1Kapciuszki zupełnie nowe
Mama wróciła z zakupami.
- Co przyniosłaś? - zapytała Gosia.
- Nowe kapciuszki dla ciebie.
I mama wyjęła paczkę z siatki.
- Jakie ładne! - ucieszyła się Gosia - niebieskie z szarym futerkiem. I mają oczki z guziczków.
I zaraz je włożyła.
Tymczasem zielona kapusta, która też chciała zobaczyć kapciuszki, wysunęła się z siatki i spadła na podłogę. A za nią - trzy żółte cebule, dwa rumiane jabłka i zielony ogórek.
- Ojej! - przestraszyły się kapciuszki i zaczęły uciekać. I chociaż Gosia chciała się zatrzymać, to na jej nogach kapciuszki pędziły dalej po całym pokoju, a za nimi toczyła się kapusta, trzy cebule, dwa jabłka i jeden ogórek.
- Gosiu, nie biegaj tak szybko, bo upadniesz! - wołała mama. - Przestań!
Ale to wołanie nic nie pomagało. Kapciuszki umykały ile sił, aż wreszcie Gosia poślizgnęła się i upadła. Wtedy kapciuszki szybko zsunęły się z jej nóg i czmychnęły do kąta pod szafą. Miały teraz ochotę pobawić się z Gosią w chowanego, ale akurat w tej chwili mama powiedziała:
- Dosyć tego biegania! Ubieraj się, Gosiu, bo czas do przedszkola.
Tak więc kapciuszki zostały same w domu.
Najpierw siedziały cichutko, ale potem ten z lewej nogi wysunął nosek spod szafy.
- Nie ma już ani kapusty, ani jabłek! Ale Gosi też już nie ma. Co teraz zrobimy?
- Najpierw zwiedzimy całe mieszkanie - powiedział ten z prawej nogi.
- Ale czy nie zabłądzimy? - zaniepokoił się lewy kapciuszek.
- Nie bój się! Ja cię poprowadzę!
I prawy kapciuszek odważnie wysunął się na środek pokoju i zaczął węszyć noskiem.
- Patrz! - zwołał naraz. - Widzisz te niedomknięte drzwi? Zaraz zobaczymy, co tam jest. Chodź za mną...
A za drzwiami było ciemno.
- Ojej - pisnął ten z lewej - ja się boję! - i potknął się o coś, ale nie wiadomo o co.
- A tu kto? - rozległ się naraz jakiś skrzeczący głos. - Kto nadepnął na mój lakierowany, bardzo elegancki nosek?!
Zaraz też w tych ciemnościach kapciuszki usłyszały różne szepty i piski i zupełnie nie było wiadomo, o co chodzi. Aż wreszcie ktoś zawołał:
- Światło! Trzeba zapalić światło!
- Kiedy nie mogę dosięgnąć do pstryczka! - odezwał się inny głos, jakby zakatarzony.
- Jak podskoczysz, to dosięgniesz! Podskocz, kochana parasolko - zawołał jeszcze inny głos.
- Spróbuję więc!
I za chwilę zrobiło się widno.
- Brawo parasolka! Brawo czerwona parasolka! - rozległy się pochwały.
Kapciuszki rozejrzały się trochę zaniepokojone. Pod ścianami na podłodze stały różne buty i butki, a także kalosze i sandałki...
- Gdzie jesteśmy? - zapytały wobec tego nieśmiało.
- Jak to gdzie? - odezwały się głosy. - Jesteście w przedpokoju!
A ktoś jeszcze zawołał:
- Patrzcie! Nie wiedzą, dokąd przyszły! A to śmieszne!
- Ciiicho! - powiedział ktoś inny. - Najpierw musimy się dowiedzieć, skąd się tu wzięły i w ogóle co one są za jedne...
- My jesteśmy nowe kapciuszki, które mama kupiła dla Gosi - wyjaśnił drżącym głosem kapciuszek z lewej nogi.
- I chciałyśmy zwiedzić mieszkanie - dodał już ośmielony ten z prawej.
Teraz wszyscy zaczęli szeptać między sobą:
- Kapciuszki! Nowe kapciuszki!
- Nawet zupełnie niebrzydkie - powiedziała parasolka. Była zakatarzona i zaraz też kichnęła. - Ciągle jestem przemoczona, bo co dzień pada deszcz i dlatego mam katar - wyjaśniła.
- Mnie też się podobają - powiedział ktoś trochę zachrypnięty. Był to nieco podniszczony sandałek. - Witajcie w naszym przedpokoju!
- Dzień dobry! - szepnęły kapciuszki, bo nie bardzo wiedziały, co mają odpowiedzieć. I jakoś trochę podskoczyły, co miało oznaczać ukłon.
- Bardzo dobrze, że tu zajrzałyście - odezwała się znów parasolka i kichnęła dwa razy. - Przynajmniej będzie weselej. Okropnie tu nudno. Zwłaszcza że wszyscy ciągle zamykają drzwi do przedpokoju i przez to nic, ale to nic nie wiemy, co się dzieje w tym domu. Już wolę nawet moknąć na deszczu, bo wtedy mama Gosi zabiera mnie na spacer i niesie z szacunkiem przez ulice miasta...
- Nie przechwalaj się i nie nudź - mruknął na to stary, trochę podarty trampek - lepiej urządźmy jakąś zabawę.
- Tak, tak! Urządzimy zabawę - zawołali wszyscy.
I zaraz w przedpokoju zrobiło się wesoło. Wszyscy tańczyli w kółeczko. Kapciuszki i parasolka, i cztery kalosze, i miotełka do ubrania, i koszyk na zakupy, i stołeczek, i nawet dwa duże buty, które dotychczas siedziały cicho w kącie, też próbowały tańczyć. A wysoki wieszak śpiewał i przytupywał, żeby było weselej. Co prawda jeden duży kalosz nadepnął trochę, zupełnie niechcący, na kapciuszek z prawej nogi. Ale kto by zwracał na to uwagę! Zabawa była znakomita!
Tylko Gosia, kiedy wróciła z przedszkola, bardzo się zdziwiła, skąd się kapciuszki wzięły w przedpokoju. Bo zdawało się jej, że przecież zostały w pokoju...