To skomplikowane - K.N. Haner

Kup ebooka

23.90 zł
19.83 zł (19,10 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRO­LOG

Londyn przy­wi­tał nas mgłą i desz­czem. Pogoda ide­al­nie paso­wała do mojego nastroju. Byłam przy­gnę­biona i prze­ra­żona. Cały lot prze­pła­ka­łam. Tom, widząc, w jakim jestem sta­nie, nawet nie pró­bo­wał mnie pocie­szać. Dzień wcze­śniej obie­ca­łam sobie, że wyznam Eric­kowi prawdę. Ale jak to ostat­nio u mnie bywa, kiedy już bra­łam tele­fon do ręki, żeby zadzwo­nić do niego i poroz­ma­wiać, stchó­rzy­łam. Wola­łam zacho­wy­wać się jak skoń­czona idiotka i wszyst­kich iry­to­wać swoim zacho­wa­niem, niż przy­znać się do tego, że prze­spa­łam się z Fili­pem. Rano przed wylo­tem do Lon­dynu roz­ma­wia­łam jesz­cze chwilę z Gor­do­nem. Obie­cał mi po raz kolejny, że zaj­mie się Eric­kiem. Zdra­dził mi też, że mój uko­chany jest w trak­cie pod­pi­sy­wa­nia jakie­goś lukra­tyw­nego kon­traktu. Ist­niała szansa, że to przed­się­wzię­cie nie tylko zaj­mie jego myśli przez naj­bliż­sze kilka mie­sięcy, lecz także pomoże mu odzy­skać mają­tek. Mia­łam nadzieję, że powrót do daw­nej pozy­cji spo­łecz­nej wpły­nie na jego samo­po­czu­cie i dzięki temu będzie mu łatwiej pogo­dzić się z fak­tem, że stra­cił mnie na zawsze. W dodatku przeze mnie. Przez to, że jestem ego­istką, która ostat­nio potrafi tylko krzyw­dzić ludzi.

- Halo! Zie­mia do Meg, zie­mia do Meg! - Głos Toma wyrwał mnie z roz­my­ślań.

Mój przy­ja­ciel sie­dział przy stole w kuchni swo­ich rodzi­ców, ja tym­cza­sem stra­ci­łam poczu­cie real­no­ści, sto­jąc przy toste­rze.

- Cho­lera! - krzyk­nę­łam, pró­bu­jąc ura­to­wać nasze grzanki.

Gdy skoń­czy­li­śmy śnia­da­nie, wsta­wi­łam naczy­nia do zmy­warki. Zasta­na­wia­łam się, co będziemy robić przez kolejne dni. Tom na pewno wróci do pracy, a ja chyba zanu­dzę się sama w domu. Do połu­dnia sie­dzie­li­śmy w kuchni, roz­ma­wia­jąc o minio­nym week­en­dzie. Tom na szczę­ście nie pra­wił mi kazań i sta­rał się nie wspo­mi­nać Ericka. Za to na całego kry­ty­ko­wał Filipa, nie zosta­wia­jąc na nim suchej nitki.

- No mówię ci, myśla­łem, że go tam zabiję! - wyznał pod­eks­cy­to­wany.

- Wiem, Tom... - przy­tak­nę­łam, nie mia­łam ochoty o tym roz­ma­wiać.

- Prze­pra­szam, roz­ga­da­łem się - powie­dział, dostrze­ga­jąc mój brak zain­te­re­so­wa­nia. - Chyba zadzwo­nię dziś do Lily - stwier­dził, nie­spo­dzie­wa­nie zmie­nia­jąc temat.

- Jesteś tego pewny? - Spoj­rza­łam na niego zatro­skana. Nie chcia­łam, by cier­piał. Wie­dzia­łam, że bar­dzo go skrzyw­dziła.

- Chcę wie­dzieć, czego chciała. Może coś się stało. - Gdy wypo­wia­dał te słowa, posmut­niał.

- Zadzwoń teraz, będziesz miał to z głowy. - Poda­łam mu tele­fon, który zosta­wił w kuchni.

Tom wziął go nie­pew­nie i długo mu się przy­glą­dał. Wyglą­dało to tak, jakby widział ten apa­rat po raz pierw­szy.

- No już, dzwoń, potem ja zadzwo­nię do rodzi­ców - doda­łam.

Jesz­cze przez chwilę nie mógł się zde­cy­do­wać, ale w końcu wybrał z listy numer Lily. Zauwa­ży­łam, że ma ją zapi­saną jako "Sło­neczko".

Przez cały czas przy­glą­da­łam mu się uważ­nie. Widzia­łam w jego oczach strach. Wzru­szy­łam się, gdy zoba­czy­łam jego drżące dło­nie. Byłam pewna, że ta roz­mowa jest dla niego nie­zwy­kle trudna. Ku mojemu zdzi­wie­niu nie wyszedł z pokoju, tylko usiadł przy mnie i naci­snął przy­cisk słu­chawki. Lily ode­brała po kilku sygna­łach, wtedy Tom włą­czył tryb gło­śno­mó­wiący - chciał, bym sły­szała całą roz­mowę.

- Halo!?

Kiedy po dru­giej stro­nie słu­chawki roz­legł się piskliwy głos, zachciało mi się śmiać.

- Cześć, Lil. Tu Tho­mas. Dzwo­ni­łaś - powie­dział mój przy­ja­ciel, nie­śmiało na mnie spo­glą­da­jąc.

- Cześć, Tom. Mama ci prze­ka­zała?

- Tak. Dzwo­nię dopiero teraz, bo wró­ci­łem wczo­raj wie­czo­rem.

- Byłeś w Nowym Jorku? - zapy­tała nie­pew­nie Lily.

- Tak. Czemu pytasz? - Zer­k­nął na mnie zdzi­wiony, wzru­sza­jąc przy tym ramio­nami.

Oboje nie wie­dzie­li­śmy, o co jej cho­dzi.

- A nic, tak pytam.

- Skąd wiesz, że tam byłem?

- Zadzwo­niła do mnie Ana i powie­działa, że widziała twoje zdję­cia na por­talu plot­kar­skim!

Tom zro­bił wiel­kie oczy, a ja już wie­dzia­łam, że będzie zły, zwłasz­cza że to była moja wina.

- Zosta­łeś cele­brytą - dodała Lily i roze­śmiała się gło­śno.

- O co ci cho­dzi? Dzwo­ni­łaś tylko po to, by powie­dzieć, że widzia­łaś mnie na jakimś dur­nym por­talu? - powie­dział zde­ner­wo­wany Tom.

- Od kiedy jesteś taki poważny? Czy to nowa dziew­czyna tak cię zmie­niła?

W jej gło­sie wyczu­łam zło­śliwy ton. Zachciało mi się śmiać, bo zro­zu­mia­łam, że ona jest zazdro­sna. Na pewno myśli, że jeste­śmy razem i pró­buje go wyba­dać.

- Nie sądzi­łam, że tak szybko sobie kogoś znaj­dziesz, chude blon­dynki ni­gdy nie były w twoim typie - dodała z sar­ka­zmem.

- Naj­wi­docz­niej obrzy­dzi­łaś mi pulchne, wyso­kie bru­netki! - odciął się.

Sły­sząc to, pra­wie spa­dłam z kanapy. Klep­nę­łam go w ramię i gestem dałam do zro­zu­mie­nia, żeby odpu­ścił.

- Widzę, że cham­stwa też cię nauczyła! - Lily wyraź­niej była obra­żona. - Macie jakiś układ z tym milio­ne­rem? Raz ty, a raz on ją bzy­ka­cie? - Pluła jadem, chyba Tom tra­fił w jej czuły punkt.

- Nie twój inte­res! - wark­nął.

- Dobrze wiesz, że nikt nie będzie dla cie­bie lep­szy ode mnie - kon­ty­nu­owała.

- Ty tak uwa­żasz, naj­bar­dziej zapa­trzona w sie­bie i samo­lubna osoba, jaką znam. Jeśli masz zamiar gadać takie głu­poty, to lepiej się roz­łącz. Naj­wi­docz­niej w ogóle mnie nie znasz.

- Znam bar­dzo dobrze, byli­śmy z sobą dwa lata.

- I to ty zakoń­czy­łaś zwią­zek - powie­dział smutno Tho­mas.

- Wiem... - szep­nęła. - Chcia­ła­bym się spo­tkać, będę w Lon­dy­nie pod koniec tygo­dnia.

Tom spoj­rzał na mnie wycze­ku­jąco, jakby chciał, bym pomo­gła mu pod­jąć decy­zję. Ja jed­nak wzru­szy­łam ramio­nami.

- Nie wiem, czy będę mógł. Dam ci znać do piątku - odrzekł.

- Znajdź dla mnie chwilę, pro­szę...

W gło­sie Lily wyczu­wa­łam fał­szywą sło­dycz. Dziew­czyna praw­do­po­dob­nie liczyła na to, że Tom da się nabrać na piękne słówka.

- Posta­ram się.

- Trzy­mam cię za słowo! - zapisz­czała.

- Ode­zwę się.

- Buziaki, Tom! - rzu­ciła na poże­gna­nie i się roz­łą­czyła.

Tom sie­dział przez chwilę i nic nie mówił, tylko uśmie­chał się głup­ko­wato.

- Ale z cie­bie palant! - powie­dzia­łam i dałam mu kuk­sańca w bok.

- Dla­czego?! - Spoj­rzał na mnie zasko­czony.

- Nie mówi się dziew­czy­nom, że są grube czy pulchne! - pouczy­łam go.

- Uważa, że jesteś moją dziew­czyną, chcia­łem jej dogryźć za to, co powie­działa.

- Jest zazdro­sna - pró­bo­wa­łam ją tłu­ma­czyć.

- I dobrze! Niech nie myśli, że nie jestem w sta­nie nikogo sobie zna­leźć. Wszy­scy zna­jomi mi mówili, że nie jest dziew­czyną dla mnie, że mnie wyko­rzy­stuje i okła­muje, a ja tego nie widzia­łem.

- Ale kochasz ją? - powie­dzia­łam nie­pew­nie.

- Nie wiem, teraz już sam nie wiem. Byli­śmy razem długo, to był mój pierw­szy poważny zwią­zek. - Wstał i podał mi dłoń. - Nie chce mi się o niej gadać. Chodź, pojedźmy zro­bić zakupy z myślą o obie­dzie.

- Spo­tkasz się z nią?

- Może? - Zamy­ślił się. - No już, ruszaj się! - Pocią­gnął mnie za zdrową rękę i pomógł wstać. - Ubie­ramy się i wycho­dzimy.

W cen­trum han­dlo­wym zro­bi­li­śmy zakupy na obiad, pań­stwo Hooko­wie poje­chali na cały dzień na jakieś targi i mieli wró­cić dopiero póź­nym wie­czo­rem. Po wyj­ściu z cen­trum szli­śmy powoli chod­ni­kiem. Gdy prze­cho­dzi­li­śmy obok sklepu z tele­fo­nami, Tom zatrzy­mał się i wszedł do środka. Chciał kupić kabel, dzięki któ­remu będzie mógł zrzu­cić zdję­cia z apa­ratu na kom­pu­ter. Nie­chęt­nie podą­ży­łam za nim. Tom od wej­ścia przy­wi­tał się z jakimś face­tem.

- Cześć, Brayan! - Tom pod­szedł do niego i objęli się jak sta­rzy dobrzy przy­ja­ciele. - Poznaj, to jest Megan, mieszka u nas od nie­dawna! - przed­sta­wił mnie, a ja uśmiech­nę­łam się nie­wy­raź­nie.

- Miło cię widzieć, Megan - powie­dział Brayan.

- Wpad­nij do nas, dawno nie gada­li­śmy. Lily do mnie dziś dzwo­niła - rzekł Tom.

- O Chry­ste! Czego chciała ta pijawka? Któ­raś z jej wspa­nia­łych kole­ża­nek donio­sła jej o two­jej nowej dziew­czy­nie? - powie­dział, prze­wra­ca­jąc oczami, chyba za nią nie prze­pa­dał.

- My się tylko przy­jaź­nimy... - poin­for­mo­wa­łam go szybko i dys­kret­nie uszczyp­nę­łam Toma w bok.

- Jasne! - odrzekł roz­ba­wiony Brayan i puścił oczko do Toma. Widać było, że nam nie wie­rzy.

- Naprawdę, Meg jest jak sio­stra! - Na te słowa Tom objął mnie ramie­niem i się uśmiech­nął.

Poczu­łam się nie­zręcz­nie.

- Dziś nie mogę się z tobą spo­tkać, ale możemy się umó­wić na pią­tek. Jak za daw­nych cza­sów.

- Nie masz w sobotę Vin­centa na gło­wie? - zapy­tał Tom.

- Nie, wyje­chał z Polą do Włoch, do jej rodzi­ców, na razie nie będę go widy­wał - odrzekł Brayan, a na jego twa­rzy poja­wił się smu­tek.

- Przy­kro mi, stary. Myśla­łem, że lepiej mię­dzy wami się układa! - oznaj­mił Tom, pokle­pu­jąc go po ramie­niu.

- Nie ma o czym gadać, już się z tym pogo­dzi­łem. To co? Pią­tek? - Brayan szybko zmie­nił temat.

Tom spoj­rzał na mnie pyta­jąco.

- Ja nie mam pla­nów - odpar­łam szybko.

- Świet­nie. W takim razie do zoba­cze­nia! - Brayan uśmiech­nął się i uści­skał ponow­nie Toma, a potem pod­szedł do mnie i poca­ło­wał w poli­czek.

Ten gest nieco mnie zdzi­wił, ale nie dałam tego po sobie poznać.

- Nie zaczy­naj! - pró­bo­wał powstrzy­mać go Tom, śmie­jąc się i odpy­cha­jąc deli­kat­nie ode mnie.

- Żar­tuję, stary! - tłu­ma­czył się Brayan.

- Zga­damy się jesz­cze - rzu­cił na odchod­nym Tom, po czym wyszli­śmy ze sklepu.

Byłam wście­kła na sie­bie, że w ogóle tam z nim weszłam. Szli­śmy w mil­cze­niu, nie mia­łam ochoty na roz­mowę. Nastrój mi się pogor­szył.

- Skąd się zna­cie? - zapy­ta­łam w końcu, gdy jecha­li­śmy samo­cho­dem.

- Jesz­cze ze szkoły, Brayan przy­le­ciał tu z Flo­rydy, gdy miał dzie­sięć lat. Jego rodzice się roz­wie­dli, matka wyszła ponow­nie za mąż za Anglika.

- Aha. Kim jest Vin­cent? - docie­ka­łam.

- To jego syn, ma nie­całe dwa lata - powie­dział Tom, włą­cza­jąc się do ruchu.

"Cho­lera! On ma syna?" - pomy­śla­łam, Brayan nie paso­wał mi na ojca.

- Nie są razem z matką małego, tak? - zapy­ta­łam, a wła­ści­wie stwier­dzi­łam gło­śno.

- Nie. Pola miała dość. Brayan nie nale­żał do odpo­wie­dzial­nych i wier­nych chło­pa­ków. Gdy była w ciąży, zosta­wił ją. Potem pró­bo­wali być razem, ale nie wyszło... - Nagle Tom zaha­mo­wał ostro, jed­no­cze­śnie naci­ska­jąc klak­son. - Kurwa, co za idiota! - krzy­czał, poka­zu­jąc kie­rowcy w sąsied­nim samo­cho­dzie środ­kowy palec. Nie dzi­wi­łam mu się, ten drań pra­wie by w nas wje­chał. - Zapnij pas - rzu­cił ostro.

- Dobrze, tato! - powie­dzia­łam potul­nie, pró­bu­jąc roz­ła­do­wać atmos­ferę. Widzia­łam, że pró­bo­wał powstrzy­mać uśmiech.

Po powro­cie do domu roz­pa­ko­wa­li­śmy zakupy. W mię­dzy­cza­sie zadzwo­nili rodzice Toma, infor­mu­jąc nas, że będą póź­niej, niż się spo­dzie­wali. Pro­sili, byśmy nie cze­kali na nich z kola­cją. Wobec tego zgod­nie uzna­li­śmy, że nie gotu­jemy, pro­dukty zostaną na jutro. Byłam pewna, że Tom zamówi pizzę albo coś innego, bo teraz nie będzie mu się chciało goto­wać. Ja sama jedną ręką za wiele bym nie zro­biła.

Pod wie­czór zadzwo­ni­łam do rodzi­ców z nowego numeru. Byli już spo­koj­niejsi. Wie­dzieli, że teraz będą mogli skon­tak­to­wać się ze mną w każ­dej chwili. Nie potra­fi­łam wyja­śnić dla­czego, ale wysła­łam także wia­do­mość do Ericka.

To mój nowy numer. Dzię­kuję za wszystko.

Nie musia­łam długo cze­kać na odpo­wiedź.

Nie ma za co. Dla cie­bie wszystko.

Odczy­taw­szy wia­do­mość, przy­ci­snę­łam tele­fon do piersi, tuli­łam go, jak­bym tuliła mego uko­cha­nego. Poczu­łam spo­kój, mając świa­do­mość, że Erick wie, gdzie jestem. Zresztą już wcze­śniej ode­tchnę­łam z ulgą, gdy pozwo­lił mi lecieć, bo to jego sprze­ciwu oba­wia­łam się naj­bar­dziej. Może za jakiś czas odważę się powie­dzieć mu prawdę, na razie jed­nak musi być tak, jak jest. Erick na pewno też był spo­koj­niej­szy, wie­dząc, gdzie prze­by­wam, zresztą na pewno mnie kon­tro­luje. Mimo wszystko sta­ra­łam się o tym nie myśleć.

Przy pizzy Tom opo­wia­dał mi o Bray­anie. Kie­dyś byli przy­ja­ciółmi, jed­nak Brayan zaczął brać nar­ko­tyki i bar­dzo się zmie­nił. Teraz było lepiej, ale na­dal miał pro­blemy, dla­tego też pra­wie nie ma kon­taktu z synem. Miesz­kał nie­da­leko kawiarni. Tom twier­dził, że dobry z niego chło­pak, ale brak ojca spra­wił, że się pogu­bił i zawa­lił wiele spraw. Teraz wyszedł na pro­stą, jest czy­sty i nie pije alko­holu od dłuż­szego czasu. Tom poka­zał mi zdję­cia z liceum i stu­diów. Na wielu z nich była Lily, wysoka bru­netka, troszkę zaokrą­glona, ale ładna. Zauwa­ży­łam, że przy­gląda się zdję­ciom nie­zwy­kle uważ­nie.

- Masz ochotę wyjść w pią­tek? - zapy­tał.

- Nie wiem, ten Brayan jest jakiś dziwny. - Wzru­szy­łam nie­pew­nie ramio­nami.

Uśmiech­nął się w odpo­wie­dzi.

- On zarywa do wszyst­kich dziew­czyn, taki już jest. Myślę, że teraz da ci spo­kój!

- A ty chcesz iść?

- Szcze­rze, to z chę­cią bym poszedł.

- To ja też. - Puści­łam do niego oczko.

- Pokażę ci, co to jest lon­dyń­ski club­bing! - Mówiąc te słowa, wstał i zaczął tań­czyć.

Nie­spo­dzie­wa­nie pocią­gnął mnie za zdrową rękę, potem wziął w ramiona i zaczę­li­śmy tań­czyć do wymy­ślo­nej muzyki. Śmia­li­śmy się przy tym bez­tro­sko. Nie­ba­wem Tom włą­czył radio i sunę­li­śmy po pokoju w rytm pio­senki Deana Mar­tina Dream a Lit­tle Dream of Me, lubi­łam ten kawa­łek. Tom oka­zał się dobrym tan­ce­rzem, pra­wie tak dobrym jak Erick. Śmia­li­śmy się w głos.

Przez resztę wie­czoru sie­dzie­li­śmy w salo­nie, oglą­da­jąc powtórki jed­nego z sezo­nów Przy­ja­ciół, zaja­da­jąc się pizzą i popi­ja­jąc pepsi. Żołą­dek powoli mi się uspo­ka­jał, nie dener­wo­wa­łam się już tak jak wcze­śniej, więc była szansa, że uda mi się przy­tyć i wró­cić do formy.

Chyba oboje zasnę­li­śmy przed tele­wi­zo­rem, bo koło pół­nocy obu­dziła nas pani Hook. Rodzice Toma wró­cili bar­dzo późno z tar­gów. Byłam cał­kiem nie­przy­tomna. Poszłam do swo­jego pokoju, ale nie mia­łam siły prze­brać się w piżamę. Wsko­czy­łam do łóżka w domo­wym dre­sie i po chwili znowu zasnę­łam.

ROZ­DZIAŁ 1

Obudził mnie Tom. Nie mia­łam poję­cia, która jest godzina.

- Spa­daj! - Zakry­łam głowę koł­drą, bluź­niąc w myślach.

- Meg, ktoś pod­sta­wia pod nasz dom białe volvo i mówi, że musisz potwier­dzić odbiór - oznaj­mił.

Sły­sząc te słowa, od razu otrzeź­wia­łam. Cho­lera! Wsta­łam szybko, narzu­ci­łam na sie­bie bluzę i boso zbie­głam na dół. Przed domem stał męż­czy­zna z firmy kurier­skiej i pan Hook, który z nim roz­ma­wiał.

- To naprawdę musi być pomyłka - usły­sza­łam jego słowa.

- Dzień dobry! - powie­dzia­łam, gdy zna­la­złam się w zasięgu ich wzroku. Odru­chowo zapię­łam suwak w blu­zie.

- Pani Megan Donell? - zapy­tał kurier, a pan Hook patrzył na mnie, nic nie rozu­mie­jąc.

- Tak... - odpo­wie­dzia­łam cicho. Cho­lera, było mi strasz­nie głu­pio. Prze­cież mówi­łam im, że nazy­wam się Wil­liams.

- Pro­szę pokwi­to­wać odbiór auta. Przy­le­ciało dziś z Nowego Jorku. - Kurier podał mi papiery do pod­pisu.

- Erick Evans je przy­słał? - zapy­ta­łam, skła­da­jąc pod­pis. Wła­ści­wie nie wiem czemu, prze­cież to było oczy­wi­ste. Byłam tak zaże­no­wana, że mia­łam ochotę zapaść się pod zie­mię.

- Tak, pro­szę pani. - Uśmiech­nął się życz­li­wie kurier i zabrał ode mnie doku­menty. - Tu są klu­czyki i wszyst­kie doku­menty samo­chodu. Auto jest ubez­pie­czone i zatan­ko­wane - dodał.

- Dzię­kuję - bąk­nę­łam i potul­nie wzię­łam teczkę oraz klu­czyki.

Tom obser­wo­wał nas, sto­jąc na progu domu, a pan Hook mil­czał.

Po chwili kurier odje­chał.

- Możesz mi to wyja­śnić, Megan? - popro­sił tata Toma.

Zro­biło mi się gorąco. Czu­łam się jak małe dziecko przy­ła­pane na złym uczynku.

- Panie Hook, bar­dzo pana prze­pra­szam - powie­dzia­łam, spusz­cza­jąc wzrok.

- Nie prze­pra­szaj, tylko wyja­śnij. Donell? A nie Wil­liams? - Patrzył na mnie łagod­nie.

- Tak. Nazy­wam się Donell, a nie Wil­liams. Poda­łam pań­stwu fał­szywe nazwi­sko, bo... - jąka­łam się, wbi­ja­jąc wzrok w chod­nik. "Jak mam to wszystko wyja­śnić?" - zasta­na­wia­łam się, w gło­wie mia­łam chaos.

- Jesteś szpie­giem albo świad­kiem koron­nym? - zapy­tał i wyglą­dało na to, że mówi cał­kiem poważ­nie.

- Co? Nie! - zapro­te­sto­wa­łam i zaczę­łam ner­wowo się śmiać. - Po pro­stu przed kimś się ukry­wa­łam, ale teraz już nie muszę. Wszystko jest w porządku - wyja­śni­łam zdaw­kowo. Uzna­łam, że lepiej będzie, gdy nie będę wcho­dzić w szcze­góły.

- Co mi na sta­rość przy­szło! - Uśmiech­nął się. - Na pewno już wszystko dobrze? - dopy­ty­wał, a w jego gło­sie wyczu­łam tro­skę.

- Tak, panie Hook, to wła­śnie dla­tego pole­cie­li­śmy z Tomem do Nowego Jorku, by to wszystko wyja­śnić - wyzna­łam.

- Wiem, że nie wyja­wisz mi całej prawdy, ale jeśli będziesz potrze­bo­wała pomocy, masz się do mnie zgło­sić. Rozu­miesz? Zawsze ci pomo­żemy. - Wypo­wia­da­jąc te słowa, objął mnie ramie­niem. - Chodź do środka, bo zmar­z­niesz! - powie­dział, a ja w tym momen­cie poczu­łam się tak, jak­by­śmy byli rodziną.

- Dzię­kuję, panie Hook!

Weszli­śmy do kuchni, usia­dłam przy stole i wpa­try­wa­łam się w klu­czyki od volvo. Pan Hook poszedł do kawiarni pomóc żonie, a Tom cze­kał, aż coś powiem.

- No co? - zapy­ta­łam pro­wo­ka­cyj­nie, patrząc na niego groź­nie.

- Jak to co? - Wstał i pod­szedł do okna. - To! - Poka­zał na sto­jący przed domem samo­chód.

- To volvo. - Uśmiech­nę­łam się pro­wo­ka­cyj­nie.

- To aku­rat wiem! Znam się na samo­cho­dach! To od niego, tak?

- A od kogo innego?

- Kupił ci samo­chód i przy­słał do Lon­dynu! - stwier­dził Tom i usiadł naprze­ciwko mnie. Widzia­łam, że jest wście­kły.

- Tak, chyba roz­ma­wiał z moim tatą i wie, że nie chcę brać od niego pie­nię­dzy - powie­dzia­łam zamy­ślona.

- Aha. No, fak­tycz­nie, to wiele zmie­nia! Czemu je przy­ję­łaś?

- A co mia­łam zro­bić? Twój tata stał i patrzył na mnie zdez­o­rien­to­wany, szcze­gól­nie kiedy kurier zapy­tał, czy jestem Megan Donell.

- Zapo­mnia­łem o tym kom­plet­nie! Powie­dzia­łaś mu prawdę?

- Tak, ale powie­dzia­łam mu też, że już jest dobrze.

- Chyba się nie wku­rzył?

- Chyba nie - powie­dzia­łam, choć nie byłam pewna, czy mam rację. - Twój tata powie­dział tylko, że mam ich nie okła­my­wać, a jeśli będę potrze­bo­wała pomocy, mam się do nich zwró­cić.

- Cho­lera! Mnie by pew­nie tak zje­chał, że w pięty by mi poszło, a na cie­bie nawet nie nawrzesz­czał! I to ma być spra­wie­dli­wość! - stwier­dził poważ­nie, a po chwili zaczął się śmiać. - Masz zamiar zatrzy­mać to auto?

- Nie wiem, chyba teraz i tak nie mogę pro­wa­dzić, prawda? - odpar­łam i pod­nio­słam zagip­so­waną rękę.

- Fakt. A w ogóle będziesz potra­fiła jeź­dzić nim tutaj?

- Wła­śnie się nad tym zasta­na­wiam. Chyba nie powin­nam w ogóle przyj­mo­wać tego samo­chodu.

- Dla­czego?

- Myślę, że Erick nie zro­bił tego bez powodu.

- A ja myślę, że Evans przy­słał ci to auto, bo cho­ler­nie cię kocha, i nie może znieść myśli, że tutaj bez pie­nię­dzy tatu­sia będziesz jeź­dziła komu­ni­ka­cją miej­ską.

- On wie, że mnie nie da się prze­ku­pić pre­zen­tami.

- No wła­śnie. Daj spo­kój, przyda ci się! - Tom objął mnie czule. - Dasz się prze­je­chać? - zapy­tał, uśmie­cha­jąc się zawa­diacko.

- Możesz nim jeź­dzić, jeśli chcesz i umiesz! - powie­dzia­łam, poda­jąc mu klu­czyki.

- Faj­nie, dzięki! - Wziął je zado­wo­lony, po czym zaj­rzał do lodówki. - Głodna? - zapy­tał.

W tej chwili uświa­do­mi­łam sobie, że jestem bar­dzo głodna. Na doda­tek dopiero teraz zda­łam sobie sprawę z tego, że dzi­siaj też nie mia­łam mdło­ści i ogól­nie czu­łam się znacz­nie lepiej. Posta­no­wi­łam więc korzy­stać z oka­zji. Zja­dłam duże śnia­da­nie, a potem uzna­łam, że zadzwo­nię do Ericka, oczy­wi­ście w tajem­nicy przed Tomem. Wie­dzia­łam, że gdy Tho­mas dowie się, że roz­ma­wia­łam ze swoim face­tem, będzie pra­wił mi morały, a ja mia­łam już tego dosyć. Pod pre­tek­stem koniecz­no­ści ubra­nia się pobie­głam do pokoju. Spoj­rza­łam na zega­rek, była dzie­wiąta. Szybko wykrę­ci­łam numer Ericka. Ode­brał po kilku sygna­łach.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki