WSTĘP
- Nie, nie mogę. Naprawdę nie mam czasu. Muszę pojechać z mamą do
szpitala, potem załatwić kilka spraw dla męża i jeszcze przygotować
obiad.
Helen nie wie, do czego ma się zabrać, tymczasem jej przyjaciółka Anita
ma do niej pretensje, bo liczyła, że Helen zajmie się jej pięcioletnim
synem, podczas gdy ona spędzi wieczór tylko z mężem.
- No tak, skoro bardziej liczą się dla ciebie twoja mama i mąż niż ja,
to trudno. Dziwię ci się jednak. Myślałam, że skoro jestem twoją
najlepszą przyjaciółką, postarasz się mi pomóc, zwłaszcza że tyle dla
ciebie robię. Powinnaś wreszcie postawić się matce i nie być takim
popychadłem tego swojego mężusia.
Helen już próbowała się wymówić od towarzyszenia mamie, proponując, że
zamówi jej taksówkę na dojazd do szpitala i powrót, ale ta nie chciała
nawet o tym słyszeć. "Do czego to doszło, skoro matka nie może liczyć
nawet na własną córkę, kiedy jest chora. Wkrótce umrę i nie będziesz
musiała się mną przejmować. Do tego czasu mam prawo oczekiwać, żebyś
wypełniała swoje obowiązki. Wspomnisz moje słowa, będzie ci przykro,
kiedy mnie zabraknie, i będziesz żałowała, że się bardziej nie
starałaś".
Koniec dyskusji.
Helen nawet nie zamierza prosić męża o chwilę wytchnienia. Edward nie
zalicza się do wyrozumiałych. Jako główny żywiciel rodziny oczekuje, że
w domu wszystko będzie zrobione. W dodatku nie znosi teściowej, a tym
bardziej Anity.
Jak na ironię, gdy Helen była dzieckiem, matka wcale nie opiekowała się
nią tak troskliwie. Za bardzo zajmowało ją bycie ważną osobą, spełnianie
dobrych uczynków na pokaz i skupianie na sobie uwagi mieszkańców ich
miejscowości. Sama nigdy nie poczuwała się do wypełniania obowiązków,
czego teraz wymaga od Helen. To samo można powiedzieć o Anicie. Prawda
jest taka, że Anita nie robi dla Helen nic, tylko oczekuje wdzięczności
za wprowadzenie jej do kręgu swoich znajomych. Uważa, że Helen powinna
czuć się wobec niej zobowiązana i nieustannie to okazywać, stawiając się
na każde zawołanie. Jeżeli Helen jest popychadłem, to właśnie Anita
wysługuje się nią najczęściej. Na dobrą sprawę Edward jest taki sam. W domu głównie pije, drzemie i ogląda sport w telewizji. Czuje się
usatysfakcjonowany, że jako kierownik średniego szczebla zapewnia Helen
wygodne życie, i oczekuje, że ona w zamian będzie robiła, co jej każe, i dbała o dom. A to oznacza, że nie może być zajęta wyświadczaniem
przysług innym osobom.
Jak zwykle Helen jakoś wszystko godzi. Rano robi zakupy, załatwia sprawy
i wypełnia obowiązki domowe. Z lunchu rezygnuje, ale dowozi matkę do
szpitalnej poradni na czas i w poczekalni pod gabinetem lekarskim
porządkuje domowe rachunki. Potem odwozi matkę do domu, robi jej herbatę
i szykuje obiad, jednocześnie próbując, w miarę możliwości i ograniczonej wiedzy medycznej, dodać jej otuchy. Zdąża odebrać córkę
Ethel ze szkoły, jedzie do Anity, zabiera syna przyjaciółki do siebie,
daje mu jeść, a potem przygotowuje posiłek córce (nie lubią tych samych
potraw, a poza tym dziesięcioletnia Ethel nie zamierza jeść kolacji o tej samej porze co ktoś o połowę od niej młodszy). Helen kładzie chłopca
w gościnnej sypialni, ale upływa sporo czasu, nim malec zasypia w obcym
miejscu. Następny punkt: przygotowanie kolacji Edwardowi. Sama je
niewiele. Nie ma czasu.
Edward dzwoni z wiadomością, że wróci późno. To oznacza, że Helen nie
może położyć córki spać o zwykłej porze, bo musi zabrać ją ze sobą,
kiedy odwozi śpiącego synka przyjaciółki do domu. Anita ma do niej
pretensje, że zapomniała zabrać ulubioną zabawkę chłopca. Edward wraca
pod jej nieobecność, a matka akurat wtedy dzwoni. Oboje są na Helen źli,
że Ethel w dzień powszedni o dwudziestej drugiej jeszcze nie śpi.
Kiedy Helen z wyczerpania zaczyna chorować, nie ma co liczyć na
współczucie, a jedynie na naburmuszone miny i pomruki niechęci osób,
którym nie jest w stanie dłużej usługiwać tak, jak do tego przywykły.
Jest więźniem. Niektóre osoby z jej otoczenia są toksyczne. Ta książka
skierowana jest właśnie do niej i do wielu takich jak ona. Helen sama
zbudowała sobie to więzienie. Za kraty w oknach nie odpowiadają ani jej
przyjaciółka, ani matka, ani mąż, tylko ona. Drzwi celi nie są zamknięte
na klucz. Helen musi się jednak nauczyć przez nie przechodzić.
I właśnie temu ma służyć ta książka. Jeżeli Helen będzie potrafiła
rozpoznawać toksycznych ludzi i w miarę możliwości ich unikać albo w zdrowy sposób sobie z nimi radzić, stanie się wolna. Takich jak ona jest
wiele, a postacie wokół mają różny wygląd i cechy. Niektóre postępują
subtelniej od bohaterów niniejszego wstępu, ale rezultat jest ten sam. Z tysięcy pacjentów, którzy trafili do mojego gabinetu w wyniku chorób
spowodowanych przewlekłym stresem, u większości najpoważniejszą
przyczyną ich stanu byli inni ludzie. Tymczasem można lepiej sobie z nimi radzić. Nie oznacza to bynajmniej, że musisz się rozstać z mężem,
postąpić nie po chrześcijańsku (jeśli jesteś akurat takiego wyznania)
czy nawet przestać troszczyć się o innych.
Napisałem tę książkę, ponieważ w obecnie dostępnej literaturze
poradnikowej brakuje pozycji, która poruszałaby właśnie te kwestie.
Sporo jest informacji o socjopatach (psychopatach) oraz ludziach z innymi poważnymi zaburzeniami osobowości, ale nie o osobach, które
przejawiają te cechy w ograniczonym stopniu, i po prostu nie wiadomo,
jak z nimi postępować. Wiele źródeł omawia skutki wykorzystywania i zaniedbań, ale nieliczne napomykają o codziennej nieżyczliwości,
manipulacjach i niewrażliwości, które - jeżeli do tego dopuścisz - mogą
się odbić na twoim zdrowiu.
Właśnie o tym przeczytasz na kolejnych stronach. Mam nadzieję, że pomoże
ci to odbudować własne życie w lepszej, szczęśliwszej i zdrowszej
postaci. Pamiętaj tylko, żeby odnosić się do czytanych porad ze szczyptą
rezerwy. Żadna książka nie rozprawia się z każdą konkretną sytuacją czy
każdym niuansem, jakie napotykasz, ale liczę, że znajdziesz tu sporo
pożytecznych wskazówek. Jeśli masz wątpliwości, zwróć się do psychologa,
zamiast postępować ściśle według rad moich lub kogokolwiek innego.
Moje opisy pewnych typów osób przewijających się przez strony tej
książki być może brzmią krytycznie, ale nie to jest moim zamiarem.
Ludzie są, jacy są, z bardzo ważnych przyczyn, w większości związanych z ich doświadczeniami z dzieciństwa, nie ma więc sensu obarczać ich winą
za to, kim się stali. Ty masz znaleźć sposoby na zachowanie szczęścia i zdrowia, zamiast liczyć, że ochronią cię inni. Uwierz mi na słowo -
życie jest lepsze poza murami twego więzienia.
Uwaga: szczegóły konkretnych wydarzeń opisanych w książce oraz
imiona i nazwiska uczestników zostały zmienione w celu zachowania
anonimowości.
Rozdział 1
LUDZIE
Ocknij się!
To zabrzmiało trochę za ostro - wybacz. Proszę, ocknij się! Tak już
lepiej.
Większość z nas brnie na ślepo przez życie, rzadko wybierając świadomie
to, czego pragnie lub jak chce żyć. Przeważnie reagujemy na okoliczności
oraz oczekiwania innych. Nie stanowi to problemu, jeżeli są to osoby nam
życzliwe i rozsądne, a wszystko układa się po naszej myśli. Gorzej,
kiedy los nam nie sprzyja lub otaczają nas ludzie, których trudno nazwać
dobrymi. Niestety wokół osób, które przede wszystkim myślą o innych,
zwykle gromadzą się takie, które chętnie to wykorzystują. Większość
ludzi przeważnie jest w miarę dobra, choć oczywiście wszystkim nam
zdarzają się lepsze i gorsze chwile. Istnieją również tacy, którzy nie
mają w sobie niczego dobrego, i właśnie oni z czasem rozwijają bardzo
czuły radar umożliwiający im wykrywanie tych, których mogą wykorzystywać
i dręczyć. Dobre dusze, które nieustannie próbują zadowalać innych,
przyciągają takich właśnie osobników. W takiej sytuacji albo zaczynasz
wierzyć, że większość ludzi jest okrutna, albo nabierasz przekonania, że
to twoja wina. Wydaje ci się, że inni traktują cię paskudnie, bo za mało
się starasz. Że trzeba włożyć jeszcze więcej wysiłku, by wszystkich
zadowolić.
To błąd. Musisz wyjść poza krąg otaczających cię pijawek. Aby tego
dokonać, najpierw określ, czego tak naprawdę chcesz od życia; zrozum
też, dlaczego ludzie zachowują się tak, a nie inaczej, i wreszcie
opracuj własny życiowy plan. Zajmiemy się tymi kwestiami po kolei.
Następne trzy rozdziały zawierają mnóstwo informacji. Mogą ci się wydać
zagmatwane i trudne do pojęcia, jeśli nie interesujesz się psychologią
jednostki oraz grupy, ale proszę cię o cierpliwość. Zrozumienie, co
kieruje ludźmi, jest niezbędne, jeżeli masz lepiej sobie z nimi radzić.
Fakty i teoria prezentowane w tych rozdziałach stanowią nieodzowną
podstawę, na której opiera się dalsza część książki. Myślę, że jeśli
zdołam ci przekazać nieco teoretycznej wiedzy na temat ludzkiego
postępowania, jaką posiadają socjologowie, terapeuci, psychologowie i psychiatrzy, nauczysz się radzić sobie o wiele lepiej z różnymi ludźmi i sytuacjami. Jeżeli mam rację, te trzy rozdziały sprawią, że reszta
książki stanie się niemal zbędna. Gdy już się dowiesz, dlaczego ludzie
robią to, co robią, nie będą ci potrzebne niczyje wskazówki, jak z nimi
postępować. Stanie się to oczywiste. Czy na pewno? Zobaczymy.
Podaję tu jedynie pobieżne informacje - według mnie najistotniejsze w kontekście celu niniejszej książki - zaczerpnięte z obszernej
literatury, wybacz więc, jeżeli pominąłem coś, co według ciebie jest
ważne.
Czym jest osobowość i jak się ona kształtuje?
Zrozumienie ludzkiej osobowości jest kluczem do umiejętnego postępowania
z danym człowiekiem. Osobowość określają działania. Jeżeli na przykład
mówimy, że ktoś ma osobowość ekstrawertyczną, mamy na myśli to, że (w uproszczeniu) człowiek ten często wychodzi do innych. Cechy osobowości
mają określone natężenie. Na przykład sumienie, życzliwość i hojność to
atrybuty, które w jakimś stopniu posiada przeważająca większość ludzi,
ale nikt nie jest przez cały czas idealnie życzliwy czy hojny wobec
wszystkich. Cechy naszej osobowości pozwalają dość dobrze przewidzieć,
jak zareagujemy na określoną sytuację lub osobę, ale nie determinują
tego z absolutną dokładnością. Stopień swobody dokonywania świadomych
wyborów w reakcji na konkretnego człowieka lub wydarzenie zależy od
tego, co się dzieje, od naszego stanu psychicznego oraz od "rezonansów", jakich doświadczamy. Nasze instynktowne reakcje nas
nie definiują, pod warunkiem że dokonujemy wyboru czynnie i świadomie. W przeciwnym razie zawsze reagujemy w ten sam przewidywalny sposób na
osoby, które nas skrzywdziły lub które kojarzymy z przeszłością. Bycie
ofiarą toksycznych ludzi wchodzi w nawyk. Helen, którą poznaliśmy we
wstępie, musi dokonać w życiu kilku trudnych zmian, jeśli chce, by stało
się ono lepsze.
Osobowość kształtuje się poprzez doświadczenia, zwłaszcza te z dzieciństwa. Sposób, w jaki dana osoba myśli, czuje i działa, w pewnym
stopniu zależy od genów, ale w znacznie większym jest skutkiem jej
doświadczeń. Takie nieustanne formowanie charakteru człowieka przez
świat, którego doświadcza, jest istotą koncepcji psychodynamicznej. Od
czasów Freuda liczni psychoanalitycy skupiają się na czynnikach
wyjaśniających ludzkie zachowania, szczególnie przejawiane we wczesnym
okresie życia, w interakcjach dzieci z rodzicami.
W przeciwieństwie do nich behawioryści przyjmują, że o zachowaniu
człowieka przesądza warunkowanie. Dzieli się je na dwa typy: klasyczne
oraz instrumentalne. W klasycznym bodziec warunkowy wystarczająco
długo łączony z określoną reakcją zaczyna ją wywoływać. W przypadku psów
Pawłowa dźwięk dzwonka rozlegał się na chwilę przed podaniem im pokarmu.
Początkowo to widok i zapach mięsa sprawiały, że psy się śliniły, ale po
jakimś czasie reagowały tak na sam sygnał dzwonka, nawet gdy nie
dostawały po nim jeść. Dzięki warunkowaniu uzyskano odruch wydzielania
śliny na dźwięk dzwonka. U człowieka, który był świadkiem strzelaniny i reaguje strachem na każdy hałas, dochodzi do reakcji tego samego typu.
W warunkowaniu instrumentalnym połączenie nagrody (bądź jej braku) z określoną czynnością zwiększa częstotliwość występowania pożądanej
reakcji. Na przykład dziecko, które dostaje gwiazdkę za każdym razem,
gdy zachowa się dobrze, a nie otrzymuje żadnej nagrody, jeżeli zachowa
się źle, z czasem zaczyna się zachowywać lepiej. Przy obu formach
warunkowania mamy do czynienia ze zjawiskiem wygaszania, które polega na
tym, że gdy konkretny bodziec nie jest już łączony z określoną reakcją
(lub nagroda z pożądanym zachowaniem), reakcja ta w końcu ustaje. Jeżeli
więc przestaniesz podawać psu mięso, gdy rozlega się dźwięk dzwonka,
zwierzę w końcu przestanie się ślinić na sam sygnał. Osoba, która
doświadczyła traumy, po jakimś czasie stanie się mniej nerwowa, a dziecko, które nie jest konsekwentnie nagradzane za dobre zachowanie lub
zdarza mu się dostać nagrodę, gdy zachowa się źle, przestanie się dobrze
zachowywać. Jeśli jednak podtrzymujesz schemat bodziec-reakcja bądź do
niego wracasz, częstotliwość pożądanej reakcji wzrasta (bodziec zostaje
wzmocniony).
Obecnie psychologowie uważają, że o tym, co ktoś czuje i jak postępuje,
oprócz zachowań decydują także myśli danej osoby. Można ją nagrodzić, a co za tym idzie - wpłynąć na zmianę jej zachowania, wyłącznie poprzez
zmianę sposobu jej myślenia. Jeśli po każdej rozmowie krytykujesz się za
brak polotu, szanse, że zaczniesz dobrze sobie radzić w sytuacjach
towarzyskich, są znikome. Natomiast gdy rozmyślnie unikasz osądzania
siebie, skupiasz się na miłych słowach, które słyszysz od rozmówcy, i doceniasz interesujące fragmenty konwersacji, psychiczna "nagroda", jaką
jest dla ciebie takie doświadczenie, sprawia, że chętniej bierzesz
udział w kolejnych sytuacjach towarzyskich. Twój sposób myślenia jest
bardzo ważny i stanowi fundament terapii poznawczo-behawioralnej (w skrócie określanej jako CBT, od angielskiej nazwy cognitive behavioural
therapy), którą uważa się za wielce skuteczną w przypadku
najróżniejszych zaburzeń.
Osobowość nie jest stała. Może się zmieniać w zależności od wymogów,
jakim musisz sprostać w różnych miejscach, czy doświadczeń, jakie
gromadzisz w życiu - albo po prostu wraz z upływem czasu. Ja sam byłem
zupełnie inną osobą w pracy oraz w domu. Również uszkodzenia mózgu
niekiedy prowadzą do drastycznych zmian osobowości.
Poza tym to inni określają naszą osobowość poprzez opinie wartościujące.
Czy człowiek, z którym masz do czynienia, jest po prostu asertywny czy
może apodyktyczny? Szczery czy nietaktowny? Bezpośredni czy okrutny?
Problem w tym, że takich ocen dokonują zwykle ludzie, którym to nie jest
potrzebne, natomiast bezradne osoby, które naprawdę powinny krytycznie
oceniać innych, by móc poprawić własną sytuację, bardzo rzadko to robią.
Uważają to za przywilej, którego z jakichś powodów nie są godne.
Zawsze lepiej jest poświęcić więcej czasu na poznanie i zrozumienie
siebie niż na osądzanie innych. Przeważnie rozkwitamy, kiedy mamy
świadomość własnych uczuć, pragnień oraz potrzeb, i udaje nam się
harmonijnie wpleść je w życie. Ja na przykład uwielbiam przestrzeń, wodę
i dobrą pogodę, a do tego potrafię czerpać przyjemność z odosobnienia.
Mój styl życia (jestem emerytem i mieszkam pod Charlestonem w Stanach
Zjednoczonych, w domu z widokiem na rzekę i bagna) przystaje do tych
potrzeb i cech, więc mam się świetnie. Oczywiście niezbędna jest
równowaga, dlatego choć bez trudu mógłbym żyć jak pustelnik, celowo
podtrzymuję pewien poziom kontaktów towarzyskich. Kiedy mamy do
czynienia z toksycznością, niezbędne są świadomość, czego potrzebujemy,
by się rozwijać, oraz decyzja, jak zrównoważyć te potrzeby z tym, czemu
musimy sprostać.
Przed dokonaniem życiowych wyborów powinniśmy weryfikować nasze cele,
odnosząc je do przekonań odpowiednich osób. Unikajmy przy tym
niewolniczej uległości wobec ludzi o najbardziej zdecydowanych opiniach.
Z wiekiem odkryłem, że siła poglądów człowieka jest odwrotnie
proporcjonalna do jego mądrości. Pod koniec życia Kartezjusz pisał:
"Jestem tu całkiem sam i wreszcie mogę w zupełności i bez wahania
poświęcić się generalnemu burzeniu własnych opinii". Oto mądre słowa.
Identyfikacja
Postępowanie ludzi, które przyczynia się do cierpienia innych, budzi w nas niechęć lub gniew, natomiast osoby czyniące dobro sprawiają, że
czujemy wdzięczność i podziw, nawet gdy nie dotyczy to bezpośrednio nas
samych. Dzieje się tak dlatego, że utożsamiamy się z obiektem takich
działań. Ludzie nie powinni nikogo krzywdzić, nie powinni tacy być -
myślimy. Niby dlaczego? Mieliby wyznawać twoje wartości i być tacy jak
ty? Prawda jest taka, że identyfikujemy się z innymi - zwłaszcza gdy są
do nas podobni - i dlatego osoby i sprawy, które mają na nich wpływ,
wpływają również na nas.
Większość ludzi najpierw działa, a dopiero potem myśli. Robimy coś, a po
fakcie wymyślamy uzasadnienie dla naszych czynów, wierząc we własną
fałszywą argumentację. Kiedy przeprowadzono eksperyment, prosząc
uczestników, by w określonych odstępach czasu kiwali palcem wskazującym,
jak gdyby komuś grozili, pomiary ich fal mózgowych pokazały, że nerwy
ruchowe odpowiadające za kiwanie palcem uaktywniały się dużo wcześniej,
niż pojawiała się świadomość, że ten gest ma zostać wykonany. Możliwe
więc, że twoje intencje wcale nie są tak "dobre", jak twierdzisz, skoro
wiele twoich działań zostaje postanowionych, zanim na dobre uświadamiasz
sobie swój wybór.
Trudno się w tym połapać? Bo to skomplikowane - przynajmniej dla mnie.
Przede wszystkim próbuję ci wytłumaczyć, że osądzanie prawości bądź
karygodności działań innych zwykle niczemu nie służy. Powinniśmy
natomiast dążyć do zrozumienia ludzi, motywów ich postępowania oraz
prawdopodobnych czynów, zwłaszcza gdy chodzi o osoby, dla których nasze
dobro nie jest priorytetem. Potem możemy postanowić, jak unikniemy
potencjalnej krzywdy z ich strony. Skoro pływasz w basenie z toksyczną
cieczą, lepiej rób to w nieprzemakalnym skafandrze i unikaj
zachłyśnięcia.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki