Rozdział 2 - Znak
Dzieci biegają i bawią się na zatłoczonym targowisku w Betlejem, podczas gdy mężczyźni głośno się targują. Kupcy handlują, zapełniając zagrody zwierzętami, które sprzedadzą pielgrzymom na ofiarę w świątyni w Jerozolimie, oddalonej o niespełna dziesięć kilometrów. Symeon i jego przełożeni wybrali ze stada tylko najlepsze sztuki, żeby uzyskać za nie jak najwyższą cenę.
Kupcy nakłaniają pasterzy i rolników do obniżenia cen, a sami pasterze i rolnicy zachwalają jakość żywego inwentarza i produktów. Joram gorączkowo wymachuje rękami, spierając się z kupcem w pobliżu miejsca, gdzie dziecko przeczesuje rączkami świeżo ostrzyżoną wełnę. Aaron pochyla się przy straganie, by powąchać świeże przyprawy. Gdy Symeon ostrożnie przedziera się przez tłum, zewsząd dobiegają go odgłosy beczenia i jęczenia i czuje, jak jego nozdrza wypełnia odór łajna.
Z miejscowej synagogi wyłania się faryzeusz, aby ocenić wartość potencjalnych ofiar, i wtedy Symeon dostrzega swoją szansę. Święty człowiek, pochwyciwszy czarnego baranka Natana, obraca go w tę i z powrotem, podczas gdy Natan go zachwala:
- Doskonały! Nie ma nic, żadnej skazy, nic. Nic niewłaściwego. Widzisz?
- Nieskazitelny! - mówi faryzeusz. - Tak, ten jest odpowiedni.
Wreszcie nadeszła kolej na Symeona. Podnosi swojego białego baranka w stronę faryzeusza i przekrzykuje rozpaczliwie zawodzącą owcę:
- Nauczycielu, mam pytanie dotyczące Mesjasza! Studiowałem Torę każdego dnia i...
Faryzeusz wzdycha, dokonując oględzin, nie spuszczając wzro-ku ze zwierzęcia.
- Pasterz chce się uczyć...
- Tak! - mówi z uśmiechem Symeon, po czym znów poważnieje. - Czy wierzysz, że Mesjasz wyzwoli nas spod okupacji?
- Tak - odpowiada stanowczo faryzeusz, wyraźnie znudzony. - Będzie wspaniałym przywódcą wojskowym.
- Jesteś pewien? - pyta Symeon w pośpiechu. - W ostatni szabat kapłan czytał z proroka Ezechiela i nie powiedział...
- Jak śmiesz! - krzyczy faryzeusz.
Podbiega Aaron.
- Przykro mi, nauczycielu. On ma obsesję...
- Czy to wy przyprowadziliście to zwierzę?
Symeon i Aaron przytakują.
- Mówiłem: bez skazy! - oznajmia faryzeusz.
- Bez skazy, tak! - mówi Aaron.
Faryzeusz odwraca zwierzę, aby ukazać ranę na jego boku.
- Te są dla sprawiedliwych, na ofiarę doskonałą. - Odkłada baranka. - Nie mogę tego wysłać do Jerozolimy!
Aaron chwyta za linę i zaczyna odprowadzać jagnię, kłaniając się pokornie.
- Bardzo przepraszam. Bardzo przepraszam. Bardzo przepraszam.
Faryzeusz wymachuje palcem przed twarzą Symeona, kiedy podchodzą Joram i Natan.
- Zastanawiasz się, dlaczego Mesjasz nie przyszedł? Przez ludzi takich jak wy, którzy trzymają go z dala z powodu swoich skaz! Jeśli nie wrócicie tu z doskonałym barankiem, wygnam was wszystkich z targu!
Faryzeusz pluje na ziemię przed pasterzami, a Symeon waha się, jakby chciał przeprosić.
- Chodź, no dalej - szepcze Natan.
Symeon rusza za nim, ale Joram blokuje drogę.
- Ostrzegaliśmy cię! Czy jesteś głuchy tak samo jak kulawy?
- Przepraszam!
- Nie będziemy zwalniać specjalnie dla ciebie! Zabierz to chu-chro z powrotem na wzgórze, a potem nas dogoń albo sam znajdź drogę powrotną.
Symeon wpatruje się w ziemię, a kiedy inni odchodzą, Natan zatrzymuje się i dotyka policzka młodego człowieka.
Upokorzony, ale niechcący wracać w pojedynkę do stada, Symeon próbuje przedrzeć się przez tłum, aby doścignąć trzech towarzyszy. Ale kostka i jagnię spowalniają jego tempo, a jego kula ślizga się w błocie. Upada ciężko na prawy łokieć i rozcina przedramię. Na kolanach rozgląda się po tłumie w poszukiwaniu pozostałych, ale oni już zniknęli...
Symeon z trudem podnosi się na nogi i słyszy dźwięczny głos. Dostrzega, że znajduje się tuż przed małą synagogą, i modląc się, aby nikt go nie zauważył, prześlizguje się przez boczne drzwi z zasłoną, za którymi jego oczom ukazuje się wykwintnie urządzone sanktuarium.
Stojący na podium kapłan czyta ze zwoju.
- "Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu".
Mężczyzna z tyłu synagogi wbija wzrok w stojącego przy drzwiach Symeona, który trzyma na ręku jagnię. Mężczyzna wstaje i spieszy do niego, a gdy dostrzega jego zraniony łokieć, z którego na próg kapie krew, popycha Symeona.
- Musisz stąd wyjść!
- Czy nie mogę chociaż posłuchać?
- Nie! To jest święte miejsce!
- Proszę!
- Idź stąd! Wynoś się! - Wypycha Symeona z powrotem przez zasłonę i wyciera podłogę, gdy kapłan kontynuuje przemowę. Symeon wsłuchuje się z zewnątrz.
- "Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów. Bo każdy but pieszego żołnierza, każdy płaszcz zbroczony krwią, pójdą na spalenie, na pastwę ognia".
Symeon kuśtyka z powrotem na gwarne targowisko, zachwycony tym, co usłyszał o Mesjaszu. Odwraca wzrok od faryzeusza, który go zbeształ, unika rzymskiego strażnika. Kiedy przedziera się przez tłum, podchodzi do niego obdarty wędrowiec o ostrych rysach - jego brudna twarz zalana jest potem. Prowadzi on osła, na którym siedzi młoda ciężarna kobieta.
- Przepraszam, przyjacielu - mówi mężczyzna. - Czy mógłbyś mi wskazać jakąś studnię w tym mieście? Moja żona nie piła od wielu godzin.
Symeon kiwa głową.
- Tak, jest na drugim końcu placu.
- Dziękuję, bracie.
Kiedy mężczyzna odciąga osła, Symeon dokładniej przygląda się kobiecie, która jest w ciąży, i zwraca uwagę, że biedaczka bardzo cierpi.
- Zaczekaj! Czekaj, masz. - Symeon podaje mężczyźnie swą własną sakwkę z wodą.
- Och, dziękuję za twoją życzliwość - mówi mężczyzna, a następnie wręcza ją kobiecie.
Ona pije łapczywie.
- Jak długą drogę przeszliście? - pyta Symeon.
- Z Galilei. Nazaret.
Symeon rozgląda się dookoła.
- Nie mów o tym głośno - szepcze. - Wiesz, że mówią, iż nic dobrego nie może pochodzić z...
- Wiem, co mówią o Nazarecie - stwierdza mężczyzna z uśmiechem.
- Nie martwcie się, nikomu nie powiem. Wasz sekret pozostanie i moim sekretem.
- Jeszcze raz dziękuję za twoją życzliwość - mówi Nazarejczyk, a jego żona uśmiecha się nieśmiało.
Symeon wyciąga rękę, by uścisnąć dłoń mężczyzny i się przedstawia. Zanim jednak mężczyzna zdążył odpowiedzieć, podchodzi faryzeusz.
- Z drogi! - krzyczy.
- Musimy iść - mówi mężczyzna, a jego żona oddaje sakwę z wodą i ruszają dalej.
Gdy Symeon wyprowadza z targu jagnię, wciąż dobiega go, słaby już, głos kapłana:
- "Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto - pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by zbawić was".
Słońce wisi nisko nad horyzontem, gdy Symeon rozpoczyna długą wędrówkę z powrotem na wzgórze, do reszty owiec, z nadzieją, że jego pracodawcy zdołają mu wybaczyć. Kiedy dotrze na miejsce, zapadnie mrok i będzie mu doskwierał głód. Ale słowa czytane przez kapłana podniosły go na duchu i, kiedy prowadzi skalanego baranka, przypomina sobie resztę fragmentu z proroka Izajasza. Recytuje:
- "Wtedy otworzą się oczy ślepych, otworzą się też uszy głuchych. Wtedy chromy będzie skakał jak jeleń i radośnie odezwie się język niemych, gdyż wody wytrysną na pustyni i potoki na stepie. Rozpalona ziemia piaszczysta zmieni się w staw, a teren bezwodny w ruczaje; w legowisku szakali będzie miejsce na trzcinę i sitowie".
***
W ciemnościach Symeon dociera na wzgórze, gdzie owce ułożyły się do snu. Joram, Natan i Aaron zasiadają wokół małego ogniska, delektując się wieczornym posiłkiem. Zaśmiewają się, wspominając przygodę na targu.
- Następnym razem wytrę ręce o jego szatę. Chyba zemdleje! - mówi Aaron.
Natan gestykuluje, trzymając skórkę chleba.
- Faryzeusz jest tak skąpy, że gdy pisze testament, wymienia siebie jako spadkobiercę!
- I mimo to nie dostaje wiele! - mówi Aaron.
Joram odwraca się akurat wtedy, kiedy Symeon wchodzi w światło ogniska. Z namiotu zwisają płonące naczynia, które również rozjaśniają mrok.
- No! Nareszcie wrócił!
- Witaj, Symeonie - mówi Natan.
- Zostań z owcami! - woła Joram.
- On jest bezużyteczny - mówi Aaron. - Dlaczego trzymasz go w pobliżu?
- To dobry chłopak. - Joram wzrusza ramionami. - Będzie chciał zjeść kolację.
- Aaron zrobił dziś kolację - mówi Natan. - I dlatego jest surowa!
Joram zanosi się śmiechem.
- Jedzenie jest w porządku - odpowiada Aaron. - Przepis mojej babci, więc dajcie mi spokój.
- Aha, to dlatego twój dziadek odszedł - mówi Joram.
Natan się zaśmiewa.
Symeon ze znużeniem oddaje jagnię matce i obserwuje, jak zwierzęta siadają na trawie. Kiedy znów rusza w stronę swoich kompanów, odkrywa, że stan jego kostki się pogarsza i ledwo może się poruszać. Starsi wciąż opowiadają o minionym dniu.
- Szkoda, że ta kobieta nie wyszła ze studni - mówi Natan.
Aaron przytakuje, tonąc wzrokiem w oddali.
- Była bardzo piękna.
- Bardzo ładna, bardzo ładna - mówi Joram.
Symeon opiera się na swojej kuli.
- Czy mogę już zjeść kolację?
- Nie z nami. - Aaron potrząsa głową. - Zabierz swój talerz tam. - Wskazuje z powrotem na stada.
- Po tym, co wydarzyło się rano - mówi Joram - dziś w nocy śpisz z owcami.
- I tym razem przyglądaj im się lepiej - mówi mu Aaron.
Joram wskazuje na Symeona.
- Uważaj na wilki.
Natan potrząsa kęsem jedzenia w dłoni.
- Uważaj na faryzeusza, może cię ściga.
Symeon chwyta pochodnię i wkłada ją do ognia, a potem przytrzymuje, aż wybucha płomieniem.
- Wczoraj Rzymianin zabrał kolejną owcę - mówi pozostałym Aaron.
Gdy Symeon odchodzi z talerzem, woła do niego Natan.
- Symeonie! Znowu rozmawiają o Rzymianach.
- Upiekł ją na moich oczach! - mówi Aaron. - Biorą, co zechcą!
Joram kręci głową.
- Porozmawiajmy o czymś innym.
Symeon powłóczy nogami po trawiastym nasypie w stronę strumyka, teraz już dyszy i z każdym krokiem jest coraz bardziej wycieńczony. Nigdy jeszcze nie czuł się tak samotny. Odkłada swój talerz na kamień i wchodzi w bagnistą płyciznę; wbija pochodnię w błoto i powoli się schyla, by zanurzyć w strumieniu okaleczoną rękę i ostrożnie ją opłukać. Pozostała trójka pogrążyła się w ciszy; jedyny dźwięk, jaki dobiega jego uszu, to uderzenia ich kijów w ognisko.
Symeon odstawia kulę i przysiada obok talerza. Jest zmęczony, walczy ze łzami. Rana sprawia, że czuje się nieczysty, a ponadto jest zbyt wyczerpany, żeby jeść. Oświetlając wodę pochodnią, ze zdziwieniem spostrzega, że jest mętna: w świetle dziennym strumień był czysty.
Nagle ruch powietrza zamiera, milkną owce, ptaki i owady. Kiedy wiatr znów się wzmaga, owce zrywają się na równe nogi. Gałęzie kołyszą się, liście trzepoczą, pochodnia Symeona gaśnie. Młodzieniec kieruje spojrzenie na wzgórze i widzi, że Joram, Natan i Aaron z trudem powstają z miejsca, a ich ubraniem szamocze wiatr. Ogień i wiszące naczynia gasną, a wszyscy trzej znikają z pola widzenia - aż nagle niebo wypełnia się światłem jaśniejszym niż południowe słońce. Mężczyźni padają na kolana. Joram chowa twarz w ziemi, Natan i Aaron wpatrują się z szeroko otwartymi oczami, z otwartymi ustami.
Oto pośród nich pojawia się anioł, a światłość, jaką Symeon może opisać jedynie jako chwałę Boga, zalewa blaskiem teren dookoła. Nie jest w stanie się poruszyć. Anioł zabiera głos.
- "Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan".
Ja śnię, mówi do siebie Symeon. Śnię. To nie może być prawda! Ten dzień? Za mojego życia?!
Anioł kontynuuje przemowę:
- "A to będzie znakiem dla was: znajdziecie niemowlę, owinięte w pieluszki i położone w żłobie".
Wtem pojawia się przy aniele całe mnóstwo zastępów niebieskich, wielbiących Boga, wołających:
- "Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, jego upodobania!"
Aniołowie zniknęli tak szybko, jak się pojawili. Symeon w boleściach podnosi się na nogi i słyszy, jak jego kompani radują się jak dzieci. Wie, że oni, tak jak i on, wyruszą do Betlejem tak szybko, jak tylko będą mogli.
Symeon, wbijając kulę w ziemię, przebiera nogami ze strumienia na zbocze wzgórza, po czym zaczyna biec. Wydaje się, że zapomniał o uszkodzonej kostce, bo pędzi co tchu, jak wtedy, kiedy był cały i zdrów. Im szybciej mknie, tym więcej odpada kawałków poszarpanego bandaża, aż w końcu jego lewa stopa jest zupełnie bosa. Wkrótce porzuca kulę i czuje się tak, jakby stawał z wiatrem w zawody, frunąc w stronę miasta.
Ciekawe, co myślą pozostali? Drażnił ich od wielu dni, opowiadając o swojej fascynacji starożytnymi proroctwami i ciągnięciem za język faryzeuszy. Ale jeszcze bardziej musi ich zastanawiać, dlaczego nie mogą go doścignąć? Dotąd Symeon tak długo ich spowalniał.
Czy to prawda? Kogo anioł miał na myśli, mówiąc o niemowlątku leżącym w żłobie? Mesjasza? Króla?
Symeon odwraca się i widzi, jak Joram, Natan i Aaron gnają co tchu, podczas gdy sam z trudnością utrzymuje tempo. Podobnie jak on, jego towarzysze byli sparaliżowani strachem, a teraz wołają radośnie, krzyczą i się śmieją. Jeśli Symeon tylko sobie to wszystko wyobraża, to oni są częścią tej fantazji. Czy tak tego pragnął, tak tęsknił przez tyle lat, że wytworzył to w swoim umyśle? Prorocy nie przemawiali od setek lat, a teraz aniołowie pojawiają się z nowiną?
Symeon nie czuje bólu, nie czuje zmęczenia, nie ma nawet zadyszki, gdy biegnie przez pola do drogi, a potem obok studni. Wersety Pisma Świętego rozbrzmiewają mu w głowie po nie-kończących się godzinach czytania, studiowania, zapamiętywa-nia. Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna.
Ale żłób? Gdzie? Jak daleko?
Symeon zwalnia i zatrzymuje się w pobliżu małej stajenki - wewnątrz i na zewnątrz kręcą się zwierzęta. Z całą pewnością to może być to miejsce.
A jednak rozpromienione jest od wewnątrz, podczas gdy wszystko wokół spowija ciemna noc.