Tobruk odpowiada ogniem - Andrzej Kozak

Kup ebooka

12.99 zł
10.78 zł (10,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Operacja "Treacle"

Kiedy w lipcu 1941 roku gene­rał Claude Auchin­leck objął dowo­dze­nie woj­skami alianc­kimi na Środ­ko­wym Wscho­dzie, sytu­acja w tym rejo­nie była nie­zwy­kle skom­pli­ko­wana. Po nie­uda­nych pró­bach powstrzy­ma­nia agre­sji nie­miec­kiej na Bał­ka­nach ist­niała groźba, że Niemcy prze­rzucą swe woj­ska z Gre­cji do Syrii, gdzie od maja dzia­łały nie­miec­kie bazy lot­ni­cze. W tym przy­padku sta­cjo­nu­jący w Egip­cie Bry­tyj­czycy byliby zaata­ko­wani od wschodu. Tym­cza­sem od zachodu zagra­żały Egip­towi poważne siły nie­miecko-wło­skie, któ­rych dowódcą był Włoch, gene­rał Ettore Bastico, choć fak­tycz­nie pierw­szy głos nale­żał do Niemca, gene­rała Erwina Rom­mla. Bastico opa­no­wał nie­mal całą Libię i sta­nął na gra­nicy Egiptu. Tu utknęli. Dal­szy marsz był nie­moż­liwy ze względu na brak zaopa­trze­nia oraz twier­dzę Tobruk, w któ­rej zamknęło się około 30 tysięcy żoł­nie­rzy alianc­kich, w tym cała pie­chota austra­lij­skiej 9. Dywi­zji.

Nikogo to zresztą nie dzi­wiło, skoro woj­ska "osi" zawdzię­czały swe suk­cesy w Libii głów­nie obec­no­ści Deut­sche Afrika-Korps.

Jesz­cze w kwiet­niu wyda­wało się, że klę­ska alian­tów na tym fron­cie jest nie­unik­niona. Rom­mel i Bastico opa­no­wali nie­mal całą Libię i sta­nęli na gra­nicy Egiptu. Tu utknęli. Dal­szy marsz był nie­moż­liwy ze względu na brak zaopa­trze­nia oraz twier­dzę Tobruk, w któ­rej zamknęło się około 30 tysięcy żoł­nie­rzy alianc­kich, w tym cała pie­chota austra­lij­skiej 9. Dywi­zji.

W końcu czerwca Anglicy pró­bo­wali kontr­ata­ko­wać, lecz nie osią­gnęli powo­dze­nia. Suk­ce­sem nato­miast zakoń­czyło się natar­cie na wschód. Pię­cio­ty­go­dniowa kam­pa­nia syryj­ska usu­nęła z tego rejonu Niem­ców oraz kola­bo­ru­ją­cych z nimi przed­sta­wi­cieli fran­cu­skiego rządu Vichy. Groźba wojny na dwa fronty została odsu­nięta. Rom­mel i Bastico stali jed­nak na­dal u wrót Egiptu. Gene­rał Auchin­leck nie mógł ude­rzyć, ponie­waż bra­ko­wało mu cięż­kiego sprzętu woj­sko­wego, szcze­gól­nie zaś czoł­gów. Musiał cze­kać na dostawy z metro­po­lii.

Do ope­ra­cji zaczep­nej dążył rów­nież Rom­mel, lecz i jemu, jak już wspo­mnie­li­śmy, bra­ko­wało zaopa­trze­nia -?a poza tym wciąż bro­nił się Tobruk -?wyma­rzony port dla kon­wo­jów. Ewen­tu­alna dostawa sprzętu z Try­po­lisu była sprawą ryzy­kowną, gdyż silny wypad z twier­dzy mógł prze­ciąć linie komu­ni­ka­cyjne wojsk "osi".

W tej sytu­acji ogromna odpo­wie­dzial­ność spa­dła na flotę bry­tyj­ską w base­nie Morza Śród­ziem­nego. W tym okre­sie miała ona do speł­nie­nia dwa zada­nia: zata­pia­nie trans­por­tów nie­przy­ja­ciela oraz nie­sie­nie pomocy Tobru­kowi. Mary­narka zdała ten egza­min celu­jąco. Dosko­nale spi­sali się rów­nież obrońcy twier­dzy, ale kil­ku­mie­sięczne oblę­że­nie bar­dzo ich wyczer­pało. Ponadto rząd Austra­lii wyra­ził zda­nie, że 9. Dywi­zja nie może tak długo znaj­do­wać się w walce i nale­gał na wyco­fa­nie jej z pierw­szej linii.

Gene­rał Claude Auchin­leck zaczął opra­co­wy­wać ryzy­kowny plan cał­ko­wi­tej wymiany załogi tobruc­kiej. Na początku sierp­nia wyru­szył do Lon­dynu, by osta­tecz­nie usta­lić skład nowej załogi twier­dzy.

Pol­scy żoł­nie­rze poja­wili się na Bli­skim Wscho­dzie już w 1940 roku. Roz­ka­zem z dnia 2 kwiet­nia tego roku powo­łano do życia Bry­gadę Strzel­ców Kar­pac­kich (roz­lo­ko­wano ją w Syrii), któ­rej dowódcą mia­no­wano puł­kow­nika (póź­niej­szego gene­rała) Sta­ni­sława Kopań­skiego. Weszła ona w skład fran­cu­skiej armii "Lewant".

Ochot­nicy do bry­gady napły­wali ze wszyst­kich stron. Więk­szość przy­była z Rumu­nii i Węgier, gdzie zna­leźli się po klę­sce wrze­śnio­wej, byli też przy­by­sze z Fran­cji, kra­jów arab­skich, a nawet czter­na­sto­oso­bowa grupa z Man­dżu­rii. Czerw­cowa klę­ska Fran­cji zmu­siła pol­ską bry­gadę do przej­ścia pod roz­kazy Bry­tyj­czy­ków. Wciąż powięk­sza­jąca się i reor­ga­ni­zo­wana BSK peł­niła służbę w Pale­sty­nie, a póź­niej w oko­li­cach Alek­san­drii, w Egip­cie.

W związku z nad­mierną liczbą pol­skich ofi­ce­rów na Środ­ko­wym Wscho­dzie w listo­pa­dzie 1940 roku utwo­rzono dodat­kową jed­nostkę, pod­le­głą Kopań­skiemu -?Legię Ofi­cer­ską -?która po pół­rocz­nym szko­le­niu przed­sta­wiała war­tość bata­lionu.

W stycz­niu 1941 roku BSK została prze­mia­no­wana na Samo­dzielną Bry­gadę Strzel­ców Kar­pac­kich. W jej skład wcho­dziły trzy bata­liony pie­choty, pułk kawa­le­rii zmo­to­ry­zo­wa­nej, pułk arty­le­rii oraz służby pomoc­ni­cze. Etat bry­gady obej­mo­wał sta­no­wi­ska dla 310 ofi­ce­rów oraz 4750 cho­rą­żych, podofi­ce­rów i sze­re­go­wych.

-?Tobruk?

-?Tak, Tobruk. -?Gene­rał Auchin­leck ski­nął głową. -?Wła­śnie wró­ci­łem z Lon­dynu, gdzie uzy­ska­łem zgodę gene­rała Sikor­skiego na uży­cie pań­skiej bry­gady, a także Legii Ofi­cer­skiej, do zlu­zo­wa­nia czę­ści sił austra­lij­skich w Tobruku. Co pan na to?

-?Zawsze sta­wia­łem dwa warunki -?odpo­wie­dział gene­rał Kopań­ski. - Doma­ga­łem się zgody Naczel­nego Wodza Pol­skich Sił Zbroj­nych na takie czy inne uży­cie bry­gady oraz nie­dzie­le­nia jej na czę­ści i pozo­sta­wie­nia - jeśli to moż­liwe -?wraz z Legią Ofi­cer­ską pod jed­nym dowódz­twem. Oba te warunki zostały speł­nione, nie mam więc żad­nych zastrze­żeń.

Obecny przy roz­mo­wie gene­rał Tho­mas Bla­mey ode­tchnął z ulgą. Od dłuż­szego już czasu jako naczelny dowódca wojsk austra­lij­skich na Środ­ko­wym Wscho­dzie zabie­gał o zlu­zo­wa­nie 9. Dywi­zji wal­czą­cej w Tobruku i kon­cen­tra­cję sił austra­lij­skich. Iry­to­wało go to, że pod­le­głe mu oddziały są roz­siane po wielu gar­ni­zo­nach i nie sta­no­wią zwar­tej armii. Do tego docho­dziły pona­gla­jące pisma z Can­berry, w któ­rych rząd Austra­lii żądał cza­so­wego wyco­fa­nia swych oddzia­łów z walki.

-?Pozo­staje więc -?powie­dział Auchin­leck -?omó­wić szcze­góły trans­portu. Nie­stety mamy bar­dzo mało czasu na przy­go­to­wa­nia. Dziś jest pięt­na­sty sierp­nia. Mię­dzy dzie­więt­na­stym a dwu­dzie­stym dzie­wią­tym Polacy muszą być prze­wie­zieni do Tobruku, gdyż w tym wła­śnie cza­sie będą bez­k­się­ży­cowe noce. Port jest usta­wicz­nie bom­bar­do­wany i wyła­du­nek może nastą­pić tylko w zupeł­nych ciem­no­ściach. Czy w ciągu czte­rech dni pań­scy żoł­nie­rze, gene­rale, będą gotowi do drogi?

-?Myślę, że tak -?odparł Kopań­ski. -?Bry­gada nie jest wpraw­dzie ześrod­ko­wana, lecz znaczna jej część pełni służbę w oko­li­cach Alek­san­drii. Pro­szę tylko o to, by Legia Ofi­cer­ska odpły­nęła ostat­nim trans­por­tem, gdyż potrze­buje naj­wię­cej czasu na przy­go­to­wa­nia.

-?Okay! A więc jesz­cze dziś roz­kazy zostaną wydane. Zaj­mij się tym, Neil -?Auchin­leck zwró­cił się do szefa swego sztabu, gene­rała Rit­chie. -?A pana, gene­rale Kopań­ski, zapra­szam na kola­cję do hotelu "Mena House".

Ope­ra­cja prze­rzu­ce­nia pol­skiej bry­gady drogą mor­ską do Tobruku, ozna­czona kryp­to­ni­mem "Tre­acle", objęta była ści­słą tajem­nicą. Rejon kon­cen­tra­cji -?obóz El Ami­riya -?oto­czono szczel­nym kor­do­nem i nikomu nie wyda­wano prze­pu­stek. Gene­rał Kopań­ski naka­zał nawet oględne roz­pusz­cze­nie pogło­ski o skie­ro­wa­niu bry­gady do Syrii. Żoł­nie­rze byli pod­eks­cy­to­wani i snuli prze­różne domy­sły. Iście pol­ska skłon­ność do fan­ta­zjo­wa­nia pomie­sza­łaby w gło­wie każ­demu agen­towi obcego wywiadu, nawet gdyby taki prze­do­stał się na teren Transit Camp El Ami­riya.

Kolejne dys­po­zy­cje potwier­dzały wra­że­nie, że szy­kuje się coś poważ­nego. Żoł­nie­rze bry­gady mieli zdać do maga­zy­nów cały sprzęt z wyjąt­kiem broni ści­śle oso­bi­stej i indy­wi­du­al­nego opo­rzą­dze­nia. Resztę, łącz­nie z pry­wat­nym baga­żem, trzeba było zapa­ko­wać w worki i oddać do depo­zytu. Roz­kazy mówiły, że w razie alarmu należy zało­żyć pan­to­fle spor­towe na gumo­wej pode­szwie, a buty scho­wać do ple­caka. Ci naj­bar­dziej doświad­czeni twier­dzili, że zwia­stuje to podróż mor­ską, gdyż pod­kute buty śli­zgają się po sta­lo­wym pokła­dzie.

Począw­szy od 19 sierp­nia grupy liczące od 700 do 800 ludzi opusz­czały o świ­cie obóz i odjeż­dżały do alek­san­dryj­skiego portu, gdzie cze­kały gotowe do drogi okręty. Naj­czę­ściej były to nisz­czy­ciele "Hero", "Hot­spur" i "Nizam" oraz sta­wiacz min "Latona". Kon­woje odpły­wały około godziny 9.30; do zmroku były osła­niane przez samo­loty myśliw­skie, a cza­sami towa­rzy­szył im lekki krą­żow­nik ("Ajax" albo "Pho­ebe"). Około 23.00 okręty wpły­wały do zatoki tobruc­kiej. Wyła­do­wa­nie koń­czono przed pół­nocą.

W trak­cie ope­ra­cji "Tre­acle" prze­wie­ziono do Tobruku 6116 żoł­nie­rzy (w tym 5165 Pola­ków) oraz pra­wie 1300 ton zaopa­trze­nia, ewa­ku­owano nato­miast 5040 żoł­nie­rzy.

Nie­stety, Legia Ofi­cer­ska nie zdo­łała przy­go­to­wać się do prze­ba­zo­wa­nia w wyzna­czo­nym cza­sie, zade­cy­do­wano więc, że popły­nie ona do Tobruku w paź­dzier­niku jako ostatni oddział luzu­jący starą załogę.

Kon­woje trans­por­tu­jące kar­packą bry­gadę miały nie­by­wałe szczę­ście. Nie wytro­piły ich samo­loty Luft­waffe. Tylko ostatni, siódmy, któ­rym pły­nął dowódca bry­gady, został zaata­ko­wany.

Dwu­dzie­stego dzie­wią­tego sierp­nia o godzi­nie 9.40 gene­rał Sta­ni­sław Kopań­ski wszedł na pokład pięk­nego, naj­no­wo­cze­śniej­szego we flo­cie bry­tyj­skiej sta­wia­cza min "Latona". Rygo­ry­stycz­nie zasto­so­wał się do zarzą­dze­nia, że każdy żoł­nierz może wziąć tylko ple­cak z ekwi­pun­kiem oso­bi­stym.

Okręty wyszły z portu i pły­nęły przez jakiś czas w kie­runku pół­noc­nym. Kar­pat­czycy na­dal nie znali celu podróży, toteż zaczęli snuć prze­różne domy­sły.

-?Jaki port? -?zasta­na­wiał się jakiś żoł­nierz. -?Chyba nie pły­niemy odbi­jać Gre­cji!

Po dwóch godzi­nach wszystko było jasne. Kon­wój wziął kie­ru­nek na zachód. A więc Tobruk. Tę wia­do­mość przy­jęto spo­koj­nie, nawet z zado­wo­le­niem. Wresz­cie będzie oka­zja sta­nąć naprze­ciw wroga, który pusto­szył ojczy­znę, i przy­po­mnieć mu, że żoł­nierz pol­ski nie zło­żył broni.

O zmroku okręty zaczęły pły­nąć zyg­za­kami, by utrud­nić ewen­tu­alny atak lot­nic­twa nie­przy­ja­ciela, a obsługi dzia­łek prze­ciw­lot­ni­czych zdwo­iły uwagę. Ostroż­ność ta nie była prze­sadą. Załogi okrę­tów wie­działy, że Niemcy czę­sto ata­kują na podej­ściu do Tobruku, że wiele jed­no­stek wio­zą­cych do twier­dzy zaopa­trze­nie spo­częło na dnie morza.

Nagle na nie­bie uka­zały się syl­wetki Jun­ker­sów i nie­mal w tym samym momen­cie roz­legł się jazgot kara­bi­nów i dzia­łek prze­ciw­lot­ni­czych. Samo­loty wroga zbli­żały się do kon­woju, nie mogły jed­nak wyko­nać nalotu, gdyż pły­nął on pod osłoną wła­snych myśliw­ców. Doszło do walki powietrz­nej, pod­czas któ­rej cztery samo­loty wroga spa­dły do morza, a pozo­stałe rato­wały się ucieczką. Royal Air Force oku­piła to zwy­cię­stwo stratą jed­nego myśliwca.

Około 23.00 kon­wój wpły­nął do zatoki. Pona­glani przez mary­na­rzy Polacy scho­dzili do dużych barek, które sta­no­wiły rodzaj pomo­stu lub prze­wo­ziły żoł­nie­rzy na brzeg, skąd austra­lij­scy prze­wod­nicy pospiesz­nie pro­wa­dzili ich do rejonu tym­cza­so­wego zakwa­te­ro­wa­nia.

Gene­rał Kopań­ski uści­snął rękę swego zastępcy, puł­kow­nika Walen­tego Peszka, który przy­był do Tobruku pierw­szym trans­por­tem i teraz wyszedł powi­tać prze­ło­żo­nego.

-?Samo­chód czeka -?poin­for­mo­wał dowódcę. -?Jedziemy "do domu".

Wkrótce przy­byli do pod­ziem­nego maga­zynu, który od tej pory miał słu­żyć im za kwa­terę. Kiedy gene­rał sia­dał na prze­zna­czo­nej dla niego leżance, wypeł­zła spod niej żmija i pod­no­sząc wysoko główkę, wpa­trzyła się w świa­tło świecy. Adiu­tant dowódcy, pod­po­rucz­nik Orłow­ski, wydo­był bagnet i poćwiar­to­wał gadzinę. Kopań­ski par­sk­nął śmie­chem.

-?Hra­biow­skie safari w Afryce!

Po chwili jed­nak prze­stał się śmiać i nie­spo­koj­nie zaj­rzał pod łóżko.

-?Cie­kawe, czy usnę, czy będę cze­kał na wizytę następ­nej żmii?

W Tobruku

Trzy­dzie­stego sierp­nia uka­zał się roz­kaz dowódcy SBSK:

"Żoł­nie­rze Bry­gady Kar­pac­kiej!

Na sku­tek wspól­nych zarzą­dzeń władz zwierzch­nich, pol­skich i angiel­skich, Bry­gada nasza zna­la­zła się w twier­dzy Tobruk, zna­nej już całemu światu dzięki dziel­no­ści jej obroń­ców.

Dnia 22 sierp­nia arty­le­ria pol­ska posłała już swe poci­ski odwiecz­nemu i ni­gdy nie­prze­jed­na­nemu wro­gowi naszego Narodu, roz­po­czy­na­jąc jako pierw­sza spo­śród oddzia­łów naszej Bry­gady walkę z nim na kon­ty­nen­cie afry­kań­skim.

Kawa­le­ria Bry­gady z dniem 29 sierp­nia rów­nież objęła swój odci­nek, a nie­ba­wem i pie­chota Bry­gady znaj­dzie się w bez­po­śred­niej stycz­no­ści z nie­przy­ja­cie­lem".

Nastę­puje w życiu Bry­gady Kar­pac­kiej chwila pod­nio­sła, chwila zemsty za ponie­wierkę naszego Narodu i pod­kre­śle­nia, że Pol­ska potrafi na­dal wal­czyć o god­ność wol­nego narodu.

Walka wymaga od nas -?poza pory­wem uczu­cia -?hartu, wytrwa­ło­ści i zna­jo­mo­ści rze­mio­sła.

W sto­sunku do nie­przy­ja­ciela, zwłasz­cza Niem­ców, mamy prawo być bez­względ­nymi, nato­miast nie będziemy ni­gdy bar­ba­rzyń­cami.

Musimy oka­zać się god­nymi naszego Narodu i naszych sprzy­mie­rzeń­ców. Niech nasza Bry­gada ozdobi nową tra­dy­cją bojową pol­skie sztan­dary, pamię­ta­jąc słowa "War­sza­wianki":

Leć nasz Orle w gór­nym pędzie,

Sła­wie, Pol­sce, światu służ.

Kto prze­żyje, wol­nym będzie,

A kto poległ -?wol­nym już!

Dowódca SBSK

Sta­ni­sław Kopań­ski, gene­rał bry­gady"

Żoł­nie­rze rwali się do walki. Wszy­scy zda­wali sobie sprawę, jak trudne czeka ich zada­nie, ale gotowi byli je wyko­nać. Austra­lij­czycy nie szczę­dzili Pola­kom cen­nych wska­zó­wek i nie ukry­wali, że warunki życia w twier­dzy są bar­dzo cięż­kie. Ale to kar­pat­czy­ków nie prze­ra­żało. Żaden z nich, żoł­nie­rzy bry­gady, nie ocze­ki­wał tutaj luk­su­sów. Kil­ku­mie­sięczna służba w pustyn­nych gar­ni­zo­nach wiele ich nauczyła, a teraz mieli zdać z tej nauki egza­min.

Austra­lij­czycy oka­zali się wspa­nia­łymi towa­rzy­szami broni i nie­zwy­kle inte­re­su­ją­cymi ludźmi. Luzo­wa­nie 9. Dywi­zji prze­bie­gało eta­pami, stąd przez pewien czas żoł­nie­rze prze­by­wali na sta­no­wi­skach razem i mogli dobrze się poznać. Jeden bata­lion austra­lij­ski w ogóle nie odpły­nął i pod roz­ka­zami gene­rała Kopań­skiego pozo­stał w twier­dzy aż do momentu jej deblo­kady.

W pierw­szych dniach pobytu w Tobruku pol­scy kwa­ter­mi­strze zasta­na­wiali się, w jaki spo­sób rządy obu kra­jów roz­li­czą się za wspól­nie zje­dzone przez żoł­nie­rzy kon­serwy. Austra­lij­czycy takich pro­ble­mów nie mieli. Kiedy po pierw­szych powi­ta­niach kar­pat­czycy poka­zali nowym towa­rzy­szom broni swe pięk­nie dru­ko­wane "karty zaopa­trze­nia", ci tylko wzru­szyli ramio­nami. Wysoki, bro­daty arty­le­rzy­sta wska­zał na puszki z dże­mem, serem i kieł­basą.

-?Jedz­cie i niech wam idzie na zdro­wie.

Polacy jakoś się spe­szyli.

-?A dla was nie zabrak­nie?

-?Jasne, że nie -?odpo­wie­dział bro­dacz. -?Zresztą zaraz zadzwo­nimy, żeby nam przy­słali wię­cej pro­wiantu, bo mamy gości.

-?Ale...

-?Żadne ale! O co wam cho­dzi? U nas zaopa­trze­niow­cami są ludzie, któ­rzy w cywilu zaj­mo­wali się podob­nymi spra­wami. Otrzy­mu­jemy jedze­nie, a papierki nas nie inte­re­sują.

Takie podej­ście do sprawy zaim­po­no­wało Pola­kom.

Austra­lij­czycy nie tra­cili humoru, ale to nie zmie­niało faktu, że warunki bytowe w Tobruku były bar­dzo cięż­kie. Żoł­nie­rze pierw­szej linii tkwili w bun­krach i oko­pach, inni zado­wa­lali się zie­mian­kami lub namio­tami.

Sztab pol­skiej bry­gady prze­jął od Austra­lij­czy­ków wielką, pod­ziemną grotę. Szta­bowcy miesz­kali w pobliżu pie­czary, w maleń­kich baracz­kach z bla­chy fali­stej, a dla gene­rała Kopań­skiego i jego naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­ków prze­zna­czono sztuczny loch na odcinku odwo­do­wym w obrę­bie Fortu Solaro. Jed­nak już pierw­sza spę­dzona tam noc znie­chę­ciła dowódcę do tej bez­piecz­nej kwa­tery. Wiatr wciąż nawie­wał do wnę­trza wci­ska­jący się wszę­dzie drob­niutki pia­sek, a szczury har­co­wały bez­kar­nie po łóż­kach i budziły śpią­cych. Ran­kiem gene­rał Kopań­ski prze­tarł oczy i spoj­rzał na otrze­pu­ją­cych się z pia­sku towa­rzy­szy.

-?Zarzą­dzam ewa­ku­ację -?mruk­nął.

Tego samego dnia prze­niósł się wraz z puł­kow­ni­kiem Pesz­kiem do jed­nego ze skła­da­nych baracz­ków. Wie­czo­rem wydo­był z ple­caka nabytą prze­zor­nie w Alek­san­drii moski­tierę i owi­nął nią swoje łóżko.

-?Mam nadzieję, że nie będzie sma­ko­wała szczu­rom -?powie­dział.

I rze­czy­wi­ście. Dzięki tej cien­kiej siatce szczury, muchy, skor­piony i taran­tule miały "wstęp wzbro­niony" do łóżka dowódcy bry­gady. Podobne "zasieki" prze­ciw męczą­cym współ­lo­ka­to­rom "budo­wali" sobie inni ofi­ce­ro­wie.

Na sta­no­wi­skach bojo­wych było znacz­nie trud­niej wal­czyć z robac­twem.

Pod­cho­rąży Adolf Bocheń­ski roz­lo­ko­wał się ze swoją dru­żyną w oko­pach dru­giej linii obrony. W zupeł­nych ciem­no­ściach żoł­nie­rze pozaj­mo­wali przy­po­mi­na­jące kre­to­wi­ska ziemne nory i zmę­czeni natych­miast zasnęli. Rano pod­cho­rąży obu­dził się i poczuł, że swę­dzi go całe ciało. Uważ­nie obej­rzał posła­nie.

-?Pchły! Wiel­kie jak konie! -?wrza­snął zdu­miony.

Z sąsied­niej zie­mianki wychy­lił się któ­ryś ze strzel­ców.

-?Cie­kawe, panie pod­cho­rąży, czy będziemy im lepiej sma­ko­wali niż Austra­lij­czycy?

-?Mam nadzieję, że nie -?odparł Bocheń­ski ze śmie­chem. -?Ale jeśli oka­żemy się smaczni, to... trzeba będzie się przy­zwy­czaić.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki