Świnki trzy
Nastka z impetem otworzyła drzwi do pracowni.
- Posprzątałabyś tutaj - rzuciła na dzień dobry.
- To mój pokój i mogę mieć tutaj bałagan twórczy.
- Nie, nie możesz. - Podniosła do góry palec, by tym samym podnieść swój autorytet.
- Mogę. - Al obróciła się do niej plecami, by pokazać, gdzież to ona ma jej autorytet.
- Nie zachowuj się jak dziecko, jesteś już prawie dorosła!
Odpowiedziała jej cisza przerywana powolnymi pociągnięciami pędzla.
- Zrobię pierogi - babka użyła ostatecznego argumentu.
Al posłusznie odłożyła pędzel i zabrała się za porządki.
- Tak, właśnie - kobieta powiedziała zadowolona z siebie. - A potem pójdziemy do kościoła.
- Nie przeginaj - dziewczynka rzuciła przez zęby.
- Chyba się zapominasz, dziecko! - przywołała wnuczkę do porządku, i by wzmocnić siłę przekazu, zamknęła drzwi za sobą z trzaskiem.
Nastka zeszła do kuchni.
Al wyszła tylko na chwilę wynieść śmieci na podwórze spełniając swoją niewypowiedzianą obietnicę. Gdy wróciła do mieszkania w głowie wykiełkowała jej myśl: Zjem i idę na miasto.
Usiadły w kuchni i w milczeniu jadły pierogi. Al dokończyła ostatni kęs, zapijając go resztką mleka.
- Zjadłam i idę na miasto - powiedziała, podając Nastce talerz.
- Nie zgadzam się - odpowiedziała jej babcia, wkładając naczynia do zlewu.
- Nie pytam cię o zgodę.
- Nie zachowuj się jak dorosła, jesteś jeszcze prawie dzieckiem!
- To się zdecyduj!
- Ja już podjęłam decyzję. Nie zgadzam się. Nigdzie nie idziesz.
- Zdecyduj się czy jestem dorosła, czy jestem dzieckiem.
- Ja... - kobieta zaczęła, kompletnie zbita z tropu.
- Już mnie nie ma.
- Powiem tacie! - Pogroziła jej chochelką.
- Wiesz, że nie. Wrócę jak będę - odpowiedziała Al, zamykając za sobą drzwi.
Skręciła na osiedle, nie zastanawiając się jaki kierunek obrała.
- Znam cię - ktoś krzyknął.
Al się rozejrzała. W jej kierunku szła wysoka dziewczyna, ubrana w białe spodnie i koszulkę z wielkim logo luksusowej marki. Odrzuciła niedopałek papierosa i poprawiła blond włosy, na których pyszniły się resztki fioletowej płukanki.
- Znam cię - powtórzyła będąc dwa kroki od Aleks.
- Mnie?
- Jesteś ta od tego wysokiego, co nie dał ognia.
- My nie palimy.
- To trza było powiedzieć, a nie spylać. Right?
- Śpieszyliśmy się z tatusiem do domu.
- Z tatusiem? Hę? - zapytała rozbawiona, nie oczekując odpowiedzi. - Co tutaj robisz?
- Przyjechałam na wakacje.
- Do takiej dziury na wakacje? Wyglądasz na nażartą kasą.
- Nażartą?
- No, masz kasę. Right?
- Mam trochę - wyznała zaskoczona pytaniem.
- To będziesz fit in do nas. My się z byle kim nie spotykamy.
- Tak?
- Chodź poznać girlsy. Ja jestem Moja.
- To niespotykanie imię - zachwyciła się Al.
- Imię-srymię. Ksywka, bejbe. Ksywka. My nie używamy imion, to takie pospolite. A ty?
- Aleks.
- Jak chłopak. To ksywka czy imię?
- Imię.
- Dali ci męskie imię? That's odd.
- Nie. Aleksandra. Ale wolę, jak mówią na mnie Aleks albo Al.
- Okay, okay. Bo się pogubię. To Maja - przedstawiła dziewczynę z czerwonymi włosami siedzącą na huśtawce dla dzieci.
- To ja! - podniosła rękę i pomachała do Al.
- A to Mija. - Wskazała na brunetkę z zielonymi pasemkami.
Mija popatrzyła się na Al i ani nie poruszyła się, ani nie odezwała.
- Moja, Mija, Maja - powtórzyła imiona Al, kłaniając się każdej z osobna. - Miło was poznać.
Dziewczyny wybuchnęły śmiechem rozbawione jej grzecznością.
- Witaj w gangu, sister.
- Jeszcze nie sis - powiedziała Mija.
- E stonuj, sis. Może poznajmy się lepiej i ona zdecyduje? Right? - Moja za plecami Al potarła palcami jakby liczyła kasę.
- No, jacha. Siadaj przy mnie - radośnie powiedziała Maja, jakby przełamała właśnie pierwsze lody.
- Jak nazywają wasz gang?
- Świnki - bąknęła Maja, i od razu zasłoniła sobie usta.
- Maja. Shut up. Zawsze musisz paplać. Nie o to jej chodziło.
- No co? Przecież tak nas nazywają.
- Ona nie musi tego wiedzieć - Mija rzuciła jej karcące spojrzenie.
- Dlaczego nazywają was świnki? - pociągnęła temat Al.
- Bo przesiadujemy wieczorami na klatce schodowej - wyjaśniła Moja.
- I co ma to wspólnego ze świnkami?
- Ha-ha-ha. Głupia jesteś. Świnki robią chlew! Syf. Dirty girls! Hi five Mija!
- Nie próbowali was przegonić?
- Próbowali. Jeden złapał mnie za ramię i wezwał policję.
- I nie mieliście kłopotów? - zdziwiła się Al.
- My? - zapytały wszystkie na raz.
Moja przybliżyła się do ucha Al i szepnęła:
- Za molestowanie idzie się do paki - Sisterhood! - zaintonowała.
- Rules! - odkrzyknęły odzew.
- Co lubisz robić? - zapytała Maja, przysiadając się bliżej do Al.
- Czytać - odparła dość lakonicznie.
- Nie ogarniam ludzi, którzy czytają książki. Przeczytają jedną albo dwie i wydaje im się, że są jacyś lepsi. Bo książka. Psszestaań...
- A ja nie lubię ludzi, którzy oglądają telewizję i mówią, że edukacyjna - włączyła się Moja.
- No. Słabe. Albo ci co w Internecie siedzą i blogują. O wszystkim wiedzą - dodała Maja.
- Uhm. Ale Internet to skarbnica wiedzy - Al nie do końca się zgodziła z koleżanką.
- No. Puść filmiki z kotami, Moja...
Mija włączyła się do rozmowy, znudzona podrzucaniem piasku.
- Umiesz grać w nożyce i papier?
- Jasne - potwierdziła Al.
- To dawaj. Na trzy. Raz dwa trzy.
Aleks złożyła pięść pokazując kamień. Spojrzała na dłoń Miji.
- Wiertarka. - Mija wystawiła środkowy palec. - Wygrałam. Słaba jesteś.
Dziewczyny wybuchły gromkim śmiechem.
- Wiertarka. Ha-ha, dobre. Widziałaś jej minę?
Al nie czuła się komfortowo w tej sytuacji. Wstała i otrzepała spodnie z piasku.
- No, nie ciskaj się. Taki joke. - Moja usadziła Al z powrotem na miejscu. - Taka sytuacja, czaisz?
- Czaję - potwierdziła.
- A ja czytam gazety - wyznała nieoczekiwanie Mija.
- Jakie? - zainteresowała się Al.
- No jakie? Będzie polewka? - ponagliła ją Maja, szukając tematu do żartu.
- O piosenkarzach i aktorach.
- Wycinasz sobie ich i wieszasz nad łóżkiem - Mija wybuchła śmiechem, ale szybko przestała, gdy zorientowała się, że jest jedyną, którą bawi ten żart.
- Lubię takie kolorowe gazety opisujące ich życie - doprecyzowała Maja.
- A wiecie, że to są pisma typu: tego nie będziesz miała, tych ludzi nie spotkasz, w tych miejscach nie będziesz nigdy w życiu? - zapytała Al.
- Gupia jesteś. Jak będziemy sławne, to będziesz o nas czytać - odparła zirytowana Moja, biorąc w obronę Maję.
- Sądzicie, że sławę zdobywa się z dnia na dzień? - kontynuowała Al, przesypując piasek z kupki na kupkę.
- No! Idziesz na casting i wygrywasz miejsce w serialu. Tak to działa Mija i Maja? Right?
- Na ten casting to przychodzi z pierdylion ludzi - zaoponowała Maja.
- Nie takich jak my!
Moja wstałaby zaprezentować swoją sylwetkę.
- Z takim tyłkiem to Hollywood, bebe, nasze!
- Tyłkiem? - Al nie kryła zdziwienia.
- Jesteś brzydalem Ginger. Wykonam wyrok. Trzsy... In your face.
Moja naciągnęła środkowy palec i uderzyła nim Aleks w czoło.
Al zerwała się na równe nogi.
- No co ty! Zluzuj. To tylko zabawa! - uspokajała ją Moja.
- Nie bije się!
- Ja ci rozkmniłam tylko malinę na czole, a ty dałeś focha wszech czasów! Ogarnij się sis.
Al schyliła się i zrobiła dokładnie Moji to co przed chwilą otrzymała.
Moja wstała i popchała Al.
- E... Smrodku... - Moja przybrała pozycję do walki.
Pomiędzy dziewczyny weszła Mija.
- Spokojnie, sis. Nie może być tak, że ty ją bijesz, a jak ona cię bije to jest foch. Idź do kąta. Wiesz, że mam więcej malin. A ty masz czystą twarz?
- He? - zapytała Moja, nie widząc znaku liczenia pieniędzy.
- Chill out Moja. Chill out - mówiła Mija i ponownie na wysokości piersi potarła kciukiem o palec wskazujący.
- You sucks - powiedziała Moja.
- You sucks - odpowiedziała Al.
- Ja? Chyba cię popie... - nie dokończyła słowa spacyfikowana przez Miję tym samym gestem.
- Nie! Nie mówi się w drugiej osobie z s na końcu.
Mija bezdźwięcznie powiedziała w stronę Moji: - Żarty oj-ciec, kaaaasa!
Moja rzuciła:
- Easy. Me calm down me know it. - I odwróciła się z powrotem do Al.
- Ty chyba nie znasz slangu ulicy, bebe - stonowała Moja. - Thug life bebe. Ok. Go on.
Moja podeszła do Aleks i przytuliła ją.
Al stała jak słup soli nie rozumiejąc sytuacji.
- Nie ma co się spinać. Się nie znamy. Się poznamy. Drobna spina. No fight no bad feelings. Right?
Moja podsunęła Al pod nos paczkę z papierosami:
- Palisz?
- Nie.
- Może zaczniesz - powiedziała Moja, zaciągając się głęboko dymem.
- A właściwie jak macie na imiona?
- W gangu nie ma imion. Używa się ksywek - Mija pośpieszyła z wytłumaczeniem.
- Ale wy znacie moje - zaoponowała Al.
- Jak będziesz z nami, to też będziesz miała ksywę.
- Jaką?
- Na przykład...
- Musi być na M.
- Dzięki Moja. Na przykład Mariola.
- Mori. To pasuje. Albo Alina - roześmiała się. - Right, dziewczyny? - zachęciła je do sztucznego śmiechu. - Prawda?!
Roześmiały się na rozkaz nieszczerze.
- E, no. Jak mamy się bawić to wszyscy razem. Czemu się nie śmiałaś?
Wzrok Miji mówił, że lepiej się nie odzywać.
Resztę dnia spędziły siedząc na drabinkach, obczajając przechodzących ludzi i jedząc słonecznik. Gdy się skończył, rozeszły się do okolicznych domów na kolację.
Aleks otworzyła drzwi i zaczęła przy wejściu wycierać buty.
- Gdzie się włóczyłaś? Możesz mi powiedzieć, dziecko moje? - zapytała Nastka kierując się z kuchni na korytarz.
- To tu, to tam. Jakbym była dorosła, to narysowałabym ci mapę...
- Ty gówniarzu - rzuciła w zapamiętaniu babka, ruszając do niej ze ścierką.
Al nie czekała na rozwój sytuacji. Wybiegła z domu trzaskając ciężkimi drzwiami. Wsiadła na rower i pełnym pędem ruszyła z góry. Wkładała w pedały tyle siły, ile tylko w sobie miała. Patrzyła tuż przed kierownicę, widząc jak asfalt ucieka jej spod kół. Podniosła głowę i szybko oceniła, że nie zdoła się zatrzymać przed stojącymi przed nią autami. Nacisnęła na pedały i dźwignię blokując z piskiem oba koła. Prawie tracąc równowagę, udało się jej ominąć o centymetry bok zaparkowanego na ulicy auta. Wyrównała tor jazdy i obróciła głowę, aby zobaczyć co za idiota zatrzymuje się na środku drogi. Tuż przed zderzeniem zdążyła dostrzec niebieski kształt. Przednie koło roweru wbiło się w stojący na poboczu radiowóz. Upadła na maskę, a następnie stoczyła się na chodnik.
- Nic ci się nie stało? - zapytał policjant z troską w głosie, wyciągając dłoń, by ją podnieść.
Siedziała na ziemi i patrzyła w oczy najprzystojniejszego gliny jakiego kiedykolwiek widziała.
- Nic - wybąkała, rozmasowując kolano.
Podał jej dłoń i podniósł do góry.
- Będzie mandat? - zapytała ciągle przestraszona sytuacją.
- Musiałbym nałożyć też na siebie. Nie włączyłem koguta, a stanąłem na zakazie. Mogłaś mnie nie zauważyć.
- Tak?
Policjant wyciągnął portfel i podał Al dwa banknoty.
- Powinno starczyć na naprawę.
- Tak?
- Tak.
- A jaką?
- Ty się nie uderzyłaś w głowę?
- Nie - patrzyła mu prosto w oczy oczarowana magią władzy.
- Masz zniszczone przednie koło. Będziesz musiała kupić nowe.
- Tak?
- Może jednak pojedziemy na pogotowie?
- Nie - odpowiedziała przeciągle. Nie - powtórzyła krótko.
- Daleko masz do domu?
- Nie. Tam na górce - wskazała na dom za blokiem. - Poradzę sobie.
- Amundsen?
- Tak.
- Córka czy siostra?
- Siostra? Czy wszyscy tutaj znają Amundsenów?
- To małe miasteczko. Nie wiedziałem, że ma siostrę.
- A córkę?
- A ma?
- To ja już może sobie pójdę.
- Noś kask i jeździj ostrożnie. Nie chcę by mój przyjaciel cię grzebał - poradził jej na pożegnanie.
Podniosła rower na tylne koło i prowadząc go niepewnie ruszyła pod górę. Rower schowała do garażu przykrywając przednie koło płachtą. Się naprawi. Wszakże lepsze zderzenie z radiowozem i wgniecenie na kole, niż przejechanie przez ciężarówkę i chowanie resztek przyjaciela w śmietniku.