Prolog
Pośród ciszy. Gdzieś, gdzie życie łączy się ze śmiercią, a śmiertelnik zaczyna żyć wiecznie...
Słychać stalowe szumy wojskowych butów i śpiew leśnych ptaków.
Na początku prac nad sztuczną inteligencją, w roku 2020, TechAI zaczęło wychodzić na przeciw wyzwaniom. Lecz jak to w przyszłości bywa, ta jest nieznana i niezbadana.
Mijały lata, jak TechAI rozwijał swoje projekty. Każdy rok był zaskakujący.
Jednak nie o przeszłości firmy zajmującej się sztuczną inteligencją jest ta opowieść. Naukowcy, badacze i programiści. Ci wszyscy, których zadaniem była ochrona i zdobywanie wiedzy, w końcu musieli zobaczyć prawdę.
Jednakże to zadanie nie było łatwe...
A Dziś? Rok 2045 naszej ery. Szczególnie ważny okres, w którym wszystko co znamy zaczyna się na nowo. TechAI firma, która istniała Od kilkunastu lat, dopiero niedawno zamknęła jeden projekt, a następnie postawiła na badania, o których nie mówi się głośno.
Był to letni poranek. Delikatna rosa pokrywała płatki kolorowych liści, które na ściółce z zielonej trawy malowały cichy i spokojny krajobraz.
Azael obudził się wcześnie rano. Zanim spojrzał przez okno w jego głowie pojawiła się myśl, że zaczyna się nowy i cudowny dzień.
Wstając zaścielił łóżko, a następnie odłożył swoje myśli na bok.
Nie pierwszy raz widział, jak dzień wstaje mieniąc się barwami jesieni w letnie dni. Nie tracąc czasu na zbędne działania, ruszył w stronę jadalni. Tam spożył posiłek popijając go gorącą i gorzką kawą.
Azael był raczej spokojnym i uczciwym człowiekiem. Jego praca dla TechAI, stanowiła dla niego coś więcej niż tylko życie. Była dla niego wszystkim, co znał i kochał.
Po posiłku, jak najszybciej starał się opuścić mieszkanie na obrzeżach miasta, udając się do swojej pracy położonej na północ od jego miejsca zamieszkania, a jednocześnie za lasem, który głównie poranną i wieczorną porą wydawał się być złowrogi i straszny.
Jednak Azael musiał udać się przez niego, ze względu na najszybszy sposób dotarcia do jednego z budynków TechAI.
Wychodząc z domu, poczuł jakby ktoś go obserwował. Lecz wiedział, że jest to tylko złudzenie.
Lekko skrzypiące liście na ścieżce, zdawały się krzyczeć ostrzeżenie przed nieznanym. Każdy kolejny krok, był niczym zaklęcie, którego nie dało się zdjąć.
Gdzieś w oddali, dało się usłyszeć odgłos stali przechadzającej się po kamiennym chodniku. A mimo to, Azael kroczył szybko i pewnie, aby dotrzeć na czas.
Kiedy tam dotarł, na zegarze widniała godzina ósma, oznaczająca nowy dzień badań...
Azael wszedł do budynku i ruszył w stronę swojego małego pokoju, w którym znajdowało się laboratorium informatyczne.
Ten dzień, miał oznaczać coś nowego. Coś, czego nikt się nie mógł spodziewać. Zaś każdy kolejny krok, mógł być tym ostatnim...
Nagle ktoś zapukał do drzwi laboratorium informatycznego, a Azael wstał od swojego drewnianego biurka, na którym znajdowały się Interaktywne monitory 5D.
Rozdział 2
***
Nikt nie odpowiedział, a cisza, która panowała odzwierciedlała w pełni powagi zagrożenia.
W pewnej chwili Genesis znowu zabrała głos.
- Ta cisza... Boicie się? Wyczuwam tą atmosferę pomiędzy wami. To coś... Poszukuje kogoś lub czegoś. Znowu znajduje się w sektorze C2. Możecie śmiało iść do parkingu.
- Ma ktoś klucze? - zapytał Azael.
- Dobre pytanie. Podróżuję Audi TT. Kluczyki zostawiłam w pokoju służbowym, kiedy uciekałam przed tym czymś- odpowiedziała Miranda.
- No to mamy nie mały problem. Ja mam kluczyki przy sobie, jednakże do pracy przyjeżdżam starym i wolnym Peugeot 106, który z trudem się uruchamia- powiedział Robert.
- Nie mamy innego wyjścia. Musimy wybrać- oznajmił Azael.
- Macie. Tylko musicie działać szybko - powiedziała Genesis.
W tym momencie nagle wyłączyła się, a pozostała trójka zamilkła. Chociaż nie trzeba było długo czekać na wypowiedź jednej z nich, tak brak kontaktu z Genesis wprowadził ich w nastrój niepokoju.
W końcu Robert odezwał się, by podkreślić ważność sytuacji, w której się znaleźli.
- Idziemy. Nie mamy czasu do stracenia.
Wszyscy zgodzili się jednogłośnie kiwając głową. Następnie wyszli z pokoju na ciemny i mroczny korytarz. Jedno było pewne: To coś wyłączyło agregaty prądotwórcze.
Idąc do podziemnego parkingu, panowała cisza. Na dole, w sektorze -1, w ciemnościach, ledwie oświetlonych lampkami awaryjnymi, napotkali framugę drzwi, które leżały obok, od wewnętrznej strony korytarza.
Cała trójka spojrzała po sobie z niedowierzaniem. Azael udał się w stronę bramy garażowej, zaś Robert i Miranda podeszli do samochodu Roberta.
Nagle! Stalowy odgłos butów stawał się coraz głośniejszy. Azael ręcznie otworzył bramę, a następnie udał się do reszty.
Robert wsiadł do samochodu, próbując uruchomić silnik. Miranda przyglądała się uważnie otoczeniu, gdy Azael podszedł do niej.
- Hej. Wszystko w porządku? - zapytał troskliwie.
- Nie. Lepiej będzie jak wsiądziesz do samochodu. Są tylko dwa miejsca. Kierowcy i pasażera.
- A co z tobą?
- Zobaczę, co mogę zrobić tu, na miejscu.
- A co jeśli to coś ciebie zabije?
- To już nie jest aż tak ważne.
W tym samym czasie Robert uruchomił samochód, a Azael nie miał innego wyjścia, jak zgodzić się na propozycję.
Kilka minut później, Robert i Azael wyjechali z budynku w nieznane, zaś Miranda starała się opuścić zabudowę pomimo, że coś nieznanego kroczyło za nią.
***
Tak nastała godzina wieczorna. Podróż zajęła Azaelowi i Robertowi kilka godzin. W końcu zatrzymali się na stacji paliw, aby zatankować samochód.
- Szkoda mi Mirandy - Powiedział Azael.
- To jej decyzja- Oznajmił ponuro Robert.
- Musimy podjąć Plan działania. Może dobrze będzie, jak się rozdzielimy? - dopytał Azael.
- W porządku. Za pięć dni spotykamy się w głównym centrum badawczym TechAI.
- Dobrze.
Po zatankowaniu pojazdu, Robert odjechał w kierunku głównego centrum badawczego TechAI. Natomiast Azael ruszył w stronę ciemnego lasu, który swoim szeptem prosił o to, aby nie zapomnieć...
Droga nie była łatwa. Z jednej strony Robert jechał powoli, aby ostrożnie dotrzeć na miejsce, a z drugiej nękały go myśli, że wszystko powoli się kończy.
Każdy kolejny metr drogi, wydawał się niespokojny i pełen napięcia.
W pewnym momencie, Robert przyjechał do wsi, w której zatrzymał się na noc. Nie wychodząc z samochodu wyłączył silnik i zablokował drzwi od wewnątrz, a następnie rozejrzał się po pustym parkingu.
Cisza...
Spokój...
Nie było nikogo, ani niczego, oprócz domków jednorodzinnych stojących kilkanaście metrów dalej.
Noc zaczęła pochłaniać rzeczywistość, zaś Robert odchylił siedzenie do tyłu, a następnie udał się na drzemkę.
***
Miranda biegła przez pobliski las, próbując zgubić pogoń. Cały czas myślała o tym, że to coś pragnie ją dopaść.
Wiedziała, jak ważne jest to, aby przeżyła. Zaś przedzierając się przez krzewy i bujną roślinność czuła w sobie strach i wiarę...
Wiarę, że uda się jej uniknąć śmierci.
Późnym popołudniem, znalazła się przed starą wieżą komunikacyjną. Drzwi stały otworem, przez które weszła i następnie je zablokowała.
W pomieszczeniu głównym panował dziwny, śmierdzący truposzem mrok. Miranda delikatnie zaczęła iść w kierunku małego pomieszczenia, które było dobudówką. Tam przez stalowe kraty w oknach widziała delikatnie oświetlone agregaty prądotwórcze.
Podchodząc bliżej nich, odór stawał się coraz bardziej wyczuwalny. Lecz nie mając innego wyjścia, była zdecydowana, aby uruchomić jeden z nich.
Powoli włączyła pierwszy agregat, który zaczął pokazywać zielone lampki. Na tablicy rozdzielczej można było zauważyć informacje o przetwarzaniu pierwiastków na energię elektryczną.
Dość szybko Miranda włączyła dwa kolejne, by kilkanaście minut później światła w całym budynku zaczęły oświetlać wnętrze i teren wokół.
Rozejrzała się po pomieszczeniu, a to, co zobaczyła prawie doprowadziło ją do zawału serca.
Na ziemi leżały ludzkie zwłoki, które zaczęły gnić, a białe robaki zjadały je powoli i spokojnie.
Miranda jak najszybciej wróciła do głównego pomieszczenia, aby następnie udać się schodami na piętro. Będąc na górze budowli zobaczyła łóżko polowe, krzesło obrotowe wykonane z wysokiej jakości skóry ekologicznej i metali ciężkich, stołu z drewna mango, na którym stała radiokomunikacja podłączona do prądu.