Rozdział 1
Wuj Sam
Pandemia roku 2020 skończyła się szybko, lecz zebrała obfite żniwo. Po pandemii nastał kryzys gospodarczy i zerwanie dotychczasowych szlaków handlowych prezydent Donald Trump sprawujący władzę od 2017 coraz bardziej przedstawiał się jako,,trybun ludowy" John Miller, pułkownik w Wielkiej Czerwonej Jedynce obserwował politykę z dystansem nie interesowało go to co nakaże Pentagon czy Waszyngton, dla niego ważne było wykonanie zadania. A było ono następujące:
,,Wycofać się z Afganistanu".
- Panie pułkowniku wszystko gotowe. - powiedział jeden z żołnierzy.
- Dobrze, zabierajmy się stąd.
- Tak teraz sobie myślę, po cholerę walczyliśmy 20 lat w Afganistanie. Rosjanie byli tu 10 lat i nic nie wskórali. - powiedział żołnierz.
Miller popatrzył na niego miał może z 19 lat widział już takich, coraz bardziej kwestionujących sensowność dalszej obecności Amerykanów w Afganistanie, coraz bardziej nastawionych antywojennie młodych chłopaków.
- Jesteście już wychowani na Tik Toku, Facebooku i innych mediach społecznościowych. - skomentował.
- Coś w tym złego?
- Nadalibyście się na cyberżołnierzy nasz rząd jednak chyba za dużo naoglądał się Gwiezdnych Wojen. - Miller uśmiechnął się była to bowiem aluzja do nowych Kosmicznych Marines. Pentagon najwyraźniej nie przejmował się brakiem technologii pozwalającej na toczenie walki w kosmosie. - Jak masz na imię?
- Peter Skyway proszę pana.
- Dobrze Peter, zabierajmy się stąd.
...
Dotarłszy do amerykańskiej bazy na Puerto Rico poszli do koszar, zdali broń i wrócili do swoich domów. Horn widząc powiewającą flagę Stanów Zjednoczonych Ameryki zaczął się zastanawiać nad sensownością niektórych posunięć w kwestiach wojskowych wojna od początku XXI wieku się zmieniła pojawiły się drony, cyberwojsko i prywatne firmy wojskowe posiadające duże zasoby zarówno finansowe, jak i ludzkie, mogące wystawić duże wojska na wypadek kryzysu najsłynniejsza z nich w Ameryce, Blackwater była bardzo potężna, lecz nie jedyna Rosjanie mieli swoją Grupę Wagnera a Europa Asgard.
...
Lot powrotny do Stanów był cichy. Nikt nie żartował, nikt nie śpiewał. Żołnierze patrzyli w okna transportowca na bezkresny ocean.
- To koniec? - zapytał Peter.
- Nie - odpowiedział Miller po chwili. - To tylko zmiana frontu.
- Jakiego?
- Jeszcze nie wiem.
...
Kilka dni później Miller stał na tarasie domu w Teksasie. Flaga na maszcie przed budynkiem sąsiedniego urzędu wyglądała inaczej niż ją zapamiętał. Gwiazdy były większe. Pojawił się nowy pas z napisem:
UNITED STATES OF NORTH AMERICA
W telewizorze trwało przemówienie prezydenta.
- Amerykanie! - mówił Trump z charakterystyczną gestykulacją. - Pandemia pokazała nam jedno: świat jest słaby. Europa jest słaba. Chiny są nieuczciwe. My musimy być silni. Musimy wrócić do wielkości.
Na ekranie pojawiła się mapa. Kanada i Grenlandia były zaznaczone tym samym kolorem co USA.
- To nie aneksja. To zjednoczenie wolnych narodów pod wspólną ochroną. Nowa Ameryka Północna będzie bastionem demokracji.
Miller wyłączył telewizor.
- Bastion... - mruknął. - Już to słyszałem.
...
Tydzień później otrzymał nowy rozkaz.
"Stawić się w bazie Fort Bragg. Pilne."
W sali odpraw było kilkunastu oficerów. Na ścianie wisiała nowa mapa świata. Podzielona na kolorowe bloki.
- Panowie - zaczął generał Hargreeve. - Świat się zmienia. Nie ma już jednego ładu. Jest heptarchia.
Na ekranie pojawiły się nazwy:
- Stany Zjednoczone
- Unia Europejska
- Chińska Republika Ludowa
- Związek Radziecki
- Cztery centra władzy. Cztery ideologie. Cztery armie. A między nimi Afryka, Arktyka i Bliski Wschód - nowe pola bitwy.
- Wojna? - zapytał ktoś z sali.
- Nie. Rywalizacja. Przynajmniej na razie.
Generał kliknął pilotem. Na mapie zapaliły się czerwone punkty na Kubie.
- Operacja "Liberty Shield". Kuba wraca pod amerykańską administrację stabilizacyjną.
- Administrację? - zapytał Miller.
- Tak to teraz nazywamy.
...
Wieczorem Miller siedział sam w kantynie. Dołączył do niego Peter Skyway.
- Panie pułkowniku... mówił pan, że Afganistan to koniec.
- Myliłem się.
- To co teraz robimy?
Miller spojrzał na mapę wiszącą nad barem.
- Budujemy imperium.
- Ale przecież jesteśmy demokracją.
- Imperia też tak o sobie mówią.
Peter milczał.
- A jeśli ktoś się sprzeciwi? - zapytał po chwili.
- Wtedy powiemy, że bronimy wolności.
Za oknem przeleciały samoloty transportowe. Na ich kadłubach widniał nowy znak: trzy gwiazdy w jednym kręgu.
Symbol jedności Ameryki Północnej.
Symbol nowego świata.
Miller pomyślał o Afganistanie. O chłopakach, którzy tam zginęli. O tym, że historia zatacza koło.
- Tetrarchia... - wyszeptał. - Cztery imperia. I ani jednego niewinnego.
...
Nazajutrz w ONZ doszło do nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa. Przedstawiciel Europy przemawiał w imieniu całej Unii.
- Europa nie uzna żadnej jednostronnej zmiany granic - powiedział chłodno.
Chiński ambasador tylko się uśmiechnął.
- Zjednoczenie jest prawem historii.
Rosjanin uderzył dłonią w pulpit.
- Świat wraca do stref wpływów.
A przedstawiciel Imperium Amerykańskiego rzekł:
- My tylko porządkujemy chaos.
Miller oglądał transmisję w milczeniu.
Wiedział już jedno:
nie będzie wielkiej wojny od razu.
Będzie coś gorszego.
Świat nauczył się żyć na krawędzi.
Rozdział 6
Ucieczka
- Jak to uciekł? - spytał adiutant.
- To jego ostatni rozkaz. - powiedział jeden z żołnierzy. - Mamy się wycofać.
- Dokąd? - spytał adiutant.
- Do Europy.
...
- Nadal nie wierzę, że to zrobiliśmy. - powiedział Kazimierz.
- W przeciwieństwie do mnie nie zdradziłeś ojczyzny. - odparła Rosjanka.
- Ojczyzna mnie zdradziła pierwsza - odpowiedział Kazimierz. - Kiedy kazała mi wybierać między sumieniem a rozkazem.
Szli wzdłuż zniszczonej drogi, omijając wraki pojazdów i wypalone domy. Nad nimi przelatywały drony, ale tym razem żaden nie zatrzymał się nad ich głowami.
- Wiesz, co mnie najbardziej przeraża? - zapytała Nadieżda.
- Że nas złapią?
- Nie. Że jeśli nas nie złapią... będziemy musieli żyć z tym, co zrobiliśmy.
Kazimierz zatrzymał się.
- Życie z winą jest lepsze niż śmierć w kłamstwie.
Milczeli chwilę.
- W Moskwie powiedzą, że zostałam porwana. - dodała. - Albo że zginęłam jak bohaterka.
- A w Brukseli powiedzą, że zdradziłem Europę.
- Czyli oboje staniemy się legendą, której nie było. - uśmiechnęła się gorzko.
Dotarli do porzuconego budynku szkoły. Na ścianie wisiała jeszcze dziecięca mapa Ukrainy, podziurawiona odłamkami.
- Tu przeczekamy noc - powiedział Kazimierz.
Usiedli na podłodze. Nadieżda zdjęła hełm. Jej włosy były przesiąknięte kurzem i dymem.
- Gdy byłam mała, chciałam być nauczycielką historii - powiedziała nagle.
- I zostałaś jej częścią.
- Najgorszą.
Spojrzała na niego.
- A ty?
- Chciałem wierzyć, że Europa nauczyła się z XX wieku.
- I?
- I widzę, że tylko zmieniła mundur.
Za oknem słychać było strzały.
- Jeśli dotrzemy do granicy... - zaczęła Nadieżda.
- ...to nie będzie już powrotu - dokończył Kazimierz.
- Myślisz, że ktoś nas przyjmie?
- Może nie państwa. Ale ludzie tak.
Wstał i podał jej rękę.
- Chodź. Zanim ta wojna przypomni sobie, że jeszcze żyjemy.
Wyszli w noc.
Dwóch dezerterów.
Dwa imperia mniej pewne swojej racji.
I jedna mała historia, której nie było w żadnym komunikacie wojennym.
...
- Stać. - powiedział funkcjonariusz Straży Granicznej. - Polak?
- Polak... i Ukrainka. - odparł Kazimierz.
- Dokumenty.
Kazimierz powoli sięgnął do kieszeni kurtki. Ręce mu drżały, nie z zimna, lecz z napięcia. Podał przepustkę Europejskiego Korpusu. Strażnik zmrużył oczy.
- Dezerter.
- Człowiek. - poprawił go cicho Kazimierz.
Strażnik spojrzał na Nadieżdę. Jej mundur był rosyjski, ale bez oznaczeń.
- A ty kim jesteś?
- Nikim. - odpowiedziała. - Już nie jestem żołnierzem.
Zapadła cisza. Z budki wyszedł drugi funkcjonariusz. Starszy, z siwą brodą.
- Co tu mamy?
- Polak i Rosjanka. Z Ukrainy.
Starszy zmierzył ich wzrokiem.
- Wojna zrobiła z was filozofów czy trupów?
- Jeszcze nie trupów. - powiedział Kazimierz.
Strażnik westchnął.
- Wiesz, co mówi prawo?
- Że powinniście mnie aresztować.
- A wiesz, co mówi sumienie?
Starszy spojrzał na mapę na ścianie budki. Europa była na niej zaznaczona grubą, niebieską linią.
- Mówi, że mamy już dość bohaterów. Potrzeba nam świadków.
Odwrócił się do młodszego funkcjonariusza.
- Zgłoś dwóch cywilów. Uchodźcy.
- Ale...
- To rozkaz.
Młodszy zawahał się, po czym wklepał coś do terminala.
- Przechodźcie. I zniknijcie z radarów.
Nadieżda spojrzała na Kazimierza, jakby nie wierzyła.
- To wszystko?
- Europa lubi udawać, że nie widzi rzeczy niewygodnych - odpowiedział strażnik. - Idźcie.
Przeszli przez linię graniczną.
Za nimi została wojna.
Przed nimi był kontynent, który nazywał się pokojem, ale pachniał strachem.
Kazimierz odwrócił się jeszcze raz.
- Jak mam teraz żyć?
Nadieżda uśmiechnęła się smutno.
- Jak wszyscy po wojnie. Z pamięcią.
Szli w stronę świateł miasta.
Dwoje ludzi bez państwa.
Bez munduru.
Bez flagi.
Tylko z historią, której nikt nie chciał słuchać.
Rozdział 7
Tetrarchia
Li Wei wrócił do Kantonu.
Nie do Tajpej.
Nie do domu.
Na ulicach wisiały czerwone flagi.
Na ekranach: hasła o jedności narodu.
Cixi czekała na niego w biurze partyjnym.
- Ukraina pokazała jedno. - powiedziała. - Zachód walczy cudzymi rękami.
- A my? - spytał Li.
- My uczymy się.
Zapadła cisza.
- Gdyby Tajwan się zbuntował... - zaczął.
- Nie zbuntuje się - przerwała mu. - Bo nie będzie już Tajwanu. Będzie tylko prowincja.
Li spojrzał przez okno na port.
Statki wojenne.
Kontenery.
Rakiety.
- Myślisz, że to koniec historii?
- Nie. To jej powrót - odpowiedziała Cixi. - Europa wraca do armii. Rosja do imperium. Ameryka do hegemonii. My do dynastii.
- A ludzie?
Cixi spojrzała na niego jak politruk.
- Ludzie są paliwem.
Wieczorem Li napisał w notatniku:
"Nie jestem już Tajwańczykiem.
Nie jestem jeszcze Chińczykiem.
Jestem obywatelem Smoka."
...
W Nowym Jorku zebrała się Rada Bezpieczeństwa ONZ.
Pięć stałych miejsc, ale cztery realne mocarstwa.
USA
Europa
ZSRR
Chiny.