4
LEXINGTON
- W prawdę czy wyzwanie? - powtarza po mnie Raya.
W jej prześlicznych ciemnobrązowych oczach odmalowuje się wyraz ulgi walczący o pierwszeństwo z zaintrygowaniem. Wyglądała rewelacyjnie na zdjęciach dołączonych do materiałów, które dostałem, gdy kazałem ją prześwietlić, ale na żywo jest jeszcze piękniejsza. Jak widać, aparat fotograficzny nie jest w stanie w pełni oddać jej urody.
Uśmiecham się do niej, dotykając jej długich ciemnych włosów falujących na wietrze, ciekaw, jakiej odpowiedzi się po mnie spodziewała. Odgarniam kosmyki z jej twarzy, ale nie radzę sobie z lekkimi podmuchami, które uparcie je rozwiewają.
- Przesadziłem z tą propozycją?
Kręci głową i się uśmiecha, a mnie na chwilę odbiera mowę. Szlag. Nie pomyślałbym, że ta dziewczyna może wyglądać jeszcze piękniej, dopóki nie zobaczyłem jej uśmiechu. To jakaś katastrofa - nie przyszło mi do głowy, że będę tak oczarowany swoją przyszłą żoną.
- Wcale nie. Zagrajmy, ale z małą modyfikacją. Na każde pytanie o prawdę odpowiadamy oboje.
Kiwam głową na znak zgody, całkowicie wytrącony z równowagi. W ogóle nie planowałem dziś z Rayą rozmawiać i nigdy bym się nie spodziewał, że na siebie przypadkiem wpadniemy - i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie tak sobie wyobrażałem ten wieczór, ale byłbym niemądry, gdybym przepuścił taką okazję.
- Umowa stoi. W takim razie powiedz, Rayo, prawda czy wyzwanie?
Przygląda mi się przez chwilę badawczo i wtedy do mojego serca wkrada się lęk. Czyżby mnie rozpoznała, mimo że połowę twarzy zakrywa mi maska? Może trzeba było się jej przedstawić wymyślonym imieniem. Biorąc pod uwagę jej rodzinę i wykształcenie, bez problemu dojdzie, kim jestem. Nie pojawiam się w mediach równie często jak moje rodzeństwo, ale nie jestem w stanie całkowicie ich uniknąć.
- Prawda.
Uśmiecham się szeroko i podchodzę do niej bliżej, aż czuję na sobie dotyk jej piersi. Raya otwiera szerzej oczy, a ja podekscytowany kładę dłoń w dole jej pleców i nachylam się do jej ucha.
- Naprawdę jesteś singielką, Raya? Twój przyjaciel rzuca mi mordercze spojrzenia, odkąd zauważył nasze splecione dłonie. Nie wiem, co o tym myśleć.
Unosi brew, zerka przez ramię i przekonuje się, że facet, o którym mowa, nadal się na nas gapi. Przyłapany na tym przez Rayę robi się wyraźnie nerwowy i posyła jej niepewny uśmiech. Raya ponownie kładzie dłoń na mojej klatce piersiowej i przesuwa ją do góry, aż obejmuje mnie za kark i ponownie zagląda mi w twarz, a wtedy przetacza się przeze mnie fala czystej, niczym nieskrępowanej przyjemności.
Zaborczość i pożądanie zaciskają na mnie swoje szpony, gdy unosi się na palcach, żeby dosięgnąć mojego ucha. Jej słowa z trudem przebijają się przez panujący dookoła hałas, ale kompletnie mnie zaskakują:
- Adam i ja przyjaźnimy się od podstawówki. Jesteśmy ze sobą bardzo blisko, ale nic nas nie łączy i nigdy nie łączyło. Jestem singielką, tak że już się bardziej nie da.
Czuję, jak rozluźniają mi się ramiona, i sam jestem zaskoczony tą reakcją. Uczucia Rai nie powinny mieć dla mnie znaczenia, jednak myśl, że moja żona miałaby wzdychać do innego faceta, drażni mnie jak mało co.
- Twoja kolej, Lex. Masz kogoś?
Waham się przed chwilę, przytłoczony wyrzutami sumienia. Nie spodziewałem się, że już dziś będę miał okazję porozmawiać z Rayą. Nie chcę jej od początku oplatać siecią kłamstw.
- Nie ma żadnej innej oprócz ciebie, Rayo.
Moja odpowiedź wywołuje u niej śmiech. Widok jej odchylonej do tyłu głowy i uroczo zmarszczonego nosa dosłownie mnie hipnotyzuje - ku mojemu niekłamanemu przerażeniu.
- Ale z ciebie bajerant - stwierdza z iskierkami w oczach. - Nie potrafię powiedzieć, czy mówisz serio, czy żartujesz. Ale jestem skłonna ci uwierzyć, jakkolwiek nieprawdopodobnie to brzmi.
Unoszę brew, obejmując ją wpół. Jestem zaskoczony, że nieustannie mam potrzebę jej dotykać i czuć jej bliskość.
- Dlaczego to miałoby być nieprawdopodobne?
Raya odchyla się lekko i leniwie błądzi wzrokiem po moim ciele. Pod jej spojrzeniem w sekundę mam erekcję. Raya bierze gwałtowny wdech, kiedy ją wyczuwa. Jej rumieńce przyprawiają mnie o szybsze bicie serca i przepełniają satysfakcją, jakiej nigdy w życiu bym się po sobie nie spodziewał.
- Nieważne - odpowiada, kręcąc głową, i jeszcze mocniej pąsowieje. - Moja kolej. Prawda czy wyzwanie?
Zaciskam mocniej palce na jej talii, totalnie zafascynowany tą kobietą. Minęły lata, odkąd ostatnio czułem, że naprawdę żyję, odkąd zrobiłem coś spontanicznego. Dosłownie wszystko w moim życiu jest starannie zaplanowane: godzina, o której wstaję, droga do pracy, a już szczególnie to, z kim nawiązuję relacje. Więc jak, u diabła, trafiłem do tego zatłoczonego baru i prowadzę grę z kobietą, o której istnieniu nie powinienem w ogóle wiedzieć?
- Prawda.
Co będzie, jeśli Raya zada mi pytanie, które zmuszałoby mnie do wyjaśnienia, dlaczego tu jestem? I przyznania się, że nasze spotkanie wcale nie było przypadkowe, tak jak się jej wydaje? Chciałem się przekonać, jaką jest osobą, gdy nie ma świadomości, że ktoś ją obserwuje, zobaczyć, jak odnosi się do barmanki i zachowuje wśród ludzi. Nie planowałem niczego więcej, a teraz nie jestem w stanie się wyzwolić spod jej uroku.
- Zdradź mi jakiś swój sekret, o którym nikt nie wie - prosi Raya z prawie triumfalną miną.
Na jej twarzy odmalowuje się ekscytacja, jakby była przekonana, że zabiła mi tym pytaniem ćwieka. To mnie rozbraja, bo spodziewałem się intrygantki czy może oportunistki, a tymczasem w jej oczach widać jedynie szczerość i niewinność.
- Sekret, hę? Może taki: po cichu się zastanawiam, jak wyglądałabyś w sukni ślubnej marki RWC, oryginalnej.
Raya znów się śmieje i w tym momencie wiem, że przepadłem na amen. Wydaje mi się, że między nami jest nie tylko zwykłe przyciąganie, ale też jakaś chemia i więź - czyli dokładnie to, czego za wszelką cenę chcę uniknąć.
Dłonie Rai wędrują na moje ramiona. Zaciska na nich palce i nieco się odchyla, mrużąc filuternie oczy.
- Albo będziesz poważny, albo kończymy grę - oznajmia, lekko nadąsana. - Nie odpowiem na to pytanie, bo nie powiedziałeś mi prawdy.
No masz. Przygryzam wargę, prosząc w duchu, żeby mój fiut się, kurna, uspokoił, ale to próżny trud. Kiedy Raya spogląda na mnie tymi swoimi ogromnymi brązowymi oczami, wydymając zmysłowo wargi, od razu miesza mi się w głowie.
- Ale ja mówię poważnie - zapewniam ją miękkim tonem. Z każdą chwilą moja nieufność wobec niej słabnie, ale nie jestem przekonany, czy to mi się podoba. Ostatecznie życie już raz mi udowodniło, że nie jestem za dobry w ocenianiu ludzkich charakterów. - Moja kolej - dodaję, czując się wewnętrznie rozdarty. - Prawda czy wyzwanie?
Z zarumienionymi policzkami spogląda mi głęboko w oczy, jakby zbierała się na odwagę, i odpowiada:
- Wyzwanie.
Impuls zwycięża nad rozsądkiem. Wyciągam rękę ku jej twarzy i zatykam jej pasmo włosów za ucho.
- Zatańcz ze mną, Raya. Rzucam ci takie wyzwanie.
Jej uśmiech robi wyrwę w otaczającej moje serce lodowej fortecy i mam obawy, że wkrótce po niej będą następne. Byłem przeświadczony, że nigdy więcej nie chcę doznawać tego, co w tym momencie czuję, jednak nie mogę się powstrzymać i przygarniam Rayę do siebie, wplatając palce drugiej ręki w jej włosy.
- O rany, nie - wystękuję, ogarnięty czymś bardzo zbliżonym do bezsilności. - Dlaczego twoje ciało tak idealnie pasuje do mojego?
Raya chichocze i obejmuje mnie za szyję, a zapach jej perfum obezwładnia moje zmysły. Pachnie miodem i kwiatami - niesamowicie apetycznie. Raya ociera się o mnie swoim ciałem i wtedy... jest wielkie wow! Wcześniej nie uznawałem tańca za czynność szczególnie zmysłową, ale za jej sprawą zmieniam zdanie. Doświadczam czegoś takiego pierwszy raz w życiu: przebywam z nią w zatłoczonym barze, a czuję, jakbyśmy na całym świecie byli tylko my. Ta dziewczyna musiała rzucić na mnie jakiś urok, nie mam co do tego wątpliwości.
- Moja kolej - oznajmia, po czym wspina się na palce i zbliża usta do mojego ucha. Ciepło jej oddechu owiewa mi skórę, a wtedy zamykam ją w jeszcze mocniejszym uścisku i mimowolnie napieram na nią biodrami. - Prawda czy wyzywanie?
- Wyzwanie - rzucam szybko. Straciłem już rachubę, którą rozgrywamy rundę, i wbrew zdrowemu rozsądkowi mam nadzieję, że Raya również. Sześć kolejek to już dla mnie zdecydowanie za mało.
Raya szczerzy zęby w szelmowskim uśmiechu. Wygląda tak ponętnie, że nie byłbym w stanie odmówić żadnej prośbie, która padnie z jej seksownych ust.
- Podnieś mnie wysoko, tak jak w Dirty Dancing. To ulubiony film mojej mamy. Wiem, że to czyste wariactwo, ale zawsze chciałam wykonać taką figurę. - Wyrzuca z siebie te słowa w pośpiechu, taksując z uznaniem w oczach moje ramiona. - Wyglądasz na kogoś, kto może dać sobie z tym radę.
Kolejny raz zmusza mnie do uśmiechu, znacznie autentyczniejszego i szczerszego niż te, którymi posługuję się na co dzień.
- To miał być test, co? - pytam, chwytając ją za biodra i rozkoszując się dotykiem jej ciała. - Nie udało ci się, Rayo. Moja młodsza siostra ma bzika na punkcie romansów i tak się składa, że też uwielbia Dirty Dancing. Chociaż od ostatniego razu minęło już ładnych parę lat, nie jesteś pierwszą dziewczyną, która mnie prosi o tę figurę. Ty jednak jesteś o wiele milsza niż ta moja mała despotka.
Raya wzdycha gwałtownie z zaskoczenia, gdy zaciskam palce na jej biodrach i unoszę ją bez śladu wysiłku. Nie chciałem tracić czasu i czekać, aż do mnie podbiegnie, żebym mógł wykorzystać siłę rozpędu i powtórzyć scenę z filmu. Raya chichocze nad moją głową, a ja wolno się obracam razem z nią. Żadne z nas ani na chwilę nie przestaje patrzeć drugiemu w oczy. Dzięki temu nie zauważyła, że ochroniarze zdążyli już zrobić wokół nas miejsce na parkiecie, żebym mógł się swobodnie poruszać.
Jej twarz jaśnieje radością, gdy ostrożnie przechylam ją do pionu i przyciskam do siebie, podtrzymując za uda.
- Nie mogę w to uwierzyć - wzdycha, otwierając szeroko oczy z emocji.
Jeny, jaka ona jest niesamowicie urocza! W jej zachowaniu nie ma niczego prócz szczerości i autentyczności, a jednak nie potrafię stłumić wewnętrznego głosu, który ostrzega mnie, że to na pewno z jej strony tylko poza.
Raya zaciska dłonie na moich ramionach, a ja powoli ją opuszczam, ciesząc się dotykiem jej ciała. Podnosi na mnie wzrok, gdy dotyka stopami podłogi. Odpowiadam jej uśmiechem, nie wypuszczając jej z ramion.
- Teraz moja kolej, tak? Prawda czy wyzwanie, Rayo?
Spogląda mi głęboko w oczy z największą uwagą, a ja czuję się, jakbym był od niej uzależniony. Nie ma w tym niczego dobrego. Mój plan nie zakładał, że znajdę się pod tak silnym urokiem tej kobiety już od pierwszego spotkania.
- Wyzwanie.
Jej palce prześlizgują się po moim karku, przyprawiając mnie o szybsze bicie serca. Czuję się jak upojony i nie jestem w stanie jasno myśleć, więc pewnie dlatego słowa bezwiednie wymykają mi się z ust:
- Chcę zatańczyć z tobą w jakimś spokojniejszym miejscu, Rayo. Wyzwanie brzmi: pojedź ze mną gdzieś, gdzie jest ciszej i nie trzeba się wysilać, żeby się nawzajem usłyszeć.
W pierwszej chwili jestem prawie pewien, że mi odmówi, jednak Raya kiwa prawie niedostrzegalnie głową na znak zgody. Momentalnie zalewa mnie fala ulgi pomimo dręczących mnie cały czas wątpliwości. Nie powinienem był składać jej takiej propozycji, ale jednocześnie nie potrafię się zmusić, by ją wycofać.