Topos. Dwumiesięcznik literacki 3/2023 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

19.00 zł
15.77 zł (16,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

??? SZARE KARTKI ???KS. JERZY SZYMIKEWANGELIA PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA GLOSSY (6)

SZEMRZĄCY

I. śledzili Go, żeby Go oskarżyć (Mk 3,2)

II. szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie (Łk 15,2a)

III. Herod mówił: "Jana ściąć kazałem. Któż więc jest Ten" (Łk 9,9)

IV. biada wam! (Łk 11,46; 47; 52)

V. Nie chcemy, żeby ten królował nad nami (Łk 19,14b)

glossa I

To dopiero trzeci rozdział Markowej Ewangelii, jej rozbieg zaledwie, a tu już: śledzą Go żeby Go oskarżyć, naradzają się, jak Go zgładzić. Od początku budzi odmowę, wrogość, furię, żądzę mordu.

Uczeń nie jest nad mistrza. Kiedy nas śledzą, oskarżają, odbywają narady przeciwko, chcą nas zgładzić - jest jak być powinno: naśladując Mistrza, trzeba cierpieć i zostać odrzuconym. Zajmują się tym dzisiaj - jak w Ewangelii - faryzeusze i zwolennicy Heroda, czyli połączone siły intelektualnej elity i zwolennicy dzieciobójstwa (nawet jeśli to już inny Herod, Antypas, to imię zyskało szatańską sławę dzięki dzieciobójstwu). A kiedy pada pytanie: "Co wolno - życie ocalić czy zabić?", oni milczeli wtedy i milczą dzisiaj.

glossa II

Łukasz na tle obrazów radości - odnaleziona drachma, ocalona owca - maluje ponury obraz szemrzących. Szemrane towarzystwo. Dominują dziś dwie interpretacje tego szemranego towarzystwa.

Jedna: to obraz katolickich hipokrytów, uważających się za lepszych, wiernych nauce moralnej Kościoła, konserwatywnym wartościom. Zakute pały, nienadążające. Faryzejskość miałaby tu być synonimem wierności. Druga: "szemrani" to była moralna i intelektualna elita, awangarda judaizmu a ich obraz w Ewangelii jest zniekształcony przez chrześcijan, do których nie przystali i tym samym byli przez nich traktowani wrogo - zapowiedź antysemityzmu i holokaustu.

Wszystko dobre, co nagina Słowo pod antykościelną awersję i nienawiść.

O, barany i drachmy, szemrzący i pogubieni: oby was Pasterz wziął na ramiona, oby was znalazła miotła moherowej kobiety.

glossa III

Herod był zaniepokojony. Jak u Mickiewicza: car dziwi się, gniewa, niepokoi.

Czym? Że jest głoszona Ewangelia a ci co ją głoszą "uzdrawiają wszędzie". Jakbym to słyszał i to zupełnie niedawno.

Heroda niepokoiło więc dobro, budziła się w nim śmiertelna (dosłownie) zazdrość wobec Jezusa i jego uczniów. Czego Mu właściwie zazdrościł?

Ale zostawmy w tym miejscu Heroda, nie on jest bohaterem Ewangelii.

Lecz zostańmy przy pytaniach o źródła niepokoju i zazdrości. Zadajmy je sobie. Czy i mnie niepokoi to, że jest głoszona niezmienna Ewangelia a ludzie są od tego zdrowsi? I że od tego rośnie Kościół? Jeśli tak, to wcale nie tak daleko mi do Heroda.

glossa IV

Mówi Jezus: biada wam - faryzeuszom, uczonym w Piśmie. Coraz częściej podnoszą się głosy, by te fragmenty wyciąć z NT jako wybitnie antysemickie wtręty późniejszego Kościoła. Dobrotliwy, długowłosy rabbi, Jezus-prahippis, nie mógł przecież tak mówić. Musiał myśleć jak my: make love and peace. Free love, rzecz jasna.

Ale tu mówi jeszcze mocniej: "na tym plemieniu będzie pomszczona krew wszystkich proroków, która została przelana od stworzenia świata. Tak, mówię wam, na tym plemieniu będzie pomszczona". Pomścić, krew, plemię - co to za język? Mowa nienawiści.

Więc oni nic, czyhali na Niego i "poczęli gwałtownie nastawać na Niego".

Słuchają Go, ale nie słyszą. Jak dziś: mów do nas jak hippis, ani słowa więcej.

glossa V

"Zarabiajcie nimi aż wrócę", powiedział. Miny nie były ich, otrzymali je w darze - "dał im dziesięć min". Czyli przypuszczalnie ok. 6 kilogramów srebra w monetach. Lecz to, że były darem, poszło w zapomnienie. Za wszelką cenę, nie bacząc na swój status, chcieli być niezależni a istotą ich postawy była nienawiść wobec dawcy - "nienawidzili go", 19,14a - wyrażona w oświadczeniu: "Nie chcemy, żeby ten królował nad nami".

O kim tu mowa? Zapomnieć o Źródle obdarowania, wypisać się, dokonać apostazji z Jego królestwa, nie liczyć się z Jego powrotem? Żyć jakby Go nie było, bo przecież jest surowy i zachłanny, jak wiemy, a nie dobry i miłosierny, jak mówią ci, których nie chcemy słuchać? Co nam to przypomina? ?

Pałac arcybiskupów gnieźnieńskich, zwany też pałacem prymasowskim. Widok od strony katedry. Gniezno, ulica Jana Łaskiego 7. Fot. K. Kuczkowski

Od lewej: Adam Zagajewski i Charles Simic. Chicago, 2011. Fot. A. Lizakowski

??? ESEJ ???ADAM LIZAKOWSKI"PISZĘ, ABY ZIRYTOWAĆ BOGA I ROZŚMIESZYĆ ŚMIERĆ"CHARLES SIMIC (1938-2023)

Człowiek wewnętrzny

Milczę - on milczy jeszcze ciszej.

Więc zapominam o nim.

Kiedy się jednak pochylam,

By zawiązać sznurowadła,

On stoi wyprostowany.

Rzucamy jeden cień.

Czyj?

(fragment wiersza w przekładzie Stanisława Barańczaka)

Charles Simic zmarł 9 stycznia 2023 roku w domu opieki w Dover w Stanie New Hampshire w wieku osiemdziesięciu czterech lat. Laureat Nagrody Pulitzera w 1990 roku. W 2007 roku został amerykańskim laureatem poezji (U.S. Poet Laureate). W 2014 roku otrzymał Międzynarodową Nagrodę Literacką im. Zbigniewa Herberta.

Urodził się w 1938 roku w Belgradzie, w byłej Jugosławii. Wraz z wybuchem wojny i okupacją kraju przez państwa Osi jego ojciec, inżynier elektryk, był kilka razy aresztowany. Aby nie narażać siebie i rodziny na dalsze niebezpieczeństwa, w 1944 roku uciekł do Włoch. Po wojnie wyjechał do Nowego Jorku, a rodzina poprzez Paryż dołączyła do niego dopiero w roku 1954. Rok później jego ojciec dostał pracę na stanowisku inżyniera w Western Electric Company, i rodzina przeniosła się do Oak Park (przedmieście Chicago), w którym Dusan zmienił serbskie imię na łatwiejsze - Charles. Ostatnie dwie klasy liceum spędził w River Forest High School. Jego matka pracowała jako krawcowa dla kompani Marshalla Fielda, znajdującej się na skrzyżowaniu ulic Harlem i Lake. Czteroosobowa rodzina zamieszkała w dwóch pokojach w wynajmowanym mieszkaniu w domu na Wesley Avenue. Dusan miał siedemnaście lat, gdy po raz pierwszy postawił nogę na ulicy tego podchicagowskiego miasteczka, zapewne nie przypuszczając, że kiedykolwiek będzie pisał wiersze. Gdy skończył osiemnaście lat, jego rodzice rozwiedli się. Po szkole średniej znalazł sobie biurową pracę w Chicago i rozpoczął wieczorowe studia, które jednak szybko zarzucił i przeniósł się na Wschód, do Nowego Jorku, jak najdalej od rodzinnego domu. Dopiero po dziesięciu latach znowu pojawił się w Chicago. O metropolii tej wiele lat później powie w wywiadzie dla Paris Review: "...miasto spowite dymem, w którym robotnicy fabryczni z twarzami pokrytymi brudem czekali na autobusy. Można powiedzieć, że to raj dla imigrantów. Miałem za przyjaciół Szwedów, Polaków, Niemców, Włochów, Żydów i Murzynów, którzy na zmianę próbowali mi wytłumaczyć Amerykę. Chicago dało mi moją pierwszą amerykańską tożsamość".

Jego pierwsze dwa wiersze ukazały się drukiem w Chicago Review w wydaniu zimowym z 1959 roku. Miał wtedy dwadzieścia jeden lat. Następne dwa lata życia spędził w wojskowej bazie amerykańskiej w Niemieckiej Republice Federalnej. Lata mijały, a on nadal gryzmolił wiersze i publikował niektóre z nich w czasopismach literackich i książkach, nie spodziewał się jednak, że na dłuższą metę cokolwiek z tego będzie. Ludzie, z którymi pracował i się przyjaźnił, w większości nie mieli pojęcia, że jest poetą. Został i poetą, i tłumaczem poezji ze swojego rodzinnego języka, bo bez niego trudno byłoby dzisiaj powiedzieć wiele o nim jako poecie amerykańskim z serbskimi korzeniami. One odegrały ogromną rolę w jego amerykańskiej twórczości, bo już pod koniec lat 60. tłumaczył pierwsze wiersze poetów serbskich na język angielski. W 1970 roku opublikował kilka przekładów poezji Ivana V. Lalića pod tytułem Fire Gardens: Selected Poems 1956-1969, a także Vaska Popy i innych czterech jugosłowiańskich poetów: Ivana V. Lalicia, Branka Miljkovica, Milorada Pavica, Ljubomira Simovica. Przekłady szły w parze z nawiązywaniem znajomości, a nawet i przyjaźni, z tłumaczonymi poetami. Nawiązywała się korespondencja, a ta była także początkiem tłumaczeń jego wierszy pisanych po angielsku na język serbski. Przykładem tych znajomości i przyjaźni niech będzie list pisany w październiku 1973 roku przez Lalica do Simica, w którym powiadamia go, że razem z Paviczem zakończyli wybór jego poezji i wyślą go do wydawcy. Książka jednak ukazała się dopiero w roku 1983 w zbiorze pod tytułem Wiersze wybrane 1965-1982 (Izabrane pesme 1965-1982). Wtedy już popularność Simica była ogromna, uważany był za jednego z najlepszych poetów w Ameryce.

Wieczór poezji Czesława Miłosza z udziałem Charlesa Simica, Philipa Levine'a oraz Adama Zagajewskiego. Moderatorem debaty był Stephen Burt. Rozmowa odbyła się w Chopin Theatre w Chicago 1 października 2011 r. Fot. A. Lizakowski

Na stare lata często wspominał panią Miller, swoją profesor języka francuskiego: "co najmniej trzy razy w tygodniu mówiła, że Ernest Hemingway był uczniem ich szkoły". Uczniowie cicho się z niej podśmiewali, bo Hemingway ponoć okropnie mówił po francusku. A nauczyciel języka angielskiego, pan Dolmetsh, zainteresował go literaturą, zachęcał do czytania Joyce'a i Faulknera oraz innych pisarzy XX wieku. Pół wieku później powie, że jego "wielkimi przodkami literackimi byli: Walt Whitman, Emily Dickinson, Wallace Stevens, William Carlos Williams, Vasko Popa, Zbigniew Herbert, Pablo Neruda, Cesar Vallejo i wielu innych". Podążał także śladami Johna Ashbery'ego, Sylvii Plath i Roberta Creeley'a. Inspirując się ich poetyką, łącząc fantazję i realizm, przeszłość historyczną i teraźniejszość, osiągnął należne mu miejsce wśród poetów amerykańskich.

Charles Simic to autor o surrealistycznym i sarkastycznym poczuciu humoru, wnikliwy obserwator codziennych sytuacji, twórca niezwykłych metafor i porównań. Jego poezja łączyła melancholijną europejską wrażliwość ze zmysłowym, ironicznym poczuciem humoru współczesnego Amerykanina.

Na pytanie, jak się znalazł w Ameryce, odpowiadał: "Moimi agentami podróży byli Hitler i Stalin". Należy dodać, że nie tylko jego. Czesław Miłosz też mógłby tak o sobie powiedzieć. Simic, mimo że nie urodził się w Stanach Zjednoczonych, bawił się angielskimi zwrotami i idiomami z mistrzostwem native speakera, jak urodzony poeta amerykański. Nie potrafił się pozbyć słowiańskiego akcentu, co dodawało mu tylko uroku.

Był redaktorem, eseistą i tłumaczem dzieł poetów francuskich, serbskich, chorwackich i innych. Simic-emigrant, który całe swoje dorosłe życie spędził w Ameryce, ale o miejscu urodzenia nigdy nie zapomniał, pełnymi garściami czerpał z zapamiętanych w dzieciństwie baśni i legend, przypominał anegdoty i stare opowieści. Dobra znajomość języka serbskiego pomagała mu w pisaniu wierszy amerykańskich. Poeta niejednokrotnie podkreślał znaczenie swojej przyjaźni z Vasko Popą w latach 60., to on opowiedział mu o tradycji ludowej i jej związkach z folklorem i z... surrealizmem. Z folkloru czerpał zwięzłość, bystrość i dowcip. Właściwie do końca życia wspominał swoje dzieciństwo w Belgradzie, na przykład w wierszu Dwa psy przywołuje obraz niemieckich żołnierzy maszerujących obok jego rodzinnego domu w roku 1944: "Trzęsła się ziemia, przechodziła śmierć". Wiersz składa się z dwóch zwrotek, akcja pierwszej rozgrywa się gdzieś w południowym stanie Ameryki, zaś akcja drugiej - w Belgradzie.

Stany Zjednoczone utraciły jednego z największych poetów, a Polska - wielkiego adoratora naszej poezji. Stanisław Barańczak, który tłumaczył jego wiersze na język polski, udowodnił, jak ważne dla Simica były korzenie słowiańskie i folklor bałkański. Mało któremu poecie amerykańskiemu przyszłoby do głowy pisać ironicznie o rzeczach codziennych i tak oczywistych jak: buty, widelec, łyżka, kamień, siekiera, układać wiersze o kuchni wschodnioeuropejskiej, kapuście czy miotłach. Simic znajdował wspólny język z Adamem Zagajewskim, z nim uczestniczył w wielu spotkaniach poetyckich na campusach amerykańskich uczelni. Naszemu nobliście Miłoszowi poświęcił szereg pięknych recenzji, opracowań czy artykułów. Simic był także autorem wstępu do amerykańskiego wydania The Collected Prose Zbigniewa Herberta w przekładzie Alissy Valles. Chętnie uczestniczył w spotkaniach poetyckich Amerykanów promujących polską poezję, na kilku z nich byłem, wtedy poznałem go osobiście.

Na koniec swojej refleksji o Charlesie Simicu i jego twórczość chciałbym zaznaczyć, że poznałem ją dzięki Czesławowi Miłoszowi (a później jeszcze bliżej, gdy studiowałem creative writing), który często coś mi rekomendował. O Simicu powiedział: "Warto go czytać, bo on jeden z nielicznych poetów urodzonych w Europie, pisze po angielsku, a języka nauczył się będąc już prawie dorosłym. Jego dwoistość jest wyjątkowa dla amerykańskich zwykłych czytelników i wyrafinowanych krytyków". To imponowało Miłoszowi, bo widział w poezji Simica moc starej europejskiej kultury wymieszanej z amerykańską. Chociaż pisał wiersze wyłącznie po angielsku, jest nazywany poetą amerykańsko-serbskim, Miłosza zaś nazywano polsko-amerykańskim poetą, chociaż nigdy nie pisał wierszy po angielsku. Simic pół żartem, pół serio mówił: "Zawsze pisałem po angielsku, ponieważ chciałem, aby moi przyjaciele i dziewczyny, w których byłem zakochany, rozumieli moje wiersze". Można dodać, że rozumieli jego poezję nie tylko jego przyjaciele i dziewczyny, w których się kochał, ale i cała Ameryka. Będzie nam go brakowało, nie tylko jako poety, ale i jako przyjaciela polskiej kultury, był on jednym z ostatnich już amerykańskich twórców z tak zwanego "kręgu Miłosza". Zapytany: "Dlaczego piszesz?", odpowiadział: "Piszę, aby zirytować Boga i rozśmieszyć Śmierć".

Świdnica, 20 stycznia 2023 r.

Charles Simic. Fot. A. Lizakowski