Tomo. Tomo w tarapatach - Barbara Wicher

Kup ebooka

34.90 zł
27.92 zł (13,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roz­dział 1

Rach-ciachi po krzyku!

Amelka przy­tu­liła Tomo, jakby że­gnała się z nim na za­wsze.

- Och! Masz szczę­ście, że nie mu­sisz cho­dzić do den­ty­sty... - wes­tchnęła.

- Prze­cież to tylko wi­zyta kon­tro­lna. - Bab­cia mach­nęła ręką.

- Rach-ciach i po krzyku! - do­dał dzia­dek.

- Ciach? I po krzyku? - skrzy­wiła się Amelka.

- Tak tylko się mówi. - Dzia­dek się ro­ze­śmiał. - To zna­czy, że to nic wiel­kiego.

Bab­cia i dzia­dek miesz­kali w tej sa­mej miej­sco­wo­ści, w któ­rej znaj­do­wał się dom Antka i Amelki. Wnuki czę­sto ich od­wie­dzały, a cza­sami zo­sta­wały na dłu­żej. Zwłasz­cza gdy ro­dzice wy­jeż­dżali, jak te­raz. Za­zwy­czaj po­byty w domu dziad­ków były we­sołe i wy­peł­nione przy­jem­no­ściami. Tym ra­zem jed­nak ro­dzice po­pro­sili bab­cię, żeby za­brała wnuki na umó­wioną wi­zytę u den­ty­sty.

Bab­cia chwy­ciła bor­dową to­rebkę i klu­cze.

- Idziemy! - za­ko­men­de­ro­wała i ru­szyła przo­dem.

- Do zo­ba­cze­nia, Drops! - An­tek po­tar­mo­sił jam­nika po szorst­kim karku. - Nie­długo wró­cimy. Gdyby ci się nu­dziło, mo­żesz po­ba­wić się z dziad­kiem i z Tomo.

Bach! Trach! Bab­cia za­mknęła drzwi i prze­krę­ciła klucz.

Tomo i Drops chwilę wpa­try­wali się w zie­lone drzwi, po czym prze­nie­śli wzrok na dziadka.

Star­szy pan z wes­tchnie­niem usiadł na ka­na­pie.

- Uff... No tak... Tro­chę so­bie od­pocznę. Pół nocy nie spa­aałem! - Ziew­nął, po czym zdjął oku­lary i po­tarł po­wieki. - Alarm u są­siadki znowu się włą­czył i z go­dzinę wył jak sza­lony, a po­tem już nie usną­łem. A wy, sły­sze­li­ście alarm? - za­py­tał.

- Ow­szem - przy­tak­nął Tomo. - Ja sły­sza­łem.

Drops nie przy­tak­nął, ale też sły­szał alarm. Wtó­ro­wał mu na­wet wy­ciem, do­póki bab­cia go nie skrzy­czała.

- Po co ko­muś alarm? - za­py­tał Tomo.

- A bo ja wiem? - Dzia­dek wzru­szył ra­mio­nami. - Na­sza oko­lica taka spo­kojna, że dom mógłby stać otwo­rem, a i tak nic by nie zgi­nęło. Ale od­kąd Woź­nia­kowa do­wie­działa się, że ko­lek­cja szpi­lek do kra­wa­tów po jej mężu być może jest coś warta, boi się, że zło­dzieje ją okradną. We­zwała fa­chow­ców od alar­mów, wy­dała kro­cie i te­raz mamy atrak­cje! Coś tam wi­docz­nie źle wy­re­gu­lo­wali, bo już trzeci raz włą­czył się bez po­wo­oodu... - Dzia­dek znowu ziew­nął.

- Po­baw się, dziecko, z Drop­siem w ogro­dzie - po­wie­dział, wska­zu­jąc ręką w kie­runku drzwi ta­ra­so­wych pro­wa­dzą­cych na tył domu. - Ja się chwilkę zdrzemnę.

Tomo uwiel­biał, gdy dzia­dek na­zy­wał go "dziec­kiem". Lu­bił też ba­wić się z Drop­sem.

- Chodź, pie­sku - po­wie­dział i ru­szył do wyj­ścia.

Drops szczek­nął, sko­czył ucie­szony, po­rwał piłkę i ni­czym po­cisk po­gnał do ogrodu.

- Ciii - upo­mniał go Tomo, ale dzia­dek nie za­re­ago­wał na rwe­tes. Kiedy Tomo prze­kra­czał próg od­dzie­la­jący go od na­sło­necz­nio­nego ta­rasu, star­szy pan już chra­pał.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki