Rozdział 1
Osiem dni wcześniej
- Na pewno chcesz sobie zrujnować tak ważny wieczór? - Moja przyjaciółka Katie wyłączyła silnik starego volvo swojego taty i spojrzała na mnie z troską. Następnie przeniosła wzrok na zegarek, po czym dodała: - Dokładnie za dwie godziny i dwadzieścia siedem minut staniesz się oficjalnie dorosła. Powinniśmy teraz leniuchować w twoim pokoju i zajadać się pizzą, a nie uganiać za tym dupkiem. On na to nie zasługuje.
- Wiem, Katie, ale chcę to już mieć za sobą. Jeśli Camille mówiła prawdę i Shane rzeczywiście jest w środku z Jenną, to chcę przed nimi stanąć i powiedzieć, co o nich myślę.
- Nie rozumiem, dlaczego tak ci na tym zależy. Po co dokładać sobie bólu? Łatwiej byłoby wyżyć się na nim na iMessage, a potem zablokować jego numer - przekonywała mnie.
- Nie powstrzymuj jej, Katie - odezwał się siedzący za mną Lucas. - Lepiej stawić czoła prawdzie, nawet najgorszej, i pozbyć się złudzeń.
- Serio w takiej chwili raczysz nas swoimi mądrościami? - Katie przewróciła oczami, po czym otworzyła drzwi i wystawiła lewą nogę z auta. - W porządku, chodźmy. Tylko potem nie płacz mi do rękawa przez pół dnia i nie powtarzaj: "Powinnam była cię posłuchać".
- Nawet jeśli wyjdzie na twoje, to przytulisz mocno Jas i puścisz dopiero wtedy, gdy się uspokoi. A potem otrzesz palcem łzy z jej policzków i powiesz, że nigdy jej nie opuścisz. - Przyjaciel poklepał mnie po ramieniu.
- Oczywiście, że jej nie opuszczę, bo jest moją najlepszą przyjaciółką - odparła Katie. - Co nie zmienia faktu, że uważam przyjazd tutaj za beznadziejny pomysł. - Po tych słowach ścisnęła mi dłoń i powiedziała spokojniejszym tonem: - Słuchaj, Jas, ja po prostu nie chcę, byś cierpiała. A wiem, że gdy tam wejdziesz i zobaczysz Shane'a z Jenną...
- Jakoś to przeżyję - weszłam jej w słowo.
- Na pewno? - dopytywała wyraźnie zmartwiona Katie.
- Wiem, że się o mnie martwisz. Gdybym była na twoim miejscu, też pewnie próbowałabym cię odwieść od konfrontacji.
- W takim razie dlaczego...?
- Bo zgadzam się z Lucasem. Wolę najgorszą prawdę niż życie w kłamstwie i nieświadomości - odpowiedziałam, po czym wysiadłam z auta. - Idziecie ze mną?
Dom Aarona, jednego z kolegów wciąż jeszcze mojego chłopaka, znajdował się na niewielkim wzniesieniu, do którego prowadziło kilkadziesiąt schodków. Przez dłuższą chwilę przyglądałam się z ulicy głośno rozmawiającym na balkonie ludziom i wsłuchiwałam w dobiegającą z otwartych, rozświetlonych okien muzykę.
- Czyli tak się bawi szkolna elita... Współczuję sąsiadom Aarona - powiedziała Katie, która, podobnie jak ja, nie lubiła hucznych imprez ani zabaw do białego rana. Miała też od dawna na pieńku z Shanem i jego kumplami. Pamiętam naszą kłótnię, gdy zeszłej wiosny powiedziałam jej o wiadomości, którą Shane wysłał mi na Instagramie. Spytał, czy nie chciałabym wpaść do niego na wieczór gier tylko we dwoje. Katie nie wiedziała, że wcześniej pisaliśmy ze sobą przez kilka tygodni. Gdy wyznałam jej prawdę, zagroziła, że jeśli przyjmę zaproszenie, to więcej się do mnie nie odezwie.
- To gorsze niż wbicie noża w plecy. Zapomniałaś już, co ten kretyn zrobił mojej rodzinie?!
- Shane nie miał nic wspólnego z próbą podpalenia warsztatu twojego taty - odparłam. - Policja potwierdziła jego alibi: przez cały weekend nie było go nawet w mieście.
- Może i nie, ale jednym z wandali był David, jego najlepszy kumpel - nie odpuszczała Katie. - To oczywiste, że Shane był w to zamieszany.
- W takim razie jak wytłumaczysz to, że od razu po tym incydencie Shane przestał się zadawać z Davidem?
- Damage control - odrzekła z przekonaniem w głosie Katie. - Znam Shane'a na tyle dobrze, by wiedzieć, że zdradziłby każdego, byle tylko ratować swój tyłek.
W tamtej chwili nie wierzyłam Katie. Lubiłam rozmowy z Shanem i pragnęłam lepiej go poznać. Czułam, że w głębi duszy był skromnym i poukładanym chłopakiem, a nie zapatrzonym w siebie osiłkiem, jak mogłoby się wydawać. W końcu Katie odpuściła i dała mi swoje błogosławieństwo.
- Nie pochwalam tego, co robisz - westchnęła z rezygnacją - ale jeśli czujesz, że Shane to ten jedyny, trzymam za was kciuki.
- Wymiatasz, wiesz? - Rzuciłam jej się z wdzięcznością w objęcia.
- Też mi odkrycie - prychnęła Katie.
Żałuję, że jej wtedy nie posłuchałam. Prawda była taka, że cieszyło mnie zainteresowanie najpopularniejszego ucznia Springfield High School. Większość dziewczyn w szkole marzyła o tym, by Shane chociaż na nie spojrzał. Charyzmatyczny, pewny siebie brunet z szerokimi ramionami, oliwkową cerą i błyszczącymi, bursztynowymi oczami, który zawsze był w centrum uwagi. Stanowił całkowite przeciwieństwo mnie: cichej, zakompleksionej szatynki, która w obawie przed krytyką nigdy nie wychodziła przed szereg. Mógł mieć każdą dziewczynę, a jednak wybrał akurat mnie, choć nie byłam tak przebojowa. I chyba właśnie tym mnie zdobył. Wierzyłam, że zobaczył we mnie to, czego inni nie potrafili dostrzec. Byłam głupia i naiwna. Szkoda, że tak późno to sobie uświadomiłam.
- Jeszcze możesz się wycofać. - Katie trzymała mnie za drżącą rękę, gdy przebywający w domu imprezowicze wykrzykiwali słowa refrenu piosenki Kill Bill autorstwa SZA: I might kill my ex, not the best idea. His new girlfriend's next, how'd I get here?
- Że też akurat w tej chwili musieli puścić ten kawałek. - Stojący przed nami Lucas próbował zdławić śmiech, ale w końcu nie wytrzymał i zaniósł się chichotem. - Sorry, Jas.
- Nie szkodzi. Też bym się śmiała, gdyby nie to, że serce za chwilę wyskoczy mi z piersi - odrzekłam i nabrałam powietrza w płuca. - Chodźmy. Chcę to już mieć za sobą.
Wkrótce znaleźliśmy się przy drzwiach, zza których dobiegał szum muzyki wymieszanej z dziesiątkami nakładających się na siebie głosów. Zanim zdążyłam położyć dłoń na klamce, drzwi otworzyły się, a przed nami stanął kumpel Shane'a, Mike.
- No hej. - Przyłożył dłoń do policzka zaskoczonej Katie, po czym teatralnie zachwiał się i omal nie osunął na ziemię. - O rany, na twój widok aż straciłem czucie w nogach.
- Żebyś zaraz nie stracił go gdzieś jeszcze - syknęła przez zaciśnięte zęby Katie. Następnie odepchnęła Mike'a i przekroczyła próg domu. - Na co czekacie?
Pół minuty później przedzieraliśmy się przez tłum ludzi, z których większość widziałam pierwszy raz w życiu. Imprezowicze pili alkohol z czerwonych kubków i nie zwracali na nas uwagi. Zewsząd uderzał mnie smród potu i marihuany, a na domiar złego nie mogłam zlokalizować Shane'a. Przez głowę przeszła mi myśl, że może Camille kłamała i tak naprawdę wcale go tu nie było. Zaczęłam żałować mojego przyjazdu. Gdyby nie Lucas, który szedł za mną i nieustannie mnie popychał, pewnie zawróciłabym i wybiegła na zewnątrz.
Gdy w końcu udało nam się dotrzeć do salonu, zaskoczył nas jeszcze większy tłum. Prawie wszyscy sprawiali wrażenie pijanych, choć dałabym sobie rękę uciąć, że większość nie miała nawet ukończonych dwudziestu jeden lat.
- Wiedziałaś, że Shane ma aż tylu znajomych? - krzyknął mi do ucha Lucas.
- Nie, ale nie wiedziałam o nim wielu rzeczy, jak się okazuje.
Im dłużej patrzyłam na tych ludzi, tym większą czułam satysfakcję z tego, że nigdy nie dałam się Shane'owi wciągnąć w to towarzystwo. Z początku regularnie zapraszał mnie na imprezy i przekonywał, że polubię jego znajomych. Teraz właśnie przypominałam sobie wszystkie te sytuacje, kiedy mnie o to męczył. Zwłaszcza jedna zapadła mi w pamięć...
- Nie daj się prosić. Będzie fajnie. Mike i Damon ciągle o ciebie wypytują - naciskał Shane tamtego dnia, podobnie jak wiele razy wcześniej.
- To ciekawe... Mieli trzy lata, by się mną zainteresować. Tymczasem żaden z nich nawet nie powiedział mi "cześć", gdy mijaliśmy się na korytarzu - broniłam się.
- Daj spokój. Nic nie mówili, bo cię nie znali. Teraz jest inaczej. Jesteś moją dziewczyną, a to z automatu czyni cię członkinią naszej grupy. Moi przyjaciele są twoimi przyjaciółmi - upierał się jak zwykle.
- Nieprawda, Shane. Przyjaciele to ludzie, których sami sobie wybieramy. - Ja też nie dawałam za wygraną i pamiętam, że wierzyłam głęboko w to, co mówiłam.
- W porządku, bardzo możliwe, że nie zostaniecie przyjaciółmi. Mimo to mogłabyś się dla mnie poświęcić i spędzić trochę czasu z osobami, które są dla mnie ważne - tłumaczył dalej Shane.
- Zabawne, że akurat ty mówisz o poświęceniu. Odkąd jesteśmy razem, tylko raz spędziłeś ze mną piątkowy wieczór.
- Przecież zawsze umawiasz się z Katie i tym, jak mu tam...
- Nie mam aż tak wielu przyjaciół, żebyś nie był w stanie zapamiętać ich imion - rzuciłam niemal ze złością. - Poza tym Katie i Lucas nie mają nic przeciwko temu, byś uczestniczył w naszych spotkaniach. No co, kotku? Mógłbyś się dla mnie poświęcić i spędzić trochę czasu z osobami, które są dla mnie ważne - przedrzeźniałam go, bo mimo wszystko humor mnie nie opuszczał.
- To dwie kompletnie różne sytuacje. Nie masz tylu znajomych, co ja, więc nie wiesz, jak to jest. Nie mogę tak po prostu się z nimi nie widywać, bo wypadnę z towarzystwa.
- No tak, towarzystwo jest dla ciebie ważniejsze od dziewczyny. W sumie mogłam się tego spodziewać...
- To nie tak... - Shane przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował, co spowodowało, że irytacja mi minęła. - Liczysz się tylko ty. Nawet nie waż się w to wątpić.
- Hm... No nie wiem... Jakoś mało przekonujący był ten pocałunek - odpowiedziałam, drocząc się z nim.
- Tak sądzisz? - Shane uśmiechnął się złowieszczo, po czym popchnął mnie na łóżko i przycisnął swoim umięśnionym ciałem.
Po godzinie pieszczot nie pamiętałam nawet, o co się sprzeczaliśmy. Tak było za każdym razem. Wystarczyło, że Shane okazywał mi choć trochę zainteresowania, bym wszystko mu wybaczała... Psychologowie twierdzą, że silne uczucie do drugiej osoby uniemożliwia często trzeźwą ocenę sytuacji i odbiera zdolność racjonalnego myślenia. Przytrafia się to często osobom, które doświadczają pierwszej miłości. To właśnie wtedy dochodzą do głosu gromadzone przez lata uczucia. Osoba niedoświadczona w miłości idealizuje drugą połówkę, ignorując wszelkie sygnały ostrzegawcze. Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że przez ostatni rok właśnie taka byłam. Ślepo wierzyłam we wszystko, co mówił mi Shane, i nie słuchałam przyjaciół, którzy delikatnie sugerowali mi, że mój chłopak nie jest wobec mnie fair. W końcu mleko musiało się rozlać. Pech chciał, że doszło do tego krótko przed moimi osiemnastymi urodzinami.
Tymczasem z głębokiego zamyślenia wyrwała mnie Katie, która sprowadziła mnie brutalnie z powrotem na ziemię, mówiąc:
- Widzę Aarona, tam, koło pianina.
Złapała mnie za rękę i zaprowadziła nas pod stojący przy ścianie biały instrument. Jeden z imprezowiczów siedział przy nim i udawał, że gra. Z kolei opierający się o parapet Aaron trzymał w ustach papierosa i siłował się z zapalniczką. Gdy wreszcie udało mu się go odpalić, zaciągnął się i spojrzał w moją stronę. - Jasmine? - spytał zaskoczony, gdy przybliżyłyśmy się do niego z Katie. - A co ty tu robisz?
- Szukam Shane'a. Wiesz, gdzie go znajdę?
- Shane'a? Ale...
- Nie próbuj go kryć. Wiemy, że tu jest. W dodatku z osobą towarzyszącą. - Na twarzy Katie pojawił się grymas zgorszenia, za co byłam jej wdzięczna.
- Nie kryję go. Po prostu nie widziałem go od jakiejś godziny. Mogę go poszukać - odparł po kilku sekundach namysłu Aaron.
- Żebyś go ostrzegł? Nie ma mowy. Zostaniesz tu ze mną. - Lucas chwycił go lekko za przedramię. O dziwo Aaron nie próbował mu się wyszarpać.
- Jak chcesz. To i tak nie moja sprawa.
- Rozdzielmy się. Ja sprawdzę dół, a ty górę - zaproponowała Katie.
- Okej.
Wchodząc po schodach, czułam przeszywające mnie dreszcze. A gdy stanęłam przed drzwiami do jednego z pokoi, ponownie zapragnęłam uciec. Bałam się tego, co zobaczę po otwarciu drzwi. Jakaś część mnie wciąż idealizowała Shane'a i odpędzała od siebie negatywne myśli. Nie chciałam wierzyć, że chłopak, któremu oddałam serce, tak okrutnie mnie potraktował. Pielęgnowałam w sobie kłamstwo ze strachu przed zranieniem. Robiłam to jednak zbyt długo. Nadszedł czas, bym poznała prawdę, jakakolwiek by ona była.
Odetchnęłam z ulgą, gdy po otwarciu drzwi zobaczyłam jedynie dwie plotkujące dziewczyny. Podeszłam do kolejnych drzwi, a zanim nacisnęłam klamkę, po moim ciele rozeszło się nieprzyjemne ciepło. Niepewnie weszłam do środka i spostrzegłam całującą się w łóżku parę. Dziewczyna siedziała na chłopaku, zasłaniając jego twarz. Krew uderzyła mi do głowy, gdy uzmysłowiłam sobie, że Shane niedawno kupił sobie podobne szare dresy.
- Sh-shane? - wydukałam, a wtedy dziewczyna obróciła się przez ramię i zeszła z chłopaka, który zapytał z irytacją:
- Czego?
Zignorowałam pytanie, zatapiając wzrok w jej partnerze. Nigdy wcześniej nie widziałam tego człowieka.
- Przepraszam - rzuciłam, zanim w pośpiechu opuściłam pomieszczenie. Miałam już podejść do trzecich drzwi, gdy usłyszałam dobiegający ze schodów głos Katie.
- Znalazłam go - powiedziała. - Jest w ogrodzie za domem. Tylko Jas... Musisz wiedzieć, że...
- Chodźmy - odparłam i ruszyłam żwawo w jej stronę.
- Zaczekaj. - Katie zablokowała mi przejście. - Potrzebuję twojego pozwolenia.
- Pozwolenia?
- Wiesz, że nigdy nie zrobiłabym niczego za twoimi plecami, dlatego...
- Katie, o co chodzi? - poganiałam ją, coraz silniej drżąc z nerwów.
- Po prostu pozwól mi dać w pysk temu sukinsynowi - wyjaśniła stanowczo moja przyjaciółka. - Zresztą przywalę mu nawet, jeśli się nie zgodzisz.
Jej słowa sprawiły, że zrobiło mi się słabo. Miała rację. Shane zdradził mnie z Jenną. Chłopak, którego pokochałam, nigdy nie liczył się z moimi uczuciami.
- Odsuń się. Idę tam. - Odepchnęłam lekko Katie i zbiegłam po schodach z zaciśniętymi pięściami. - Przepraszam... Przepraszam - powtarzałam, przebijając się przez tłum pijących i tańczących do przeboju Rihanny imprezowiczów. Gdy wreszcie dotarłam do otwartych na oścież drzwi salonowych, przystanęłam i zamknęłam oczy. - Tylko nie zrób nic głupiego - szeptałam do samej siebie, odsuwając w czasie nieuniknione. A potem wykonałam trzy kroki do przodu i znalazłam się na tarasie.
- Jas! - Katie zjawiła się przy mnie i chwyciła za rękę.
- Gdzie on jest? - spytałam, rozglądając się po pomieszczeniu. Długą, ustawioną przy ścianie kanapę okupowało jakieś dziesięć osób. Nie mam pojęcia, jak udało im się tam wcisnąć.
- W altanie. Zaprowadzę cię - odpowiedziała Katie, po czym zbliżyła się do pary siedzącej na schodkach prowadzących do ogrodu. Chłopak, w którym rozpoznałam kolegę Shane'a z drużyny koszykarskiej, całował dziewczynę w szyję, a ta głośno się śmiała. - Przepraszam - powiedziała moja przyjaciółka, ale kompletnie ją zignorowali. Postanowiła ich wyminąć, ale przechodząc obok nich, niechcący wytrąciła dziewczynie kubek z dłoni.
- Ej! Uważaj, jak leziesz! - krzyknęła młoda, posyłając Katie gniewne spojrzenie.
- A ty uważasz, jak wymachujesz łapskami? - odpowiedziała moja przyjaciółka i zaraz zwróciła się do mnie: - Są tam. - Wskazała ulokowaną przy płocie niedużą altanę. - Chodźmy.
- Zostań tu, Katie. Sama pójdę.
- Jesteś pewna?
- Tak - odpowiedziałam drżącym głosem.
- Okej. Zaczekam tutaj.
- Dzięki - odrzekłam i obróciłam się na pięcie. - Katie, a może jednak... - rzuciłam po pokonaniu kilku kroków. Przyjaciółka natychmiast do mnie dołączyła i wzięła pod rękę.
- Jestem przy tobie. Wszystko będzie dobrze - uspokoiła mnie.
Następne pół minuty było dla mnie niczym wieczność. Z każdym kolejnym krokiem czułam się coraz bardziej ciężka, a gdy od altany dzieliło nas nie więcej niż piętnaście stóp, zatrzymałam się i przełknęłam ślinę.
- Nie dam rady, Katie. Boję się.
- Wiesz, że najchętniej bym cię stąd wyprowadziła, ale skoro już tu przyjechałaś, to miej to za sobą. Powiedz mu w twarz, co o nim sądzisz, a potem odwróć się do niego plecami i wyjdź z altany z podniesioną głową. - Katie uścisnęła mnie mocno. - Poradzisz sobie.
- Obyś miała rację - odrzekłam cicho i ruszyłam w stronę wejścia. Nagle wyrósł przede mną wysoki, kościsty brunet, trzymający w dłoni butelkę po whisky.
- Pójdę po następną - rzucił do kogoś za drewnianą ścianą. Zaczekałam, aż mnie wyminie, a następnie weszłam do środka. I wtedy ich ujrzałam. Shane siedział na ławce i obściskiwał się z kompletnie pijaną Jenną. Dziewczyna nie miała na sobie koszulki i strasznie bełkotała, gdy mój chłopak ściskał jej ledwo mieszczące się w czarnym staniku piersi.
- Ykhm - chrząknęłam głośno. Wydawało mi się, że Shane mnie zobaczył, bo zerknął na moment w moją stronę, ale zaraz zatopił twarz w biuście Jenny, dlatego dodałam podniesionym głosem: - Jak mogłeś?!
Gdy nasze spojrzenia wreszcie się skrzyżowały, Shane uniósł brwi.
- Jasmine? Ale... co ty tu robisz?
Choć miałam mu tak wiele do powiedzenia, to jednak nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Stałam przed nimi z zaciśniętymi zębami i przyglądałam się ledwo przytomnej Jennie, która szturchała ramię Shane'a, próbując zwrócić na siebie jego uwagę. Mój już-nie-chłopak odepchnął ją lekko, wstał z ławki i w ułamku sekundy znalazł się przy mnie. Objął mnie w biodrach i przez dłuższą chwilę coś do mnie mówił. Nie zrozumiałam jednak ani słowa. Jego głos przypominał niskie dudnienie. W pewnym momencie docierało do mnie jedynie ledwo słyszalne echo. Shane był tuż obok, a jednocześnie dalej niż kiedykolwiek...
- Jas... Wszystko okej? - Zza pleców dobiegł mnie wyraźny głos Katie. Wtedy ocknęłam się z transu i gwałtownie cofnęłam.
- Nie dotykaj mnie - wysyczałam do Shane'a.
- Kotku, to nie tak jak myślisz. Nie rób afery... Tylko się wygłupialiśmy, co nie, Jenna?
- Jesteś żałosny - odparłam, posyłając mu nienawistne spojrzenie. - Nigdy więcej się do mnie nie odzywaj.
- Ale Jas...
- Głuchy jesteś? Zostaw ją w spokoju! - Katie objęła mnie w boku i wyprowadziła z altany. Shane jednak nie odpuszczał i podążył za nami aż do samochodu.
- Nie wmówisz mi, że nigdy nie zrobiłaś niczego głupiego po pijaku. Kreujesz się na świętoszkę, ale oboje wiemy, że w rzeczywistości jesteś...
- Odwal się wreszcie! - weszła mu w słowo Katie. Tymczasem z prawej strony podbiegł do nas Lucas.
- Tu jesteście! Wszędzie was szukałem.
- Super. Teraz rodzinka jest w komplecie. - Idący obok mnie Shane pogardliwie prychnął i ścisnął mi mocno rękę powyżej nadgarstka. - Czyli co, tak po prostu wyjdziesz i mnie zostawisz? Naprawdę sądzisz, że ci na to pozwolę?
- To boli! - jęknęłam przez łzy.
- Ma boleć. Mnie się nie porzuca. Myślałem, że to wiesz.
- Puść ją, gnoju! - Katie odepchnęła go z taką siłą, że Shane ledwo ustał na nogach. - Tylko spróbuj jej jeszcze raz dotknąć, a cię załatwię!
- Katie, odpuść. To nie ma sensu... Katie, spójrz na mnie... - mówiłam do ogarniętej furią przyjaciółki. Jeszcze nigdy nie widziałam jej w takim stanie.
- Idziemy do auta. - Lucas chwycił wzburzoną Katie za rękę. Minęło kilka sekund, zanim przestała mu się opierać.
- Proszę bardzo, uciekaj. - Shane pomachał mi na pożegnanie, rechocząc przy tym. Gdy byłyśmy już przy pojeździe, krzyknął: - I tak jesteś moja, Jas! Nikomu cię nie oddam!
- Usiądź z nią z tyłu - polecił mi Lucas. Następnie zaczekał, aż zajmiemy miejsca, po czym zamknął drzwi i ruszył szybkim krokiem w stronę Shane'a.
- LUCAS! - W pośpiechu wysiadłam z auta, ale było już za późno. Mój przyjaciel powalił Shane'a na trawnik, przycisnął mu kolano do torsu i przyłożył dwa razy w twarz prawym sierpowym. A potem wstał i wrócił do mnie z uśmiechem satysfakcji.
- Spadamy stąd, Jas. Ja prowadzę - powiedział, zanim wsiedliśmy do auta.
Milczeliśmy przez kilka przecznic. Emocje wciąż w nas buzowały, bo oddychaliśmy szybko, a nasze ciała drżały. Gdy zatrzymaliśmy się na czerwonych światłach, Lucas wyciągnął ze schowka paczkę papierosów.
- Cholera - syknął chwilę później, próbując odpalić zapalniczkę. Gdy zorientował się, że jest pusta, cisnął nią ze złością o siedzenie obok i nabrał powietrza w płuca.
- Nie powinieneś był tego robić, Lucas - odezwałam się po chwili. - Shane jest mściwy. A co, jeśli doniesie na ciebie policji?
- Mam to gdzieś. I tak go oszczędziłem. - Zanim światło zmieniło się na zielone, obrócił się przez ramię, posłał mi szeroki uśmiech i zapytał: - A może jakieś "dziękuję"?
- Głupek. - Zdusiłam śmiech i chwyciłam dłoń siedzącej obok Katie. - Nie poradziłabym sobie bez was. Jesteście najlepsi - dodałam po chwili, a wtedy Katie pociągnęła nosem i szybkim ruchem palca otarła wilgotne od łez oczy.
- Nie no, komedia. Ryczę, choć przecież to nie ja straciłam chłopaka.
- Co się dzieje, Katie? - spytałam zmartwiona.
- Co się dzieje? Jest mi przykro, bo moja najlepsza przyjaciółka zmarnowała rok życia na skończonego dupka.
- Och, kochana... - Przycisnęłam ją do siebie i pocałowałam w głowę. Wtedy Katie kompletnie się rozkleiła, a ja wraz z nią.
- Chociaż przyznaj, że konkretnie nawrzeszczałam gardłowo na Shane'a. - Katie zaśmiała się przez łzy, nawiązując do sformułowania popularnego wśród użytkowniczek Wattpada.
- Moja kochana obrończyni. - Ścisnęłam jej dłoń. - Byłaś jak zawsze bezlitosna. Strach z tobą zadzierać.
- Żebyś wiedziała.
Dziesięć minut później Lucas zaparkował wzdłuż ulicy nieopodal mojego domu.
- Do północy została godzina i dwie minuty - oznajmił po wyłączeniu silnika. - Mamy jeszcze czas, by uratować ten wieczór. To co, może szybki konkurs karaoke?
- Przepraszam was, ale chyba wolałabym pobyć sama...
- Ale Jas... - odezwała się zaskoczona Katie. Jej oczy wciąż były spuchnięte od łez.
- Spokojnie, nic mi nie będzie. Po prostu jestem tym wszystkim wykończona... Czuję, że gdy tylko upadnę na łóżko, zasnę w przeciągu chwili.
Katie i Lucas spojrzeli po sobie, po czym jednocześnie wzruszyli ramionami.
- No dobrze, jak uważasz. W takim razie wszystkiego najlepszego, kochanie - odrzekła moja przyjaciółka.
- Dziękuję. - Pożegnałam się z nią długim uściskiem.
- Do zobaczenia w dorosłym życiu - powiedział Lucas, posyłając mi szeroki uśmiech. - Odezwij się jutro.
- Jasne.
Po opuszczeniu auta pomaszerowałam szybko w kierunku domu. Zanim weszłam do środka, pomachałam przyjaciołom na pożegnanie. Dopiero wtedy Lucas odpalił silnik.
- A gdzie Kat i Lou? - spytała siedząca w fotelu przed telewizorem mama. Jako jedyna tak ich nazywała. Towarzyszył jej tata, który stał przy oknie z grobową miną. Martwiłam się o niego. Zawsze uchodził za optymistę, który potrafił rozweselić największego ponuraka, a ostatnio na próżno było szukać na jego twarzy uśmiechu. Mama też wydawała się dziwnie przygaszona, a gdy pytałam, czy mają z tatą jakieś kłopoty, wymigiwała się od odpowiedzi.
- Wrócili do domu - odpowiedziałam szybko, unikając jej spojrzenia. - Idę spać. Padam z nóg.
- Zaczekaj. Czy coś się stało? Myślałam, że będziecie świętować do rana...
- Zmiana planów. Po prostu jestem zmęczona.
- Córciu... Chcielibyśmy ci złożyć życzenia - odezwał się tata.
- Jutro, tato, dobrze? Dzięki - zbyłam go resztką sił.
Po wejściu do swojego pokoju zamknęłam drzwi na klucz i momentalnie osunęłam się na podłogę. Zdruzgotana zasłoniłam usta dłońmi i przez kilka minut z całych sił powstrzymywałam się od krzyku rozpaczy. Nie powiedziałam Katie i Lucasowi, jakie wrażenie zrobił na mnie widok Shane'a i Jenny. Przez całą podróż samochodem zaciskałam zęby, starając się przy nich nie rozpłakać. I tak wystarczająco już obarczyłam przyjaciół swoimi problemami. Prawda jest taka, że sama byłam sobie winna. Gdybym posłuchała Katie i Lucasa, uniknęłabym cierpienia. Właśnie dlatego musiałam teraz przejść przez piekło.
Gdy wreszcie udało mi się uspokoić, odsłoniłam usta i wydałam z siebie ciche westchnięcie. Stało się. Straciłam chłopaka. Naiwnie wierzyłam, że uda mi się oszukać system i Shane będzie tym jedynym, na zawsze. Tymczasem skończyliśmy tak jak większość nastoletnich par. Zanim podniosłam się z podłogi, powtórzyłam sobie kilka razy w myślach, że jakoś to przetrwam. Musiałam. I gdy już wydawało się, że sytuacja była opanowana, wybuchłam niekontrolowanym szlochem, a łzy zaczęły mi strumieniami wypływać z oczu.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Jas? Możemy wejść? - usłyszałam głos Katie.
- K-katie? - spytałam łamiącym się głosem i w pośpiechu przetarłam dłońmi mokrą twarz. - M-myślałam, że p-pojechaliście...?
- Yhy... Serio uwierzyłaś, że byśmy cię dziś zostawili? Słabo nas znasz. - Nacisnęła na klamkę. - Otwieraj albo powiem Lucasowi, by wyważył drzwi.
- Okej, okej. - Wstałam i przekręciłam kluczyk. A potem stanęłam twarzą w twarz z zatroskanymi Katie i Lucasem. Nie musiałam nic mówić. Wszystko wiedzieli.
- Chodź tu. - Wyższy o dwie głowy Lucas przytulił mnie i pozwolił, bym wypłakała mu się do piersi. W tym czasie Katie masowała mnie po plecach i powtarzała, że cokolwiek się wydarzy, zawsze będziemy mogli na siebie liczyć.
- Nikt i nic tego nie zmieni. Zrozumiałaś?
Rozumiałam doskonale. Nasza przyjaźń była niezniszczalna.