Operacja "Treacle"
Kiedy w lipcu 1941 roku generał Claude Auchinleck objął dowodzenie
wojskami alianckimi na Środkowym Wschodzie, sytuacja w tym rejonie była
niezwykle skomplikowana. Po nieudanych próbach powstrzymania agresji
niemieckiej na Bałkanach istniała groźba, że Niemcy przerzucą swe wojska
z Grecji do Syrii, gdzie od maja działały niemieckie bazy lotnicze. W tym przypadku stacjonujący w Egipcie Brytyjczycy byliby zaatakowani od
wschodu. Tymczasem od zachodu zagrażały Egiptowi poważne siły
niemiecko-włoskie, których dowódcą był Włoch, generał Ettore Bastico,
choć faktycznie pierwszy głos należał do Niemca, generała Erwina Rommla.
Bastico opanował niemal całą Libię i stanął na granicy Egiptu. Tu
utknęli. Dalszy marsz był niemożliwy ze względu na brak zaopatrzenia
oraz twierdzę Tobruk, w której zamknęło się około 30 tysięcy żołnierzy
alianckich, w tym cała piechota australijskiej 9. Dywizji.
Nikogo to zresztą nie dziwiło, skoro wojska "osi" zawdzięczały swe
sukcesy w Libii głównie obecności Deutsche Afrika-Korps.
Jeszcze w kwietniu wydawało się, że klęska aliantów na tym froncie jest
nieunikniona. Rommel i Bastico opanowali niemal całą Libię i stanęli na
granicy Egiptu. Tu utknęli. Dalszy marsz był niemożliwy ze względu na
brak zaopatrzenia oraz twierdzę Tobruk, w której zamknęło się około 30
tysięcy żołnierzy alianckich, w tym cała piechota australijskiej 9.
Dywizji.
W końcu czerwca Anglicy próbowali kontratakować, lecz nie osiągnęli
powodzenia. Sukcesem natomiast zakończyło się natarcie na wschód.
Pięciotygodniowa kampania syryjska usunęła z tego rejonu Niemców oraz
kolaborujących z nimi przedstawicieli francuskiego rządu Vichy. Groźba
wojny na dwa fronty została odsunięta. Rommel i Bastico stali jednak
nadal u wrót Egiptu. Generał Auchinleck nie mógł uderzyć, ponieważ
brakowało mu ciężkiego sprzętu wojskowego, szczególnie zaś czołgów.
Musiał czekać na dostawy z metropolii.
Do operacji zaczepnej dążył również Rommel, lecz i jemu, jak już
wspomnieliśmy, brakowało zaopatrzenia -?a poza tym wciąż bronił się
Tobruk -?wymarzony port dla konwojów. Ewentualna dostawa sprzętu z Trypolisu była sprawą ryzykowną, gdyż silny wypad z twierdzy mógł
przeciąć linie komunikacyjne wojsk "osi".
W tej sytuacji ogromna odpowiedzialność spadła na flotę brytyjską w basenie Morza Śródziemnego. W tym okresie miała ona do spełnienia dwa
zadania: zatapianie transportów nieprzyjaciela oraz niesienie pomocy
Tobrukowi. Marynarka zdała ten egzamin celująco. Doskonale spisali się
również obrońcy twierdzy, ale kilkumiesięczne oblężenie bardzo ich
wyczerpało. Ponadto rząd Australii wyraził zdanie, że 9. Dywizja nie
może tak długo znajdować się w walce i nalegał na wycofanie jej z pierwszej linii.
Generał Claude Auchinleck zaczął opracowywać ryzykowny plan całkowitej
wymiany załogi tobruckiej. Na początku sierpnia wyruszył do Londynu, by
ostatecznie ustalić skład nowej załogi twierdzy.
Polscy żołnierze pojawili się na Bliskim Wschodzie już w 1940 roku.
Rozkazem z dnia 2 kwietnia tego roku powołano do życia Brygadę Strzelców
Karpackich (rozlokowano ją w Syrii), której dowódcą mianowano pułkownika
(późniejszego generała) Stanisława Kopańskiego. Weszła ona w skład
francuskiej armii "Lewant".
Ochotnicy do brygady napływali ze wszystkich stron. Większość przybyła z Rumunii i Węgier, gdzie znaleźli się po klęsce wrześniowej, byli też
przybysze z Francji, krajów arabskich, a nawet czternastoosobowa grupa z Mandżurii. Czerwcowa klęska Francji zmusiła polską brygadę do przejścia
pod rozkazy Brytyjczyków. Wciąż powiększająca się i reorganizowana BSK
pełniła służbę w Palestynie, a później w okolicach Aleksandrii, w Egipcie.
W związku z nadmierną liczbą polskich oficerów na Środkowym Wschodzie w listopadzie 1940 roku utworzono dodatkową jednostkę, podległą
Kopańskiemu -?Legię Oficerską -?która po półrocznym szkoleniu
przedstawiała wartość batalionu.
W styczniu 1941 roku BSK została przemianowana na Samodzielną Brygadę
Strzelców Karpackich. W jej skład wchodziły trzy bataliony piechoty,
pułk kawalerii zmotoryzowanej, pułk artylerii oraz służby pomocnicze.
Etat brygady obejmował stanowiska dla 310 oficerów oraz 4750 chorążych,
podoficerów i szeregowych.
-?Tobruk?
-?Tak, Tobruk. -?Generał Auchinleck skinął głową. -?Właśnie wróciłem z Londynu, gdzie uzyskałem zgodę generała Sikorskiego na użycie pańskiej
brygady, a także Legii Oficerskiej, do zluzowania części sił
australijskich w Tobruku. Co pan na to?
-?Zawsze stawiałem dwa warunki -?odpowiedział generał Kopański. -
Domagałem się zgody Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych na takie czy
inne użycie brygady oraz niedzielenia jej na części i pozostawienia -
jeśli to możliwe -?wraz z Legią Oficerską pod jednym dowództwem. Oba te
warunki zostały spełnione, nie mam więc żadnych zastrzeżeń.
Obecny przy rozmowie generał Thomas Blamey odetchnął z ulgą. Od
dłuższego już czasu jako naczelny dowódca wojsk australijskich na
Środkowym Wschodzie zabiegał o zluzowanie 9. Dywizji walczącej w Tobruku
i koncentrację sił australijskich. Irytowało go to, że podległe mu
oddziały są rozsiane po wielu garnizonach i nie stanowią zwartej armii.
Do tego dochodziły ponaglające pisma z Canberry, w których rząd
Australii żądał czasowego wycofania swych oddziałów z walki.
-?Pozostaje więc -?powiedział Auchinleck -?omówić szczegóły transportu.
Niestety mamy bardzo mało czasu na przygotowania. Dziś jest piętnasty
sierpnia. Między dziewiętnastym a dwudziestym dziewiątym Polacy muszą
być przewiezieni do Tobruku, gdyż w tym właśnie czasie będą
bezksiężycowe noce. Port jest ustawicznie bombardowany i wyładunek może
nastąpić tylko w zupełnych ciemnościach. Czy w ciągu czterech dni pańscy
żołnierze, generale, będą gotowi do drogi?
-?Myślę, że tak -?odparł Kopański. -?Brygada nie jest wprawdzie
ześrodkowana, lecz znaczna jej część pełni służbę w okolicach
Aleksandrii. Proszę tylko o to, by Legia Oficerska odpłynęła ostatnim
transportem, gdyż potrzebuje najwięcej czasu na przygotowania.
-?Okay! A więc jeszcze dziś rozkazy zostaną wydane. Zajmij się tym, Neil
-?Auchinleck zwrócił się do szefa swego sztabu, generała Ritchie. -?A pana, generale Kopański, zapraszam na kolację do hotelu "Mena House".
Operacja przerzucenia polskiej brygady drogą morską do Tobruku,
oznaczona kryptonimem "Treacle", objęta była ścisłą tajemnicą. Rejon
koncentracji -?obóz El Amiriya -?otoczono szczelnym kordonem i nikomu
nie wydawano przepustek. Generał Kopański nakazał nawet oględne
rozpuszczenie pogłoski o skierowaniu brygady do Syrii. Żołnierze byli
podekscytowani i snuli przeróżne domysły. Iście polska skłonność do
fantazjowania pomieszałaby w głowie każdemu agentowi obcego wywiadu,
nawet gdyby taki przedostał się na teren Transit Camp El Amiriya.
Kolejne dyspozycje potwierdzały wrażenie, że szykuje się coś poważnego.
Żołnierze brygady mieli zdać do magazynów cały sprzęt z wyjątkiem broni
ściśle osobistej i indywidualnego oporządzenia. Resztę, łącznie z prywatnym bagażem, trzeba było zapakować w worki i oddać do depozytu.
Rozkazy mówiły, że w razie alarmu należy założyć pantofle sportowe na
gumowej podeszwie, a buty schować do plecaka. Ci najbardziej
doświadczeni twierdzili, że zwiastuje to podróż morską, gdyż podkute
buty ślizgają się po stalowym pokładzie.
Począwszy od 19 sierpnia grupy liczące od 700 do 800 ludzi opuszczały o świcie obóz i odjeżdżały do aleksandryjskiego portu, gdzie czekały
gotowe do drogi okręty. Najczęściej były to niszczyciele "Hero",
"Hotspur" i "Nizam" oraz stawiacz min "Latona". Konwoje odpływały około
godziny 9.30; do zmroku były osłaniane przez samoloty myśliwskie, a czasami towarzyszył im lekki krążownik ("Ajax" albo "Phoebe"). Około
23.00 okręty wpływały do zatoki tobruckiej. Wyładowanie kończono przed
północą.
W trakcie operacji "Treacle" przewieziono do Tobruku 6116 żołnierzy (w tym 5165 Polaków) oraz prawie 1300 ton zaopatrzenia, ewakuowano
natomiast 5040 żołnierzy.
Niestety, Legia Oficerska nie zdołała przygotować się do przebazowania w wyznaczonym czasie, zadecydowano więc, że popłynie ona do Tobruku w październiku jako ostatni oddział luzujący starą załogę.
Konwoje transportujące karpacką brygadę miały niebywałe szczęście. Nie
wytropiły ich samoloty Luftwaffe. Tylko ostatni, siódmy, którym płynął
dowódca brygady, został zaatakowany.
Dwudziestego dziewiątego sierpnia o godzinie 9.40 generał Stanisław
Kopański wszedł na pokład pięknego, najnowocześniejszego we flocie
brytyjskiej stawiacza min "Latona". Rygorystycznie zastosował się do
zarządzenia, że każdy żołnierz może wziąć tylko plecak z ekwipunkiem
osobistym.
Okręty wyszły z portu i płynęły przez jakiś czas w kierunku północnym.
Karpatczycy nadal nie znali celu podróży, toteż zaczęli snuć przeróżne
domysły.
-?Jaki port? -?zastanawiał się jakiś żołnierz. -?Chyba nie płyniemy
odbijać Grecji!
Po dwóch godzinach wszystko było jasne. Konwój wziął kierunek na zachód.
A więc Tobruk. Tę wiadomość przyjęto spokojnie, nawet z zadowoleniem.
Wreszcie będzie okazja stanąć naprzeciw wroga, który pustoszył ojczyznę,
i przypomnieć mu, że żołnierz polski nie złożył broni.
O zmroku okręty zaczęły płynąć zygzakami, by utrudnić ewentualny atak
lotnictwa nieprzyjaciela, a obsługi działek przeciwlotniczych zdwoiły
uwagę. Ostrożność ta nie była przesadą. Załogi okrętów wiedziały, że
Niemcy często atakują na podejściu do Tobruku, że wiele jednostek
wiozących do twierdzy zaopatrzenie spoczęło na dnie morza.
Nagle na niebie ukazały się sylwetki Junkersów i niemal w tym samym
momencie rozległ się jazgot karabinów i działek przeciwlotniczych.
Samoloty wroga zbliżały się do konwoju, nie mogły jednak wykonać nalotu,
gdyż płynął on pod osłoną własnych myśliwców. Doszło do walki
powietrznej, podczas której cztery samoloty wroga spadły do morza, a pozostałe ratowały się ucieczką. Royal Air Force okupiła to zwycięstwo
stratą jednego myśliwca.
Około 23.00 konwój wpłynął do zatoki. Ponaglani przez marynarzy Polacy
schodzili do dużych barek, które stanowiły rodzaj pomostu lub przewoziły
żołnierzy na brzeg, skąd australijscy przewodnicy pospiesznie prowadzili
ich do rejonu tymczasowego zakwaterowania.
Generał Kopański uścisnął rękę swego zastępcy, pułkownika Walentego
Peszka, który przybył do Tobruku pierwszym transportem i teraz wyszedł
powitać przełożonego.
-?Samochód czeka -?poinformował dowódcę. -?Jedziemy "do domu".
Wkrótce przybyli do podziemnego magazynu, który od tej pory miał służyć
im za kwaterę. Kiedy generał siadał na przeznaczonej dla niego leżance,
wypełzła spod niej żmija i podnosząc wysoko główkę, wpatrzyła się w światło świecy. Adiutant dowódcy, podporucznik Orłowski, wydobył bagnet
i poćwiartował gadzinę. Kopański parsknął śmiechem.
-?Hrabiowskie safari w Afryce!
Po chwili jednak przestał się śmiać i niespokojnie zajrzał pod łóżko.
-?Ciekawe, czy usnę, czy będę czekał na wizytę następnej żmii?
W Tobruku
Trzydziestego sierpnia ukazał się rozkaz dowódcy SBSK:
"Żołnierze Brygady Karpackiej!
Na skutek wspólnych zarządzeń władz zwierzchnich, polskich i angielskich, Brygada nasza znalazła się w twierdzy Tobruk, znanej już
całemu światu dzięki dzielności jej obrońców.
Dnia 22 sierpnia artyleria polska posłała już swe pociski odwiecznemu i nigdy nieprzejednanemu wrogowi naszego Narodu, rozpoczynając jako
pierwsza spośród oddziałów naszej Brygady walkę z nim na kontynencie
afrykańskim.
Kawaleria Brygady z dniem 29 sierpnia również objęła swój odcinek, a niebawem i piechota Brygady znajdzie się w bezpośredniej styczności z nieprzyjacielem".
Następuje w życiu Brygady Karpackiej chwila podniosła, chwila zemsty za
poniewierkę naszego Narodu i podkreślenia, że Polska potrafi nadal
walczyć o godność wolnego narodu.
Walka wymaga od nas -?poza porywem uczucia -?hartu, wytrwałości i znajomości rzemiosła.
W stosunku do nieprzyjaciela, zwłaszcza Niemców, mamy prawo być
bezwzględnymi, natomiast nie będziemy nigdy barbarzyńcami.
Musimy okazać się godnymi naszego Narodu i naszych sprzymierzeńców.
Niech nasza Brygada ozdobi nową tradycją bojową polskie sztandary,
pamiętając słowa "Warszawianki":
Leć nasz Orle w górnym pędzie,
Sławie, Polsce, światu służ.
Kto przeżyje, wolnym będzie,
A kto poległ -?wolnym już!
Dowódca SBSK
Stanisław Kopański, generał brygady"
Żołnierze rwali się do walki. Wszyscy zdawali sobie sprawę, jak trudne
czeka ich zadanie, ale gotowi byli je wykonać. Australijczycy nie
szczędzili Polakom cennych wskazówek i nie ukrywali, że warunki życia w twierdzy są bardzo ciężkie. Ale to karpatczyków nie przerażało. Żaden z nich, żołnierzy brygady, nie oczekiwał tutaj luksusów. Kilkumiesięczna
służba w pustynnych garnizonach wiele ich nauczyła, a teraz mieli zdać z tej nauki egzamin.
Australijczycy okazali się wspaniałymi towarzyszami broni i niezwykle
interesującymi ludźmi. Luzowanie 9. Dywizji przebiegało etapami, stąd
przez pewien czas żołnierze przebywali na stanowiskach razem i mogli
dobrze się poznać. Jeden batalion australijski w ogóle nie odpłynął i pod rozkazami generała Kopańskiego pozostał w twierdzy aż do momentu jej
deblokady.
W pierwszych dniach pobytu w Tobruku polscy kwatermistrze zastanawiali
się, w jaki sposób rządy obu krajów rozliczą się za wspólnie zjedzone
przez żołnierzy konserwy. Australijczycy takich problemów nie mieli.
Kiedy po pierwszych powitaniach karpatczycy pokazali nowym towarzyszom
broni swe pięknie drukowane "karty zaopatrzenia", ci tylko wzruszyli
ramionami. Wysoki, brodaty artylerzysta wskazał na puszki z dżemem,
serem i kiełbasą.
-?Jedzcie i niech wam idzie na zdrowie.
Polacy jakoś się speszyli.
-?A dla was nie zabraknie?
-?Jasne, że nie -?odpowiedział brodacz. -?Zresztą zaraz zadzwonimy, żeby
nam przysłali więcej prowiantu, bo mamy gości.
-?Ale...
-?Żadne ale! O co wam chodzi? U nas zaopatrzeniowcami są ludzie, którzy
w cywilu zajmowali się podobnymi sprawami. Otrzymujemy jedzenie, a papierki nas nie interesują.
Takie podejście do sprawy zaimponowało Polakom.
Australijczycy nie tracili humoru, ale to nie zmieniało faktu, że
warunki bytowe w Tobruku były bardzo ciężkie. Żołnierze pierwszej linii
tkwili w bunkrach i okopach, inni zadowalali się ziemiankami lub
namiotami.
Sztab polskiej brygady przejął od Australijczyków wielką, podziemną
grotę. Sztabowcy mieszkali w pobliżu pieczary, w maleńkich baraczkach z blachy falistej, a dla generała Kopańskiego i jego najbliższych
współpracowników przeznaczono sztuczny loch na odcinku odwodowym w obrębie Fortu Solaro. Jednak już pierwsza spędzona tam noc zniechęciła
dowódcę do tej bezpiecznej kwatery. Wiatr wciąż nawiewał do wnętrza
wciskający się wszędzie drobniutki piasek, a szczury harcowały bezkarnie
po łóżkach i budziły śpiących. Rankiem generał Kopański przetarł oczy i spojrzał na otrzepujących się z piasku towarzyszy.
-?Zarządzam ewakuację -?mruknął.
Tego samego dnia przeniósł się wraz z pułkownikiem Peszkiem do jednego
ze składanych baraczków. Wieczorem wydobył z plecaka nabytą przezornie w Aleksandrii moskitierę i owinął nią swoje łóżko.
-?Mam nadzieję, że nie będzie smakowała szczurom -?powiedział.
I rzeczywiście. Dzięki tej cienkiej siatce szczury, muchy, skorpiony i tarantule miały "wstęp wzbroniony" do łóżka dowódcy brygady. Podobne
"zasieki" przeciw męczącym współlokatorom "budowali" sobie inni
oficerowie.
Na stanowiskach bojowych było znacznie trudniej walczyć z robactwem.
Podchorąży Adolf Bocheński rozlokował się ze swoją drużyną w okopach
drugiej linii obrony. W zupełnych ciemnościach żołnierze pozajmowali
przypominające kretowiska ziemne nory i zmęczeni natychmiast zasnęli.
Rano podchorąży obudził się i poczuł, że swędzi go całe ciało. Uważnie
obejrzał posłanie.
-?Pchły! Wielkie jak konie! -?wrzasnął zdumiony.
Z sąsiedniej ziemianki wychylił się któryś ze strzelców.
-?Ciekawe, panie podchorąży, czy będziemy im lepiej smakowali niż
Australijczycy?
-?Mam nadzieję, że nie -?odparł Bocheński ze śmiechem. -?Ale jeśli
okażemy się smaczni, to... trzeba będzie się przyzwyczaić.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki