Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Listy, s. 469. [wróć]
RQG do MCG, 30 listopada 1913; niedatowana relacja, KESC, marzec 1914,
s. 11-12. [wróć]
KESC, marzec 1914, s. 9. [wróć]
Ibidem, grudzień 1912, s. 86. [wróć]
Podobnie jak jego opracowanie muzyczne hymnów Sing we the King oraz
Trull. Por J.T. Lightwood, The Music of the Methodist Hymn Book,
Epworth 1955, s. 94-95, 398. [wróć]
Pamiętnik CLW, OEG. [wróć]
CLW do JRRT, 15 listopada 1914. [wróć]
Ibidem; JRRT do CLW, 16 listopada 1914. [wróć]
CLW do JRRT, 27 kwietnia 1911. [wróć]
KESC, marzec 1911, s. 19-20; kwiecień 1912, s. 28; lipiec 1910, s. 79; grudzień 1910, s. 92. [wróć]
CLW do JRRT, 27 października 1915. [wróć]
Ibidem, 10 listopada 1914; 27 października 1915; 1 marca 1916. [wróć]
Ibidem, 5 czerwca 1913; 10 listopada 1914. [wróć]
R. Ensor, England 1870-1914, Oxford 1936, s. 442. [wróć]
KESC wśród członków TCBS nie wymienia T.K. Barnsleya - prawdopodobnie dlatego, że uwzględnia tylko prefektów. [wróć]
RQG do MCG, 17 i 22 lutego 1914. [wróć]
Ibidem, 30 listopada 1913. [wróć]
Niepodpisany artykuł wstępny, KESC, lipiec 1911, s. 53. [wróć]
Czwartym był obrońca w drużynie JRRT, George Morley Smith. [wróć]
J.M. Winter, The Great War and the British People, Macmillan 1986, s.
92-99. [wróć]
Władca Pierścieni, tłum. M. Skibniewska, t. 1, Warszawa 2003, s. 14 (przyp. - A.S.). [wróć]
Wywiad przeprowadzony w 1964 roku przez D. Gueroulta, BBC Sound
Archives. [wróć]
Jeśli chodzi o życie Tolkiena do 1910 roku, zob. Biografia, s. 21-81. [wróć]
J. Priestman, J.R.R. Tolkien: Life and Legend, Oxford 1992, s. 9, 12,
19. [wróć]
Biografia, s. 34, 40, 93; J. Priestman, J.R.R. Tolkien..., s. 8-10; Artist, s. 201; Listy, s. 613. [wróć]
O baśniach, w: Potwory, s. 175-176; Listy, s. 506-507. [wróć]
Listy, s. 283. [wróć]
Biografia, s. 51. [wróć]
Listy, s. 348. [wróć]
Biografia, s. 78. [wróć]
Ibidem, s. 79; protokół ze spotkania Stapeldon Society, 4 marca 1914. [wróć]
Biografia, s. 78-79. [wróć]
CLW do GBS, 30 sierpnia 1916. [wróć]
Biografia, s. 40. [wróć]
Angielski i walijski, w: Potwory, s. 247. [wróć]
Bodleian Tolkien, E16/8. [wróć]
Listy klas SKE. [wróć]
Angielski i walijski, w: Potwory, s. 248; Listy, s. 348, 581. [wróć]
RQG do MCG, 22 maja 1914; RQG do EK, 10 marca 1916. [wróć]
KESC, marzec 1911, s. 19-20. [wróć]
Pamiętnik CLW, OEG. [wróć]
CLW do JRRT, 10 listopada 1914, oraz Patricia Wiseman w rozmowie z autorem. [wróć]
Wywiad przedstawiony we fragmencie, w: B. Sibley, J.R.R. Tolkien: An
Audio Portrait (BBC Worldwide, 2001). [wróć]
Tajony nałóg, w: Potwory, s. 261. [wróć]
"Parma Eldalamberon" 12, s. IV, X-XI; informacja od Ardena R. Smitha. [wróć]
Możliwe, że gautisk był ekstrapolacją gockiego, lecz prawdopodobnie miał
być językiem Geatów z dawnej Skandynawii, językiem, którym mógłby się
posługiwać zabójca potworów Beowulf, zanim opowieść o nim spisano w języku staroangielskim. Chociaż Rob Gilson - jak sam wyznał - na
filologii znał się nie najlepiej, niektóre z przydomków, jakich używał w listach do przyjaciół, pozwalają przypuszczać, że brał udział w zabawie
swojego przyjaciela w wymyślanie języków. Niestety, rozszyfrowywanie
tych przydomków także jest kwestią domysłów. Wydaje się, że Tolkien to
"p. Undarhruiménitu??", a G.B. Smith to "Haughadel" lub "Hawaughdall"
(RQG do JRRT, 4 października 1911 i 21 marca 1913). [wróć]
KESC, październik 1911, s. 72; Biografia, s. 81-82. [wróć]
KESC, październik 1912, s. 66. [wróć]
Fotografia Żab, SKE [lipiec 1913]. [wróć]
W.H. Tait, OEG, czerwiec 1972, s. 17. [wróć]
Listy, s. 698. [wróć]
Ibidem. [wróć]
CLW do JRRT, 27 kwietnia oraz 17 sierpnia 1911, 19 marca oraz 20
listopada 1912; pamiętnik CLW, OEG. [wróć]
Wszyscy uczestnicy prowadzonych po łacinie dorocznych szkolnych debat
mieli odpowiedni łaciński pseudonim. W drodze bezpośredniego tłumaczenia
Wiseman ("mądry człowiek") otrzymał miano Sapientissimo Ingenti, a Barrowclough ("kopiec-rozpadlina") Tumulus Vallis. Cary Gilson w uznaniu dla entuzjazmu, jaki żywił wobec Alp, nazywał się Carus
Helveticus, a Rob otrzymał zdrobniałą formę tego przydomka, Carellus
Helveticulus. Wilfrid Payton to Corcius Pato, a jego młodszy brat
Ralph - Corcius Pato Minor. Vincent Trought (wymowa tego nazwiska jest
bardzo podobna do wymowy wyrazu trout "pstrąg" - A.S.) to bardzo
śliski Salmonius Tructa Rufus; lecz "Herbatnik" Barnsley otrzymał
przydomek Placenta Horreo, pochodzący od łacińskich wyrazów znaczących
"placek" i "stodoła". Wszystkie przydomki Tolkiena są grą słów na
podstawie znaczenia jego nazwiska przedstawionego żartobliwie jako toll
keen ("myto" - "zapalony"): Vectigalius Acer, Portorius Acer
Germanicus oraz, jako ukłon w stronę jego mistrzostwa językowego,
Eisphorides Acribus Polyglotteus (KESC, marzec 1909; marzec 1910;
marzec 1911). [wróć]
CLW do JRRT, 27 kwietnia 1911. [wróć]
RQG do JRRT, 10 czerwca 1913. [wróć]
J.B. Priestley, The Edwardians, Penguin 2000, s. 84. [wróć]
J. Yates, The Battle of the Eastern Field: A Commentary, "Mallorn" 13,
1979, s. 3-5. [wróć]
Możliwe, że zetknął się z tym imieniem jedynie w powieści Henry'ego
Ridera Haggarda Ona, w której wśród egipskich potęg jest wymienione
lwiogłowe bóstwo Sekhet (H.R. Haggard, She, s. 281), lecz nie jest
podana jego płeć (w polskim przekładzie jego płeć jest określona jako
żeńska - A.S.). [wróć]
KESC, marzec 1911, s. 22-27. [wróć]
Ibidem, luty 1909, s. 9. [wróć]
Protokoły ze spotkań Stapeldon Society, 1 grudnia i 7 listopada 1913. [wróć]
KESC, luty 1911, s. 5. [wróć]
Ibidem, październik 1911, s. 79. [wróć]
Hymn SKE autorstwa Alfreda Hayesa (1857-1936); A. Trott, No Place for
Fop or Idler: The Story of King Edward's School, Birmingham, James
& James, 1992, s. 1; Hobbit z objaśnieniami, Wrocław 2012, s. 388. [wróć]
Priscilla i Michael Tolkien, cytowani w niepodpisanej relacji, "Amon
Hen" 13, październik 1974, s. 9. [wróć]
KESC, listopad 1910, s. 69, 73. [wróć]
Ibidem, lipiec 1911, s. 59-60; Listy, s. 636 (napisano tam, że grupa
ta liczyła dwanaście osób). [wróć]
Niepodpisany artykuł wstępny, KESC, czerwiec 1911, s. 33. [wróć]
Wyrażenie adfuit omen zyskuje szczególne znaczenie dzięki kontrastowi
z normalnie używanym sformułowaniem absit omen ("niech to nie będzie
omen").Można by je sparafrazować jako "to był zdecydowanie cholerny
omen" (T.A. Shippey do autora). [wróć]
KESC, listopad 1910, s. 69. [wróć]
W.H. Tait, OEG, czerwiec 1972, s. 17. [wróć]
L. James, The History of King Edward's Horse (The King's Oversea
Domi-nions Regiment), Sifton 1921, s. 1-53. [wróć]
"The Stapeldon Magazine", December 1911, s. 117-118. [wróć]
Priscilla i Michael Tolkien, cytowani w "Amon Hen" 13, s. 9.
(Niepodpisana relacja stwierdza błędnie, że Tolkien rozpoczął wojenną
służbę wojskową w Konnicy Króla Edwarda). [wróć]
Akta przebiegu służby JRRT. [wróć]
Niepodpisany List z Oksfordu, KESC, grudzień 1911, s. 100. [wróć]
CLW do JRRT, 27 kwietnia 1911. [wróć]
L. Topliffe, Tolkien as an Undergraduate, w: Exeter College
Association Register, Oxford 1992, s. 32. [wróć]
"The Stapeldon Magazine", December 1911, s. 110-111. [wróć]
Listy, s. 350. [wróć]
Tym popularnym wydaniem, które czytał Tolkien, było wydanie W.F.
Kirby'ego. [wróć]
RQG do JRRT, 4 października 1911. [wróć]
A Finnish Grammar Eliota była pierwszą gramatyką języka fińskiego napisaną po angielsku. JRRT pożyczał ją w dniach 25 listopada do 5 grudnia 1911, 25 października do 5 grudnia 1912 oraz 14 listopada 1914 do 16 stycznia 1915 (wykaz wypożyczeń biblioteki Kolegium Exeter). [wróć]
Listy, s. 349. [wróć]
Według Listów (s. 350) rozpoczęta w latach 1912-1913, lecz na s. 18
Listów czytamy, że Tolkien wciąż nad nią pracował w październiku 1914.
"Opowieść o Kullervo" Tolkiena została zredagowana przez Verlyn Flieger
i wydana wraz z jego esejem o Kalevali (London 2015). Wyd. pol. tłum.
A. Sylwanowicz, Warszawa 2016 (przyp. - A.S.). [wróć]
J.B. Priestley, The Edwardians, s. 218. [wróć]
P. Parker, The Old Lie: The Great War and the Public-School Ethos,
Constable 1987, s. 94. [wróć]
KESC, czerwiec 1907, s. 36. [wróć]
Thomas Smith, urzędnik handlowy: Corpus Christi Biographical Register
1880-1974. [wróć]
RQG do JRRT, 4 października 1911. [wróć]
CLW do JRRT, 19 marca 1912. [wróć]
KESC, październik 1911, s. 70, 73. [wróć]
Ibidem, marzec 1912, s. 14; Biografia, s. 93-94. [wróć]
CLW do JRRT, 21 oraz 22 stycznia 1912. [wróć]
KESC, marzec 1912, s. 4. [wróć]
Vincent Trought urodził się w Birmingham 8 kwietnia 1893 roku i zmarł 20
stycznia 1912 roku w Gorran Haven, gdzie został pochowany. [wróć]
Artist, s. 34-40. Wymienione tu rysunki powstały między grudniem 1911 a latem 1913. [wróć]
L.R. Farnell, An Oxonian Looks Back, Martin Hopkinson,1934; Listy,
s. 18. Jego magnum opus to Cults of the Greek States (1896-1909). [wróć]
Wywiad przedstawiony we fragmencie, w: B. Sibley, J.R.R. Tolkien... [wróć]
Listy, s. 645. Comparative Grammar of the Greek Language ("Gramatyka porównawcza języka greckiego") Wrighta została wydana w styczniu 1912. [wróć]
RQG do JRRT, 27 kwietnia 1913. [wróć]
L.R. Farnell, An Oxonian Looks Back, s. 57. [wróć]
Listy, s. 645, 659. [wróć]
KESC, październik 1912, s. 67-69. [wróć]
Ibidem, luty 1913, s. 7-8. [wróć]
Biografia, s. 96. [wróć]
JRRT do EMB, 2 lutego 1913, w: Family Album, s. 35; KESC, grudzień
1911, s. 101. [wróć]
RQG do MCG, 7 oraz 13 kwietnia 1913. [wróć]
Biografia, s. 87, 109 oraz fotografia 6b w pierwszym polskim wydaniu Biografii (J.R.R. Tolkien. Wizjoner i marzyciel, tłum. A. Sylwanowicz, Warszawa 1997). [wróć]
KESC, grudzień 1912, s. 85. [wróć]
J. Priestman, J.R.R. Tolkien..., s. 26. [wróć]
Protokół ze spotkania Stapeldon Society. Za prezesury JRRT sekretarzem
był Colin Cullis. [wróć]
CLW do JRRT, 20 listopada 1912. [wróć]
KESC, luty 1913, s. 5-6. [wróć]
Wstęp
Wstęp
To studium biograficzne zrodziło się z jednego spostrzeżenia: jakie to dziwne, że J.R.R. Tolkien zaczął tworzyć
swoją monumentalną mitologię w samym środku pierwszej wojny światowej,
tego pełnego rozczarowań kryzysu, który ukształtował współczesność.
Książka opisuje życie Tolkiena oraz próby tworzenia przez niego poezji i prozy na przestrzeni lat 1914-1918, od początkowych wypraw podczas
ostatniego roku studiów w Oksfordzie na obszar pierwszego wymyślonego
przez niego "elfickiego" języka, poprzez poszerzenie horyzontów w toku
żmudnego wojskowego szkolenia, a następnie grozę działania w roli
batalionowego oficera sygnałowego w bitwie nad Sommą, po dwa lata, które
spędził jako inwalida, strzegąc brytyjskiego wybrzeża i pisząc pierwsze
opowieści swojego legendarium.
Wypuszczając się daleko poza militarne aspekty wojny, starałem się
wykazać szeroki zakres oraz głębię inspiracji i zainteresowań pisarza.
Rozwój mitologii Tolkiena badam od jej pierwszych zalążków
lingwistycznych i poetyckich do wczesnego rozkwitu w Księdze
Zaginionych Opowieści, prekursorce Silmarillionu mającego początkowo
stanowić zbiór zapomnianych opowieści z dawnego świata widzianych oczami
elfów. Oprócz krytycznej analizy tego pierwszego wypadu do krainy, którą
Tolkien zaczął później nazywać Śródziemiem, zawarłem w książce
komentarze do wielu jego wczesnych wierszy. Jeden z nich (Samotna
Wyspa) pojawia się tu w całości po raz pierwszy od jego ukazania się
drukiem w latach dwudziestych dwudziestego wieku w dawno już
wyczerpanym tomiku, który wydała niewielka oficyna. Mam nadzieję, że
potraktowałem wczesną poezję i prozę Tolkiena tak poważnie, jak na to
zasługują nie jako juwenilia, lecz jako wizja niezwykłego pisarza
znajdującego się na początku swojej twórczej drogi; wizja już szeroko
zakrojona i poruszająca ważkie tematy, a mimo to w sposób
charakterystyczny dla Tolkiena obfitująca w szczegóły, wnikliwa i pełna
życia.
Jednym z moich celów było umieszczenie literackich poczynań Tolkiena w kontekście tego międzynarodowego konfliktu oraz towarzyszących mu zmian
kulturowych. Bardzo mi w tym pomogło, po pierwsze, ujawnienie
zastrzeżonych dotąd akt przebiegu służby oficerów armii brytyjskiej
podczas pierwszej wojny światowej, po drugie, uprzejmość Tolkien Estate,
dzięki której zyskałem dostęp do dokumentów z okresu wojny zachowanych
przez samego Tolkiena oraz nadzwyczajnych i poruszających listów TCBS,
grupy przyjaciół ze szkoły, którzy mieli nadzieję osiągnąć wielkość,
lecz zaznali wielkich cierpień i tragedii swoich czasów, i po trzecie,
wielkoduszność rodziny przyjaciela Tolkiena, Roba Gilsona, która dała mi
nieograniczony wgląd do wszystkich jego dokumentów. Splecione ze sobą
losy Gilsona, Geoffreya Bache'a Smitha, Christophera Wisemana oraz
Tolkiena - wizja, którą podzielali, a czasami nawet ich żarliwe spory -
pozwalają, moim zdaniem, znacznie lepiej zrozumieć motywacje tego
ostatniego jako pisarza.
Choć Tolkien często opisywał swoje wojenne przeżycia w listach do synów,
Michaela i Christophera, którzy z kolei służyli w wojsku podczas drugiej
wojny światowej, nie zostawił po sobie ani autobiografii, ani wspomnień.
Znajdujący się wśród jego wojskowych dokumentów krótki dziennik
dostarcza niewielu informacji ponad te dotyczące przemieszczania się
Tolkiena w czasie czynnej służby wojskowej we Francji. Jednakże istnieje
takie bogactwo opublikowanych oraz archiwalnych materiałów o bitwie nad
Sommą, że mogłem odtworzyć szczegółowy obraz miesięcy spędzonych tam
przez Tolkiena, łącznie ze scenerią i wydarzeniami, jakie rozgrywały się
na trasie, którą danego dnia przemierzał ze swoim batalionem.
Można tu wspomnieć, że jeśli chodzi o bataliony Smitha i Gilsona,
zostały opublikowane (odpowiednio przez Michaela Stedmana i Alfreda
Peacocka) pełne i szczegółowe wykazy dotyczących ich materiałów
źródłowych, lecz przez ponad pięćdziesiąt lat nikt nie podjął się
stworzenia żadnej syntezy w odniesieniu do batalionu Tolkiena ani, jak
sądzę, takiej, która wykorzystywałaby w podobnym zakresie relacje
naocznych świadków. Niniejsza książka stanowi zatem jedyny taki
współczesny opis doświadczeń 11. Batalionu Fizylierów z Lancashire
podczas bitwy nad Sommą. Ponieważ jednak mój tekst nie dotyczy głównie
zagadnień dokumentacji wojskowej, starałem się nie przeciążać go nazwami
okopów i innych zaginionych punktów orientacyjnych (które często mają
różne nazwy w języku francuskim oraz oficjalnym i potocznym angielskim),
odniesieniami do map czy też szczegółami dotyczącymi rozmieszczenia
dywizji i brygad.
Już samo fenomenalne ogólnoświatowe zainteresowanie Tolkienem stanowi
wystarczający powód podjęcia się napisania takiego studium, mam jednak
nadzieję, że okaże się ono pomocne dla czytelników, którzy interesują
się jego opisami mitologicznych wojen toczących się od dawnego
Beleriandu po Rh?n i Harad, a także dla tych, którzy tak jak ja uważają,
że zasadniczą rolę w kształtowaniu Śródziemia odegrała pierwsza wojna
światowa.
W trakcie badań doszedłem do wniosku, że pojawienie się tej
wyimaginowanej wersji naszego pradawnego świata w samym środku pierwszej
wojny światowej wcale nie jest takie dziwne, choć nadal jest wyjątkowe.
Krótko mówiąc, sądzę, że tworząc swoją mitologię, Tolkien uratował z ruin historii wiele z tego, co nadal dobrze jest mieć. Ale też uczynił
coś więcej, niż zaledwie ocalił tradycje Czarodziejskiej Krainy: on je
przekształcił, wzmocnił i ożywił dla współczesności.
Natomiast biograficzny aspekt niniejszej pracy tak się rozrósł, że w końcu uznałem, iż powinienem ograniczyć swoje komentarze na temat
możliwego związku między życiem i twórczością Tolkiena do kilku uwag i przedstawić ogólne wnioski w posłowiu. Zapoznawszy się z doświadczeniami
Tolkiena, jakie zdobył podczas wojny, ci czytelnicy, którzy znają
Hobbita oraz Władcę Pierścieni czy też Silmarillion i jego
poprzedników, będą mogli, jeśli zechcą, wyciągnąć własne, bardziej
szczegółowe wnioski w kwestii tego, jak wojna ukształtowała te
opowieści.
Być może chciałby tego sam Tolkien, gdyby w istocie uznawał jakiekolwiek
biograficzne badania swojego życia i pisarstwa. Kilka lat po ukazaniu
się Władcy Pierścieni napisał w liście:
Jestem przeciwny współczesnemu trendowi w krytyce, który kładzie
nadmierny nacisk na szczegóły życia pisarzy i malarzy. Odciągają one
jedynie uwagę od dzieł pisarza [...] i stają się w końcu, co często
ostatnio widać, głównym przedmiotem zainteresowania. Lecz jedynie Anioł
Stróż, a właściwie sam Bóg, mógłby ujawnić prawdziwy związek między
faktami z życia prywatnego i dziełami danego pisarza. Nie sam autor
(choć wie więcej niż jakikolwiek badacz) i z pewnością nie tak zwany
psycholog1.
Nie mam boskiego wglądu w umysł Tolkiena i nie udaję, że kładę go na
leżance psychiatry. Nie szukałem sensacji ani skandalu, lecz cały czas
skupiałem się na kwestiach, które moim zdaniem odegrały jakąś rolę w rozwoju jego legendarium. Mam nadzieję, że ta opowieść o przejściu
geniusza wyobraźni przez światowy kryzys jego czasów rzuci nieco światła
na tajemnice tworzenia owego legendarium.
Wszystkie opinie, interpretacje i wyjaśnienia są moje i nie pochodzą od
rodziny Tolkiena ani Tolkien Estate. Dziękuję jednakże i rodzinie, i personelowi Tolkien Estate za zgodę na publikację materiałów zawartych w prywatnych dokumentach oraz wydanych dziełach J.R.R. Tolkiena.
Pisząc niniejszą książkę, zaciągnąłem ogromny dług wdzięczności u wielu
osób. Przede wszystkim muszę podziękować Douglasowi A. Andersonowi,
Davidowi Brawnowi i Andrew Palmerowi za rady i pomoc wykraczające poza
ramy zobowiązań i przyjaźni. Bez ich pomocy, podobnie jak bez pomocy
Carla F. Hostettera i Charlesa Noada, książka ta nie ujrzałaby światła
dziennego. Chciałbym wyrazić szczególną wdzięczność Christopherowi
Tolkienowi za to, że tak wielkodusznie dzielił się ze mną nie tylko
osobistymi dokumentami ojca, lecz także swoim czasem; jego trafne
komentarze ustrzegły mnie przed wieloma pułapkami i pomogły nadać
kształt niniejszej książce. Julii Margretts i Frances Harper chciałbym
podziękować za wielką życzliwość, jakiej dały dowód, pożyczając mi listy
i zdjęcia R.Q. Gilsona. Za uprzejme odpowiedzi na pytania dotyczące
Christophera Wisemana i zgodę na cytowanie jego listów dziękuję wdowie
po nim Patricii oraz jej córce Susan Wood.
Swoją wiedzą i spostrzeżeniami na temat różnorakich aspektów życia oraz
twórczości Tolkiena dzielili się ze mną: David Doughan, Verlyn Flieger,
Wayne G. Hammond, John D. Rateliff, Christina Scull i Tom Shippey;
krytyczne studium tego ostatniego, zatytułowane Droga do Śródziemia,
znacznie pogłębiło moje rozumienie twórczości Tolkiena. Gdyby nie pomoc
Christophera Gilsona, Ardena R. Smitha, Billa Weldena i Patricka
Wynne'a, moje omówienia kwestii lingwistycznych zeszłyby na manowce. W zrozumieniu rozmaitych zagadnień związanych z armią Kitchenera i bitwą
nad Sommą pomogli mi Phil Curme, Michael Stedman, Phil Russell, Terry
Carter, Tom Morgan, Alfred Peacock i Paul Reed. Muszę także podziękować
tym wszystkim, którzy poświęcili czas, by odpowiadać na moje niekończące
się pytania, a są to: Robert Arnott, wielebny Roger Bellamy, Matt
Blessing, Anthony Burnett-Brown, Humphrey Carpenter, Peter Cook, Michael
Drout, Cyril Dunn, Paul Hayter, Brian Sibley, Graham Tayar, Timothy
Trought i Catherine Walker.
Naturalnie żadna z wymienionych tu osób nie ponosi odpowiedzialności za
błędy faktograficzne czy interpretacyjne, jakie mogły się zakraść.
Za pomoc w prowadzeniu kwerendy chciałbym wyrazić wdzięczność wielu
osobom. Są wśród nich Lorise Topliffe i Juliet Chadwick z oksfordzkiego
Kolegium Exeter, Christine Butler z Kolegium Corpus Christi tego samego
uniwersytetu, Kerry York ze Szkoły Króla Edwarda w Birmingham, dr Peter
Liddle z Brotherton Library na uniwersytecie w Leeds, Tony Sprason z Muzeum Fizylierów z Lancashire w Bury, Catherine Walker z Uniwersytetu
Napiera w Edynburgu, a także personel narodowych archiwów w Kew, działów
Dokumentów, Wydanych Książek i Fotografii w Imperial War Museum w Lambeth, Czytelni Dokumentów Nowych w Bibliotece Bodlejańskiej w Oksfordzie i Centralnej Biblioteki w Hull. Na publikację materiałów
archiwalnych i fotografii zgody udzieliły władze Szkoły Króla Edwarda IV
oraz Kolegium Exeter Uniwersytetu w Oksfordzie. Jestem wdzięczny Cynthii
Swallow (z domu Ferguson) za zgodę na wykorzystanie materiału z dokumentów Lionela Fergusona; pani T.H.A. Potts oraz zmarłemu panu
T.H.A. Pottsowi za umożliwienie mi cytowania fragmentów z dokumentów
G.A. Pottsa; a także pani S. David za zgodę na wykorzystanie fragmentów
z dokumentów C.H. Davida. Dołożyłem wszelkich starań, by skontaktować
się z właścicielami praw autorskich do innych przywoływanych przeze mnie
dokumentów.
Jestem winien podziękowania Michaelowi Coxowi za jego skrupulatną
redakcję tekstu, wyrozumiałość dla moich stylistycznych dziwactw oraz
niezwykły hart ducha. Wśród adresatów moich podziękowań znajdują się
także: Clay Harper, Chris Smith, Merryl Futerman i Ian Pritchard, którzy
podczas przygotowywania niniejszej publikacji służyli mi radą i pomocą.
Dziękuję mojej kuzynce Judith Murphy i jej mężowi za gościnę podczas
zbierania informacji w Muzeum Fizylierów z Lancashire w Bury w hrabstwie
Lancashire oraz kierownictwu "Evening Standard", które pozwoliło mi
wziąć wolne, żebym mógł książkę dokończyć.
Przez cały czas moi redakcyjni koledzy pomagali mi utrzymywać wszystko
we właściwej perspektywie. Bardzo potrzebnego wsparcia i zachęty w kluczowych momentach udzielali mi: Ruth Baillie, Iliriana Barileva, Gary
Britton, Patrick Curry, Jamie Maclean, Ted Nasmith, Trevor Reynolds, Dee
Rudebeck, Claire Struthers, Dan Timmons, Priscilla Tolkien, A.N. Wilson,
Richard Younger, a zwłaszcza Wendy Hill. Na koniec pragnę podziękować
swojej rodzinie - rodzicom, Jean i Royowi Garthom, siostrom, Lisie i Suzanne, siostrzeńcom, Simeonowi i Jacksonowi, oraz siostrzenicy,
Georgii - a także przeprosić ich za to, że na dwa lata zniknąłem za
stertą papierów.
Na końcu książki został zamieszczony obszerny indeks. Na stronie 11
została podana krótka chronologia; czytelnicy, którzy pragną poznać
więcej szczegółów (różniących się nieco od tych z mojego tekstu w wypadku bardzo nielicznych dat), mogą je znaleźć w opracowaniu Christiny
Scull i Wayne'a G. Hammonda, The J.R.R. Tolkien Companion and Guide.
Kolejne uzupełnienia i poprawki oraz obszerny opis studenckich lat
Tolkiena w oksfordzkim Kolegium Exeter można znaleźć na mojej stronie,
www.johngarth.co.uk.
Prolog
Jest 16 grudnia, początek zimy. Lodowate
podmuchy wiatru smagają ciała i twarze atakujących, którzy usiłują
przebyć pozbawione roślinności sto metrów błota. Tworzą przypadkową
grupę, niektórzy są nowicjuszami. W chwili kiedy ci młodzieńcy zdobywają
się na wspólny wysiłek, kilku weteranów rusza energicznie do przodu,
wykorzystując wszystkie swoje umiejętności. Przez większość czasu jednak
panuje chaos. Raz po raz przeciwnicy odpierają ataki i wyprowadzają
potężne kontruderzenia; mimo całej swojej przebiegłości, hartu ducha
oraz doświadczenia weterani ledwie opierają się naporowi. Dowódca,
J.R.R. Tolkien, stara się wesprzeć ich swoim doświadczeniem, lecz
otaczający go towarzysze to, według słów naocznego świadka, "pokonana
wataha"2.
Jest koniec roku 1913; za kilka miesięcy wybuchnie pierwsza wojna
światowa, a to jest tylko mecz. Tolkien i członkowie jego drużyny nie są
jeszcze żołnierzami, lecz studentami uniwersytetów w Oksfordzie i Cambridge, którzy wrócili do Birmingham na Boże Narodzenie i tego dnia,
zgodnie z doroczną tradycją, rozgrywają mecz rugby przeciwko Pierwszej
Piętnastce swojej dawnej szkoły.
Prawie dwudziestodwuletni Tolkien w niczym nie przypomina profesora
znanego ze zdjęć umieszczanych na okładkach biografii, które
przedstawiają życzliwego starszego pana w tweedowej marynarce z nieodłączną fajką. Na boisku do rugby John Ronald (jak nazywają go
starzy przyjaciele) sprawia wrażenie szczupłego i drobnego, lecz w czasach kiedy w Pierwszej Piętnastce Szkoły Króla Edwarda był
zawodnikiem ataku, zdobył uznanie za szybkość i determinację. Teraz gra
w barwach Kolegium Exeter w Oksfordzie.
W pamięci przechowuje wiele obrazów: wspomnienia panicznej ucieczki
przed jadowitym pająkiem, młynarza podobnego do ogra, głębokiej zielonej
doliny w górach, a także wyobrażenia smoków, koszmarnej zielonej fali
górującej nad zielonymi polami i może też zamorskiej krainy
szczęśliwości. Ten magazyn nie jest jeszcze warsztatem, a Tolkien nie
jest jeszcze twórcą Śródziemia, lecz po słabym wyniku zdanego w tym roku
egzaminu z filologii klasycznej uczynił nieoczekiwanie ogromny krok w jego stronę. Pożegnał się z łaciną oraz greką i bierze się teraz do
Chaucera i Beowulfa, zajmując się początkami i rozwojem języka
angielskiego. Jego wyobraźnię zawsze będzie rozpalać miłość do języków
oraz literatury Północy. Szybkimi krokami zbliża się pierwsza migawka ze
Śródziemia. Daleko w nieprzewidzianej przyszłości na dziedzińcu
obleganego miasta pieje kur, któremu odpowiadają ze wzgórz dźwięki
rogów.
Jednak dzisiaj na boisku do rugby Tolkien nie jest w najlepszej formie.
Poprzedniego dnia miał rozpocząć w szkole debatę jej absolwentów tezą,
że świat staje się nazbyt cywilizowany, lecz nagle zachorował i musiał
się z tej roli wycofać3.
Inni obecni na boisku członkowie jego byłej Pierwszej Piętnastki w większości rozstali się z rugby po opuszczeniu szkoły. Christopher
Wiseman, przypominający nieco lwa wysoki młodzieniec o wydatnym torsie,
należał razem z Tolkienem do formacji młyna, lecz jako student Kolegium
Peterhouse w Cambridge musiał ze względu na zadawnioną chorobę serca
porzucić grę w rugby, a także wioślarstwo4. Dzisiaj został
wycofany na mniej agresywną linię skrzydłowych na tyłach boiska, obok
innego weterana, Sidneya Barrowclougha. Są tu też ci, którzy nigdy nie
byli dość dobrzy, by rywalizować w Pierwszej Piętnastce z innymi
szkołami, lecz wszyscy uczniowie Szkoły Króla Edwarda dużo grali w rugby. Dla wewnętrznych rozgrywek szkoła była podzielona na cztery
grupy, czyli "domy"; tego grudniowego dnia większość graczy z drużyny
Tolkiena należała do jego domu. W gruncie rzeczy jednak esprit de
corps jego drużyny wywodzi się nie z boiska do rugby, ale ze starej
szkolnej biblioteki.
Tolkien poznał Christophera Wisemana w 1905 roku. W wieku dwunastu lat
Wiseman był już utalentowanym muzykiem, a jedna z jego kompozycji z mniej więcej tego okresu trafiła do Methodist Hymn-Book5.
Jego ojciec, pastor Frederick Luke Wiseman, który kierował Centralną
Misją Metodystyczną w Birmingham, wychował go na Haendlu, a jego matka
Elsie zaszczepiła mu uwielbienie dla Brahmsa i Schumanna. Christopher
szczególnie lubił niemieckie chorały, lecz u podłoża jego przyjaźni z Tolkienem leżało rugby. Obaj grali z czerwonymi znakami domu Measuresa
(nazwanego tak od nazwiska wychowawcy) i brali udział w zażartej
rywalizacji z chłopcami w zieleni od Richardsa. Później objęli pozycje w młynie w Pierwszej Piętnastce szkoły. Doświadczyli jednak spotkania
umysłów. Wiseman, o rok młodszy od Tolkiena, dorównywał mu
intelektualnie i gonił go po stopniach naukowej drabiny w Królu
Edwardzie. Obaj mieszkali w Edgbaston, na przedmieściu Birmingham:
Christopher przy Greenfield Crescent, a John Ronald w późniejszym
okresie ulicę dalej, przy Highfield Road6. Przemierzali Broad
Street i Harborne Road między szkołą i domem pogrążeni w płomiennych
dyskusjach: Wiseman był politycznie liberałem, wyznaniowo metodystą, a z zamiłowania muzykiem, podczas gdy Tolkien był z natury konserwatystą,
katolikiem i (według Wisemana) nie miał słuchu muzycznego7.
Tworzyli przedziwną, lecz dzięki owym przeciwnościom tym bardziej zgraną
parę. Przekonali się, że potrafią prowadzić dyskusje z zapalczywością,
którą mogłoby przetrwać niewiele przyjaźni, a toczone przez nich spory
jedynie przyczyniały się do wzmocnienia ich niezwykle silnej więzi. W uznaniu tego nazywali siebie prywatnie Wielkimi Braćmi Bliźniakami.
Więzi tej nie dzielił z nimi nawet ich najbliższy przyjaciel z boiska do
rugby i poza nim, Vincent Trought8.
Na początku ostatniego semestru w Szkole Króla Edwarda Tolkien został
bibliotekarzem. Do pomocy w zarządzaniu swoim małym imperium zwerbował
Wisemana, który uparł się, że musi do niego dołączyć Trought jako drugi
asystent bibliotekarza9. Tolkien miał już wówczas
zapewnione miejsce na studiach w Oksfordzie i mógł się odprężyć. W gabinecie bibliotekarza rychło zapanowała niestosownie ożywiona
atmosfera, lecz zbierająca się tam koteria mogła sobie pozwolić na
nadużywanie cierpliwości dyrektora, ponieważ w centrum wydarzeń
znajdował się także jego syn, Robert Quilter Gilson.
Przyjaciół Tolkiena stać było na intelektualną powagę. Dominowali we
wszystkich szkolnych debatach i przedstawieniach oraz stanowili trzon
Towarzystwa Literackiego, na którego spotkaniach Tolkien czytał
fragmenty skandynawskich sag, Wiseman rozprawiał o historiografii,
Gilson z entuzjazmem opowiadał o krytyku Johnie Ruskinie, a Trought
przedstawił niezwykły referat10 zapamiętany jako "niemal
ostatnie słowo"11 na temat romantyków. Dzięki owemu entuzjazmowi
ta nieduża artystyczna koteria wyrwała szkolne życie z rąk chłopców,
którzy inaczej by nim zawładnęli. W spolaryzowanym świecie szkolnej
polityki był to w sumie triumf domu Measuresa nad domem Richardsa,
czerwonych nad zielonymi, lecz dla Tolkiena i jego przyjaciół stanowiło
to moralne zwycięstwo nad cynikami, którzy, jak to ujął Wiseman, z wszystkiego szydzili i bez powodu tracili panowanie nad sobą12.
Jednak główny cel bibliotekarzy był o wiele mniej szlachetny - przede
wszystkim usiłowali obezwładnić się nawzajem śmiechem13. Latem
1911 roku, najgorętszym od czterdziestu lat, Wielka Brytania gotowała
się w sosie przemysłowych niepokojów i (według pewnego historyka)
"spoceni mieszkańcy rozgrzanych miast pod względem psychologicznym nie
byli normalni"14. Biblioteczna kanciapa stała się gniazdem
kulturowych strategii, surrealistycznego dowcipu i żartów. Podczas gdy
większość szkoły wziął we władanie zły duch egzaminów, bibliotekarze
gotowali potajemnie herbatę na maszynce spirytusowej i wprowadzili
zwyczaj przynoszenia przez każdego smakołyków na tajne uczty. Niedługo
potem członkowie Tea Club (Klubu Herbacianego) spotykali się także poza
szkołą, w herbaciarni domu towarowego Barrow's Stores, co stało się
źródłem innej nazwy grupy - Barrovian Society.
W grudniu 1913 roku, choć Tolkien od ponad dwóch lat studiuje w Oksfordzie, wciąż pozostaje członkiem Tea Club i Barrovian Society lub
też TCBS, jak teraz nazywa się koteria. Spotkania odbywają się nadal i nadal w przeważającej mierze są poświęcone zabawie. Skład grupy zawsze
był płynny, lecz jej trzon nieustannie tworzą Christopher Wiseman i Rob
Gilson oraz niedawno do niej przyjęty Geoffrey Bache Smith. Dzisiaj na
boisku do rugby TCBS jest reprezentowane przez całą czwórkę oraz przez
drugiego obok Wisemana skrzydłowego, Sidneya Barrowclougha. Tolkienowi
brakuje jednak doskonałego obrońcy w osobie Vincenta Troughta, który
niemal dwa lata wcześniej zmarł po długiej chorobie. Była to pierwsza
strata poniesiona przez TCBS.
Motywacja dzisiejszych zawodników z Oksfordu i Cambridge jest tyle
sportowa, ile towarzyska: wczorajsza debata, dzisiejszy mecz i jutrzejsza kolacja składają się na ważne spotkanie starych szkolnych
przyjaciół. To ono, a nie sama gra w rugby sprawia, że bardzo towarzyski
Rob Gilson zajmuje swoje miejsce w młynie. (Także w ostatniej chwili
zastąpił w debacie niedomagającego Tolkiena). Pasjonuje się raczej
ołówkiem i węglem niż błotem i mordęgą. Trudno orzec, który z rysów jego
twarzy najwyraźniej ujawnia jego artystyczną naturę: zmysłowe, niemal
prerafaelickie usta czy spokojne, taksujące spojrzenie. Zachwyca się
głównie rzeźbiarzami renesansowej Florencji; potrafi ciepło i klarownie
rozprawiać o Brunelleschim, Lorenzo Ghibertim, Donatellu i Luce della
Robbii. Podobnie jak John Ronald, Rob często jest zajęty rysowaniem lub
malowaniem. Deklaruje, że chce rejestrować prawdę, a nie tylko
zaspokajać estetyczny apetyt (choć jeden z gości w jego pokoju w Kolegium Trinity w Cambridge zauważył sarkastycznie, że jest tam tylko
jedno wygodne miejsce do siedzenia, jako że pozostałe są "artystyczne").
Po opuszczeniu szkoły podróżował po Francji i Włoszech, szkicując
kościoły. Studiuje filologię klasyczną, lecz chce zostać architektem i spodziewa się, że po uzyskaniu dyplomu w 1915 roku czeka go kilka lat
szkolenia zawodowego.
G.B. Smith, który wraz z Gilsonem gra w formacji młyna, uważa się za
poetę i ma rozległe gusta literackie, sięgające od W.B. Yeatsa po
wczesne angielskie ballady i od współczesnym mu pisarzy angielskich po
walijski Mabinogion. Mimo że należał do domu Richardsa, związał się z TCBS, a ponieważ rozpoczął studia historyczne w Kolegium Corpus Christi
w Oksfordzie, leżącym o kilka minut spacerem od Kolegium Exeter, coraz
bardziej zbliża się do Tolkiena. Smith jest dowcipnym rozmówcą i zachwyca się faktem, że dzieli inicjały, GBS, z George'em Bernardem
Shawem, największym dyskutantem tych czasów. Choć wywodzi się z rodziny
handlowców i ma przodków na wsi, po otrzymaniu stopnia naukowego
zamierza prowadzić specjalistyczne badania historyczne. Gra w rugby
nigdy do niego nie przemawiała.
Wbrew własnemu przekonaniu w formacji młyna gra także T.K.
Barnsley15, znany jako "Herbatnik", niewzruszenie beztroski
młodzieniec, który często dominuje na spotkaniach TCBS błyskotliwym
dowcipem. "Herbatnik" lubi używać potocznych wyrażeń w stylu "pierwsza
klasa!" czy "mam pietra"16 i z brawurowym entuzjazmem jeździć po
Cambridge motocyklem, nie zważając na to, że takie zachowanie raczej nie
przystoi przyszłemu pastorowi metodystów. Razem ze Smithem zgodzili się
zagrać w drużynie Tolkiena tylko pod warunkiem, że znajdzie się w niej
także Rob Gilson17. Rob nazywa to "wątpliwym komplementem";
innymi słowy, ci dwaj wiedzą, że on gra w rugby jeszcze gorzej od nich.
Zatem brak doświadczenia Gilsona, Smitha i T.K. Barnsleya stanowi
śmiertelne zagrożenie dla zawodników pierwszej linii młyna drużyny
Tolkiena. Ciężar walki spada na środkowych i skrzydłowych ataku, w tym
na Wisemana i Barrowclougha. Ten drugi wbrew swojej reputacji
apatycznego gracza pędzi przez połowę pola gry i przedziera się przez
szeregi wroga, by zdobyć najpierw jedno szybkie przyłożenie, a potem
drugie. Lecz zaraz po tym pierwszym młodsi przeciwnicy wywierają na
drużynę Tolkiena nieustanną presję i tylko zręczne szarże Barrowclougha
i Wisemana nie pozwalają szkolnej drużynie podnieść głowy. W przerwie
Pierwsza Piętnastka szkoły prowadzi 11 : 5. Drużyny zmieniają strony
boiska i przy sprzyjającym wietrze Barrowclough zdobywa swoje drugie
przyłożenie, a łącznik młyna ponownie podwyższa. Jednak w ostatnich
minutach gry szkoła podnosi wynik do 14 : 10. Mimo silnego poczucia
koleżeństwa spajającego drużynę zmęczony zespół Tolkiena schodzi z boiska pokonany.
Lecz wieczorem odbędzie się kolacja ze starymi przyjaciółmi, a TCBS nie
ma skłonności do traktowania czegokolwiek zbyt poważnie. To są
szczęśliwe czasy także dlatego, że w dużej mierze uważa się je za coś
oczywistego. Kończąc Szkołę Króla Edwarda w 1911 roku, Tolkien napisał z nostalgią w szkolnej kronice: "To była dobra droga, może miejscami nieco
nierówna, ale podobno dalej jest jeszcze bardziej
wyboista..."18.
Nikt nie przewidział, jak trudne będą nadchodzące lata ani ku jakiej
rzezi zmierza to pokolenie. Nawet teraz, u schyłku 1913 roku, mimo coraz
wyraźniejszych oznak, że ten "nazbyt cywilizowany" świat czeka
nieuchronna wojna, czas i sposób jej przebiegu są nie do przewidzenia.
Nie miną cztery lata, a w pożodze odniesie rany czterech członków
piętnastoosobowej drużyny Tolkiena, czterech innych zaś poniesie śmierć
- wśród nich Barnsley, Smith i Gilson19.
Na każdych ośmiu mężczyzn zmobilizowanych w Wielkiej Brytanii podczas
pierwszej wojny światowej zginął jeden. Straty w drużynie Tolkiena były
ponad dwa razy większe, lecz są porównywalne z proporcją zgonów wśród
absolwentów Szkoły Króla Edwarda oraz byłych uczniów szkół publicznych w całym kraju, która wynosi mniej więcej jeden do pięciu20.
Odpowiadają też stratom wśród żołnierzy po studiach w Oksfordzie i Cambridge, z których ogromna większość została młodszymi oficerami i musiała przewodzić rozmaitym operacjom i dowodzić atakami. Docenianie
Oksfordu i Cambridge oraz ogólnie elit społecznych stało się niemodne,
lecz pozostaje prawdą, że wojna zebrała większe żniwo w środowisku
Tolkiena niż w jakiejkolwiek innej brytyjskiej grupie społecznej. Mówiło
się wtedy o straconym pokoleniu. Pół wieku później Tolkien napisał w przedmowie do drugiego wydania Władcy Pierścieni: "Podczas pierwszej
wojny światowej zginęli wszyscy, z wyjątkiem jednego, moi najbliżsi
przyjaciele"21.
Rozdział 1
Przedtem
Gdyby John Ronald Reuel Tolkien był
zdrowszym dzieckiem, zaznałby wojny jeszcze przed swoimi siódmymi
urodzinami. Przyszedł na świat 3 stycznia 1892 roku w Bloemfontein,
stolicy Wolnego Państwa Orania, jednej z dwóch burskich republik, które
wyzwoliły się spod brytyjskiego panowania w Afryce Południowej. Jego
ojciec kierował tam oddziałem Banku Afrykańskiego. Arthur Tolkien
przybył z Anglii, a niedługo potem dołączyła do niego narzeczona, Mabel
Suffield, z którą pobrał się w Kapsztadzie. Dla holenderskich Burów w Bloemfontein byli uitlanders, cudzoziemcami, którzy mieli niewiele
praw i płacili za ten przywilej wysokie podatki; jednak bogactwo
wytwarzane dzięki znajdującym się w tym regionie kopalniom złota i diamentów sprawiało, że wiele osób się na to godziło. W 1894 roku
urodził się Tolkienom drugi syn, Hilary, lecz Johnowi Ronaldowi dawał
się we znaki gorący klimat i w następnym roku Mabel wywiozła obu synów z powrotem do Birmingham na krótki pobyt. Do Afryki już nie wrócili. W lutym 1896 roku Arthur zmarł na gorączkę reumatyczną, przez co Mabel
Tolkien i jej synom został zaoszczędzony wstrząs wywołany anglo-burską
wojną o prawa uitlanders, która wybuchła pod koniec 1898 roku.
Bezpieczna w Anglii Mabel wychowywała chłopców samotnie w skromnym domku
we wsi Sarehole pod Birmingham. Podczas czteroletniej sielanki uczyła
ich w domu, a klimat i charakter ich świata, stanowiące całkowite
przeciwieństwo tego, co znali do tej pory, zapadły małemu Johnowi
Ronaldowi głęboko w serce. Później wspominał to tak: "Jeśli pierwszą
choinką jest więdnący eukaliptus i jeśli jest się kimś, komu nie służą
gorąco i słońce, to nagłe znalezienie się (akurat w tym wieku, kiedy
rozwija się wyobraźnia) w spokojnej wiosce w Warwickshire [...] rodzi
szczególną miłość do tego, co można by nazwać krajobrazem środkowej
Anglii, na który składają się dobra woda, głazy, wiązy, niewielkie,
spokojnie płynące rzeki i [...] tamtejsi mieszkańcy"22.
Lecz w 1900 roku John Ronald zdobył miejsce w Szkole Króla Edwarda i rodzina z powrotem przeprowadziła się do przemysłowego Birmingham, żeby
zamieszkać bliżej szkoły. Wówczas, wzbudzając gniew zarówno w Suffieldach, jak i Tolkienach, Mabel przyjęła katolicyzm i przez pewien
czas chłopcy chodzili do rzymskokatolickiej szkoły kierowanej przez
księży z oratorium Birmingham. Tolkien znacznie przewyższał kolegów z klasy i w 1903 roku wrócił do Szkoły Króla Edwarda, lecz do końca życia
pozostał katolikiem. Kiedy jego matka, która chorowała na cukrzycę,
zapadła w śpiączkę i w listopadzie 1904 roku umarła, uznał, że
wychowując synów w wierze katolickiej, stała się męczennicą.
Przed śmiercią Mabel rodzina mieszkała jakiś czas w wynajmowanych dwóch
pokojach w domku w Rednal, miejscowości położonej pod Birmingham. Teraz
jednak opiekun chłopców, ojciec Francis Morgan z oratorium, znalazł dla
nich lokum w Edgbaston; po drugiej przeprowadzce, w wieku szesnastu lat,
Tolkien poznał w nowym domu dziewiętnastoletnią Edith Bratt, która
wynajmowała tam pokój. Ta ładna i utalentowana pianistka też była
sierotą i latem 1909 roku młodzi zakochali się w sobie. Ojciec Francis
dowiedział się jednak o romansie i pod koniec roku zabronił Tolkienowi
widywać się z Edith. Zbolały, lecz posłuszny John Ronald oddał się
szkolnym przyjaźniom, TCBS oraz rugby, zostając kapitanem drużyny
swojego domu. Zdobył miejsce na uniwersytecie w Oksfordzie (za drugim
podejściem) oraz stypendium w wysokości sześćdziesięciu funtów rocznie
na opłacenie studiów w dziedzinie filologii klasycznej23.
Mabel Tolkien przekazała swojemu najstarszemu synowi zamiłowanie do
rysowania. Pierwszy szkicownik zapełnił rysunkami rozgwiazd i wodorostów. Po wakacjach nad morzem w Whitby w 1910 roku pojawiły się
pełne życia rysunki drzew, krajobrazów i budynków. Artystyczne szkice
Tolkiena były bardziej estetyczne i emocjonalne niż naukowe. Jego
postacie i portrety w najlepszym razie były komiczne lub stylizowane, w najgorszym schematyczne, zaś sam ich autor miał skromne zdanie o swoich
zdolnościach plastycznych. Jego najmocniejszą stroną były zdobienia i wzornictwo, których słynnym przykładem są ikonograficzne okładki
Hobbita i Władcy Pierścieni24.
Tolkien odziedziczył także talent kaligraficzny po ojcu Mabel, Johnie
Suffieldzie, którego przodkowie byli grawerami i rytownikami. Pismo
odręczne Mabel było bardzo wystylizowane, z zawijasami przy wielkich
literach i wydłużeniach dolnych oraz wyraziście wznoszącymi się ukosem
poprzeczkami. Dla celów oficjalnych Tolkien najbardziej lubił używać
kroju pisma opartego na średniowiecznej minuskule karolińskiej, lecz
pisząc w młodości listy do przyjaciół, dla każdego miał inny rodzaj
pisma, a później, kiedy notował coś w pośpiechu, powstawały bazgroły
przypominające raczej elektrokardiogram z zapisem szaleńczego
tętna25.
Tolkien nauczył się czytać w wieku czterech lat i pochłaniał popularne
wówczas książki dla dzieci: Fletnika z Hamelnu Roberta Browninga,
baśnie Hansa Christiana Andersena, które go złościły, opowieści o Indianach, Królewnę i goblina George'a MacDonalda oraz zbiory baśni
Andrew Langa, które obudziły w nim pragnienie przeżywania przygód.
Szczególnie podobały mu się opowieści o smokach26.
Jednak kluczem do jego chłopięcych zamiłowań nie były baśnie. Później
napisał: "Zostałem wychowany na literaturze klasycznej i odczucie
literackiej satysfakcji odkryłem po raz pierwszy przy
Homerze"27. Kiedy miał jedenaście lat, ksiądz z oratorium
powiedział Mabel, że jej syn czyta o wiele za dużo, "wszystko, co się
nadaje dla chłopca poniżej piętnastu lat, i [on sam] nie zna żadnego
klasycznego dzieła, które mógłby mu polecić"28. Tolkien
zasmakował w poezji dzięki utworom klasycznym, a szczególnie szkolnym
ćwiczeniom polegającym na tłumaczeniu angielskich wierszy na łacinę lub
grekę29. Jako dziecko pomijał wszystkie wiersze, które napotykał w czytanych książkach. Jego nauczyciel ze Szkoły Króla Edwarda, R.W.
Reynolds, usiłował - raczej na próżno - zainteresować go gigantami
poezji angielskiej głównego nurtu, takimi jak Milton i Keats30.
Jednak to katolicki mistyk Francis Thompson zyskał gorącą aprobatę
Tolkiena za swoje osiągnięcia metryczne i słowne, metaforykę i wizjonerską wiarę leżącą u podstaw jego dzieł31. Wydaje się, że
Thompson, który stał się ogromnie popularny po swojej przedwczesnej
śmierci w 1907 roku, miał wpływ na treść jednego z pierwszych wierszy
Tolkiena, Leśny blask słońca, napisanego przez niego w wieku
osiemnastu lat. Podobnie jak długi cykl Thompsona Sister Songs
("Siostrzane pieśni") przekazywał leśną wizję wróżek:
Przybądźcie ze śpiewem, lekkie duszki o kroku wesołym,
Jak zwidy, jak lśniące odbicia radości
Całe z promieni, co nie znacie troski,
Na ten z zieleni i brązów dywan, i już nie odchodźcie.
O, przyjdźcie do mnie i tańczcie! Leśne chochliki,
O, przyjdźcie do mnie! Zaśpiewajcie mi, nim znikniecie!32
Na wczesnej poezji Tolkiena miały się również odcisnąć wiersze Williama
Morrisa z jego pseudośredniowiecznych romansów.
Morris był także ważny ze względu na jego związek z oksfordzkim Kolegium
Exeter, gdzie założył samozwańcze Bractwo Prerafaelitów i gdzie jego
kolega Edward Burne-Jones (były uczeń Szkoły Króla Edwarda) po raz
pierwszy usłyszał o prerafaelitach, pod których wpływem później się
znalazł. Tolkien przyrównał kiedyś do nich TCBS, prawdopodobnie w odpowiedzi na dążenie bractwa do przywrócenia średniowiecznych wartości
w sztuce. Christopher Wiseman oczywiście się z nim nie zgodził,
twierdząc, że porównaniem tym Tolkien trafił jak kulą w płot33.
Wysiłki Mabel nauczenia starszego syna gry na pianinie spełzły na
niczym. W swojej biografii Tolkiena Humphrey Carpenter pisze: "Wydawało
się, że miejsce muzyki zajęły u niego słowa i że lubił ich słuchać,
czytać je i recytować prawie bez względu na ich znaczenie"34.
Wykazywał się niezwykłymi zdolnościami językowymi, a zwłaszcza wielką
wrażliwością na charakterystyczne brzmienie rozmaitych języków. Zanim
poszedł do szkoły, matka zaczęła go uczyć francuskiego i łaciny, lecz
żaden z tych języków nie przypadł mu szczególnie do gustu. Jednak w wieku ośmiu lat dzięki dziwnym nazwom na wagonach kolejowych z węglem
zetknął się z walijskim. Przyciągał go swoisty posmak niektórych imion i nazw napotykanych w dziełach traktujących o historii i mitologii.
Napisał później: "Płynność greki, podkreślana przez jej surowość oraz
powierzchowny blask, zachwyciła mnie [...] tak bardzo, że próbowałem
wymyślić język uosabiający greckość greki"35. To było, zanim
jeszcze zaczął się uczyć greki w wieku dziesięciu lat, kiedy czytał już
Geoffreya Chaucera. Rok później wszedł w posiadanie Etymological
Dictionary Chambersa36, gdzie po raz pierwszy zetknął się z zasadą "przesuwki", według której ewoluują języki.
To otworzyło przed nim nowy świat. Na ogół ludzie nie zastanawiają się
nad historią języka, którym mówią, tak jak nigdy się nie zagłębiają w zagadnienia geologii gruntu, po którym chodzą, lecz Tolkien już się
zajmował dowodami lingwistycznymi, czytając Chaucera, tworzącego w języku średnioangielskim. Starożytni Rzymianie zauważyli, że pewne
łacińskie i greckie wyrazy brzmią podobnie - niektórzy uznali, że są
sobie pokrewne. Na przestrzeni wieków zwracano uwagę na takie
podobieństwa w rosnącej liczbie języków i wysuwano niedorzeczne
twierdzenia na temat ich wspólnego przodka. Lecz w dziewiętnastym wieku
temat został ujęty w karby rygorystycznych zasad naukowych i pojawiła
się filologia porównawcza. Jej główną tezą było to, że języki nie
zmieniają się przypadkowo, lecz w sposób oparty na pewnych regułach.
Filolodzy ustalili "prawa" fonologiczne, według których dane dźwięki
zmieniały się na różnych etapach historii danego języka. Dzięki
słownikowi Chambersa Tolkien zapoznał się z najsłynniejszym takim
prawem, którego autor Jacob Grimm niemal wiek wcześniej spisał zbiór
regularnych zmian, według których powstawały (na przykład) słowa pater
w sanskrycie, grece i łacinie, lecz father w języku angielskim i vatar w staro-wysoko-niemieckim, wywodzące się z jednego
nieodnotowanego "rdzenia". Te (choć nie wszystkie) języki były w sposób
oczywisty spokrewnione i można to było poddać racjonalnej analizie; co
więcej, dzięki porównywaniu ich ze sobą dawało się zrekonstruować
elementy ich praprzodka, języka indoeuropejskiego, który wywodzi się z czasów prehistorycznych i po którym nie zachował się żaden zapis. Te
kwestie mogły uderzyć małemu chłopcu do głowy i to one ukształtowały
jego dalsze życie.
Kiedy Tolkien zetknął się z prawem Grimma, już zaczął wymyślać własne
języki. Robił to po części w praktycznym celu tworzenia tajnych szyfrów,
a po części dla czystej estetycznej przyjemności. Najpierw powstał
nevbosh, stanowiący mieszankę zniekształconych słów greckich i łacińskich (w gruncie rzeczy zapoczątkowany przez kuzynkę), a następnie
skonstruowany w 1907 roku według bardziej rygorystycznych zasad
naffarin, na którego brzmienie miał wpływ język hiszpański (a zatem
także ojciec Francis, który był pół-Walijczykiem i pół-Anglo-Hiszpanem).
Przez cztery ostatnie lata nauki w Szkole Króla Edwarda Tolkien chodził
do starszej czy też pierwszej klasy, której wychowawcą był dyrektor
Robert Cary Gilson; to on zachęcił swojego ucznia, by zainteresował się
historią łaciny i greki. Jednak jego niesforne gusta rychło wyprowadziły
go poza świat klasyczny. Były wychowawca George Brewerton pożyczył
Tolkienowi podręcznik do wstępnej nauki języka staroangielskiego, który
chłopiec zgłębiał w wolnych chwilach. W szkole wyróżniał się w nauce
niemieckiego i w lipcu 1910 roku zdobył za to pierwszą
nagrodę37, lecz w 1908 roku odkrył Primer of the Gothic
Language ("Wprowadzenie do języka gockiego") Josepha Wrighta i ten od
dawna martwy germański język z obrzeży historii pisanej podbił jego
lingwistyczną duszę38.
Inni mogliby zachować takie abstrakcyjne zainteresowania dla siebie,
lecz w szkole Tolkien wciąż mówił o filologii. Rob Gilson opisał go tak:
"Dość duży autorytet w dziedzinie etymologii - entuzjasta"39.
I rzeczywiście, Tolkien wygłosił w pierwszej klasie prelekcję o pochodzeniu europejskich języków. Z zapałem odgrywał rolę outsidera w środowisku klasycznego etosu wbijanego do głów uczniom Szkoły Króla
Edwarda. Na spotkaniu kółka literackiego w wojowniczy sposób oznajmił,
że Saga o Völsungach, opowieść o zabójcy smoka Sigurdzie, wykazuje
"epicki geniusz najwyższej próby, który oswobadza się z barbarzyństwa i nabiera cech całkowitego, świadomego człowieczeństwa"40,
a podczas jednej z dorocznych debat prowadzonych po łacinie wygłosił
mowę po gocku.
Korpus językowy gockiego jest niewielki i dla Tolkiena stanowił kuszące
wyzwanie. Młodzieniec próbował sobie wyobrażać, jak brzmiały niespisane
słowa w tym języku. Wymyślał gockie wyrazy; nie w sposób przypadkowy, bo
wykorzystując swoją wiedzę o przesuwkach, wnioskował o kształcie
"zaginionych" wyrazów na podstawie istniejących słów pokrewnych w innych
językach germańskich. Była to metoda lingwistyczna podobna do
triangulacji, procesu polegającego na tym, że kartografowie zapisują
wysokości wzniesień, na których nigdy nie byli. Tworzenie tego
"prywatnego języka" wspominał tylko w swoim dzienniku, ponieważ często
odciągało go to od "prawdziwej" szkolnej nauki, lecz do współpracy przy
gockim wciągnął Christophera Wisemana. Ten wspominał później ze
skromnością:
Czytanie Homera z Carym Gilsonem rozbudziło we mnie to, co u Tolkiena
płonęło już żywym ogniem: zainteresowanie filologią. W gruncie rzeczy
John Ronald doszedł do punktu, w którym skonstruował język J oraz inny,
JJ, reprezentujący to, czym stał się J po kilku stuleciach. Usiłował
nauczyć mnie jednego ze swoich wymyślonych języków i napisał w nim do
mnie kartkę. Mówił, że odpisałem na nią w tym samym języku, ale tu się
chyba mylił41.
Filologia stanowiła temat płomiennych sprzeczek między Wielkimi Braćmi
Bliźniakami, a wiele dziesięcioleci później Wiseman powiedział, że
wymyślanie języków stanowiło kamień węgielny ich młodzieńczej
przyjaźni42. Może się wydawać, że dla nastoletnich chłopców
jest to zajęcie dziwaczne, lecz Tolkien tak nie uważał i później
stwierdził stanowczo: "To nie jest nic niezwykłego. Robią tak głównie
chłopcy. [...] Jeśli proces nauczania przybiera formę językową, to
twórczość też ją przybierze, nawet jeśli uczniowie nie są utalentowani w tym kierunku"43. Konstruowanie języków zaspokajało nie tylko
chęć tworzenia, ale i posiadania żargonu, który "służy potrzebom tajnych
i prześladowanych stowarzyszeń czy też - w wypadku Wielkich Braci
Bliźniaków - dziwacznej chęci udawania, że się do nich należy"44.
Nie jest jasne, czy Tolkien wymyślił inny "niespisany" germański język,
gautisk45, razem z Wisemanem, i wydaje się nieprawdopodobne, by
w jego filologicznych rozrywkach uczestniczyli inni członkowie
TCBS46. Lecz powody, dla których Tolkien tworzył języki, były
bardziej artystyczne niż praktyczne; a nawet jeśli jego przyjaciele nie
brali w tym udziału, to przynajmniej byli wyrobionymi i pełnymi zachwytu
słuchaczami. Przecież ci chłopcy prowadzili dyskusje po łacinie i występowali w dorocznym szkolnym przedstawieniu jednej ze sztuk
Arystofanesa granym w klasycznej grece. Sam Tolkien w 1911 roku wcielił
się w żywiołowego Hermesa w Pokoju (było to jego pożegnanie ze
szkołą)47. Rok później Wiseman wystąpił jako Sokrates, a Rob
Gilson jako Strepsiades w Chmurach48. Smith był jedynym
spośród członków TCBS, który nie uczył się greki, ponieważ pochodził z "nowoczesnej" lub też handlowej rodziny i może dlatego trafiła mu się w jednej ze sztuk rola Osła49. Reżyserował przedstawienie palący
cygara wychowawca Tolkiena, Algy Measures, a chłopcy raczyli się dziwnym
zestawem słodkich bułeczek, agrestu i piwa imbirowego. "Czy ktoś jeszcze
pamięta te sztuki? - napisał w 1972 roku jeden z absolwentów Szkoły
Króla Edwarda. - Wspaniałą procesję odzianego w białe szaty chóru, który
szedł przez całą długość Dużej Szkoły, grając na flażoletach? Albo
Wisemana i Gilsona gryzących na scenie agrest i gawędzących ze sobą,
jakby greka była ich naturalnym językiem?"50.
Członkowie TCBS w pewien sposób upajali się swoim dziwactwem. Mieli
błyskotliwe i często wyrafinowane poczucie humoru, liczne
zainteresowania i uzdolnienia i rzadko wciągali do swojego kręgu kogoś
innego. W 1973 roku napisał do Tolkiena były uczeń Szkoły Króla Edwarda,
C.V.L. Lycett: "Jako chłopiec niezwykle mi Pan imponował i zawsze
podziwiałem oraz zazdrościłem dowcipu tej doborowej koterii J.R.R.T.,
Ch.L. Wisemana, G.B. Smitha, R.Q. Gilsona, V. Troughta i Paytona.
Krążyłem na obrzeżach, by zbierać te perły. Z pewnością nie miał Pan
pojęcia o tym uczniowskim uwielbieniu"51. Wspominając
szkolne lata, Tolkien twierdził, że on i jego przyjaciele nie chcieli
się separować od pozostałych uczniów52, lecz, celowo czy też
nie, wznosili wokół siebie bariery.
Na boisku do rugby Wiseman zyskał sobie tytuł premiera i członkowie TCBS
rozwinęli ten pomysł: Tolkien został ministrem spraw wewnętrznych,
Vincent Trought kanclerzem, a wnikliwy i drobiazgowy Wilfrid Hugh
Payton, nazywany też Whiffym (Śmierdzielem), deputowanym odpowiedzialnym
za dyscyplinę partyjną. G.B. Smith w uznaniu zainteresowań szczycił się
niezwiązanym z rządem tytułem księcia Walii53. Co więcej, to był
tylko jeden z kilku zestawów przydomków54. List do Tolkiena z okresu przed zawiązaniem się TCBS Wiseman zaczyna słowami: "Mój drogi
Gabrielu", tytułuje dalej adresata arcybiskupem Evriu i podpisuje się
jako Belzebub (być może po to, by lekko potraktować ogromny rozziew
pomiędzy religijnymi poglądami Wielkich Braci Bliźniaków). W liście
znajduje się też dość niejasna wzmianka o "pierwszym prałacie
Dalprzestrzeni, naszym wspólnym przyjacielu"55. Ich
korespondencję (taką, jaka była przed pierwszą wojną światową) cechuje
żartobliwe zadęcie, więc zamiast po prostu zaprosić Tolkiena do siebie,
Gilson pytał, czy przyjaciel "zechce uświetnić swoją obecnością nasze
rodowe ognisko domowe" i "odpocząć pod naszą kalenicą"56.
Pisarz J.B. Priestley, przyglądając się krytycznym okiem epoce, w której
wychował się i on sam, widział w takich zabawach słowami oznakę
powierzchowności i dogadzania sobie u klasy panującej, uzależnionej od
"własnego durnego slangu (idiotiko privato slangino - jak mogłaby go
nazwać) i [...] ciągłego posługiwania się przydomkami"57.
Członkowie TCBS wywodzili się jednakże z klasy średniej, warstwy o szerokim przekroju społecznym. Na szczycie znajdował się Rob Gilson z przestronnym domem, ojcem sprawującym ważną funkcję i arystokratycznymi
znajomymi; na dole był Tolkien, sierota mieszkający w wynajmowanym
pokoju w mieście. Jego "prywatny język" nie naśladował włoskiego i choć
przydomki i wyszukane archaizmy mogły się przyczyniać do utrzymania
ekskluzywności Tea Club, łagodnie parodiowały tradycyjną hierarchię
społeczną.
Parodią było dzieło Tolkiena stanowiące pierwszą próbę napisania eposu.
Wybór konwencji był oczywisty, skoro utwór miał zostać opublikowany w Chronicle ("Kronice") Szkoły Króla Edwarda. Bitwa na Wschodnim Polu
nie ma żadnego związku z wojną, lecz z rugby, jako że jest żartobliwym
opisem meczu z 1911 roku. Wzorowana była na popularnym wówczas zbiorze
Pieśni starorzymskich58 i jest przynajmniej odrobinę
zabawna. Pod postacią rzymskich klanów przedstawia rywalizujące ze sobą
szkolne domy, Measuresa w czerwieni i Richardsa w zieleni, i jest pełna
biegających chłopców o imionach, które są dla nich zbyt wspaniałe. Pod
imieniem Sekhet z całą pewnością ukrywa się Wiseman ze swoimi jasnymi
włosami i fascynacją starożytnym Egiptem. (Wydaje się, że Tolkien nie
zdawał sobie wówczas sprawy, że Sekhet jest bóstwem żeńskim59).
Sekhet masakrę zoczył
I grzywą lnianą potrząsnął,
I ku w zieleń strojnemu wodzowi
Przez jatki się przedarł krwawe;
Ten, przez Sekheta powalon,
Upadł w proch i pył,
A gęsty mur wasalów
Wokół niego się zbił.
Jego klienci od bitwy
Miejsce mu uczynili
I ostrożnie zranione kolano roztarli,
I po twarzy zbladłej wzrokiem wodzili60.
Archaizmy, iluzja zmagań bitewnych i patos przechodzą w trywialny
współczesny obrazek. Przyziemna rzeczywistość meczu w rugby stanowi
łagodne szyderstwo z heroicznych pretensji formy literackiej.
Heroikomiczny styl Bitwy na Wschodnim Polu odzwierciedla, świadomie
czy też nie, prawdę o postawach całego pokolenia. Boisko sportowe
stanowiło teren udawanej walki. W książkach, które czytała większość
chłopców, wojna była tylko nieco innym sportem, a honor i chwała
opromieniały i jedno, i drugie, jakby prawdziwa walka mogła być sprawą
heroiczną i zasadniczo przyzwoitą. W swoim znaczącym wierszu Vita?
Lampada z 1897 roku sir Henry Newbolt przedstawił żołnierza, który w trakcie krwawej bitwy zagrzewa podkomendnych do walki, powtarzając słowa
zachęty kapitana swojej dawnej drużyny krykieta: "Dajcie się im we
znaki! I grajcie dalej!". Philip Larkin, poeta o wiele późniejszy,
wspominał po upływie kilku dziesięcioleci, jak ochotnicy stali w kolejce, żeby się zaciągnąć, jakby to była kolejka przed stadionem
krykietowym Oval, i biadał (lub nawoływał): "Już nigdy więcej takiej
niewinności". Mądrzejsza epoka opisała wojnę jako jednego z czterech
jeźdźców Apokalipsy, lecz w okresie edwardiańskim wyglądało na to, że
nie robi on nic gorszego niż uczestniczenie w rozgrywce polo.
Przed rokiem 1914 często rozważano możliwość wybuchu międzynarodowego
konfliktu. Fala wiktoriańskiego dostatku w Wielkiej Brytanii opadała,
osłabiona komplikacjami w rolnictwie, a później kosztami wojny burskiej.
Natomiast zjednoczone w 1871 roku Niemcy były buńczucznym młodzieńcem
wśród europejskich potęg. Gwałtownie rozwijały swój przemysł i poprzez
ekspansję kolonialną chciały uzyskać silniejszą pozycję w Europie.
Głównego przeciwnika upatrywały w Wielkiej Brytanii z jej potężną
marynarką wojenną.
Zbliżająca się wojna rzuciła cień na światopogląd Tolkiena i jego
przyjaciół, kiedy uczyli się jeszcze w Szkole Króla Edwarda. Już w 1909
roku W.H. Payton, znakomity strzelec i starszy szeregowy w szkolnym
młodzieżowym Korpusie Kadetów, opowiadał się w jednej z debat za
obowiązkową służbą wojskową. Stwierdził: "Nasz kraj ma obecnie przewagę,
a pragną ją osiągnąć Niemcy. Powinniśmy zatem zadbać o odpowiednią
ochronę przed obcą inwazją"61. W 1910 roku Rob Gilson wzywał do
utworzenia międzynarodowego sądu arbitrażowego, który zastąpiłby wojnę.
Tolkien przewodził opozycji, gdyż wolał tradycyjne hierarchie. Pewnego
razu (być może nie całkiem dla żartu) zrównał demokrację z "chuligaństwem i chaosem", oznajmiając, że w polityce zagranicznej nie
powinna grać żadnej roli62. Równa nieufność wobec biurokracji,
internacjonalizmu czy też ogromnych ludzkich przedsięwzięć leżały za
jego atakiem na "Sąd Arbitrów"63. Z pomocą Paytona udało mu się
odrzucić ten pomysł jako niewykonalny. Obaj utrzymywali, że wojna
stanowi zarówno konieczny, jak i produktywny aspekt ludzkiego działania,
choć jeden z uczniów przestrzegał przed "okopami wypełnionym krwią".
Temperatura debat wzrosła, kiedy w październiku 1911 roku w reakcji na
potrząsanie szabelką przez kajzera klub dyskusyjny zgłosił wniosek, by
"ta izba zażądała natychmiastowego wypowiedzenia wojny
Niemcom"64. Jednak według innych Niemcy były przede wszystkim
rywalem handlowym. G.B. Smith twierdził, że rozwój demokracji w Niemczech i Rosji zredukuje niebezpieczeństwo wybuchu wojny, zapewniając
dyskutantów, jak zwykle żartobliwie, iż jedynymi powodami do niepokoju
są buńczuczna postawa "Daily Mail" oraz "bokobrody kajzera". Klub
dyskusyjny nie wypowiedział Niemcom wojny. Smith bardzo przecenił siłę
demokracji w obu krajach, nie wziął pod uwagę wpływu prasy i nie
dostrzegł prawdziwego zagrożenia ze strony Wilhelma II, autokraty
dręczonego głęboko zakorzenionym brakiem pewności siebie. Można mu
wybaczyć naiwność, jako że zaledwie dwa dni wcześniej skończył
siedemnaście lat, a swoje poglądy przedstawił w dziewiczym wystąpieniu w klubie dyskusyjnym, gdyż w takich błędnych przeświadczeniach tkwił nie
on jeden.
Mimo akcji protestacyjnych robotników, agitacji na rzecz autonomii
Irlandii i coraz bardziej bojowej działalności sufrażystek dla wielu
Brytyjczyków czasy te były ciągnącym się w przyszłość okresem dobrobytu
i spokoju. Powątpiewania w realność takich długoterminowych złudzeń
pojawiły się dopiero po niepowodzeniu antarktycznej wyprawy kapitana
Roberta Scotta w 1912 roku i zatonięciu "Titanica" w tym samym roku.
Szkoła Króla Edwarda była bastionem zdrowego współzawodnictwa
sportowego, energii, poczucia obowiązku i honoru mocno osadzonych w grece i łacinie. Szkolny hymn instruował uczniów:
Fircyk ni próżniak miejsca tu nie znajdzie;
ci, co nasze miasto uczynili wielkim,
Trudów się nie bali, pracą nie gardzili,
los zwyciężali, uśmiech dla śmierci mieli;
Ci, co przybrali naszą szkołę w wawrzyn,
zaufanie święte nam przekazali;
Dalej więc, życia pokonujcie trudy,
zgińcie w działaniu, nie gnuśni, ospali65.
W epoce wiktoriańskiej w Szkole Króla Edwarda prowadzono musztrę, lecz
nie systematycznie. W 1907 roku Cary Gilson uzyskał od wojska zgodę na
zorganizowanie Korpusu Kadetów, co stanowiło część krajowych reform
mających na celu zwiększenie gotowości Wielkiej Brytanii do konfrontacji
wojennej. Korpusem dowodził W.H. Kirkby, wychowawca Tolkiena w pierwszej
klasie (a także znakomity strzelec w wojsku terytorialnym ustanowionym w ramach tych samych reform). Kilku kolegów Tolkiena z boiska do rugby
zostało oficerami korpusu, on sam zaś był jednym ze stu trzydziestu jego
kadetów. Z korpusu wywodziło się także ośmiu członków szkolnej drużyny
strzeleckiej, w której na strzelnicach wyróżniali się Rob Gilson (kapral
w Korpusie Kadetów) i W.H. Payton. Choć Tolkien też dobrze
strzelał66, nie wszedł do drużyny, lecz brał udział w musztrze
i inspekcjach na terenie szkoły, we współzawodnictwie z pozostałymi
trzema domami szkoły oraz w ćwiczeniach polowych i ogromnych dorocznych
obozach, w których uczestniczyli uczniowie z wielu innych szkół.
Siły korpusu zostały zaprezentowane królowi67, a przeglądu
dokonali marszałek polny, lord Kitchener, i lord Roberts, wyzwoliciel
Bloemfontein. W szkolnej Chronicle napisano: "Jest dość oczywiste, że
Ministerstwo Wojny i władze wojskowe spodziewają się po Korpusie Kadetów
wielkich rzeczy". W środku lata 1911 roku Tolkien pojechał do Londynu
wraz z siedmioma innymi kadetami Szkoły Króla Edwarda, by na
uroczystości koronacji króla Jerzego V stanąć przy trasie jego
przejazdu68. Było cudownie ciepło i Tolkien napisał wówczas,
że "uśmiech nie schodził"69 mu z twarzy. Kiedy jednak w wigilię
tego wielkiego dnia obozowali na terenach pałacu Lambeth, długi okres
słonecznej pogody wreszcie się skończył i spadł deszcz. Adfuit omen -
skomentował później Tolkien: "To był omen"70. Kontyngent stał
naprzeciwko pałacu Buckingham i obserwował oddziały maszerujące pod
okiem Kitchenera i Robertsa. Chłopcy usłyszeli wiwaty, które się
rozległy, kiedy Jerzy V wyruszył z pałacu, i w końcu zobaczyli go z bliska, gdy królewskie karety przejechały w drodze powrotnej tuż przed
nimi.
Na razie te wojskowe przygotowania wprawiały ludzi w dobry nastrój. Z któregoś z obozów w Aldershot Tolkien przywiózł "wstrząsające" opowieści
o spustoszeniu, jakie siały wśród kadetów gry słów - niewątpliwie
praktykowane przez jego własny krąg71. Z obozu w Tidworth Pennings
na Równinie Salisbury wrócił w 1909 roku z prawdziwą raną, lecz
nieodniesioną w akcji. Z typową dla siebie żywiołowością wpadł do
namiotu, który dzielił z siedmioma kolegami, podskoczył i zsunął się po
środkowym maszcie - do masztu ktoś przymocował kozik, a na ostrzu
umieścił świecę. Skaleczenie wyglądało tak poważnie, że blizna po nim
mogłaby pozostać Tolkienowi do końca życia72.
Kiedy G.B. Smith żartował z bokobrodów kajzera, Tolkien rozpoczynał
życie w Kolegium Exeter w Oksfordzie, gdzie zgodnie z duchem swojego
pokolenia podjął szkolenie wojskowe. Przybywszy na uczelnię, natychmiast
wstąpił do Konnicy Króla Edwarda. Ten pułk kawalerii powstał podczas
wojny burskiej jako Królewski Regiment Kolonialny, a żołnierzy
rekrutował spośród mieszkających na Wyspach Brytyjskich przybyszów z kolonii. Z tego powodu posiadał dość niejasny status w porównaniu z innymi brytyjskimi jednostkami wojskowymi (i jako jedyny był zarządzany
z Whitehall), lecz królewski patronat pomógł mu się rozrosnąć, a nazwa
oddziału została zmieniona ku czci nowego króla Edwarda VII73.
Ponieważ w Oksfordzie i Cambridge przebywała duża liczba studentów z kolonii, te uniwersyteckie miasta stały się głównym celem akcji
rekrutacyjnych i w 1911 roku pułk miał wielu członków z Kolegium
Exeter74. Tolkien wstąpił do niego prawdopodobnie ze względu na
miejsce swojego urodzenia - większość nowych studentów zaciągała się do
uniwersyteckiego Korpusu Kadetów, lecz od tych z "kolonialnymi"
powiązaniami oczekiwano, że wstąpią do Konnicy Króla Edwarda.
Ludzi ze szwadronu Oxbridge uważano w pułku za grupę swarliwą i hołdującą niezależnym poglądom, lecz mieli oni do dyspozycji dobre
wierzchowce pożyczone od miejscowych właścicieli terenów łowieckich.
Tolkien miał doskonałe podejście do koni, które uwielbiał. (Według
jednego źródła, choć może to być tylko pogłoska, został faktycznym ich
ujeżdżaczem: ledwie ułożył któregoś pod siodło, a już mu go zabierano,
dawano następnego i Tolkien musiał wszystko zaczynać od nowa75).
Jego aktywność w pułku była jednak krótkotrwała. W lipcu i sierpniu 1912
roku spędził z nim dwa tygodnie na dorocznym obozie na Dibgate Plateau
pod Shorncliffe, niedaleko Folkestone na południowym wybrzeżu. Wiatry
wiejące w kanale La Manche z południowego zachodu były tak silne, że w ciągu dwóch nocy zostały zniszczone niemal wszystkie namioty. Pewnego
razu pułk kontynuował manewry w terenie po zapadnięciu zmroku i nie
wrócił do obozu; był to nieprzyjemny przedsmak życia w czasie wojny.
Tolkien został zwolniony ze służby w jednostce na własną prośbę w styczniu następnego roku76.
Tymczasem życie akademickie w Oksfordzie płynęło, delikatnie mówiąc,
nieśpiesznie: "W gruncie rzeczy nic nie robimy; zadowalamy się
byciem"77 - dowiedzieli się czytelnicy szkolnej Chronicle z dorocznego Listu z Oksfordu donoszącego o działalności byłych uczniów
Szkoły Króla Edwarda. Tolkien nie bardzo się przykładał do studiowania
przedmiotów klasycznych. Był już znany wśród dawnych przyjaciół ze
swojej "dominującej przywary nieróbstwa"78, lecz teraz
prorektor zanotował obok jego nazwiska: "Bardzo leniwy"79. W rzeczywistości Tolkien był bardzo zajęty - lecz nie Ajschylosem i Sofoklesem. Wstąpił do rozmaitych uniwersyteckich stowarzyszeń i do
drużyny rugby (choć ze względu na wyższe oksfordzkie standardy nie był
wyróżniającym się zawodnikiem i uważano go za "skrzydłowego czystego i prostego"80). Jednak o wiele bardziej rozpraszała go budząca
się fascynacja epickim fińskim poematem Kalevala.
Tolkien zetknął się z tym cyklem ludowych legend w szkole. Później sam
stwierdził: "Ogromnie mnie pociągało coś w atmosferze"81 tego
wierszowanego eposu o toczących pojedynki północnych czarodziejach i zakochanych młodzieńcach, o bohaterach warzących piwo i zmieniających
postać, opublikowanego wówczas po angielsku w popularnym
wydaniu82. Młody człowiek zafascynowany niejasnym obszarem, na
którym historyczne źródła pisane ustępują na wpół zapomnianym, ustnie
przekazywanym legendom, takiemu eposowi nie mógł się oprzeć. Występujące
w nim imiona zupełnie nie przypominały niczego, z czym Tolkien się
zetknął w swoich dotychczasowych studiach nad indoeuropejską rodziną
języków, z której wyłoniła się angielszczyzna: Mielikki - pani lasów,
Ilmatar - córka powietrza, Lemminkäinen - zuchwały poszukiwacz przygód.
Kalevala tak go pochłonęła, że nie zwrócił do szkolnej biblioteki jej
pierwszego tomu, co grzecznie mu wytknął w liście Rob Gilson83,
jego następca na stanowisku bibliotekarza w Szkole Króla Edwarda. Tak
wyposażony we wszystko, czego potrzebował lub czym się interesował,
Tolkien prawie nie korzystał z biblioteki Kolegium Exeter i w trakcie
całego pierwszego roku studiów wypożyczył z niej tylko jedną książkę
związaną z filologią klasyczną (A History of Greece Grote'a). Kiedy
jednak zapuścił się między regały, zboczył ze ścieżki wytyczonej przez
literaturę klasyczną i wydobył na światło dzienne skarb: pionierską
gramatykę języka fińskiego napisaną przez Charlesa Eliota84. W liście do W.H. Audena z 1955 roku wspominał, że "było to jak odkrycie
piwnicy pełnej butelek wspaniałego wina nieznanego wcześniej gatunku i smaku"85. Ostatecznie tworzony przez niego język został przesycony
melodią i strukturą języka fińskiego.
Najpierw zaczął na nowo opowiadać fragment Kalevali w wierszowano-prozatorskim stylu Williama Morrisa. Była to "Opowieść o Kullervo", traktująca o młodym zbiegłym niewolniku86. Dziwne,
że taka historia zawładnęła wyobraźnią żarliwego katolika: Kullervo
nieświadomie uwodzi swoją siostrę, która popełnia samobójstwo, a następnie idzie w jej ślady. Do Tolkiena być może przemówiła po części
mieszanka brawurowego heroizmu, młodzieńczego romansu i rozpaczy - on
sam został przecież zmuszony do zerwania znajomości z Edith Bratt. W jego czułą strunę mogła też uderzyć śmierć obojga rodziców Kullervo.
Najbardziej go jednak pociągało brzmienie fińskich imion, odległy
prymitywizm i północna atmosfera Kalevali.
Gdyby Tolkien szukał tylko pesymizmu, mógłby go znaleźć o wiele bliżej,
w angielskich utworach, które namiętnie czytali jego rówieśnicy. Okres
czterech lat przed wybuchem pierwszej wojny światowej był, według J.B.
Priestleya, "pełen pośpiechu, gorączkowy i dziwnie
fatalistyczny"87. Ogromną popularnością cieszyły się wizje
skazanej na zagładę młodzieży, przywoływane przez A.E. Housmana w tomie
wierszy z 1896 roku, A Shropshire Lad ("Chłopiec z Shropshire"):
Wśród zapomnianych pól licznych
Bieleją martwych kości,
Zabitych chłopców już zgniłych;
Nikt, kto poszedł, nie wróci.
Jednym z wielbicieli Housmana był pierwszy literacki celebryta pierwszej
wojny światowej, Rupert Brooke, który napisał, że gdyby umarł w jakimś
zakątku pola na obcej ziemi, miejsce to będzie "już na zawsze
Anglią"88. Poezja G.B. Smitha była lekko zabarwiona tym samym
pesymizmem.
Tolkien, którego odumarli rodzice, zaznał już bolesnej straty, podobnie
jak kilku jego przyjaciół. Matka Roba Gilsona zmarła w 1907
roku89, a ojciec Smitha w czasie, gdy ten młody historyk dostał
się do Oksfordu90. Lecz pod koniec pierwszych uniwersyteckich
wakacji Tolkiena śmierć znowu dała znać o sobie z wielką siłą.
W październiku 1911 roku Rob Gilson pisał ze Szkoły Króla Edwarda:
"Wydaje się, że odejście jednego spośród bogów niemal pozbawiło światła
życia tych, co zostali"91. Nikt nie umarł - Rob miał na myśli
to, że Tolkiena bardzo brakowało, wraz z W.H. Paytonem i ich
krotochwilnym przyjacielem, "Herbatnikiem" Barnsleyem, którzy zostali
przyjęci na studia w Cambridge. "Niestety! Minęły dobre dawne dni -
dodał Gilson. - Kto wie, czy T. Club jeszcze się kiedyś spotka?" W rzeczywistości jego pozostali w Birmingham członkowie nadal zbierali się
w "starym sanktuarium"92 Barrow's Stores i rządzili w bibliotecznym gabinecie. Teraz w skład kliki wchodził także Sidney
Barrowclough oraz Dzidziuś, czyli Ralph, młodszy brat Paytona. Podczas
pozorowanego strajku szkolnego jej członkowie zażądali, by wszystkie
kary za przetrzymywanie książek zostały przejęte i przeznaczone na
opłacenie herbaty, ciasta i wygodnych foteli dla nich. W Chronicle
szkoły pojawiło się surowe upomnienie wobec Gilsona, następcy Tolkiena
na stanowisku bibliotekarza, by "nakłonił bibliotekę do [...]
przybrania mniej popisowego charakteru"93. Lecz klub
kontynuował swój konspiracyjny sposób bycia z pełną przebiegłości
ostentacją. Redaktorami Chronicle i autorami tego upomnienia byli ni
mniej, ni więcej, tylko Wiseman i Gilson. To w tym numerze niektórzy
uczniowie odpowiedzialni za dyscyplinę i absolwenci szkoły zostali
wyróżnieni wzmianką "T.C., B.S. itd." - inicjały te były dla większości
uczniów dość zagadkowe.
Wróciwszy do Birmingham na Boże Narodzenie, Tolkien wziął udział w dorocznej debacie absolwentów i w wieczór przesilenia zimowego wystąpił
jako nieudolna językowo pani Malaprop w przedstawieniu Rywale
Sheridana w ekstrawaganckiej reżyserii Roba, z Christopherem Wisemanem,
"Herbatnikiem" i G.B. Smithem - który teraz został już dopuszczony do
pełnego członkostwa w TCBS94.
W rzeczywistości Smith wchodził na miejsce opuszczone przez Vincenta
Troughta, którego jesienią powaliła ciężka choroba. Trought uciekł do
Kornwalii od zanieczyszczonego miejskiego powietrza, by odzyskać siły.
Bez powodzenia. W nowym 1912 roku, pierwszego dnia oksfordzkiego
trymestru, Wiseman napisał do Tolkiena: "Biedny stary Vincent zmarł
wczoraj (sobota) o piątej rano. Pani Trought pojechała w poniedziałek do
Kornwalii i uznała, że mu się poprawia, ale w piątek wieczorem bardzo
zaniemógł i nad ranem zmarł. Zapewne szkoła pośle wieniec, ale postaram
się załatwić też wieniec specjalnie od TCBS". Potem dodał: "Jestem
ogromnie przygnębiony. [...] Nie spodziewaj się w tym liście żadnej
TCBS-owości"95. Tolkien chciał być na pogrzebie, ale nie
zdołał dotrzeć do Kornwalii na czas.
Trought miał na przyjaciół wpływ dyskretny, lecz głęboki. Zacięty i nieustępliwy na boisku do rugby, w towarzystwie był nerwowy i wycofany;
gdy inni poświęcali wiele energii na błyskotliwą wymianę zdań, on wolał
długo się zastanawiać. Mimo to ucieleśniał najlepsze cechy TCBS: nie z powodu swojego niepoważnego humoru, lecz ambitnego i twórczego
indywidualizmu. W chwilach bowiem powagi główni członkowie tego kręgu
czuli, że stanowią siłę, z którą należy się liczyć, że nie są kliką ze
szkoły średniej, lecz republiką jednostek mających potencjał zrobienia
czegoś naprawdę ważnego w szerokim świecie. Twórcza siła Vincenta leżała
w poezji. Jak po jego śmierci odnotowała szkolna Chronicle, "niektóre
jego wiersze dowodzą wielkiej głębi uczucia oraz panowania nad
językiem"96. Trought mógł czerpać wzorce i natchnienie z całej
bogatej spuścizny romantyzmu, lecz gust miał bardziej eklektyczny od
gustów przyjaciół i był bardzo wrażliwy na piękno rzeźby, malarstwa i muzyki. Według szkolnego nekrologu był "prawdziwym artystą" i gdyby żył,
jego twórczość nie przeszłaby bez echa97. Rok później, pośrodku
kryzysu, którego nie umiałby sobie wyobrazić, jego osoba będzie
przywoływana jako przykład.
Mniej więcej w czasie choroby Troughta Tolkien rozpoczął cykl około
dwudziestu niezwykłych symbolistycznych obrazków, które zatytułował
Ości, ponieważ ilustrowały stany umysłu lub istnienia. Zawsze lubił
rysować krajobrazy i średniowieczne budowle, lecz możliwe, że w tym
okresie takie figuratywne przedstawienia nie odpowiadały jego potrzebom.
To był dla Tolkiena mroczny okres, pełen zmian i refleksji: został
odcięty od szkoły i przyjaciół, a ojciec Francis zakazał mu się
kontaktować z Edith. Przekroczył próg dorosłości, ale jego odczuć
względem niej można się domyślić jedynie na podstawie kontrastu między
radosną Poniżejdziesięcioletnością z jej dwoma drzewami a pełną
niechęci Dorosłością ze ślepą postacią brodatego uczonego,
przypominającego zasłużonych wykładowców Oksfordu. Co dziwne, bardziej
optymistyczny był rysunek patykowatej postaci raźno wstępującej z Krańca Świata w wirującą pustkę niebios. O wiele mroczniejsze były
oświetlone pochodniami wersje rytuału przejścia, Przedtem i Potem,
ukazujące najpierw dojście do tajemniczego progu, a następnie
somnambuliczną postać, która przechodzi wśród pochodni po drugiej
stronie bramy. Wrażenie przepełnionej obawami transformacji jest
niezwykłe. Równie wyraźnie widać, że mamy do czynienia z bogatą,
wizjonerską wyobraźnią, która jeszcze nie znalaz-ła medium, w którym
mogłaby się wypowiedzieć z pełną swobodą98.
Rok później akademickie i osobiste życie Tolkiena osiągnęło punkt
zwrotny. Do 1913 roku dopiero się rozwijało. Tolkien musiał zrezygnować
z miłości i stawało się coraz bardziej jasne, że studiowanie filologii
klasycznej w Oksfordzie prowadzi donikąd. Teraz wszystko się zmieniło. 3
stycznia 1913 roku John Ronald skończył dwadzieścia jeden lat i ojciec
Francis Morgan przestał być jego prawnym opiekunem. Tolkien natychmiast
skontaktował się z Edith Bratt, która rozpoczęła nowe życie w Cheltenham. Trzy lata rozłąki zniweczyły jej nadzieje i Edith zaręczyła
się z kimś innym. Jednak w ciągu tygodnia Tolkien znalazł się u jej boku
i namówił ją, by za niego wyszła.
Minął już rok, od kiedy zaczął zaniedbywać studia klasyczne pod
kierownictwem swojego opiekuna naukowego Lewisa Farnella. Był to
energiczny, żylasty okularnik o pociągłej twarzy i zwisających wąsach, a także pedantyczny naukowiec, który jakiś czas wcześniej ukończył
pięciotomowe dzieło o antycznych greckich kultach. Dwadzieścia lat
wcześniej, kiedy Grecja wciąż wydawała się krajem odległym i stosunkowo
rzadko odwiedzanym, Farnell był po trosze poszukiwaczem przygód, który
konno i pieszo przemierzał krainę bezprawia, by dotrzeć do jakiegoś na
wpół zapomnianego miejsca oddawania czci, lub pokonywał bystrza górnego
biegu Dunaju99. Ostatnio jego archeologiczny zapał został
podsycony odkryciem legendarnej Troi i wykopaliskami w Knossos, które co
roku ujawniały kolejne sekrety homeryckiej cywilizacji, drażniąc
językoznawców nieodczytanym pismem. Lecz entuzjazmu Tolkiena nie
rozpalił ani Farnell, ani Sofokles, ani Ajschylos. Większość jego czasu
pochłaniały zajęcia ponadprogramowe. Udzielał się towarzysko wśród
znajomych z kolegium, przemawiał podczas debat, szkolił się w swoim
szwadronie jazdy i ślęczał nad podręcznikiem A Finnish Grammar Eliota.
Później wspominał: "Ludzie nie mogli zrozumieć, dlaczego moje prace na
temat greckiego dramatu były coraz gorsze"100.
Tolkien mógł pójść za głosem serca dzięki studiowaniu filologii
porównawczej. Uświadomił sobie, że jeśli tak zrobi, będzie go uczył
Joseph Wright, którego Primer do gockiego tak go zainspirował jako
ucznia. "Stary Joe", gigant wśród filologów, zaczynał jako włókniarz,
lecz później opracował obszerny English Dialect Dictionary ("Słownik
dialektów angielskich"), dając mu solidne podstawy w filologii greckiej
i łacińskiej101. Jednak ogólna niezdolność Tolkiena do
skupienia się na literaturze klasycznej oraz dramatyczne zejście się z Edith odbiły się niekorzystnie na uniwersyteckich egzaminach Honour
Moderations, które odbywały się w połowie studiów. Zamiast pierwszej
lokaty, jaką według Cary'ego Gilsona powinien zdobyć jego były
uczeń102, Tolkien otrzymał zaledwie drugą, a gdyby nie jego
doskonała praca pisemna na temat filologii greckiej, zostałby na
fatalnej trzeciej. Na szczęście Farnell miał otwarty umysł i lubił
niemiecką kulturę103, co pozytywnie nastawiało go do badań
filologicznych, które naprawdę interesowały Tolkiena. Zaproponował mu,
by przerzucił się na studiowanie języka angielskiego, i poczynił
dyskretne ustalenia, czy student nie utraci sześćdziesięciu funtów
stypendium, które miało finansować studia klasyczne104. Tolkien
znalazł się wreszcie w swoim żywiole, mógł się poświęcić studiowaniu
języków i literatury, które od dawna poruszały jego wyobraźnię.
Tymczasem Tolkien coraz bardziej rozluźniał więzy przyjaźni łączące go z członkami TCBS. Nie wziął udziału we wznowieniu Rywali wystawionych w październiku 1912 roku jako pożegnanie Christophera Wisemana i Roba
Gilsona ze Szkołą Króla Edwarda105 i nie stawił się na
tradycyjnej bożonarodzeniowej debacie absolwentów szkoły106, choć
był w tym czasie w Birmingham107. Na uniwersytecie utrzymywał
kontakt ze znajomymi na spotkaniach Old Edwardian Society108,
lecz do Oksfordu przyjechało bardzo niewielu jego przyjaciół z Birmingham. Jeden z nich, Frederick Scopes, na Wielkanoc 1912 roku
wyruszył z Gilsonem do północnej Francji, by szkicować
kościoły109, lecz zasoby finansowe Tolkiena były stosunkowo
ograniczone i szybko stopniały w gorączce oksfordzkiego życia.
Tolkien próbował odtworzyć TCBS-owskiego ducha w Kolegium Exeter,
zakładając podobne kluby, najpierw Apolausticks, a następnie Chequers, w których wystawne kolacje zostały zastąpione przez ukradkowe przekąski i których członkami byli jego nowi przyjaciele ze studiów. Wstąpił do
Towarzystwa Krasomówczego i Klubu Eseistów, cenił sobie także pogawędki
przy fajce110. Jeden z gości Tolkiena, przyglądając się wizytówkom
leżącym na gzymsie kominka, zauważył cierpko, że gospodarz zapisał się
chyba do wszystkich stowarzyszeń działających w kolegium111.
(Niektóre z tych wizytówek były jego autorstwa; zostały wykonane stylową
kreską z typowym poczuciem humoru. Znajdowało się wśród nich zaproszenie
na "Palenie", popularną imprezę towarzyską, przedstawiające czterech
studentów, którzy tańczyli - i przewracali się - na Turl Street pod
karcącym spojrzeniem zawieszonych w powietrzu sów w biretach i melonikach, które były noszone przez przedstawicieli władz
uniwersyteckich112). Tolkien został wybrany na
"wicebłazna" najważniejszego z nich, Stapeldon Society, później został
jego sekretarzem, a w końcu na hałaśliwym i archaistycznym zebraniu 1
grudnia 1913 roku objął funkcję prezesa113.
Jeśli jednak chodzi o TCBS, to środek jego ciężkości przeniósł się z Birmingham do Cambridge, gdzie Wiseman studiował dzięki stypendium
matematykę w Kolegium Peterhouse, a Gilson filologię klasyczną w Kolegium Trinity. Skład grupy powiększył się w październiku 1913 roku o Sidneya Barrowclougha i Ralpha Paytona (Dzidziusia).
W tym samym czasie, co miało zasadnicze znaczenie dla Tolkiena, do
Oksfordu przyjechał G.B. Smith, by w Kolegium Corpus Christi studiować
historię. Wiseman tak pisał do Tolkiena: "Zazdroszczę Ci Smitha, bo on
jest najlepszy ze wszystkich, choć my mamy Barrowclougha i Paytona"114. Smith był mistrzem w prowadzeniu dowcipnych rozmów i z pewnością jego talent rozwinął się wcześniej niż u pozostałych
TCBS-owców. Kiedy zajął w koterii miejsce Vincenta Troughta, już uważał
się za poetę. Podzielał też niektóre najgłębsze zainteresowania
Tolkiena, zwłaszcza językiem i legendami walijskimi. Podziwiał
oryginalne opowieści o królu Arturze i uważał, że francuscy trubadurzy
odarli te celtyckie historie z ich pierwotnej równowagi i werwy115.
Przyjazd Smitha do Oksfordu zapoczątkował głębszą przyjaźń z Tolkienem.
Przyjaźń ta szybko się rozwijała w izolacji od ciągłych żartów, które
trzymały się TCBS en masse.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki