- Chcę się rozwieść.
Edda nie może uwierzyć w to, co słyszy od Rasmusa. Echo jego słów dźwięczy jej w uszach i nie chce zniknąć.
Siedzą na kanapie w mieszkaniu, w którym żyli przez ostatnie lata. Kanapa nosi ślady zupek ze słoiczka, kleiku i wina - fizycznych pamiątek po chwilach spędzonych razem. Edda zwraca uwagę na plamę po bananie, zdrapuje resztki paznokciem.
Próbuje znaleźć właściwe słowa, ale cały czas jej umykają.
- Chyba żartujesz? - odzywa się wreszcie.
Na twarzy Rasmusa pojawiają się wątpliwości, ale też irytacja.
- Oczywiście, że nie żartuję.
Edda wyciąga do niego rękę, ale on cofa swoją i podnosi się z kanapy. Zaczyna chodzić w tę i z powrotem, jak rozwścieczone zwierzę w klatce. W końcu mówi:
- Już nie jestem w tobie zakochany. I brakuje mi tego. Brakuje mi bycia świeżo zakochanym.
Do Eddy powoli zaczyna docierać, że on naprawdę nie żartuje. Nie może oddychać. Jego słowa sprawiają jej tak wielki ból, że aż przyciska dłoń do serca.
Rasmus zatrzymuje się na wprost telewizora, żywo gestykulując. Jego kręcone włosy są już wilgotne od potu.
- Nie wydaje ci się to przykre - pyta - że już nigdy się nie przeżyje takiej miłości jak wtedy, gdy się miało dwadzieścia lat?
Edda się śmieje, chociaż łzy są naprawdę blisko. Pachnie jej to kryzysem wieku średniego.
"Już nie jestem w tobie zakochany".
Jak można być w kimś zakochanym po dziesięciu latach razem? Zakochanie przemija przecież dosyć szybko i zostaje - w najlepszym razie - zastąpione rzuconym nieuważnie "kocham cię" w dresach, przed telewizorem.
Mają razem ułożone życie. Dziecko, mieszkanie, domek letniskowy, samochód, kredyt, konto oszczędnościowe na emeryturę. To już nie ma żadnego znaczenia? Można to ot tak, lekką ręką porzucić?
No i przede wszystkim: Rasmus, cholera jasna! Dorośnij!
- To przecież nie ma znaczenia, czy jesteś zakochany. Zbudowaliśmy sobie razem życie, wybraliśmy siebie nawzajem. - Edda wie, jak to desperacko brzmi, ale nie może się powstrzymać. - Przysięgaliśmy sobie na dobre i na złe.
- Ale ty już mi się nie podobasz - mówi Rasmus.
Edda jest zbita z tropu. Wie, że ostatnio nie za bardzo przejmuje się swoim wyglądem i że odkąd Ilse przyszła na świat, chodzi po domu głównie w piżamie. Ale przecież Rasmus zawsze powtarzał, że jest pociągająca niezależnie od tego, co ma na sobie.
- Podobają mi się inne. Chcę móc spać z innymi, mam dosyć celibatu - kontynuuje Rasmus, jakby nieświadomy, że strzela w jej stronę zatrutymi strzałami.
Rzuca frazes za frazesem. Edda chce mu to wytknąć, chce pokazać, jak żałosne jest jego zachowanie, ale wie, że tylko bardziej go tym nakręci. Próbuje zrozumieć jego uczucia, ale słowa, które słyszy, są trudne do przyjęcia.
Edda przewija w głowie ostatnie miesiące. No dobra, nie kochają się tak często jak wcześniej. No dobra, sporo się kłócili. Ale celibat? Przecież nie tak dawno zaczęli się starać o rodzeństwo dla Ilse.
Ilse. Córeczka śpi w pokoju obok, nie przeczuwając nawet katastrofy, do jakiej właśnie tu dochodzi.
Edda zagryza zęby.
- Zdradziłeś mnie? - pyta.
On kręci przecząco głową.
- Ale poznałeś kogoś nowego?
Brak odpowiedzi.
Edda nie może powstrzymać łez spływających po policzkach.
Tego już naprawdę za wiele.
Jest późny wieczór. Właśnie wróciła do domu ze szpitala, gdzie odwiedzała jedną z podopiecznych fundacji, w której pracuje. Kobietę zaatakował jej były, a Edda też przy okazji znalazła się w niebezpieczeństwie. Jest wykończona. A teraz musi jeszcze opanować to trzęsienie ziemi.
- Rasmusie, przecież ty nie możesz tego mówić na poważnie. Chodź, pójdziemy spać i pogadamy o tym rano.
Rasmus powoli kręci głową.
- Nie, Eddo. Ja już podjąłem decyzję. Długo o tym myślałem. Ja już więcej nie chcę.
Łzy płyną już strumieniami, ściekają za szyję. Przeciąga po twarzy rękawem.
- Będzie lepiej, jeśli nie będę dzisiaj spał w domu - mówi Rasmus. - Wrócę za parę dni, żeby zabrać pozostałe rzeczy.
Edda dostrzega stojącą w przedpokoju spakowaną walizkę. To nie był napad złości, on to zaplanował. Ma wrażenie, że zaraz zwymiotuje. Czuje się, jakby śniła koszmar, jakby nagle rozstąpiła się pod nią ziemia.
Zastanawia się, co spakował do walizki i jakie będzie kolejne miejsce, w którym ją postawi. Może pójdzie prosto do domu jakiejś innej kobiety, którą poznał, do kochanki?
"Nie, nie!" - chce powiedzieć Edda, ale wydaje z siebie tylko rozpaczliwą skargę:
- Proszę cię, zaczekaj...
- Cześć - rzuca Rasmus, wkładając buty, tak jakby tylko wychodził po mleko do sklepu na rogu.
- Nie możesz tego zrobić! - krzyczy w końcu Edda, ale zaraz ścisza głos, żeby nie obudzić Ilse. - To przecież jakiś obłęd!
Próbuje przytulić Rasmusa, ale jego ręce wiszą bezczynnie wzdłuż ciała. Edda podnosi głowę, ale mężczyzna zaciska usta, kiedy ona próbuje pocałować go ten ostatni raz.