Wstęp
Prom pasażerski Estonia, 28 września 1994, chwilę po północy
W pubie Admirał na pokładzie piątym zabrzęczały szklanki na stole.
Statkiem zarzuciło gwałtownie. Chwilę wcześniej czterdziestotrzyletni
Dan Blomander stał przy oknie, obserwując sztorm. Woda w Bałtyku
sprawiała wrażenie, jakby się gotowała. Żeby dostać się do baru, Dan
przeszedł opuszczonymi korytarzami, których wykładziny pokryte były
różnobarwnymi wymiocinami. Burza wywołała u wielu pasażerów chorobę
morską. Dan przypuszczał, że większość z nich zaszyła się teraz w swoich
kabinach.
Sam wcale nie czuł mdłości, jedynie upojenie alkoholem.
Po drugiej stronie stołu siedział mężczyzna. Postawił Danowi dwa
kieliszki wódki. Dan spoglądał na niego, machając ręką, by rozgonić dym
z papierosa.
Mężczyzna miał około pięćdziesiątki, był szczupły i łysy. Mówił
poprawnie po szwedzku, z lekko wyczuwalnym wschodnioeuropejskim
akcentem. Dan stracił już powoli rachubę, ile mężczyzna wypalił. Sam
rzucił nałóg, po tym jak lekarz obwieścił mu diagnozę.
Nie był do końca pewien, w jakiej sprawie kompan od kieliszka zmierza do
Szwecji. On sam, mechanik samochodowy z własną firmą, postanowił wziąć
kilka dni wolnego, żeby zastanowić się nad niektórymi sprawami. Z powodu
stagnacji gospodarczej od wielu tygodni nie miał żadnego klienta i znudziło mu się już bezczynne siedzenie w domu na Olandii. Z zepsutym
samochodem ludzie teraz woleli się udać do nowo powstałych sieci
warsztatów. Mali przedsiębiorcy jak Dan znikali z rynku. Nie mógł za to
winić klientów. Sieciowe warsztaty miały niższe ceny. A ludziom
brakowało pieniędzy. Bezrobocie sięgało ośmiu procent.
Pod wpływem chwili Dan postanowił dokądś pojechać. Oczywiście bez
większych ekstrawagancji. W osiemdziesiątym siódmym był na
Fuerteventurze. Tym razem padło na Tallin, gdzie wszystko kosztowało
znacznie mniej niż w Szwecji. Alkohol, pokój hotelowy, a przede
wszystkim kobiety. Chwalił się tym mężczyźnie siedzącemu naprzeciwko,
opowiadając, co z nimi robił i jak niewiele zapłacił. Współtowarzysz
prawie nie zareagował. W końcu Dan odpuścił przechwałki i skoncentrował
się na piciu.
Nagle usłyszeli huk. Tak jakby z dołu, z wnętrza promu.
-?Co to było? -?zapytał wystraszony Dan.
Mężczyzna nie odpowiedział, złapał jedynie za butelkę i nalał im po
kieliszku.
6
Po zwyczajowym poniedziałkowym zebraniu szefowa wydziału zabójstw, Ylva
Zethraeus, poprosiła Tomasa i Zinga do swojego gabinetu. Tomas wsunął
czarny notes do tylnej kieszeni spodni i ruszył za partnerem. Ylva
przystanęła za biurkiem i wskazała im krzesła naprzeciwko.
Zbliżała się dziewiąta, słońce wznosiło się powoli za budynkami.
Tomasa nie było u szefowej od najbardziej intensywnej fazy śledztwa
dotyczącego zabójstw imigrantek zeszłego lata. Reszta Szwecji śledziła
wtedy losy kraju w mistrzostwach świata w piłce nożnej. Od tego czasu
Ylva przejęła dowodzenie wydziałem, po tym jak jej poprzednik zachorował
na raka prostaty.
-?No, to mówcie -?rzuciła przełożona i zaczęła układać stos dokumentów
na biurku.
Tomas i Zingo spojrzeli na siebie zdziwieni, zaraz potem na szefową.
-?Ale o czym? -?zapytał Zingo. -?Jak to jest być częścią Unii
Europejskiej? Nie czuję różnicy, a pani? Jakoś nie widzę tych tysięcy
niemieckich gejów, którzy ruszyli na nasze granice, bo chyba to
stanowiło największe obawy?
Zgodnie z wynikiem referendum przeprowadzonego w listopadzie od nowego
roku Szwecja należała do Unii Europejskiej.
Ylva podniosła wzrok, a potem znów wróciła do segregowania dokumentów.
-?Może o tym, jak niedobrzy chłopcy ze służb bezpieczeństwa pomachali
wam w sylwestra fiutkami przed nosem?
Zingo uniósł brew.
-?Ale co... ehh, mieliśmy im odmachać? Że tak to ujmę?
Ylva się uśmiechnęła.
-?Oczywiście, że nie -?wyjaśniła. -?Nie wygłupiaj się. Lepiej opowiedz o ofierze.
-?Bertil Runström, siedemdziesiąt dwa lata -?wyrecytował Zingo. -
Znaleziony martwy na czwartym piętrze budynku przy Malmskillnadsgatan.
Więcej nie wiemy, bo wkroczyli nasi wspaniali koledzy ze służb
bezpieczeństwa, oślepiając nas wręcz swą obecnością. Ale z tego, co
zdążyłem się dowiedzieć, to Runström sporo czasu spędzał na wyścigach
konnych w Solvalli.
Ostatnia informacja była dla Tomasa nowa. Założył jednak, że Zinga
zaciekawiło pojawienie się służb specjalnych. Cały swój wolny czas
partner poświęcał na obstawianie wyników i pewnie podpytał co nieco w kryminalnym półświatku, z którym dzielił zainteresowania.
-?Wiemy, co robił w tym mieszkaniu? -?zapytała Ylva.
-?Moczył chuja -?odparł Zingo.
Ylva zatrzymała się w pół ruchu i spojrzała na niego pytająco. Tomas
pochylił się nieco.
-?To miejsce to burdel -?wyjaśnił. -?A Runström pewnie był klientem.
Ylva opadła na krzesło. Wyglądało na to, że porządek na biurku nieco ją
uspokoił. Przez chwilę milczała.
-?Chciałabym, żebyście na trochę odpuścili śledztwo w sprawie morderstwa
na Stureplan -?powiedziała potem.
Niecały miesiąc wcześniej, czwartego grudnia, w klubie nocnym
Sturecompagniet zastrzelono cztery osoby, a kilkanaście innych zostało
rannych. Trzy dni później zatrzymano Guillerma Marqueza Jarę i Tommy'ego
Zethraeusa, mimo zbieżności nazwisk niespokrewnionego z Ylvą. Nadal
trwały czasochłonne przesłuchania świadków i zbieranie dowodów do
zbliżającego się aktu oskarżenia. Mozolna procedura niezbędna do
skazania morderców.
-?Czym się mamy w takim razie zająć? -?zapytał Zingo.
-?Oszczędźcie nam czasu i zacznijcie wstępne śledztwo w sprawie
morderstwa Bertila Runströma.
Tomas już miał zaprotestować, ale Ylva zastopowała go ruchem dłoni.
-?Doskonale zdaję sobie sprawę, że przejęły to służby specjalne. Ale
skończy się to jak zwykle, gdy zabierają się do policyjnej roboty. Znów
skupią się na Kurdach. Wcześniej czy później znajdą jakiegoś, którego
potem z braku dowodów będą musieli wypuścić. A wtedy zrzucą śledztwo na
nas, żeby mieć więcej czasu na łażenie za innymi Kurdami w jakiejś innej
sprawie wagi państwowej, a wtedy to my wyjdziemy na niekompetentnych
nieudaczników.
Tomas i Zingo nie próbowali nawet oponować.
-?Dlatego też dowiedzcie się więcej o tym Runströmie. Chcę wiedzieć,
dlaczego wmieszały się w to służby specjalne.
Zingo wstał.
-?Może jest Kurdem? -?rzucił.
Wyszli z gabinetu szefowej.
-?Weź kurtkę -?powiedział do Tomasa Zingo. -?Widzimy się przy windach.
Tomas wrócił do swojego pokoju i zarzucił na siebie brązową kurtkę
skórzaną, którą dawno temu komuś ukradł. Zawiesił wzrok na fotografii
Alexandra i Ebby stojącej na biurku. Z pomieszczenia obok dobiegł go
ostry dzwonek telefonu. Zamknął za sobą drzwi i ruszył do wind.
-?Dokąd jedziemy?
Zingo nacisnął guzik.
-?Na spotkanie z Goranem Burkiem.
Tomas nigdy wcześniej o nim nie słyszał.
-?Z Goranem Burkiem?
Wyciągnął z kieszeni na piersi paczkę papierosów i podsunął ją Zingowi.
Partner pokręcił głową.
-?Takim jednym dryblasem. I moim kolegą.
W przejściu podziemnym prowadzącym do garażu Tomas zapalił papierosa.
-?Dryblasem?
-?Powiedzmy, że możemy się cieszyć, że to nie jego ciało znaleźliśmy w tym mieszkaniu. Bo wtedy musielibyśmy je stamtąd przenosić wózkiem
widłowym.
7
Restauracja Meduza znajdowała się na ulicy Grevgatan na Östermalmie. O jedenastej przed południem było w niej prawie pusto. Przy stoliku na
środku sali siedział barczysty mężczyzna na wózku inwalidzkim i zajadał
spaghetti z półmiska. Gdy Tomas i Zingo weszli do środka, podniósł
wzrok, starannie wytarł usta serwetką i wstał. Poprawił czarną koszulę i wyciągnął krótkie, pulchne ręce w stronę Zinga.
-?Lars, drogi przyjacielu! -?zawołał z wyraźnym akcentem, po czym
pocałował Zinga w oba policzki.
Zaraz potem ozdobioną pierścionkami dłonią przywitał się z Tomasem.
-?Siadajcie -?rzucił, wskazując im miejsce przy stole.
Usiedli na krzesłach, a Goran opadł na wózek. Pachniało czosnkiem i oliwą z oliwek. W półmisku czekał makaron z owocami morza w sosie
pomidorowym.
-?Macie ochotę na coś do jedzenia? -?zapytał Goran, wymachując widelcem.
Obaj pokręcili głowami.
-?Musimy pogadać -?odparł Zingo.
Goran podrapał się po mięsistym policzku, wsadził serwetkę za kołnierz
koszuli i nakręcił makaron na widelec. Zingo czekał cierpliwie. Goran
pogryzł i przełknął. Potem odchylił się na krześle i wskazał na Tomasa.
-?Tomas -?zwrócił się Zingo do partnera, wskazując głową na drzwi. -
Dasz nam chwilkę?
Tomas wstał bez słowa. Wyszedł na zewnątrz i zapalił papierosa. Przez
okno widział Zinga i Gorana żywo o czymś rozprawiających. Pokręcił z poirytowaniem głową. Nadal nie wiedział, po co tu przyjechali.
Stanął plecami do okna. Po drugiej stronie ulicy zauważył budkę
telefoniczną. Obok niego przeszła kobieta w futrze. A potem kontroler
parkingowy. Tomas zgasił papierosa.
Znów zaczął padać śnieg. Zimny powiew wiatru sprawił, że policjant aż
się wzdrygnął.
Od strony Karlavägen szło w jego kierunku dwóch chłopaków. Wygolone
głowy, zielone kurtki bomberki i czarne glany. Groźne spojrzenia. Miecz
Tora na szyi. Młodzi, zbyt młodzi, by go rozpoznać. Przez chwilę
zatęsknił za poczuciem wspólnoty w ruchu. Za prostymi odpowiedziami i banalną nienawiścią. W całej swej trywialności przynajmniej nadawało to
jego życiu jakiś kierunek.
To przez Kristiana, przyrodniego brata, dołączył do ruchu
neonazistowskiego, to dzięki bratu odkrył przemoc i nienawiść.
Przypomniał sobie jego zwłoki porzucone w lesie niedaleko
Hallstahammaru, po tym jak zadźgał go jesienią. Co z nich pozostało?
Matka wydzwaniała do niego z pytaniami, czy wie, gdzie brat się
podziewa. Czasami znikał na kilka tygodni, ale nigdy na tak długo. W końcu zgłosiła na policję, że zaginął.
Tomas cierpiał razem z nią. Kristian był złym człowiekiem, ale nadal jej
synem. Nawet jeśli jej styl życia sprawił, że brat stał się
przesiąkniętym do szpiku kości złem potworem, zasługiwała na jakieś
zakończenie.
Zamknął oczy, znów poczuł lufę pistoletu przeciskającą się przez usta.
Jeśli się podda i spróbuje ponownie, to w ciągu kilku miesięcy jego
matka straci drugiego z trzech synów.
Zajrzał przez szybę do środka restauracji, by się upewnić, czy Zingo i Goran nadal rozmawiają, przepuścił przejeżdżająca taksówkę i ruszył do
budki naprzeciwko. Wyjął notes z telefonami, włożył kilka monet do
aparatu i wykręcił numer komisariatu w Hallstahammarze. Nie
przedstawiając się, zgłosił, że kilkadziesiąt kilometrów na południe od
miasta znalazł w lesie martwe ciało. Opisał, gdzie i jak tam dojechać, a potem się rozłączył.
Załatwione. Zamknął oczy. Gdy ponownie je otworzył, zobaczył, że Zingo
wyszedł już z restauracji. Podszedł do niego.
-?Do kogo dzwoniłeś? -?zapytał, gdy szli do samochodu.
-?Do Klary -?odpowiedział Tomas. -?Chciałem się dowiedzieć, co tam u dzieci.
Nastała cisza. Czyżby mu się wydawało, że Zingo podejrzewa go o kłamstwo?
Wyciągnął klucz do jasnego volvo 240 i włożył go do zamka. Przekręcił
nim kilkukrotnie, zanim zamek zaskoczył.
-?Czego się dowiedziałeś o Bertilu Runströmie? -?zapytał.
Zingo otworzył drzwi i wsiadł do samochodu. Potarł ręce i chuchnął w nie, by przywrócić im ciepło.
-?Całkiem sporo -?odparł. -?To emerytowany agent służb specjalnych,
który gustował w porno i stanowczo za młodych dziewczynach. A do tego
podglądacz.
-?Podglądacz? -?zapytał Tomas, włączając silnik.
-?Płacił za to, by przyglądać się nagraniom na planach filmowych
pornosów.
Tomas spojrzał w lusterko boczne. Na Grevgatan nie było żadnego ruchu.
-?Przyjemniaczek. Kto chciałby się pozbyć kogoś takiego? -?zapytał,
wjeżdżając na ulicę.
Przed oczami pojawił mu się obraz nagich zwłok znalezionych w burdelu.
Jakoś nie mógł wykrzesać z siebie entuzjazmu do nowego zadania.
Może widział już w swym życiu zbyt wiele trupów, żeby przejmować się
zabójstwem jakiegoś starego dziada, który lubił pieprzyć zbyt młode
dziewczyny?
Zingo wzruszył ramionami, jakby nie dostrzegł ironii w pytaniu partnera.
-?A kto by nie chciał? Tak czy siak, Goran popyta trochę o ten burdel.
Nie był pewien, do kogo należy i kto odpowiada tam za ochronę.
8
Cały dzień padał śnieg. Z łóżka w mieszkaniu przy Floragatan park
Humleg?rden aż lśnił w ciemności. Białe gałęzie drzew mieniły się w blasku ulicznych latarni.
Vera okryła się kołdrą i sięgnęła po papierosy leżące na stoliku nocnym.
Wyciągnęła dwa ostatnie i je zapaliła. Jednego podała Rikardowi
Murynowi.
-?Jak ci idzie z morderstwem na Malmskillnadsgatan? -?zapytał szef
redakcji. -?Okładka z tą nagą dziewczyną to naprawdę pięć gwiazdek.
Dobra robota.
Mieszkanie, w którym się znajdowali, należało do "Aftonbladet". Lokowano
tu przebywających akurat w mieście korespondentów zagranicznych,
ukrywano informatorów i reporterów, którym ktoś groził. Ale przez
ostatnie miesiące korzystali z niego głównie Vera i Rikard.
-?Zawsze po seksie musisz rozmawiać o pracy? -?zapytała Vera.
Rikard się zaśmiał i przejechał dłonią po starannie ostrzyżonych włosach
z przedziałkiem. Vera zawsze się zastanawiała, kiedy znajduje czas na
fryzjera. A może strzygła go żona?
-?Przepraszam. Po prostu mnie to ciekawi.
Ich związek zaczął się w barze Konstnärbaren, tego samego wieczoru, gdy
Muryn zwerbował ją do "Aftonbladet". Nabazgrał coś na serwetce i przesunął w jej stronę po blacie. Vera myślała, że to jego numer
telefonu. Gdy odwróciła serwetkę, jej oczom ukazała się na szybko
sformułowana umowa o pracę, gotowa do podpisu. Pensję mogła sobie wpisać
sama. Przyszli potem tutaj i się ze sobą przespali. I od tej pory tak to
już trwało. Bez większych wymagań i perspektyw na przyszłość.
-?Wcale mi nie idzie. Nigdy w życiu nie miałam jeszcze takiego
przypadku. Wszyscy nabrali wody w usta. Nie wiem nawet, kto prowadzi
śledztwo.
-?A co mówią twoi informatorzy? Nie znasz przypadkiem jakiegoś dziadka w służbach specjalnych? Tego, który pomagał ci z Berglingiem?
Rikard miał na myśli Lennarta Ringmana, emerytowanego pracownika służb
specjalnych, który służył Verze pomocą przy wywiadzie ze Stigiem
Berglingiem. A nawet poręczył za nią adwokatowi szpiega. Kiedy jednak
dzisiaj rano zadzwoniła do niego, by podpytać o morderstwo przy
Malmskillnadsgatan, ledwie chciał z nią rozmawiać. Może dlatego, że po
jej artykule na służby specjalne wylała się fala krytyki.
-?Ringman? Nie, nic mi nie powie.
Verze nie podobała się ta nagła utrata równowagi w ich relacji
spowodowana tematem rozmowy. Nagle Muryn znów był jej szefem, a nie
kochankiem.
-?A ofiara? Kto to?
Ulicą przejechała karetka. Niebieskie światło odbiło się o sztukaterię
na suficie.
-?Jakiś stary dyrektor, Bertil Runström -?westchnęła Vera. -?Nic więcej
nie wiem.
-?Przecież jesteś dziennikarką. Musisz wyciągnąć więcej od swoich
informatorów.
Vera zgasiła papierosa w popielniczce na stoliku nocnym. Czuła piekące
od gorąca policzki. Związek z szefem to chyba nie był najlepszy pomysł.
Przez cały czas miała wrażenie, że Rikard roztacza nad nią w redakcji
parasol ochronny. A co, jeśli jego życzliwość któregoś dnia się skończy?
Przecież to typowa pułapka, w którą może wpaść kobieta. Do tej pory
udało jej się tego uniknąć.
-?Nie jesteś teraz moim szefem -?powiedziała. -?Nie tutaj.
Objął ją. Zgasił papierosa palcami i odłożył niedopałek na stolik przy
łóżku.
-?Masz jeszcze jednego? -?zapytał. -?Nie chciałem ci zrobić przykrości.
Vera wskazała głową torebkę leżącą na wzorzystej kanapie po drugiej
stronie pokoju. Rikard podszedł do niej i zaczął w niej grzebać.
Na stoliku obok kanapy stało stare radio tranzystorowe. Verze
przypomniało się, jak Stig Bergling opowiadał, że rosyjscy szpiedzy
właśnie takich używali do przesyłania na pasmach fal krótkich
zaszyfrowanych wiadomości do swoich operatorów.
-?Jeśli przeskanujesz częstotliwość, znajdziesz tam monotonne audycje, w których ktoś w nieskończoność powtarza cyfry. Możesz być pewna, że to
szpieg -?wyjaśnił.
Miała to właśnie opowiedzieć Rikardowi, gdy ten nagle jej przerwał.
-?Co to? -?rzucił.
W ręku trzymał szkolny album Siggego. Vera wyszukała go, żeby sprawdzić,
jak chłopiec teraz wygląda. Zdaje się, że miał się dobrze. Uśmiechał się
na zdjęciu, może tylko był nieco chudy. Na okładce widniał ceglasty
budynek szkoły Johannesskolan. Przy chłopcu sprawiał wrażenie ogromnego.
-?Takie tam. Sprawdzam jedną rzecz -?wyjaśniła Vera.
Rikard zadowolił się tą odpowiedzią i rzucił album na kanapę.
-?Wiesz, że możesz się całkowicie skupić na tym morderstwie, nie? Zrobić
z tego prawdziwą historię? Pojeździj trochę, pogadaj z ludźmi.
-?Okej.
Rikard podniósł zegarek leżący w ubraniach rozrzuconych po pokoju. Jego
rysy twarzy stężały, widać było, że coś go dręczy.
-?Już po szóstej. Muszę się zbierać. Ale chciałbym ci coś powiedzieć.
Vera miała nadzieję, że jednak odpuści sobie te pogadanki. Nawet nie
zdążyła się jeszcze ubrać.
-?Coś się stało? Coś z morderstwem?
Westchnął. Z torebki dobiegł dźwięk telefonu Very. Wstała, nie wkładając
nic na siebie. Sięgnęła do torebki.
-?Chciałbym z tobą być. Po prostu.
Vera zastygła w pół ruchu. Powinna się cieszyć. Przecież go lubiła. Mimo
to od razu pomyślała, jak zareagują inni reporterzy. Niezadowolenie z ich strony pojawiło się już wtedy, gdy Rikard zlecił jej wywiad z Berglingiem. Leif M. Ivarsson, który przeszedł do "Aftonbladet" w tym
samym czasie co ona, sugerował wręcz, żeby obciągnęła Berglingowi
podczas nagrania. Wszyscy się wtedy śmiali.
-?Zostawię żonę. Ale muszę wiedzieć, że naprawdę tego chcesz.
Vera odebrała rozmowę i przykryła dłonią telefon.
Sypianie ze sobą w tajemnicy to jedno. Ale nawet jeśli zostaliby parą,
to ona byłaby spalona jako reporterka. Żaden dziennikarz by jej nie
wierzył. Wszyscy uważaliby, że załatwiła sobie pracę przez łóżko.
-?Przykro mi, ale nie mam teraz na to czasu. Muszę się z kimś spotkać -
szepnęła.
Rikard opadł na łóżko. Sięgnął po bokserki. Ewidentnie spodziewał się
innej odpowiedzi.
-?Z kim? -?zapytał niespokojnie.
-?Z kimś, kto wie, kogo pieprzył Bertil Runström, zanim został
zastrzelony.
1
Ze wzrokiem utkwionym w poręcz łóżka Ellen Alm poddawała się pchnięciom
mężczyzny klęczącym za nią. Równomiernym, ale coraz szybszym. Wkrótce
skończy. Czuła to po coraz mocniejszym uścisku jego dłoni na szyi.
Udawała, że prawie traci przytomność. Szarpała się, próbując złapać
powietrze. Kołysząc się, oparta na łokciach i kolanach, robiła wszystko,
by myślał, że próbuje mu się wyrwać. Wtedy kończył szybciej. Takie typy
lubiły patrzeć, jak cierpi.
-?Proszę, przestań -?jęknęła zachrypniętym głosem. -?To boli.
Właściwie nic nie czuła. Ale jej słowa doprowadziły do oczekiwanego
rezultatu. Z przeciągłym jęknięciem pchnął ją jeszcze ten ostatni raz, a potem opadł na łóżko. Spojrzał na nią z obrzydzeniem. Jego starczy fiut
poddał się siłom grawitacji. Dysząc, mężczyzna poprawił spocone siwe
włosy. A potem uśmiechnął się z wyższością.
Ellen nie miała siły patrzeć na jego pomarszczone cielsko. Wstała i przeszła po zabrudzonej wykładzinie do przedpokoju, a potem do łazienki.
Na ciele pojawiła się gęsia skórka. Dla lepszej wentylacji powietrza
okno w salonie zawsze stało otworem.
Przyglądała się swemu odbiciu w lustrze, sprawdzając ślady agresji
klienta. Spuchnięte wargi. Czerwone znaki na szyi. Przywykła na tyle, że
już nie sprawiało jej to bólu.
Miała gibką, wręcz dziewczęcą sylwetkę i to właśnie za to płacili
klienci tacy jak ten. Mężczyzna w łóżku, Bertil, był sadystycznym
gnojem. Ale przecież porządnemu facetowi trudno byłoby się wyrwać z domu
w sylwestra.
Przemyła się nieco w umywalce. Nie chciała tracić czasu. Dziewczyny
dzieliły się pokojem i miały napięty grafik. Chodziło o to, by w przeznaczonych dla niej godzinach zmieścić jak najwięcej klientów, w przeciwnym wypadku lądowało się na ulicy, bez ochrony alfonsa. Poza tym
zbliżała się północ, a po niej interes rozkręcał się już na dobre. Na
Malmskillnadsgatan pojawiały się wtedy grupki mężczyzn, chętnych na
dziewczyny, z którymi zakończą sylwestrowe imprezowanie. Nie chciała ich
przegapić. Niepewnych i ostrożnych, łatwych do oszukania.
Z sypialni dochodziły sapania Bertila. Miał nieco ponad siedemdziesiąt
lat i zawsze po wszystkim potrzebował chwili odpoczynku. Przeszło jej
przez myśl, że któregoś dnia tu umrze. Serce przestanie mu bić podczas
seksu z podduszaniem jakiejś nastolatki ze wschodniej Europy. Ale do
tamtej chwili Ellen zamierzała wydoić go z pieniędzy. Nie sprawiał
problemów i był jednym z niewielu, od których nie żądała natychmiastowej
zapłaty.
Zakropliła sobie oczy, żeby nieco obkurczyć naczynka krwionośne. Potem
zaczęła pokrywać makijażem ślady przemocy Bertila. Te chwile należały do
najgorszych. Ona już dawno wyszła z roli, a ten oblech nadal tu
siedział. Dla niego nazywała się Lucy. Nie znał jej prawdziwego imienia.
W łóżku stawała się Lucy. Ale teraz, już po wszystkim, znów była Ellen
Alm. Z wypełniającymi ją uczuciami. Pomagały jedynie narkotyki, które
wszystko skutecznie łagodziły. Odstawiła je jednak jesienią, po tym jak
rzucił ją P?l i zmarła matka.
Poprawiła błyszczyk. Zalały ją wspomnienia z hospicjum. Była tam tylko
raz, na kilka dni przed śmiercią matki. Rok wcześniej, gdy Ellen
wciągnęła się w haszysz, a potem w jeszcze mocniejsze rzeczy, matka
wyrzuciła ją z mieszkania i zerwała kontakt. Nie chciała mieć do
czynienia z jakąś brudną narkomanką. Ellen wylądowała na ulicy i wszystko zaczęło się sypać.
W hospicjum odniosła wrażenie, jakby nigdy się nie pokłóciły. Przywołała
w pamięci obrazy z tamtego dnia. Drżący głos matki, która w końcu
wyjawiła skrywaną przez całe życie tajemnicę. Ellen miała wtedy do niej
ostatnią prośbę i w związku z tym matka musiała jej wszystko
opowiedzieć. Przypomniały jej się krzyki z sali obok, desperackie
błaganie o to, by bliscy nie odchodzili. Wyczuwalny zapach posprzątanych
po zmarłych pacjentach pomieszczeń.
Zapytała wtedy o ojca. Kim był i dlaczego matka nigdy o nim nie mówiła?
Chora tylko westchnęła. Położyła zimną dłoń na ręce córki.
-?Następnym razem, kochana -?powiedziała.
Dwa dni później już nie żyła.
Ellen dobiegł odgłos otwieranych drzwi wejściowych, a potem jeszcze
jednych. Wróciła myślami do rzeczywistości. Czyżby ten stary piernik
próbował ją wydymać? Wzięła do ręki ołówek do brwi i ruszyła za nim.
Wbije mu go prosto w gardło, jeśli tylko będzie się stawiał. Właśnie
miała złapać za klamkę, ale zatrzymała się w pół ruchu. Z głębi
mieszkania usłyszała krzyk. A zaraz potem wystrzał z pistoletu. Po
chwili jeszcze jeden.
Nie zaglądając nawet do sypialni, pobiegła z łazienki, przez korytarz
prosto do salonu. Musi się stąd wydostać i jak najszybciej uciec.
Usłyszała zbliżające się za nią kroki. Dobiegła do otwartego okna i rzuciła się przez nie.
Gołymi stopami wylądowała na wystającym daszku. Dostrzegła drabinę
przeciwpożarową i ruszyła w jej kierunku. Z zimna ledwie mogła się
ruszać. Przepełniał ją strach, że zaraz się poślizgnie i spadnie.
Usłyszała kolejny wystrzał, i jeszcze jeden. Początkowo myślała, że jest
ranna. Zaraz potem niebo pojaśniało od fajerwerków. Jak zwykle ktoś nie
mógł wytrzymać do północy. Zeszła po drabinie i przebiegła przez
podwórko. Niebo rozbłysnęło od kolorowych świateł. Zostawiła w mieszkaniu wszystko. Ubrania, pieniądze, notes z kontaktami do stałych
klientów i wszystkimi numerami telefonów. Z bramy prowadzącej do bocznej
uliczki przy Malmskillnadsgatan dobiegły ją wołania, odbijające się
echem po podwórku. Przystanęła i podniosła wzrok na okno, z którego
uciekła. Ktoś w nim stał. Nie to ją jednak przeraziło.
Zamarła ze strachu, gdy dotarło do niej, że ten ktoś woła ją jej
prawdziwym imieniem.
Tym, którego w tym świecie nikt nie powinien znać.
2
Do północy został jeszcze kwadrans, a potem rok tysiąc dziewięćset
dziewięćdziesiąty czwarty ustąpi miejsca dziewięćdziesiątemu piątemu.
Stół w kuchni w trzypokojowym mieszkaniu przy Hornsgatan był
przystrojony, ale jedzenie -?polędwica wołowa w sosie berneńskim i pieczone ziemniaki -?zdążyły już wystygnąć. Z kieliszków wystawały
złożone w stożek serwetki. Pomiędzy talerzami a sztućcami mieniło się
złote konfetti, a z lampy zwisały poskręcane serpentyny. Tomas Wolf
drgnął, słysząc wybuch petardy gdzieś w okolicy przykrytego śniegiem
parku Tantolunden. Podszedł do okna. Ustalili z byłą żoną, że dzieci
spędzą sylwestra u niego. Ale gdy usiedli do kolacji, Ebba się
rozpłakała i powiedziała, że chce wracać do domu, do mamy.
Siedmioletni Alexander próbował pocieszyć młodszą siostrę, głaszcząc ją
po głowie. Niepewnie spojrzał na bezradnego ojca. Do Tomasa po raz
pierwszy dotarło, jak widzi go syn: jako żałosnego i całkiem
bezwartościowego.
Wziął do ręki paczkę papierosów, wyciągnął z lodówki puszkę piwa Pripps
Bl? i wrócił do pokoju. Zgasił światło, by nie musieć patrzyć na prawie
puste mieszkanie. Zsunął żaluzje w oknie wychodzącym na park, usiadł w fotelu i zapalił papierosa. Zaciągnął się tak mocno, że tytoń aż
zaskwierczał. W pełnym mroku żar był jedynym źródłem światła.
Rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty czwarty różnił się od
minionych. Przypomniało mu się gorące lato, podczas którego Szwecja
zdobyła brązowy medal mistrzostw świata w piłce nożnej, a on sam ścigał
zabójcę dwóch kobiet. Wydarzyło się to zaledwie pięć miesięcy temu.
Miał jednak wrażenie, jakby wszystko to działo się w innym życiu.
Pod koniec września zatonął prom Estonia, wciągając pod wodę osiemset
osób. Mniej więcej równolegle -?Tomas nie był pewien kiedy, bo czas
stracił wtedy kształty, wręcz się zapętlał -?Klara wraz z dziećmi
wyprowadziła się do szeregowego domu w Enskede.
Losy jego rodziny były już przesądzone wiosną, gdy wrócił z misji w Bośni. Pojawiły się u niego wybuchy agresji, zaniki pamięci i koszmary.
Podczas napadów paniki, gdy tracił oddech, myślał, że umrze. Rozumiał,
że coś jest z nim nie tak, że gdzieś pod skórą kryje się jątrząca się
jeszcze rana. Czuł nagły ból, ale nie potrafił zlokalizować jego
pochodzenia. Nie pomagało nic poza tabletkami, które regularnie kupował
od dilera ze złotym kolczykiem w barze Zinken.
By podołać pracy śledczego w wydziale zabójstw sztokholmskiej policji,
nosił ze sobą zawsze notatnik, w którym zapisywał nawet najbardziej
prozaiczne rzeczy, jak to gdzie poprzedniego wieczoru zostawił samochód,
w jakim banku trzymał pieniądze i na której ulicy znajdował się nowy dom
jego byłej żony Klary. Początkowo zdecydowali się na naprzemienną
cotygodniową opiekę nad dziećmi. Ale to nie wyszło. Zapominał odbierać
je z przedszkola, szedł do pracy, nie budząc ich, albo się spóźniał.
Stał się takim ojcem, jakim przyrzekał sobie, że nigdy nie będzie.
Dzieci się go bały. Chodziły wokół niego na palcach. Dziś wieczorem
zrozumiał, że było im go żal. Jego własny syn patrzył na niego z politowaniem.
-?Przepraszam, Alexander -?szepnął w ciemności. -?Przepraszam, Ebba. Do
niczego się nie nadaję.
Fajerwerki za oknem się nasiliły.
Upił łyk piwa i wziął do ręki służbowy pistolet leżący na oparciu
fotela. Odbezpieczył go i po raz ostatni zaciągnął się papierosem.
Wstał. Przeszedł przez ciemny pokój i otworzył okno, by wpuścić do
środka nieco chłodu. Nie chciał, by ciało śmierdziało lub zdążyło
napuchnąć, zanim go znajdą.
Wrócił na fotel. Wciągnął świeże powietrze do płuc i ponownie usiadł.
Wsadził stalową lufę do ust, tak że aż otarła się o zęby.
Wsuwał ją i wysuwał kilkukrotnie, ustawiając pod odpowiednim kątem.
Wziął głęboki wdech, położył palec wskazujący na spuście.
Na pokrytych śniegiem ulicach fajerwerki zamieniały się powoli w prawdziwe crescendo.
Zbliżała się północ.
Jego życie miało się zakończyć właśnie teraz. To właśnie teraz,
trzydziestojednoletni Tomas Wolf przestanie istnieć. Dzieci na pewno
będą za nim tęsknić, ale przynajmniej uniknie momentu, w którym ich żal
przerodzi się w pogardę. Mimo że przeżył wojnę w Bośni, to właśnie ona
pozbawiła go życia.
Z przedpokoju dobiegł dźwięk telefonu. Próbował go zignorować.
Skoncentrować się całkowicie na zakończeniu życia. Kiwał się miarowo do
przodu i do tyłu. Z gardła wydobył się jęk, wręcz zwierzęcy odgłos, gdy
jego mózg toczył walkę z palcem wskazującym.
3
Termometr w samochodzie wskazywał minus trzynaście stopni. Na placu
Hötorget zebrały się setki ludzi w oczekiwaniu na to, co miało się
wydarzyć już za kilka sekund. Północ. Kolejny rok odchodził w zapomnienie.
Vera wsunęła papierosa do ust i nacisnęła samochodową zapalniczkę.
Siedząca w fotelu kierowcy fotografka Carina Hult spojrzała na nią z poirytowaniem.
-?No co, w końcu nowy rok -?rzuciła Vera, uśmiechając się. -?Chyba z tej
okazji mogę sobie zapalić w samochodzie?
Carina ostentacyjnie wysunęła popielniczkę. Zapalniczka kliknęła i Vera
przyłożyła ją do papierosa. Wyszły dziś na łowy. Reporterka i fotografka. Kręciły się po mieście w pogoni za jakimś wielkim
wydarzeniem tej nocy. Newsem, który nadawałby się do gazety. Zaparkowały
przy Kungsgatan w nadziei na pstryknięcie kilku dramatycznych zdjęć z jakiejś pijackiej bijatyki.
-?Dziesięć, dziewięć, osiem...
Z placu dochodziło odliczanie, a po chwili niebo eksplodowało.
Fajerwerki migotały i poświstywały w całym mieście. Zakończył się rok
tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty czwarty. Masowa strzelanina
Mattiasa Flinka w Falun, katastrofa promu Estonia, morderstwo na
Stureplan, seryjny morderca Stig Hoffsten, brąz w mistrzostwach świata i letnie upały zdawały się teraz tak odległe. Wkrótce pewnie już nie
będzie o nich pamiętać.
Vera pochyliła się i pogłośniła policyjne radio. Do tej pory jeszcze nic
im się nie trafiło. Nastał rok dziewięćdziesiąty piąty. Poprzedni,
przepełniony dramatycznymi newsami, zakończył się wyjątkowo ubogim w wydarzenia wieczorem. Marny wynik. Jako reporterka, Vera potrzebowała
morderstw i tego typu rzeczy. O czym innym miałaby pisać.
-?Ile właściwie zarabiasz, z pięćdziesiąt tysięcy? -?zapytała Carina
Hult.
-?W sumie pięćdziesiąt pięć -?odparła Vera.
Rozmowy o pieniądzach zawsze ją krępowały.
-?W takim razie co tu robisz ze mną w sylwestra? Nie wydaje mi się, że
Muryn wyciągnął cię z Kvällsposten, żebyś się szlajała na nocnej
zmianie.
Racja. Vera należała do specjalnego zespołu reporterskiego, który
podlegał bezpośrednio szefowi redakcji "Aftonbladet", Rikardowi
Murynowi. Do gazety zwerbowano ją jesienią. Najpierw musiała odczekać,
aż zakończy się jej okres wypowiedzenia w Kvällsposten. Gdy w końcu w drugim tygodniu grudnia rozpoczęła pracę, katastrofy promu Estonia i morderstwa na Stureplan nikt już nie pamiętał. Status gwiazdy zdobyty na
pogoni za seryjnym mordercą Stigiem Hoffstenem zniknął. Jej zadaniem
było teraz zdobywać własne newsy. Tymczasem od trzech tygodni nie
pojawiał się żaden sensowny temat. Dlatego też dobrowolnie zgodziła się
na nocną zmianę w sylwestra. I tak nie miała szczególnych planów na ten
wieczór.
-?Nie mam ochoty na kolejne wyjście po pracy i wysłuchiwanie, że jestem
z przydziału. Potrzebuję jakiegoś tematu. W przeciwnym razie nie
przedłużą mi umowy.
Carina Hult wskazała na budkę po drugiej stronie ulicy.
-?Z tego, co mi wiadomo, wisisz dziś na tysiącach kiosków w całym kraju.
Reklama ustawiona przed budką przedstawiała najnowsze wydanie
"Aftonbladet", a w nim ekskluzywny wywiad ze szpiegiem Stigiem
Berglingiem, przeprowadzony przez reporterską gwiazdę Verę Berg. W dodatku z ich wspólnym zdjęciem.
-?Dobrze wiesz, że zostałam tam wysłana ze względu na dupę. Bergling
rozmawia jedynie z młodymi dziewczynami.
Vera zgasiła papierosa i spojrzała w niebo. Zewsząd dochodziły odgłosy
wybuchów. Fajerwerki sprawiły, że przypomniała sobie o Siggem, chłopcu,
którym się zajmowała, gdy jego ojciec kryminalista, a zarazem były facet
Very, Jonny, po prostu zniknął. Nie widziała go od września, gdy Jonny
nagle wrócił i groźbami odebrał jej chłopca. Grzebiąc tym samym jej
plany co do adopcji małego. Czy Sigge patrzył teraz na to samo niebo co
ona? A może już spał?
-?Słyszałaś o internecie? -?zapytała Carina.
-?To znaczy?
-?Będziemy mieć stronę internetową. Włączają ją dziś w nocy:
www.aftonbladet.se. Wszystko będzie teraz online. I za darmo.
-?Okej, super.
Vera słyszała o tym projekcie, przerzucali tam wszystkich, których
chciano się pozbyć z gazety.
-?Super? -?zdziwiła się Carina. -?Wiesz, co oznacza za darmo, nie? Że
ludzie przestaną kupować gazetę. A mnie znów zmniejszą się stawki za
zdjęcia.
-?Może. Ale przecież i tak nikt jeszcze nie ma internetu.
Policyjne radio zatrzeszczało.
-?Siedemdziesiątka do radiowozów w centrum. Strzelanina przy
Malmskillnadsgatan czterdzieści sześć. Mamy informację, że jest ofiara
śmiertelna.
-?To nie tam, gdzie ten klub pokerowy? -?zapytała Carina, wrzucając
bieg.
Samochodem zarzuciło lekko, gdy wjechała na ulicę.
-?Zgadza się. I to nielegalny.
Trzy minuty później zaparkowały przy ulicy Malmskillnadsgatan i wysiadły
z samochodu. Dwóch funkcjonariuszy właśnie ustawiało barierki
odgradzające teren. Przyjechały za późno, by dostać się naprawdę blisko
miejsca zdarzenia.
-?To tam. -?Vera wskazała ręką na numer czterdzieści sześć. -?Nie uda
nam się tam podejść.
-?Pełna mobilizacja. Wygląda, jak podczas strzelaniny przy Stureplan.
Vera przeciskała się pomiędzy zgromadzonymi gapiami. Przed wejściem do
klubu pokerowego kilku mężczyzn w źle skrojonych garniturach paliło
papierosy. Za barierkami stały młode dziewczyny w cienkich sukienkach.
Pewnie prostytutki, pomyślała Vera. Jedna z nich płakała.
Dziennikarka wyciągnęła notatnik i długopis. Musiała znaleźć świadków do
artykułu. Zdobyć jakiś wyjątkowy szczegół, który sprawi, że tekst trafi
na okładkę. Ruszyła w stronę płaczącej dziewczyny.
-?Nie znasz przypadkiem tego policjanta? -?Carina wskazała ręką za nią.
-?Może wpuści nas za barierki?
Vera odwróciła się i zobaczyła wysiadającego z samochodu Tomasa Wolfa.
Bez słowa przeszedł obok niej. Podniósł policyjną taśmę i skierował się
na miejsce przestępstwa. Vera była pewna, że ją widział.
Pół roku wcześniej uratował jej życie. A teraz nie uraczył nawet jednym
spojrzeniem.
-?Już nie -?odparła.
4
Wszedł przez otwarte drzwi kamienicy przy Malmskillnadsgatan
czterdzieści sześć. Na klatce schodowej rozbrzmiewały głosy i kroki.
Przed nielegalnym klubem pokerowym Oxen, który znajdował się w tym samym
budynku, kłębił się tłum ludzi. Tomas zmierzył wzrokiem trzęsące się z zimna, mocno umalowane dziwki, stłoczone przy taśmie odgradzającej teren
zwykle należący do nich, oraz pokerowych graczy, zmuszonych do
opuszczenia lokalu, gdy jedno z mieszkań zamieniło się w miejsce
przestępstwa. Kilku nadal trzymało w ręku drinka. Funkcjonariusze
krążyli wśród nich, by zebrać zeznania.
Rozkojarzony, jakby dopiero co wyrwany ze snu Tomas ruszył schodami w górę. Na czwartym piętrze zauważył otwarte drzwi. Włożył rękawiczki i ochraniacze na buty, a potem wszedł do środka. Podłogę w mieszkaniu
wyłożono drogim parkietem w jodełkę. Sufit zdobiła sztukateria i ciężki
kryształowy żyrandol. Ściany pomalowano na różowo. Tomas przeszedł po
wyznaczonej linii prowadzącej do pozostałych pomieszczeń. Miał wrażenie,
że to nie dzieje się naprawdę.
To mogło być jego mieszkanie, gdyby godzinę wcześniej nacisnął na spust.
Powinien już nie żyć. A mimo to nadal znajdował się wśród żywych.
Z sypialni, w której leżała ofiara, dochodziły go rozmowy techników
kryminalistycznych i trzaski fleszu.
Nie miał siły tam zaglądać.
Wszedł do najbliższego pomieszczenia. W środku znajdowało się szerokie
zasłane łóżko z zagłówkiem w złotym kolorze. Obok nocny stolik i staromodne krzesło z aksamitnym zielonym obiciem. Tomas przystanął w oknie wychodzącym na Malmskillnadsgatan. Na zewnątrz padał śnieg. Przez
nieszczelną futrynę ciągnęło zimne powietrze.
Przyszło mu do głowy, że całe mieszkanie wygląda bezosobowo. Znajdowały
się w nim wprawdzie łóżka, meble, lampy i obrazy i wszystkie te rzeczy,
którymi ludzie zapełniają swe domy. A jednak nie był to dom. Tomas sam
nie wiedział, skąd to przeczucie.
-?No, jesteś w końcu -?usłyszał za sobą.
Odwrócił się i zobaczył kolegę z pracy, Zinga. Właściwie partner nazywał
się Lars Johansson, ale po tym jak któregoś razu w latach
siedemdziesiątych obezwładnił włamywacza butelką napoju Zingo, ksywka
przylgnęła do niego i już została. Miał pięćdziesiąt dwa lata, a na
sobie hawajską koszulę z krótkim rękawem. Przez ramię przewiesił beżowy
płaszcz. Przydługie siwe włosy nieco się już przetłuściły.
-?Też cię wezwali? -?zdziwił się Tomas.
-?Jak widać. Myślałem, że masz dziś dzieci na kolacji.
-?Nie wyszło.
-?To do nas biednych rozwodników wydzwaniają, gdy ludzie zabijają się w święta. Poza tym trochę brakuje nam personelu, przy porcie
Hammarbyhamnen też popełniono morderstwo. W magazynie soli znaleziono
martwego chłopaczka. Ktoś odciął mu dłoń. Wcześniej tego samego dnia
widziano go w Höder Dart.
Höder Dart to imprezowy lokal dla skinów i neonazistów, znajdujący się w budynku należącym do Fyrhuset. Dawniej Tomas często tam bywał ze
starszym bratem przyrodnim Kristianem.
-?Co to za miejsce? -?zapytał, wskazując ręką na łóżko.
Zingo nie odpowiedział. Wychylił się tylko do przedpokoju i poprosił, by
przyniesiono lampę fluorescencyjną. Następnie założył ręce na plecach i stanął przy oknie zaraz obok Tomasa. Grupka gapiów przy taśmie
policyjnej robiła się coraz większa.
-?Czujesz? -?zapytał Zingo, pociągając nosem.
Tomas nie odpowiedział.
-?Żadne inne miejsce na świecie nie śmierdzi pijactwem i przemocą tak
bardzo jak to pieprzone miasto zimą. W tym roku w kraju zginie prawie
sto dziesięć osób. Od noża, kuli albo pięści. Sam widzisz, że już się
zaczęło. A my przyglądamy się temu z pierwszego rzędu.
Do pokoju wszedł technik z lampą.
-?Zamknij za sobą drzwi i zgaś światło, jak będziesz wychodził -
poprosił Zingo.
Technik bez słowa opuścił pomieszczenie.
Poza wąskim żółtym światłem dochodzącym z ulicy pokój spowijała
ciemność. Zingo skierował lampę na łóżko i nagłówek. Ich oczom ukazały
się niebiesko-białe plamy. Zingo przesunął strumień na ściany i podłogę.
-?Mleczna droga ze spermy -?podsumował.
-?Burdel?
-?Tak.
Zingo podszedł do ściany, szukając włącznika. Zapalił światło. Otworzył
drzwi i polecił Tomasowi, by poszedł za nim. Stanęli w progu przyległego
pokoju.
Na wykładzinie leżał nagi siwy mężczyzna. Z raną postrzałową głowy.
-?Bertil Runström. Rocznik tysiąc dziewięćset dwudziesty drugi -
powiedział Zingo.
Tomas szybko obliczył w myślach, że mężczyzna miał w takim razie
siedemdziesiąt dwa lata. Kawałek dalej w salonie z aparatem w dłoni
klęczał technik. Tomas przystanął przy nim, przyglądając się mokrym
śladom butów, które tamten fotografował.
-?Zapewne tutaj stał sprawca -?rzucił z przedpokoju Zingo. -?Strzelił
Runströmowi między oczy z odległości... ilu? Sześciu metrów? Niezły
wyczyn, że tak to ujmę.
Tomas zatrząsł się z zimna. Odwrócił się i podszedł do otwartego okna po
drugiej stronie salonu. Dostrzegł wystający daszek, a na nim wyraźne
ślady stóp na śniegu. Prowadziły do drabiny ewakuacyjnej wijącej się w dół na podwórko.
-?Tędy zwiał po wszystkim? -?zawołał.
-?Albo zwiała -?rzucił Zingo, stojący za nim.
Tomas odwrócił głowę.
-?Zwiała?
Zingo poprawił kołnierz koszuli. Wyglądało na to, że zimno mu nie
przeszkadza.
-?Okna Oxen wychodzą na podwórko -?powiedział, wskazując ręką w dół. -
Kilku graczy podobno widziało nagą kobietę przebiegającą tędy zaraz po
strzałach.
Z przedpokoju dobiegły ich kroki i głosy. Do pokoju weszło dwóch
wysokich mężczyzn w czarnych prochowcach. Rozejrzeli się po
pomieszczeniu i zdjęli skórzane rękawiczki.
-?A niech mnie diabli -?rzucił Zingo.
-?Co to za jedni? -?zapytał Tomas.
-?Jeśli się nie mylę, to patrzysz właśnie na reprezentantów tajnej
królewskiej stajni talentów.
Ubrani na czarno mężczyźni od razu do nich podeszli. Wyciągnęli
legitymacje służb bezpieczeństwa. Zingo się wyprostował i uniósł dłoń do
czoła w ironicznym geście oddawania im honoru.
-?Możecie się już zabierać, przejmujemy sprawę -?powiedział jeden z funkcjonariuszy.
5
Zapłakana kobieta nie miała Verze wiele do powiedzenia. Trzęsła się cała
ze strachu i pewnie nie umiała powiedzieć ani słowa po szwedzku. Od
pilnującego porządku funkcjonariusza udało się jednak Verze wyciągnąć,
że sprawa dotyczy morderstwa. W mieszkaniu na górze znaleziono martwego
mężczyznę. To wszystko, czego się dowiedziała. Ogarniała ją frustracja.
Niedługo musi coś przesłać do redakcji. Deadline zbliżał się wielkimi
krokami. Tomas kręcił się w środku, ale nie chciał z nią rozmawiać.
Kopnęła puszkę po piwie, która potoczyła się po oblodzonym chodniku.
Ruszyła w stronę znajdującego się obok klubu pokerowego. Podeszła do
grupki palących mężczyzn.
-?Może któryś z panów coś widział? Jestem z "Aftonbladet".
Niski grubawy mężczyzna w rogowych oprawkach odsunął się od reszty.
Wyglądał na podenerwowanego. Mimo minusowej temperatury na zewnątrz jego
łysinę pokrywały kropelki potu.
-?Tylko proszę mnie nie cytować -?zaczął.
-?Bez obaw, nie będę.
Dyskretnie dała znać Carinie Hult, żeby nie podchodziła.
-?Tam mieści się burdel -?szepnął mężczyzna, wskazując pod numer
czterdzieści sześć. -?Proszę nie pytać, skąd wiem. Usłyszałem strzał i wyjrzałem przez okno. Zobaczyłem uciekającą dziewczynę. Całkiem nagą.
Wszystko jej było widać.
-?Tutaj, na ulicy?
-?Na podwórku. Wychodzą na nie okna klubu. Zwykle palimy właśnie tam.
Ale teraz policja wszystko odgrodziła. W każdym razie dziewczyna wbiegła
do klatki schodowej po przeciwnej stronie.
-?Skoro pan wie, że tam jest burdel, to może zna pan też tę dziewczynę?
-?Niestety nie.
-?Na ile wyglądała?
-?Osiemnaście, może dziewiętnaście lat. Prawdziwa donna.
-?Miała broń?
-?Nie wiem. Nie wydaje mi się. Patrzyłem głównie na... piersi.
Vera podziękowała mu za informacje. Przez chwilę zastanawiała się nad
tym, co opowiedział jej mężczyzna. Czyżby sprawcą była ta naga kobieta?
A może tylko niewinnym świadkiem? Musi się o niej dowiedzieć więcej.
Zaczęło wiać i Vera otuliła się szczelniej płaszczem. Przy taśmie
policyjnej zauważyła mężczyznę z logo klubu motocyklowego Odin na
plecach. Po bliźnie na twarzy rozpoznała w nim jednego z oprychów, który
ją obmacywał, gdy zeszłego lata szukała Jonnego.
Podeszła do niego i poklepała go po plecach.
-?Chyba cię skądś znam -?rzuciła.
Miała rację, to ten typ.
-?Proszę, proszę. Panna dziennikarka.
Uśmiechnął się szeroko, tak że snus umieszczony pod dolną wargą prawie
mu wypadł.
-?Pilnujecie tu drzwi, co?
-?A co cię to obchodzi?
-?W środku była kobieta. Kto to?
-?Nie mam pojęcia, o kogo ci chodzi.
Vera zrobiła krok w jego stronę.
-?Lepiej sobie przypomnij, bo zaraz pójdę do któregoś funkcjonariusza i powiem mu, że mnie obmacywałeś. Może nawet zrobię oficjalne zgłoszenie.
-?Dobra, dobra. Nie wiem, co to za jedna. My tylko pilnujemy drzwi,
tutaj i w kilku innych lokalach w mieście. Dziewczynami zajmuje się ktoś
inny.
Pewnie mówił prawdę. Z tego, co Vera się orientowała, klub motocyklowy
Odin nigdy nie zajmował się handlem ludźmi. Ale może ich przywódca P?l
wie o tej kobiecie coś więcej. To on w zeszłym roku pomógł jej wsadzić
Jonnego, dzięki czemu opieka społeczna powierzyła jej Siggego. P?l może
i był kryminalistą, ale godnym zaufania.
-?P?l się tutaj gdzieś kręci? -?zapytała.
Typek z blizną spojrzał na nią podejrzliwie.
-?Nie wolno mi o tym gadać.
-?Zawsze mogę pójść zgłosić cię na policję.
-?Dawno go nie widziałem. Trzyma się na uboczu. Sporo ostatnio
wyjeżdżał.
-?Okej.
Vera zdjęła rękawiczkę i spojrzała na zegarek. Minęła druga, musiała się
spieszyć, jeśli miała zdążyć z artykułem do porannego wydania gazety. Z zimna aż bolały ją palce.
Rozejrzała się w poszukiwaniu Cariny. Fotografka stała kawałek dalej,
robiąc zdjęcia budynkom przy ulicy Malmskillnadsgatan. Vera dała jej
znać, że idzie zadzwonić i zapowiedzieć temat.
Na moście Malmskillnadsbron panowała cisza. Vera przystanęła i spojrzała
w stronę Kungsgatan. Nie było czego podziwiać. Na wysokości kina
Rigoletto jakiś mężczyzna wymiotował oparty o ścianę budynku. Spodnie
zwisały mu w kolanach, tak jakby odruch wymiotny zastał go w trakcie
sikania. Po drugiej stronie ulicy dwóch facetów wdało się w bójkę. Od
strony placu Stureplan podjeżdżał do nich radiowóz na światłach.
Na Östermalmie wystrzeliła spóźniona petarda i Vera znów pomyślała o Siggem. Ciekawe, czy za nią tęsknił. I czy jego życie z Jonnym było tak
samo chaotyczne i złe jak wcześniej.
Całą jesień poświęciła na odzyskanie opieki nad chłopcem. Skorzystała ze
swoich kontaktów w urzędach i poprosiła o pomoc prawnika, któremu
zapłaciła dziesięć tysięcy koron. Niestety jakimś cudem Jonnemu udało
się załatwić zaświadczenie o zatrudnieniu w piekarni i pozytywną opinię
o tym, jak przykładnie wykonuje swoje obowiązki i że porzucił kryminalną
przeszłość. Vera wprawdzie wiedziała, że właściciel piekarni to
hazardzista, któremu Jonny pożyczał pieniądze, ale nie miało to
znaczenia. Jonny był ojcem Siggego.
Wybrała numer do dyżurnego redakcji, Andersa Gärdéna, którego wszyscy
nazywali Szczupakiem.
-?Tu Vera Berg.
-?Słucham, z czym też przychodzi do nas dzisiaj nasza gwiazda? Zobaczymy
w końcu w gazecie twoją stopkę redakcyjną czy będziesz już tylko kasować
wypłatę?
-?Chcesz czołówkę czy nie?
-?Dobra, dobra.
-?Mamy noworoczne morderstwo -?zakomunikowała Vera. -?Strzelanina w centrum miasta. Łap tytuł.
NAGA KOBIETA
UCIEKAŁA PRZEZ ŚNIEG
-?poszukiwana w całym kraju po
NOWOROCZNYM MORDERSTWIE
Vera uśmiechnęła się, dyktując tytuł. Wiedziała, że to zdanie pojawi się
wkrótce na każdej stacji benzynowej i kiosku z gazetami w całym kraju.