Testament I Rzeczypospolitej. Kulisy śmierci Lecha Kaczyńskiego - Tomasz Sakiewicz

-
Proszę czekać

Wstęp

Kulisy śmierci Lecha Kaczyńskiego

Dnia 10 kwietnia 2010 roku prezydent Polski wsiadł do rządowego samolotu, by udać się w swoją ostatnią w życiu podróż. Towarzyszyło mu dowództwo Wojska Polskiego i dziesiątki osób stanowiących elitę narodu. Wszyscy sądzili, że lecą do kraju nieprzyjaznego, ale niegotowego na otwarty konflikt. Tymczasem pokojowo nastwiona polska delegacja zderzyła się z odnowioną polityką Kremla, mającą na celu obronę imperium, dla którego śmiertelnym zagrożeniem stały się ambicje Warszawy. Słabe militarnie państwo polskie dysponowało cenną bronią, której siłę i znaczenie nie do końca samo rozumiało, bronią, która jest większym zagrożeniem dla Moskwy niż wojska amerykańskie na Starym Kontynencie. Jest nią zdolność porozumienia się z nierosyjskimi narodami Europy Wschodniej i wykorzystania ich aspiracji do ograniczenia wpływów Kremla oraz pokojowego tworzenia struktur ekonomicznych, politycznych czy kulturowych jednoczących te państwa w sojusz, a nawet bardziej trwały organizm. To testament I Rzeczypospolitej, w której granicach najdłużej w historii Europy współistniało wiele narodów - w tolerancji i przy zachowaniu własnej tożsamości. Narody te razem przeciwstawiały się najazdom ze wschodu i absolutystycznym tendencjom ogarniającym całą Europę. Setki lat przed powstaniem Stanów Zjednoczonych istniała republika szlachecka jednocząca ludzi o różnym pochodzeniu i religii tworzących swoistą demokrację. Zamykała się ona w dwóch, a przez chwilę trzech państwach. Czasem na zasadzie mariaży dołączały inne kraje, takie jak Węgry, a później Księstwo Siedmiogrodu.

Budowa imperium rosyjskiego zaczęła się od zniszczenia tych struktur, a doprowadziła do odebrania Polsce ambicji jednoczenia narodów regionu. Podziały między nacjami i zrywanie współpracy doprowadziły do waśni, wojen, a nawet ludobójstwa, które pieczętowało rosyjską dominację. Zresztą Rosja podsycała te waśnie tak mocno, jak tylko mogła, widząc w nich szansę na podbój osamotnionych narodów. Dokonała go częściowo w XVIII wieku, zabijając I Rzeczpospolitą, a ostatecznie w czasie II wojny światowej niszcząc II Rzeczpospolitą i okupując całą Europę Wschodnią. Polacy odzyskali swoje państwo nie tylko okrojone i uzależnione od Moskwy, lecz przede wszystkim z nowym modelem patriotyzmu, który wyrzekał się siedemsetletniej historii i tradycji współpracy z ościennymi narodami. Ich integratorem nie była już wspólnota różnych kultur, ale moskiewski totalitaryzm gwałcący wszelkie aspiracje wolnościowe czy próby zjednoczenia. Dla uspokojenia nastrojów zaproponowano nam mityczny patriotyzm piastowski niemający realnego zakorzenienia w naszej historii.

Panowanie czerwonej Rosji było jednak krótkotrwałe. System oparty na przemocy i niewoli okazał się o wiele mniej wydolny niż nawet słaba politycznie I Rzeczpospolita, która przez setki lat jednoczyła narody, zawierając porozumienia i inicjując współpracę. Związek Sowiecki upadł, ale Moskwa ze swoich ambicji zrezygnować nie mogła. Broni jak może kontroli nad państwami ościennymi, sięgając po wszelkie środki - od przekupstwa po przemoc, jak na Ukrainie czy w Gruzji. Póki wyzwalające się spod dominacji Moskwy narody nie mają wsparcia z zewnątrz i przywództwa, póty muszą przegrywać samotną walkę. Kiedy pojawia się sztandar jednoczący ich wysiłki, Moskwa nie jest w stanie ich pokonać. Tę flagę poniósł narodom w Gruzji Lech Kaczyński. Zapaliła się czerwona lampka najwyższego zagrożenia dla imperialnych interesów Moskwy. Pech spowodował, że okres integracyjnych działań braci Kaczyńskich przypadł na moment wycofywania się amerykańskich decydentów z polityki europejskiej. Moskwa mogła sobie pozwolić na niemal otwarty atak na polskiego prezydenta, wiedząc, że nie uzyska on pomocy USA, a znaczna część klasy rządzącej z premierem włącznie woli zależność od Berlina i Moskwy niż podjęcie trudu budowania wolnej Europy Wschodniej. Zdradzony przez sojuszników i własne elity prezydent musiał zginąć. Poległ w miejscu, które dla całej naszej historii jest znamienne. To najdalszy kraniec I Rzeczypospolitej. Tam właśnie, poza terytorium polskiej diaspory, wywieziono naszych oficerów w 1940 roku, by nie było świadków mordu, który miał przypieczętować koniec polskich ambicji. Masakrę z czasów Stalina powtórzył Putin, który chciał zapobiec odradzaniu się ambicji naszego narodu.

Katyń nie scementował jednak na wieki rosyjskiego panowania. Dał tylko Moskwie więcej czasu i siły. Tak samo smoleńska tragedia nie zatrzyma rozpadu imperium. Narody Europy Wschodniej podniosły bunt przeciw Moskwie. USA po kilku latach romansu z Rosją wróciły do Europy, wchodząc z Kremlem w ostry konflikt. Brakuje jedynie integratora, którym może być w tych warunkach tylko Polska. Integratora, który mając zdolności polityczne, ale przede wszystkim niesłychanie atrakcyjny projekt kulturowy z czasów I Rzeczypospolitej i współpracy ludzi różnych narodów, religii i obyczajów, zjednoczyłby ludy naszego regionu we wspólnym dążeniu do wolności. Ten projekt jest dzisiaj niesłychanie atrakcyjny dla polityki amerykańskiej, a także dla otaczających nas krajów (poza Niemcami). Jest więc tylko kwestią czasu powstanie w Warszawie rządu, który go zrealizuje. Nie wiem, jak będzie się nazywał premier i pod jaką barwą wystąpi, ale będzie on realizował testament I Rzeczypospolitej, testament Józefa Piłsudskiego i Lecha Kaczyńskiego.

Bohaterowie czasem mogli zmylić drogi historii, ale kiedy historia woła o bohaterów, jej drogi wiodą zawsze w dobrym kierunku.