Topos dwumiesięcznik literacki 2/2022 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

19.00 zł
15.77 zł (16,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

??? SZARE KARTKI ??? KS. JERZY SZYMIKEWANGELIA PANA NASZEGO JEZUSA CHRYSTUSA GLOSSY (3)

UCZNIOWIE

I. "na Twoje słowo zarzucę sieci" (Łk 5,5b)

II. "Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki" (Łk 10,3)

III. "tobie dam klucze królestwa niebieskiego" (Mt 16,19a)

IV. Jezus całą noc spędził na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia wybrał dwunastu" (Łk 6,12-13)

V. "proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo" (Łk 10,2)

glossa I

To tekst o relacjach Mistrza z uczniami. O ich głębi i komplikacjach. O zdumieniu i cudach, o bezowocnej pracy i strachu, o sieciach porwanych naddatkiem łaski, o ludziach porwanych przez Chrystusowe "pójdź za Mną!", porwanych całkowicie, bez reszty: "zostawili wszystko i poszli za Nim".

Prawda jest warta cierpienia a "sprawiedliwy zakwitnie jak palma", powiada Psalmista. Oni - Szymon i towarzysze - obawiali się, jak i my, takiego przełomu poprzez który Bóg mógłby szarpnąć za drzwi ich życia, wyrwać ich ze znajomej, ciepłej ziemi, i zasadzić na nowo w nieznanym i nieoswojonym. Ale zostawili wszystko i poszli za Nim - za Prawdą.

Dlatego też zakwitli jak palma, a ich łodzie się prawie zanurzały.

glossa II

Również w Kościele wilki ścierają się z owcami. Ratzinger: "w Kościele są wilki i nam wszystkim zagraża uwolnienie naszej wilczej natury" oraz: "nowe tortury, które się teraz stosuje [przez wilki], nie służą do tego, aby zmusić ludzi do mówienia, lecz raczej do milczenia". Owce są zmuszane do milczenia i stąd sól traci smak, a światło wędruje ze świecznika pod korzec.

Jezus stał się Barankiem, wszedł w wilczy świat i został rozszarpany. Mówi nam: nie bójcie się, nawet jeśli wy, owce, jesteście pośród wilków. To oznacza gotowość do tego, że jako owce zostaniemy rozszarpani. Wiara oznacza podążanie za Jezusem i dlatego obejmuje gotowość do męczeństwa, gotowość do zranień. Bez tej gotowości wiara nie istnieje.

glossa III

"Cokolwiek zwiążesz na ziemi" - mówi Skale Jezus - "będzie związane w niebie". W chwili, kiedy piszę te słowa, watykańska Kongregacja Nauki Wiary udzieliła oficjalnej odpowiedzi Kościoła na pytanie: "Czy Kościół ma władzę udzielania błogosławieństwa związkom osób tej samej płci?" Odpowiedź brzmi: "Negatywnie". Po serii wyjaśnień i argumentów czytamy w dokumencie: "Kościół nie ma ani nie może mieć władzy błogosławienia związków tej samej płci" oraz "Papież Franciszek wyraził zgodę na publikację" odpowiedzi i noty wyjaśniającej.

Jak dobrze, że Kościół stoi na Skale. Bramy piekielne go nie przemogą.

glossa IV

Byli z różnych grup społecznych. Jest tu krewny najwyższego arcykapłana. Są fanatycy Prawa. Są postępowi rewolucjoniści, zeloci, gotowi stosować przemoc. Jest konserwatywny kolaborant. Są rybacy. Są narwańcy, pobożni, megalomani.

Jezus potrzebuje ludzi o różnorodnych charakterach, temperamentach, pochodzeniu. Aby stać się narzędziem Ewangelii, każdy potrzebuje nawrócenia, wzrostu, dojrzewania, nowego. Dopiero wtedy powstaje nowa jedność i nowe centrum ponad przeciwieństwami ludzi. Tym właśnie jest Kościół. Aż jak to trudne, widać na przykładzie życia dwóch zelotów: na początku obaj byli gotowi zabijać, lecz Szymon kończy jako głosiciel i męczennik, Judasz jako zdrajca i samobójca.

glossa V

Powołania Jezusa są owocem nocy spędzonej na modlitwie. Nie są one po prostu pragmatycznymi decyzjami, które podejmuje On, by odciążyć siebie lub zapewnić kontynuację dzieła, ale dotykają samej głębi Jego Bosko-ludzkiej tajemnicy, Jego jedności z Ojcem w Duchu Świętym. W tej trynitarnej wewnątrzBoskiej rozmowie Miłości jest mowa o nas, tu zakorzeniony jest Kościół, my i nasze powołania. Jezus powołań nie "tworzy", On je wymadla.

Oto, gdzie leży przyczyna naszego powołania i gdzie znajduje ono swoje oparcie. Powołanie możemy (u)nieść wtedy, gdy pozwolimy je sobie ofiarować tam, gdzie ma ono swoją przyczynę. To znaczy tam i wtedy, kiedy wkraczamy w dialog Jezusa z Ojcem, w Jego noc modlitwy. W rozmowę z Panem żniwa. ?

Przed Katedrą Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gnieźnie, zima 2020.

Fot.: Krzysztof Kuczkowski

??? POEZJA ??? DARIUSZ WASIELEWSKIŚmierć w Wenecji

dla WK

broni się miasto mgłą i rzęsistym deszczem

miast murów i bram warownych wystawiając wątłą aurę

broni się sny gorzkie snując o dawno utraconej potędze

adriatyckiej flocie Najjaśniejszej Republiki

fortecach bałkańskich i faktoriach na dalekim Cyprze

galionach pełnych złota pożyczanego cesarzom i papieżom

Coraz bardziej puste i odrealnione, powoli umiera

odkąd upływ czasu wypłukuje z jego materialnej skorupy

codzienność ludzkiej krzątaniny, ów "handel i kopulację"

które od stuleci tak drażnią słabych w obcowaniu z pięknem

Nim zgaśnie wreszcie w akcie ostatecznej zagłady

i zapadnie się w muł stęchłej laguny, już niedługo

Śmierć i chwała miastu, chwała ponad wszystko!

oto młody adonis, jego jądra pełne są sławy

podąża za kobietą, którą sam obserwuję

ile przecznic, ile zaułków trzeba przejść zanim

zrozumiesz, że z labiryntu jest tylko jedno wyjście

przez via dolorosa, ale ucieczki nie ma

żeby poczuć otrzeźwiającą bryzę wystarczy wyjść

z Grand Hotel des Bains na brudną plażę Lido

w październiku urodzić się i umrzeć

Anna już od rana odczuwała niepokój graniczący z podnieceniem

którego źródła nie umiała sobie uzmysłowić

kiedy tylko się obudziła, poczuła ból brzucha

w pierwszej chwili pomyślała, że to miesiączka

znowu

i zaraz potem przypomniała sobie, że to dopiero

dwa tygodnie, odkąd odmówiła Henrykowi miłosnych

czułości z powodu / lub bez wyraźnej przyczyny

po prostu - nie miała nastroju i ochoty

Ale dzisiaj ból nie ustawał, a niepokój wziął się...

No, skąd? Skąd ten paraliż zmysłów?

Trzy dni temu wzięli z Henrykiem ślub w Królewcu

Początkowo uznała, że to jakaś fanaberia jej ojca

bo matce ufała bezgranicznie, rozmawiała z nią tyle razy

że w końcu uwierzyła

- To najlepsze wyjście - córeczko...

Sama poznałam twojego ojca, kiedy już nasze rodziny

wszystko uzgodniły dzięki naszym kurierom

Ale dzisiaj, to nie było tak samo

to nie ten niepokój, który wtedy uznała za wynik

opętania własnej matki

opętania krzykiem rozpieprzającym cały dom

smrodem alkoholu i winy za śmierć babki

którą obarczał ją jej ojciec

w końcu to ty wmówiłaś jej, że jestem bankrutem

i że przyjdą tu Niemcy

jak do Danzig

a przyszli obaj bandyci: Ribbentrop i Mołotow

Ale to wszystko, ten niepokój, ten ból brzucha, to podniecenie

Teraz wydało się Annie nareszcie jasne!

To miłość!

Henryk, pomimo swojego złego zachowania, kocha mnie!

Nareszcie rozumiem czym jest mariage.

Muszę cierpieć dla dobra naszych oczekiwanych dzieci...

On mnie kocha, uderzył mnie w twarz z miłości

To po prostu wyraz odpowiedzialności za naszą przyszłość

W końcu on wie lepiej. Jest pisarzem. Zapraszają go do Ameryki

A ten chłopiec okryty łososiowym ręcznikiem...

to pomyłka zmysłów!

asymetria widzenia siebie

zdarzeń

to najzwyczajniej: sen, który nie może się wyśnić

no, bo - jak?

Tych kilka wieczornych drinków nie może przecież mieć wpływu

na mój tok myślenia...

Ten Amerykanin, to chwila sławy. Pisze do mnie o nowej wizji

Ale mu nie ufam...

Bo, co to znaczy: przeszłość nie jest do końca martwa. Nie jest nawet przeszłością...?

To taki wymysł dla literatury?

No, Faulkner. Ale te nowe idee?

Muszę wyjść

Tak, muszę stąd wyjść natychmiast

I zaczerpnąć powietrza

O tej porze dnia, pod upadającym na horyzoncie słońcem

morze jest jak żywe srebro, rtęć

i bezchmurne, durne niebo w kolorze kobaltu

Nad brzegiem stał chłopak z dziewczyną

Henryk usłyszał ich głosy

Dziewczyna wchodząc do wody jedną ręką spinała włosy

Kiedy woda sięgała do pasa, zanurzyła ramiona

szukając czegoś na dnie

Prostując się wyrzucała na piasek muszle

Chłopak rozdzielał je palcami i układał jak dziecko

A potem rozgniatał je odpryskiem skały

Henryk podszedł bliżej. Ten, odwrócony do niego plecami

wołał coś do dziewczyny, która nie wybierała już małży

Kamień służący do ich rozbijania leżał teraz

tuż przy nodze Henryka

Schylił się po niego: był oślizły jakby wypluła go ryba

Jakiś ptak oderwał się z piskiem od zdobyczy

Wtedy dziewczyna odwróciła się do nich i krzyknęła

Biegnąc do brzegu jej opalone kolana wyrzucały w górę tęczowe strumienie

Astygmatyzm

Wszystko to trwało sekundę: przynajmniej tak zdawało się Henrykowi

Jej twarz wykrzywiona brzydkim grymasem

przypominała mu twarz Anny

Chciał nawet ominąć chłopaka i podbiec do niej

ale w tej samej chwili niespodziewany cios powalił go na ziemię

wytrącając jednocześnie kamień z wysoko uniesionej ręki

Leżał teraz twarzą w piasku

a chłopak wykręcał mu boleśnie stawy

tak, by nie mógł się ruszyć

Słyszał jak dyszy nad nim

jak mocuje się z dogasającą siłą jego ramion

Nie dbał o to

Poruszył tylko nieznacznie głową, żeby piasek nie zakleił mu oczu

Dziewczyna zbierała ubranie i dygocąc z zimna wkładała je

na mokre ciało

Henryk zobaczył za nią bezkresną płaszczyznę morza

podobną teraz do prześwietlonej kliszy

Jej środkiem biegł ognisty refleks

z wylewającą się na brzeg falą

W miejscu, gdzie powinno być słońce

tkwił skąpany w apokaliptycznej poświacie tłusty łeb świni

Wenecja, 2022

??? ESEJ ??? MIROSŁAW DZIEŃO KOŃCU EUROPY. TRZYNASTY ESEJ O ZARAZIE ŚWIATA

Ample make this Bed -

Make this Bed with Awe -

In it wait till Judgment break

Excellent and Fair

Emily Dickinson, 829

1.

Zanim nastąpi koniec, ten definitywny, będzie jeszcze kilka innych końców. Zaraza ma to do siebie, że zawsze jest zwiastunem końca, znakiem jakiegoś wyczerpania. Zmiana, jaką przynosi, jeśli ma okazać się znaczącą, musi dokonać się w samym sercu Świata. Musi wstrząsnąć zastanym porządkiem, przejść jak huragan i powywracać domy wartości; zniszczyć spokój sumień; wzniecić ogień, co zapłonie na placach Miast i wzbudzi nieokiełznaną radość gawiedzi. Zaraza domaga się spektaklu i w tym ostatnim przegląda się jak w lustrze odnajdując swoją niepohamowaną rządzę zmiany. Czas Covidu to nie tylko zarażenia, paraliż gospodarki, służby zdrowia i wzrost globalnego strachu. Okres pandemii to okres nowego rozdania. Czas globalnego wrzenia, gdy do głosu dochodzą obrazoburcy, których jedynym celem jest zburzenie obowiązującego porządku wartości.

I właśnie z czymś takim mamy do czynienia obecnie. 24 czerwca 2021 roku przejdzie do historii jako dzień końca Europy. Dodajmy: końca Europy, w której jeszcze tliły się ostatnie ogniki chrześcijańskich wartości; gdzie jeszcze szczycono się humanizmem stającym w obronie nasciturusa. Na naszych oczach umiera humanizm dziedziczony z pokolenia na pokolenie od setek lat przez wyznawców Jezusa z Nazaretu. Ostatnia cienka nić łącząca współczesność z chrześcijańskim idiomem miłości do człowieka ponad (i mimo) wszystko zostaje zerwana. Tego dnia - 24 czerwca 2021 roku - Parlament Europejski przegłosowuje rezolucję stwierdzającą, iż "legalny i bezpieczny dostęp do aborcji, nowoczesnej antykoncepcji, leczenia bezpłodności i opieki położniczej są prawami człowieka, których nie można naruszać". Jednym słowem: ludzie mogą zabijać innych ludzi, tych nienarodzonych, w imię "praw człowieka", czytaj - ich własnych praw. Takie zdanie może wypowiedzieć jedynie ktoś, kto albo jest całkowicie zaślepiony, albo utracił zdolność właściwej oceny sytuacji. Rezolucja PE jest, moim zdaniem, niczym innym, jak usankcjonowaniem zabijania jednych ludzi przez innych ludzi w imię prawa do "bycia człowiekiem". W imię mojego człowieczeństwa mogę zabić inne człowieczeństwo - i jeszcze na dodatek z tego prawa czynię "normę, której nie można naruszać". Tego rodzaju norma jest nie tylko antychrześcijańska, ale antyludzka. Stawiająca moje prawo do zabicia drugiego człowieka ponad prawo innego człowieka do życia. Jest to wobec tego nie tylko prawo w istocie swojej wykluczające, ale w najgłębszym swoim rdzeniu nie-ludzkie, antyludzkie. Skoro prawem człowieka jest zadawanie śmierci innemu człowiekowi (i to bezbronnemu!) - to co może powstrzymać innych ludzi od zadania śmierci mnie samemu? Rezolucja Parlamentu Europejskiego jest niczym innym, jak wyrazem regresu człowieczeństwa jako wartości nadrzędnej wobec jakiegokolwiek prawa stanowionego. Wielokrotnie św. Jan Paweł II przestrzegał przed instrumentalnym traktowaniem życia, zwłaszcza dzieci nienarodzonych. W encyklice Evangelium Vitae papież zauważa:

Życie jest zawsze dobrem. Człowiek jest powołany, aby zrozumieć głęboką motywację tego intuicyjnego przeświadczenia, które jest też faktem poznawalnym doświadczalnie. [...] Człowiek zostaje obdarzony najwyższą godnością, która jest zakorzeniona w wewnętrznej więzi łączącej go ze Stwórcą: jaśnieje w nim odblask rzeczywistości samego Boga. [...] Życie człowieka pochodzi od Boga, jest jego darem, jego obrazem i odbiciem, udziałem w Jego ożywczym tchnieniu. Dlatego Bóg jest jedynym Panem tego życia: człowiek nie może nim rozporządzać1.

Nigdy, pod jakimkolwiek pretekstem i z jakiegokolwiek powodu nie wolno zabijać drugiego człowieka. Przyzwolenie na zabijanie jest zawsze zbrodnią przeciwko konkretnemu człowiekowi, a w konsekwencji zaprzeczeniem najgłębszych wartości, na których zbudowana jest cywilizacja zachodniego kręgu kulturowego. Przyzwolenie na zabijanie w "imię prawa człowieka" jest wobec tego przejawem najwyższej formy upośledzenia w kwestiach rozpoznania wartości, na których opiera się całe dziedzictwo ludzkości. Piszę o tym z poczuciem ogromnego zawodu i rozdzierającego duszę smutku! Na naszych oczach kończy się Świat. I to kończy się, jak przenikliwie pisał T.S. Eliot w Ziemi jałowej - skomleniem...

2.

Postpandemiczna rzeczywistość. Za oknem chwieją się drzewa. Wzmożony wiatr zwiastuje nadciągającą burzę. Raz za razem słychać jej groźne pomruki. Jeszcze nic nie wiemy. Tkwimy we własnych myślach przekonani o samowystarczalności i bezpieczeństwie. Wpatrzeni w migoczące oczy komputerów i telewizorów chłoniemy zaczarowany świat, dobrze skrojony do naszych niewybrednych gustów. A tuż za rogiem czai się Diabeł.

3.

Często zadaję sobie pytania, skąd rodzi się w człowieku niechęć - by wręcz nie powiedzieć nienawiść - do dzieci nienarodzonych? W dobie, jak niektórzy chcieliby sądzić, święcącego triumfy humanizmu - człowiek najsłabszy, skryty w łonie matki poddawany jest brutalnej przemocy prawnej. Skąd się to bierze? Nie mam innej odpowiedzi jak ta, w której musi pojawić się zagadnienie fundamentalne, mianowicie spór o prawdę o człowieku. Każde prawodawstwo jest pokłosiem przyjętej przez większość antropologii i skoro pozwalamy na zabijanie nienarodzonych, to jest to niczym innym, jak uznaniem człowieka nie tylko za takiego, którego można pozbawić życia "na życzenie", ale także przyznaniem się, że postrzegamy go jedynie jako byt czysto biologiczny, pozbawiony jakichkolwiek roszczeń natury duchowej. Przyjęcie redukcjonistycznej antropologii nie tyko doskonale usprawiedliwia system prawny dopuszczający zabijanie nienarodzonych, ale także jest symptomem duchowego upadku kultury i cywilizacji, w której człowieka mierzy się miarą wygody innych ludzi, a nie zwraca się uwagi na jego wsobną, nieredukowalną do biologicznych procesów wartość. W świetle redukcjonistycznej antropologii nie jesteśmy niczym więcej jak sarks. Nasza cielesność jest całym naszym światem i niczym więcej. Nie istnieje wobec tego żadne okno na Inne. Nie ma możliwości przekroczenia granicy śmierci w stronę życia ducha, które nie podlega biologicznym ograniczeniom. Dla filozofii od czasów Sokratesa i Platona temat ten nie jest nowy, lecz w świecie współczesnym tak dalece został on zmarginalizowany, że nie jesteśmy już w stanie powrócić do poważnej antropologicznej dyskusji na temat tego, kim w swej istocie jest człowiek. Wolimy raczej uznać go za jeden z artefaktów, co prawda o bardziej skomplikowanej strukturze biologicznej, sytuującym się jednak w pobliżu skorupiaków, motyli, kamieni, i gwiazd. Naszą jedyną bytową podstawą jest tych dwadzieścia kilka pierwiastków, z których zbudowany jest Wszechświat.

4.

Wzrost zakażeń w Izraelu. Mimo powszechnych szczepień. Z przekąsem myślę sobie, że Zaraza jest zupełnie gdzie indziej. I lekarstwo na nią - jeśli jeszcze jakieś istnieje! - też znajduje się nie tam, gdzie z uporem go szukamy. Zaraza wchodzi w tkankę Świata, a właściwie już weszła w momencie, kiedy człowiek poczuł się na tyle mocny, aby wyprosić ze swojej życiowej przestrzeni Boga. W jego miejsce wszedł Wirus. Najbardziej intymnym miejscem, w którym zamieszkał, jest umysł. Zaraza jest wobec tego niczym innym, jak infekcją umysłu. Zanieczyszcza go i paraliżuje. Omija szczepionki, gardzi dystansem i nic sobie nie robi z zakrytych twarzy. Syci się lękiem, narkotyzuje nim. W logice Wirusa nie ma świętych krów, jest za to niepohamowana chęć zniszczenia wszystkiego, co ludziom pozwala być ludźmi; jest totalna destrukcja społecznych więzi. W pandemii wszystko staje się dozwolone, bo ona sama pozostaje poza regułami; wyłamuje się z nich, zostawiając drzwi otwarte na oścież. Nieobliczalność Wirusa jest znakiem dla Świata poszukującego jasno określonych reguł. Ale takich nie ma i być nie może. Świat ogarnięty Wirusem zapada się w siebie, niknąc w swoim przejawianiu się. To niknięcie nie należy do sfery widzialnej, jest raczej ubytkiem sensu; jest wycofaniem się ze znaczenia - jest jakąś nową formą nieoznaczoności, kiedy wszystko zostaje poddane nieokiełznanemu żywiołowi. Pandemiczna logika jest anty-logiką. Bazuje na fałszywych danych i nietrafionych algorytmach. Racjonalizuje nieracjonalne i analizuje niepoddające się analizie. Błądzi, po stokroć gubiąc światło na drodze. Wirus z nami zostanie. I my w nim jak w lepkiej mazi zamknięci, unieruchomieni, odurzeni jego słodkim, zwodniczym powabem. Wirus nas nie opuści, skoro nasze umysły okazały się niegodne oddawać cześć Bogu i wybrały drogę bałwochwalczą. Ta ostatnia zaś zawsze jest fałszywa i zwodnicza - nie prowadzi do życia, lecz zmierza do cienistej krainy Śmierci, tej drugiej opisanej w Apokalipsie2. Wszystko tam będzie nieustannym Ogniem, którego płomienia zgasić nie będzie można. Najbardziej przerażające w tym ostatecznym obrazie jest trwanie, niekończący się proces zniszczenia. Żywioł ognia spala, co ma spalić, i w końcu dogasa. Tutaj jednak jego natura jest zgoła inna: pali, nie spalając; trawi, nie zmierzając do wypalenia; niszczy, nie niszcząc do końca - jest niekończącym się niszczeniem. Niewypaloną pamięcią. Niedokończonym końcem. Wiecznością.

5.

Wracam do dramatycznego pytania o człowieka w świetle rezolucji Parlamentu Europejskiego, który uznał prawo do aborcji za prawo człowieka. Co takiego stało się z nami, Europejczykami, że najsłabszych uznaliśmy za przeszkodę, którą można w bezpardonowy sposób usunąć z kręgu żyjących? Co takiego pojawiło się w naszych umysłach i sercach, że dajemy sobie przyzwolenie na tego typu działanie i to ostatnie uznajemy za niezbywalne prawo? Czy jest to jedynie zaślepienie umysłu, dla którego wygoda i niczym nieograniczona przyjemność stanowią jedyne akceptowalne kryteria w życiu, czy też jest to kwestia głębszego zwrotu antropologicznego, w którym na naszych oczach wszystko, co słabe i nie mogące się obronić - siłą rzeczy musi być skazane na zagładę? Jednak, jak się wydaje, jest tutaj jakieś drugie, o wiele bardziej przerażające dno. Dziecięcość jest synonimem czystości. Stanowi ona także tę formę człowieczeństwa, jaka znajduje akceptację w oczach Boga. Zapewniam was: jeśli się nie zmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto więc się stanie tak mały, jak to dziecko, ten będzie największy w królestwie niebieskim (Mt 18,3-4) - powiada Jezus. Zatem w dziecięctwie tkwi niezbywalny rys podobieństwa do Boga. Stwórca w dziecięctwie rozpoznaje nie tylko swoje stworzenie, lecz w jakiś tajemniczy sposób przyznaje się do niego. Dziecko, w oczach Boga, to dziedzic Królestwa! I takiego właśnie człowieka - w pełni jego niewinności i ufności wobec Ojca - Pan Wszechświata zaprasza do wspólnoty z Samym Sobą. Można by wręcz zaryzykować stwierdzenie, że w Sercu Boga jest miejsce jedynie dla dzieci, bo te ostatnie w najpełniejszy sposób upodabniają się do swojego Przedwiecznego Ojca. Tkwi w tym fakcie wielka tajemnica, której nie sposób przeniknąć rozumem. Stąd też, jak sądzę, zamach na nasciturusa jest zamachem na ostatnie, ale także najbardziej intymne ślady Boga we współczesnym świecie. To uderzenie w serce Przedwiecznego jako Ojca wszystkich stworzeń. Fałszywa antropologia zawsze będzie skutkowała zafałszowaną etyką. Próżno oczekiwać dobrych owoców ze złego drzewa. I musimy powiedzieć to sobie z całą odpowiedzialnością: wszędzie tam, gdzie zabija się dzieci, tam nie ma przyszłości dla człowieka. Gwałt zadany na niewinnym nigdy nie przyniesie pozytywnych skutków, przeciwnie - będzie generował wciąż pogłębiający się upadek człowieczeństwa. I to bez względu na to, jakie prawo będzie za nim stało. Wszędzie tam, gdzie krzywdzi się najmniejszych i najbardziej bezbronnych, a takimi są dzieci, tam mamy do czynienia z ujawnieniem się oblicza Szatana w całym jego niszczycielskim majestacie. Ubolewać należy jedynie nad tym, że tak niewielu z nas uznaje jego istnienie za rzeczywiste i mające realny wpływ na przebieg dziejów.

W upalne czerwcowe popołudnie 2021 roku jeszcze jedna myśl nie daje mi spokoju. A raczej wciąż ogromniejące pytanie: jak ocali nas Bóg, skoro nie chcemy bronić najmniejszych? Jak ochroni nas przed Złym, jeśli skłonni jesteśmy w imię "prawa człowieka" do zadania śmierci nienarodzonym siostrom i braciom naszym? Jak usprawiedliwi nas Przedwieczny w tym spętaniu ludzkiego umysłu przyzwalającego na zabójstwo niewinnych? Doprawdy są to pytania rozszerzające źrenice; pytania nad pytaniami. Czy świat o takiej moralnej wrażliwości godzien jest przetrwania? A może właśnie wkracza w swój własny kres, w apokaliptyczny eon. W przejmującym zapisie z rekolekcji w Krakowie w październiku 1936 roku św. Faustyna Kowalska mówi o swoim pobycie w "przepaściach piekła". I - co niezwykle zastanawiające - swoją relację kończy w następujący sposób: "Jedno zauważyłam: że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło"3. Realne istnienie Piekła jako miejsca/stanu pośmiertnej wiecznej egzystencji zostało nieomal w całkowity sposób wyparte ze świadomości współczesnego człowieka. Odczarowanie świata, jak często możemy usłyszeć, oznacza nade wszystko pozbycie się niewygodnej "wiedzy" o możliwości potępienia. Pozytywny scenariusz w tej kwestii jest nie do przyjęcia w idiomie kulturowym zorientowanym wyłącznie materialistycznie. Oznaczałby on ni mniej, ni więcej, jak konieczność rewizji życiowych priorytetów. Lub przynajmniej skłaniałby do refleksji na temat możliwych do wyobrażenia następstw naszego postępowania w sferze etycznych wyborów. Czy przestroga św. Faustyny może być potraktowana z cała powagą? Raczej nie. Wszystko, co nosi pieczęć Kościoła, jest dzisiaj kontestowane. Więcej: postrzegane jako wyraz przemyślanych działań mających na celu utrzymanie jego władzy i przywilejów. Z taką smutną rzeczywistością niestety musimy się liczyć. Chichotem Diabła są potężne na skalę światową skandale z udziałem biskupów i kardynałów, którzy powinni być przykładem moralnej nieskazitelności. To brak świadectwa, zwykłej odpowiedzialności i przyzwoitości z ich strony potęguje cierpienie niewinnych, prowadząc do pytań o wiarygodność głoszonej przez chrześcijan nauki.

Doświadczenie pandemii dokonało bolesnej korekty w wielu kwestiach uznawanych dotąd za niezbite. Teraz, na naszych oczach, mamy do czynienia z próbą budowania nowej, poprawionej formy antropologii, w której nie ma już miejsca dla wartości mających swoje źródło w chrześcijańskim idiomie kulturowym. Pożegnanie z chrześcijaństwem staje się jednym z najbardziej spektakularnych symptomów okresu postpandemicznego. Nie dokonuje się ono w zaciszu gabinetów, lecz na agorze; w miejscach publicznych; w świetle fleszów; w jazgocie newsów. Doprawdy wielkiej odwagi potrzeba, aby z niewinności uczynić obrazę, a z czystości argument potwierdzający zmianę kulturowego i aksjologicznego paradygmatu. Nowy Świat już nie będzie światem troski o życie, lecz zabezpieczaniem prawa do wolności bez jakichkolwiek etycznych ograniczeń. Na naszych oczach rodzi się Rzeczywistość wyzuta z empatii; ocieniona wygodą, egotyzmem i zyskiem, które stają się horyzontem wszelkich ludzkich aktywności. W takim Świecie miejsce jest tylko dla silnych. W ten sposób spełnia się ponura przepowiednia Fryderyka Nietzschego.

6.

Teraz trwa atak wariantu Delta. W zarządzaniu pandemią nie ma wolnych przebiegów. Powoli napędza się machina strachu, oczywiście ze szczepionkami w tle. Ciekawe, jak długo będę musiał czekać na rozpaczliwe zdjęcia ze szpitali. Obawiam się, że krótko. Minister zdrowia wieszczy czwartą falę na drugą połowę sierpnia. Znowu niefortunnie wybrałem urlop. Ciekawe, jak wytłumaczy "nadprogramową" - stutysięczną zwyżkę zgonów? Niekiedy wydaje mi się, że największym cudem pandemii jest ona sama. Twór równie dziwny, jak samo pochodzenie wirusa. Na pewno w okresie ostatnich kilkunastu miesięcy na światowej populacji przećwiczone zostały różne warianty manipulacji. Przy użyciu zaawansowanych technik oddziaływania na opinię publiczną. Ludzkość pozamykana w domach, opasana strachem sączącym się ze strony elektronicznych mediów zdała egzamin na piątkę. Mamy koniec pierwszej dekady lipca. Rząd Japonii ogłasza stan wyjątkowy oraz decyzję o Igrzyskach Olimpijskich w Tokio, które odbędą się przy pustych trybunach. Gwałtowny wzrost zakażeń w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Portugalii. Ciekawe: skoro niektóre społeczeństwa są masowo zaszczepione, to skąd tak duży wzrost zakażeń? W tej kwestii eksperci nabierają wody w usta...

7.

Jezus wystawiony na Ołtarzu w Monstrancji. Opłatek, a jednak Cały Niepodzielny Bóg. Tajemnica, którą zachwycają się Aniołowie. Zaobserwowałem, że podczas pandemii liczni wierni adorowali Boga w sposób szczególny. Robili to w jakimś duchowym odruchu bezbłędnie odczytując kod zarazy. Tylko Pan jest ponad wszelkim strachem i On trzyma świat w swoich dłoniach nawet wówczas, gdy wydaje nam się, że brak nadziei spowił swoją grubą suknią cały świat. Duchowa intuicja jest tutaj całkowicie słuszna. Rozpoznajemy Źródło naszego człowieczeństwa; identyfikujemy się nie z kodem QR, lecz z żywym Bogiem, który trzyma nas blisko Swojego Serca. Doświadczenie pandemii dla wielu stało się okazją do nowych Narodzin. Usłyszał o nich Nikodem podczas nocnego, ponadczasowego dialogu z Mistrzem z Nazaretu. Dla mnie sam początek rozmowy jest czymś wykraczającym poza ramy zwykłych konwersacji: "Rabbi wiemy, że przybyłeś jako nauczyciel od Boga" (J 3,2b). Przybyć "od Boga" - to nie jest taka łatwa sprawa! Ktoś, kto "przychodzi od Boga", przychodzi bardziej; przychodzi inaczej; przychodzi pełniej - przychodzi z rzeczywistości Świętej. Rozpoznanie w Galilejczyku kogoś, "kto od Boga przychodzi" ma znaczenie fundamentalne. I jeszcze jeden szczegół: pada tutaj liczba mnoga - "wiemy". To znaczy, że rozpoznanie Jezusa nie jest indywidualnym aktem poznawczym, lecz stanowi w Izraelu już pewną formę rozumienia wspólnotowego. Nikodem pchany wewnętrzną ciekawością, ale zarazem, jak sądzę, mocnym przeświadczeniem o niezwykłości Rabbiego z Nazaretu, niesie w swoim umyśle mesjańskie nadzieje. Jeszcze nie wie, że wszystko będzie nie tak, jak przewidywał - lecz w nim samym w niewidoczny sposób rośnie Nowe, Inne, przekraczające jego niedoskonałe zdolności poznawcze.

Jezus w Opłatku Chleba. Król królów. Alfa i Omega. A jednak skryty i pokorny. Całkiem bezbronny, na granicy zagłady. Tej pokory i tej bezbronności nie przebaczy Mu nigdy Szatan. Adoracja Najświętszego Sakramentu, przez swą fizyczność, w sposób nieporównywalny z niczym łączy ducha z materią. Bóg w swej fizyczności jest z nami. W taki bezkompromisowy sposób chce być obecny w świecie. I to jest właśnie skandalem. Obecność, fizyczna Obecność Jezusa w świecie materii. Czytać tę Obecność to nic innego, jak doświadczać wieczności wpisanej w czas; doświadczać niekończącej się Łaski. W Swojej skrytej jawności Chrystus wchodzi w przestrzeń Świata, jako Pan. Ale zarazem jest to obecność n i e z w y k l e d y s k r e t n a, nienarzucająca się. W ten sposób pozostawia miejsce dla człowieka, zaprasza go do wejścia z Nim w intymny dialog; w komunię osób. W Europie nie ma już zbyt wielu miejsc na doświadczanie takiej formy przyjaźni człowieka z Bogiem. Polska jest tutaj wyjątkiem. Kiedyś Bóg w Trzech Osobach przybył do Abrahama4. A ten ugościł Go. Nie rozumiemy, czym była ta Wizyta i nie pojmujemy ostatecznego znaczenia mającej wówczas miejsce teofanii. Jedno jest pewne: Bóg z radością siedział i ucztował w obecności Abrahama. I dobrze Mu było razem z człowiekiem. Sam zapragnął takiej formy bliskości. Ucieszył się przyjęciem, jakiego doświadczył ze strony człowieka, który w swojej pokorze i skromności obficie zastawił dla Niego stół. A potem, potem poszedł do Sodomy...

Dzisiaj promieniowanie Obecności Chrystusa, ogarniające wszystko dookoła, jest trudne do przecenienia. Mamy ogromne trudności z duchowym sposobem patrzenia na rzeczywistość. Stąd też nie jesteśmy w stanie docenić ogromu Łaski. Promieniowanie boskości to urzekający w swoim pięknie uśmiech Boga skierowany na świat. Pan wciąż zasiada między nami i chce takiej Obecności. Intymnej. Zwyczajnej. Niweczącej wszelki dystans i strach. Niekiedy myślę, że brakuje nam współczesnego Thomasa Mertona5, który z duchową jasnością i przenikliwością tłumaczy nam obecny pandemiczny moment dziejowy. Opanowani przez nieufność i sceptycyzm pogrążamy się w duchowej acedii. Mamy oczy, ale nie widzimy; mamy uszy, ale nie słyszymy, a rozumy nasze są na krótkiej smyczy medialnego szumu. Potrzeba nam przejrzystej, prostej drogi. Zbyt łatwo daliśmy się zwieść demonowi sceptycyzmu i ironii. Wydaje nam się, że prawda, w swojej bezwzględnej oczywistości, ostatecznie została skompromitowana. Dlatego oddaliśmy pokłon bożkowi relatywizmu w nadziei na jakąś, choćby nikłą i krótkotrwałą formę ugruntowania w istnieniu. Jednak nie przyniosło to spodziewanych skutków: raczej nadal toniemy, ogarnięci coraz bardziej dotkliwym przekonaniem o bezsensie i nicości jako podszewce naszego istnienia i istnienia całego świata. Zaraza obnaża nasz niepokój, egzystencjalną traumę bytu, dla którego nie jesteśmy już w stanie znaleźć odpowiedniej teoretycznej podstawy aksjologicznej. Zamknięci w strachu przed utratą życia nie widzimy przed sobą żadnej innej perspektywy poszerzającej przestrzeń egzystencji. To bardzo smutny obraz ludzkości, która dotarła do jakiegoś kresu.

8.

Pandemia skłania mnie do refleksji na temat aktualności pytania o Boga, o Jego istnienie, a także o praktyczne konsekwencje udzielonej odpowiedzi. A może jestem w błędzie i kwestia Boga, w społeczeństwach silnie nastawionych na pragmatyzm i materializm, nie ma już dzisiaj żadnego znaczenia. Wszelkie próby teistycznego wytłumaczenia obecnej Zarazy bardzo szybko zostały zmarginalizowane, szczególnie w mediach. Liczy się gospodarka i szczepionki. W dyskursie publicznym wszystko inne nie istnieje. A przecież nie możemy uciec od pojawiającej się raz po raz wątpliwości: czy pandemia nie niesie ze sobą jakiejś niezwykle istotnej informacji; czy nie jest znakiem, którego znaczenie wymyka się czysto racjonalnej analizie? Czy wreszcie nie wyznacza potencjalnego pola do głębszej refleksji na tematy eschatologiczne? W jakiś sposób już oswoiliśmy się z maseczkami, dystansem i zamknięciem gospodarki. Można zatem pytać, co zostawia nam pandemia? Jaką informację ze sobą niesie? I nie chodzi tylko o społeczne bezpieczeństwo. Nie są dla mnie najważniejsze sprawy związane z rozprzestrzenieniem się środków kontroli społeczeństwa na dotychczas nieznaną skalę. Myślę raczej o dokonującym się na całym świecie zarządzaniu strachem. Raz wprawiony w ruch mechanizm nie będzie łatwo zatrzymać. Zadaniem mediów jest podtrzymywanie atmosfery zagrożenia. Stąd nowe mutacje wirusa i pedagogia lęku. Zobaczymy tych samych albo nowych (tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia) "specjalistów" od zarazy i doskonale wytłumaczą nam, czego mamy się bać. Pandemia zarządzana z poziomu strachu nie akceptuje spokoju. Mogłoby się bowiem okazać, że wróci zdrowy rozsądek (a przecież tego nie chcemy!) i dokonamy nieuprzedzonego (to znaczy opartego nie na pedagogice strachu) oglądu rzeczy, z jakimi mamy do czynienia.

9.

Zmęczeni Zarazą. Oplątani jej niekończącymi się kłączami. Jak w borze, wciąż ciemniejącym, ledwie przepuszczającym blade światło. Trwanie w Zarazie jest doświadczaniem nowego i niezrozumiałego. To nauka istnienia w stanie permanentnego zagrożenia. Przypominam sobie zamknięcie z zeszłego roku. Najbardziej dojmującym jego symbolem, z całą bezwzględnością ukazującym stan duchowego wyniszczenia Europy i całego świata, były pozamykane kościoły w okresie Triduum Paschalnego. Trzech Dni, w których chrześcijanie wspominają dzieło swojego Odkupienia. Osobistą reminiscencją z tamtego, jedynego w swoim rodzaju w nowożytnej historii wydarzenia z kwietnia 2020 roku, był tekst dokumentujący mój udział w wydarzeniach Niedzieli Męki Pańskiej, zwanej Niedzielą Palmową. Wiersz to zapis mojego wewnętrznego stanu, doświadczenia chwili, w której świat, mój świat staje się zupełnie obcy i niezrozumiały6, odwracający się brutalnie od Boga - Źródła Życia; i zarazem uznający Go za element zbędny. Było w tym wydarzeniu coś z pogranicza fascynacji i przerażenia - misterium tremendum et fascinosum; doświadczyłem opuszczenia i wraz z nim poczucia pustki egzystencji, którą Swoją Obecnością może wypełnić jedynie Bóg. Opustoszały Kościół wydawał mi się groteskowy, a Świat potworniał przybierając oblicze Złego. Było w tym wydarzeniu doświadczenie momentu eschatologicznego; przebłysku Innego, przychodzącego na chwilę, aby ujawnić śmiertelną walkę o kształt wieczności, która to walka ma miejsce w obliczu Zarazy. Nie chciałem zapomnieć tego momentu; pragnąłem go ukryć w wierszu tak, jak ukrywa się owada w bursztynie.

* * *

Byłem narratorem Męki Pańskiej

w pustym kościele przy sinym

słońcu. Słowa łapały powietrze,

dławiły się nim. Zapach nardu

w prezbiterium blisko wykręconego

mikrofonu. Jezusa znowu skazano

(ile to już razy?). Mateusz z gracją

zatacza kamień i stawia straż.

Byłem narratorem Męki Pańskiej

w pustym kościele. Na ławkach

przesuwał się cień. Wirusy kłębiły się

wokół nas. Całowały gwoździe,

lizały światło wypowiadanych słów.

Kilka dni później klęczałem

na betonie za zamkniętymi drzwiami

kościoła. Chłód szarpał policzki.

Z krzyża tryskała radość.7

Najbardziej symptomatyczne dla obecnej pandemii wydaje się jej całkowite oddzielenie od kwestii natury duchowej. Wirus jest sprawą biologii i tylko w takim kontekście wolno nam o nim pisać. Wszelkie inne roszczenia, zwłaszcza te, które wykraczają poza sferę fizykalną, muszą z konieczności zostać uznane za niczym nieuzasadnione ekstrapolacje. Będące, co najwyżej, pokłosiem rozważań fanatyków religijnych, którzy od dawna oderwali się od rzeczywistości i ich głos nie posiada żadnego konstruktywnego znaczenia. W tak określonym narracyjnym modelu nie ma miejsca na przebicie się innej, alternatywnej formy opowieści o obecnej pandemii. Wszystko, co niesie ze sobą wychylenie przekraczające pozytywistyczną metodologię, pozostać musi w szarej strefie pseudo-religijnego banału. W ten sposób Zaraza nie ma prawa wydostać się poza granice, które są dla niej z góry określone. Jest czymś, co niekiedy się zdarza, i jako taka nie niesie żadnej dodanej treści; jakiegokolwiek przesłania symbolicznego czy eschatologicznego. Zaraza, mieszcząc się w domenie biologii, musi w sposób biologiczny być wytłumaczona To, rzecz jasna, pociąga za sobą ogromne konsekwencje. Odrzucenie jakiegokolwiek myślenia celowościowego, uznanie go za średniowieczny przeżytek oznacza zarazem rezygnację z filozoficznego namysłu nad pandemią. Skoro zaraza nie odsyła do niczego innego poza nią samą - stanie się, prędzej czy później, jednym z koniecznych elementów świata, w którym żyjemy. Szczególnie w dobie przyspieszonego rozwoju cywilizacyjnego. Oswojenie Wirusa będzie zarazem jego przyjęciem jako czynnika kształtującego przyszłą antropologię, ekonomię i szeroki wachlarz stosunków społecznych w globalnej skali. Zastanawiam się, czy rzeczywiście chcemy takiego świata, w którym i n t r u z, o nie do końca jasnym pochodzeniu, stał się czymś/kimś na kształt D e m i u r g a określającego status człowieka na naszej planecie? ?

W czasie Zarazy, Bielsko-Biała, 24.06-13.07.2021

Narodzenie św. Jana Chrzciciela - III Objawienie Matki Bożej w Fatimie

1 Por. Encykliki Ojca Świętego Jana Pawła II, Kraków 1997, s. 886-887, 892-893.

2 Zob. Ap 20,13-15.

3 Św. F. Kowalska, Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej, Warszawa 2002, s. 232.

4 Por. Rdz 18,1-16.

5 Myślę o amerykańskim trapiście, zwłaszcza o wczesnym okresie jego twórczości, zanim zaczął łączyć chrześcijaństwo z mistycznymi doświadczeniami Dalekiego Wschodu. Książki: Posiew kontemplacji i Nowy posiew kontemplacji; Nikt nie jest samotną wyspą; Siedmiopiętrowa góra; Szukanie Boga i kilka innych dla chrześcijan połowy XX wieku były jasnym drogowskazem, w jaki sposób doświadczać obecności Boga w otaczającym ich świecie.

6 A może wreszcie ujawniając swoją diabelską twarz, pełną nienawiści wobec wszystkiego, co święte?

7 Por. M. Dzień, *** [Byłem narratorem Męki Pańskiej], "Kwartalnik Artystyczny" 2021, nr 2 (110), s. 125.