To ja, Aleks - Aleksandra Giersch-Amundsen

Reflow text when sidebars are open.
Z porannych pieleszy wygoniło ją ujadanie psa. Zbiegła do salonu i przystanęła za ojcem. Stał z poranną kawą przypatrując się zamieszaniu w salonie.
- Co jest? Czemu Tom szczeka? - zapytała, przecierając jeszcze oczy.
Bez słowa odsunął się na bok, aby Aleks mogła zobaczyć przyczynę zamieszania. Na fotelu siedział łysy kot, bez skrępowania czyszcząc sobie skórę. Wokół biegał Tom obszczekując go. Gdy się zbliżył za mocno do fotela, kot fukał i nastawiał groźnie łapę wyciągając pazury.
- Mamy kota? - zapytała taty. - Od kiedy?
- To nie kot. To szczur. Koty mają sierść. Zaraz się pozbędę szkodnika.
Agaton złapał kota za skórę na karku i bez pardonu wyrzucił go za drzwi do ogrodu. Tom wybiegł za kotem zapędzając go na jabłonkę.
- Późno wróciłeś - rzekła z wyrzutem do ojca.
- Czasem trzeba pracować - mówił obserwując szczekającego psa.
- Mogłeś wejść do mnie.
- Myślałem, że śpisz.
- Nie mogłam spać. Śniły mi się jakieś dziwne rzeczy.
- Cześć mamo - przywitał Agaton wchodzącą Nastkę.
- Hej, synku,
Agaton nie zwrócił uwagi, że babcia z wnuczką nie przywitały się mijając w korytarzu.
- Co będziemy robić na weekend? - Al przytuliła się przymilnie do taty?
- My? - zapytał udając zdziwienie.
- A kto?
- Wy jedziecie na wieś - powiedział między jednym a drugim łykiem kawy.
- Wy?
- Ty i Nastka.
- A ty?
- Ja sobie od was odpocznę.
- Jakbyś miał po czym.
- No chyba sobie żartujesz!
- Klaudyna przyjeżdża?
- Tak.
- Wszytko rozumiem. - Idąc do kuchni rzuciła na odchodne za siebie. - Ojciec powiedział, że mam jechać z tobą.
- Pierwsze słyszę. A po drugie mówi się: tato - sprostowała ją babka
- A jaka jest różnica?
- Ojciec jest w papierach, tata jest w sercu - wytłumaczyła najkrócej jak potrafiła.
- Ojciec powiedział, że mam jechać z tobą, bo Klaudyna przyjeżdża.
- Tata - sprostowała Nastka.
- Oj-ciec - Al podzieliła wyraz na sylaby tak dla pewności zrozumienia.
Dźwięk drugiej sylaby zgłuszył odgłos rozbijanej filiżanki. Ojciec trzymając puste ręce w powietrzu popatrzył na córkę z wyrzutem. Chciał coś jeszcze powiedzieć. Zamiast tego zrobił obrócił się na pięcie i wyszedł, chowając w rękaw wilgotne oczy.
- Zadowolona? - Nastka zapytała wnuczkę z wyrzutem.
- Tak! Mam zmarnowane przez was wakacje!
- Nie ty jedna - odpowiedziała zrezygnowanym głosem.
Aleks wiedziała, że zrobiła źle i było jej bardzo przykro. Pobiegła na podjazd złapać tatę, lecz ten już odjechał. Wbiegła na górę i schowała się w łóżku. Próbowała zadzwonić do niego, lecz miał ciągle zajęte. Sprawa została zawieszona do wieczora.
Usiadła przy biurku. Wyciągnęła swój dziennik i uzupełniła wpisy za ostatni tydzień. Zaczęła od zdania:
"Klaudyna ukradła mi ojca, jak ciotka matkę..."
Usiadła niepewnie na leżance, podpierając się łokciami. Przebrana w nocną koszulę, na wpół jeszcze śniąc, bosymi stopami odruchowo szukała kapci na ziemi. Nie czuła nic oprócz zimnego powietrza. Ani miękkości dywanu, ani kształtu kapci. Powoli wracała jej świadomość. Rozglądała się po sali niewidzącymi oczami. Nie wiedziała gdzie się znajduje. Nie pamiętała też jak tu się dostała. Instynkt spowodował w niej potrzebę wyjścia z zamknięcia. Wstała i przesunęła się w kierunku wyjścia. Kroki bosych stóp odbijały się w szkle sterylnych szaf. Otworzyła przeszklone drzwi i skierowała się do następnych. Otwierając po kolei białe drzwi przeszła obok oszklonego pomieszczenia. Spojrzała załzawionym wzrokiem, rozglądając się po większym pomieszczeniu, a jej oczy nie napotkały żadnej przeszkody. Przemykały wokół niej białe powłóczyste duchy z maskami zamiast twarzy. Parę z nich było zielonych. Jeden przemknął niebieski. Powoli stąpała po błyszczącej podłodze zmierzającę do wyjścia, które systematycznie, kiedy pojawiał się cień - rozjaśniało, a potem zachodziło mgłą. Zeszła trzy stopnie, podtrzymując się oburącz poręczy. Gorący asfalt parzył jej stopy. Słońce oślepiało niewidzące oczy. Obracała się resztkami sił, szukając oparcia w jakimś znanym punkcie. Przed nią był parking pełen samochodów. Za nią blok, taki jakiś większy. Ruszyła na przód niepewnym korkiem, mając słońce za plecami tak, by nie raziło. Minął ją niewyraźny ogromny kształt błyskając pędzący w jej kierunku - niebieskie światło. Zatrzymała się na chwilę, gdy do jej umysłu dotarł jego groźny ryk. Przerażona kucnęła i zasłoniła głowę rękami, chroniąc uszy od przeraźliwego wrzasku.
Potwór złapał ją za pas. Nogi znalazły się w powietrzu, znajdując od razu podparcie. Leżała na plecach unosząc się ponad asfaltem i płynęła w blasku słońca smalącego ją swoimi upiornymi promieniami. Leciała swobodnie do momentu, gdy niebo zrobiło się przeraźliwie białe, a słońce rozbiło się na wiele mniejszych srebrnych słońc. Małe słońca nie dawały już tyle ciepła. Czuła zimno. To uczucie się spotęgowało, gdy plecy znalazły oparcie, a nogi oparły się o zimną materię. Usłyszała krzyk:
- Kto ją wypuścił?! Cholera, to dziecko!
Próbowała się wyrywać, ale krótki ból ręki spowodował, że uciekły z niej siły. Poczuła, że spada. Znów zrobiła się noc.
Obudziła się z przeraźliwą suchością w gardle. Leżała przywiązana pasami do łóżka. Szarpnęła się, ale pasy trzymały mocno.
- Obudziła się - usłyszała tuż obok siebie głos, który wydobywał się zza siódmej góry
Podszedł jakiś człowiek, zaświecił latarką po oczach i zadał parę pytań, na które nic nie odpowiedziała. Zaordynował kroplówkę i jakieś leki. Powiedział, że przyjdzie później, jak się pacjentka dobudzi.
Siostra wypełniła zalecenia lekarza i zapisała coś w karcie. Chciała przesunąć obrożę na stoliku, by położyć tabletki. Mała rączka chwyciła za smycz i przyciągnęła go do siebie.
- Nie, brat nie... - wyszeptała.
- Posunie się. Nie zabiorę - bezosobowo wydawała polecenia.
- Weźmie.
Podała leki i uważnie sprawdziła, by zostały połknięte.
- Tera zaśnie.
Podniosła się z łóżka podpierając łokciami i przyciągnęła na brzuch obroże i przycisnęła do ciała. Zasnęła ponownie.
Pielęgniarka podeszła skontrolować kroplówkę.
- Nie śpi? Dzwoniła do rodziców? - popatrzyła się wymownie na telefon na blacie stolika. Wcześniej go nie zauważyła.
Kobieta podała jej telefon.
- Ma.
Al wyciągnęła telefon z pokrowca i włożyła go z powrotem. Nie mogła użyć nienaładowanego urządzenia.
- Nie. Nie działa.