The Intimacy Experiment. Miłosny eksperyment - Rosie Danan

Kup ebooka

49.90 zł
32.43 zł (39,92 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY

 

 

 

 

 

Naomi Grant wiedziała, że każdy zaprawiony w boju superbohater miał sekretną tożsamość. Jego alter ego uosabiało człowieczeństwo i wiązało go z "prawdziwym światem", zwykle dzięki pozostaniu niepozornym - nie wliczając Bruce'a Wayne' a.

Naomi mogła się do tego odnieść, chociaż jej imię nie było używane - pokrywała je warstwa kurzu. Hannah Sturm, ze swoim swobodnym uśmiechem i ufnymi oczami, nie pokazywała się publicznie od ponad dziesięciu lat. A czemu miałaby to robić? To Naomi Grant była tą, której chcieli ludzie.

Tą, którą muzycy zapraszali na imprezy promocyjne. Kobietą, za którą paparazzi podążali do apteki. Olśniewającą, seksowną babką, z którą magnaci technologiczni próbowali się pieprzyć, gdy chcieli poczuć dreszczyk emocji.

Oczywiście Naomi Grant nie była superbohaterką.

Była gwiazdą porno. Cóż, byłą gwiazdą porno, która została współzałożycielką inkluzywnego start-upu, zajmującego się edukacją seksualną. Ciężko zmieścić to na wizytówce.

Jej supermoce - przynajmniej większość z tych, które można promować - głównie dotyczyły sypialni.

Tutaj, w Centrum Kongresowym w Los Angeles, na ogólnokrajowej konferencji nauczycielskiej, pełnej udręczonych, niedocenianych i słabo opłacanych ludzi w praktycznych butach, jej wychwalany talent na niewiele się zdawał.

Tego ranka przy stanowisku rejestracyjnym, gdy pochylała się nad czystą plakietką przeznaczoną do przedstawienia nazwiska, przemknęło jej przez myśl dziwne pragnienie napisania "Hannah" - impuls tak silny, że musiała powstrzymać rękę przed ruchem, przed niezdarnym podążaniem za długo uśpionym instynktem. Chciała odtworzyć podpis, który już do niej nie należał. Byłoby miło pozostać anonimową na kilka godzin. Hannah potrafiła wtopić się w tłum, w przeciwieństwie do Naomi, urodzonej - a raczej stworzonej - po to, by się wyróżniać.

Odkąd w zeszłym roku skończyła trzydzieści lat, spędzała nadmiernie dużo czasu na myśleniu o sensie swojej tożsamości. Upewniała się, że nikt nie dowie się o granicy oddzielającej miejsce pomiędzy końcem osobowości Naomi Grant a początkiem Hannah Sturm, która zrobiła się niewyraźna i cienka. W niektóre dni prąd, ciągnący ją ku przeszłości, był tak silny, że groziło to utratą kontroli.

Nie pomagało to, że jej najlepsi przyjaciele i partnerzy biznesowi - ludzie, z którymi spędzała najwięcej czasu, byli normalnymi towarzyszami życia, osobami zaręczonymi bądź właścicielami nieruchomości.

Jasne, Clara i Josh pieprzyli się więcej niż przeciętna para, ale w tym roku nie powstrzymało ich to przed wysłaniem przesłodzonej kartki świątecznej, która w marcu dalej wisiała na lodówce. Wczoraj, kiedy poszła po śmietankę do kawy, przyłapała się na tym, że uśmiecha się na jej widok. Ohyda.

Hannah dobrze by wiedziała, żeby nie pojawiać się na całodniowej konwencji nauczycielskiej w spodniach z ekoskóry i staniku, który sprawiał, że była skrępowana jak indyk na Święto Dziękczynienia. Przynajmniej Naomi nie była jedyną osobą, która czuła się niekomfortowo w tej sali wykładowej. Biedny instruktor warsztatów pocił się za swoją mównicą jak mysz.

- Dziękuję wszystkim za przybycie. - Trzask przenikliwych zakłóceń przeciął pomieszczenie, gdy za bardzo zbliżył usta do mikrofonu.

Naomi się skrzywiła.

- Rozpocznijmy dzisiejsze warsztaty projektowe od krótkiego wprowadzenia. Chciałbym dowiedzieć się, czego i gdzie uczycie, by móc dostosować materiały do wspólnych dla wszystkich przypadków. Wstańmy, dobrze?

Wszyscy wstali w powolny, ociężały sposób, który cuchnął zbiorową niechęcią. Ta konferencja na temat przyszłości edukacji wydawała się dobrym pomysłem w zeszłym miesiącu, kiedy Naomi otrzymała kolejną odmowę, gdy ubiegała się o stanowisko adiunkta w miejscowym college'u. Doszła wtedy do wniosku, że wszechstronna i atrakcyjna oferta programu zapewni jej możliwości nawiązywania kontaktów w szerszych kręgach edukacyjnych, a także da szansę nauczenia się nowych technik, które będzie mogła później wykorzystać w pracy na platformie internetowej Bezwstydna, którą prowadziła. Teoria - że dodanie udziału w tym wydarzeniu do swojego portfolio przekona wyższe uczelnie do poważnego potraktowania jej osiągnięć w kwestii analizy ludzkiej seksualności i dynamiki relacji - była trochę naciągana, ale zabrakło jej lepszych pomysłów.

Mężczyzna po pięćdziesiątce, znajdujący się po lewej stronie, przedstawił się jako profesor literatury średniowiecznej z Green Bay. To nie była jej bajka. Miała przeczucie, że jej koledzy nauczyciele nie będą zachwyceni dziedziną, w której się specjalizuje, skoro podobnie podchodzili nawet do mniej kontrowersyjnych dyscyplin. Była gotowa na zbliżające się spojrzenia i drwiny, ale zmiana jej zwykle wyprostowanej postawy ciała wydawała się dla niej zabójcza. Czy nie miała nigdy do czynienia z gorszymi tłumami niż ten?

W czasach, gdy pracowała jako kelnerka, oblała wężem grupę pijanych chłopaków z bractwa. Stało się to na deptaku w Venice.

Uczestnicy warsztatów w szybkim tempie poruszali się między rzędami ludzi. Klasyka. Komunikacja. Biologia molekularna. Naomi przycisnęła język do tylnej części swoich dolnych zębów - stary nawyk z czasów, gdy był przekłuty. Dźwięk stali nierdzewnej stykając się z kością, odstraszał obcych.

Lubiła udawać, że przeciętni ludzie są dla niej nudni ze swoimi sitcomami, spłatą kredytu hipotecznego i wstydzeniem się tego, co czyniło ich atrakcyjnymi. Jednak prawda była taka, że wiedziała lepiej niż ktokolwiek inny, jak szybko mogą stać się do niej wrogo nastawieni; zwłaszcza w tak dużych grupach, jak ta. Naomi odgarnęła włosy z wilgotnej szyi, tłumiąc chęć ucieczki, zanim zdążą się w pełni ożywić.

Dużo zapłaciła, żeby tu być i miała takie samo prawo stać w tej przepoconej sali, jak każdy inny.

Odkąd w zeszłym roku zrobiła magisterium z psychologii społecznej, tęskniła za salami lekcyjnymi. Nie tylko za fizycznym środowiskiem, ale i ich energią oraz wymianą wiedzy. Uwielbiała testować hipotezy. Miało to sens, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że całe jej dorosłe życie było zbudowane na udowadnianiu innym, że się mylą.

W końcu każda para ciekawskich oczu w sali zwróciła się w jej stronę. Jej gardło się ścisnęło. Żałowała, że po drodze nie kupiła napoju gazowanego. Czegoś chłodnego i musującego na tyle, żeby bąbelki szczypały ją w nos. Wiedziała, że takie produkty to koszmar dietetyka. Jednak składało się to tylko na połowę ich atrakcyjności - podczas rzadkich okazji, w których sobie na nie pozwalała. To było jak zaciągnięcie się papierosem, które sprawiło, że przez chwilę miała wrażenie, że gra w filmie noir, zanim powróciła myśl, że z każdym wdechem odbiera sobie lata życia. Coś w tym było, jakby w delikatnym flircie - najmniejszym łyku - ze swoją własną destrukcją, co przemawiało do jej ciemnej strony.

- Cześć. - Sceniczny głos Naomi wybrzmiał nieproszony, ochrypły i pełen wigoru. Szybko się otrząsnęła. Ci ludzie nie doceniliby jej wersji Jessiki Rabbit. - Nazywam się Naomi Grant i jestem edukatorką seksualną. - Kilku uczestników zjeżyło się na słowo "seks". Oczy jednej kobiety rozszerzyły się jak parasole. Tych przeciętniaków łatwo było przewidzieć.

Ogarnęła ją znajoma przyjemność szokowania, wygięła się lekko.

- Prowadzę stronę internetową Bezwstydna, skupiającą się na promowaniu zdrowej i satysfakcjonującej intymności emocjonalnej i fizycznej poprzez pouczające filmy wideo, artykuły i interaktywne samouczki.

Green Bay zakaszlał tak mocno, że żyła na czole zaczęła mu wściekle pulsować.

- Nasza platforma internetowa zawiera treści, które łączą edukację i rozrywkę, a miesięczna baza płatnych subskrybentów liczy około pięciu milionów użytkowników z całego świata. - Wyrecytowała wyćwiczoną reklamę z taką brawurą, na jaką było ją stać w obliczu tak wielu zmarszczonych brwi. - Mam nadzieję rozszerzyć moją ofertę o formę nauki stacjonarnej.

Instruktor odważnie skinął głową, starając się ukryć swoją konsternację.

- Czy odniosłaś sukces w tym przedsięwzięciu?

Posłała mu smutny uśmiech.

- Nie, Howardzie - odczytała jego plakietkę. Biedny facet, gdy obudził się dziś rano, nie zdawał sobie sprawy z tego, że przypadkowo nadepnie jej na odcisk. - Dotarłam do kilku uczelni i organizatorów lokalnych społeczności, przeszłam nawet do zaawansowanych etapów rozmów kwalifikacyjnych na kilku stanowiskach, ale jak się okazuje, niektórzy ludzie - powiedziała, rozglądając się znacząco po sali - są niechętni, żeby zatrudniać wychwalaną edukatorkę seksualną, chcącą dołączyć do ich wydziału.

Gdy padły te słowa, niski pomruk przetoczył się po sali. Pozostali podali tylko swoje nazwiska i przedmiot, którego nauczali. Jednak, Naomi nie była zadowolona z mieszanki sceptycyzmu i zamieszania, która powstała po jej przedstawieniu się. Niedorzeczna potrzeba, by ci obcy ludzie zrozumieli jej doświadczenie, kazała jej mówić - nawet jeśli wiedziała, że nie uznają jej kwalifikacji - zupełnie jak wszyscy inni.

- Słuchajcie, myślę, że wszyscy możemy się z tym zgodzić - akademią rządzą pompatyczność i przywileje. To bzdura.

- Um. - Mężczyzna podniósł rękę, żeby się wtrącić.

Naomi go zignorowała.

- Posiadam wysoki stopień naukowy z Cal State. Moja strona internetowa gromadzi rocznie ponad miliard danych na temat dynamiki relacji i seksu, a ja mam wyjątkowe doświadczenie życiowe. Wiem, jak poruszać się w tematyce intymności nie tylko jako performerka, ale także jako osoba publiczna. Moglibyście pomyśleć, że kwalifikuje mnie to do uczenia ludzi, jak nawiązywać intymne relacje, ale najwyraźniej - wyrzuciła ręce do góry - bylibyście w błędzie.

W tej kwestii wystarczająco dużo ludzi powiedziało jej "nie", żeby jej umysł zamienił chęć zdobywania akceptacji sztywnej instytucji w wyzwanie. Chciała poważania pracodawcy o ugruntowanej pozycji. Poza tym zbudowała już Bezwstydną od podstaw, a start-up, choć sprawiał jej sporo satysfakcji, był również wyczerpujący.

- Nie sądzisz, Howardzie, że świat byłby lepszym miejscem, gdybyśmy zapoczątkowali dialog, który sprawi, że ludzie poczują się komfortowo, wspierając się w swoich związkach?

- Przypuszczam... - Howard zaczął się rumienić.

- Czy kiedykolwiek zadałeś sobie pytanie, dlaczego ludzie tak bardzo boją się seksu?

Naomi mrugnęła do kobiety, która wpatrywała się w nią z jawnym przerażeniem, starając się zwalczyć ogarniające ją uczucie rozczarowania. Mimo tego, że wygłosiła wiele swoich wielkich przemówień, w końcu doszła do ściany, której nie mogła sforsować.

- Ja tak. Cały czas mam swoje teorie. A może rzeczywiście mogłabym pomóc ludziom. Ale nikt nie chce tego słuchać.

Poza sprawą jej ego, Naomi wierzyła, że edukacja seksualna i dyskurs o związkach mają miejsce w ogólnodostępnej edukacji. Jej doświadczenie i teorie wywarłyby większy wpływ, gdyby udało się jej zdobyć szerszą publiczność. Tak bardzo, jak kochała społecznych buntowników, tak samo uważała, że zdrowe zasoby na tworzenie intymności nie powinny ograniczać się jedynie do nich.

- I to nie tak, że nie wiedziałam, na co się piszę. - Naomi westchnęła dramatycznie. - Ale pomyślałam - nazwijmy to młodzieńczą naiwnością - że świat może stać się trochę bardziej otwarty, zanim przejdę na emeryturę. Byłam jednak w błędzie. A wiecie dlaczego? - Oskarżycielskim gestem wskazała palcem zaskoczoną publiczność.

- Ponieważ gdyby ktokolwiek pozwolił mi uczyć, oznaczałoby to zajęcie się toksycznymi środowiskami i takimi samymi ludźmi, którzy wciąż mają poparcie. A to byłoby naprawdę niewygodne, prawda? To byłoby cholernie niewygodne.

- Panno Grant - próbował przerwać Howard - może przejdziemy do następnego...

- Czy ty się nigdy nie wściekasz, Howard? - Podeszła i położyła ręce po obu stronach mównicy. - Statystyki są ponure. Stoimy w obliczu epidemii randek, nie mówiąc już o orgazmowym deficycie. Im szybciej przestaniemy udawać, że era cyfrowa nie zmieniła sposobu, w jaki się komunikujemy; tym większa szansa, że całe pokolenia nie umrą napalone i samotne.

- No tak. - Instruktor pociągnął za kołnierzyk i podniósł głos, próbując opanować salę. - Ktoś jeszcze chce coś dodać?

Naomi westchnęła i wróciła do kręgu, pozwalając, by nowe napięcie rozeszło się w pomieszczeniu. Baterie w jej czujniku wstydu wyczerpały się dawno temu. Zrobiła swoją karierę, będąc outsiderem, a siatkę bezpieczeństwa zbudowała na byciu wyrzutkiem. Łatwo było zignorować resztę prezentacji. Przynajmniej dopóki nie dotarli do mężczyzny, który był zbyt seksowny, by być nauczycielem.

Wyglądał jak model Calvina Kleina, stwierdziła to z autorytetem kogoś, kto pieprzył więcej modeli Calvina Kleina, niż jej się należało. Cień rzucany przez brodatą szczękę był niedorzeczny. Pod tym ,,czymś" mogła przeczekać letnią burzę.

- Hej wszystkim. Nazywam się Ethan Cohen - powiedział model - i kiedyś uczyłem fizyki w szkole średniej.

Naomi natychmiast zapragnęła kontynuacji tego, co kiedyś. Czy został obsadzony jako statysta? Te kości policzkowe zasługiwały na co najmniej sto tysięcy obserwujących, na Instagramie. Jej oczy śledziły jego profil, gdy on mówił dalej. Po bliższym przyjrzeniu okazało się, że był zbyt niski i szczupły jak na modela. W szpilkach byłaby od niego wyższa. Wyostrzona rzeźba jego twarzy odwróciła jej uwagę. I ta jego postawa. Jego nogi były rozłożone na tyle szeroko, że... Cholera. Te spodnie w kolorze khaki niczego nie zdradzały.

Mimo to uśmiechnęła się, cel namierzony. Był idealną odskocznią od jej zawodowych nieszczęść.

Minęło trochę czasu, odkąd miała ochotę skoczyć na kogoś tak, jak chciała ślizgać się po tym facecie. Kochała swoją pracę, ale prowadzenie start-upu oznaczało regularną pracę po osiemdziesiąt godzin tygodniowo. Połączenie stresu i wyczerpania było zabójcze dla jej libido. Jak na ironię, satysfakcjonujący seks był dziełem jej życia. Mimo to, ostatnie kilka miesięcy zdecydowanie były go pozbawione. Uśmiechnęła się. Chyba że wziąć pod uwagę jedynie sesje solowe. Te wciąż zasługiwały na szóstkę.

Jaką bieliznę założyła tego ranka? Z pewnością, gdyby wiedziała, że ten dzień przyniesie tak rozkoszne okazje, wyciągnęłaby coś oszałamiającego.

Prezentacje się zakończyły, a Howard machnięciem ręki odprawił zgromadzonych z powrotem na swoje miejsca. Kiedy znajome skrobanie wielu długopisów poruszających się po papierze wprawiło ją w oszołomienie, poddała analizie taktykę podejścia do przystojniaka. Zwykle, gdy chciała zaciągnąć kogoś do łóżka, po prostu zdejmowała bluzkę, żeby zaoszczędzić czas. Jednak pobieżne skanowanie sali konferencyjnej utwierdziło ją w przekonaniu, że plan nie zadziała w tym towarzystwie. No cóż. Ona by to zrobiła.

Jednak, jak się okazało, nie musiała. Kiedy pakowała torbę pod koniec wykładu, obok jej biurka zatrzymała się para spodni khaki.

- Przepraszam, że przeszkadzam, ale zastanawiałem się, czy mógłbym ci złożyć propozycję.

Naomi powoli podniosła oczy. Nad skórzanym paskiem nosił idealnie wyprasowaną białą koszulę z rozpiętym kołnierzykiem, choć nie na tyle, by wynagrodzić jej zacienioną obietnicę włosków, pokrywających klatkę piersiową. Po raz kolejny zatrzymała się na linii jego szczęki. Z bliska było jeszcze lepiej. Nie mogła się doczekać, kiedy poczuje tę brodę na wewnętrznej stronie ud.

- Proszę bardzo - odparła Naomi, mrucząc trochę w r. - Daj z siebie wszystko.

Kiedy się uśmiechał, cała jego twarz pracowała. Cholera, ten facet to kłopoty. Dobrze, że pojawiła się jako Naomi. Hannah Sturm nie miałaby szans.

Hannah popisałaby się, żeby zwrócić na siebie jego uwagę, na przykład upuściłaby długopis. Nie miałby innego wyjścia, jak tylko się schylić i stanąć twarzą w twarz z jej nogami - ale Naomi wiedziała, że takie zagranie jest dla nowicjuszy. Kluczem do uwodzenia było przekonanie drugiej osoby, że zakochanie się w tobie było jej pomysłem.

- Wspomniałaś, że miałaś problem ze znalezieniem instytucji, która cię zatrudni?

Przynajmniej wiedziała, że jedna osoba wysłuchała jej porywającej przemowy. Naomi skinęła głową.

- Czy nadal jesteś zainteresowana rolą wykładowcy? - Jego głos potraktował sprawę z odpowiednią dozą troski. Naomi to doceniła. Po trzydziestce zaczęła szanować poważnych ludzi.

- Tak. - Zatrzymała powoli dłoń po tym, jak zachęcająco przesunęła nią po obojczyku w niedbałym, zapraszającym geście.

- W takim razie chciałbym zaproponować ci pozycję do rozważenia.

W końcu konkrety. Na szczęście mogła wybaczyć powolny start.

- Tylko jedną? - Uśmiechnęła się Naomi.

Zamrugał, słysząc zmianę w jej tonie. Jednak nie dał żadnych innych oznak świadomości, że otrzymuje zaproszenie, za które inni ludzie byliby gotowi zabić. Ten facet był albo odporny na podteksty, albo tak poważny, że te odbijały się od niego.

- Czy byłabyś zainteresowana poprowadzeniem seminarium na temat współczesnej intymności w mojej synagodze?

Czy to oznaczało to, co powiedział - czy naprawdę wypadła z gry na tak długo, że nie potrafiła odróżnić flirtu od... tego? Źródło gęsiej skórki na jej ramionach zmieniło się. Od dawna nie myślała o synagogach.

Kiedy przemówiła, jej starannie zbudowane mury z powrotem były na swoim miejscu.

- Nie wyobrażam sobie, żeby organizacja religijna przyjęła mnie lepiej niż szkolnictwo wyższe, ale i tak dziękuję. - Zaczęła wychodzić z klasy, zostawiając go, by deptał jej po piętach.

- Mogę cię zapewnić, że będziesz bardzo mile widziana w Beth Elohim.

- Czyżby? - Rzuciła te słowa przez ramię.

Ethanowi udało się przed nią pobiec, wkładając ręce do kieszeni i uśmiechając się słabo.

- Cóż, zacznijmy od tego, że jestem rabinem.

- Przepraszam. - Zatrzymała się, żeby mu się przyjrzeć. - Kim jesteś?

- Rabinem? - Przechylił głowę, jakby próbował się domyślić, czy ona nie rozumie znaczenia tego słowa, czy po prostu dlatego, że użył go do opisania siebie. - Jestem przywódcą religijnym w synagodze.

Odrzuciła zbędną definicję.

- Czy nie jesteś trochę zbyt...

- Młody? - Pochylił brodę, jakby bardzo często słyszał ten komentarz.

- Seksowny.

Roześmiał się, dźwięk jego śmiechu wydawał się najpierw zduszony, a potem nieco bardziej zrelaksowany.

- Nie ma żadnych zasad określających odpowiedni poziom przywódców religijnych, przynajmniej nie w judaizmie reformowanym.

Cóż, nie próbował temu zaprzeczyć.

- Nie do wiary. - I pomyśleć, że miała wobec niego tyle nikczemnych planów.

- Czy to oznacza odmowę?

Naomi uśmiechnęła się do niego z zamkniętymi ustami i ruszyła dalej. Sprawdziła harmonogram, który trzymała w dłoni.

- To odmowa, kolego.

- Czy mogę zapytać, dlaczego tego nie rozważysz? - Podbiegł trochę, by dorównać jej długim krokom. - Powiedziano mi, że gdy mam możliwość, potrafię być bardzo przekonujący.

Westchnęła głęboko. W to akurat mogła uwierzyć.

- Dziwię się, że musisz o to pytać.

- Czy jesteś ateistką? Chociaż kurs byłby powiązany z synagogą, jako instruktorka nie miałabyś obowiązku praktykować. - Słowa Ethana zlały się ze sobą, gdy pospieszył z wyjaśnieniami. - W JCC oferujemy całkiem sporo świeckich spotkań. Na przykład robienie na drutach i aqua aerobik.

Oczy Naomi zwęziły się, a stopy zatrzymały. Wyczuwała chwyty reklamowe na kilometr.

- Nie mam ochoty być wykorzystywana w jakiejś farsie reklamowej. - Gdyby jej nazwisko trafiało na pierwsze strony gazet, dyktowałaby, co mają napisać.

Zatrzymał się gwałtownie, tak że oboje tworzyli teraz korek w dusznym korytarzu.

- Oczywiście nie. Nigdy bym...

- Ani w kwestii charytatywnej. - Naomi nie była zainteresowana "odbudową swojego wizerunku". Nie chce, by jej życie reprezentowało "przed" w jakimś motywacyjnym filmie rekrutacyjnym. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowała, był ratunek.

- Naomi... Emm... Pani Grant... Wyświadczyłabyś mi przysługę. Jeśli ktoś potrzebuje działań charytatywnych, to właśnie ja. Ja i moja rozpadająca się synagoga. Poważnie, frekwencja jest tak niska, że ledwo możemy wypełnić pierwsze dziesięć rzędów.

- Zaufaj mi, nie jestem odpowiedzią na twoje modlitwy. - Najwyraźniej nie rozumiał, kim była ani co robiła. - Wyszukaj mnie, zobaczysz, co mam na myśli. - Naomi nie żałowała swoich działań, ale nie była też naiwna, co do ich konsekwencji.

- Z całym szacunkiem, wiem, kim jesteś - powiedział i trzeba mu przyznać, że się nie uśmiechnął. - Moja siostra była jednym z pierwszych użytkowników platformy subskrypcyjnej twojej firmy. - Spuścił przy tym wzrok, ale tylko na chwilę. - Jest wielką zwolenniczką pracy, którą wykonujesz, aby zbudować integracyjną społeczność internetową. Posunęła się tak daleko, że wysłała mi twój profil w Forbes.

I wreszcie pojawił się rumieniec - makowy odcień, jasno wypełniający jego policzki.

- Zdaje się, że nazywają cię "Alfredem Kinseyem[1] w szpilkach".

Naomi zmarszczyła nos.

- Jestem pewna, że chcieli dobrze.

- Myślę, że jesteś godna podziwu - powiedział rozkosznie głębokim głosem.

- Nie jesteś subskrybentem Bezwstydnej, prawda?

Judaizm reformowany może być stosunkowo wyluzowany, ale nie aż tak. Przynajmniej kiedy ostatnio sprawdzała.

- Nie. To znaczy, jeszcze nie. Jeśli to dla ciebie ważne, z pewnością przyjrzę się temu dokładniej.

Serce Naomi zabiło mocniej i musiała sobie przypomnieć, że jest persona non grata. Minęło dużo czasu, odkąd otrzymała propozycję, która nie była cielesna.

- Pani Grant. - Otworzył jej drzwi, gdy dotarli do końca korytarza. - Oferuję salę lekcyjną, ponieważ wierzę w twoje zdolności jako edukatorki. Próbuję odbudować własną społeczność, zachęcić młodych ludzi. Pokazać im, że judaizm i ich styl życia bardziej się uzupełniają, niż stoją w sprzeczności. Jeśli nie mogę uczynić judaizmu istotnym, jeśli praktyka nie jest w stanie dostosować się do tego, jak dzisiaj wygląda intymność, to ci, co pozostali w mojej kongregacji, pozbędą się mnie na długo przed tym, zanim pokażę im, do czego jestem zdolny.

Naomi była zszokowana, że korytarz pełen uczestników konferencji nie zatrzymał się, by nagrodzić go oklaskami po tej krótkiej przemowie. Musiała się stąd wydostać, zanim zrobi coś lekkomyślnego.

- Nie jestem osobą, której szukasz. Miło było cię poznać. - Coś w tym rodzaju. - Powodzenia w ratowaniu synagogi.

- Poczekaj. Jeszcze tylko chwila. Obiecuję, że po tym przestanę cię niepokoić. - Nie miał pojęcia, jak bardzo ją niepokoił. - Ale czy jest jakaś szansa, że mogłabyś polecić kogoś innego z twojej firmy, kto mógłby rozważyć tę propozycję?

Naomi zwolniła kroku.

- Jesteś żonaty?

Pytanie walnęło jak grom z jasnego nieba.

- Uch... nie.

- Zaręczony lub w inny sposób związany romantycznie?

- Nie jestem. - Potrząsnął głową na wszelki wypadek.

- W takim razie nie mam ci nic do zaoferowania.

- Kol hat'chalot kashot - mruknął pod nosem Ethan.

- Słucham?

- Przepraszam - powiedział, posyłając jej uśmiech. - To stare hebrajskie przysłowie. To znaczy - "Wszystkie początki są trudne". Muszę przyznać, że straciłem wątek tej rozmowy. Nadal odrzucasz moją ofertę pracy?

- Nie postawiłam stopy w synagodze od mojej barmicwy - odparła Naomi. Nie było to do końca odpowiedzią, ale pochylił się w jej stronę. Poczuła zapach korzennego płynu po goleniu, a teraz nie pamięta, dokąd miała iść.

- Och. - Oddech Ethana zatrzymał się na tym słowie. Jego źrenice się rozszerzyły. - Jesteś Żydówką.

- Nie powiedziałabym tego. - Kilka minut temu wyobrażała sobie, że cała ta interakcja przebiegnie zupełnie inaczej.

- No tak. OK. Przepraszam. Nie zawracam ci już głowy. Jeśli zmienisz zdanie, prawie każdego dnia jestem w Beth Elohim w Pasadenie. - Podał jej wizytówkę.

Naomi otworzyła drzwi do sali, ale nie weszła. Zamiast tego ruszyła się, aby zatrzymać go wyciągniętą ręką.

- Jesteś pewny, że jesteś rabinem?

Posłał jej ostatni uśmiech, prawdopodobnie czując ulgę, że wie, jak odpowiedzieć na to pytanie.

- Bardzo pewny.

- Takie mam szczęście - mruknęła Naomi pod nosem, zgniatając w dłoni wizytówkę. Na zawsze odeszła z jego życia.

 

 

 

[1] Autor przełomowego dzieła w historii seksuologii.

 

ROZDZIAŁ DRUGI

 

 

 

 

 

Jakimś sposobem Naomi Grant, słynna buntowniczka status quo, znalazła pracę od dziewiątej do siedemnastej oraz narożne biuro. Po dwóch latach Bezwstydna, niegdyś niewiele więcej niż buntowniczy pomysł na zrewolucjonizowanie i demokratyzację edukacji seksualnej, przyciągnęła wystarczającą liczbę płatnych subskrybentów, aby sfinansować oficjalną siedzibę firmy w West Hollywood, poza przestrzenią studyjną w Burbank. Pomimo jej najlepszych starań, by oprzeć się rutynie, w dni powszednie można było teraz znaleźć Naomi w ustalonym miejscu.

Co gorsza, kiedy jej obowiązki w firmie w naturalny sposób ewoluowały z rozbierania się do organizowania dostaw i prowadzenia spotkań, musiała zrezygnować z dużych połaci swojej pikantnej garderoby na rzecz odzieży roboczej, nieco bardziej przyjaznej dla sali konferencyjnej. Jedynym pocieszeniem dla Naomi było to, że większość jej nowych blezerów miała kolce na ramionach. Nikt się nie spoufalał, gdy była na służbie.

Kilka dni po konferencji nauczycielskiej, wspólniczka Naomi - a zarazem, co było dość niezwykłe, jej najlepsza przyjaciółka Clara - weszła do jej biura, prezentując mały bochenek chleba.

- Bananowy - poinformowała Naomi w sposób, w jaki można by nakłonić wyjątkowo zrzędliwego buldoga do połknięcia tabletki - twój ulubiony.

- Uch-och. - To nie przypadek, że kiedy Naomi zatwierdzała plan piętra biura, umieściła Clarę po przeciwnej stronie.

Bez dramatyzmu, ale gdyby Naomi była w stanie wykroić z siebie nożem do steków z trudem zdobyte uczucie, które wzbudziła w niej Clara, rozważyłaby to.

- Daj spokój. - Jej gość stracił zapał. - Nie mów "uch-och", jakbyś nienawidziła prezentów. Tak się złożyło, że miałam dodatkowe banany. - Clara pochyliła się przed wózkiem barowym, który kupiła Naomi, by przypomnieć sobie, że kiedyś była zabawna. Gdy otworzyła szufladę, wyłoniły się z niej sztućce i talerzyki, których Naomi zdecydowanie nie rozpoznawała.

- Schowałaś sztućce w moim biurze, gdy nie patrzyłam? - Naomi nigdy nie wyobrażała sobie siebie w jakimkolwiek stałym związku. Ta ingerencja w jej prywatną przestrzeń naprawdę poszła o krok za daleko.

- Wyluzuj. - Clara zignorowała oburzenie przyjaciółki. - Spędzamy tu tyle czasu, że myślałam, że w końcu będziemy miały okazję zjeść wspólny posiłek. Plastikowe sztućce są szkodliwe dla środowiska.

Nikt poza Naomi nie zdawał sobie sprawy, jak przebiegła może być Clara. Nawet jej narzeczony prawdopodobnie nie do końca pojmował, ile planowania i strategii kryje się za tymi wielkimi oczami. Nie bez powodu tak dobrze pracowało im się jako współzarządzające. Obie wiedziały, jak sprawić, by ludzie robili to, czego od nich chciały. Różnica polegała na tym, że ludzie oczekiwali, że Naomi będzie knuć i uwodzić, by postawić na swoim. Naprawdę, wszystko, co musiała zrobić, to stworzyć wystarczającą osłonę powietrzną dla Clary, aby rozbroić innych za pomocą śmiercionośnej kombinacji dobrych manier i gorliwego entuzjazmu. Jak się okazało - "fanatyczność, ale też uprzejmość i elokwencja" to właściwe cechy założycielki start-upu.

- Czuję się, jakbyś miała zamiar mnie poprosić o oddanie nerki. - Naomi i tak przyjęła poczęstunek.

Zdławiony, cichy śmiech Clary był niepokojący.

- Obiecuję, że nie jest tak źle.

Chleb rozpływał się w ustach Naomi, co jeszcze bardziej wzbudziło jej podejrzenia.

Albo Clara znacznie przeszła samą siebie, albo - co bardziej prawdopodobne - kupiła ciasto i przełożyła je do własnego pojemnika.

- W porządku, przejdźmy do sedna. - Ciężar zbliżającej się prośby o przysługę, zawisł w powietrzu.

Clara zamknęła oczy, a potem przemówiła bardzo szybko.

- Czy zostaniesz moją świadkową?

Naomi przestała przeżuwać. Kawałek orzecha włoskiego utkwił jej w trzonowcu.

Wiedziała po tym, jak Josh - narzeczony Clary - oświadczył się jesienią, że ślub jest nieunikniony. Po prostu nigdy nie przestała się zastanawiać nad skalą konsekwencji tego wydarzenia. Bezwstydna pochłonęła tak wiele czasu i energii, a Josh został przydzielony jako biegły sądowy do nowych spraw, dotyczących obrony praw osób, które świadczą usługi seksualne.

Naomi powinna była przewidzieć, że to nadchodzi. Zgodziłaby się, gdyby z jakiegoś powodu tak bardzo nie wypadła ostatnio z gry.

Jej milczenie zdawało się podsycać pośpiech Clary.

- Wiem, że proszę o wiele, a jeśli wolisz tego nie robić, mogę zadzwonić do kuzynki. Po prostu nikt nie zna mnie tak jak ty. Zdajesz sobie sprawę, w jakiej jestem rozsypce i wciąż ufasz mi, prowadząc ze mną interes. Jesteś najbardziej kompetentną osobą, jaką znam. Zawsze przynosisz mi pizzę, kiedy dzwoni moja mama. - Clara odchrząknęła. - Poza tym, oczywiście, znasz Josha dość dobrze.

Naomi zastanawiała się, ile kobiet, które zostały poproszone o bycie druhną, pieprzyło się z panem młodym, i to przed kamerą. Westchnęła.

- Nie musisz zakładać sukienki - powiedziała Clara, jakby to był największy punkt sporny. - Możesz założyć jeden z tych kombinezonów, w których wyglądasz, jakbyś miała wszystkich zamordować, a potem użyć ich ciepłej krwi jako szminki.

Próba ukrycia uśmiechu Naomi była bezużyteczna.

- Zamierzałam wybrać dla siebie nowy odcień czerwieni.

Żarty na bok, śluby oznaczały rodzinę, toasty i tańce. Krojenie ciasta i uśmiechanie się do zdjęć przez wiele godzin. Wieczór kawalerski, wieczór panieński, próbną kolację. Oznaczały otwarte bary i mężczyzn, którzy myśleli, że ją znają, ponieważ kilka razy masturbowali się przy jej filmach. Naomi poczuła, jak zobowiązanie owija się wokół niej jak lasso, które teraz było na skraju ściśnięcia.

- Proszę, powiedz tylko, że to rozważysz. - Clara odgarnęła ciemne włosy z oczu. W styczniu zrobiła sobie grzywkę - pomimo wielu stanowczych ostrzeżeń Naomi - wreszcie zaczęła odrastać.

Naomi skrzyżowała ręce na piersi.

- Nie muszę tego rozważać.

Twarz Clary się wydłużyła.

- Oczywiście, będę twoją świadkową. - Naprawdę, co do tego, nigdy nie było wątpliwości.

- Mówisz serio? - Clara dosłownie ścisnęła swoje perły na szyi.

- Nie, to jeden z moich wielu przezabawnych żartów - odparła stanowczo Naomi.

- Aha. Dziękuję. Dziękuję. - Clara wyskoczyła ze swojego miejsca, by rzucić się w ramiona Naomi.

"Świadkowa" nigdy nie była tytułem, na który liczyła Naomi. Miała wielu przyjaciół i różnych kochanków - zarówno w czasie przeszłym, jak i teraźniejszym, ale nadal trzymała większość z nich na dystans. Może to było miłe, że była na tyle ważna dla kogoś, kto zaprosił ją do stania obok w jednym z najważniejszych dni w jego życiu.

- Hurrra! - Clara krzyknęła jej do ucha.

- Tak, tak. - Naomi nie przejmowała się odpowiedzialnością tak bardzo, jak dbała o tradycję. I listę gości. Znając rodzinę Clary, gody Wheaton-Conners będą nie lada wydarzeniem.

Jęknęła. Miłość naprawdę była straszną słabością. Żadna inna wada nie czyniła cię podatnym na zranienie w taki sam sposób. Naomi nie była potworem. Mimo konsekwencji nadal kochała ludzi. Po prostu starała się ograniczyć to do minimum, mocno wierząc, że nie trzeba być blisko, żeby kogoś pokochać. Wystarczy się zaangażować.

Jak na przykład jej rodzice. Kochała ich gorąco. W zeszłym roku przeprowadzili się z Bostonu do Arizony, aby przejść na emeryturę, i byli teraz członkami starszej społeczności, która bazując na wszystkich dostępnych dowodach, była również kolonią nudystów.

Najwyraźniej rozbieranie się dla użytku publicznego było rodzinne.

Naomi nie pamiętała, czy społeczność nie zezwalała na telefony komórkowe, czy też mieszkańcy po prostu nigdy nie mieli kieszeni, w których mogliby je nosić. Ale tak czy inaczej, rezultat był taki, że co kilka miesięcy rozmawiała z mamą i tatą, i widywała ich mniej więcej raz w roku. Żadna ze stron nie wydawała się mieć nic przeciwko.

- Czy możemy teraz porozmawiać o interesach, skoro masz to, czego chciałaś? - Naomi wyczerpała limit na czułości w ciągu dnia.

Clara w końcu ją puściła i opadła na krzesło naprzeciwko, starannie składając ręce na kolanach. Jej partnerka w interesach teraz cała promieniała, kiedy otrzymała dobre wieści.

- Od czego chcesz zacząć?

Naomi otworzyła jeden ze skrupulatnie oznaczonych kolorami arkuszy kalkulacyjnych, które Clara stworzyła, by uporządkować ich codzienny status. Czasami obsesyjny typ osobowości typu A się przydawał.

- Strategia partnerska?

Przewinęła plik, zanim zaczęła czytać na głos.

- Mamy zespół kobiet inżynierów, które przyjeżdżają w środę, aby zaprezentować prototypy technologii seksualnej.

To powinno być zabawne. Na ten rok poszerzanie asortymentu w modelu biznesowym Bezwstydnej było priorytetem. Do tej pory ograniczali swoje towary do przedmiotów czysto estetycznych: kubków do kawy, naklejek, przypinek, od czasu do czasu ozdobnego haftu krzyżykowego z hasłem "Orgazmy równych szans". Marka Bezwstydnej utrzymała się na swoim miejscu, a Clara i Naomi poddały wszelki rozrost firmy szczegółowej weryfikacji.

Naomi przeszła do kolejnego tematu.

- Obsadzenie nowych aktorów do serii dla sześćdziesięciolatków?

Na kilka następnych miesięcy, jednym z ich priorytetów w zakresie treści było tworzenie różnych filmów poświęconych czerpaniu przyjemności z seksu w późniejszych dekadach życia.

Clara przejrzała swój terminarz.

- Przesłuchania będą odbywać się od czwartku do niedzieli. Cassidy prowadzi program, ale oczywiście, jeśli chcesz wpaść, zapraszam.

Cassidy była ich producentem wykonawczym, a Naomi całkowicie jej ufała. Pracowały razem, zanim Naomi odeszła, by prowadzić Bezwstydną, kiedy Cass kręciła w swoim garażu queerowe filmy erotyczne. Cassidy odegrała kluczową rolę w uczynieniu ich witryny bardziej dostępną. Była także starszą queerką, która ponad dziesięć lat temu pomogła małej Naomi ujawnić się ze swoją orientacją bi. Bez zastanowienia uczyniono ją jedną z ich pierwszych pracowników.

Naomi zaznaczyła daty w swoim własnym iCalu.

- Rozumiem.

Clara z roztargnieniem układała karteczki samoprzylepne Naomi, pod kątem dziewięćdziesięciu stopni.

- A jak tam konferencja, na której byłaś w poniedziałek?

Naomi przejechała paznokciami po wycięciu jedwabnej spódnicy. Z trudem mogła wyznać Clarze, że przez większą część ostatnich dni myślała o seksownym rabinie, który złożył jej ofertę. Tyle że musiała ją odrzucić.

- Było w porządku. Nauczyłam się nowego podejścia do optymalizacji napisów dla subskrybentów z upośledzeniem słuchu.

- Świetnie. Poinformuję produkcję, że potrzebujemy przegrupowania. - Clara spojrzała na nią wyczekująco. - I...

- I co? - Te słowa zabrzmiały bardziej nagląco, niż zamierzała.

- Nawiązałaś jakieś kontakty?

Naomi mogła powiedzieć, że była o jeden zły krok od kolejnego wykładu na temat znaczenia "rozszerzenia" ich "biznesowego ekosystemu".

Zamiast tego zmarszczyła nos.

- Nie bardzo.

Clara pochyliła się do przodu.

- Co to za mina?

"Jaka mina?" tu nie zadziała.

- Mężczyzna złożył mi propozycje.

- Brzmi irytująco, ale niestety nie jest niczym niezwykłym.

Clara zmarszczyła brwi.

- Nie. Nie tak. Mam na myśli to, że zaproponował mi pracę. Pracę w roli edukatorki.

- Och. - Twarz Clary się zmieniła. - Ale to dobrze? Od miesięcy szukałaś okazji do bezpośredniego nauczania.

- On jest rabinem.

- W znaczeniu...

- Istnieje tylko jedna definicja rabina.

- Wow. - Clara odchyliła się na krześle. - Czego miałabyś uczyć?

- Nowoczesnej intymności. - Nawet się nie zarumienił, kiedy to powiedział. Każdy centymetr jego ciała - przynajmniej te, które widziała - był szczery.

- Hm. - Clara przechyliła głowę. - To jest właściwie idealne, biorąc pod uwagę twoje doświadczenie i obszary zainteresowań.

Naomi wzięła długopis i przerzuciła go między palcami. Tylko dlatego, że Ethan zaoferował jej słuchaczy i szansę dotarcia do ludzi, którym najbardziej chciała pomóc, nie oznaczało, że była to realna opcja.

- To nie jest idealne. To zorganizowana religia. Wiesz, że nie lubię niczego zorganizowanego, a religia szczególnie mnie uwiera. Wszyscy ci ludzie, którzy wierzą w rzeczy większe i potężniejsze od nich samych? - Zadrżała. - Poza tym, bez względu na to, jak bardzo jest liberalny, judaizm wciąż ma wiele zasad, o których zawsze zapominam. - Istniała różnica między łamaniem zasad dla zabawy, a łamaniem ich, wywołując przy tym zażenowanie. Z doświadczenia wiedziała, że ta oferta doprowadzi do tego drugiego.

- Poczekaj sekundę... Czy jesteś... O mój Boże... Clara zmrużyła oczy, jakby układała w całość kawałki mentalnej układanki. - Jesteś Żydówką?

Naomi skrzyżowała ramiona.

- Nie aktywną.

- Wow. OK, ale wychowałaś się jako Żydówka?

- Ledwie. - Jej rodzice przeważnie dzwonili. Obchodzili Jamim Noraim[2] aż do ukończenia przez nią szkoły, kiedy Naomi wyjechała do Los Angeles, a potem skończyło się tylko na Jom Kippur[3]. Może czasem była to Rosz Hoszana[4] i Pascha, jeśli ktoś ich zaprosił.

Los Angeles miało sporo entuzjastów modnej kabały, ale nawet w dni, kiedy wyższa siła byłaby mile widziana, idea "gwiazdy porno wchodzącej do synagogi" zawsze lepiej pasowała do puenty w dowcipie niż do prawdziwego życia.

- Absolutnie powinnaś to zrobić. - Clara wstała, wykorzystując swój skromny wzrost, by dodać powagi swojej deklaracji.

- Nie dam rady. Nie mogę. Jest już za późno. - Ethan Cohen prawdopodobnie zaangażował już mniej kontrowersyjnego instruktora.

Clara zacisnęła usta.

- Właśnie wymyśliłaś trzy wymówki na jednym oddechu. Jest coś, czego mi nie mówisz.

- Boję się - powiedziała Naomi, zrzucając zasłonę sarkazmu na swój głos, próbując przedstawić prawdę jako kłamstwo.

Nie ma mowy. Clara podeszła i oparła się pupą o biurko Naomi.

- Nawet nie próbuj. - Jej ton był teraz łagodniejszy, gdy znajdowały się bliżej siebie, ale wciąż stanowczy. - Chcesz pomagać ludziom, edukować ich. Powinnaś to zrobić. Poza tym - powiedziała, dla efektu uderzając pięścią w biurko - nie wierzę, że boisz się rabina.

- Uch, niech ci będzie. - Naomi odetchnęła ekstrawagancko. Szanse na to, że ta wymówka zadziałała, i tak były nikłe. - Prawda jest taka, że pociąga mnie głupi, niewytłumaczalnie seksowny rabin i martwię się, że jeśli spędzę z nim więcej czasu, zrujnuję mu życie.

- Przepraszam? - Clara zamrugała kilka razy z rzędu.

- Jest młody i przystojny, a jeśli zbyt długo będę przebywać w jego pobliżu, odciągnę go od ścieżki prawości, a potem skończy się to jak nieprzyzwoity frazes. - Naomi spędziła całą swoją karierę, unikając społecznych stereotypów na temat aktorów filmów dla dorosłych. Myśl, że pozwoliła mężczyźnie przerzucić swoją narrację na tandetne terytorium, była co najmniej niesmaczna.

Clara wpatrywała się w sufit ze zmarszczonymi brwiami.

- Jestem teraz zupełnie zdezorientowana. Czy ten mężczyzna cię podrywał?

Naomi zjeżyła się na ten pomysł.

- Nie. Oczywiście, że nie. - Sama jego broda przywodziła na myśl lojalność i oddanie.

- Wywołał u ciebie zły nastrój?

Naomi starła kurz z klawiatury.

- Atmosfera była w porządku. Można nawet powiedzieć, że przyzwoita.

- Czy w jakikolwiek sposób dał do zrozumienia, że mu się podobasz?

Wzruszyła ramionami.

- Podobam się większości ludzi.

- To prawda. - Clara stuknęła nogą w podłogę. - Ale z księżmi to tak nie działa, prawda? Rabini nie mają zakazu uprawiania seksu?

- Nie, rabini zdecydowanie mogą się pieprzyć. Ale muszą zachować pewne publiczne poważanie, co nie idzie w parze z moim szczególnym rozgłosem.

- Cóż, w takim razie to jego problem. Ten człowiek jest najwyraźniej wystarczająco pewny swoich przekonań religijnych, by poświęcić się nauce. Myślę, że może oprzeć się spontanicznej żądzy, dla której byłaś inspiracją i skupić się na twoich zawodowych zaletach.

- Nie chcę, żeby mi się opierał. - Wykrzywiła usta w pobłażliwym grymasie. - Nie lubię, gdy ktoś mi się opiera.

- Jesteś dorosłą kobietą. Możesz iść do łóżka z prawie każdym, z kim chcesz. - Ton Clary przeszedł w ten, który Naomi znała z ich codziennych spotkań zespołu: autorytatywny, ale miły. - Przestań używać seksu jako tarczy, aby trzymać ludzi na dystans. To jest twoje marzenie. Bez wymówek.

Kiedy wszechświat stanął na głowie? Z nich dwóch, to Naomi miała być tą agresywną. W ciągu ostatnich kilku lat za bardzo zmieniła Clarę. Dawna Clara, która dopiero co wysiadła z samolotu z Greenwich w stanie Connecticut, nigdy nie powiedziałaby Naomi, co ma robić.

- Dobra, niech będzie. - Osłabione poczucie godności powstrzymywało ją od dąsania się.

Jej partnerka biznesowa się uśmiechnęła.

- Nie dlatego, że mi kazałaś. Tylko dlatego, że robię się stara i nudna, a jeśli nie wywołam nowych kontrowersji, aby wzbudzić zainteresowanie opinii publicznej, zniknę w cieniu niesławy.

- Nie bądź dla siebie taka surowa - powiedziała Clara. - Niesława ciebie nie dotyczy. Twoje wyczyny są warte, co najmniej wspomnień w twardej oprawie na liście bestsellerów "New York Timesa".

Naomi udawała, że poprawia oparcie krzesła, żeby Clara nie widziała jej uśmiechu.

- Wiesz, naprawdę byłaś dziś ostra.

- Tak, cóż - Clara założyła włosy za ucho - jest taka przerażająca ruda laska w pracy, która ciągle mi powtarza, że jestem twardą biznesową suką i lepiej, żebym tak się zachowywała.

- Stworzyłam potwora. - Naomi odepchnęła Clarę od biurka, uderzając ją teczką w biodro.

Clara bez pośpiechu skierowała się w stronę drzwi.

- Więc zadzwonisz do niego i powiesz, że się zgadzasz?

Naomi kliknęła myszką nieco mocniej, niż było to konieczne.

- Nie mam jego numeru. - Całkowicie zniszczyła jego wizytówkę.

- Przecież on jest rabinem w Los Angeles. Znasz jego imię. Wygoogluj go.

- O tak. - Naomi przewróciła oczami. - Ponieważ googlowanie gorącego nieznajomego tak dobrze ci wyszło.

Clara spojrzała tęsknie na swój pierścionek zaręczynowy.

- Człowieku, naprawdę tak było.

 

 

 

 

 

[2] Okres pokuty w judaizmie (przyp. tłum.).

[3] Sądny Dzień (przyp. tłum.).

[4] Judaistyczne święto Nowego Roku (przyp. tłum.).