Tomik V - Carvillian Whitemage

Kup ebooka

50.48 zł
41.90 zł (50,48 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Astralny kobierzec

Pośród cieni dni

jesteśmy my okryci płaszczami rzeczywistości

pełnej nocy waszych dni

pełnej bólu i cierpienia

skrytego w mocy czasu spętanego

tańczymy z klingami kos

tniemy astralne perły

tych, co nie znają swej mocy

tych, co zaczynają szukać drogi astralnej

czasem nam uciekną czasem

jedno z nas oddaje im pola,

-lecz tak jest,

-gdy światy się przenikają ofiary

same proszą się o swój los

w nocy płaszcza dostrzeżono

rozbłysk nie typowej mocy

świetliście empirycznie tęczą się mieniący

jej kocie oczy zniewoliły władców kos

by po chwili kilku z nas spopielić

znała zasady nim weszła

miała przewodnika w płaszczyźnie

Za nią stał ten

o wielu imionach

nagły rozbłysk po Astralu

setki pojedynczych pereł

jak na zawołanie wystrzeliło tunele

stworzyły w Astralu naszym sieć

nie jesteśmy już sami pośród pustki

mamy rezydentów znienawidzonych

ludzkich adeptów czerpiących

-strumienie Istoty, z której

powstaliśmy nim nastał znany czas

nastała era nowych

tuż po wojnie jakby zapowiedź zagłady

***

dziś, astral jest jak wielki kobierzec

pełen wszelkiego rodzaju pereł

wiele barw wiele nienazwanych talentów

tworzą z nią z tą pierwszą

sieć każdy tuneluje do niej

nie mamy władzy nad intruzami

każdy może wejść

a ona a może on

po prostu oddaje mu jej pola

na Szczęście nie każdy może wyjść...

Carvillian Whitemage

2006-02-06

Bitwa Białej Damy

Ponad łąkami na gór wierzchołkach

zalśnił słoneczny blask

wyłaniający się tuż

znad szczytów świata

z moich snów spłynął

na równinę sen bitwy wielkiej

gdzie rycerze w zbrojach

walczyli o honor i chwałę

pośród straconej nadziei

przez stulecia toczyli bitwy

W chwilach, gdy miecze krzesały iskry

mnie tam już nie było

skrywał mnie już mrok nie pamięci.

Odgłos bitwy niesiony ponad czasem wyrwał

z wiecznego snu i pchnął w kolejny bój

tych, co skryci w mroku nie pamięci

Iskry otoczone tańcem zbroi i chęci przetrwania

życzenie śmierci każdego, kto nie po tej stronie miecza stał

przeszyła widmowa klinga powietrze

niosąc za swoim kolejnym cięciem

posłanie białej pani

Słoneczny blask rozwiewa mglistą poświatę nocy

odkrywa bitewny zgiełk konających

zwycięskich pokonanych i odartych z nadziei

na wietrze łopoczą sztandary

życzenie nocy by bitwa nigdy nie otoczyła nas

mrokiem nocy w chwili triumfu

byśmy nigdy nie zapadali w ten śmiertelny sen

by nasze braterskie miecze

zawsze lśniły stalowym blaskiem

a tu na polu bitwy nienazwany żołnierz

unosi miecz i wpatruje się z łzami

w wschodzące słońce dnia

tu nie ma już więcej nic do powiedzenia

na słonecznym blasku przybyła bryza

lekkości nadziei i uczucia zwycięstwa

Carvillian Whitemage

2006-02-04

Winter Island

Otacza mnie mróz

niczym płaszcz kokonem

drobna istotkę czekającą wiosny

ciepło nadziei grzeje od środka

Myśli ujrzenia Cię

Marzenie usłyszenia meliki głosu Twego

Pani wiosny latem tkanej

Wiatr niczym bicz szkła wichrów lodu

smaga zmrożoną twarz

chodź słyszałem już głos

Mknący ponad łomotem wichrów

ciepło spojrzenia bliskie

Uwolnienie wiosny w myślach snów

pośród topniejących lodów

ostatnich strażników zimy

Ujrzałem cię skąpaną

w wietrze pełną słonecznych blasków

okrytą mgiełką szronu

niczym jedwabną poświatą

Spowił mnie ogień

jako słońce, co okrywa

góry o poranku dnia i nocy

Zwierciadła duszy skryte za mglistym cieniem

roziskrzyły się blaskiem tysięcy świec

W umyśle rozpromieniała wiosna

latem zapachem łąk pachnąca

Chodź wiatr smaga jak cierń

jeden twój uśmiech koi ból

przez mglista chwilę wietrzną

roziskrzył we mnie ogień

i zamarłem tak z Tobą

By siedzieć sącząc czarci napój

w nocy za dnia

by nigdy nie dojrzeć porcelany bieli

by zatrzymać czas

strzaskałem zegar o rzeczywistości podwoje

by nasze chwile trwały

po wieczny czas

***

a sen był mi obcy,

gdy wiosna znikła

Jednak nie nastał już

pani lodu wichrów śniegu

czas a chwile mkną jak obłoki

na niebie by szybciej płynął

strumień czasu, gdy znów ujrzę Cię

5.I.2006

Carvillian Whitemage

Ciche Wzgórza

Zawodzi wiatr w kraterze drogi do nikąd

pada czarny śnieg...biją Dzwony

spragnione wiatru

jak Ty czy Ja słońca

Na zasnutym pyłem niebie

strugi deszczu nie zmywają

popiołu wiecznie okrywające samotne wzgórza

pośród gór zawodzi wiatr

pomiędzy szkieletami domów

przemykają ogniste cienie

droga w kraterze płomiennej kopalni

ginie urwana jak nadzieja

na odnalezienie Ciebie

nie widzący wzrok lecz czująca dusza

tuż obok jednak tak daleko

słyszę twój głos czuję zapach

jednak nie mogę Cię

dotknąć jesteś jak eteryczna zjawa

zawieszona pomiędzy dniem a nocą

wieczny czarny śnieg okrywa Ciche wzgórza

a pod nimi ognie koszmaru piekła

nigdy nie gasnące

skazani na samotność pośród

żywych i tych co odeszli

Ciągle blisko siebie jednak nigdy razem

wiatr przynosi pieśń melodyjną

a za nią strumienie deszczu

płynące czarnymi strumieniami

nie kończący się koszmar rozstania

w niewypowiedzianych zdaniach zaklęte chwile

gdy ekran miga gdy słychać strzały pojedyncze

zapach róż w letnie popołudnie

i gasnące światła

gwiazd co sięgnęły ziemi

by na nich lśnić przytłumionym blaskiem

a ponad nimi ty i ja

Carvillian Whitemage

07.07.2006