Wiedziałem, że robię z siebie kretyna, ale nie miałem innego pomysłu. Sam jeszcze nie do końca rozumiałem, dlaczego ta kobieta tak utkwiła w mojej głowie. Sprawiła, że popadałem w obsesję, ale musiałem poznać ją bliżej. Właśnie dlatego umówiłem się z dyrektorem kliniki pod pretekstem wizyty kontrolnej po operacji. Liczyłem, że uzyskam o niej jakieś informacje.
Zaparkowałem przed kliniką, rozejrzałem się na boki, a później zerknąłem w lusterko. Zamiast zająć się cholerną przeprowadzką, jeździłem w to miejsce każdego dnia, licząc, że znów będzie mi dane ją spotkać. Dzisiaj ją zobaczyłem. Tak, to była ona, dziewczyna ze szpitala – doskonale pamiętałem te oczy, żadna inna kobieta nie miała tak wyjątkowego spojrzenia.
Właściwie się nie zmieniła. Dojrzała, była jeszcze piękniejsza niż wtedy, ale poznałbym ją wszędzie. Rzecz w tym, że ona nie rozpoznawała mnie. Może to i dobrze… Nie zrobiłem na niej zbyt dobrego wrażenia, wystraszyłem ją, a później zachowywałem się jak zdesperowany idiota. Byłem nim. Nadal jestem, bo teraz robię dokładnie to samo. Uganiam się za nieznajomą…
Dziesięć lat temu, kiedy przebywałem na neurochirurgii, a później opuściłem szpital, próbowałem przez jakiś czas znaleźć do niej drogę. Rodzice Livii, którzy wówczas byli jej opiekunami podczas wolontariatu, stanowczo odmawiali udzielenia mi jakichkolwiek informacji, a ja w gruncie rzeczy nie byłem wytrwały i szybko sobie odpuściłem.
Później pochłonęło mnie życie, które nie tak łatwo było poskładać w całość. Wyrzucenie z drużyny oraz z uczelni, piętno i niepochlebna opinia, jaka o mnie krążyła, poszukiwanie pracy, dzięki której mogłem oddać rodzicom pieniądze. Nie miałem łatwego wejścia w dorosłość, ale sam byłem sobie winien.
To nie tak, że zapomniałem o tej dziewczynie, bo bardzo często obraz jej pięknych oczu i tego nieśmiałego uśmiechu poruszał się w mojej głowie. Miałem wrażenie, że do dziś pamiętam smak jej ust, choć przez te lata było mi dane posmakować jeszcze wielu kobiet.
W końcu wysiadłem z samochodu i skierowałem się do wejścia. Podszedłem do kontuaru, gdzie przywitała mnie uśmiechnięta, dość atrakcyjna dziewczyna.
– Jestem umówiony na konsultację pooperacyjną z doktorem…
– Pan doktor już czeka – przerwała mi, wskazując drzwi nieopodal. – Może pan wejść.
Wszedłem do wskazanego gabinetu. Za biurkiem siedział mężczyzna w okolicach sześćdziesiątki, z szerokim uśmiechem na ustach. Na mój widok podniósł się i wyciągnął rękę.
– Witam, panie Ashworth – przywitał się, bacznie przyglądając się mojej twarzy, kiedy ująłem jego dłoń. – Świetnie się goi.
– Tak – przyznałem. – I w końcu mogę oddychać.
– Zatem, co pana sprowadza? Zdaje się, że był pan na kontroli dwa tygodnie temu. – Wskazał mi krzesło, a sam zajął biurowy fotel.
– Sprawa jest dość nietypowa – westchnąłem. – Chodzi o anestezjologa.
– O Fostera? Ma pan jakieś dolegliwości związane z podaniem znieczulenia?
– Nie, nie on był obecny przy moim zabiegu. Mam na myśli…
– Harper – wtrącił, po czym się rozpromienił. – Czy coś jest nie tak? Chce Pan zgłosić jakieś zastrzeżenia?
– Nie, absolutnie – zaprzeczyłem od razu. – Rzecz w tym, że próbuję się z nią skontaktować w pewnej sprawie, ale nie mogę znaleźć żadnych informacji o tym, czy praktykuje jeszcze gdzieś. A skoro pracuje tutaj, postanowiłem poprosić pana o pomoc.
– Mam pana skontaktować z moją córką? – zaśmiał się, a mnie zrobiło się gorąco.
Córką?! Świetnie, moment poznania przyszłego teścia mam już za sobą.
– Skoro to pana córka, to tak, muszę się z nią skontaktować – potwierdziłem pewnie.
– Harper przebywa na urlopie, wyleciała do Nowego Jorku. Nie pracuje u mnie na stałe – powiedział z pewną dozą żalu. – Sam pan rozumie, że w obecnej sytuacji raczej… Mam jej coś przekazać? – Jego ton stał się nieco podejrzliwy. Czujny tatuś.
– Proszę się nie obawiać, nie mam na myśli niczego złego – starałem się go uspokoić. – Wobec tego zjawię się, jak już wróci z urlopu. Na tę chwilę, jeśli mogę prosić, to niech jej pan przekaże, że nie rzucam słów na wiatr.
Podniosłem się z krzesła, skinąłem głową i wyszedłem, pozostawiając go zdezorientowanego.
Właściwie nie wiem, na co liczyłem. Udostępnianie jakichkolwiek informacji o swoich pracownikach było nielegalne. A skoro ta kobieta jest jego córką, to tym bardziej oczywiste, że on nie powie niczego obcemu facetowi. Choć już sam fakt, że są spokrewnieni, był dość istotną informacją. Nie pracuje u niego na stałe, więc musi mieć inne, główne miejsce pracy. To wciąż były informacyjne szczątki, ale lepsze to niż nic.
Od razu na myśl przyszedł mi szpital, w którym ją poznałem. Może słowo „poznałem” było przesadzone, bo w gruncie rzeczy zamieniła ze mną parę zdań i zwykle nie były to przyjazne pogawędki, a raczej usilne próby spławienia mnie.
Na myśl, jakiego durnia z siebie wtedy robiłem, pokręciłem głową i zaśmiałem się pod nosem. To był jeszcze ten etap, kiedy uważałem, że żadna mi się nie oprze. Minęło trochę czasu, nim zacząłem rozumieć swoje błędy. Musiałem do tego dojrzeć. Nie pracowałem nad sobą po to, żeby ktoś dostrzegł moją zmianę, pochwalił ją czy docenił. Robiłem to po to, żeby była realna i stała. Prawdziwa. W efekcie stałem się tym, kim jestem obecnie. W gruncie rzeczy samotnym gościem, któremu towarzyszy emocjonalna jałowość.
Nieco uważniej nawiązuję relacje z kobietami, a raczej nie nawiązuję żadnych, ograniczając się do prostych, jasnych i krótkich układów. Teraz zwyczajnie mam świadomość, że wiele kobiet mi nie odmówi, ale drugie tyle mnie spławi. I to jest w porządku.
Większość moich rzeczy była już w nowym apartamencie, a w bagażniku i na tylnych siedzeniach wiozłem ostatnie pudła. Adrien czasem pytał, po co mi większe mieszkanie, skoro nie mam nikogo i zawzięcie twierdzę, że nie założę rodziny.
Miał rację… Na większej przestrzeni samotność oplatała człowieka jeszcze ciaśniej, otaczała swoimi mackami, szeptała natrętnie, jak beznadziejna jest moja egzystencja. Byłem trochę jak samotny księżyc, próbujący krzyczeć i przedrzeć się przez mrok, który był jego przekleństwem. Karą za to, że kiedyś chciał lśnić zbyt mocno i za wszelką cenę…
Wsiadłem do wozu, po czym ruszyłem w kierunku centrum, gdzie znajdowało się biuro mojego brata. Wprawdzie wciąż przebywałem na urlopie zdrowotnym, ale potrzebowałem znaleźć się gdzieś, gdzie te krzyki nie byłyby aż tak głośne – wśród ludzi.
Do pustki postanowiłem wrócić wieczorem. To była moja pokuta za dawne grzechy. Samobiczowanie za bezmyślność sprzed lat. Świadoma samotność, z którą nie potrafiłem się zaprzyjaźnić.
Kiedy wchodziłem do biura, już z daleka słyszałem głos Sorina. Moje usta natychmiast rozciągnęły się w uśmiechu. Kochałem tego małego nicponia. To właśnie on był tą pozytywną iskierką, która rozjaśniała moje życie.
Stanąłem w progu gabinetu Adriena i puściłem oko do młodego, który bujał się w jego fotelu.
– Wujek! – zawołał z radością, natychmiast rzucając się w moją stronę.
Mocno się do mnie przytulił, jakby nie widział mnie wieki. Biorąc pod uwagę tylko kilka spotkań w ciągu ostatniego miesiąca, można było uznać to za wieczną rozłąkę. Dotąd widywaliśmy się przynajmniej trzy razy w tygodniu. Teraz, kiedy miałem przerwę w pracy i treningach, zdawało się, jakbym miał jeszcze mniej czasu.
– Cześć, pomiocie szatana – parsknąłem.
– Wypraszam sobie – usłyszałem za plecami głos brata. – Co tu robisz? Nie miałeś się przeprowadzać?
– Powiedzmy, że zrobiłem sobie przerwę – odparłem, mierzwiąc czuprynę bratanka. – A ten gamoń co tu robi?
– Wypraszam sobie – powtórzył słowa ojca i trącił mnie łokciem w bok.
– Livia ma dziś próbę z zespołem, który przygotowywała do występu, a Sorin się nudzi, kiedy nie trenuje.
– Za tydzień wracam – zapewniłem i opadłem na kanapę, stojącą pod oknem.
Młody już stracił nami zainteresowanie, z kolei mój brat patrzył na mnie badawczo, jakby próbował wniknąć do mojej głowy. Nie lubiłem, kiedy to robił, bo czasem zachowywał się jak ojciec, a nie starszy brat.
– Coś cię gnębi – orzekł po chwili i usiadł obok mnie.
– Nudzę się – skłamałem.
Co miałem mu powiedzieć? Że spotkałem dziewczynę, cholera, teraz już kobietę, którą dziesięć lat temu zapewniłem, że zostanie moją żoną? Że od chwili, kiedy obudziła mnie po zabiegu, nie potrafię przestać o niej myśleć i wpadam w obsesję na jej punkcie? Przecież to nawet w moich myślach brzmiało niedorzecznie.
– Mów – zażądał.
– Skąd wiedziałeś, że Liv to ta jedyna? – wypaliłem.
– Wiedziałem!
– Okej, nie musisz podnosić głosu. Pytam, skąd wiedziałeś. – Tym razem najpierw musiałem go trochę stonować, zanim powtórzyłem pytanie.
– Nie, nie, ja wiedziałem, że ktoś siedzi ci w głowie. Odkąd wyszedłeś z kliniki po zabiegu, byłeś jakiś dziwny. Byłem pewien, że ma to związek z…
– Zamknij się – prychnąłem. – Jesteś grafikiem, a nie jasnowidzem. Odpowiedz na moje pytanie.
– To się po prostu czuje. – Wzruszył ramieniem. – Praktycznie jej nie znałem, zresztą sam wiesz, jak wyglądała nasza historia. Odgrywałeś w niej rolę tego złego – zaśmiał się i znów utkwił we mnie czujny wzrok. – Kim ona jest? Poznałeś ją w klinice? Pacjentka?
– Poznałem ją w szpitalu – odparłem niejednoznacznie.
– I? Naprawdę muszę ciągnąć cię za język? – syknął.
– Dziesięć lat temu – dodałem szeptem.
– Nie… Tylko mi nie mów, że…
– Jest anestezjologiem i to właśnie ona kołysała mnie do snu przed zabiegiem – zaśmiałem się gorzko. – Tak, to ta biedna dziewczyna, której oświadczałem się tuż po układaniu mi klepek w głowie.
– I po dziesięciu latach ją rozpoznałeś? – zapytał z wyraźnym powątpiewaniem.
– Nigdy bym nie zapomniał tych oczu…
Na moje westchnienie Adrien się wyszczerzył i poklepał mnie po ramieniu.
– Właśnie stąd wiedziałem, że Livia to ta jedyna – powiedział z satysfakcją, a mnie oblało gorąco.