??? SZARE KARTKI ???KS. JERZY SZYMIKEWANGELIA PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA GLOSSY (4)
KOBIETY
I. "Widzisz tę kobietę?" (Łk 7,44)II. "Duch Święty zstąpi na Ciebie" (Łk 1,35)III. "Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem" (Łk 1,80a)IV. "Marta przyjęła Go do swego domu" a "Maria obrała najlepszą cząstkę" (Łk 10,38;42)V. "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie" (J 2,5b)
glossa I
Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?
Że wicher i jezioro są Mu posłuszne?
Że wie, co się kryje w najtajniejszej głębi ludzkiego serca?
Ode mnie żąda jedynie wiary w Niego, w Jego Synostwo, w Jego Krzyż.
A patrząc mi w oczy, najprzenikliwiej, do dna serca, jak to Bóg, pyta dzisiaj, A.D. 2021 roku: "Czyż i ty chcesz odejść?" (J 6,67).
"Panie, do kogóż pójdę? Ty masz słowa życia wiecznego!" (J 6,68).
Daj siłę, by zostać. Uratuj mnie.
Wtedy mówi mi jak tamtej kobiecie z alabastrowym flakonem w ręku: twoja wiara cię ocali - nic innego! - idź w pokoju.
glossa II
Największym dziełem Ducha Świętego w historii świata jest Wcielenie Syna Bożego. Nawet sam dzień Zesłania Ducha, nie przyniósł nic większego niż Wcielenie. Bo dzień Zielonych Świąt jest najgłębiej złączony z godziną Nazaretu, Zwiastowaniem Dziewicy, a to co się rozpoczęło w wydarzeniu Wcielenia, w wydarzeniu Pięćdziesiątnicy obejmuje cały świat: Chrystus chce się ukształtować w nas jak w Maryi, chce się rodzić z ludzi jak z Niej.
I właśnie owo nadanie człowiekowi i jego historii kształtu Chrystusa, uczynienie ludzi chrystokształtnymi, jest największym dziełem Ducha Świętego rozszerzonym na wszystkich i wszystko: od Nazaretu i Betlejem poprzez jerozolimski Wieczernik aż po eschatologiczną komunię z Bogiem.
glossa III
Niedługo przed narodzinami Jana spotykają się dwie kobiety. Starsza mówi do młodszej: "Błogosławiona, któraś uwierzyła". I ma to swój dalszy, błogosławiony ciąg: młodsza zachowuje wiarę pośród ciemności, przez które prowadzi ją Bóg.
Również dzisiaj Bóg dla każdego przewidział właściwe dla niego ciemności. Czy są wśród nas owi maryjnie cisi, którzy oddychają Słowem Boga, myślą nim, czują się w nim jak w domu i zachowują wiarę wśród mroku? Czy nie przeważają "krytycznie myślący", którzy twierdzą, że nie wiedzą wprawdzie wszystkiego, ale wszystko wiedzą najlepiej?
Starsza mówi: spójrz na Nią. Uwierz, porzuć pychę i wątpliwości, odważ się zaufać i iść za Nim. Wycofaj siebie jak Ona, aby Bóg mógł być wielki w tym świecie.
glossa IV
Zdaje się, że obie siostry z Betanii umiały kochać tym rodzajem miłości, który jest właściwy kobiecemu sercu, rzadko możliwym albo i wręcz niemożliwym dla męskiego. Obie formy tej miłości: "siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie" oraz "uwijała się koło rozmaitych posług" są w zasadzie dwoma stronami tego samego medalu.
Złotego medalu miłości, która mówi Jezusowi w domu betańskich przyjaciół: szukaliśmy Ciebie, wyczekiwaliśmy Ciebie, jesteś przez nas chciany, upragniony. Chcemy pojąć, co mówisz i krzątamy się wokół Ciebie i Twoich. I nasze wsłuchiwanie się w Twoje słowo i nasza służba Tobie są dwoma różnymi wyznaniami tej samej miłości, pokornej i żarliwej. Wiedz o tym, Panie.
glossa V
"Nie mają wina" - opis świata. Badamy Marsa, Polska jest niepodległa, mamy internet, ale nie potrafimy tego, co najważniejsze: człowieczeństwa. Nie mamy wina, tylko wodę, a i ta stała się mętna, brudna. "Nie mają wina" - opis Kościoła. Coraz mniej dumy i radości z bycia Kościołem. Coraz więcej oburzenia na Kościół, który przypomina wesele bez miłości i wina.
Co właściwie stało się w Kanie? Maryja nie prosi o cud. Maryja powierza tę sytuację świętej mocy Jezusa, wiedząc, że każda ludzka potrzeba znajdzie dzięki niej swoje właściwe rozwiązanie. Nie zna Jego woli, ale Mu ufa. Niczego się nie domaga, ale pozwala Mu działać i zachęca do posłuszeństwa wobec Jezusa.
I tak właśnie dokonuje się cud. ?
Krucyfiks drewniany przed wejściem do kościoła św. Jana przy ulicy św. Jana w Gnieźnie. Rok 2009. Fot: Krzysztof Szymoniak
??? POEZJA ???KRZYSZTOF GRZECHOWIAKPasterz
Od rana doglądam baranków moich słów
ale stado mi się rozprasza właściwie
wieczorem pasę już tylko ich dusze
razem ze ślepym owczarkiem
i kostura nie wypuszczam z ręki
bo donoszą że w lasach wilki
i ludzie upodabniają się do wściekłych
stworzeń gotowych skoczyć do gardła
gdy na chwilę uśniesz i zapomnisz
o Bożym świecie na razie
rośnie odległość między nimi
maski twarzy wykrzywione wściekłością
i tylko takie można nabyć na straganach
rzeczy po umarłych są palone razem z umarłymi
poeta śpiewa swojemu stadu które się rozpierzchło
eheu moje czyste baranki muszę trucizną
polewać ręce i studnie mi zasypano
złowroga chmura na pastwisku nieba
jej cień dybie na nasze życie.
17/18.04.2020
* * *
Każdy miesiąc jest okrutny
najokrutniejszy kiedy zabrana jest Mama
leciutka jak piórko zniesione w prześcieradle
z pierwszego piętra po skrzypiących schodach
i zamknięta w lodowni na cmentarzu
w kostnicy pod ścianą przy której klęczałem
ale podniosłem się i żyję okrutny
tak nazwała mnie pewna subtelna poetka
nie znam siebie może z odbicia w lustrze
inną twarz zobaczyłem rzeczywiście
to zimne spojrzenie gotowość do zwady
język jak żądło słowa którymi dotknąłem
czyjąś otwartą ranę jakbym nasypał tam soli
gdy byłeś okradany i poniżony zdradą
diabeł wystrychnął cię na dudka
i śmiał się do rozpuku z twoich naiwnych planów
a teraz kiedy władza wróciła do drętwiejących palców
nie piszesz hymnów miłości pieśni zachwytu
ale lodowate strofy na czyjeś czoło
jak okład przy gorączce pokonanego
trucizną czasów.
10.05.2020
* * *
Cóż po poecie w marnym czasie
Dąb zdębiał i liście utracił.
Osika drży na wietrze strach na polu
Kartki odwraca czas na karcie stołu.
Strumienia woda grzmi kaskadą
Napina łuk i niżej na kamienie spada.
Stateczki suchych szyszek zagubione piórka
W koszyku dziupli jak niemowlę śpi ruda wiewiórka.
Widownia pustych krzeseł czeka poematów
Które miał wygłosić i miastu i światu.
Sfrunęło trochę kurzu warga pęka
Bezdomnych słów snują się zwierzęta.
Cóż po poecie w marnym czasie
Gdy naród milczy i język utracił.
Już poszarzały niegdysiejsze śniegi
I po co ci się nad tym biedzić.
Mieliśmy mówić o rzeczach ostatecznych
Mieliśmy mówić o rzeczach ostatecznych
nie o gramatyce
reguły życia objęte tajemnicą
mgła nad wodami
głos który z obłoku
spływał jak złoty deszcz
na promienne czoła
nasza młodość jest wieczna
bo jeśli zaklinam
ten kamień w drobnej piąstce
muszę wierzyć
że trwamy na łodydze światła
nieskończenie dłużej
niż błysk obłoku
na chmurnym niebie
jaskółki kreślą na krzyż
czarnym ostrzem skrzydeł
świetliste wody poranka
w nich moja twarz odbita
jest znowu bez skazy
jak lustro w którym
po skończonym obrocie Ziemi
spotykają się nasze
śmiertelne cienie.
Portret
Dla Dariusza N.
Znalazłem go na tarasie
pomiędzy wędkami i haczykami sprawdzał
kołowrotki i wzrokiem badał wnętrze ogrodu
gdzie zakwitł przesadzony jego ręką klematis
czyli powojnik i słońce padało na miejsce
po wyciętej wierzbie z uśmiechem
błyskiem w oku gdy mówił że nad wodą
lepiej się myśli a miasto ten Babilon
i moloch niech sczeźnie na popiół
ale był w jego warownych murach i odgłosy
wdzierały się do tej dobrowolnej pustelni
po nasypie biegnący pociąg rzucał gwizdy i sapania
zasłonięty zieloną kurtyną drzew
karetka pogotowia na sygnale
uwoziła czyjeś gasnące jak światło życie
domowe zwierzęta odbywały swoje wędrówki
z podarowanej książki cytował słowa
których nie pamiętałem czytając to samo
trzydzieści lat temu czyli zaledwie wczoraj
garstka piasku na szali wagi sypki proch
mgła słów która się rozwiewa
to za mało na portret.
Czym się zajmuję obecnie? (list)
Dla Jacka Solińskiego
Odrabiam błędy młodości solidne zaspy zaległości
przez historię już przebrnąłem
chociaż ciągle nie wiem czy się toczy kołem
pisać chyba jednak nie potrafię
- mam przedzierać się przez nudną ortografię
i dość już podróży po zakamarkach świata
nikt mnie nie przekona żebym zaczął latać
zapowiadałem się jako buntownik poeta przeklęty
teraz w misce z ciepłą wodą i solą moczę pięty
po południu składając na stół ciężki ołów głowy
do prób pobicia rekordów świata jeszcze nie gotowy
niczym górnik w kopalni w trudzie drążący chodnik
dokładam słowo do słowa wertując słowniki
szukając bez powodzenia zbiegłych rymów do: podaj
pod szyldem wiszącym nad drzwiami: biuro pisania podań
nie dbałem o elegancję krawata nie nosiłem
pewnie do trumny włożą mi go na siłę
posiadacz jednego tylko w ustach języka
bezradnie słuchający innego - niezrozumiała muzyka
dwa lata oddałem komendom: baczność, spocznij
dały mi serdecznego druha więc myślę o nich bez złości
wiązać zerwane nici choćby babiego lata
i ciągle się nie zgadzać na żadne nieodwracalne straty
coraz to jakiś organ odmawia współpracy
kruszą się zęby serce choruje ciśnienie skacze
zważywszy zatem na marne te perspektywy
mógłbym o sobie powiedzieć że nie całkiem jestem już żywy
skrobię jednak te wiersze żeby zasłużyć na pomnik
ale czy mi go postawią niewdzięczni potomni...
??? ESEJ ???KAZIMIERZ ŚWIEGOCKIIDEA WOLNOŚCI W LIRYCE ADAMA MICKIEWICZA I W TWÓRCZOŚCI CYPRIANA KAMILA NORWIDA
Uwagi wstępne
Pojęcie wolności stało się w kulturze europejskiej od ponad dwóch wieków jednym z tych pojęć, które są znakiem epoki, znakiem naszych czasów. Po raz pierwszy ze szczególną mocą zabrzmiało w wieku oświecenia. Wtedy miało ono sens przede wszystkim społeczny. Stało się jednym z naczelnych, jeśli nie naczelnym hasłem Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Równocześnie ze znaczeniem społecznym i politycznym kształtowało się jego znaczenie ideologiczne i filozoficzne. W świadomości oświeceniowych ideologów i filozofów nabrało ono nowego sensu, jakiego nigdy dotąd w kulturze europejskiej mu nie przypisywano. Tym razem miało oznaczać uwolnienie się określonych klas społecznych nie tylko od ucisku politycznego, lecz także od tego wszystkiego, co tworzyło zasadniczy nurt tradycji kultury europejskiej. A była to oczywiście tradycja chrześcijańska. Tradycja ta, zwłaszcza w wersji rzymskokatolickiej, została uznana za siłę zniewalającą człowieka i potraktowana wraz z feudalnym ustrojem za godną potępienia. A to w imię postępu - nowego, nieznanego dotąd hasła społecznego i kulturowego. Hasłowo głoszone pojęcie wolności w tej nowej sytuacji kulturowej przybrało zatem przede wszystkim sens wolności negatywnej - wolności "od". Mianowicie miała to być wolność od ucisku feudalnego (aspekt społeczny) oraz wolność od religii (aspekt ideologiczny i filozoficzny).
W tym miejscu trzeba od razu powiedzieć, że polskie oświecenie przebiegało odmiennym trybem niż zachodnioeuropejskie, zwłaszcza francuskie. Nigdy też pojęcia wolności nie traktowano u nas jako wyzwolenia od religii. A to choćby z tego powodu, że tworzyli je duchowni katoliccy. Zaś w odniesieniu do kwestii społecznych stosowano je z dużą rezerwą i powściągliwością. Za to rychło nabrało ono takiego sensu, jaki na Zachodzie w zasadzie nie był brany pod uwagę. Stało się hasłem obrony suwerenności państwowej i narodowej. Tak też było w epoce, która nastąpiła po oświeceniu - epoce naszych romantycznych wieszczów. I właśnie wtedy dopiero wystąpiło ono w takim znaczeniu z ogromną mocą, prawdopodobnie nigdy wcześniej w naszej historii nieznaną.
Jednakże w wykładzie tym skoncentruję swoją uwagę nie na wolności w tym znaczeniu, które można by tu nazwać narodowowyzwoleńczym, a więc politycznym czy też społeczno-politycznym. Zajmę się ideą wolności u dwóch naszych poetów i myślicieli wyłącznie w aspekcie antropologicznym, ściślej - filozoficzno-antropologicznym. Przedmiotem mojej szczególnej uwagi będą relacje między tak pojętą wolnością a prawdą, zarówno u Mickiewicza, jak i u Norwida. Wyróżnię przy tym dwa zasadnicze typy wolności - wspomnianą już wyżej wolność negatywną, czyli "wolność od czegoś", oraz wolność pozytywną, czyli "wolność do czegoś". Wybrani do przedstawienia poeci-myśliciele - Mickiewicz i Norwid - zawsze deklarowali swą przynależność do wyznania chrześcijańskiego. Prezentując ich poglądy, będę się zatem starał konfrontować je z chrześcijańską doktryną wolności.
Mickiewicz
Dla zobrazowania poglądów Mickiewicza posłużę się jego Odą do młodości, Farysem oraz Wielką Improwizacją. Od razu można powiedzieć, że w dwóch pierwszych występuje idea wolności negatywnej, a w trzecim pojawia się również idea wolności pozytywnej. We wszystkich natomiast nieobecna jest idea prawdy jako warunek wolności.
Zacznijmy nasz wywód od lektury Ody do młodości. Jest w niej mowa o dwóch światach - świecie realnym, historycznym, w którym aktualnie żyjemy, oraz o świecie postulowanym. Pierwszy przedstawiony jest w obrazach bardzo konkretnych, a zarazem nacechowanych pejoratywną treścią. To świat, który powinien zginąć. Otacza go "wieczna mgła", która "zaciemnia obszar gnuśności zalany odmętem". Zalewają go "wody trupie". On zniewala wszelkie twórcze moce człowieka, hamuje postęp wiedzy, poznania i wynikającego z nich szczęścia. W tym świecie człowiek tkwi jak w niewoli. Potrzebna jest odpowiednia siła, która by go z niego wyrwała, siła łamiąca wszelkie okowy i wyprowadzająca go na wolność. Autor siłę tę nazywa miłością i przypisuje jej moc wyzwalającą:
Oto miłość ogniem zionie Wyjdzie z zamętu świat ducha.
Przesłanie Ody do młodości wyraża się ogólnikowym mirażem przyszłego świata szczęśliwego, "świata ducha". Jego istotę stanowić będzie wolność. Czytamy ostatnie wersy utworu:
Witaj jutrzenko swobody,Zbawienia za tobą słońce!
Nie ma wątpliwości, że "swoboda", a więc wolność, jest tu koniecznym i wystarczającym zarazem warunkiem "zbawienia", czyli osiągnięcia ostatecznego celu ludzkości. A ponieważ "w szczęściu wszystkiego są wszystkich cele" - jak to mówi poeta wcześniej - więc owo "zbawienie" to również zrealizowany cel finalny człowieka jednostkowego. Wolność zatem okazuje się zarazem warunkiem celu finalnego, jak i samym owym celem ostatecznym. Czyż nie można by przyjąć, że mamy tu do czynienia z kultem wolności dla niej samej i z pojmowaniem jej jako wartości bezwzględnej i najwyższej? A co z prawdą? Prawdę tu, jak się może słusznie wydawać, zastąpił "entuzjazm", ten, o którym mówił Shaftesbury, a który Władysław Tatarkiewicz określił jako "pęd żywiołowy duszy, który łączy i zespala ją ze Wszechświatem (Historia filozofii, t. II).
Zdaje się, że w znacznie wyraźniejszej postaci entuzjazm ów spotykamy w poemacie Farys. Chyba nie popadlibyśmy w zbytnią przesadę, gdybyśmy utwór ten określili jako hymn na cześć indywidualnej wolności i jako uszczęśliwiającą wizję owej wolności. Dla niej to bohater pokonuje śmiercionośną pustynię, która symbolizuje świat historyczny, faktyczny, świat wszelkiego zniewolenia. Za tym światem bytuje inny świat - czysty i wolny, Arkadia istnienia. Do tego świata dociera bohater. Osiąga finalny cel swej egzystencjalnej jazdy pełnej dramatycznych momentów. Celem tym jest wolność. Wyraża się ona w wizji mistyczno-panteistycznego aktu zjednoczenia z Kosmosem, z jego duchowym centrum. W akcie tym unieważniony zostaje realny świat, który zniewala człowieka. W tym akcie spełnia się byt człowieka - człowieka jako jednostki. A warunkiem tego spełnienia jest wolność negatywna. Przeczytajmy zakończenie poematu:
Myśl moja ostrzem leci w otchłanie błękitu,Wyżej, wyżej i wyżej aż do niebios szczytu.Jak pszczoła topiąc żądło i serce z nim grzebie,Tak ja za myślą duszę utopiłem w niebie!
W poemacie tym mamy zobrazowaną ideę wolności w sferze czystej niejako intencjonalności, oderwanej od realnego świata, od jego prawdy i zarazem od prawdy ludzkiego bytu. Oto wolność nie jako przestrzeń swobodnej realizacji praw i obowiązków przeznaczonych człowiekowi, lecz jako treść najgłębsza i substancja jego życia. Tutaj sam byt przeistacza się w wolność, a wolność pochłania niejako całego człowieka.
Tak więc w obu przedstawionych utworach, zarówno w Odzie do młodości, jak i w Farysie, spotkaliśmy się z ideą wolności negatywnej. Jej istota polega na przekonaniu, że wystarczy pokonać, usunąć wszelkie krępujące nas determinacje zewnętrzne, a świat i nasza w nim obecność okażą się domeną szczęścia. Jest jednak u Mickiewicza również przedstawiona idea wolności pozytywnej, czyli wolności "do czegoś". Do czego mianowicie? Punktem wyjścia jest tu narzucająca się z mocą empirycznego doświadczenia myśl o niedoskonałości świata ludzkiego, o jego moralnym i fizycznym złu. Wolność w takim świecie byłaby więc wolnością do jego naprawy. I taką ideą nacechowany jest arcymonolog Wielka Improwizacja. Jej bohater, Konrad, symbolizuje człowieka opętanego żądzą wolności, która zawiera w sobie wszelkie treści wolności negatywnej, a jednocześnie je nieskończenie przekracza. Ostatecznie tak pomyślana wolność utożsamia się z posiadaniem nieograniczonej władzy - magicznej władzy nad światem rzeczy, nad całym Kosmosem, oraz duchowej władzy nad świadomością i wolą wszystkich ludzi. Konrad pragnie, aby Wszechświat wraz z całą ludzkością był mu posłuszny, a on go uczyni szczęśliwym. Sztuki tej nie dokonał do tej pory Bóg, więc powinien jej dokonać człowiek. Aby tak się stało, Bóg powinien przekazać swoją moc człowiekowi, a sam odsunąć się od rządów nad światem.
W Improwizacji ukazany został człowiek żądający niczym nieograniczonej wolności, takiej, która - jeśli by się urzeczywistniła - przemieniłaby się w równie nieograniczoną władzę. Byłaby to władza czynienia zarówno dobra, jak i zła. To zależałoby tylko od woli władcy. A zatem władcą dobra i zła byłby już nie Bóg, a jedynie człowiek. Ten jednak, kto ma władzę nad dobrem i złem, jest istotą nieskończenie przekraczającą naturę stworzenia, czyli również naturę ludzką. Jest istotą boską - Bogiem samym.
Potężna wola działania Konrada, w przeciwieństwie do woli kontemplacji Farysa, budzi fascynację i zarazem najgłębszy niepokój. Wolność przeistoczona w absolutną władzę w rękach człowieka grozi nieobliczalnymi konsekwencjami. Nauka chrześcijańska mówi, że człowiek bez łaski Boga, na mocy samej tylko własnej natury nie może uczynić nic istotnie dobrego, może tylko pomnażać zło. Z punktu widzenia tejże nauki trzeba powiedzieć, że w postaci Konrada przedstawiony został człowiek porzucający łaskę Bożą, a zdający się na własne naturalne siły. Jest to naturalistyczna wizja człowieka. Z drugiej jednak strony tak naturalistycznie pojętego człowieka pragnie się obdarzyć boskim atrybutem wolności absolutnej, czyli tym, co mu raczej, z samej definicji, nie przysługuje. To wyraźna ambiwalencja, a nawet sprzeczność. W tym momencie mamy też do czynienia z konfliktem pojęć prawdy i wolności i ze swoistą supremacją wolności nad prawdą. Bo prawda o rzeczywistym człowieku i jego ontycznie uwarunkowanych możliwościach w świecie i wobec świata jest niepomiernie skromniejsza, niżby to wynikało z aspiracji i dążeń Konrada. A wolność wyniesiona ponad prawdę nie jest rzeczywistą wolnością, bo tak pojmowana łatwo może przemienić się w największe zniewolenie człowieka.
Jak widzimy, istotnym rysem koncepcji wolności możliwej do interpretacyjnego wyczytania z przytoczonych utworów Mickiewicza jest swoisty naturalizm i antropocentryzm. Wolność zdobywa człowiek sam o własnych naturalnych siłach w działaniu stwarzającym samego siebie. Z wolności wynika zbawienie. A zatem człowiek zdolny jest zbawić się sam, to znaczy uczynić się tym, co jest jego finalnym pragnieniem. Samo pojęcie zbawienia w kontekście takiego rozumowania traci sens eschatologiczny, religijny, i staje się własną kreacją człowieka, czyli nabiera sensu naturalistycznej autokreacji. Można więc w tym momencie rozważań powiedzieć, że człowiek w pewnym sposobie tworzy prawdę, przynajmniej prawdę o sobie samym. Mamy więc tu również do czynienia z taką wizją ludzkiego świata, w którym ponad wszystkie moce, także ponad moc prawdy, wznosi się wszechpotężna wola człowieka. To czysty woluntaryzm! Nie musi on zresztą nas szokować, jeśli przypomnimy sobie np. pojęcie woli u niemieckiego idealisty - Artura Schopenhauera. Nietrudne mogło być jej strawestowanie w trybach genialnej wyobraźni naszego romantyka. Nawet jeśli stało się to bez udziału celowo działającej świadomości poety, a jedynie za podszeptem tzw. ducha czasu i epoki.
Norwid
Cyprian Norwid był w pełni świadom niezgodności myślenia Mickiewicza o wolności z ortodoksyjną nauką Kościoła. Sam, ortodoksyjny katolik, głosił koncepcję wolności Mickiewiczowej przeciwstawną. Przewija się ona przez wiele jego pism - zarówno stricte poetyckich, jak i wypowiedzi prozą. Był chrześcijańskim realistą i racjonalistą w stylu klasycznym. Był też człowiekiem wielkiej wiary. Jego koncepcja wolności silnie akcentuje związek wolności z prawdą. Prawdę zaś pojmował na sposób klasyczny i realistyczny jako zgodność myśli z istotą rzeczy poznawanej. W ujęciu takim pierwotny jest byt niezależnie istniejący, myśl ludzka natomiast podąża za nim, aby go ująć poznawczo. Jest mu podległa. Wola człowieka poddaje się prawdzie rzeczywistości, jest od niej zależna, idzie tam, gdzie ją kieruje rozum. A tam, gdzie rozum jest niewystarczający, wkracza wiara i dopełnia dzieła rozumu.
Najważniejszym dla Norwida problemem był problem prawdy. Od jego rozwiązania uzależniał wszystkie pozostałe problemy człowieka, zarówno jednostkowego, jak i zbiorowego. Klasyczna formuła prawdy jako adequatio rei et intellectum występowała u niego niemal zawsze w przebraniu religijnym. "Rzeczą", do której miał się stosować rozum, a za rozumem wola, był Bóg i Jego wola. "Jam jest Droga i Prawda, i Życie" - mówi Chrystus (J 14,6), a Norwid słowa te brał na serio zarówno w życiu, jak i w myśleniu. Pokazują one jasno, że "Droga", czyli sposób korzystania z wolności, stanowi koniunkcję z Prawdą. Rezultatem tej koniunkcji jest "Życie", czyli ostateczna rzeczywistość przeznaczona człowiekowi. Nie sam człowiek wytycza sobie drogi życia, lecz Bóg-Chrystus. A zatem wola człowieka, chociaż wolna, ma wyraźne granice. Są one wyznaczone przez wolę Boga. Ściśle biorąc, wolność uzyskuje człowiek jedynie wówczas, gdy własną, indywidualną wolę podporządkowuje woli Bożej i o tyle tylko, o ile uda mu się to uczynić w stopniu możliwie najwyższym. Doskonałość osiąga się wtedy, gdy dochodzi do całkowitego poddania się Bogu i czystego w nim zatracenia. Rzec można, paradoksalnie, iż być zniewolonym przez Boga to najwyższa i najczystsza dla człowieka wolność. A ponieważ Bóg jest prawdą, to wniosek stąd prosty, że prawda ma naturalną moc wyzwoleńczą. Stąd ulubione przez Norwida słowa Chrystusa: "Prawda was wyzwoli" (J 8,32). Postulat to w istocie antyromantyczny, godzący integralnie w naturę romantycznego indywidualizmu. Znaczna część intelektualnego trudu Norwida poświęcona była polemice z nim.
O tym, jak bardzo Norwid uzależniał wolność od prawdy, może świadczyć np. takie jego zdanie z V wykładu O Juliuszu Słowackim: "Wszechmocny poddał [...] samą wszechmocność prawom świata, jeżeli sześć dni pracował, a siódmego odpoczął". Zdanie to mogłoby się zaczynać od wyrazu "nawet". Wtedy dobitniej zabrzmiałby imperatyw moralny, nakazujący człowiekowi posłuszeństwo wobec prawa - najpierw najwyższego prawa wszechrzeczy, a następnie wobec wszystkich praw, które ono generuje i warunkuje. W zdaniu tym więc zawarte jest ostrzeżenie dla człowieka, aby nie przekraczał przeznaczonych mu granic - pisanych przez naturę i sprawcę tej natury - Boga. Skoro sam Bóg - byt pierwszy i absolutny - narzuca sobie prawa, czyli jak gdyby ogranicza swoją wolność, to cóż może uczynić człowiek ze swoim bytem wtórnym, pochodnym, zależnym? Oczywiście ma się do tych praw całkowicie dostosować, czyli własną wolę podporządkować woli Boga. Zatem prawo to - boskie prawo naturalne - należy pojmować jako granicę ludzkiej wolności. Aby jednak go przestrzegać, trzeba je poznać. Stąd wymóg znajomości prawdy o tym prawie, czyli prawdy o tym, co dla człowieka najważniejsze. Trzeba wreszcie powiedzieć też, że to prawo, którym Stworzyciel ograniczył samego siebie, to nic innego, jak istota i prawda wszechrzeczy.
Można przytoczyć liczniejsze wypowiedzi ilustrujące podstawowe tezy Norwidowej chrześcijańskiej koncepcji wolności. Oto np. czytamy w Pieśni społecznej cztery stron:
Lecz kto świętych praw morderca,Świętość sam utraca,I z wolności się wszech-serca,W niewolę powraca.
Mamy tutaj myśl, prócz tej o zgubnych dla wolności konsekwencjach, gdy nie stosuje się ona do odpowiednich "praw", że jest ściśle związana i uwarunkowana miłością, bo wyrażenie "wszech-serce" niczego innego, jak miłość, oznaczać tu nie może. Mowa też tutaj i o świętości - że może ją zniszczyć źle użyta wolność. A świętość w chrześcijańskiej hierarchii aksjologicznej zajmuje miejsce szczytowe. Wyraźniej myśl o tym, że miłość jest warunkiem wolności, powiedziane jest w innych jeszcze słowach, także z cytowanej Pieśni społecznej...:
A przez miłość tylko drogaDo braterstwa czynów.A przez pewną swych kolei- Choć w górę podrywa -Chrześcijańską moc nadzieiWolność się zdobywa.
Tutaj Norwid wprowadza jeszcze i chrześcijańskie pojęcie nadziei jako wyznacznika wolności, ale również jako jej drogowskaz i jakby przestrzeń, w której może realizować swoje twórcze moce.
Wolność też nierozerwalnie wiąże się z mądrością. Przeczytajmy znany fragment z Promethidiona: "...ale mając na celu mądrość, która zaczyna od bojaźni Bożej, "bo początkiem mądrości jest bojaźń Boża", a która tak od bojaźni w Bogu zaczynając, kończy na wolności w Bogu - musi sobie krzyżem, to jest bolesnym bojowaniem, drogę pierwej otwierać".
Mądrość ludzka jest mądrością względną i ograniczoną. Nie znaczy nic, jeśli zdaje się sama na siebie. Nabiera wartości dopiero wówczas, gdy poddaje się mądrości Bożej. A człowiek mądry taką mądrością czerpie z niej dla siebie sens swego istnienia i wolność. Lecz jest to "wolność w Bogu", a nie wolność autonomiczna, czysto ludzka. Do niej dochodzi się poprzez cierpienie ("krzyż"), bowiem jest to nie tyle wolność dana, ile zadana człowiekowi. Świat, w którym bytuje człowiek, jest pełen zniewolenia, od którego trzeba się uwolnić. Samo jednak uwolnienie się od niego nie gwarantuje prawdziwej wolności. Bo ta polega nie na niedoznawaniu determinacji świata naturalnego, lecz na doznawaniu bliskości Boga. Jest to więc wolność pojęta pozytywnie, a nie jak w romantycznym indywidualizmie - negatywnie. I jest to wolność, w istocie, eschatologiczna.
Taka wolność jest również wolnością wyboru (liberum arbitrium). Wybór należy do człowieka. Nie jest człowiek bezwzględnie zdeterminowany ani do dobra, ani do zła. Jednakże rozum oświecony wiarą ukazuje mu, co jest dobre, a co złe, co jest prawdą, a co fałszem. Jeśli wybiera fałsz i zło, to oddala się od Boga, czyli celu swojego życia, popada zatem w niewolę grzechu. Jeśli idzie za wskazaniem rozumu oświeconego łaską, wybiera prawdę. A prawda go wyzwala.
Związek wolności z prawdą jest więc nierozerwalny. Nie ma wolności bez prawdy. W wymiarze eschatologicznym prawdą jest Bóg. I z Jego wolą winna być uzgodniona wola człowieka, aby wolność stała się pełnym jego udziałem. W Liście do Teofila Lenartowicza mówi to Norwid wyjątkowo wyraźnie: "Z-wolon (zwolony) - trzeba być z-wolonym z myślą Przedwiecznego pierw, aby być wyzwolonym, z przeciw-myśli Bożej - z niewoli".
Rozważając kwestie społeczne, Norwid również dotykał kwestii wolności. W poemacie Niewola czytamy:
Niewola jest to formy postawienieNa miejsce celu. - Oto uciśnienie
A oto, czym jest wolność:
[...] wolność? ... Jest to celem przetrawienieDoczesnej formy. Oto wyzwolenie!...
I tu również widzimy, że Norwid uzależnia fenomen wolności od poznania prawdy. Niewiedza, polegająca w tym wypadku na pomyleniu celu finalnego z celami cząstkowymi, składającymi się na "formę doczesną", prowadzi do niewoli, tak jak prawidłowa wiedza o tym, co jest właściwym celem człowieka, a co jedynie środkiem do tegoż celu, wiedzie do wolności. Wolny jest ten, kto umie formy używać do osiągnięcia celu, kto nie zatrzymuje swojej uwagi i świadomości aksjologicznej na tym, co doczesne, więc względne i przemijające, kto wreszcie - mówiąc jeszcze inaczej - nie poddaje się urokowi rzeczy, kto nie jest "pustych form czcicielem". Taką myśl wyrażają te oto jego słowa z tegoż poematu Niewola:
Poczęty jestem: wiem, że skończyć muszę,Ile formalną tu bywam osobą - Więc i nie czekam, aż mi wezmą duszę, Lecz duchem formę z każdą niszczę dobą -U-nadforemniam się, i palę ciało,By jako mirra w woń się rozleciało.
To, co ludzkie, określone tutaj jako "formalne", w porządku eschatologicznym musi ustąpić miejsca Boskiemu. Niewola należy do ludzkiego porządku, wolność - do Bożego. Życie człowieka tu na ziemi można określić jako proces nieustannego zdobywania wolności, które polega na uwalnianiu się od materialnych "form", na "u-nadforemnianiu się" tak, aby uzyskać stan czystej duchowości, co oznacza warunek pełnej wolności, stan całkowitego spełnienia, powrót do Boga. Dialektykę celów względnych (formy) i celu ostatecznego wyraża taki oto dwuwiersz z poematu Niewola:
Wierzę, iż celem jest wszechdoskonałośćPrzez wykonania stopniowe - po całość.
Można by, podsumowując Norwidową koncepcję wolności, powiedzieć, że należy ona bardziej do dziedziny teologii niż filozofii. Norwid rzeczywiście bardziej był teologiem w swoim myśleniu o świecie ludzkim niż filozofem.
Uwaga końcowa
Dzieje pojęcia wolności w kulturze nowożytnej, zwanej dziś zazwyczaj modernizmem, aż do naszych ostatnich czasów zdominowanych przez prądy intelektualne zwane zbiorowo postmodernizmem, upływają pod znakiem coraz to wyraźniejszego oddalania się tej wartości od wartości prawdy. Dziś jesteśmy świadkami wolności niemal całkowicie wyemancypowanej od prawdy, przy czym ta ostatnia zaczęła się jawić ponowoczesnemu umysłowi jako rzeczywistość raczej mityczna niż realna, raczej jako relacja i subiektywne odczucie niż jako byt i ufundowana na nim wartość bezwzględna. Proces pochłaniania prawdy przez wolność na wielką skalę zaczął się w okresie romantyzmu, a jego obrazem najjaskrawszym stał się romantyczny indywidualizm. Wtedy to rozerwała się koniunkcja tych wartości, w postaci której występowały one zawsze, zarówno w epokach antycznych, jak i zwłaszcza w chrześcijaństwie. Od oświecenia natomiast wolność zaczęła być pojmowana negatywnie jako wolność "od czegoś". I w takim sposobie rozumiały ją kolejne pokolenia aż do naszych czasów. Wolność w rozumieniu pozytywnym zaś, jako wolność "do czegoś", oraz wolność ograniczona prawdą i prawdzie podporządkowana, stała się w istocie rzeczy przedmiotem przekonań wyłącznie środowisk religijnych oraz niektórych tylko szkół filozoficznych, religii na ogół przychylnych. Oba przeciwstawne sobie stanowiska w kwestii wolności zarysowały się bardzo wyraźnie w poglądach naszych poetów-myślicieli epoki romantyzmu. I do dziś nie straciły na aktualności. ?