Thomas staje się wilkiem - Dawid Przybysz

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ 2

Biologia u Blacka

- Do tablicy przyjdzie dzisiaj...

Thomas siedział na biologii i wpatrywał się w podłogę. Zupełnie jakby miało go to uchronić od wywołania do odpowiedzi. Wiedział, że na środku klasy się nie odezwie, ponieważ poprzedniego dnia nawet nie zajrzał do zeszytu. Miał przecież urodziny i nie w głowie mu była nauka. Stresował się tak bardzo, że spocone dłonie schował do kieszeni. Oby tylko nie padło na niego.

- Brandon, zapraszam - dokończył nauczyciel.

Uff! Co za fart - pomyślał Thomas i westchnął z ulgą, podobnie zresztą jak pozostali uczniowie. Klasa wiedziała, że pan Black pytał tylko jedną osobę pod koniec lekcji, nawet jeśli ta nie udzieliła żadnej odpowiedzi. Szkoda mu było czasu, należało przecież ciągle gonić z materiałem.

Wyjątkowo wysoki chłopak wstał nieśmiało i skierował się do biurka. Stanął przed rówieśnikami i zerknął na nagle atrakcyjnie wyglądające buty.

- Jakie funkcje pełnią mitochondria? - zadał pierwsze pytanie nauczyciel, bez przerwy kręcąc nosem i dotykając się po twarzy.

Pan Black był dziwnym człowiekiem. Miał długie, srebrne włosy, krótko ostrzyżoną brodę i wyjątkowo garbaty nos. Nosił zawsze ten sam wyświechtany garnitur, przepoconą czarną koszulę i do tego wściekle czerwone buty. To jednak nie strój czynił go indywidualnością, lecz zachowanie. Notorycznie dotykał się po ustach, policzkach czy brodzie. Do tego wykręcał twarz, robiąc dziwne miny. Czyżby to były tiki nerwowe lub niezidentyfikowana choroba?

- Nie wiemy, tak? - dodał, kiedy uczeń wciąż milczał. - To może chociaż wymienisz mi rodzaje komórek?

Nastolatek kiwnął głową i zaczął wyliczać:

- Huawei, Samsung, iPhone... Więcej nie kojarzę.

Black spojrzał na niego z niedowierzaniem i wybuchnął gromkim śmiechem, a w ślad za nim cała klasa. Z tego właśnie słynął pan Black. Gdy ktoś zrobił coś wyjątkowo głupiego, nie potrafił się powstrzymać przed odpowiednim komentarzem lub szyderczym śmiechem.

Zagrzmiał długo oczekiwany dzwonek kończący lekcję. Uczniowie zaczęli się pakować i w pośpiechu opuszczać salę.

- Na jutro macie przynieść pożywkę bakterii, którą wam zadałem! - rzucił na koniec Black, próbując bezskutecznie przekrzyczeć szuranie krzesłami.

Thomas jako jeden z pierwszych wyszedł z pomieszczenia, samotny, bez żadnego kolegi, z którym mógłby porozmawiać, i skierował się w stronę szafek. Tuż za zakrętem odnalazł wnękę z magazynkiem na książki i ją otworzył. Wrzucił niedbale podręczniki i przejrzał się w lustrze przyklejonym na drzwiach wewnątrz gabloty. Przeczesał palcami długie, brązowe włosy. Niebieskie oczy miał dziś podkrążone, a liczne wypryski na twarzy jak zwykle wywołały grymas niezadowolenia. Trzasnął ze złości szafką, skutecznie ją zamykając.

- Cześć, Tom! - zawołała dziewczyna, która pojawiła się tuż za nim.

- No hej - odparł od niechcenia i ruszył do wyjścia.

- Poczekaj, chciałam z tobą porozmawiać - dodała i ruszyła za nastolatkiem.

- Tak, a o czym?

Nie zatrzymał się ani nawet nie zwolnił tempa. Wiedział od pierwszego dnia w szkole, że jej się podoba, ale tego nie odwzajemniał. Co prawda była całkiem ładna i zgrabna, ale na tym atuty dziewczyny się kończyły. Tom szukał ambitnej rówieśniczki, która miała plany na przyszłość, ciekawe zainteresowania, a nie tylko zakupy w głowie i przesadne dbanie o wygląd. Aczkolwiek żadnej do tej pory jakoś nie spotkał.

- No wiesz... - zaczęła i zatrzepotała rzęsami. - Pomyślałam, że w sobotę zrobię domówkę i chciałam cię zaprosić.

- W tę sobotę? O kurczę, niestety mam już plany - skłamał.

- A co takiego robisz? Może to przełożysz czy coś?

- Wiesz, to nie takie proste, bo... - mówił Tom, lecz nie skończył, albowiem wpadł na niego inny uczeń.

Zderzyli się mocno, ale nic się nie stało.

- Ej! Dawajcie przed szkołę! Leją się! - zawołał chłopak i ruszył dalej biegiem. Nie przeprosił za wypadek, który spowodował.

Tom w duchu podziękował za rozwój wydarzeń. Miał pretekst do zakończenia rozmowy. Ruszył żwawo poza mury szkoły, a nieco obrażona dziewczyna podążyła w przeciwnym kierunku.

Na zewnątrz w kole utworzonym z uczniów dwóch śmiałków szykowało się do walki.

- Takich dziwolągów jak ty trzeba tępić! - zawołał wyższy.

- Mamy dwudziesty pierwszy wiek, wieśniaku, lecz intelektualnie zatrzymałeś się w czasach drugiej wojny światowej! - odpyskował rywal.

- Tak? Zaraz ci pokażę, co robili w czasie wojny z takimi jak ty! - odciął się i ruszył na niego z pięściami.

Chłopcy zaczęli się okładać. Kiedy padły pierwsze ciosy, mniejszy spróbował kopać, gdzie popadnie. Tłum rozochoconych uczniów wiwatował jednemu lub drugiemu. Tom poczuł przypływ złości i przedarł się przez koło utworzone z nastolatków.

- Przestańcie natychmiast! - zawołał, po czym rozdzielił ich własnym ciałem.

Nie znosił, gdy ktoś pastwił się nad słabszymi. Sam doświadczył tego w życiu. W szkole podstawowej był niski. Tak niski, że w czwartej klasie wszyscy myśleli, że wciąż uczęszczał do przedszkola. Rówieśnicy śmiali się z niego, a jak nie reagował na zaczepki, podstawiali mu nogi. Któregoś razu nie wytrzymał i uciekł z lekcji z płaczem. Po tamtej traumie obiecał sobie, że zawsze będzie stawał po stronie słabszych.

Padły jeszcze trzy ciosy, nim zaprzestali walki, w tym oberwało się Tomowi, co zauważył pan Black, który wyszedł właśnie ze szkoły.

- Marsz do dyrektora! Cała trójka! - wrzasnął tak głośno, że opluł stojących najbliżej niego uczniów.

To było dość typowe dla tego nauczyciela, dlatego też nikt nie siadał w pierwszej ławce na jego zajęciach.

- Przecież nic nie zrobiłem, chciałem ich tylko rozdzielić - mruknął Tom, co było zgodne z prawdą.

Inni pokiwali głowami.

- Nie obchodzi mnie to! Byłeś wśród walczących, tak? To idziesz do dyrektora! - oznajmił Black, nie uznając argumentu.

- Nie będę z tym dziwolągiem nigdzie szedł! Brzydzę się go! - wyznał wysoki chłopak, który rozpoczął bójkę.

- Zamilcz! - Black zaczynał tracić cierpliwość. - Ostatni raz powtarzam: do dyrektora!

Chłopacy rzucili pod nosem buntownicze groźby, po czym skierowali się z powrotem do szkoły.

- Ty też, Thomasie! - dodał Black.

- Już mówiłem, że...

- Dość! Wyjaśnisz to dyrektorowi! - uciął nauczyciel.

Niezadowolony chłopak powędrował za rówieśnikami, powoli żałując, że rozdzielił walczących. Teraz obawiał się, że jemu również się oberwie, a co gorsza, powiadomią o zajściu rodziców. Mama na pewno zrozumie i na pogadance się skończy, ale ojciec? Cóż, może nawet go spierze...

ROZDZIAŁ 3

Lekcja tolerancji

Gabinet dyrektora Fasona był niewielkim pomieszczeniem, a do tego strasznie zagraconym. Znajdowało się tam tak wiele przedmiotów, że należało uważać, by na coś nie nadepnąć. Stary czajnik, magnetofon, połamane krzesło i zalegające wszędzie dokumenty świadczyły o tym, że nie lubił przestrzegać porządku. Dodatkowo fioletowe ściany udekorowano obrazami słodkich psów, co wręcz przyprawiało o mdłości.

Dyrektor siedział na prostym krześle za biurkiem jak na tronie. Jego małe oczka gapiły się na nowo przybyłych bez najmniejszego mrugnięcia. Siwe wąsy i łysina idealnie mu pasowały. Ubierał się zazwyczaj w śliwkowy garnitur, przez co zlewał się z kolorem ścian.

- Panie dyrektorze! - zwrócił się Black do przełożonego. - Ci chłopcy wdali się w bójkę przed szkołą - oświadczył i pomacał się po twarzy.

- Ja ich tylko rozdzieliłem - odparł odważnie Tom.

- To Kevin zaczął! - rzucił niższy nastolatek. - Wyzywał mnie od dziwolągów!

- Bo nim jesteś i takich jak ty trzeba tępić!

- Spokój! - wrzasnął dyrektor i skutecznie uciął przepychankę słowną.

Uczniowie pierwszy raz widzieli go w takim stanie. Fason słynął raczej ze spokojnego charakteru i polubownego rozwiązywania problemów; najwyraźniej dziś musiał mieć gorszy dzień.

- Panie Black, co pan dokładnie widział?

- W sumie to moment, kiedy okładali się pięściami, a Tom wszedł między nich - odparł nauczyciel i zmarszczył nos.

- A zatem czy możliwe, że Tom rozdzielał chłopców? - dopytał dyrektor.

- Tak.

- Czy tak było, Adamie? - zapytał.

- Potwierdzam - odparł najniższy uczeń.

- A zatem pan Black i Tom mogą odejść. Dziękuję za interwencję. Z tymi dwoma porozmawiam na osobności.

Zarówno Thomas, jak i nauczyciel zrobili zdziwione miny, lecz kiwnęli głowami i opuścili gabinet.

- A co do was, moi drodzy, chciałbym usłyszeć wersję każdego z was po kolei - oznajmił dyrektor.

- Ja zacznę - mruknął Adam. - Wracałem po lekcjach do domu. Przed szkołą czekał Kevin i zaczął mnie wyzywać od... od...

- Możesz nazywać rzeczy po imieniu, nie uznam tego za wykroczenie - oznajmił dyrektor, widząc zmieszanie nastolatka.

- Dobrze. Wyzywał mnie od zwyrodnialców, dziwolągów, bo mam odstające uszy... Gdy się kłóciliśmy, otoczyli nas uczniowie, po czym Kevin rzucił się na mnie z pięściami - skończył Adam i otarł krew z rozciętej wargi. Jego twarz powoli puchła, nabierając czerwono-fioletowych odcieni.

- Rozumiem - oświadczył ze stoickim spokojem dyrektor i zwrócił się do drugiego ucznia: - A jak to wyglądało z twojej perspektywy?

- Prowokował mnie cały dzień! - zawołał Kevin głośniej niż zamierzał. - Przez cały czas się uśmiechał, mrugał i rzucał pod nosem przekleństwa, jak go mijałem. W końcu nie wytrzymałem i chciałem mu pokazać, gdzie jest miejsce takich brzydali jak on!

Zamilkł, więc Fason dopytał:

- Więc rzuciłeś się na niego z pięściami po tym, jak zalałeś go falą epitetów?

- Falą czego?

- Wyzwisk, przekleństw - wytłumaczył cierpliwie dyrektor.

- Ale on mnie też wyzywał od obleśnych grubasów i nieuków! - bronił się Kevin.

- Rozumiem, teraz mam pytanie do Adama. Czy to, co powiedział twój kolega, to prawda? Też go przezywałeś?

- Tak, ale to była moja linia obrony - stwierdził Adam. - Musiałem coś odpowiedzieć na zaczepki, inaczej koledzy by się ze mnie śmiali. Już teraz się śmieją, że mam uszy jak słoń, że mogę na nich wieszać ubrania...

Zapadła cisza. Adam spuścił wzrok, a w kącikach oczu pojawiły się łzy. Tymczasem Kevin się chełpił, pełen satysfakcji.

- Posłuchaj mnie, Adamie - zwrócił się Fason do ucznia. - To, że taki się urodziłeś, nie czyni cię gorszym człowiekiem. Mało tego, to nie daje innym prawa, by cię obrażać i znęcać się nad tobą. Mój brat też ma odstające uszy i dziś jest cenionym prawnikiem.

Ostatnie dwa zdania wywołały zmieszanie, widoczne na twarzach chłopców.

- A co do ciebie, Kevinie, powiedz proszę, czy pomyślałeś przez chwilę, jak poczuła się twoja ofiara?

- Nie - odparł nastolatek.

- Szkoda - westchnął dyrektor. - Jesteś leworęczny, prawda?

- Tak.

- A zatem wyobraź sobie sytuację, że leworęczność w naszym kraju traktuje się tak samo źle, jak odstające uszy. Jak byś się czuł, gdyby szydzili z tego, że piszesz lewą ręką?

- Ale taki się urodziłem, nie miałem na to wpływu!

- On też się taki urodził. Za odstające uszy odpowiada nasza genetyka - dodał dyrektor. Chwilę milczał, aż w końcu wstał i przyjął nieco łagodniejszy wyraz twarzy.

- Jestem zmuszony wyciągnąć konsekwencje. Po pierwsze za nękanie można wylecieć ze szkoły. Gdybyś był dorosły, Adam mógłby założyć ci sprawę. Tymczasem zostajesz zawieszony w prawach ucznia. Jutro w moim gabinecie mają się stawić twoi rodzice. Zrozumiałeś?

- To niesprawiedliwe! Przecież mnie prowokował! Też mnie wyzywał! - obruszył się Kevin.

- Dlatego Adama rodzice również do mnie przyjdą - oznajmił Fason, uśmiechając się po raz pierwszy. - A jeśli jeszcze raz się dowiem, że dręczysz uczniów, wylecisz ze szkoły w trybie natychmiastowym.

Obruszony Kevin burknął coś pod nosem. Tymczasem Adam odważył się podnieść wzrok, lecz nie na dyrektora, tylko na obrazy wiszące na ścianie. Dopiero teraz zauważył, że psy z portretów patrzyły się prosto na niego; takie przynajmniej sprawiały przytłaczające wrażenie. Im dłużej przebywał w tym gabinecie, tym bardziej narastał w nim niepokój.

- Dodatkowo - ciągnął dyrektor. - Napiszesz esej na temat, dlaczego nie wolno obrażać innych. Ręcznie, na dziesięć stron.

- Na dziesięć stron? - zapytał z niedowierzaniem Kevin.

- Tak, tyle wystarczy, byś zrozumiał i zapamiętał tę lekcję. - Fason wstał i podziękował uczniom za spotkanie.

Nastolatkom nie pozostało nic innego jak pożegnać się i opuścić gabinet dyrektora. Co prawda żaden nie czuł się usatysfakcjonowany rozwojem wydarzeń, ale gdzieś po cichu Adam liczył na to, że już nigdy nie spotka się z przejawem agresji ze strony Kevina.

Tymczasem Thomas wracał już ze szkoły. Mijał ostatnie domostwa i wkrótce zapukał do drzwi. Przez całą drogę zastanawiał się, czy mówić rodzicom o tym, co zaszło. Istniało prawdopodobieństwo, że i tak się dowiedzą - zwłaszcza mama, która chodziła na wywiadówki. Zresztą, wiele zależało od tego, czy ojciec będzie w domu. Jeśli tak, nie wspomni o bójce ani słowa. Znając go, jeszcze by to odpowiednio skomentował i skarcił Toma za wtrącanie się w nie swoje sprawy. Ojciec miał wyjątkowo przestarzałe poglądy i pewnie stanąłby po stronie Kevina.

- Hej, mamo! - zawołał Tom, gdy nacisnął w końcu na klamkę i przekroczył próg. Szybka lustracja otwartego salonu pozwoliła mu prawidłowo wywnioskować, że ojca nie było. - Nie uwierzysz, co się stało! Kevin i Adam z innej klasy się pobili. Jeden wyzywał drugiego, śmiał się z jego odstających uszu. Oczywiście nikt nie zareagował, więc ich rozdzieliłem, ale też oberwałem kilka razy, zanim się uspokoili.

Eva milczała i wpatrywała się w syna niczym posąg. Zdawała się nieobecna, głucha na słowa Toma.

- Wtedy też wyszedł pan Black i skierował nas do dyrektora - ciągnął chłopak, jakby opowiadał o czymś niesamowicie ciekawym. - Na szczęście Fason mnie wysłuchał i... Czy ty tu w ogóle jesteś?

Matka dalej się nie odzywała. Nieruchoma i zszokowana w końcu zdołała wykrztusić kilka słów:

- Właśnie miałam telefon. Ciotka Rita przebywa w szpitalu.

- O rety! - krzyknął Tom. - Nic jej nie jest? Co się stało? Miała wypadek? Pewnie z jej winy, wiedziałem, jest przecież takim kiepskim kierowcą.

Eva przemilczała komentarz syna. Zastanawiała się, czy powiedzieć mu prawdę. Czasami niewiedza była lepsza. Gdyby John wcześniej wrócił, to z nim podzieliłaby się zmartwieniem. Pod warunkiem, że miałby trzeźwy umysł. Z drugiej strony jednak to nie w porządku, przecież Thomas to już prawie dorosły mężczyzna. Ale czy był gotów zmierzyć się z takim problemem?

- Jest w szpitalu... - zaczęła, głośno przełykając ślinę. - Psychiatrycznym.

ROZDZIAŁ 7

IconAnimal

Thomas drżącymi rękami rozrywał karton. Czuł, jak napięcie osiąga punkt kulminacyjny. Zżerała go ciekawość, którą miał nadzieję zaraz zaspokoić. Podniecenie rozsadzało mu pierś. Nie pamiętał, by kiedykolwiek otwierał coś z taką fascynacją. W środku paczki znajdowało się niewielkie pudełko. Je również potraktował nożyczkami, lecz sam przedmiot wyjął ostrożnie i usunął folię.

IconAnimal wyglądało jak zwykłe, nieco zmodyfikowane słuchawki. Zakładało się je na głowę i uszy, a niewielkie przyssawki należało przyczepić do skroni. Nie trzeba było niczego składać, co znacznie ułatwiło obsługę, chociaż po dłuższych oględzinach nie dało się zauważyć żadnego przycisku jak Start czy Off. Chłopak nie miał pojęcia, jak to włączyć. Nieco sfrustrowany poszukał w pudełku instrukcji i zaczął czytać.

IconAnimal to przedmiot do kontroli ciała domowego zwierzęcia. Pierwsza sesja nie powinna być dłuższa niż około pięć minut. Podczas wizji umysł kontrolowanego zwierzęcia przechodzi w stan uśpienia - pupil nie ma pojęcia, co się z nim dzieje - nie jest tego świadomy. Pod ŻADNYM pozorem nie wolno przenosić się do ciała dzikich zwierząt!

To ostrzeżenie powtarzało się cyklicznie, więc nastolatek przerzucił kartkę do miejsca, z którego mógłby się dowiedzieć, jak przejąć umysł chomika.

Uruchamianie urządzenia IconAnimal jest proste. Wystarczy nałożyć je na głowę i uszy, a zaczepy na skronie. Następnie intensywnie myśleć i patrzeć na zwierzę, do którego chcesz się przenieść, i po około dziesięciu sekundach zamknąć oczy. Gdy je otworzysz, będziesz już kontrolował ciało i umysł pupila. Aby zakończyć połączenie, należy powiedzieć na głos: "Game over". Następnie zamknij oczy, aby przenieść się z powrotem do ludzkiego ciała. W przypadku wyczerpania baterii należy podłączyć urządzenie do ładowania. Nie poleca się korzystać z IconAnimal podczas ładowania. Pod ŻADNYM pozorem nie wolno przenosić się do ciał dzikich zwierząt!

Znowu to ostrzeżenie. Ciekawe, dlaczego tak to podkreślają? - pomyślał Tom, znudzony zbyt długim opisem. Zrozumiał jednak, jak to działa, więc postanowił spróbować. Zerknął jeszcze tylko do pudełka, by sprawdzić czy załączono ładowarkę do przesyłki.

- Puk! Puk! - zawołała matka chłopaka, która bez ostrzeżenia pojawiła się w pokoju. - Ojciec już zasnął na dobre i do rana się nie obudzi. Możesz już zejść na obiad.

- Nie teraz, mamo. Przyjdę za pół godziny - oświadczył nastolatek, który już dawno zapomniał o pijanym ojcu czy o głodzie.

- Co do ciebie przyszło?

- Kupiłem używane słuchawki - skłamał nastolatek.

- Och, w porządku. Będę na dole, tylko zejdź za pół godziny - mruknęła czule i widząc brak reakcji ze strony syna, zostawiła go samego.

Zapach jej delikatnych perfum wciąż unosił się w pokoju, mimo że wróciła już do kuchni.