Nie sądziłam, że przerwa wakacyjna okaże się dla mnie torturą. Brakowało mi zajęcia, przez co miałam zdecydowanie za dużo czasu na myślenie. Myślenie o kimś, o kim powinnam zapomnieć. Wyjechał. Nie mieliśmy szansy, żeby porozmawiać ten ostatni raz. Spóźniłam się.
– Jedziemy z tatą do centrum handlowego. Wybierzesz się z nami? – Mama uchyliła drzwi mojej sypialni i uśmiechnęła się szeroko.
– Jedźcie sami. Dobrze wiesz, że nie lubię takich wycieczek – zbyłam ją i wzruszyłam ramieniem.
Nie chciałam jej wtajemniczać w moje bezsensowne rozterki. Nie dlatego, że jej nie ufałam, a dlatego, że wkrótce mój zły nastrój pójdzie w niepamięć, a nieznajomy, który zagnieździł się w mojej głowie, rozproszy się jak mgła.
– Jesteś jakaś nieswoja. Wszystko w porządku? Źle się czujesz? – zaczęła wypytywać i weszła do środka. Od razu przytknęła dłoń do mojego czoła. Miałam dwadzieścia dwa lata, a ona wciąż traktowała mnie jak małą dziewczynkę.
– Nie wyspałam się – skłamałam, choć właściwie to nie do końca było kłamstwo.
Rzeczywiście nie spałam, tylko dlatego, że patrzyłam tępo w sufit i zastanawiałam się, co mi odwaliło.
Popatrzyła na mnie z troską i pogładziła po policzku.
– Przywieziemy kolację, więc nic nie przygotowuj. Odpocznij – poleciła ciepło i zostawiła mnie samą z moimi myślami.
Westchnęłam już kolejny raz tego dnia i oparłam łokcie na biurku. Wtedy komunikator, który miałam włączony na laptopie, wydał z siebie dźwięk powiadomienia. Niechętnie spojrzałam na monitor i zacisnęłam usta w wąską kreskę.
W czasie, kiedy odbywały się zajęcia, ludzie, przede wszystkim faceci, pisali do mnie pod pretekstem nauki. Pytali o notatki, jakieś materiały, prosili o korepetycje. Teraz, kiedy utracili ten pretekst, bo trwały wakacje, próbowali zapraszać mnie na przeróżne studenckie imprezy.
To nie tak, że byłam zgorzkniałą, nadętą kujonką, która nie miała znajomych, bo wszystkich od siebie odpycha. Było przy mnie wąskie grono i jedna przyjaciółka od wielu lat. To mi wystarczało.
Odczytałam wiadomość od Alexa, który był na tym samym roku co ja i od jakiegoś czasu bardzo wytrwale próbował się do mnie zbliżyć. Był typem faceta, przed którym mamy ostrzegają córki – uniwersytecka gwiazda sportu, otoczona wianuszkiem wzdychających panienek, które wodzą za nim cielęcym wzrokiem, i zastanawiają się, kiedy on spojrzy na nie przychylniej.
Jak można się łatwo domyślić, żadna nie zagrzała miejsca u jego boku dłużej niż przez trzy miesiące. Ann – moja przyjaciółka – uważała, że jestem głupia, nie korzystając z jego zainteresowania. Twierdziła, że gdyby to na nią zwrócił uwagę, nie zawahałaby się nawet ułamka sekundy, choćby po to, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak dobry w łóżku, jak mówią.
Rzecz w tym, że ja nie chciałam uprawiać seksu dla przygody. Szukałam, a raczej czekałam na prawdziwą miłość. To również wyśmiewała, nazywając mnie najstarszą dziewicą w Stanach. Wciąż powtarzała, że studia to jedyny czas, kiedy można się bawić, bo kiedy przyjdzie prawdziwa dorosłość, nie będzie czasu na żadne wybryki.
Odczytałam wiadomość jeszcze raz i pozostawiłam ją bez odpowiedzi. Zaskoczył mnie nieco, bo tym razem nie proponował wspólnego wyjścia na imprezę, a na spacer.
W chwili, kiedy chciałam wyłączyć laptop, wyskoczyło kolejne okienko. Tym razem pisała do mnie Ann.
Ann:
Impreza na plaży. Nie przyjmuję odmowy. Będę o ósmej. Masz być gotowa.Tak, to było zupełnie w jej stylu. Krótkie, proste komunikaty. Nie prośby, ale żądania. Przewróciłam oczami i niechętnie odpisałam:
Livia:
Nie możemy posiedzieć w domu i pooglądać Netflixa?Ann:
Nie!!!To również była jej standardowa reakcja. Może miała rację… Gdyby nie ona, możliwe że w ogóle nie wychodziłabym do ludzi.
Westchnęłam kolejny raz i wstałam od biurka. Spojrzałam za okno z poczuciem tęsknoty, ponieważ miałam stąd idealny widok na plażę. Tę samą, na której spotkałam… nieznajomego.
Żałowałam, że nie poznaliśmy swoich imion, nie wymieniliśmy się numerami. Był pierwszym mężczyzną, który poruszył moje serce. Pierwszym, który nie dał się tak łatwo zbyć. Tak naprawdę już po minucie, kiedy śmiało zajął miejsce obok mnie i zaczął mówić o mądrości słońca, nie chciałam go zbywać. Sama nawet nie wiedziałam, w którym momencie wciągnął mnie w rozmowę.
Był pięknym człowiekiem. Zarówno zewnętrznie, jak i w środku. I czułam, że to nie była gra. Z pewnością kobieta, która zdobędzie jego serce, będzie szczęśliwa. Widać było, że miał wpojony szacunek do drugiego człowieka. Owszem, miał też w sobie chłopięcy, zadziorny urok, ale wyjątkowo mnie to nie przytłaczało, ani nie odpychało. Wręcz przeciwnie, czułam przyciąganie tak silne, że nie sposób było z nim walczyć.
Mamił słowami, gestami, swobodą, ale przede wszystkim spojrzeniem. On nie patrzył na mnie jak na smakowity kąsek, który chciałby pożreć, nie czułam się ofiarą, którą obłapiał wzrokiem. Czułam się niemal czczona, pieszczona, otulana jego spojrzeniem. Tak, zdecydowanie był mężczyzną, który dotykał duszy, nie dotykając ciała.
Był inny. Wyjątkowy. Dojrzały. Cholera, nawet nie wiedziałam, ile ma lat. Nie miałam pojęcia, po co wylatywał do Europy. Może nawet tam mieszkał, a w Seattle spędzał urlop. Nie wiedziałam niczego, a jednocześnie czułam wszystko.
Nie będzie mi dane poznać go bliżej. Przepadło.
Stanęłam przed swoją ogromną szafą i zastanawiałam się, co na siebie włożyć. Jeśli wybiorę dres, Ann mnie zamorduje. Mogłabym włożyć sukienkę, ale w nocy będzie mi zimno, a niestety nie przewidywałam spotkać na imprezie dżentelmena pokroju mojego nieznajomego, który przyniósłby z wozu koc, żeby mnie nim okryć.
Zdecydowanie zbyt często wracałam myślami do tamtej nocy. Teoretycznie nie wydarzyło się nic szczególnego, a w praktyce stało się wszystko. Cholerna magia.
Nie pamiętałam, dlaczego tak naprawdę nie przedstawiliśmy się sobie. To było niedorzeczne, tak głupie, że aż śmieszne.
Otrząsnęłam się z tych rozmyślań prowadzących donikąd i wybrałam jakieś pierwsze lepsze ubranie. Wzięłam prysznic, zrobiłam delikatny makijaż i po jakiejś godzinie byłam gotowa do wyjścia.
Musiałam jeszcze uprzedzić rodziców, że nie zastaną mnie w domu, kiedy wrócą z centrum, i żeby nie czekali na mnie z kolacją. Bo choć byłam dorosła, mieliśmy jasny układ – mają wiedzieć, gdzie i z kim jestem, żeby się nie martwili. Nigdy mnie nie ograniczali, nie miałam pojęcia, jak smakują zakazy, i chyba to sprawiło, że nie ciągnęło mnie do popełniania głupot. Byłam im wdzięczna za to, jak mnie wychowali.
Głośny gong wypełniający dom, zwiastował przybycie mojej przyjaciółki. Zbiegłam po schodach i otworzyłam przed nią drzwi. Od razu obrzuciła mnie oceniającym spojrzeniem.
– Impreza na plaży – mruknęła i pocałowała mnie w policzek. – To znaczy: bikini i lekka kiecka, a nie dżinsy i gruba bluza.
– Katar, zapalenie płuc i…
– Och, jak się pani miewa na emeryturze, pani Burn? – zakpiła, jak zawsze, kiedy kierowałam się rozsądkiem.
– Spadaj, nie mam zamiaru marznąć. Jedziemy moim samochodem, ponieważ nie zamierzam pić, a ty przenocujesz u mnie.
Wycofałam się do pomieszczenia, w którym trzymaliśmy buty. Włożyłam białe trampki i złapałam za swoją sportową torebkę.
– Jedziemy taksówką. Dziś masz się zabawić – odparła i pociągnęła mnie do wyjścia.
– Zaczekaj! – krzyknęłam, bo nie zdążyłam uzbroić alarmu i zamknąć drzwi.
Ostatecznie zgodziłam się pojechać na imprezę taksówką, ale i tak nie miałam zamiaru pić alkoholu. Dla mnie był to zbyteczny szczegół, którego nie potrzebowałam, żeby się dobrze bawić. No właśnie… Ja tak naprawdę nie potrzebowałam zabawy.
Na miejsce dojechałyśmy w pół godziny. Choć plaża znajdowała się całkiem niedaleko mojego domu, wybranie się tam na piechotę, na dodatek po zmroku, nie byłoby zbyt dobrym pomysłem.
Usiadłam przy drewnianym barze, zamówiłam bezalkoholowego, kolorowego drinka i rozejrzałam się. Mnóstwo moich rówieśników tańczyło na piasku. Cieszyli się życiem, ciepłem, alkoholem i towarzystwem. A dla mnie to wszystko było nudne. Byłam naprawdę okropna.
– Zdejmij to – zawarczała Ann i pociągnęła za brzeg mojej bluzy. – Idziemy tańczyć.
– Oszalałaś? Mam pod nią tylko krótki top!
Wtedy zrobiła coś, czego się nie spodziewałam. Chwyciła mojego drinka i wylała na moją bluzę.
– Ups – prychnęła. – Zdejmuj!
– Nienawidzę cię, Ann. Nie rozumiem, dlaczego w ogóle się z tobą przyjaźnię – wycedziłam i zrzuciłam z siebie mokre ubranie. – Nienawidzę, słyszysz?
Kiedy odkładałam je na stołek, poczułam na plecach czyjąś dłoń. Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Alexa.
– Tylko nie zabijaj mnie gazem! – jęknął i uniósł ręce w geście poddania.
– Zostaw mnie w spokoju. Czego nie rozumiesz?
– Mógłbym powiedzieć, że niczego, skoro nie odpowiadasz na moje wiadomości, ale milczenie też jest spoko. Czasem znaczy więcej niż słowa, a ja łudzę się, że to, co chcesz mi przez nie powiedzieć, kiedyś będzie oznaczało zgodę.
Uśmiechnął się, a ja zamrugałam zaskoczona, bo mówił niemal tak samo jak mój nieznajomy. Albo po prostu miałam omamy…
– Co ty powie…
– Milczenie jest w porządku – szepnął, pochylając się do mojego ucha. – Więc nic nie mów i zatańcz ze mną.