ROZDZIAŁ
PIERWSZY
- Harry, na wszystko, co dobre i piękne, zwolnij!
Valentina zatrzymała się i dysząc ciężko, oparła dłonie na kolanach. Wspinali się po schodach już podejrzanie długo, a chłopak nawet z walizką w ręce znacznie ją wyprzedzał. Po jej słowach stanął jak wryty i się odwrócił, rzucając jej pełne politowania spojrzenie.
- Jeszcze tylko jedno piętro - oznajmił sucho i ruszył w górę, nie oglądając się więcej na nią.
Wypuściła głośno powietrze z płuc, po czym pospieszyła za towarzyszem, psiocząc w duchu na styl architektoniczny, którym dosłownie kilka chwil temu się zachwycała. Przeoczyła fakt, że poruszanie się po wysokim zamczysku oznaczało konieczność pokonywania setek, jeśli nie tysięcy, wąskich stopni. Szczególnie że kondycja nie była jej mocną stroną - dziewczyna zdecydowanie wolała rozrywki wymagające wysiłku umysłowego niż fizycznego.
Nastrój Valentiny poprawił się dopiero wtedy, gdy w końcu dotarli na piętro, na którym - według informacji otrzymanych wcześniej w sekretariacie - znajdował się jej pokój. Korytarz, którym szli, był naprawdę przytulny. Odsłonięta cegła dodawała ścianom pałacowego charakteru, a czerwony pluszowy dywan przyjemnie tłumił kroki. Kandelabry na ścianach, wyposażone w żarówki imitujące świece, tworzyły niezwykłą atmosferę. Kiedy znaleźli się w części z rzędem białych drzwi, Harry przystanął.
- Który masz numer? - spytał z lekką niecierpliwością.
Dziewczyna sięgnęła do kieszeni i wyjęła otrzymany wcześniej w sekretariacie mosiężny kluczyk z drewnianym breloczkiem, na którym wygrawerowany był numer pokoju.
- Trzydzieści sześć - oświadczyła, a oczy Harry'ego rozbłysły po raz pierwszy, odkąd go poznała.
- Serio? - zapytał, co wydało się jej wręcz niedorzeczne.
- Nie, na niby - odparła z ironią w głosie. - Czemu miałabym żartować?
Harry zdawał się nie dostrzegać jej sarkazmu i ruszył przed siebie z nową energią, nie czekając na towarzyszkę.
- Trafiłaś najlepiej, jak mogłaś - powiedział.
Podbiegła, by go dogonić, i po drodze niemal potrąciła dziewczynkę ubraną w białą letnią sukienkę.
- Co masz na myśli? - spytała, zaciekawiona.
Chłopak zlekceważył jej pytanie i otworzył drzwi z odpowiednim numerem tak, jakby wchodził do siebie.
- Inti, przyprowadziłem ci zgubę - odezwał się głośno. - Cześć, Nel.
Valentina usłyszała jakąś niewyraźną odpowiedź, po czym Harry wciągnął walizkę do środka i dał jej znać, by weszła za nim. Nieco niezręcznie wślizgnęła się do pokoju i omal nie została zgnieciona w uścisku przez wysoką, szczupłą dziewczynę.
Kiedy minął pierwszy szok, Valentina odwzajemniła uścisk, dostrzegając kątem oka, jak Harry w butach rzuca się na stojące obok okna łóżko. Uniosła ze zdziwienia brwi, a w tym samym momencie dziewczyna odsunęła się od niej.
- Intisaar - powiedziała i tym razem wyciągnęła dłoń, a jej uśmiech wyglądał na naprawdę szczery, zupełnie inny od tego, który wcześniej zaprezentowała urzędniczka. - Indie, druga klasa - dodała.
- Valentina. Francja.
Intisaar miała skórę w kolorze kawy z mlekiem, długie, czarne włosy splecione w warkocze bokserskie oraz ciemne, niemalże czarne oczy. Była ubrana w sobie różowy, sznurowany top i dżinsowe dzwony, a jej nadgarstki zdobiły liczne bransoletki, natomiast palce - złote pierścionki.
- Nel - rozległ się drugi, znacznie cichszy głos. Niewysoka blondynka o zielonych oczach pojawiła się obok Induski. - Polska, też jestem nowa.
Valentina uśmiechnęła się i uścisnęła dłoń drobnej dziewczyny, jednocześnie zauważając, że w pokoju znajdowały się trzy łóżka. A więc poznała już wszystkie współlokatorki.
Zapadła nieco niezręczna cisza, a dziewczyna zaczęła zastanawiać się, co powinna powiedzieć, jednak nie musiała długo szukać odpowiednich słów. Jej uwagę odciągnęło przytłumione przekleństwo, które padło, gdy Intisaar spojrzała na Harry'ego.
- Evans, masz trzy sekundy na zabranie z mojego łóżka swoich śmierdzących buciorów albo doniosę do dyrektora, że palisz - oznajmiła, opierając dłonie na biodrach.
- Przecież nie palę - obruszył się chłopak, ale posłusznie spuścił nogi na podłogę.
- Anderson o tym nie wie - odparła Intisaar, wzruszając ramionami, na co Harry wywrócił oczami, nieco zbyt teatralnie, w duchu zapewne przyznając jej rację.
Rozbawiona Valentina tymczasem usiadła na łóżku obok Nel, która zdążyła się już zająć grzebaniem w swojej walizce tak, jakby przybycie nowej współlokatorki w ogóle jej w tym przeszkodziło.
Pokój był nawet przytulny, ale znacznie nowocześniejszy niż ta część zamku, którą do tej pory miała okazję zobaczyć Valentina. Pod dużym, dwuskrzydłowym oknem stała masywna drewniana komoda z trzema szufladami. Jej blat był praktycznie pusty, nie licząc czerwonego budzika. Łóżko należące do Intisaar znajdowało się po lewej stronie od okna - widać było, że dziewczyna zdążyła już oznaczyć przestrzeń jako swoją. Plakaty pokrywające ścianę przyciągały wzrok i zdaniem Valentiny współgrały ze sposobem bycia Induski, która teraz rozmawiała o czymś z Harrym, przeglądając jednocześnie zawartość kosmetyczki z nadrukiem w truskawki.
Łóżko po drugiej stronie komody pozostawało wolne i Valentina doszła do wniosku, że chociaż dotarła do pokoju jako ostatnia, to i tak przypadło jej miejsce, które sama by wybrała. Trzecie łóżko, na którym siedziała w tej chwili obok grzebiącej w bagażu Nel, znajdowało się koło drzwi prowadzących zapewne do łazienki. Po ich drugiej stronie stała pasująca do komody szafa, a za łóżkiem Intisaar upchnięto stojące lustro.
- Od kiedy tu jesteś? - spytała, patrząc, jak Nel wyciąga z walizki książki i zaczyna układać jedną na drugiej.
Polka podniosła na nią wzrok.
- Przyjechałam rano i jakaś dziewczyna z Włoch mnie tu przyprowadziła. Intisaar jest już tu od trzech dni. Starsi uczniowie podobno mają w zwyczaju przyjeżdżać w ostatnich dniach sierpnia, by spędzić więcej czasu razem.
Valentina mimowolnie się uśmiechnęła i poczuła, jak po jej ciele rozchodzi się ciepło. Skoro niektórzy chcieli przyjeżdżać do akademii już w sierpniu, to oznaczało, że zapewne atmosfera w szkole nie jest aż taka zła, jak się tego wcześniej obawiała.
Harry, który jeszcze minutę temu leżał na łóżku Intisaar, podniósł się i przeciągnął.
- Dobra, ja uciekam, bo Fynn mnie zamorduje. Pewnie nasz pierwszak też już się pojawił - oznajmił.
Intisaar, siedząca u stóp łóżka i malująca paznokcie jasnoróżowym lakierem, machnęła tylko ręką, nawet nie podnosząc wzroku. Valentina uznała, że ta dwójka musi się przyjaźnić już od dłuższego czasu.
- Do zobaczenia - mruknęła Nel, starając się powstrzymać wieżę z książek przed wywróceniem, a Valentina uśmiechnęła się do chłopaka.
- Dzięki za przyprowadzenie mnie tu - powiedziała, a Harry skłonił się teatralnie i pomachał im jeszcze, po czym wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
- Intisaar? - odezwała się niepewnie Nel.
Tymczasem Valentina zajęła się swoją walizką. Odkryła, że pod każdym łóżkiem znajduje się wysuwana skrzynia, i zaczęła przekładać do niej skromną zawartość swojego bagażu. Akademia zapewniała wszystko, co potrzebne, dlatego dziewczyna zabrała ze sobą jedynie trochę ubrań, kosmetyki do makijażu, bieliznę, biżuterię oraz kilka osobistych drobiazgów.
- Hmm? - Intisaar podniosła wzrok na Nel.
- Dlaczego dodają wam pierwszoklasistów do pokojów? Nie mogliby podzielić uczniów według roczników? - zapytała, a Valentina uznała, że to sensowne pytanie, więc również spojrzała na starszą współlokatorkę.
- W sumie tak robią, ale wielu uczniów nie zdaje do drugiej klasy, zdarzają się też osoby, którym nie udaje się przejść do trzeciej, i tak dalej, a ponieważ akademia nie przewiduje powtórek, muszą opuścić szkołę. A luki w pokojach, jakkolwiek dziwnie by to brzmiało, łata się pierwszakami i dlatego wy trafiłyście tutaj.
- Obie twoje współlokatorki nie zdały? - zdziwiła się Valentina, czując, że napięcie powraca.
- Nie rób takiej przerażonej miny. Przeważnie jeśli ktoś uczy się na bieżąco i wypełnia swoje obowiązki, to trudno jest mu wylecieć, ale ponieważ do akademii trafiają osoby z różną mentalnością i różnymi wynikami szkolnymi, część przyjętych myśli, że skoro już się tu dostali, to mają zagwarantowane miejsce. A to nieprawda. Może i stypendyści są losowani, ale faktycznie trzeba się starać. Nikogo nie obchodzi, kim są rodzice uczniów ani ile pieniędzy mają.
- Czyli akademia dosłownie losuje uczniów? To chyba głupie. - Nel zmarszczyła brwi i westchnęła, kiedy jej misternie ułożona sterta książek runęła z hukiem na podłogę.
Intisaar wzruszyła ramionami.
- Oficjalnie nic nie jest pewne, ale to jedyna sensowna opcja. Wydaje mi się, że chcą mieć pewnego rodzaju przekrój społeczeństwa. Wiecie, ludzie z różnych krajów, z różnymi wynikami oraz zdolnościami i tak dalej.
Valentina odłożyła flakonik perfum do skrzyni i spojrzała na Induskę z nieskrywanym zaciekawieniem.
- Brzmi nieźle - powiedziała, czując, jak zaczyna ją wypełniać ekscytacja.
- Jest nieźle - odparła Intisaar, poruszając palcami, aby lakier na paznokciach szybciej wysechł. - Może i niektóre zasady, na przykład ta z elektroniką, są nieco specyficzne, ale na serio możliwość uczenia się tutaj to najlepsze, co zdarzyło się w moim życiu.
Valentina ukryła uśmiech i poczuła, że mimo delikatnego stresu ją także wreszcie ogarnia przekonanie, iż wszystko się uda.
Może rzeczywiście wygrała na loterii?
- Swoją drogą - Nel uparcie odbudowywała wieżę z książek - gdzie mamy odrabiać lekcje i się uczyć, jeśli nie ma tu nawet biurka?
- Mamy pomieszczenia do dyspozycji uczniów, pokażę wam wszystko. - Intisaar podniosła się i przeciągnęła, ziewając. - Przed wami jeszcze dwa tygodnie wolnego, odnajdziecie się. Zaraz zejdziemy na obiad, a około siedemnastej powinny dotrzeć tu wasze szkolne rzeczy.
Valentina także wstała i zapięła zamek pustej już walizki.
- Gdzie możemy je odłożyć? - spytała, zauważywszy, że ta należąca do Nel też jest już całkiem opróżniona.
- Każde piętro ma swój schowek. Odniosę je potem, nie przejmuj się - odparła Intisaar, ostrożnie sprawdzając lakier na paznokciach opuszką palca.
- Dzięki! - Valentina po raz kolejny tego dnia poczuła wdzięczność.
Intisaar wyszła z pokoju, a moment później drzwi znów się otworzyły i stanął w nich wysoki, ciemnoskóry chłopak w koszulce polo z logo jakiejś drogiej firmy i w beżowych spodniach. Na ich widok skinął niezręcznie głową.
- Cześć. Jest Intisaar? - spytał, wkładając dłonie do kieszeni spodni.
- Wyszła - odparła Valentina, podchodząc do drzwi. - Ale zaraz powinna wrócić.
Nowo przybyły wyciągnął do niej rękę.
- O ile Harry nie kłamał, a ja potrafię rozpoznawać akcent, to ty musisz być Valentina.
Uścisnęła jego dłoń i uśmiechnęła się, zadowolona, że tym razem nie musi udawać.
- We własnej osobie - oznajmiła. - A ty jesteś Fynn?
- Pierwszy w historii szkoły kapitan drużyny koszykarskiej z trzeciej klasy, ale dla was po prostu Fynn - zażartował, rozglądając się po pokoju.
- Bardzo mi miło. To jest Nel. - Wskazała dłonią na koleżankę, czując, że powinna przejąć ciężar rozmowy. - O ile jeszcze nie mieliście okazji się poznać.
Jasnowłosa dziewczyna pomachała do chłopaka ze swojej części pokoju.
- Miło cię poznać. Wybacz, że nie wstanę, ale tak się składa, że staram się ułożyć te książki i jeśli je puszczę, to najprawdopodobniej będę musiała zaczynać wszystko od początku, a moja cierpliwość ma swoje granice.
Chłopak parsknął śmiechem i wszedł do środka z taką samą swobodą jak Harry.
- Dobra, przekonałaś mnie. Pomogę ci - powiedział.
Valentina zamknęła za nim drzwi, ale niemal natychmiast zostały one znów otwarte. Intisaar uniosła obie brwi na widok Fynna.
- Nie niańczysz już waszego pierwszaka? - spytała żartobliwie.
- Intisaar? - Chłopak rzucił jej krótkie spojrzenie i wrócił do układania książek z Nel. - Chciałem zapytać, czy w tym roku też wchodzisz w układ z Leo.
Induska usiadła na swoim łóżku, widać było, że jest podekscytowana. Valentina cierpliwie zamknęła po raz kolejny drzwi.
- Pytasz, a wiesz. A wy?
- Skoro ty, to my też - odparł krótko Fynn.
- Jaki układ? - zainteresowała się Valentina.
Ten uśmiechnął się i odłożył jedną z ostatnich książek na wieżę, a później przybił Nel piątkę.
- Skoro już odcinają nas od internetu, to załatwiamy sobie przynajmniej gazety.
Valentina poczuła, że być może następne miesiące nie muszą być wcale takie nudne i pozbawione całkowicie kontaktu ze światem zewnętrznym.
- Skąd tak dobrze się znacie, skoro jesteście z różnych roczników? - spytała, a Fynn odwrócił się w jej stronę, trzymając w dłoniach jedną z książek Nel.
- Ja i Harry trafiliśmy razem do pokoju, a rok później na jednym z turniejów debat Intisaar przyłączyła się do naszej drużyny, a że wszyscy jesteśmy jednakowo dziwni, to tak już zostało - wyjaśnił, a Induska parsknęła śmiechem.
- Nasz współlokator w tym roku skończył szkołę, więc dostaliśmy nowego - dodał chłopak, ze skupieniem odkładając książkę na stertę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki