POWOŁANIE
Najważniejszą rzeczą jest wiedzieć, do czego w naszym życiu zostaliśmy powołani. Oszustwo w tej sprawie może mieć fatalne skutki, ponieważ od tego zależy nasz los i nasze szczęście na świecie. Jest wielu ludzi, którzy się mylą, upierają, chociaż mądra Natura przemawia do nas wszystkich. Ale czasami głos ten jest tak cichy, że go nie słyszymy. Lepiej, abyśmy siedzieli spokojnie, nie wnosili do życia naszych upodobań i apetytów i czekali, aż dobroczynna fala zaprowadzi nas do bezpiecznego portu. Gdy w ciemną noc zbliżamy się do krawędzi przepaści, mądry jeździec puszcza wodze i poddaje się instynktowi konia. Najłatwiej jest potknąć się i rozbić w zagajniku sztuk pięknych, a przede wszystkim w ogrodzie literatury. Literatura przyciąga i fascynuje dużą część ludzi nie tylko dlatego, że małym wysiłkiem daje możliwość sławy, ale również dlatego, że wszyscy czujemy piękno i wierzymy, że jesteśmy zdolni do jego wyrażania.
W tym ostatnim zawiera się podstęp. Znamienna cecha literata nie polega na żywym poczuciu piękna, lecz umiejętności jego wyrażenia. Jest dużo ludzi obdarzonych wybitną uczuciowością i zdolnością odbierania wrażeń estetycznych, ale niezdolnych do wywoływania ich u swoich bliźnich. Nie rozpoznając braku tych zdolności, drukarnie uginają się pod ciężarem bezowocnej produkcji i cierpimy na inwazję tłumu autorów niezdolnych. Myślenie, że wystarcza żywe odczuwanie lub gorączkowanie się w obecności obiektu pięknego, aby być poetą jest niedorzecznością. Moje długie już doświadczenie pozwoliło mi obcować z osobami, których prawie chorobliwa uczuciowość budziła we mnie podziw, którzy w ekstazie podziwiali krajobraz, którzy z przenikliwością badali tajemnice duszy i entuzjastycznie wzruszali się recytując wersety wielkich poetów. Ale te same osoby zaskakiwały mnie, gdy pokazywały mi swoje teksty, w których przedstawiały własne myśli. Okazywało się, że ani zręczność, ani subtelna obserwacja, ani nic, co pokazywałoby natchnienie lub fachowość nie wybrzmiewało z tych utworów. Brakowało im umiejętności przekazu tego, co tak głęboko odczuwali.
Ale trzeba tutaj jasno powiedzieć, że poeta w społeczeństwie nie jest przelotnym meteorem, ani wyjątkową istotą wyrobioną z innego ciasta niż pozostali ludzie.
Taka wiara nie ma racji bytu.
Poeta wyróżnia się od pozostałych ludzi jedynie zdolnością ekspresji. Uczuciowość, miłość, poczucie piękna są dobrami, w większym lub mniejszym stopniu, wspólnymi dla wszystkich istot ludzkich. Jeśli zdarzy się, że ktoś spadnie z nieba jako istota urodzona w innym, niedostępnym świecie, nikt nie zrozumie jego języka.
Wielkim błędem jest próba sprzeniewierzenia się gatunkowi ludzkiemu i udawanie pogardliwej wyższości nad innymi. Ponieważ przeciwnie, godnym zazdrości przeznaczeniem poety jest pokazywanie innym bogactwa poezji, jaka mieszka w jego sercu.
W klasycznej starożytności nie znajdziemy przykładów tak godnej potępienia dumy. Starożytni poeci nie próbowali wynieść się na półbogów ani kazać być czczonymi przez tłumy. Z dala od czegoś takiego opiewali pomyślność i swoje wzniosłe zamiary. Skromnie chowali się za swoimi pieśniami. Jeszcze bardziej czynili tak bardowie i trubadurzy w średniowieczu.
Tak niezwykła pycha stała się symbolem czasów współczesnych. Nigdy, aż do XVIII i XIX wieku, nie widzieliśmy człowieka tak faworyzowanego przez muzy, aby pretendował do wspięcia się na Olimp. A obecnie chce się wejść na niego, zasiąść tam fizycznie i pędzić życie szczęśliwe, przyjmować pochlebstwa, spożywać ambrozję z zimnym szampanem i od czasu do czasu, przemieniony jak Jupiter w łabędzia, schodzić na ziemię, aby uwodzić córki i żony mieszczan.
Plan jest interesujący, ale nie zawsze przebiega zgodnie z oczekiwaniami. Mieszczanie mniej cierpliwi niż Tyndareos w Sparcie niechętnie przyjmowali uwodzenie swoich żon, nawet przez nieśmiertelnych. Okazywali im swoje niezadowolenie i oczywiście odmawiali płacenia na królów Olimpu, którzy z tego powodu nierzadko zmuszani byli do życia bez splendoru.
Nie jest oznaką literackiego powołania żądza wesołych przygód ani nerwowa egzaltacja, ani blade oblicze, ani podkrążone oczy, ani długie włosy, ani czerwona kamizelka. Nierzadko za romantyczną rycerskością ukrywa się pusty rozum, a za rozmarzonymi oczami nie można odnaleźć nic więcej jak tylko skończonego głupca. Nie jest nią również zbyt wielkie umiłowanie do nieustannego zapisywania arkuszy wierszami. Rodzice pozwalają oszukiwać się, patrząc na swoją delikatną latorośl zamykającą się w swoim pokoju i zużywającą dużo papieru i atramentu. Już marzą dla niego o koronach z liści laurowych i krzyżach Alfonsa XII. Ale ci młodzi grafomani tracą godnie politowania czas, oblewają egzaminy, kończą, narzekając na życie przy stoliku kawiarnianym i oddając w zastaw w Monte de Piedad pierścionki mamy. W domu miałem dozorcę, który wykorzystywał czas wolny pisząc wiersze; pisał od rana do wieczora. Na koniec roku jego szanowna małżonka sprzedawała na kilogramy cały ten papier sklepikarzowi na rogu ulicy.
Wyobrażam sobie, że powołanie do literatury powinno być podobne do zakochania: czuje się go, cieszy się nim, ukrywa, powoduje zawstydzenie. Poezja jest pięknością, która oddaje się wyłącznie ludziom dyskretnym. To, co pisze się dla siebie samego zazwyczaj jest najlepsze. Młody poeta francuski ubiegłego wieku o nazwisku Mauricio Guérin, urodzony i wychowany na wsi, pojechał do Paryża, ponieważ był żądny sławy, pisał poematy, nawiązał przyjaźnie ze sławnymi ludźmi, bywał w kółkach literackich. Jego siostra Eugenia pozostała w swojej wiejskiej okolicy i bez jakichkolwiek pretensji zapisywała ołówkiem w zeszycie drobne wydarzenia dnia: spacer po polu, wizyta proboszcza, podwieczorek dzieci, śmierć ptaszka. Wylewała na te stronice najbardziej emocjonujące sekrety swojej niewinnej duszy. Wiersze poety już od dłuższego czasu leżą pogrzebane, o ile kiedykolwiek żyły. Dziennik skromnej wieśniaczki, wielokrotnie drukowany, tłumaczony na wiele języków, krąży wciąż po świecie, czytany i podziwiany.
Podobają mi się piękne kobiety, które kąpią się w nieskalanej wodzie, weseli kawalerowie, którzy nie oferują swoich żartów i literaci, którzy piszą, nie myśląc o drukowaniu. Poezja nas powala, zadziwiając wszystkie istoty ludzkie. Czym bardziej czyste są oczy, tym łatwiej wchodzi do mózgu. Dziecko zawsze jest zalążkiem poety. Obserwujcie jego spojrzenie: czyste, uporczywe, spokojne. Jest bezstronnym obserwatorem wszechświata, chciwie przyjmującym promienie piękna. Ale mijają lata, rozwiązuje mu się język i mówi głupoty.
Dar sztuki, powtarzam, wyraża się w ekspresji. Ale jak się przekonać, że go posiadamy? Jak się dowiedzieć, że Duch Święty rzeczywiście zesłał ją na naszą głowę w formie języka? W tym miejscu łatwo jest popełnić błąd. Pierwszą rzeczą, jaką należy zrobić, to bezinteresownie obserwować, w sposób obiektywny tak, jakby chodziło o inną osobę. Następnie pozostawmy w spokoju, w ukryciu stronice przez pewien czas, im dłużej, tym lepiej, w końcu przeczytajmy je oczami surowego, wybrednego krytyka, nie oczami łagodnego dziadka.
Ale to nie wystarcza. Trzeba przeczytać to różnym osobom, nie jednej, przeczytać osobom inteligentnym oraz tym, które takimi nie są. Ponieważ, gdy piszemy, robimy to dla wszystkich i jest w tym moc, która u wszystkich w ten lub inny sposób, w większym lub mniejszym stopniu, wywoła pewien efekt. Myli się ten, kto przypuszcza, że aprobata jakiegoś inteligentnego przyjaciela może doprowadzić do bezpiecznego zaokrętowania na morzach publikacji. Inteligentny przyjaciel często posiada osąd skrzywiony stronniczością i predylekcją, które będą dla nas zgubne. Nie jest złą rzeczą czytanie naszych komedii kucharce, tak jak robił to Molier. Również nie jest zbytecznym czytanie ich naszym rywalom. Miałem przyjaciela dramaturga, który uważał tę metodę za niezawodną. "Gdy kończę pisać jakieś dzieło - mówił mi - zbieram pół tuzina pisarzy i czytam im je. Po kryjomu, ale z wielką uwagą obserwuję ich wrażenia. Jeśli gratulują mi z pewnym wahaniem, jeśli unikają spojrzenia lub zabrania głosu lub przełykają ślinę, wtedy rośnie mi serce i wierzę w szczęśliwy sukces. Ale jeśli szaleją z entuzjazmu, przewracają oczami i wylewnie obejmują mnie aż do złamania kręgosłupa, wtedy natychmiast wrzucam manuskrypt do pieca."
Nawet podejmując te lub inne środki ostrożności, możemy być ofiarami iluzji. Wyznam, że ja sam również taki byłem, przynajmniej w sposób częściowy. W wieku młodzieńczym i pierwszych latach młodości silnie wierzyłem, że urodziłem się, aby uprawiać nauki filozoficzne i polityczne. Ze szczególnym zapałem poświęciłem się studiom, kupiłem wszystkie książki, na jakie pozwalał mi portfel. Między piętnastym a dwudziestym rokiem życia było moją jedyną ambicją zostać wybitnym mędrcem, szanowanym profesorem. Potem zrządzeniem losu zobaczyłem siebie przemienionego w pisarza i zrozumiałem, że traf ten był szczęśliwy. Zdarzyło mi się to, co Fryderykowi II Wielkiemu: myślał, że urodził się, aby być muzykiem i poetą, a stał się wybitnym wodzem.
Według generalnej zasady, to co można robić z największą łatwością, jest tym, do czego człowiek został powołany. Dla mnie pisanie powieści było tak łatwe, jak dla sprzedawcy książek wykonywanie operacji arytmetycznych. Gdy jeden mój zaprzyjaźniony handlowiec mówił mi, że dla niego byłoby rzeczą niemożliwą pisanie powieści, byłem zdziwiony, a gdy ja w sekrecie zakomunikowałem mu, że czuję się niezdolny do wykonywania dzielenia różnych cyfr bez popełnienia błędu, z kolei on był tym zaskoczony.
Moi rówieśnicy zapewne będą pamiętać pewnego młodzieńca o imieniu E. R., który przed około pół wiekiem chodził do Ateneo w Madrycie i był jednym z najbardziej znakomitych przedstawicieli nowej generacji literatów. W wieku dwudziestu pięciu lat miał już opublikowane trzy lub cztery tomy o filozofii i sztuce, brał udział w dyskusjach i wypowiadał się ze zdumiewającą łatwością. Otóż: ten młody literat traci swojego ojca, dziedziczy znaczny majątek i z dnia na dzień pozostawia w spokoju książki, wchodzi w świat interesów i staje się odważnym i inteligentnym spekulantem. W końcu popada w ruinę. Wyjeżdża do Ameryki i tam w krótkim czasie dorabia się ogromnej fortuny, tworzy Bank Narodowy w jednej z najważniejszych republik, buduje setki domów, jest ważną postacią na Giełdzie. Ponownie popada w ruinę i jeszcze jako młody umiera. Nie ma wątpliwości, że człowiek ten był genialnym finansistą, a byłby całe życie średnim literatem.
Gdy już raz jesteśmy przekonani, czy to z powodu gwałtownej inklinacji, czy to ze wsparcia świata, że niebiański dar ekspresji został nam przydzielony, traktujmy go z najwyższym szacunkiem, padajmy przed nim na kolana tak, jak pasterze w stajence przed właśnie urodzonym Synem Bożym. Ziemia oczekuje na nasze słowo: zachowujmy w czystości usta, które mają go wypowiedzieć.
Pisarz powinien brać pióro jak święty instrument, który Bóg włożył mu do ręki, aby uszlachetnić życie. Skupmy się, aby wszystkie nasze myśli zbiegły się w tym samym miejscu, to jest sekretem prawdziwego powołania.
W tym cudownym ogrodzie, gdzie śpiewają ptaki, gdzie lśnią kwiaty, a wiatr łagodnie szumi między drzewami, odpoczywa nasza dusza i jesteśmy szczęśliwi. Nie chcę powiedzieć, że musimy poświęcić sztuce cały nasz czas: literaturę można pogodzić z jakimkolwiek innym zajęciem. Ale we wszystkich momentach wykonywania innych czynności nasze myśli zwracają się w stronę ukochanego obiektu. Poeta jest jak błędny rycerz, który zwyciężając we wszystkich bitwach, zawsze pamięta o Dulcynei.
Nie przeraża nas żadna praca, nie zatrzyma nas żadna przeszkoda. Nasza droga wskazana jest palcem Wieczności. I, jeśli trzeba przepłynąć wpław cieśninę Dardanelską, aby przez kilka chwil porozmawiać z naszą ukochaną, przepłyńmy ją.