To się nie mieści w głowie - Renata Piątkowska

Kup ebooka

24.90 zł
19.92 zł (19,87 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Koza Melania

Jak już będę duża, to zaproszę do Krakowa kozę Melanię. Melania mieszka u cioci na wsi i jest najpiękniejszą kózką na świecie. Na początku trochę się jej bałam, ale tylko na początku i tylko trochę. Zaraz potem pogłaskałam ją po głowie i poklepałam po pleckach. Melanii chyba się to spodobało, bo pierwsza się do mnie odezwała. Powiedziała: "Meee", co po koziemu miało znaczyć: "Dzień dobry". Od tego czasu bardzo lubię z Melanią rozmawiać, bo ona mnie słucha, nie przerywa i nie uśmiecha się złośliwie pod nosem. Ale najfajniejsze w Melanii jest to, że ma brodę i dojki. Brodę ma nawet dłuższą niż dziadek i ciągle nią rusza, jakby coś żuła, a za dojki ciocia ciągnie ją co wieczór i wtedy wylatuje z nich mleko.

- Dobra koza, dobra - pochwaliłam ją wczoraj, a Melania nie dość, że znowu pokręciła brodą, to jeszcze zaczęła ruszać owłosionymi uszami, chyba żeby mnie lepiej słyszeć. No to pogłaskałam jej brązowe futerko i opowiedziałam, co robiłam w sobotę po południu.

- Wiesz, kózko, karmiłam na rynku gołębie. Pokruszyłam im dwie bułki, a one zjadły, usiadły mi na głowie i gruchały. A tobie ptaki siedziały kiedyś na głowie i jadły bułki?

Melania pomyślała chwilę, powiedziała: "Meee" i polizała mnie w kolano. Wtedy już wiedziałam, że na urodziny chcę dostać kozę. A kiedy po obiedzie mama stwierdziła, że pora wracać do domu, ucałowałam Melanię i na pożegnanie zaplotłam jej na brodzie warkoczyk. Co prawda niezbyt długi i chudziutki, ale za to z wielką kokardą na końcu. Melania znowu powiedziała: "Meee" i było jasne, że jest zachwycona i że będzie za mną tęsknić. Wtedy zdjęłam z palca mój ulubiony pierścionek z czerwonym oczkiem i założyłam jej na dojkę. Z pierścionkiem i warkoczykiem wyglądała przepięknie.

- Co robiłaś u cioci, Tosiu? - spytał tata, gdy wróciłam do domu.

- Bawiłam się z Melanią. Czy ona może przyjechać do nas na wakacje? Mogłaby spać w moim pokoju. Pokazałabym jej rynek, gołębie i w ogóle całe miasto.

- Tak, a potem poszłybyście na lody i na plac zabaw - śmiał się tata.

A ja pomyślałam, że na placu zabaw wszyscy zazdrościliby mi Melanii i chcieliby ją pogłaskać. Kto wie, może nawet koza zakręciłaby się na karuzeli?

Byłoby super, tylko tego nie da się wytłumaczyć dorosłym.