodię, ma jakąś jeszcze powinność. Większą niż samo dzieło, które ma być wydane, nagrodzone i oklaskiwane. Otwieram tomik, który nazywa się Pamiętać. Tytułowy wiersz ma w środku taką frazę:
Nie milczeć, kiedy upokarzają twoje imię,
kneblują zdanie, zadeptują twoje ślady.
Pamiętać, to umieć dochować wiary,
że sprawiedliwość, miłość, prawda
to kategorie nieprzynależne do żadnych tu układów,
lecz desygnaty zasady innej, spoza.
Nie stąd.
- No tak. Nic tutaj nie mam ani do powiedzenia, ani do zmiany!
- Ja ci to przypominam dlatego, że jestem pod wrażeniem powtórnej lektury drugiego wydania książki (księgi!) Pod Baranami ten szczęsny czas..., która jest dla mnie dziełem niezwykłym poznawczo, ale zaraz wytłumaczę, że nie tylko. Otóż artysta - wszyscy w pewnej mierze jesteśmy egoistami, dbającymi o swój wizerunek...
- ...lubimy zagarniać swoje.
- Lubimy zabłysnąć, czasami pokazać się gdzieś na zbiorowym zdjęciu. Natomiast ta książka jest, powiedziałbym, benedyktyńsko pokorna, sprawiedliwa i dotykająca szczerze piętnastu, jeśli dobrze liczę, lat życia z ludźmi, z którymi przecież nie do końca po drodze okazało się być, prawda?
- Było bardzo ciekawie, interesująco, ale niekoniecznie przystawaliśmy do siebie.
- I ona jest taka jak twoje wiersze. To nie tylko proza, nie jest to memuarystyka, ale coś jak wodospad skojarzeń, szczegółów, chwil, zwłaszcza w pierwszej części książki, gdzie pokazujesz temperaturę tego, co się wśród was i między wami działo. I to jest elegia, elegia to się kojarzy niemalże z konduktem, a tu przeciwnie, to jest elegia żywa i jak te "konie kopytami nad ziemią", ona jest po prostu jak...
- Uśmiechnięte pożegnanie! Ale muszę tu coś dodać, jeżeli pozwolisz, bo to jest ważne. Od dawna zbierałem się za "spisania" mojego bycia w Piwnicy, wziąłem się do roboty dopiero w momencie, kiedy z tej Piwnicy zostałem wykluczony, ponieważ potępiłem poparcie dla jednego z jej ważnych bywalców, ale nie z grona artystów. Mówimy konkretnie o Michale Ronikierze, który był agentem, dwadzieścia dziewięć lat pisał donosy, nie tylko na Piwnicę, ale też na środowisko Piwnicy. I owa wtedy Piwnica nie uznała tego za coś godnego potępienia. Mnie to oburzyło i dałem temu wyraz, w związku z tym należało coś zrobić z tym okropnym Długoszem, który się źle zachowuje. Najlepiej pozbyć się go, wyrzucić. I rozesłano do mediów pisma sygnowane przez moich byłych, jak by ich określić, przyjaciół, kolegów, współpracowników, że ja nie reprezentuję środowiska Piwnicy pod Baranami.
Wszyscy więc byli przekonani, że pisząc tę książkę, powezmę jakiś odwet, zrobię rozrachunek, a ja pomyślałem, że najlepszą postawą, jaką mogę przyjąć, to po prostu napisać o Piwnicy i o nich wszystkich z życzliwością, serdecznością, oczywiście sygnalizując i te "trudne problemy" (gdybym kompletnie je pominął, byłby to fałsz), ale bez wchodzenia w rzeczy brudne i przykre. I w ten sposób powstała ta książka, rzeczywiście elegijna, ale no taka - pożegnalnie uśmiechnięta.
- Potwierdzam, dokonałeś tutaj benedyktyńskiego researchu, jak to mówią dzisiaj młodzi, ale też masz ewangeliczne podejście do ludzi, którzy potraktowali cię tak, jak właśnie o tym wspomniałeś.
- I powiem: bezwzględnie czasami, nie myśląc, że to utrudniło moją sytuację bytową, życiową, że po prostu przestałem być interesującym "podmiotem" do zaproszeń, do zarabiania pieniędzy, do koncertów.
- Rok Pański był który wtedy? Bo książka w 2008 została zamknięta....
- To było niewiele wcześniej.