Rozdział 2
Drugiego września Matylda zaczynała pierwszą lekcję za kwadrans dziesiąta. Niestety, jak się okazało, miała to być lekcja z czwartą B, a właściwie z połową tej klasy. Z drugą częścią miała kolejne zajęcia. Na lekcje języków obcych klasa była podzielona alfabetycznie na dwie grupy. Dzień zaczynała od grupy z drugiej połowy dziennika.
Wraz z dźwiękiem dzwonka Matylda opuściła pokój nauczycielski i skierowała się schodami na pierwsze piętro. Szybkim krokiem dotarła do sali z numerem 105 i rzucając okiem na stojących przed nią uczniów, otworzyła drzwi. Zaczekała, aż wszyscy wejdą do środka, a sama weszła jako ostatnia.
W klasie zapanował umiarkowany harmider, uczniowie szurali krzesłami, wyciągali podręczniki i rozmawiali między sobą. Matylda również wyjęła ze swojej torby pomoce naukowe i niewielki laptop, który od razu uruchomiła i zalogowała się do e-dziennika. W szkole sprzęt był dostępny, jednak wolała korzystać ze swojego. Dała uczniom jeszcze kilka sekund, po czym wstała z krzesła i stanęła pod tablicą. W sali zapanowała cisza i wszystkie szesnaście par oczu zwróciło się na nią.
- Dzień dobry - przywitała się, na co uczniowie chóralnie odpowiedzieli. - Mieliście okazję widzieć mnie już na rozpoczęciu, nazywam się Matylda Konieczna i będę was uczyć angielskiego. W maju czeka was matura, dlatego skupimy się głównie na przygotowaniach do egzaminu. - Podeszła do biurka i sięgnęła po plik kartek. - To jest konspekt zajęć na ten rok szkolny i lista tematów oraz dodatkowych zagadnień. - Zaczęła przechadzać się pomiędzy ławkami, rozdając kartki. - Niedługo będę również organizować fakultety dla chętnych.
Matylda dotarła do ostatniej ławki, w której siedziało dwóch chłopaków. Położyła na ich blacie dwie kartki z konspektem i przesunęła nieco na środek ławki, gdy nagle chłopak siedzący od jej strony wyciągnął rękę, jakby chciał złapać kartki, ale zamiast tego dotknął jej palców. Odniosła wrażenie, że wcale nie było to przypadkowe, a kiedy sekundę później podniosła wzrok na jego twarz, natrafiła na intensywnie wpatrujące się w nią niebieskie oczy. Uniosła brwi, wyraźnie zaskoczona i cofnęła rękę.
- Dziękuję - powiedział, nie spuszczając z niej wzroku.
- Proszę - mruknęła, odwróciła się na pięcie i po chwili znów znalazła się przy biurku.
Odłożyła niewykorzystane kartki i ponownie zwróciła się do klasy.
- Bardzo ułatwiłoby mi to komunikację, gdybyście napisali na kartkach swoje imiona i umieścili je na ławkach, żebym mogła zwracać się do każdego po imieniu.
Zaszeleściły wyrywane z zeszytów kartki i po chwili na ławkach pojawiły się wizytówki uczniów. Matylda zerknęła w stronę chłopaków z ostatniej ławki. Oskar. Założyła za ucho kosmyk kasztanowych włosów i znów sięgnęła po plik kartek leżących na biurku.
- Chciałabym sprawdzić, co umiecie, a co warto powtórzyć, dlatego przygotowałam dla was krótki test wiedzy, który absolutnie nie jest na ocenę, a tylko i wyłącznie do mojego wglądu - powiedziała szybko, zanim po słowie "test" rozległyby się pomruki sprzeciwu.
Tym razem nie przechodziła po klasie, a podała kartki pierwszym ławkom z prośbą, żeby przekazali resztę dalej.
- Proszę nie ściągać, bądźcie uczciwi w stosunku do mnie i do siebie - zastrzegła nauczycielka. - Test jest krótki, więc myślę, że dwadzieścia minut powinno wystarczyć.
Uczniowie złapali za długopisy i skupili się na rozwiązywaniu testu, a Matylda, zdjąwszy marynarkę, usiadła za biurkiem. Na razie lekcja przebiegała spokojnie i bezproblemowo. "Czyli jednak trafiłam na dojrzałych i poważnych młodych ludzi" - odetchnęła z ulgą. Postanowiła wykorzystać te dwadzieścia minut na uzupełnienie kilku dokumentów podesłanych mejlem przez dyrektorkę dziś z rana.
Kiedy czas minął, Matylda poprosiła o przekazanie testów do przodu i zebrała pliczek z pierwszej ławki. Przejrzała na szybko wszystkie kartki i dostrzegła, że na jednej ktoś zapomniał się podpisać. Już chciała ogłosić to klasie, żeby zapominalski napisał chociaż swoje imię, ale wtedy zauważyła, że test nie jest wypełniony, a na jego końcu zostało zapisanych kilka słów. Kiedy je przeczytała, poczuła, że zalewa ją fala gorąca, a to, co pomyślała o klasie raptem dwadzieścia minut temu, właśnie poszło się...
- Bardzo zabawne - rzuciła, nie kryjąc wściekłości.
Miała ochotę zgnieść kartkę w kulkę, wyrzucić do kosza i po prostu wyjść z sali, choć ostatkiem sił powstrzymała się przed tym impulsywnym odruchem. Uczniowie patrzyli na nią zdziwieni, nic nie rozumiejąc.
- Kto to napisał?! - Prawie krzyknęła, unosząc w dłoni niepodpisaną kartkę.
Nikt się nie odezwał. Uczniowie rozglądali się po sobie i wzruszali ramionami.
- Przeczytaj, proszę... Klaudia. - Matylda położyła kartkę przed dziewczyną siedzącą w pierwszej ławce.
Klaudia najpierw rzuciła okiem na tekst, a potem niepewnie spojrzała na nauczycielkę.
- Na głos przeczytaj.
- Jest pani pewna? - zapytała dziewczyna z wahaniem.
Matylda tylko skinęła głową, a Klaudia wzięła głęboki wdech i zaczęła czytać.
- "Ma pani kuszące cycki. Chciałbym zobaczyć, jak skaczą, gdy będzie pani ujeżdżała mojego ku...". Nie przeczytam tego dalej - skrzywiła się i oddała kartkę nauczycielce.
W klasie zapanowała grobowa cisza, a po chwili rozległy się gorączkowe szepty.
- Nie wiem, który to napisał, ale zaraz mogę się dowiedzieć. Wolałabym jednak, żeby sam się przyznał - oznajmiła Matylda, kipiąc ze złości, chociaż starała się tego po sobie nie okazywać.
Czekała na reakcję, ale nikt się nie odezwał. Przyglądała się przez chwilę twarzom dziewięciu znajdujących się w klasie chłopaków, ale na pierwszy rzut oka nie była w stanie ocenić, który z nich mógł być autorem tego żenującego tekstu.
- Dobrze - rzekła twardo po chwili. - Niech autor zostanie po dzwonku. Inaczej sama sprawdzę, kto się nie podpisał i zgłoszę to do dyrekcji.
Sięgnęła po podręcznik leżący na biurku i zapisała na tablicy temat lekcji. Starała się opanować i normalnie prowadzić dalej zajęcia, ale czuła się tak upokorzona, że w środku cała się trzęsła. Na szczęście do dzwonka zostało niespełna piętnaście minut, akurat tyle, żeby przeczytać dłuższy tekst z podręcznika.
- Klaudia, proszę, zacznij czytać na głos - zwróciła się do dziewczyny.
Uczennica przeczytała kilkanaście zdań, po czym Matylda poprosiła jej koleżankę z ławki o kontynuowanie. Jeszcze nigdy w swojej karierze zawodowej tak bardzo nie pragnęła, żeby lekcja wreszcie się skończyła.
Gdy zabrzmiał upragniony dzwonek, uczniowie poderwali się z miejsc, żeby po chwili bez pośpiechu opuścić salę. Matylda niewzruszona siedziała przy biurku i wpatrywała się w otwarty plik na monitorze laptopa. Miała wrażenie, że klasa już opustoszała, więc podniosła wzrok ponad ekran i zauważyła, że w ostatniej ławce wciąż ktoś siedzi.
Kiedy jej spojrzenie spoczęło na Oskarze, chłopak podniósł się z krzesła, złapał plecak oraz kartkę ze swoim imieniem, od razu zgniatając ją w kulkę, i podszedł do biurka nauczycielki. Matylda wstała.
- To twoja sprawka? - zapytała, chociaż zabrzmiało to bardziej jak stwierdzenie.
Dziwnie się czuła, gdy musiała patrzeć w górę, mówiąc do ucznia. Zwykle to ona górowała nad swoimi uczniami, a teraz nawet w szpilkach była dużo niższa od Oskara. Wpatrywała się w niego z gniewnym wyrazem twarzy i myślała, że eksploduje ze złości, kiedy na jego twarz wypłynął bezczelny uśmiech.
- Przyznaję się - powiedział i wyszczerzył w uśmiechu.
Matylda kompletnie nie mogła pojąć jego postawy.
- Żarty sobie stroisz?! - podniosła głos.
- Nie - oznajmił tonem niewiniątka. - To nie był żart, pisałem całkiem serio.
Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Stała tam i patrzyła na niego oniemiała, mając wrażenie, że śni i pragnąc wybudzić się z tego koszmaru.
- Upokorzyłeś mnie przed połową klasy, za chwilę zapewne dowie się o tym druga połowa, a tydzień później cała szkoła będzie o tym huczała, idioto - warknęła.
Doskonale wiedziała, że nie powinna nazywać ucznia idiotą, ale w tym momencie kompletnie puściły jej nerwy.
- Nie musiała pani czytać tego przed klasą - zauważył spokojnie.
- A ty nie musiałeś tego pisać! Co niby miałeś na celu, pisząc takie paskudztwo?! - Z oczu Matyldy sypały się iskry.
- Co miałem na celu? - Oskar na chwilę odwrócił wzrok i podrapał się po brodzie, zastanawiając się nad odpowiedzią. - A, tak! - zawołał, jakby go olśniło. - Że chciałbym zobaczyć, jak pani cycki...
- Przestań! - przerwała mu Matylda, zanim zdołał dokończyć. - Wpisuję ci uwagę - powiedziała, usiadła do biurka i natychmiast ponownie zalogowała się do e-dziennika. - Za obrażanie nauczyciela. I nie życzę sobie więcej takich bezczelnych komentarzy!
- Zgłosi to pani do dyrekcji? - zapytał, ale w jego głosie nie wyczuła strachu.
- Tym razem ci daruję, ale jeśli to się powtórzy, to zadbam o to, żeby cię zawiesili w prawach ucznia. Dziwię się, że tak sobie grabisz w ostatniej klasie - syknęła. - Nazywasz się Oskar Roztocki, tak? - zapytała dla pewności, po zerknięciu na listę uczniów.
- Oto ja - rzekł wesoło.
Aż miała ochotę zdzielić go w tę głupio uśmiechniętą gębę. Co za bezczelny gnojek!
- Wynoś się już - warknęła, nie zaszczycając go spojrzeniem.
- Przepraszam - powiedział po chwili. - Nie wiedziałem, że aż tak to panią dotknie. W sumie to był komplement.
- Wynoś się! - powtórzyła dużo ostrzej.
Oskar już nic nie odpowiedział, tylko posłusznie wyszedł z sali.
Matylda skończyła notować uwagę, zamknęła laptop i zaczęła pakować torbę, bo kolejną lekcję miała w innej sali. Czuła, że twarz płonie jej ze złości i z upokorzenia. Pierwszy dzień, pierwsza lekcja i coś takiego... Pokręciła głową z niedowierzaniem, wzięła kilka głębszych oddechów i zgarnąwszy swoje rzeczy, wyszła na korytarz.
***
Na kolejnej przerwie już cała czwarta B wiedziała, co zaszło na pierwszej lekcji angielskiego. Jak tylko Oskar dotarł pod salę od fizyki, natychmiast dopadł go Kacper.
- Stary, pojebało cię?! - zawołał, łapiąc się za głowę. - Kuba przed chwilą mi wszystko powiedział. Co ty odjebałeś?
Oskar nie odpowiedział od razu, tylko rozejrzał się po korytarzu w poszukiwaniu przyjaciela. Kuba stał kilka metrów dalej w towarzystwie koleżanek z pierwszej grupy i coś im żywiołowo opowiadał. Oskar słyszał jego donośny głos, ale nie słyszał słów, choć domyślał się, co Kuba rozpowiada dookoła. Znając go, mógł się tego spodziewać.
- O co ci chodzi? - zapytał spokojnie Kacpra, bo ten wciąż wpatrywał się w niego oniemiały.
- O co mi, kurwa, chodzi? Ty miałeś ją zaliczyć, a nie wkurwić. Z tego, co mówił Kuba, to dostała ostrej piany.
- No tak, może trochę przegiąłem - zastanowił się Oskar. - Ale lubię podkręcać atmosferę - uśmiechnął się.
- Jak za bardzo popłyniesz, to wyjebią cię ze szkoły - stwierdził Kacper.
- Co tam, światły poeto? - Do chłopaków podszedł Kuba, klepnął Oskara w ramię i zaśmiał się głośno.
- Robię, co mogę - skwitował Oskar.
- Mordo, powinieneś zaczynać od małych kroczków, a nie tak z grubej rury - poradził Kuba. - Za bardzo popłyniesz i jeszcze cię z angola upierdoli.
- Kubuś, nie ucz ojca dzieci robić - rzekł Oskar pobłażliwie.
Kuba parsknął śmiechem.
- Taa... Gdzie te kolejki napalonych dup? - Zrobił z dłoni daszek i przyłożywszy do czoła, zaczął rozglądać się po korytarzu.
- Zamknij się i daj mi pracować - mruknął Oskar.
Właśnie nadeszła fizyczka i uczniowie powoli zaczęli wsypywać się do sali, więc rozmowa się urwała.