Tetrarchia - Gabriel Leśniewski

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (20,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Wuj Sam

Pandemia roku 2020 skończyła się szybko, lecz zebrała obfite żniwo. Po pandemii nastał kryzys gospodarczy i zerwanie dotychczasowych szlaków handlowych prezydent Donald Trump sprawujący władzę od 2017 coraz bardziej przedstawiał się jako,,trybun ludowy" John Miller, pułkownik w Wielkiej Czerwonej Jedynce obserwował politykę z dystansem nie interesowało go to co nakaże Pentagon czy Waszyngton, dla niego ważne było wykonanie zadania. A było ono następujące:

,,Wycofać się z Afganistanu".

- Panie pułkowniku wszystko gotowe. - powiedział jeden z żołnierzy.

- Dobrze, zabierajmy się stąd.

- Tak teraz sobie myślę, po cholerę walczyliśmy 20 lat w Afganistanie. Rosjanie byli tu 10 lat i nic nie wskórali. - powiedział żołnierz.

Miller popatrzył na niego miał może z 19 lat widział już takich, coraz bardziej kwestionujących sensowność dalszej obecności Amerykanów w Afganistanie, coraz bardziej nastawionych antywojennie młodych chłopaków.

- Jesteście już wychowani na Tik Toku, Facebooku i innych mediach społecznościowych. - skomentował.

- Coś w tym złego?

- Nadalibyście się na cyberżołnierzy nasz rząd jednak chyba za dużo naoglądał się Gwiezdnych Wojen. - Miller uśmiechnął się była to bowiem aluzja do nowych Kosmicznych Marines. Pentagon najwyraźniej nie przejmował się brakiem technologii pozwalającej na toczenie walki w kosmosie. - Jak masz na imię?

- Peter Skyway proszę pana.

- Dobrze Peter, zabierajmy się stąd.

...

Dotarłszy do amerykańskiej bazy na Puerto Rico poszli do koszar, zdali broń i wrócili do swoich domów. Horn widząc powiewającą flagę Stanów Zjednoczonych Ameryki zaczął się zastanawiać nad sensownością niektórych posunięć w kwestiach wojskowych wojna od początku XXI wieku się zmieniła pojawiły się drony, cyberwojsko i prywatne firmy wojskowe posiadające duże zasoby zarówno finansowe, jak i ludzkie, mogące wystawić duże wojska na wypadek kryzysu najsłynniejsza z nich w Ameryce, Blackwater była bardzo potężna, lecz nie jedyna Rosjanie mieli swoją Grupę Wagnera a Europa Asgard.

...

Lot powrotny do Stanów był cichy. Nikt nie żartował, nikt nie śpiewał. Żołnierze patrzyli w okna transportowca na bezkresny ocean.

- To koniec? - zapytał Peter.

- Nie - odpowiedział Miller po chwili. - To tylko zmiana frontu.

- Jakiego?

- Jeszcze nie wiem.

...

Kilka dni później Miller stał na tarasie domu w Teksasie. Flaga na maszcie przed budynkiem sąsiedniego urzędu wyglądała inaczej niż ją zapamiętał. Gwiazdy były większe. Pojawił się nowy pas z napisem:

UNITED STATES OF NORTH AMERICA

W telewizorze trwało przemówienie prezydenta.

- Amerykanie! - mówił Trump z charakterystyczną gestykulacją. - Pandemia pokazała nam jedno: świat jest słaby. Europa jest słaba. Chiny są nieuczciwe. My musimy być silni. Musimy wrócić do wielkości.

Na ekranie pojawiła się mapa. Kanada i Grenlandia były zaznaczone tym samym kolorem co USA.

- To nie aneksja. To zjednoczenie wolnych narodów pod wspólną ochroną. Nowa Ameryka Północna będzie bastionem demokracji.

Miller wyłączył telewizor.

- Bastion... - mruknął. - Już to słyszałem.

...

Tydzień później otrzymał nowy rozkaz.

"Stawić się w bazie Fort Bragg. Pilne."

W sali odpraw było kilkunastu oficerów. Na ścianie wisiała nowa mapa świata. Podzielona na kolorowe bloki.

- Panowie - zaczął generał Hargreeve. - Świat się zmienia. Nie ma już jednego ładu. Jest heptarchia.

Na ekranie pojawiły się nazwy:

- Stany Zjednoczone

- Unia Europejska

- Chińska Republika Ludowa

- Związek Radziecki

- Cztery centra władzy. Cztery ideologie. Cztery armie. A między nimi Afryka, Arktyka i Bliski Wschód - nowe pola bitwy.

- Wojna? - zapytał ktoś z sali.

- Nie. Rywalizacja. Przynajmniej na razie.

Generał kliknął pilotem. Na mapie zapaliły się czerwone punkty na Kubie.

- Operacja "Liberty Shield". Kuba wraca pod amerykańską administrację stabilizacyjną.

- Administrację? - zapytał Miller.

- Tak to teraz nazywamy.

...

Wieczorem Miller siedział sam w kantynie. Dołączył do niego Peter Skyway.

- Panie pułkowniku... mówił pan, że Afganistan to koniec.

- Myliłem się.

- To co teraz robimy?

Miller spojrzał na mapę wiszącą nad barem.

- Budujemy imperium.

- Ale przecież jesteśmy demokracją.

- Imperia też tak o sobie mówią.

Peter milczał.

- A jeśli ktoś się sprzeciwi? - zapytał po chwili.

- Wtedy powiemy, że bronimy wolności.

Za oknem przeleciały samoloty transportowe. Na ich kadłubach widniał nowy znak: trzy gwiazdy w jednym kręgu.

Symbol jedności Ameryki Północnej.

Symbol nowego świata.

Miller pomyślał o Afganistanie. O chłopakach, którzy tam zginęli. O tym, że historia zatacza koło.

- Tetrarchia... - wyszeptał. - Cztery imperia. I ani jednego niewinnego.

...

Nazajutrz w ONZ doszło do nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa. Przedstawiciel Europy przemawiał w imieniu całej Unii.

- Europa nie uzna żadnej jednostronnej zmiany granic - powiedział chłodno.

Chiński ambasador tylko się uśmiechnął.

- Zjednoczenie jest prawem historii.

Rosjanin uderzył dłonią w pulpit.

- Świat wraca do stref wpływów.

A przedstawiciel Imperium Amerykańskiego rzekł:

- My tylko porządkujemy chaos.

Miller oglądał transmisję w milczeniu.

Wiedział już jedno:

nie będzie wielkiej wojny od razu.

Będzie coś gorszego.

Świat nauczył się żyć na krawędzi.

Rozdział 6

Ucieczka

- Jak to uciekł? - spytał adiutant.

- To jego ostatni rozkaz. - powiedział jeden z żołnierzy. - Mamy się wycofać.

- Dokąd? - spytał adiutant.

- Do Europy.

...

- Nadal nie wierzę, że to zrobiliśmy. - powiedział Kazimierz.

- W przeciwieństwie do mnie nie zdradziłeś ojczyzny. - odparła Rosjanka.

- Ojczyzna mnie zdradziła pierwsza - odpowiedział Kazimierz. - Kiedy kazała mi wybierać między sumieniem a rozkazem.

Szli wzdłuż zniszczonej drogi, omijając wraki pojazdów i wypalone domy. Nad nimi przelatywały drony, ale tym razem żaden nie zatrzymał się nad ich głowami.

- Wiesz, co mnie najbardziej przeraża? - zapytała Nadieżda.

- Że nas złapią?

- Nie. Że jeśli nas nie złapią... będziemy musieli żyć z tym, co zrobiliśmy.

Kazimierz zatrzymał się.

- Życie z winą jest lepsze niż śmierć w kłamstwie.

Milczeli chwilę.

- W Moskwie powiedzą, że zostałam porwana. - dodała. - Albo że zginęłam jak bohaterka.

- A w Brukseli powiedzą, że zdradziłem Europę.

- Czyli oboje staniemy się legendą, której nie było. - uśmiechnęła się gorzko.

Dotarli do porzuconego budynku szkoły. Na ścianie wisiała jeszcze dziecięca mapa Ukrainy, podziurawiona odłamkami.

- Tu przeczekamy noc - powiedział Kazimierz.

Usiedli na podłodze. Nadieżda zdjęła hełm. Jej włosy były przesiąknięte kurzem i dymem.

- Gdy byłam mała, chciałam być nauczycielką historii - powiedziała nagle.

- I zostałaś jej częścią.

- Najgorszą.

Spojrzała na niego.

- A ty?

- Chciałem wierzyć, że Europa nauczyła się z XX wieku.

- I?

- I widzę, że tylko zmieniła mundur.

Za oknem słychać było strzały.

- Jeśli dotrzemy do granicy... - zaczęła Nadieżda.

- ...to nie będzie już powrotu - dokończył Kazimierz.

- Myślisz, że ktoś nas przyjmie?

- Może nie państwa. Ale ludzie tak.

Wstał i podał jej rękę.

- Chodź. Zanim ta wojna przypomni sobie, że jeszcze żyjemy.

Wyszli w noc.

Dwóch dezerterów.

Dwa imperia mniej pewne swojej racji.

I jedna mała historia, której nie było w żadnym komunikacie wojennym.

...

- Stać. - powiedział funkcjonariusz Straży Granicznej. - Polak?

- Polak... i Ukrainka. - odparł Kazimierz.

- Dokumenty.

Kazimierz powoli sięgnął do kieszeni kurtki. Ręce mu drżały, nie z zimna, lecz z napięcia. Podał przepustkę Europejskiego Korpusu. Strażnik zmrużył oczy.

- Dezerter.

- Człowiek. - poprawił go cicho Kazimierz.

Strażnik spojrzał na Nadieżdę. Jej mundur był rosyjski, ale bez oznaczeń.

- A ty kim jesteś?

- Nikim. - odpowiedziała. - Już nie jestem żołnierzem.

Zapadła cisza. Z budki wyszedł drugi funkcjonariusz. Starszy, z siwą brodą.

- Co tu mamy?

- Polak i Rosjanka. Z Ukrainy.

Starszy zmierzył ich wzrokiem.

- Wojna zrobiła z was filozofów czy trupów?

- Jeszcze nie trupów. - powiedział Kazimierz.

Strażnik westchnął.

- Wiesz, co mówi prawo?

- Że powinniście mnie aresztować.

- A wiesz, co mówi sumienie?

Starszy spojrzał na mapę na ścianie budki. Europa była na niej zaznaczona grubą, niebieską linią.

- Mówi, że mamy już dość bohaterów. Potrzeba nam świadków.

Odwrócił się do młodszego funkcjonariusza.

- Zgłoś dwóch cywilów. Uchodźcy.

- Ale...

- To rozkaz.

Młodszy zawahał się, po czym wklepał coś do terminala.

- Przechodźcie. I zniknijcie z radarów.

Nadieżda spojrzała na Kazimierza, jakby nie wierzyła.

- To wszystko?

- Europa lubi udawać, że nie widzi rzeczy niewygodnych - odpowiedział strażnik. - Idźcie.

Przeszli przez linię graniczną.

Za nimi została wojna.

Przed nimi był kontynent, który nazywał się pokojem, ale pachniał strachem.

Kazimierz odwrócił się jeszcze raz.

- Jak mam teraz żyć?

Nadieżda uśmiechnęła się smutno.

- Jak wszyscy po wojnie. Z pamięcią.

Szli w stronę świateł miasta.

Dwoje ludzi bez państwa.

Bez munduru.

Bez flagi.

Tylko z historią, której nikt nie chciał słuchać.

Rozdział 7

Tetrarchia

Li Wei wrócił do Kantonu.

Nie do Tajpej.

Nie do domu.

Na ulicach wisiały czerwone flagi.

Na ekranach: hasła o jedności narodu.

Cixi czekała na niego w biurze partyjnym.

- Ukraina pokazała jedno. - powiedziała. - Zachód walczy cudzymi rękami.

- A my? - spytał Li.

- My uczymy się.

Zapadła cisza.

- Gdyby Tajwan się zbuntował... - zaczął.

- Nie zbuntuje się - przerwała mu. - Bo nie będzie już Tajwanu. Będzie tylko prowincja.

Li spojrzał przez okno na port.

Statki wojenne.

Kontenery.

Rakiety.

- Myślisz, że to koniec historii?

- Nie. To jej powrót - odpowiedziała Cixi. - Europa wraca do armii. Rosja do imperium. Ameryka do hegemonii. My do dynastii.

- A ludzie?

Cixi spojrzała na niego jak politruk.

- Ludzie są paliwem.

Wieczorem Li napisał w notatniku:

"Nie jestem już Tajwańczykiem.

Nie jestem jeszcze Chińczykiem.

Jestem obywatelem Smoka."

...

W Nowym Jorku zebrała się Rada Bezpieczeństwa ONZ.

Pięć stałych miejsc, ale cztery realne mocarstwa.

USA

Europa

ZSRR

Chiny.