Na początek
Kiedy Ewa Kiedio oraz Zbigniew Nosowski zaproponowali mi napisanie książki o modlitwie kontemplacyjnej, w pierwszej kolejności zacząłem zastanawiać się nad jej formułą. Nieśmiało zapytałem, czy w grę wchodzi rozmowa. Nie dlatego, żebym wzbraniał się przed pisaniem w sposób systematyczny; odczułem jednak całym sobą, że jeśli chodzi o temat modlitwy, chciałbym o nim przede wszystkim opowiedzieć, tak jak się opowiada życiowe historie bliskim czy baśnie i legendy dzieciom przed zaśnięciem; jak się otwiera serce przed swoim przyjacielem; jak głosi się słowo na rekolekcjach.
Św. Teresa od Jezusa stawiała znak równości między modlitwą a życiem. Dla niej te dwie rzeczywistości były niczym rewers i awers jednej drogocennej monety. Modlitwa i życie to dwie spójne i zjednoczone ze sobą rzeczywistości. Dlatego mówiąc o modlitwie, która dotyka życia i jest samym życiem, zawsze staram się, by nie ugrzęznąć jedynie w teoretycznych rozważaniach, które nie będą w żaden sposób zakorzenione w egzystencji człowieka.
Jednocześnie przyznam, że nie potrafię opowiadać o modlitwie bez pewnego odniesienia do własnego życia. Staram się bowiem mówić jedynie o tym, co sam przeżyłem, co wypływa z mojego osobistego doświadczania, co jest we mnie w jakiś sposób przeżyte i przetrawione lub też w co głęboko wierzę i co jest treścią moich wielkich pragnień. Dlatego na ile mogłem, będąc oczywiście w zgodzie z własnym wnętrzem i tajemnicą, dzielę się w tej rozmowie kawałkiem siebie, momentami bardzo szczerze, starając się na każdym kroku, aby to, o czym opowiadam, było spójne z moim wnętrzem i życiem.
Oddaję zatem w Wasze ręce nie traktat teologiczny, lecz utkaną przyjacielską gawędę o modlitwie i o życiu, o relacji z Bogiem i duchowych prawidłach, które splatają się w całość, tworząc wielobarwny gobelin kontemplatywnego życia oraz dynamiki modlitwy. Ten gobelin, mam nadzieję, będzie dla czytelnika swoistą mapą, którą zechce spakować do plecaka i wyruszyć w wielką, duchową przygodę swojego życia.
Opowieści posiadają tajemniczą siłę oddziaływania na słuchaczy. Żywię więc głęboką nadzieję, że opowieść, którą dla Was z Agatą utkaliśmy, będzie realnie oddziaływać na Wasze życie. Moim największym pragnieniem jest, aby po przeczytaniu tej rozmowy każda i każdy z Was zapragnął również utkać swoją własną i niepowtarzalną opowieść o życiu, w którym przechadza się Bóg. Wierzę, że na mocy sakramentu chrztu każdy człowiek ma bezpośredni przystęp do Boga, jest zamieszkany przez Trójcę Świętą oraz jest zdolny do prowadzenia głębokiego życia duchowego. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie każdy ma w sobie tę chrzcielną świadomość rozpieczętowaną.
Zatem moim największym marzeniem jest, aby jak najwięcej ludzi mogło doświadczyć w swoim życiu kontemplacyjnego przebudzenia oraz przepływu miłości wewnątrz Świętej Trójcy. Jeśli ta rozmowa w jakiś przedziwny sposób do tego przebudzenia się przyczyni, chwała niech będzie Bogu samemu, który jest w nas sprawcą wszelkiego dobra.
Chciałbym podziękować Ewie Kiedio oraz Zbyszkowi Nosowskiemu za zaufanie, jakim nas obdarzyli - bo to, bądź co bądź, nasz wydawniczy debiut. Dziękuję Agacie Kulczyckiej, która przeprowadziła ze mną tę rozmowę. Ona nadała tej opowieści rytm i smak, z którymi się całkowicie utożsamiam. Myślę, że wielką wartością tej rozmowy jest również to, że wydarza się ona między ludźmi, którzy się po prostu przyjaźnią. Prawdopodobnie Agata w wielu momentach wydobyła ze mnie to, czego sam z siebie nie umiałbym nazwać. Ewo, Zbyszku, Agato, dziękuję Wam!
Dziękuję również ojcu Maksymilianowi Nawarze OSB - nie tylko za życzliwe podjęcie się napisania przedmowy, ale również za jego unikalne spojrzenie na drogę życia i modlitwy kontemplacyjnej. Tym spojrzeniem nasiąkałem w pierwszych latach mojego życia zakonnego. Mam świadomość, że to o. Maksymilian zasiał we mnie wiele różnorakich ziaren, które dziś rosną i owocują we właściwy sobie sposób.
Chciałbym również wyrazić głęboką wdzięczność dla moich braci z Karmelu oraz sióstr karmelitanek bosych. W swoim życiu tak wiele otrzymałem właśnie od Was! To przede wszystkim Wy, od samego nowicjatu, uczyliście mnie modlitwy oraz codziennego życia, to Wasze osobiste nauczanie oraz świadectwo życia zasiało tak wiele ziaren, które dziś mogą rosnąć i dojrzewać. Mam nadzieję, że tą rozmową przekazuję kolejnym pokoleniom choć cząstkę tej mądrości Kościoła i Karmelu, którą sam otrzymałem. Darmo otrzymawszy światło kontemplacji, darmo przekazuję je dalej.
Mateusz Filipowski OCD
Szeroko uśmiecham się do zdania, które w sposób zupełnie bezwiedny moje palce chciały wystukać na początku tego wprowadzenia: kontemplatycy zawsze mnie wkurzali. Nie jest to bynajmniej ich wina - moje emocje więcej mówią przecież o mnie niż o samych kontemplatykach.
Prawda jest taka, że - mam nadzieję, iż wybaczycie mi tę chwilę prywaty - nigdzie w Kościele nie mogę znaleźć sobie miejsca. Choć jestem dzieckiem ruchu charyzmatycznego, pozostaję dla charyzmatyków zbyt sceptyczna. Choć trzymam się z ewangelizatorami, brakuje mi ich entuzjazmu (dość powiedzieć, że zyskałam ostatnio - wypowiadany z ogromną życzliwością - przydomek: "Siostra Dekadencja"). Choć kocham ciszę, to tylko wtedy, kiedy nikt jej ode mnie nie wymaga. Choć ciągnie mnie do piękna liturgii, mam na pieńku ze zbyt wieloma liturgistami.
No i kontemplatycy... Tych paru, których spotkałam, zdawało się rysować wizję życia "głębszego" niż inne, a modlitwy "lepszej" niż pozostałe. Uciekałam więc gdzie pieprz rośnie od takiej wizji duchowości, która byłaby zbudowana na porównaniach do "gorszych" jej form.
Dobrze, że Ewa Kiedio i Zbigniew Nosowski tego nie wiedzieli.
Dobrze, że Mateusz radził sobie z tym z niesłabnącym entuzjazmem, pokazując mi, że wcześniej miałam do kontemplatyków zwykłego pecha.
Choć wiem, że moim zadaniem było stać się w tej książce jedynie lustrem, od którego odbiją się Mateuszowa wiedza i doświadczenie, sama jednak zyskałam wiele na jej pisaniu. Modlitwa kontemplacyjna stopniowo odsłaniała mi się jako przedsięwzięcie pełne łagodnej prostoty i nieujarzmionej wolności. Przedsięwzięcie, w którym mogłabym rozbić swój namiocik. Do którego mogłabym pasować.
Zapraszam Was więc, jeśli tylko chcecie, do tej oswajającej podróży z kontemplacją. Mateusz cierpliwie, krok po kroku, prowadzi w niej czytelnika w głąb karmelitańskiego doświadczenia. To podróż pełna przystanków w zaskakujących miejscach: w codziennych szarościach, w ciele, które da się lubić, w świętych rozproszeniach i w ciszy, która nie straszy. To podróż pełna powrotów, które nie zawstydzają, i decyzji na miarę rzeczywistości. To skromność, wyzwanie i zaproszenie do rzeczywistego zamieszkania we własnym życiu.
Za możliwość wzięcia udziału w tej podróży wdzięczna jestem wspomnianym tu już Mateuszowi, Ewie i Zbyszkowi. Dziękuję też moim Rodzicom, którzy znieśli fakt, że redagowałam te rozmowy przez całe Święta, i Przyjaciołom, którzy poradzili sobie z moim kilkutygodniowym - zdecydowanie niekontemplacyjnym - milczeniem.
Pod koniec pracy nad książką, w czasie, w którym mój zegarek wyliczał średnią czterech godzin snu na dobę, napisałam do Mateusza pełnego żałości SMS-a: "Kto z nas wymyślił, że dobrze będzie rozmawiać o koncepcji rozwoju duchowego?!". Chwilę później przeczytałam w odpowiedzi: "Jeśli okazało się, że to świetny pomysł, to Ty. Jeśli przeżywasz katusze, to ja". Śmiejąc się nadal do tej wymiany zdań, widzę, jak wtórna jest ona wobec tego, co rzeczywiście w kontekście wymyślania istotne. Ostatecznie liczy się przecież tylko jedno: cogitor ergo sum. Jestem, bo - jak mówił Benedykt XVI - zostałem pomyślany.
Każdemu, kto sięgnie po tę książkę, życzę odkrywania na drogach modlitwy tego, jak dobrze został pomyślany i jak bezgranicznie został ukochany. Życzę przyjaźni z szemrzącą ciszą i pewności, że każda noc ma swój kres. Życzę upraszczającej się z dnia na dzień obecności.
Agata Kulczycka