Tomek w tarapatach - Alfred Szklarski

Reflow text when sidebars are open.
Był wczesny ranek. Mgła opadła i w palącym słońcu ukazał się nowojorski port morski. Na masztach licznych statków zatrzepotały barwne bandery. Tłum pędzących ludzi jakby jeszcze bardziej się ożywił. Śpiesznie wlewał się i wylewał z olbrzymiej hali terminala.
Dość wysoki, jak na swoje trzynaście lat, chłopiec z zainteresowaniem przyglądał się przetaczającej się fali ludzi. Już dawno zauważył, że urzędnicy portowi niezbyt dokładnie sprawdzają dokumenty. Teraz, na przykład, jakiś mężczyzna pokazał dokumenty, a trzech tragarzy niosących jego walizy przeszło za nim bez kontroli.
Tomek się uśmiechnął. Już wiedział, w jaki sposób można się dostać do portu. Wystarczyło nieść czyjś bagaż. Krytycznie ocenił swoje ubranie. W kącie za skrzyniami szybko zdjął marynarkę i zawinął aż do łokci rękawy koszuli. Zastanawiał się, co ma zrobić z marynarką i szkolną teczką przewieszoną przez ramię. Nie mógł się pozbyć ani marynarki, ani teczki, choć w tej chwili mu przeszkadzały. Wyglądał jak uczeń, który nie poszedł do szkoły...
Co tu zrobić?! - zastanawiał się.
Zamiast książek w teczce były zapasy żywności. Z domu mógł je wynieść tylko w ten sposób, udając, że idzie jak co dzień do szkoły. Również marynarka mogła mu się przydać; nie wiedział, czy w Polsce jest w tej chwili ta sama pora roku co w Ameryce. A Tomek właśnie wybierał się do Polski i to bez wiedzy rodziców.
Mimo że miał dopiero trzynaście lat, nie odczuwał strachu. Od najmłodszych lat sam chodził po mieście i marzył o jednym - przygodach. W każdą sobotę dostawał od ojca dwadzieścia centów i szedł do kina. Za dziesięć centów kupował sobie dwie paczki popcornu w cukrze - ulubionego przysmaku amerykańskich dzieci. Drugie dziesięć centów przeznaczał na bilet do kina. Oczywiście chodził tylko na takie filmy, których bohaterowie przeżywali niezwykłe przygody. Napatrzył się na dzielnych kowbojów, ujarzmiających dzikie konie, Indian i wszelakie czarne charaktery, aż sam zapałał żądzą przygód.
Godzinami bawił się z kolegami w kowbojów i Indian i marzył o wyprawie na Dziki Zachód, aż do chwili, gdy w domu usłyszał o Polsce.
W strasznej wojnie Niemcy zajęli Polskę, a Polacy mimo to nie chcieli uznać się za pokonanych. Wojna trwała bardzo długo, aż w końcu do Nowego Jorku dotarły wieści, że w okupowanej przez Niemców Warszawie wybuchło powstanie. We wszystkich amerykańskich dziennikach opisywano polskie dzieci walczące na ulicach stolicy jak dorośli, rzucające się na czołgi z butelkami benzyny. Właśnie wtedy fascynacja Tomka dzielnymi kowbojami nieco osłabła. I nagle wojna się skończyła...
Rodzice Tomka otrzymali z Polski list. Matka płakała, a ojciec, który pracował w przemyśle zbrojeniowym i nie poszedł do wojska, chodził zdenerwowany. Tomek dowiedział się, że ktoś z rodziny, mieszkający w starym kraju, zginął. Lecz inni żyli i potrzebowali pomocy. Rodzice Tomka zaczęli wysyłać paczki. Potem okazało się, że część ginie w drodze i znów zaczęto się martwić, co robić, aby przesyłki docierały do adresata. Wtedy zrodził się wielki plan Tomka. Któż by mógł kraść paczki wysyłane do Polski? Oczywiście Niemcy! Długo się zastanawiał, jakby temu zaradzić, aż wpadł na doskonały, jego zdaniem, pomysł.
* * *
koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji