WYZNANIE PIERWSZE
J.R. jest tak doskonała, że doprowadza mnie do szału. Mogłaby zniknąć. Na zawsze. - Anonim
*****
Łatwo było wejść w jej skórę. Ale nosić ją równie dobrze jak ona - to już inna sprawa.
Jamie Ruan. Osoba - legenda - której nikt nie mógł dorównać. Przez jedenaście lat przyjaźniłam się z nią i wiedziałam, że Jamie nie ma żadnych słabości.
Wszyscy się jej bali. Wszyscy chcieli być nią. Oczywiście, że tak. Była najlepsza w elitarnej klasie juniorów[1] w Richard Sinclair Preparatory School, w skrócie Sinclair Prep. Przewodnicząca klasy. Kapitanka dziewczęcej drużyny siatkówki. A do tego wszystkiego była jeszcze bogata, piękna, ambitna i inteligentna.
Mogłabym dorównać Jamie pod względem ambicji i inteligencji. Wślizgnąć się w jej skórę i udawać, że jestem nią. Ale mogłam tylko marzyć - jak wiele innych dziewczyn - by być tak idealną jak ona, bez najmniejszego wysiłku. By gwiazdy sprzyjały mi równie posłusznie jak jej.
Bo ostatecznie nie byłam Jamie Ruan.
Jamie wszystko uchodziło na sucho i potrafiła pozbyć się każdego. Mogła zrujnować ci życie jednym słówkiem szepniętym bogatemu, wpływowemu ojcu.
Weźmy taką Pam Jenson, która na drugim roku otrzymała partię solo w chórze przed Jamie. Jamie zmusiła ją do odejścia, zanim ta zdążyła choć raz zaśpiewać. Rok wcześniej Karen Outa dostała się zamiast Jamie do reprezentacji szkoły w siatkówce, ale z tajemniczych przyczyn musiała zmienić szkołę jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Takich przypadków było mnóstwo, zarówno w podstawówce, gimnazjum, jak i chińskiej szkole; nazwiska i twarze, które dawno temu pogrzebaliśmy we wspomnieniach niczym duchy.
Tamtej nocy miałam nadzieję, że choć raz to nie Jamie będzie w centrum uwagi. Tamtej nocy w stuletnim audytorium Sinclair Prep ponad sto par oczu wpatrywało się w jasno oświetloną scenę. We mnie i w uczniów siedzących za mną.
Dyrektor Bates nie spieszył się, ustawiając system nagłośnieniowy i projektor. Ale wśród ciszy zaczęły się rozlegać szepty, które wkrótce mnie otoczyły. Wszyscy zastanawiali się nad tym samym.
- Gdzie jest Jamie? - wyszeptała Louisa Wu do Kiary William, dwa krzesła na lewo ode mnie. - Nie widziałam jej od egzaminu z historii i nie odpisała mi na żadnego esemesa.
- Może zasnęła. Wiesz, ile ostatnio na siebie wzięła - wymruczała Kiara.
Zarówno Louisa, jak i Kiara były najnowszymi bluszczami-vel-BFF Jamie.
- Mówimy o Jamie Ruan - przypomniała im Isabel Lim, która siedziała zaraz za Kiarą. - Nie wydaje mi się, żeby ona kiedykolwiek sypiała. Może Jamie po prostu poczuła się zażenowana... Też bym nie wyszła przed tych wszystkich rodziców ze świadomością, że wszyscy wiedzą, że mój ojciec jest defraudantem, kryminalistą i oszustem...
- Uczniowie, proszę! - Dyrektor Bates odwrócił się w naszą stronę z groźnym spojrzeniem i uniósł palec do ust.
Szepty przycichły, ale nie ustały. Tutaj, w Sinclair Prep, szepty nigdy nie milkły. Niektórzy uczniowie twierdzili nawet, że pradawne mury szkoły są nawiedzane przez jakieś udręczone duchy.
Mój telefon, wciśnięty za pasek spódnicy, zawibrował. Nie powinniśmy mieć żadnych urządzeń elektronicznych na scenie. Co oczywiście oznaczało, że wszyscy wokół właśnie dyskretnie pisali esemesy.
Kiedy Bates odwrócił się z powrotem, wyciągnęłam swój telefon.
Krystal: Nancy! Powodzenia z przemówieniem
Akil: Połamania nóg
Alexander:
Nancy: Dzięki. Tylko nie wiem, czemu Jamie się nie pojawiła ze swoim przemówieniem
Krystal: To nie jest w jej stylu, tak zmarnować szansę, żeby się popisać...
Nancy: Taaa, aż trochę się martwię. Pamiętacie, jak nas prosiła wcześniej, żebyśmy się z nią spotkali przy fontannie Bethesda, bo musi nam coś powiedzieć, i też nie przyszła? To też nie w jej stylu
Alexander: Może Jamie potrzebowała chwili przerwy. No, wiecie, wszyscy mieliśmy ciężko z testami z rozszerzeń przez cały miesiąc, a do tego drużyna siatkówki dziewczyn wygrała zawody stanowe. Nie można mieć do niej pretensji, choćby zamierzała odsypiać aż do wręczenia dyplomów, lol
Akil: A może Jamie nie żyje? Może jej ojciec to nie tylko malwersant, ale też morderca?
Zadrżałam, czytając wiadomość Akila. Wszystkie te szepty wokół mnie, upiorne migotanie świateł pod sufitem audytorium, a teraz jeszcze to gadanie o śmierci. Każdego przyprawiłoby to o dreszcz.
Nancy: OMG, weź nawet tak nie żartuj
Alexander: Pan Ruan siedzi w więzieniu od miesięcy. Nie ma opcji, żeby zrobił coś Jamie
Akil: Zapytaj Louisy Wu, może ona coś wie. Nie jest obecną BFF Jamie?
Nancy: Louisa też nie wie, słyszałam, jak mówiła
- Nancy! - Dyrektor zaprosił mnie gestem na podium.
Wzięłam głęboki wdech i poruszyłam głową, by odzyskać jasność umysłu. Skup się. Skoncentruj. Nic nie ma znaczenia, tylko ta przemowa. Desperacko próbując przywołać do siebie potężną aurę Jamie, opuściłam swoje miejsce i weszłam na podium zamiast niej.
- Witajcie - powiedział dyrektor Bates - na dziewięćdziesiątej drugiej Gali Juniorów w Richard Sinclair Preparatory School: wybitnej prywatnej szkole średniej w Stanach Zjednoczonych, która szczyci się swoją wielowiekową tradycją najwyższych standardów akademickich. Tutaj, w Sinclair Prep, nasi uczniowie starają się podtrzymywać nasze wartości, zdobywając wykształcenie oparte na zasługach, celebrując różnice i wspólnie odkrywając osiągnięcia ludzkości. Z dumą przedstawiam mówczynię tego wieczoru: wybitną uczennicę Nancy Luo.
Po wprowadzeniu wygłoszonym przez dyrektora rozległy się uprzejme oklaski. Zgodnie z tradycją przywilej wygłoszenia przemówienia tej nocy przypadał najlepszemu uczniowi danego rocznika. W przypadku naszej klasy zawsze była to Jamie. Ale dzisiejszej nocy Jamie tu nie było, co oznaczało, że obowiązek ten spadł na mnie.
Bates podał mi mikrofon i pilota do prezentacji multimedialnej. Usta miał zaciśnięte w wąskim uśmiechu. Za mną, na ogromnym projektorze rozbłysnął pierwszy slajd prezentacji, którą Jamie z takim trudem przygotowała na ten wieczór.
UDAŁO NAM SIĘ, ROCZNIKU 2023!, głosił nagłówek. Tuż pod nim widniało motto Sinclair Prep: In inceptum finis est. A jeszcze niżej - nasze zdjęcie grupowe, które zrobiono ostatniej jesieni. Szkliste oczy i martwe uśmiechy moich kolegów z klasy wpatrywały się we mnie ze slajdu.
Kiedy Jamie wysłała swoją prezentację do Batesa parę tygodni temu, dyrektor przesłał ją do mnie, więc miałam możliwość przejrzenia jej wcześniej, żeby wiedzieć, co mogę powiedzieć. Mimo to nie mogłam nie denerwować się, przemawiając przed tą publicznością. Siedzące przede mną rodziny należały do najzamożniejszych i najbardziej wpływowych w kraju: dyrektorzy firm, reżyserowie, politycy. Za pięć czy dziesięć lat ich dzieciaki będą rządzić światem.
Sinclair Prep, mieszcząca się przy West Ninety-Sixth Street i Broadway na Upper West Side, była trzypiętrową elitarną szkołą, zbudowaną z szarej cegły. Zajmowała pierwsze miejsce w każdej dziedzinie, jaką można sobie wyobrazić: pod względem wysokości wpisowego, mistrzostw w debatach, liczby absolwentów, którzy zostali potem prezydentami USA.
Słyszę głośne szepty wśród uczniów za moimi plecami. I szepty ze ścian. Wszędzie szepty. Mówią, że to nie miejsce dla mnie, że nie zasługuję, by wygłosić tę mowę. W końcu tylko głupie szczęście zadecydowało o tym, że dostałam stypendium, które pozwoliło mi na uczęszczanie do tej elitarnej szkoły. Córka dwojga imigrantów, którzy walczyli o to, żeby w ogóle dostać się do Stanów, tylko po to, żeby potem przez całe lata harować, próbując związać koniec z końcem.
Kosmyki moich długich, prostych, czarnych włosów przyklejają mi się do szyi. Krople potu spływają za szary kołnierzyk czarnej koszuli z długim rękawem i niżej, aż po czarną spódnicę sięgającą kolan. Noszę ten mundurek codziennie, ale dziś czuję się w nim niekomfortowo - wydaje się sztywny, a mi jest za gorąco.
Jamie nie przejmowałaby się tymi szeptami, gdyby w ogóle je usłyszała. Podbiłaby publiczność.
Zatem wyobraziłam sobie, że jestem Jamie: najlepsza w klasie, pewna siebie, niezłomna. Wyobraziłam sobie, z jaką zazdrością patrzyłaby na mnie, widząc mnie na swoim miejscu - na jej twarzy nie byłoby ani śladu zwykłego samozadowolenia. Poczułam, jak nerwy odpuszczają. Szepty ucichły.
Przywołałam na twarz przepełniony pewnością siebie uśmiech Jamie, dokładnie tak, jak wcześniej ćwiczyłam to przed lustrem w swoim pokoju.
- Dobry wieczór państwu. Długa droga wiodła nas do tego dzisiejszego wieczoru.
Trwająca dokładnie trzy lata. Trzy lata wyczerpującej pracy i udręki. Wspinania się pazurami na szczyt amerykańskich rankingów szkół prywatnych.
Wypruwaliśmy sobie żyły, żeby dotrwać do tej nocy. Poświęciliśmy swoje pasje. Zaniedbaliśmy własne zdrowie. Wszystko po to, by móc nazywać siebie najlepszymi absolwentami kraju. Żeby mieć szansę, by posiąść... wszystko.
Nacisnęłam przycisk pilota, by przejść do kolejnego slajdu.
JUNIORZY Z SINCLAIR PREP POKONALI 97% AMERYKAŃSKICH UCZNIÓW W TESTACH OGÓLNOKRAJOWYCH!
- W tym roku nasze osiągnięcia... - zaczęłam, po czym się zawahałam.
Jaki był sens stać tu i omawiać garść statystyk? Wszystkie te informacje bez wątpienia znajdowały się już na stronie internetowej szkoły.
W audytorium zapanowała cisza. Dyrektor Bates odwrócił się do mnie nerwowo.
Znowu odezwały się szepty. Naglące szepty w mojej głowie. Powiedz im, jak naprawdę się czujesz.
- Trzeci rok nie był łatwy - wypaliłam. Nie wiedziałam, dokąd mnie to zaprowadzi, ale nie odkładałam mikrofonu. To była moja chwila. - W tym roku pożegnaliśmy kilkoro naszych kolegów i koleżanek.
Kolejne twarze przesuwają mi się przed oczami, przysłaniając publiczność. Tak wielu uczniów, którzy poddali się presji. Odeszli ze szkoły z głowami opuszczonymi ze wstydu. Nie wiedziałam, czy Sinclair Prep wpędziła ich w depresję, stany lękowe czy jakąś chorobę psychiczną ani też czy to miejsce mogło zniszczyć w ten sposób każdego, kto nie miał stalowych nerwów i niezłomnej siły woli, by przetrwać. Takiego czegoś Jamie nie umieściłaby na slajdach.
Zacisnęłam dłoń na mikrofonie z taką siłą, że pobielały mi palce. Nie pozwoliłabym nigdy, żebym i ja tak skończyła. Nie mogłam rozczarować mamy, która przez całe lata chwytała się kolejnych dorywczych prac tylko po to, bym mogła stanąć dziś na tej scenie. Nie mogłam rozczarować samej siebie.
- Osiągnięcia, którymi dziś się tu chwalimy, reprezentują nas wszystkich. Ciężko na nie pracowaliśmy. Zasłużyliśmy na miejsce na tej scenie. Gdy ten rok szkolny dobiegnie końca i zaaplikujemy do college'ów, będziemy tak pracować dalej, aż do ostatniego roku studiów. - Kliknęłam, by przejść do kolejnego slajdu, przedstawiającego pozaszkolne osiągnięcia klasy. - Poza kwestiami naukowymi...
Zbiorowe westchnienie tłumu zagłuszyło mój głos. Szepty rozległy się jeszcze głośniej.
- Co... co to ma znaczyć? - ryknął dyrektor Bates.
Z walącym sercem spojrzałam na slajd. Pamiętałam, co powinno na nim być - zdjęcie naszego uniwersyteckiego zespołu debatowego, trzymającego trofeum za pierwsze miejsce w mistrzostwach stanu, zdobyte kilka tygodni temu. Pamiętałam, że siedziałam na środku, kiedy robiono to zdjęcie - ja, sekretarka zespołu dyskusyjnego, z trudem żonglująca zajęciami pozalekcyjnymi i akademickimi, ale wciąż dająca sobie radę, choć z udręczonym uśmiechem na twarzy. W tym uśmiechu była ulga, że oto zakończyłam sezon debat z nagrodami, które uzupełnią moje CV.
Teraz jednak, zamiast zdjęcia naszego zespołu, slajd pokazywał skan różowej kartki, która wyglądała na wyrwaną z notatnika.
Widniała na niej niepokojąca wiadomość, napisana czerwonym tuszem.
Szepty były coraz głośniejsze. Docierały do mnie jakby z oddali, jakbym była gdzieś bardzo daleko w czasie i przestrzeni.
Te dłonie sięgające po krwistoczerwony długopis.
Te dłonie piszące te zdania, niczym tatuaż na mojej własnej skórze. Każde słowo wypowiadane z sykiem, niczym obietnica zemsty. Rozrywające moje ciało, by własną krwią napisać:
WYKOŃCZĘ CIĘ, JAMIE RUAN.
ZAPAMIĘTAJ SOBIE MOJE SŁOWA.
- Nancy Luo