To trzecie - Michał Dąbrowski

Kup ebooka

14.19 zł
11.78 zł (12,06 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

22 marca 2004 r., poniedziałek

Na obrzeżach Baryszcza, gdzie hałas samochodów nie był tak uciążliwy jak w centrum miasta, mieszkało małżeństwo Lebiodów. Mieli zielony domek jednorodzinny z ciemnobrązowym dachem oraz garaż, trawnik i ogródek. Byli jeszcze młodym małżeństwem i bardzo cieszyli się sobą.

Była godzina siódma dwadzieścia. Dorota i Mariusz Lebiodowie jedli śniadanie.

- O której wrócisz dziś z pracy? - spytała trzydziestoletnia Dorota.

- Jak zwykle zapominasz, że kończę po sześciu lekcjach - uśmiechnął się do żony trzydziestopięcioletni Mariusz, nauczyciel biologii w pobliskiej podstawówce i gimnazjum.

- No tak... A ja jak zwykle o dwudziestej.

- Kochanie, przecież jesteś właścicielką sklepu spożywczego i zawsze możesz sobie skrócić pracę.

- Skrócić zawsze mogę, ale kokosów nie zarabiamy, przez co to nie wchodzi w rachubę.

- Mało kto w tym kraju zarabia krocie. Kochanie - spojrzał na zegarek - muszę już jechać do szkoły.

- Ja przynajmniej mam sklep pod nosem - uśmiechnęła się Dorota.

- No i dobrze, bo nie stać nas na drugi samochód - roześmiał się jej mąż.

Mariusz prowadził auto w złym nastroju. Niby wszystko w jego życiu się układało, jednak niedawna diagnoza lekarza brzmiała jak wyrok. Tak bardzo chciał mieć choć jedno dziecko, jednak okazał się bezpłodny. Czuł się winny i nie dawało mu to spokoju. W szkole udawał radosnego. Nikt nie wiedział, że nie może mieć dzieci poza żoną i jej rodzicami, i uznał, że tak będzie lepiej.

Dorota też bardzo pragnęła mieć dzieci. Przed tygodniem diagnoza o bezpłodności męża zwaliła ją z nóg. Starała się o tym nie myśleć i wypełniać swą pracę sumiennie, jednak ilekroć widziała klientki w ciąży lub z dziećmi, odczuwała bolesne ukłucie w sercu. Myślała często, że na świecie rodzi się dużo niechcianych dzieci, które kończą życie na śmietnikach. Jej do szczęścia brakowało chociaż jednego bobasa, który wniósłby w jej małżeństwo wiele radości. To jednak nie było możliwe, a przynajmniej nie z Mariuszem.

Wróciwszy z pracy po dwudziestej, jedli kolację.

- Kochanie, jak ci minął dzień? - odezwał się pierwszy Mariusz.

- Jak zwykle - odparła Dorota - a tobie?

- Niby wszystko jest w porządku...

Dorota zamyśliła się.

- Kochanie, nie myśl o diagnozie lekarza - powiedziała czule.

- Nie chcę o tym rozmawiać - uciął szorstko. Wstał od stołu i poszedł do sypialni.

Dorota została sama z myślami. Niepotrzebnie poruszyła niewygodny temat. Domyślała się, jak ciężko musi być jej mężowi. Wstała i poszła do sypialni. Mariusz leżał na brzuchu i ukrywał twarz w poduszce. Dorota bez słowa położyła się obok i mocno go przytuliła.