1
Odrobina magii
Okazało się, że do szafy nie zmieści się aż pięcioro ludzi.
- Przypomnijcie mi raz jeszcze, dlaczego musimy zacząć wędrowanie akurat w tym miejscu? - zapytała Tilly z twarzą przyciśniętą do ramienia swojego dziadka.
- Wiesz dobrze, jak sądzę - odpowiedział - że technicznie rzecz biorąc, nie musimy rozpoczynać wędrówki we wnętrzu szafy, ale sama przyznasz, że to wzmacnia efekt, prawda? - W głosie jej dziadka pobrzmiewało jednak zdecydowanie mniej pewności siebie niż jeszcze pół godziny temu, kiedy zaproponował takie rozwiązanie.
- Jeśli chodziło o to, żebyśmy zadzierzgnęli dosłownie jeszcze bliższe relacje ze sobą nawzajem i poznali dokładniej poziom higieny osobistej, to faktycznie czuję, że udało się to osiągnąć - skomentował Oskar głosem stłumionym przez babciną apaszkę, która to jednocześnie łaskotała go w nos i zasłaniała mu usta, ilekroć się odzywał.
- Założę się, że członkowie rodziny Pevensie nie musieli się tak męczyć - stwierdziła Tilly.
- No tak, ale oni od razu wychodzili po drugiej stronie szafy - zauważyła babcia. - A to wcale nie daje im żadnej przewagi.
- Dobrze, dobrze, rozumiem - przyznał dziadek. - Stało się jasne, że ten mój kaprys i próba dodania czegoś więcej całej sytuacji być może nie były do końca przemyślane. - Mężczyzna przysunął się z powrotem do drzwi i je otworzył.
Tilly, jej najlepszy przyjaciel Oskar, dziadkowie oraz mama dziewczynki wypadli natychmiast do pachnącej cynamonem księgarni.
- No przecież to nie jest nawet tak naprawdę szafa - narzekał Oskar. - Tylko szafka z magazynu.
- Prawdę powiedziawszy, chciałem po prostu, żeby wszyscy poczuli ducha przygody - obruszył się dziadek. - Odzwierciedlić warunki panujące podczas podróży do Narnii, zabawić się nieco. Sami wiecie, że wszystkim nam przydałoby się trochę rozrywki. Albo odrobina magii.
- Przecież to już teraz jest magia, i to dosłownie - zauważyła Tilly.
- Marnuję się w tej rodzinie, no naprawdę - powiedział dziadek. - To co, próbujemy jeszcze raz, tym razem z tego miejsca? Nadal mamy jakąś godzinę, zanim będziemy musieli udać się do Podbiblioteki na Ceremonię Atramentacji.
- Tato, właściwie to chyba odpuszczę sobie to wyjście - powiedziała cicho Bea, mama Tilly, wygładzając pogniecione ubrania. - W sklepie mamy taki ruch przed Gwiazdką, że z pewnością przyda się dodatkowa para rąk. Sami wiecie, jak jest... - powiedziała, po czym uśmiechnęła się słabo i wyszła w stronę księgarni Pages i Spółka, której właścicielami i mieszkańcami byli jej rodzice. Tilly odrobinę posmutniała.
- Nie wędrowała po książkach, od kiedy wróciłyśmy razem z kart Małej księżniczki - powiedziała dziewczynka, próbując ukryć rozdrażnienie w głosie.
- Wiem, skarbie, ale spróbuj się tym nie martwić - poprosił dziadek. - Jestem przekonany, że już niedługo do tego wróci. To nic dziwnego, że tak się zachowuje po tym, jak utknęła w jakiejś historii na jedenaście lat. Spróbuj sobie wyobrazić, jakie to musiało być dla niej przerażające! - Na twarzy dziadka pojawiło się zmartwienie, jak zawsze, gdy myślał o swojej córce uwięzionej w przerobionej wersji Małej księżniczki. - Ale mamy ją już z powrotem, i to na dobre - ciągnął. - I teraz wiemy, że to Enoch Chalk ją tam uwięził, dzięki czemu nigdy więcej nic takiego nie ujdzie mu na sucho.
- O ile ktoś go kiedykolwiek znajdzie - zauważyła Tilly.
- Czy zanim wyrzucili panią Amelię, udało jej się dowiedzieć czegoś na temat książki, z której on uciekł? - zapytał Oskar.
- Amelii nikt nie zwolnił - powiedział dziadek. - Poproszono ją tylko, żeby zrezygnowała z pełnienia funkcji głównej Bibliotekarki w Podbibliotece na czas, gdy cała ta afera jest badana.
- No dobrze, ale moim zdaniem to nadal brzmi tak, jakby ją wylali - mruknął pod nosem Oskar.
- A jeśli chodzi o odpowiedź na twoje pytanie: nie, niestety nie - przyznała babcia. - Ledwie miała czas na cokolwiek przed tym, jak Introligatorzy zaczęli psuć jej opinię u innych księgarzy. Zresztą szukali oni jakiegokolwiek powodu, aby się jej pozbyć, odkąd tylko dostała tę pracę, a incydent z Chalkiem potraktowali jak zwyczajną wymówkę. Te uparciuchy, z tą swoją śmieszną nazwą, która jest ważna chyba tylko dla nich, a którą w dodatku sami sobie nadali, w kółko tylko udają, że interesuje ich coś więcej niż władza i wpływy.
Dziadek położył dłoń na ramieniu babci, a ta westchnęła głęboko.
- Przepraszam - powiedziała. - To nie jest ani pora, ani miejsce na to.
- Powinienem wiedzieć, kim są ci Introligatorzy? - zapytał Oskar, a Tilly ucieszyła się, zresztą nie po raz pierwszy, że chłopak nie ma problemu z pytaniem, jeśli czegoś nie wie.
- Zawracają tylko głowę! - odrzekł dziadek. - To taka grupa bibliotekarzy, którzy nalegają na zaostrzenie zasad i ściślejszą kontrolę Podbiblioteki nad życiem książkowych wędrowców. Niegdyś bardzo popierali Chalka, więc teraz musi im być bardzo głupio, gdy wyszło na jaw, że był on renegatem, który uciekł z Wydania Źródłowego. Ale wstyd często popycha ludzi na ścieżkę nienawiści i obawiam się, że dowiedzenie, jakoby ich kolega był postacią fikcyjną, stanowi jeszcze jeden powód, by w swoim polowaniu na czarownice obrać sobie za cel Amelię.
- Być może ich działania faktycznie nie mają sensu - przyznała babcia - ale przeciągają na swoją stronę wielu bibliotekarzy i bibliotekarek. Ludzi martwi kierunek, w jakim rozwija się rola Podbiblioteki, a ten ich strach może być kolejnym czynnikiem ciągnącym ich w kierunku nienawiści.
- A czy bibliotekarze nie martwią się o to, gdzie teraz znajduje się Chalk? - zapytał Oskar. - I czy to nie jest niebezpieczne, że przebywa teraz na wolności?
- Wydaje mi się, że są rozdarci, bo z jednej strony martwią się o to, co może zrobić, a z drugiej chcieliby zamieść całą sprawę pod dywan, żeby nie dowiedziały się o tym inne Podbiblioteki.
- Inne Podbiblioteki? - zapytał Oskar. - Czyli takie, które mieszczą się w innych krajach?
- Tak - przyznał dziadek. - Podbiblioteki znajdują się w większości krajów na świecie, choć nie wszystkie one mają swoje Biblioteki Źródłowe. Sądzę jednak, że wystarczy już tej polityki. Przed nami długie popołudnie, pewnie jeszcze bardziej męczące niż wieczna zima w krainie, którą rządzi zła królowa. Chodźmy coś zjeść.
Na obiad zjedli w ostrożnej ciszy jajecznicę i plastry awokado na jeszcze ciepłej, posmarowanej masłem bagietce. I choć z początku próbowali podtrzymać rozmowę, to babcia i dziadek byli na tyle mocno zatopieni we własnych myślach, że nad stołem zawisło niejasne poczucie zbliżającej się zagłady. Przez jakiś czas w tle można było usłyszeć jedynie pisk noży szorujących po talerzach i dźwięki pracującej zmywarki.
- Naprawdę jest aż tak źle? - zapytał podenerwowany Oskar, próbując przerwać milczenie. - Mam wrażenie, jakbyśmy mieli się zaraz zbierać na jakiś pogrzeb.
- No cóż, to jak ceremonia pożegnalna dla kariery naszej drogiej Amelii - mruknął dziadek. - Nie wspominając już o możliwym końcu wędrowania po książkach, przynajmniej w takim kształcie, w jakim je znamy.
- Faktycznie nie brzmi to za dobrze - zgodził się Oskar.
- Wystarczy już, Archie - powiedziała babcia. - Pomijając, że smutno nam z powodu Amelii, sytuacja wcale nie jest taka dramatyczna. Wędrowanie po książkach nie ustanie, a Podbiblioteka Brytyjska będzie kontynuowała swoją działalność. Po prostu teraz nazbierało się trochę problemów. Sam wiesz, że podejście Amelii zawsze miało swoich przeciwników, bandę staroświeckich gości, którzy zawsze reagowali wściekłością, kiedy stanowisko Bibliotekarza obejmował ktoś z nowoczesnymi pomysłami, zwłaszcza że zwykle kilku z nich również ubiega się o tę pracę. Świat się od tego nie zawali.
- Aż w końcu się zdziwimy - powiedział złowrogo dziadek.
Babcia posłała mu spojrzenie pod tytułem "nie mówmy o tym przy dzieciach", po czym odchrząknął i ze skrzypieniem odsunął krzesło od stołu. W ponurym nastroju odstawił brudny talerz do zlewu i odwrócił się do wyjścia, ale po chwili się cofnął i pozmywał po sobie, nie nawiązując z nikim kontaktu wzrokowego.
Kiedy już uprzątnięto resztę rzeczy po obiedzie i wszyscy strzepnęli okruszki ze swoich eleganckich ubrań, wyszli razem z księgarni Pages i Spółka, zostawiając Beę samą, aby zajęła się sklepem po południu.
- Jesteście pewni, że chcecie iść? - zapytał dziadek.
- Tak - powiedzieli chórem Oskar i Tilly, jakby ich zdaniem nie mógł się przytrafić plan związany z wędrowaniem po książkach, w którym nie chcieliby wziąć udziału.
- Nie zapytałem nikogo, czy wolno wam wejść - powiedział dziadek takim tonem, jak gdyby dopiero przyszło mu to do głowy. - Ale przecież nikt was nie wygoni, gdy już będziecie w środku, prawda? - doszedł do wniosku, mówiąc w sumie do siebie.
- Wiem, że dla pani Amelii to niewesoły czas - stwierdziła Tilly. - Ale chcę zobaczyć, jak wygląda wybór nowego głównego Bibliotekarza.
- To jakieś głosowanie, prawda? - zapytał Oskar.
- Tak - powiedziała babcia. - Każdy chętny może aplikować na to stanowisko, a to właśnie inni bibliotekarze wybierają osobę, która ich zdaniem najbardziej pasuje do tej roli.
- Czyli kiedyś zagłosowało na ciebie dużo osób? - zapytała dziadka Tilly.
- Pokonał co najmniej trzynastu innych kandydatów! - wyjawiła z dumą babcia.
- A ilu ich będzie tym razem? - zapytał Oskar.
- Wydaje mi się, że tylko troje - odpowiedziała babcia. - Wygląda na to, że sytuacja z Chalkiem raczej ostudziła zapędy większości osób. Kto by chciał teraz ogarnąć cały ten bałagan? O ile wiem, startuje Ebenezer Okparanta, który pracuje w Podbibliotece, od kiedy pamiętam, oraz Catherine Caraway, wielka niewiadoma...
- A oprócz tego będzie tam Melville Underwood - dodał dziadek. - Ciekawy człowiek. Zniknął na kilka dekad ze swoją siostrą, Decimą, wkrótce po tym, jak zacząłem pracę w Podbibliotece. Nikt nie wiedział, czy jeszcze kiedykolwiek ich zobaczymy. Niegdyś prowadzili baśniowe wycieczki dla książkowych wędrowców i kto wie, co tam się mogło wydarzyć. W każdym razie kilka tygodni temu pojawił się znowu, jakby wyrósł spod ziemi, ale już bez siostry. Z pewnością opowie nam w swoim przemówieniu o tym wielkim powrocie, ale moim zdaniem trochę za mało o nim wiemy, żeby powierzyć mu tego typu stanowisko. Stawiałbym raczej na Ebenezera. To taki bezpieczny strzał, a nie jestem przekonany, czy ludzie będą chcieli teraz ryzykować.