Rozdział XXXVIII
Udaremniony pojedynek
Victor de Passe-Croix miał dwadzieścia lat, był w wieku naiwnych namiętności.
W wieku dwudziestu lat kochana kobieta staje się aniołem, a kiedy osiąga stan anioła, zakochany się jej zwierza.
Przed dotarciem do Nantes hrabina d'Estournelle poznała już na wylot całą historię z Sologne, od spotkania Victora z Albertem Morelem po wpadnięcie w obłęd jego siostry.
Victor wziął Olympe, to znaczy Émeraude, za kobietę z lepszego świata.
Obie kobiety zatrzymały się w hotelu Marynarki, na nabrzeżu.
Powodujący się wygodą Victor zamieszkał w sąsiedztwie w wynajętym domu. Hrabina ukoiła wszakże jego obawy pozwalając, aby codziennie przychodził na obiad do hotelu Marynarki.
Wieczorem po przyjeździe obie młode kobiety, zamknąwszy się w swoim pokoju, ponieważ wzięły wspólny apartament, rozmawiały przyciszonymi głosami.
- Moja droga - powiedziała Émeraude - wydaje mi się, że nadeszła chwila, abyś trochę mi się zwierzyła.
- Jestem całkowicie na to gotowa - odparła hrabina. - Wiedz więc, że młody człowiek, z którym spotkamy się na Belle-Isle, ów więziony tam Andrejewicz, jest chłopcem, którym bardzo się interesuję.
Głos hrabiny był ironiczny.
- Tak - rzekła Émeraude - rozumiem. Chciałbym tylko poznać przyczynę sympatii, jaką do niego masz.
- No dobrze - odpowiedziała hrabina - wyobraź sobie, że ten młody człowiek, który nazywa się Andrejewicz, jest synem prawdziwego Kozaka, ale twierdzi, że ma rzekomo inne pochodzenie.
- Och!
- Podaje się za wnuka baronowej René, spadek po której musi przypaść mojemu mężowi i mnie.
Na ustach Émeraude pojawił się uśmiech, tajemniczy i kpiący, który skłonił hrabinę do następującej uwagi:
- Widzę, że mnie rozumiesz, maleńka. Wiesz dobrze, że ten chłopak z Belle-Isle jest zbyt blisko Paryża.
- Na pewno, ale ty znasz sposób, żeby go od niego oddalić, prawda?
Pani hrabina d'Estournelle spojrzała uważnie na swoją przyjaciółkę.
- Znajdę go - odpowiedziała.
I podniósłszy się z narożnika kominka, przy którym siedziała, stanęła przed lustrem i z uśmiechem przyglądała się sobie.
- Słowo honoru - zapewniła - jestem jeszcze piękna i potrafię zawrócić w głowie dwudziestoletniemu chłopcu!
- A jak! - powiedziała Émeraude. - Przecież dowodem tego jest pan Victor de Passe-Croix, tak mi się wydaje!
Hrabina przyłożyła palec do ust.
- Ciii! - rzuciła jej - sądzę, że takiego właśnie sposobu szukałam.
- Naprawdę?
- Do licha! Victor już szaleje za mną. Na jeden ruch mojej ręki rzuciłby się do studni.
- Co nie powstrzyma go przed zostawieniem nas obu i udaniem się na poszukiwania swojego oficera marynarki, który...
Pani d'Estournelle przerwała swojej przyjaciółce:
- Posłuchaj mnie uważnie. Przypuśćmy, że będziemy na Belle-Isle...
- Przecież będziemy tam jutro wieczorem; parowce szybko pokonuję tę drogę.
- To prawda. Przypuśćmy zatem, że jesteśmy na Belle-Isle.
- Zgoda!
- Zamieszkamy w małym domku wynajętym na brzegu morza.
- Cudownie!
- I przyjmujemy tam tego młodego Andrejewicza.
- Mów dalej.
- Andrejewicz mnie kocha...
- Tak może być.
- Victor też mnie kocha.
- To już się stało.
- Dwóch młodych ludzi walczy z sobą...
Émeraude popatrzyła uważnie na hrabinę d'Estournelle.
- No, no! - powiedziała. - Widzę, że pozostałaś moją starą Topaze. To dobrze, rozumiem, ale...
- Ach! - rzuciła hrabina. - Czyżbyś miała przedstawić mi jakieś małe wątpliwości?
- Bardzo wielkie.
- Jakie to?
Émeraude podniosła się, ponieważ hrabina wstała i podobnie jak ona stanęła przed lustrem.
- Jak wyglądam? - zapytała.
- Ciągle ładna aż do schrupania.
- Naprawdę?
- Daję słowo!
- No dobrze, przypuśćmy...
- Co takiego?
- Że ten młodzieniec... Andrejewicz, zamiast pokochać ciebie, zapała miłością do mnie...
- To przeszkodziłoby w moich zamysłach - odparła hrabina - Ale...
Owo "ale" było wspaniałe! Miało oznaczać: Jestem dziesięć razy piękniejsza, dziesięć razy bardziej uwodzicielska od ciebie...! Kiedy Émeraude bez wątpienia miała już odpowiedzieć, zapukano do drzwi saloniku, w którym obie kobiety czekały na porę obiadu.
- Oto mój Amadis1! - szepnęła hrabina.
Był to rzeczywiście Victor de Passe-Croix, który biegał po mieście.
Młody człowiek był blady, ale jego oczy błyszczały gorączkową radością.
- Znalazłem go! - powiedział, wchodząc i przybliżając się, aby ucałować rękę, którą wyciągnęła do niego hrabina.
- Ach! - rzuciła z ciekawością. - No dobrze! Czy wydobyłeś z niego tajemnicę?
- Na razie nie.
Pani d'Estournelle wpatrywała się w niego jasnym wzrokiem. Victor mówił dalej:
- Obiecał mi, że jutro się wytłumaczy.
- Ach!
- Och, może być pani spokojna, będę wiedział, jak go przymusić.
- Czy to znaczy - zapytała hrabina - że go sprowokowałeś i że jutro rano będziesz się z nim pojedynkował?
Victor zarumienił się i zamilkł.
- Zabije go pan albo on pana zabije... ale niczego się pan nie dowie.
Młody człowiek drgnął.
- Podczas gdy ja - chłodno mówiła dalej hrabina - gdybym się w to włączyła...
- Co wtedy?
- Jeszcze dziś wieczorem poznam nazwiska tych mężczyzn, którzy tak niegodnie z panem postąpili.
Victor stłumił okrzyk i z podziwem spojrzał na panią d'Estournelle.
- Lecz w tym celu - powiedziała - najpierw potrzebuję kilku wiadomości o pańskim oficerze. Gdzie on przebywa?
- Na pokładzie parowca "Saumon", którym dowodzi.
- Ach! Dowodzi awizem2?
- Tak, pani hrabino. Owe awizo przewozi depesze między Nantes a Belle-Isle.
Hrabina zadrżała, jednak jej oblicze pozostało nieporuszone. Victor dodał:
- Ma nawet, jak się okazało, dość dziwaczną załogę. Stanowi mieszaninę naszych marynarzy i rosyjskich jeńców.
Hrabina i Émeraude wymieniły ukradkowe spojrzenia.
- A jak się nazywa ten pański oficer? - zapytała pani d'Estournelle.
- Pan de Fromentin.
- Fromentin! - zawołała Émeraude. - Porucznik marynarki wojennej?
- Tak, droga pani.
- Znam go.
- Ach, doprawdy!
- I tego - stwierdziła Émeraude z uśmiechem - czego nie chciałby panu powiedzieć, powie mi.
- Ależ, droga pani - zauważył Victor - proszę tylko pomyśleć, że go sprowokuję.
- Ba! Załatwię sprawę, może być pan spokojny.
Następnie, zwracając się do hrabiny, Émeraude mówiła dalej:
- Jeśli mi wierzysz, droga przyjaciółko, w tej chwili pójdziemy do pana de Fromentin. Trzeba powstrzymać tego narwańca - powiedziała, uśmiechając się do Victora - żeby jutro rano nie miał rozbitej głowy.
Hrabina spojrzała na Victora owym spojrzeniem kobiety, która ma pewność, że jest kochana.
- Uczynię pana moim więźniem - powiedziała - i nakazuję, żeby pozostał pan tutaj w areszcie aż do naszego powrotu.
- Będę ci posłuszny, pani - odpowiedział młody człowiek - ale proszę pamiętać, że jeśli pan de Fromentin nie poda pani nazwisk tych ludzi, będę musiał jutro z nim walczyć.
- Proszę się nie martwić - odparła Émeraude - dowiemy się wszystkiego.
***
Jak powiedział Victor de Passe-Croix, pan de Fromentin od jakichś pięciu dni dowodził awizem "Saumon", którym codziennie przebywał drogę z Nantes do Belle-Isle. Młody oficer do portu w Nantes wpłynął z powrotem około godziny wcześniej i był już gotów zejść na ląd, aby pójść zjeść obiad w mieście, kiedy stojący na warcie przy jego drzwiach marynarz przyniósł mu wizytówkę.
Marynarz wziął ją, rzucił na nią wzrokiem i zbladł po przeczytaniu tego nazwiska:
Victor de Passe-Croix.
"Mój Boże! - pomyślał sobie. - Powinienem był oczekiwać tej wizyty. Tymczasem nie mogę mówić. Mógłbym w Rigoles, ale teraz nie mogę już to uczynić, bowiem otrzymałem list od pana de Chenevi?res błagający mnie, abym zachowywał milczenie co najmniej przez kolejny miesiąc...". Niech wejdzie! - powiedział głośno zmienionym głosem.
Victor wszedł. Miał zapięte wszystkie guziki, aż do brody. Miał postawę człowieka zdecydowanego na odbycie kłótni.
- Szanowny panie - powiedział marynarz, wskazując mu krzesło - spodziewałem się pańskiej wizyty.
- Straciłem pięć dni szukając pana w całym Paryżu, panie oficerze.
- I nie znalazłszy mnie w Paryżu, przyjechał pan aż do Nantes?
- Tak, panie.
Marynarz czekał.
- Przyjechałem w nadziei - powiedział Victor - że nie odmówi mi pan podania nazwisk tych nędzników, którzy...
- Szanowny panie - przerwał mu oficer - jestem związany przysięgą, ale ta przysięga nie jest wieczna. Czy zechce pan zaczekać miesiąc?
- To niemożliwe!
- Jeszcze bardziej jest dla mnie niemożliwe mówienie przed upływem tego terminu.
- Lecz przypuszczam - aroganckim tonem zapytał Victor - że nie ma pan zakazu odbycia pojedynku?
Pan de Fromentin westchnął i spojrzał smutno na młodego człowieka.
- Nie mam, szanowny panie - odpowiedział prosto - jedynie...
- Ach! - rzucił Victor z pogardą. - Czyżby w podobny sposób prosił mnie pan o zwłokę?
- Pan się myli, ale dowodzę statkiem, na którym mnie pan znalazł. Ten jutro o godzinie dziewiątej podniesie kotwicę. Jeśli koniecznie chce pan walczyć...
- Od siódmej rano - odparł Viktor - będę do pańskiej dyspozycji, i jeśli pan tak woli, pojedynek będzie na pistolety.
- Jak pan sobie życzy.
- Na łące Mauves3.
- Zgoda.
Victor ukłonił się, pożegnał tak pana de Fromentin i bez słowa wyszedł z kabiny.
Kiedy przechodził pokładem i zbliżał się do trapu na sterburcie4, nasz bohater zauważył opartego o ścianę młodego mężczyznę, który z melancholią wpatrywał się w morze.
Nie miał wiele ponad dwadzieścia lat; duże niebieskie oczy, klasyczny profil, jasne włosy, a całą swą postacią wyróżniał się niezwykle korzystnie.
Nosił płaszcz rosyjskiego żołnierza i Victor rozpoznał w nim jednego z więźniów Belle-Isle.
Victor zachował pod swoim surdutem spodnie mundurowe5 Saint-Cyr.
Gdy mijał młodego Rosjanina, ten odwrócił głowę i ukłonił się mu.
Victor odwzajemnił ukłon; potem domyślił się, że więzień okazał tak chęć porozmawiania z nim i się zatrzymał. Rzeczywiście, młody człowiek podszedł do niego i ponownie się ukłoniwszy, powiedział:
- Proszę mi wybaczyć, szanowny panie, ale czy spodnie, które pan nosi, są z Saint-Cyr?
- Tak, proszę pana.
- Przepraszam pana - mówił dalej młody Rosjanin - ale jest pan pierwszą osobą z Paryża, którą mam szczęście zobaczyć i być może zdołam się czegoś od pana dowiedzieć.
- Proszę mówić.
- Niewątpliwie należy pan do lepszego towarzystwa - kontynuował młody człowiek - i być może słyszał o starszej pani z przedmieścia Saint-Germain, o której chciałbym usłyszeć wieści.
- Jak się nazywa? - zapytał Victor.
- Baronowa René.
- Wdowa po generale?
- Tak, panie.
- Słyszałem o niej.
- Ach! Czy nadal żyje?
- Tak, proszę pana.
Oblicze młodego Rosjanina się rozjaśniło.
- Dziękuję panu - powiedział - po tysiąckroć dziękuję!
Ukłoniwszy się Victorowi wrócił, aby opierać się o ścianę, podczas gdy saint-cyryjczyk zszedł trapem na sterburcie i wrócił do łodzi, która go przywiozła.
***
W tym czasie pan de Fromentin pozostawał w swojej kabinie, pogrążony w głębokim smutku.
- Biedny Victor! - wyszeptał dwudziesty raz po odejścia kadeta - przecież nie mogę go zabić!
Pan de Fromentin był tak przygnębiony, że zrezygnował z zejścia na ląd i obiad zjadł samotnie na statku.
Mniej więcej godzinę po odejściu Victora kapitana okrętu z ponurej zadumy wyrwała przekazana mu nagle wiadomość o łódce z dwiema kobietami na pokładzie, która płynęła prosto do jego okrętu.
Zdumiony pan de Fromentin opuścił kabinę i stanął przy trapie na sterburcie.
Noc była jasna, zalewana blaskiem wspaniałego księżyca. W tym świetle młody oficer zdołał dojrzeć dwie kobiety wchodzące na pokład. Hrabina była mu nieznana, ale nie zdołał powstrzymać gestu zdziwienia, gdy zobaczył, że Émeraude wyciąga do niego rękę i mówi:
- Dzień dobry, drogi przyjacielu.
- Jak to - rzekł zdziwiony - to pani?
Émeraude cztery lub pięć lat wcześniej grała w komedii w teatrze w Breście, kiedy on był na jednym ze swoich urlopów.
Tam poznała pana de Fromentin i się z nim związała. W tym czasie był tylko podchorążym.
Młody oficer przy każdym wyjeździe do Paryżu odwiedzał Émeraude, która zawsze wspaniale go przyjmowała.
- Mój drogi - mówiła dalej aktorka, podczas gdy pan de Fromentin witał hrabinę - ta pani jest moją przyjaciółką, która pragnie zachować anonimowość.
Oficer się ukłonił.
- I przyjechałyśmy do pana w ogromnie ważnej sprawie.
- Czyżby?!
Pan de Fromentin podał hrabinie ramię i wskazał Émeraude drogę do swojej kabiny.
Kiedy obie kobiety zostały z nim same, pan de Fromentin popatrzył na aktorkę.
- A teraz - powiedział - zamieniam się w słuch, panno.
- Jutro ma pan walczyć, prawda? - zapytała Émeraude, przechodząc od razu do rzeczy.
Oficer zadrżał.
- Z panem de Passe-Croix, naprawdę nadal dzieckiem?
- Niestety!
Hrabina d'Estournelle potrafiła odegrać dręczące ją uczucie i przyłożyła do oczu chusteczkę.
- Mój drogi przyjacielu - powiedziała Émeraude, pochylając się w stronę pana de Fromentin - czy wie pan, że gdyby zdołał zabić Victora, mógłby tym samym ciosem zabić tę panią?
- Mój Boże!
- Dlatego chcę za wszelką cenę zapobiec temu pojedynkowi, mój drogi Fromentinie.
- Ale jak? Z Victorem, którego kocham jak brata, nie da się pertraktować! Chce mnie zmusić do złamania przysięgi. Pojmuje pani, że to niemożliwe.
Hrabina podniosła głowę i popatrzyła na pana de Fromentin.
- Czy zechce mnie pan upoważnić - zapytała - do skłonienia Victora do posłuchania głosu rozsądku?
- To będzie trudne, droga pani.
- Racja, ale czy w końcu da mi pan swoje pełnomocnictwo?
- Och! Bardzo chętnie.
W oczach hrabiny pojawił się błysk radości.
- Szanowny panie - dodała - czy mogę dziś wieczorem napisać do pana list?
- Droga pani - odparł pan de Fromentin - będę miał zaszczyt o dziesiątej wysłać do pani mojego służącego.
Hrabina wstała i dała znak Émeraude.
Pan de Fromentin ponownie podał jej ramię i wyszedł z nią na pokład, który zalewały promienie księżyca.
Młody więzień rosyjski, który godzinę wcześniej zagadnął Victora de Passe-Croix, nadal siedział przy relingu6. Na dźwięk szelestu jedwabnej sukni hrabiny, która przeszła obok niego, odwrócił głowę.
Księżyc oświetlił piękną twarz pani d'Estournelle.
Młody człowiek zadrżał na jej widok. Doświadczył jednego z tych dziwacznych, niewytłumaczalnych wstrząsów, które decydują niekiedy o życiu człowieka.
- Och, jaka jest piękna! - wyszeptał.
Hrabina była już daleko i dotarła do trapu na sterburcie. Nie zobaczyła młodego więźnia.
- Jeszcze jedno, szanowny panie - powiedziała w chwili schodzenia na trap - powiedziano mi dzisiaj o czymś dość dziwnym...
- Tak? - rzucił pan de Fromentin.
- Zdaje się, że ma pan na pokładzie Rosjan?
- Tak, proszę pani; mam czterech więźniów, których przekazano mi, żeby obsługiwali wnętrze okręt.
- I... czy jest pan z nich zadowolony?
- Są łagodni, gorliwi, posłuszni, ale prawdę mówiąc, zatrudniam tylko trzech.
- A czwarty?
- Ach! Ten, proszę pani, ma zbyt białe ręce, żebym odważył się użyć ich do zamiatania pokładu.
- Jest więc oficerem?
- Nie, to zwykły żołnierz o nazwisku Andrejewicz, proszę pani.
Hrabinie gwałtownie zabiło serce. Pan de Fromentin mówił dalej:
- Mam wrażenie, że ten młody człowiek ma w życiu jakąś tajemnicę, może romans. Wyróżnia się postawą i manierami, bardzo czysto mówi po francusku.
- Na pewno jest jakieś dziecko z dobrego rodu?
- Tak sądzę, ale zachowuje posępną ciszę i wydaje się, że dręczy go ogromny smutek.
- Ach tak - powiedziała Émeraude ze śmiechem - intrygujesz mnie, mój drogi Fromentinie, tym swoim tajemniczym Rosjaninem.
- Naprawdę?
- Daję słowo! Chciałabym go zobaczyć... tego młodego człowieka.
- To łatwe - odparł pan de Fromentin, który przypomniał sobie, że przeszedł obok więźnia; odwróciwszy głowę, zaczął go szukać oczami.
Jednak jeniec zniknął i zszedł już na międzypokład7.
- Czy życzy sobie pani, żebym polecił go poszukać?
- Nie - odparła Émeraude - ale może pan zrobić coś lepszego.
- Co takiego?
- Ma pan dziś wieczorem wysłać swojego służącego do hotelu Marynarki?
- Tak.
- No cóż, zamiast niego niech pan wyśle nam swojego rosyjskiego więźnia.
- Do diabła! To trochę ryzykowne... Odpowiadam za niego... Ale to drobnostka! - dodał pan de Fromentin. - Myślę, że mogę za niego odpowiadać. Skoro chce pani tego, to go wyślę.
- Jest pan czarujący! - zawołała Émeraude, która ponownie wymieniła spojrzenia z hrabiną i podała rękę do pocałowanie jej przez oficera marynarki wojennej.
Obie kobiety wsiadły do swojej łódki i kilka minut później dotarły do hotelu Marynarki.
Victor wiernie przestrzegał poleceń, które wydała mu pani d'Estournelle.
Zastała go siedzącego przed ogniem ze skrzyżowanymi nogami, pogrążonego w głębokiej zadumie.
- No cóż - powiedziała, kładąc na jego ramieniu swoją piękną białą dłoń - nie będzie pan walczył.
- Jak to? - rzucił Victor, wstając szybko. - Zatem powiedział pani...
- Wszystko.
- W takim razie, pani...
- Najpierw powiem panu - stwierdziła hrabina - że znam doskonale tych, którzy pana obrazili.
Hrabina skłamała z takim tupetem, że Victor aż zakrzyknął.
- I wcale nie było konieczne - dodała pani d'Estournelle - prowokowanie i dręczenie biednego pana de Fromentin, który jest człowiekiem rycerskim i bardzo pana lubi.
- Ale czy w takim razie powie mi pani, hrabino, nazwiska tych ludzi?
- Jeszcze nie!
Victor cofnął się o krok, ale hrabina obdarzyło go na niego jednym z tych spojrzeń, które wywołują zmieszanie mężczyzn i łamią nawet najbardziej wytrwałą wolę.
- Mój przyjacielu - powiedziała - ludzie, których ścigasz, to twardzi zawodnicy i przegrałby pan walkę z nimi, gdybym nie znalazła dla pana pomocnika.
- Pomocnika?
- Tak.
- Kto nim jest?
- Jam jest.
Wymówiła te słowa tak, jak są one wymawiane w Théâtre-Français8, w Medei9:
- Pani! - zawołał. - Pani, hrabino, zgodziłaby się...!
- Ci ludzie są moimi wrogami, ponieważ są pańskimi.
Victor stłumił okrzyk i padł do stóp hrabiny. Ta wyciągnęła do niego obie ręce.
- Wstań, dziecko - powiedziała mu. - Łączę się z panem w nienawiści i przysięgam, że nasza zemsta będzie głośna. Lecz w tym celu musi pan ślepo mi wierzyć.
- Och, tak!
- Musi pan przysiąc mi posłuszeństwo.
- Przysięgam pani!
- Choćby dziwne mogło być postępowanie, które panu nakażę.
- Zgoda.
- No dobrze, po pierwsze, nie pozna pan jeszcze nazwisk tych mężczyzn.
- Ależ, pani hrabino...
- Nie chcę, żebyś zepsuł pan wszystko swoją popędliwą lekkomyślnością.
- Jednakże...
- Czy nie przysiągł mi pan bycie posłusznym?
Wtedy hrabina oczarowała Victora wzrokiem. Został on pokonany. Pozwoliła mu wziąć się za rękę, na której złożył pocałunek.
- I aby rozpoczął pan grać swoją rolę uległego - powiedziała - jutro przyjdzie pan i tutaj zamieszka.
- Dobrze!
- Będzie pan chodził na spacery, jeździł konno, wyprawiał się na wycieczki po okolicy... i nie zajmował się niczym... dopóki nie wydam panu nowych instrukcji.
- A pani...?
- Ja - odrzekła hrabina - jutro wybiorę się na czterdziestoośmiogodzinny wyjazd, najwyżej trzydniowy, z panią... Zaczeka pan tutaj na mnie.
- Jak to? - zawołał z tonem nadąsanego dziecka. - Nie pozwoli mi pani sobie towarzyszyć?
Zaśmiała się perliście i wesoło przez białe zęby i spojrzała na Émeraude.
- Cóż to za utrapione dziecko! - powiedziała. - Chce teraz pojechać do mojej cioci! Byłoby to paradne! Hrabina d'Estournelle w towarzystwie młodego szaleńca!
Victor pozostawał lekko zdezorientowany i wymamrotał kilka słów.
- No już! - powiedziała hrabina pobłażliwym głosem wypełnionym obietnicami. - Wybaczam panu, ale pod jednym warunkiem.
- Och! Proszę mówić.
- Że zapomni pan moje nazwisko. Jestem panią Durocher, wdową po armatorze z Hawru.
Choć Victor był przez chwilę oszołomiony, to jednak skinął potakująco głową. Hrabina dodała:
- Odtąd, dla całego świata, słyszy pan?, jestem pani Durocher. Przysięga mi pan?
- Na mój honor!
- Jest czarujący - powiedziała, ponownie patrząc na Émeraude i uśmiechając się do Victora. - Coś zrobimy. A teraz, przyjacielu, wrócisz do swojego hotelu, jest wpół do dziesiątej. To pora, kiedy młodzi ludzie kładą się spać.
- Ale przynajmniej zobaczymy się jutro, zanim pani wyjedzie? - poprosił Victor.
- Tak, o siódmej rano.
Victor wyszedł z sercem pijanym miłością i przekonany, że hrabina całkowicie przyłączyła się do jego zemsty.
1 Amadis z Walii - bohater XVI-wiecznego hiszpańskiego eposu rycerskiego nieznanego autora o tym samym tytule, opartego na dawnej legendzie bretońskiej, o miłości rycerskiego Amadisa do pięknej Oriany, o którą toczy wiele fantastycznych walk; utwór zyskał wielką popularność i liczne naśladownictwa.
2 Awizo - niewielki, szybki okręt wojenny, przeznaczony do służby patrolowej i pomocniczej.
3 Łąka Mauves - nieużytki na prawym brzegu Loary naprzeciw wyspy Héron, poniżej mostu Bellevue na zachodnim skraju Nantes.
4 Sterburta - prawa (patrząc w stronę dziobu) burta statku.
5 Spodnie mundurowe - od roku 1845 mundur studentów Szkoły Wojskowej Saint-Cyr obejmuje czerwone spodnie z niebieskimi lampasami.
6 Reling - barierka będąca wystające ponad poziom pokładu przedłużenie burty statku, służy dla ochrony pasażerów i załogi przed wypadnięciem za burtę, zbudowana ze słupków z poprzeczkami lub linami.
7 Międzypokład - pomieszczenie wewnątrz statku, pomiędzy dwoma pokładami, często służąca jako mieszkanie załogi.
8 Théâtre-Français - potoczna nazwa Comédie Français, francuskiego teatru narodowego, istniejącego od roku 1680, wystawiającego klasykę francuską.
9 Medea - tragedia w pięciu aktach Pierre'a Corneille'a, wystawiona po raz pierwszy w roku 1635, oparta na mitologii greckiej.