PROLOG
Londyn przywitał nas mgłą i deszczem.
Pogoda idealnie pasowała do mojego nastroju. Byłam przygnębiona i przerażona. Cały lot przepłakałam. Tom, widząc, w jakim jestem stanie,
nawet nie próbował mnie pocieszać. Dzień wcześniej obiecałam sobie, że
wyznam Erickowi prawdę. Ale jak to ostatnio u mnie bywa, kiedy już
brałam telefon do ręki, żeby zadzwonić do niego i porozmawiać,
stchórzyłam. Wolałam zachowywać się jak skończona idiotka i wszystkich
irytować swoim zachowaniem, niż przyznać się do tego, że przespałam się
z Filipem. Rano przed wylotem do Londynu rozmawiałam jeszcze chwilę z Gordonem. Obiecał mi po raz kolejny, że zajmie się Erickiem. Zdradził mi
też, że mój ukochany jest w trakcie podpisywania jakiegoś lukratywnego
kontraktu. Istniała szansa, że to przedsięwzięcie nie tylko zajmie jego
myśli przez najbliższe kilka miesięcy, lecz także pomoże mu odzyskać
majątek. Miałam nadzieję, że powrót do dawnej pozycji społecznej wpłynie
na jego samopoczucie i dzięki temu będzie mu łatwiej pogodzić się z faktem, że stracił mnie na zawsze. W dodatku przeze mnie. Przez to, że
jestem egoistką, która ostatnio potrafi tylko krzywdzić ludzi.
- Halo! Ziemia do Meg, ziemia do Meg! - Głos Toma wyrwał mnie z rozmyślań.
Mój przyjaciel siedział przy stole w kuchni swoich rodziców, ja
tymczasem straciłam poczucie realności, stojąc przy tosterze.
- Cholera! - krzyknęłam, próbując uratować nasze grzanki.
Gdy skończyliśmy śniadanie, wstawiłam naczynia do zmywarki.
Zastanawiałam się, co będziemy robić przez kolejne dni. Tom na pewno
wróci do pracy, a ja chyba zanudzę się sama w domu. Do południa
siedzieliśmy w kuchni, rozmawiając o minionym weekendzie. Tom na
szczęście nie prawił mi kazań i starał się nie wspominać Ericka. Za
to na całego krytykował Filipa, nie zostawiając na nim suchej nitki.
- No mówię ci, myślałem, że go tam zabiję! - wyznał podekscytowany.
- Wiem, Tom... - przytaknęłam, nie miałam ochoty o tym rozmawiać.
- Przepraszam, rozgadałem się - powiedział, dostrzegając mój brak
zainteresowania. - Chyba zadzwonię dziś do Lily - stwierdził,
niespodziewanie zmieniając temat.
- Jesteś tego pewny? - Spojrzałam na niego zatroskana. Nie chciałam, by
cierpiał. Wiedziałam, że bardzo go skrzywdziła.
- Chcę wiedzieć, czego chciała. Może coś się stało. - Gdy wypowiadał te
słowa, posmutniał.
- Zadzwoń teraz, będziesz miał to z głowy. - Podałam mu telefon, który
zostawił w kuchni.
Tom wziął go niepewnie i długo mu się przyglądał. Wyglądało to tak,
jakby widział ten aparat po raz pierwszy.
- No już, dzwoń, potem ja zadzwonię do rodziców - dodałam.
Jeszcze przez chwilę nie mógł się zdecydować, ale w końcu wybrał z listy
numer Lily. Zauważyłam, że ma ją zapisaną jako "Słoneczko".
Przez cały czas przyglądałam mu się uważnie. Widziałam w jego oczach
strach. Wzruszyłam się, gdy zobaczyłam jego drżące dłonie. Byłam pewna,
że ta rozmowa jest dla niego niezwykle trudna. Ku mojemu zdziwieniu nie
wyszedł z pokoju, tylko usiadł przy mnie i nacisnął przycisk słuchawki.
Lily odebrała po kilku sygnałach, wtedy Tom włączył tryb głośnomówiący -
chciał, bym słyszała całą rozmowę.
- Halo!?
Kiedy po drugiej stronie słuchawki rozległ się piskliwy głos, zachciało
mi się śmiać.
- Cześć, Lil. Tu Thomas. Dzwoniłaś - powiedział mój przyjaciel,
nieśmiało na mnie spoglądając.
- Cześć, Tom. Mama ci przekazała?
- Tak. Dzwonię dopiero teraz, bo wróciłem wczoraj wieczorem.
- Byłeś w Nowym Jorku? - zapytała niepewnie Lily.
- Tak. Czemu pytasz? - Zerknął na mnie zdziwiony, wzruszając przy tym
ramionami.
Oboje nie wiedzieliśmy, o co jej chodzi.
- A nic, tak pytam.
- Skąd wiesz, że tam byłem?
- Zadzwoniła do mnie Ana i powiedziała, że widziała twoje zdjęcia na
portalu plotkarskim!
Tom zrobił wielkie oczy, a ja już wiedziałam, że będzie zły, zwłaszcza
że to była moja wina.
- Zostałeś celebrytą - dodała Lily i roześmiała się głośno.
- O co ci chodzi? Dzwoniłaś tylko po to, by powiedzieć, że widziałaś
mnie na jakimś durnym portalu? - powiedział zdenerwowany Tom.
- Od kiedy jesteś taki poważny? Czy to nowa dziewczyna tak cię zmieniła?
W jej głosie wyczułam złośliwy ton. Zachciało mi się śmiać, bo
zrozumiałam, że ona jest zazdrosna. Na pewno myśli, że jesteśmy razem i próbuje go wybadać.
- Nie sądziłam, że tak szybko sobie kogoś znajdziesz, chude blondynki
nigdy nie były w twoim typie - dodała z sarkazmem.
- Najwidoczniej obrzydziłaś mi pulchne, wysokie brunetki! - odciął się.
Słysząc to, prawie spadłam z kanapy. Klepnęłam go w ramię i gestem dałam
do zrozumienia, żeby odpuścił.
- Widzę, że chamstwa też cię nauczyła! - Lily wyraźniej była obrażona. -
Macie jakiś układ z tym milionerem? Raz ty, a raz on ją bzykacie? -
Pluła jadem, chyba Tom trafił w jej czuły punkt.
- Nie twój interes! - warknął.
- Dobrze wiesz, że nikt nie będzie dla ciebie lepszy ode mnie -
kontynuowała.
- Ty tak uważasz, najbardziej zapatrzona w siebie i samolubna osoba,
jaką znam. Jeśli masz zamiar gadać takie głupoty, to lepiej się rozłącz.
Najwidoczniej w ogóle mnie nie znasz.
- Znam bardzo dobrze, byliśmy z sobą dwa lata.
- I to ty zakończyłaś związek - powiedział smutno Thomas.
- Wiem... - szepnęła. - Chciałabym się spotkać, będę w Londynie pod koniec
tygodnia.
Tom spojrzał na mnie wyczekująco, jakby chciał, bym pomogła mu podjąć
decyzję. Ja jednak wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem, czy będę mógł. Dam ci znać do piątku - odrzekł.
- Znajdź dla mnie chwilę, proszę...
W głosie Lily wyczuwałam fałszywą słodycz. Dziewczyna prawdopodobnie
liczyła na to, że Tom da się nabrać na piękne słówka.
- Postaram się.
- Trzymam cię za słowo! - zapiszczała.
- Odezwę się.
- Buziaki, Tom! - rzuciła na pożegnanie i się rozłączyła.
Tom siedział przez chwilę i nic nie mówił, tylko uśmiechał się
głupkowato.
- Ale z ciebie palant! - powiedziałam i dałam mu kuksańca w bok.
- Dlaczego?! - Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Nie mówi się dziewczynom, że są grube czy pulchne! - pouczyłam go.
- Uważa, że jesteś moją dziewczyną, chciałem jej dogryźć za to, co
powiedziała.
- Jest zazdrosna - próbowałam ją tłumaczyć.
- I dobrze! Niech nie myśli, że nie jestem w stanie nikogo sobie
znaleźć. Wszyscy znajomi mi mówili, że nie jest dziewczyną dla mnie, że
mnie wykorzystuje i okłamuje, a ja tego nie widziałem.
- Ale kochasz ją? - powiedziałam niepewnie.
- Nie wiem, teraz już sam nie wiem. Byliśmy razem długo, to był mój
pierwszy poważny związek. - Wstał i podał mi dłoń. - Nie chce mi się o niej gadać. Chodź, pojedźmy zrobić zakupy z myślą o obiedzie.
- Spotkasz się z nią?
- Może? - Zamyślił się. - No już, ruszaj się! - Pociągnął mnie za
zdrową rękę i pomógł wstać. - Ubieramy się i wychodzimy.
W centrum handlowym zrobiliśmy zakupy na obiad, państwo Hookowie
pojechali na cały dzień na jakieś targi i mieli wrócić dopiero późnym
wieczorem. Po wyjściu z centrum szliśmy powoli chodnikiem. Gdy
przechodziliśmy obok sklepu z telefonami, Tom zatrzymał się i wszedł do
środka. Chciał kupić kabel, dzięki któremu będzie mógł zrzucić zdjęcia z aparatu na komputer. Niechętnie podążyłam za nim. Tom od wejścia
przywitał się z jakimś facetem.
- Cześć, Brayan! - Tom podszedł do niego i objęli się jak starzy dobrzy
przyjaciele. - Poznaj, to jest Megan, mieszka u nas od niedawna! -
przedstawił mnie, a ja uśmiechnęłam się niewyraźnie.
- Miło cię widzieć, Megan - powiedział Brayan.
- Wpadnij do nas, dawno nie gadaliśmy. Lily do mnie dziś dzwoniła -
rzekł Tom.
- O Chryste! Czego chciała ta pijawka? Któraś z jej wspaniałych
koleżanek doniosła jej o twojej nowej dziewczynie? - powiedział,
przewracając oczami, chyba za nią nie przepadał.
- My się tylko przyjaźnimy... - poinformowałam go szybko i dyskretnie
uszczypnęłam Toma w bok.
- Jasne! - odrzekł rozbawiony Brayan i puścił oczko do Toma. Widać było,
że nam nie wierzy.
- Naprawdę, Meg jest jak siostra! - Na te słowa Tom objął mnie ramieniem
i się uśmiechnął.
Poczułam się niezręcznie.
- Dziś nie mogę się z tobą spotkać, ale możemy się umówić na piątek. Jak
za dawnych czasów.
- Nie masz w sobotę Vincenta na głowie? - zapytał Tom.
- Nie, wyjechał z Polą do Włoch, do jej rodziców, na razie nie będę go
widywał - odrzekł Brayan, a na jego twarzy pojawił się smutek.
- Przykro mi, stary. Myślałem, że lepiej między wami się układa! -
oznajmił Tom, poklepując go po ramieniu.
- Nie ma o czym gadać, już się z tym pogodziłem. To co? Piątek? - Brayan
szybko zmienił temat.
Tom spojrzał na mnie pytająco.
- Ja nie mam planów - odparłam szybko.
- Świetnie. W takim razie do zobaczenia! - Brayan uśmiechnął się i uściskał ponownie Toma, a potem podszedł do mnie i pocałował w policzek.
Ten gest nieco mnie zdziwił, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- Nie zaczynaj! - próbował powstrzymać go Tom, śmiejąc się i odpychając
delikatnie ode mnie.
- Żartuję, stary! - tłumaczył się Brayan.
- Zgadamy się jeszcze - rzucił na odchodnym Tom, po czym wyszliśmy ze
sklepu.
Byłam wściekła na siebie, że w ogóle tam z nim weszłam. Szliśmy w milczeniu, nie miałam ochoty na rozmowę. Nastrój mi się pogorszył.
- Skąd się znacie? - zapytałam w końcu, gdy jechaliśmy samochodem.
- Jeszcze ze szkoły, Brayan przyleciał tu z Florydy, gdy miał dziesięć
lat. Jego rodzice się rozwiedli, matka wyszła ponownie za mąż za
Anglika.
- Aha. Kim jest Vincent? - dociekałam.
- To jego syn, ma niecałe dwa lata - powiedział Tom, włączając się do
ruchu.
"Cholera! On ma syna?" - pomyślałam, Brayan nie pasował mi na ojca.
- Nie są razem z matką małego, tak? - zapytałam, a właściwie
stwierdziłam głośno.
- Nie. Pola miała dość. Brayan nie należał do odpowiedzialnych i wiernych chłopaków. Gdy była w ciąży, zostawił ją. Potem próbowali być
razem, ale nie wyszło... - Nagle Tom zahamował ostro, jednocześnie
naciskając klakson. - Kurwa, co za idiota! - krzyczał, pokazując
kierowcy w sąsiednim samochodzie środkowy palec. Nie dziwiłam mu się,
ten drań prawie by w nas wjechał. - Zapnij pas - rzucił ostro.
- Dobrze, tato! - powiedziałam potulnie, próbując rozładować atmosferę.
Widziałam, że próbował powstrzymać uśmiech.
Po powrocie do domu rozpakowaliśmy zakupy. W międzyczasie zadzwonili
rodzice Toma, informując nas, że będą później, niż się spodziewali.
Prosili, byśmy nie czekali na nich z kolacją. Wobec tego zgodnie
uznaliśmy, że nie gotujemy, produkty zostaną na jutro. Byłam pewna, że
Tom zamówi pizzę albo coś innego, bo teraz nie będzie mu się chciało
gotować. Ja sama jedną ręką za wiele bym nie zrobiła.
Pod wieczór zadzwoniłam do rodziców z nowego numeru. Byli już
spokojniejsi. Wiedzieli, że teraz będą mogli skontaktować się ze mną w każdej chwili. Nie potrafiłam wyjaśnić dlaczego, ale wysłałam także
wiadomość do Ericka.
To mój nowy numer. Dziękuję za wszystko.
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź.
Nie ma za co. Dla ciebie wszystko.
Odczytawszy wiadomość, przycisnęłam telefon do piersi, tuliłam go,
jakbym tuliła mego ukochanego. Poczułam spokój, mając świadomość, że
Erick wie, gdzie jestem. Zresztą już wcześniej odetchnęłam z ulgą, gdy
pozwolił mi lecieć, bo to jego sprzeciwu obawiałam się najbardziej. Może
za jakiś czas odważę się powiedzieć mu prawdę, na razie jednak musi być
tak, jak jest. Erick na pewno też był spokojniejszy, wiedząc, gdzie
przebywam, zresztą na pewno mnie kontroluje. Mimo wszystko starałam się
o tym nie myśleć.
Przy pizzy Tom opowiadał mi o Brayanie. Kiedyś byli przyjaciółmi, jednak
Brayan zaczął brać narkotyki i bardzo się zmienił. Teraz było lepiej,
ale nadal miał problemy, dlatego też prawie nie ma kontaktu z synem.
Mieszkał niedaleko kawiarni. Tom twierdził, że dobry z niego chłopak,
ale brak ojca sprawił, że się pogubił i zawalił wiele spraw. Teraz
wyszedł na prostą, jest czysty i nie pije alkoholu od dłuższego czasu.
Tom pokazał mi zdjęcia z liceum i studiów. Na wielu z nich była Lily,
wysoka brunetka, troszkę zaokrąglona, ale ładna. Zauważyłam, że
przygląda się zdjęciom niezwykle uważnie.
- Masz ochotę wyjść w piątek? - zapytał.
- Nie wiem, ten Brayan jest jakiś dziwny. - Wzruszyłam niepewnie
ramionami.
Uśmiechnął się w odpowiedzi.
- On zarywa do wszystkich dziewczyn, taki już jest. Myślę, że teraz da
ci spokój!
- A ty chcesz iść?
- Szczerze, to z chęcią bym poszedł.
- To ja też. - Puściłam do niego oczko.
- Pokażę ci, co to jest londyński clubbing! - Mówiąc te słowa, wstał i zaczął tańczyć.
Niespodziewanie pociągnął mnie za zdrową rękę, potem wziął w ramiona i zaczęliśmy tańczyć do wymyślonej muzyki. Śmialiśmy się przy tym
beztrosko. Niebawem Tom włączył radio i sunęliśmy po pokoju w rytm
piosenki Deana Martina Dream a Little Dream of Me, lubiłam ten
kawałek. Tom okazał się dobrym tancerzem, prawie tak dobrym jak Erick.
Śmialiśmy się w głos.
Przez resztę wieczoru siedzieliśmy w salonie, oglądając powtórki jednego
z sezonów Przyjaciół, zajadając się pizzą i popijając pepsi. Żołądek
powoli mi się uspokajał, nie denerwowałam się już tak jak wcześniej,
więc była szansa, że uda mi się przytyć i wrócić do formy.
Chyba oboje zasnęliśmy przed telewizorem, bo koło północy obudziła nas
pani Hook. Rodzice Toma wrócili bardzo późno z targów. Byłam całkiem
nieprzytomna. Poszłam do swojego pokoju, ale nie miałam siły przebrać
się w piżamę. Wskoczyłam do łóżka w domowym dresie i po chwili znowu
zasnęłam.
ROZDZIAŁ 1
Obudził mnie Tom. Nie miałam pojęcia, która
jest godzina.
- Spadaj! - Zakryłam głowę kołdrą, bluźniąc w myślach.
- Meg, ktoś podstawia pod nasz dom białe volvo i mówi, że musisz
potwierdzić odbiór - oznajmił.
Słysząc te słowa, od razu otrzeźwiałam. Cholera! Wstałam szybko,
narzuciłam na siebie bluzę i boso zbiegłam na dół. Przed domem stał
mężczyzna z firmy kurierskiej i pan Hook, który z nim rozmawiał.
- To naprawdę musi być pomyłka - usłyszałam jego słowa.
- Dzień dobry! - powiedziałam, gdy znalazłam się w zasięgu ich wzroku.
Odruchowo zapięłam suwak w bluzie.
- Pani Megan Donell? - zapytał kurier, a pan Hook patrzył na mnie, nic
nie rozumiejąc.
- Tak... - odpowiedziałam cicho. Cholera, było mi strasznie głupio.
Przecież mówiłam im, że nazywam się Williams.
- Proszę pokwitować odbiór auta. Przyleciało dziś z Nowego Jorku. -
Kurier podał mi papiery do podpisu.
- Erick Evans je przysłał? - zapytałam, składając podpis. Właściwie nie
wiem czemu, przecież to było oczywiste. Byłam tak zażenowana, że miałam
ochotę zapaść się pod ziemię.
- Tak, proszę pani. - Uśmiechnął się życzliwie kurier i zabrał ode mnie
dokumenty. - Tu są kluczyki i wszystkie dokumenty samochodu. Auto jest
ubezpieczone i zatankowane - dodał.
- Dziękuję - bąknęłam i potulnie wzięłam teczkę oraz kluczyki.
Tom obserwował nas, stojąc na progu domu, a pan Hook milczał.
Po chwili kurier odjechał.
- Możesz mi to wyjaśnić, Megan? - poprosił tata Toma.
Zrobiło mi się gorąco. Czułam się jak małe dziecko przyłapane na złym
uczynku.
- Panie Hook, bardzo pana przepraszam - powiedziałam, spuszczając wzrok.
- Nie przepraszaj, tylko wyjaśnij. Donell? A nie Williams? - Patrzył na
mnie łagodnie.
- Tak. Nazywam się Donell, a nie Williams. Podałam państwu fałszywe
nazwisko, bo... - jąkałam się, wbijając wzrok w chodnik. "Jak mam to
wszystko wyjaśnić?" - zastanawiałam się, w głowie miałam chaos.
- Jesteś szpiegiem albo świadkiem koronnym? - zapytał i wyglądało na to,
że mówi całkiem poważnie.
- Co? Nie! - zaprotestowałam i zaczęłam nerwowo się śmiać. - Po prostu
przed kimś się ukrywałam, ale teraz już nie muszę. Wszystko jest w porządku - wyjaśniłam zdawkowo. Uznałam, że lepiej będzie, gdy nie będę
wchodzić w szczegóły.
- Co mi na starość przyszło! - Uśmiechnął się. - Na pewno już wszystko
dobrze? - dopytywał, a w jego głosie wyczułam troskę.
- Tak, panie Hook, to właśnie dlatego polecieliśmy z Tomem do Nowego
Jorku, by to wszystko wyjaśnić - wyznałam.
- Wiem, że nie wyjawisz mi całej prawdy, ale jeśli będziesz potrzebowała
pomocy, masz się do mnie zgłosić. Rozumiesz? Zawsze ci pomożemy. -
Wypowiadając te słowa, objął mnie ramieniem. - Chodź do środka, bo
zmarzniesz! - powiedział, a ja w tym momencie poczułam się tak, jakbyśmy
byli rodziną.
- Dziękuję, panie Hook!
Weszliśmy do kuchni, usiadłam przy stole i wpatrywałam się w kluczyki od
volvo. Pan Hook poszedł do kawiarni pomóc żonie, a Tom czekał, aż coś
powiem.
- No co? - zapytałam prowokacyjnie, patrząc na niego groźnie.
- Jak to co? - Wstał i podszedł do okna. - To! - Pokazał na stojący
przed domem samochód.
- To volvo. - Uśmiechnęłam się prowokacyjnie.
- To akurat wiem! Znam się na samochodach! To od niego, tak?
- A od kogo innego?
- Kupił ci samochód i przysłał do Londynu! - stwierdził Tom i usiadł
naprzeciwko mnie. Widziałam, że jest wściekły.
- Tak, chyba rozmawiał z moim tatą i wie, że nie chcę brać od niego
pieniędzy - powiedziałam zamyślona.
- Aha. No, faktycznie, to wiele zmienia! Czemu je przyjęłaś?
- A co miałam zrobić? Twój tata stał i patrzył na mnie zdezorientowany,
szczególnie kiedy kurier zapytał, czy jestem Megan Donell.
- Zapomniałem o tym kompletnie! Powiedziałaś mu prawdę?
- Tak, ale powiedziałam mu też, że już jest dobrze.
- Chyba się nie wkurzył?
- Chyba nie - powiedziałam, choć nie byłam pewna, czy mam rację. - Twój
tata powiedział tylko, że mam ich nie okłamywać, a jeśli będę
potrzebowała pomocy, mam się do nich zwrócić.
- Cholera! Mnie by pewnie tak zjechał, że w pięty by mi poszło, a na
ciebie nawet nie nawrzeszczał! I to ma być sprawiedliwość! - stwierdził
poważnie, a po chwili zaczął się śmiać. - Masz zamiar zatrzymać to auto?
- Nie wiem, chyba teraz i tak nie mogę prowadzić, prawda? - odparłam i podniosłam zagipsowaną rękę.
- Fakt. A w ogóle będziesz potrafiła jeździć nim tutaj?
- Właśnie się nad tym zastanawiam. Chyba nie powinnam w ogóle przyjmować
tego samochodu.
- Dlaczego?
- Myślę, że Erick nie zrobił tego bez powodu.
- A ja myślę, że Evans przysłał ci to auto, bo cholernie cię kocha, i nie może znieść myśli, że tutaj bez pieniędzy tatusia będziesz jeździła
komunikacją miejską.
- On wie, że mnie nie da się przekupić prezentami.
- No właśnie. Daj spokój, przyda ci się! - Tom objął mnie czule. - Dasz
się przejechać? - zapytał, uśmiechając się zawadiacko.
- Możesz nim jeździć, jeśli chcesz i umiesz! - powiedziałam, podając mu
kluczyki.
- Fajnie, dzięki! - Wziął je zadowolony, po czym zajrzał do lodówki. -
Głodna? - zapytał.
W tej chwili uświadomiłam sobie, że jestem bardzo głodna. Na dodatek
dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że dzisiaj też nie miałam
mdłości i ogólnie czułam się znacznie lepiej. Postanowiłam więc
korzystać z okazji. Zjadłam duże śniadanie, a potem uznałam, że
zadzwonię do Ericka, oczywiście w tajemnicy przed Tomem. Wiedziałam, że
gdy Thomas dowie się, że rozmawiałam ze swoim facetem, będzie prawił mi
morały, a ja miałam już tego dosyć. Pod pretekstem konieczności ubrania
się pobiegłam do pokoju. Spojrzałam na zegarek, była dziewiąta. Szybko
wykręciłam numer Ericka. Odebrał po kilku sygnałach.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki