Rozdział 1
Weź, też pod uwagę mnie.
Znajdź w swoim życiu dla mnie miejsce.
Bo utracimy się bezpowrotnie.
Nie wiem, czy zasłużyłam na kolejną szansę.
Lecz z każdym dniem
Daję ci coraz więcej z siebie.
Weź, też pod uwagę mnie.
Zaśpiewałam
Ocierając, zapłakaną twarz o ramię.
I opierając głowę o okno.
Gdy go straciłam, stało się ono
Dla mnie miejscem, beznadziejnego wyczekiwania
Z którego, wypatrywałam jego powrotu.
Chociaż on, miał zapewne nigdy nie nadejść.
Zadawałam sobie jednocześnie
To samo rutynowe pytanie.
Czemu miłość jest tak beznadziejna.
Rozdział 2
Miłość, jest, jak róża z kolcami.
Kusi mnie swoją delikatnością.
Aby, zadać cios i zranić.
Jestem przygotowana
Że, gdy znów zakocham się.
To po raz kolejny klęską.
Zakończy się.
Chociaż miłość, ślepa jest.
Ponad wszystko inne, pragnę jej.
Chociaż dobrze wiem,
Że przyniesie mi
Więcej smutku, niż radości
Potrzebuję jej.
************
Tak jak przedtem
Budzę się, co rano.
Lecz nic, nie jest takie samo.
Nie wiem kim jestem.
Lecz dzięki Tobie.
Dowiedziałam się.
Co się czuję
Gdy, w jednej chwili
Wszystko się straci.
Czy taki był twój plan
A może to faktycznie.
Tylko przypadek.
I nigdy
Nie zamierzałeś mnie zawieść?
Żal, ból, gniew.
Emocje przeplatają się.
Nie mogę ich powstrzymać.
Nie mam wpływu na to, co czuję.
Lecz dzięki tobie
Uświadomiłam sobie
Że, byłeś dla mnie
Moim prawdziwym szczęściem.
Na które zawsze czekałam
I zbyt szybko utraciłam.
Zmuszam się do uśmiechu.
Ponieważ, nie chcę znowu płakać.
Uderzam głową w mur.
Nie mam siły krzyczeć dość.
Wycierpiałam, przez ciebie
Nazbyt wiele.
Mogłeś mi powiedzieć
Że złamiesz mi serce.
Choć to mnie rani
Wciąż, wypowiadam twoje imię.
Powinieneś mnie uprzedzić
Że, nie mogę cię pokochać.
Wzięłam głęboki oddech, kończąc ostatnie zdanie.
Jedynie zeszyt wiedział, co tak naprawdę czuję
I ile jest we mnie żalu, o którym nikomu.
Nie potrafiłam powiedzieć i przez wszystkie dni.
Próbowałam sobie, jakoś z nim radzić w samotności,
Jednocześnie, zmuszając się, do tego, aby żyć dla innych.
Nawet jeśli, nie odnajdywałam już chęci, aby żyć dla siebie
Rozdział 4
Nadeszła kolejna noc.
Wiedziałam, że, będę mogła, go zobaczyć, tylko, przez chwilę.
Dotknąć, jedynie, przez moment, tylko, po to.
Aby, po chwili, jeszcze silniej, odczuwać, ból rozstania.
Zdając sobie, z tego sprawę, postanowiłam zasnąć.
Zamknęłam oczy.
Po chwili wyczekiwania, znów przeniosłam się.
W dobrze mi, znane miejsce, tylko, tym razem, nad staw.
Od razu, dostrzegłam, z oddali Eryka.
Nie musiałam, nawet, zbyt długo, Go szukać.
Stał, przy przeciwnym brzegu, wyciągając swoją dłoń.
W moim kierunku.
Krok, za krokiem, zbliżałam się, do jeziora.
Następnie, zanurzyłam stopy, w odmętach zimnej wody.
Niestrudzona, gotowa na wszystko, byle tylko, znów, z nim, być.
Gdy, już byłam, pośrodku stawu, z głębin wody.
Wysunęły się, czyjeś ręce, chwytające mnie, wpół.
Im bardziej, szamotałam się, próując się, ratować.
Tym bardziej ściągały mnie one, w dół.
Nie pozwalając mi, iść dalej.
Walczyłam, starając się, dotrzeć, do Eryka.
Jednak, ściskające mnie topielice, były, dla mnie, zbyt silne.
Zanurzyłam się, w ciemnych wody odmętach.
Utonęłam, jednak, nie umarłam.
Obudziłam się, po chwili, we własnym łóżku.
Cała mokra i zziębnieta.
A w uszach, wciąż pobrzmiewały mi śmiech i słowa Mojry.
,, On, nigdy już, nie będzie, Twój."