3
Cudze wspomnienia
Tilly zaciągnęła karton do kuchni i zdarła z niego taśmę, która z upływem czasu skruszała. Odgłosy księgarni ucichły i jej dłoń powędrowała odruchowo w stronę delikatnego złotego naszyjnika z pszczołą, który nosiła na szyi. Matka wręczyła jej go w dniu narodzin. Sama nosiła drugi, dokładnie taki sam.
Obraz matki, który Tilly nosiła w głowie, powstał niczym układanka z różnych zdjęć i wspomnień innych ludzi. Nikt nie miał pojęcia, gdzie zniknęła Beatrice Pages, a brak jakichkolwiek pewników w tej sprawie powodował, że ogromną wyrwę, którą matka pozostawiła w życiu Tilly, trudno było wypełnić.
Dziewczynka w końcu prawie przestała o cokolwiek dopytywać, a nieliczne już rozmowy na ten temat przebiegały zawsze w ten sam sposób.
- Kochanie, powiedzieliśmy ci wszystko, co sami wiemy. Orientujesz się też, co na ten temat sądzi policja. Drążenie tej sprawy w żaden sposób nie poprawi sytuacji. - W ten sposób odpowiadali babcia i dziadek.
- Przecież policja uważa, że była nieszczęśliwa i po prostu wyniosła się stąd, żeby zacząć gdzieś indziej nowe życie. Naprawdę nie rozumiem, dlaczego miałaby to zrobić tuż po tym, jak się urodziłam, przecież na pewno... - Dokończenie tej myśli na głos okazało się dla Tilly niełatwe.
Zawsze jednak ktoś spieszył z zapewnieniem:
- Tilly, twoja mama bardzo, ale to bardzo cię kochała. Nie mamy co do tego żadnych wątpliwości.
- Nie rozumiem po prostu, dlaczego odeszła, skoro faktycznie tak bardzo mnie kochała. - To pytanie ciągle do niej wracało, a do oczu napływały jej łzy.
- Tilly, kochana, my też nie mamy pojęcia, dlaczego tak się stało. I bardzo tego żałujemy - mawiała w takich chwilach babcia, a dziadek jak zwykle cicho ocierał oczy chusteczką w kratę.
Tilly wróciła myślami do stojącego przed nią kartonu. Wewnątrz tkwiły sterty starych książek o żółknących kartkach oraz postrzępionych i naddartych tu i ówdzie okładkach. Tilly wpatrywała się w nie, niepewna, w którym miejscu powinna zacząć, ale kiedy już miała wyciągnąć pierwszy tom z brzegu, usłyszała, jak Jack woła ją z głębi sklepu:
- Tilly! Wanilia! Pamiętasz? Bo zaczynam smarować twoją książkę miodem!
Czar prysł. Tilly westchnęła i odepchnęła karton w kąt w kuchni. Chciała poczekać, aż znajdzie wystarczająco dużo czasu, żeby móc się na nim skupić, podobnie jak robiła z każdą nową książką.
Wróciła do księgarni, do Jacka.
- Nie mogłam znaleźć esencji waniliowej, trzeba porozmawiać z panią Mary - wyznała.
- No dobrze, to idź. - Jack odesłał ją zniecierpliwionym gestem. - Idź i ją zapytaj.
Tilly już otworzyła usta, żeby się z tego jakoś wykręcić, bo chciała natychmiast wrócić do pudła z książkami, ale nie potrafiła znaleźć odpowiedniej wymówki, dlatego w końcu chwyciła parasolkę stojącą przy drzwiach i poślizgnęła się na czymś rozmiękłym.
Spojrzała w dół i zobaczyła na drewnianej podłodze niedojedzoną kanapkę. Cmoknęła pod nosem, podnosząc ją z ziemi.
- No ludzie, kto tutaj jada kanapki z marmoladą? - powiedziała sama do siebie i wyrzuciła ją do kosza przed sklepem, a następnie przecięła ulicę i ruszyła do Okruchów, kafejki prowadzonej przez Mary Roux.
Mary i Jacka od dawna łączyła rywalizacja, choć uczucie to było wyłącznie jednostronne. Tak naprawdę Mary co chwila pożyczała Jackowi przeróżne składniki i oferowała mu porady dotyczące pieczenia.
Dzwonek nad drzwiami rozbrzmiał, gdy Tilly wchodziła do środka. Nie od razu zauważyła Mary, ale za to rzucił jej się w oczy Oskar, jej syn, który siedział akurat przy stole i jadł tost. Chwilę później nad ladą pojawiła się twarz Mary. Kobieta trzymała w ręce talerz z babeczkami z polewą w pastelowych odcieniach; wręczyła go parze z radośnie gaworzącym dzieckiem.
Mary uśmiechnęła się szeroko na widok Tilly i przywołała ją do siebie gestem, gdy tylko trzyosobowa rodzina odeszła od lady i zajęła fotele.
- W czym ci mogę pomóc? - zapytała. - Czyżby Jack znowu eksperymentował?
- Próbuje zrobić ciasteczkowe lizaki, podobne do tych z książek Enid Blyton - wyjaśniła Tilly - ale skończyła mu się esencja waniliowa i prosił, żebym spytała, czy może trochę pożyczyć.
- No pewnie, oczywiście - powiedziała Mary. - Usiądź sobie na chwilę. Zaraz przyniosę z kuchni, co trzeba. Chcesz może przy okazji coś zjeść? Wyglądasz, jakbyś trochę zmizerniała.
- Nic mi nie jest - zapewniła Tilly. Popatrzyła na Mary i przez chwilę rozważała, czy nie powiedzieć jej o swoim nowym znalezisku. - Natknęłam się dzisiaj na jakieś stare rzeczy mojej mamy. I chyba stąd ten mój dziwny humor. Nie mam prawie nic, co by do niej należało.
- Och, maleńka. To musiało mocno cię poruszyć - powiedziała Mary i pocałowała Tilly w czubek głowy. Położyła dłoń na jej ramieniu na chwilę dłużej niż zazwyczaj i dziewczynka poczuła, że kobieta ściska ją lekko, nim ruszyła do kuchni. - Zaczekaj chwilę, zaraz wrócę.
Drzwi się zamknęły i Tilly spojrzała na Oskara, usiłując nawiązać kontakt wzrokowy. Prawie nigdy nie widywała go w Okruchach. Poza tym kiedyś chodził do innej szkoły podstawowej i choć teraz miewali wspólne zajęcia, to i tak nigdy za wiele ze sobą nie rozmawiali.
Po chwili podeszła do niego niespiesznym krokiem.
- Zacząłeś już robić swoją pracę domową z angielskiego? - zapytała, a Oskar wreszcie na nią popatrzył.
- Jeszcze nie! - odpowiedział zaskoczony. - Przecież to dosłownie pierwszy dzień wolnego. O ile dobrze pamiętam, mamy przeczytać książkę, której dotąd nie znaliśmy, prawda?
- No! - zgodziła się radośnie Tilly. - Najlepsze zadanie domowe na świecie.
- To może wpadnę później do Pages i Spółki i poszukam czegoś dla siebie? Może być? O ile nie masz nic przeciwko - rzucił.
Tilly rozpromieniła się na tę myśl.
- Świetny pomysł. Mogę pomóc ci szukać, gdybyś chciał. A co najbardziej lubisz czytać?
Oskar szurał przez chwilę nogami i wpatrywał się w blat stołu.
- A wiesz, różne takie. W ostatnie wakacje zacząłem czytać na przykład książkę o Percym Jacksonie i naprawdę mi się spodobała.
- Ta seria jest rewelacyjna, no nie? - zgodziła się Tilly. - Nie mogłam uwierzyć, jak dowiedziałam się, kto jest ojcem Nico.
- Tylko nic mi nie mów - wtrącił Oskar. - Nie dotarłem jeszcze do tej części, ciągle czytam pierwszą. Trochę wolno mi to idzie.
- Oskar ma dysleksję - powiedziała Mary, podchodząc do nich z niewielką butelką w ręku i brązową kopertą wetkniętą pod pachę. - Ale mimo wszystko uwielbia czytać, prawda, kochanie?
- No tak, mamo - przyznał Oskar i z zażenowaniem strącił z głowy jej dłoń.
- Dobrze, tak czy owak powinieneś wpaść później do naszego sklepu po coś do czytania. No wiesz, do zadania domowego.
- Tak, Tilly, masz rację. To naprawdę wspaniały pomysł. Może skoczycie tam nawet teraz, co ty na to, Oskarze? - zapytała szeroko uśmiechnięta Mary.
- Dobra, mamo, wyluzuj, okej? - rzucił Oskar i odwrócił się do Tilly. - Wpadnę jutro, dobra?
Tilly przytaknęła.
- Och, a tutaj jest powód, dla którego przyszłaś - dodała Mary, wyciągając przed siebie niewielką butelkę z esencją waniliową. - Przekażesz Jackowi, że nie będzie musiał nic oddawać, o ile pozwoli mi spróbować jednego ciasteczkowego lizaka? - Uśmiechnęła się szeroko, a następnie położyła na stole pomiędzy nimi kopertę i pchnęła ją w stronę Tilly, która wpatrywała się w nią lekko zdziwiona. - Pomyślałam o tym, kiedy napomknęłaś o książkach swojej mamy - zaczęła powoli Mary. - Miałam to u siebie już od bardzo dawna i powinnam była dać ci je wcześniej, ale, no cóż, po tym, jak zniknęła Bea, dobrze to ukryłam, no i dopiero teraz znowu sobie o tym przypomniałam.
Żadne z nich nie wiedziało, co należałoby powiedzieć albo zrobić w takiej chwili, dlatego w końcu Mary przyciągnęła kopertę z powrotem do siebie i wysunęła z niej lekko poblakłą fotografię, na której młode Bea i Mary siedziały po obu stronach księgarnianej sofy. Ich stopy w skarpetkach stykały się pośrodku i obie trzymały książki na swoich mocno zaokrąglonych brzuchach.
- Przepraszam cię, Tilly, że nie zadbałam o nie lepiej - podjęła Mary, próbując zetrzeć plamę z narożnika zdjęcia. - Teraz już należy do ciebie, jeśli tylko chcesz. Wiem, że to niewiele, ale wydaje mi się, że ci się spodoba. Mogę opowiedzieć ci o nim coś więcej, gdybyś chciała, zrozumiem jednak, jeśli wolisz je najpierw obejrzeć sama. Dokładnie pamiętam tamten dzień. Nie mam najmniejszego pojęcia, co mam tutaj w rękach, ale twoja mama podczas ciąży wpadła w ciąg czytania klasyków. Wydaje mi się, że dopadła ją jakaś tęsknota za dzieciństwem. Pozycja ze zdjęcia to Mała księżniczka. Czytała ją w kółko. Była to jej ulubiona książka, ale jestem pewna, że dobrze o tym wiesz. Możesz wpaść i zapytać mnie o to zdjęcie, kiedy tylko chcesz, pamiętaj o tym.
- Dziękuję - powiedziała cichutko Tilly, patrząc intensywnie na fotografię. Właśnie się dowiedziała, że Mała księżniczka była ulubioną książką jej mamy. Po chwili Mary wsunęła zdjęcie z powrotem do koperty.
- No dobrze, w takim razie leć i pamiętaj, że chcę później dostać ciasteczkowego lizaka. - Mary pokierowała ją delikatnie w stronę drzwi. - I uważaj na tę kopertę, żeby nie zamokła w deszczu.
Tilly zaniosła esencję waniliową Jackowi i poszła z powrotem do kuchni, gdzie dziadek siedział na podłodze i opierał się o ścianę, trzymając w ręku chusteczkę w kratę. Tilly osunęła się na podłogę obok niego i przytuliła do jego ramienia, czując przy tym znajomy zapach kaszmirowego swetra i starego papieru.
- Zupełnie wyleciało mi z głowy, gdzie postawiłem to pudło - powiedział, tuląc do siebie Tilly. - To niektóre z ulubionych książek twojej mamy z czasów, gdy była w twoim wieku. Wiele z nich przeczytała po raz kolejny, kiedy chodziła z tobą w ciąży.
- I to były jej ulubione tytuły? - zapytała Tilly, ciekawa dalszych szczegółów.
- Cóż, no tak, właśnie te lubiła najbardziej, gdy dorastała. I to właśnie te książki wiele dla niej znaczyły, kiedy była w twoim wieku. Książki, które szczególnie podobają nam się, gdy dorastamy, wpływają na nas w niezwykły sposób, Tilly. A postaci z czytanych przez nas książek pomagają podjąć decyzję, kim staniemy się w przyszłości.
Dziadek urwał i Tilly zauważyła, że trzyma jeden z tomów i rozmawiając z nią, obraca go w rękach.
- A co do tej konkretnej książki... - powiedział. - Wahałem się, czy ci ją pokazać, no wiesz... A zresztą, po prostu daj mi później znać, co o niej sądzisz. - Raz jeszcze rzucił okiem na tom trzymany w dłoni i podał go wnuczce. Była to Mała księżniczka, egzemplarz z żółtą okładką. Tilly wyciągnęła fotografię Mary z koperty i pokazała ją dziadkowi.
- Skąd to wzięłaś? - zapytał.
- Pani Roux dała mi dzisiaj to zdjęcie - powiedziała Tilly. - Spójrz, mama czyta tę samą książkę!
- Bo widzisz, to była jej ukochana powieść - wyjaśnił dziadek. - Przepadała za nią, będąc w twoim wieku, ale tak naprawdę zakochała się w niej podczas studiów. Zabrała ten egzemplarz ze sobą i czytała go raz za razem. Ona... No cóż, najwyraźniej podczas ponownej lektury, już jako dorosła kobieta, odkryła w niej coś nowego. Czytałaś ją?
- Tak, i to kilka razy.
- I co o niej sądzisz? - zapytał dziadek. - Czy któraś z postaci przypadła ci jakoś szczególnie do gustu?
Tilly wzruszyła ramionami.
- Podobała mi się. Nie należy do grona moich ulubionych tytułów, ale naprawdę polubiłam Sarę. To, że uciekała w opowieści, kiedy była smutna albo po tym, jak zmarł jej tata.
Dziadek uśmiechnął się słabo, w równej mierze do Tilly, jak i do siebie.
- To dobrze, a teraz masz egzemplarz swojej mamy. Oraz zdjęcie, na którym go czyta.
Po chwili dziadek spojrzał na pudło.
- Być może w środku natkniesz się również na książki, których jeszcze nie znasz. Weź je na górę do swojego pokoju i przejrzyj. Co ty na to? - Uścisnął szybko Tilly i podniósł się z podłogi. - Nie mogę zostawiać twojej babci i Jacka zbyt długo samych, bo to się kiepsko skończy - powiedział, a następnie ruszył z powrotem do księgarni.
Tilly odłożyła Małą księżniczkę z powrotem do kartonu i weszła z nim po schodach do swojej maleńkiej sypialni położonej na poddaszu. Ściany jej pokoiku były zastawione regałami, które zapełniła już książkami należącymi do niej, ale też pożyczonymi tymczasowo ze sklepu, czego nie powinna robić. Jednak po tym, jak przyłapała babcię, która rozlała herbatę na książkę z księgarni, zwykle uchodziło jej to na sucho, o ile tylko oddawała egzemplarze w stanie nienaruszonym. Tilly postawiła karton na środku podłogi i położyła na nim kopertę od Mary. Następnie usiadła na łóżku, podciągnęła stopy do siebie i wpatrywała się w nią intensywnie, a w jej głowie aż buzowało od emocji.
W końcu raz jeszcze wyciągnęła fotografię, położyła ją na łóżko, po czym ściągnęła z półki cienki album. Na jego stronach mieściła się kolekcja fotografii, które pomogli zebrać jej dziadkowie; każda przedstawiała jej mamę: w wieku dziecięcym, z babcią i dziadkiem, w księgarni, a nawet jedno z Nowego Jorku, gdzie studiowała. Tilly oglądała te zdjęcia, choć przedstawione na nich wspomnienia nie należały do niej.
Poczuła nagle, jak gdyby ktoś owinął ją w gruby koc, który niósł pocieszenie, ale też jednocześnie ją dusił. Twarz jej mamy spoglądała na nią z tak wielu zdjęć jednocześnie. Gdy Tilly próbowała sama przypomnieć sobie, jak mama wyglądała, czuła się, jakby usiłowała wyobrazić sobie postać z jakiejś książki. Pojawiło się to samo wrażenie, że ten ktoś stoi tuż obok, ale gdy tylko chciało się przyjrzeć i zobaczyć detale twarzy, wszystko się zamazywało i uciekało, aż w końcu postać przestawała przypominać człowieka.
Spróbowała uspokoić oddech, po czym wsunęła fotografię od Mary do albumu i położyła go na stoliku przy łóżku. Następnie nabrała głęboko powietrza i zamiast na album popatrzyła na karton z książkami, z dwojga złego wydawało się to bowiem łatwiejsze.
- W końcu książki to moja działka - mruknęła pod nosem do siebie. - Jakoś sobie z nimi poradzę.
Spróbowała zdmuchnąć wierzchnią warstwę kurzu z pudła, ale nie uzyskała tak spektakularnego efektu jak na filmach, więc w końcu po prostu starła grubą warstwę rękawem. Na wierzchu nie było żadnych innych napisów prócz dużych liter umieszczonych tam przez jej mamę. Tilly zdrapała resztę taśmy, której warstwa klejąca niemal utraciła już swoje właściwości, i wyciągnęła egzemplarz Małej księżniczki. Pod spodem leżało stare wydanie Ani z Zielonego Wzgórza, które podniosła. Po chwili złapała się na tym, że wpatruje się jedynie w okładkę książki i nie jest w stanie jej otworzyć. Górny narożnik był zadarty i dzięki temu widziała, że na pierwszej stronie ktoś napisał dziecięcym charakterem: "Beatrice Pages". Tilly przesunęła palcem wskazującym po literach postawionych przez jej matkę i próbowała wyobrazić sobie, jak ta, będąc w jej wieku, ostrożnie kreśliła swój podpis. Poczuła, że między nią a mamą istnieje delikatna nić porozumienia - zdała sobie z tego sprawę dopiero teraz, tak jakby właśnie ta książka jej to uświadomiła.
Dziadek powtarzał jej od zawsze, żeby podpisywała książki swoim nazwiskiem, tak więc nie zdziwiło jej zupełnie, że również mama postępowała tak, gdy była mała.
- Przede wszystkim chodzi o to, żeby pozostawić w książce ślad świadczący o tym, że ktoś ją czyta i kocha - mawiał czasem. Dziadek miał w zwyczaju polować w antykwariatach na egzemplarze z cudzymi podpisami albo dedykacjami od ludzi, którzy wręczali wcześniej te książki jako prezenty. - Cieszy mnie sam fakt, że inni czytają te same książki, które tak wiele dla mnie znaczą. Lubię też myśleć o tym, że ktoś wybrał taką książkę dla kogoś na prezent. A te nazwiska i dedykacje stanowią jakby podróż w czasie i łączą czytelników z różnych epok, rodzin czy nawet krajów.
Tilly rozmyślała, co sprawiło, że jej matka polubiła akurat te książki i te postaci. Była ciekawa, czy chodziło o te same powody, dla których i ona je kochała. Czy Ania Shirley rozbawiała jej matkę w tych samych momentach co ją? W końcu dziewczynka zamknęła oczy i wyobraziła sobie alternatywną rzeczywistość, w której mogłaby ją o to po prostu zapytać. Zeszłaby po schodach, zastała ją przy stole kuchennym, gdzie jej mama siekałaby akurat z dziadkiem liście sałaty albo ugniatałaby ciasto z mąki i masła, by później z babcią zrobić z tego kruszonkę. Wprawdzie ich dom był zawsze żywy, a w powietrzu rozbrzmiewały śmiech, muzyka i przeróżne rozmowy, ale ucho Tilly łowiło ciszę tam, gdzie powinna słyszeć swoją matkę, jakby słuchała orkiestry, w której brakowało sekcji smyczkowej.
Delikatne pukanie do drzwi wyrwało ją z rozmyślań. Do pokoju zajrzała jej babcia.
- Cześć, kochanie, jak się masz? Dziadek twierdzi, że znalazłaś karton z książkami swojej mamy.
Tilly skinęła głową. Babcia weszła do pokoju i podniosła egzemplarz Małej księżniczki. Przytuliła go, jakby książka ta zawierała w sobie cząstkę jej córki.
- Zamierzam zabrać się do przyrządzania obiadu - dodała, przyciskając tom do piersi. - Zejdziesz do mnie na dół i pomożesz w zamknięciu sklepu? Tutaj jest trochę chłodno.
Tilly skinęła głową i poszła za babcią. Była pewna, że w kuchni będzie pusto, a mimo to wyobraziła sobie, że wchodzi do środka, a tam stoi jej matka. W końcu uderzyło ją ciepłe, kuchenne powietrze i wróciła myślami do rzeczywistości.
Nieco później tego wieczora jej smutek rozwiał się trochę przy talerzu z pieczonym kurczakiem z czosnkiem, cytryną, rozmarynem i ziemniakami tłuczonymi z zielonym groszkiem.
- A czy wiesz może, jakie książki czytał mój tata? - zapytała, a dziadek jakby zakrztusił się lekko chlebem, który właśnie przeżuwał.
- Niestety nie - powiedziała babcia i poklepała go po plecach. - Nie znaliśmy go zbyt dobrze.
- A myślicie, że moja mama wiedziała, które to książki? - zapytała Tilly.
- Jestem pewna, że tak - powiedziała babcia. - Z pewnością rozmawiali o książkach, jak i o wszystkim innym, jak to mają w zwyczaju zakochani.
- Dlaczego nie mamy żadnych ich wspólnych zdjęć?
- No cóż, z tego samego powodu, dla którego nie znamy tytułów jego ukochanych książek. Nie spędziliśmy z nim ani chwili przed jego śmiercią.
- Myślicie, że mama odeszła z powodu śmierci taty?
- Och, maleńka - rzuciła babcia. - Nie mam pojęcia, jak ci na to szczerze odpowiedzieć. Nie zamierzam udawać, że śmierć twojego taty nie złamała jej serca. Dużo rozmyślała na temat tego, jak by to było, gdyby sprawy potoczyły się inaczej. Ale kiedy się urodziłaś, to w pewnym sensie odzyskała małą cząstkę niego i między innymi dlatego byłaś dla niej wszystkim.
- Jestem ogromnie ciekawa, co takiego po nim odziedziczyłam - wyznała Tilly.
Dziadek uśmiechnął się.
- Cóż, swojego wzrostu ani włosów z pewnością nie masz po nas. Mam jednak wrażenie, że gust książkowy odziedziczyłaś po naszej części rodziny.
- Pamiętaj jednak, Tilly - dodała babcia - że choć masz w sobie trochę każdego z nich, a także mieszankę z reszty swoich przodków, najważniejsze jest to, co pochodzi wyłącznie od ciebie. Jestem o tym przekonana. A teraz powiedzcie mi, czyja kolej na zmywanie naczyń?
Gdy Tilly była młodsza, lubiła czytywać z dziadkiem książki przed pójściem do łóżka. Każdego wieczora po kolacji sadowili się na dużej, miękkiej sofie przed kominkiem i dziadek czytał na głos rozdział czy dwa z książki, którą akurat wybrali. Żeglowali z jaskółkami i amazonkami, poznawali wiedźmy z Akademii dla Czarownic Panny Cackle i zwiedzali światy oparte na grzbietach słoni.
Z czasem ta tradycja stopniowo wygasała. Początkowo ograniczyli się do czytania każde własnej książki obok siebie, aż w końcu Tilly zabierała swoje do łóżka i ani się obejrzeli, a przestali wspólnie czytać, choć nie stało się to za sprawą żadnej konkretnej decyzji.
W każdym razie później tego samego wieczora Tilly wygramoliła się z łóżka, trzymając wciąż zamknięty egzemplarz Ani z Zielonego Wzgórza należący niegdyś do jej mamy, a następnie zeszła z powrotem na dół. Jej babcia czytała coś w kuchni z kubkiem herbaty w ręku, ale oderwała się od lektury, widząc Tilly. Dojrzała książkę trzymaną przez dziewczynkę i uśmiechnęła się lekko, a następnie wróciła do czytania. Tilly weszła do sklepu i zobaczyła, że dziadek siedzi na sofie, a w pobliżu migocą płomienie paleniska. Usiadła obok niego z książką mamy złożoną na kolanach. Dziadek objął ją bez słowa, a po chwili, gdy babcia przyniosła im trzy kubki z gorącą czekoladą, odłożył swoją książkę i zaczął czytać.