Rozdział II
Jeden wzięty za drugiego
- Nie wierzę, żeby już dziś przybył...
- Z jakiego powodu pan tak sądzi...?
- Ponieważ moja gazeta nic o tym nie wspomina.
- Ten pański dziennik jest źle poinformowany, ponieważ w moim mam szczegółowe wiadomości...
- Zatem wstrzymam prenumeratę...
- Ma pan zupełną rację...
- Z pewnością, ponieważ jest to niedopuszczalne, gdy chodzi o wydarzenia takiej wagi, by gazecie brakowało informacji, a jej czytelnicy nie mogli się z nimi zapoznać...
- To jest niewybaczalne!
Powyższą rozmowę prowadziło dwóch obywateli miasta Cincinnati, spacerujących po wiszącym moście długim na sto sześćdziesiąt sążni, przerzuconym nad rzeką Ohio, prawie przy ujściu rzeki Licking, między terenem miasta a dwoma przedmieściami: Newport i Covington, wznoszącymi się na terytorium Kentucky.
To właśnie Ohio, "Piękna Rzeka", oddziela na południu i południowym wschodzie stan o tej samej nazwie od stanu Kentucky i Wirginia Zachodnia. Stan Ohio posiada wspólne, geodezyjnie wytyczone granice, na wschodzie z Pensylwanią, na północy z Michigan, na zachodzie z Indianą, a jego wybrzeże skąpane jest w wodach jeziora Erie.
Przechodząc przez ten most, którego elegancki wygląd dorównuje śmiałości przedsięwzięcia, spojrzeniem można objąć rozwijające się uprzemysłowione miasto na odcinku dziewięciu mil prawego brzegu aż do wierzchołków wzgórz, które je z tej strony obramowują. Potem wzrok na wschodzie przenosi się na park Eden i na okolicę podmiejskich domków i willi, prawie zakrytych zieleniącym się listowiem.
Jeśli chodzi o Ohio, to spokojnie można ją porównać z rzekami Europy, z jej europejskimi drzewami i europejskimi wsiami. W swoim górnym biegu karmiona jest przez Allegheny Monongahelę, w środkowym przez Muskingum, Sicoto, dwie Miami25 i Licking, a w dolnym biegu przez Kentucky, Green River, Wabash, Cumberland Tennessee i inne dopływy, zanim w Cairo połączy się z Missisipi.
Cały czas rozmawiając, dwaj obywatele, o których potomność z żalem będzie mówiła, że nie poznała ani ich nazwisk, ani pozycji społecznej, spoglądali przez tysiące lin mostu na promy, które rozcinały wody rzeki, na statki parowe, na barki podążające w jedną lub drugą stronę i przepływające pod wiaduktami: jednym w górze rzeki, dwoma w dolnym, przez które biegną linie kolejowe łączące dwa pograniczne stany.
Ponadto tego dnia, czyli dwudziestego ósmego maja, także inni obywatele, równie nieznani jak poprzedni, prawie wszędzie oddawali się ożywionym rozmowom - w dzielnicach przemysłowych lub handlowych, w fabrykach czy manufakturach, których w Cincinnati można się doliczyć prawie siedmiu tysięcy, browarach, młynach, rafineriach, rzeźniach, na rynkach i w okolicach dworców kolejowych - skupieni w hałaśliwych, rozemocjonowanych grupkach. Ale prawdę mówiąc, nie wydawało się, by ci czcigodni mieszkańcy należeli do wyższych sfer, do ludzi uczonych czy artystów, którzy uczęszczają na kursy uniwersyteckie lub do bogatych bibliotek i którzy oglądają cenne zbiory zgromadzone w muzeach metropolii. Nie! Takie zaaferowanie było raczej widać w biedniejszych częściach miasta, i nie rozciągało się ono na wystawne dzielnice, na modne ulice, na place, na parki ocenione wspaniałymi drzewami, między innymi kasztanowcami26, od których wziął się przydomek Ohio - Buckeye State.
Krążąc pomiędzy różnymi grupkami, można było usłyszeć uwagi takiej natury:
- Widział go pan...?
- Nie... Przybył bardzo późnym wieczorem, wsiadł do zamkniętego powozu, a jego towarzysz zawiózł go...
- Gdzie...?
- Otóż tego nie wiadomo i byłoby interesujące to wiedzieć...
- Ostatecznie... przecież nie przybył do Cincinnati, aby nikt go nie widział! Można się spodziewać, że zostanie pokazany...
- Tak... pojutrze... mówią, że w czasie wielkiego konkursu w Spring Grove.
- Zgromadzą się tłumy...
- Wszyscy będą się gnieść!
Jednak nie był to jedyny sposób osądzania bohatera dnia. W rzeźniach, gdzie chętniej ocenia się zalety fizyczne, gdzie wzrost, siła, potęga muskułów są bardziej doceniane niż zalety moralne czy intelektualne, znaczna liczba tych silnych ludzi prowadzących ubój tylko wzruszała ramionami.
- Wyolbrzymione pochwały... - mówił jeden.
- I my mamy takich, którzy mu dorównują... - powiedział inny.
- Jeśli wierzyć reklamom, ma więcej niż sześć stóp...
- Stóp, które może nie mają dwunastu cali...
- Trzeba koniecznie to zobaczyć....
- Tymczasem, jak się wydaje, miał szczęście pobić wszystkich swoich współzawodników...
- Ba! Wykazywanie rekordu... to sposób na przyciągnięcie publiczności... A potem publika zostanie okradziona...
- Tutaj nie damy się obałamucić...
- Czy to prawda, że przybywa z Teksasu? - zagadnął silny mężczyzna o barczystych ramionach w bluzie poplamionej krwią zwierząt.
- Tak, prosto z Teksasu... - odpowiedział jego towarzysz, również chłop tęgi i silny.
- Zatem poczekajmy...
- Tak... poczekajmy... Już niejeden taki przybywał z daleka, a lepiej by zrobił, gdyby został u siebie w domu...
- A jeśli mimo wszystko zwycięży...? Taka rzecz jest możliwa i zupełnie mnie to nie zdziwi...!
Taka rozbieżność ocen, jaką tu zauważyliśmy, zupełnie by nie zadowoliła Johna Milnera, który przybył do Cincinnati poprzedniego dnia razem z drugim graczem, Tomem Crabbe'em, którego drugi rzut kostek wysłał ze stolicy Teksasu do metropolii stanu Ohio.
Siedemnastego maja w samo południe, przebywając w Austin, Milner otrzymał telegraficzną notę o rzucie kostkami dotyczącym Granatowej Flagi, czyli sławnego pięściarza z miasta Chicago.
Stanowczo Tom Crabbe mógł twierdzić, że ma wielkie szczęście, większe nawet niż Max Réal, chociaż ten uczynił wielki krok dzięki podwojonej liczbie oczek. Na jego korzyść mistrz Tornbrock wyrzucił dwanaście punktów, najwyższą liczbę, jaką można uzyskać z rzutu dwiema kostkami. Otóż te dwanaście oczek doprowadziło go do jednego z pól ze stanem Illinois, więc można było podwoić liczbę punktów. W sumie Tom Crabbe zyskał dwadzieścia cztery punkty, co przeniosło go z jedenastego pola na trzydzieste piąte.
Należy dodać, że ten rzut, zamiast posłać go na kresy terytorium związkowego, przeniósł go ku bardziej zaludnionym stanom położonym w centrum Stanów Zjednoczonych, z którymi istnieją szybkie i łatwe połączenia.
Dlatego też przed opuszczeniem Austin szczerze gratulowano Johnowi Milnerowi. Tamtego dnia zakłady rosły, ocena Toma Crabbe'a zwyżkowała nie tylko w Teksasie, lecz także w innych stanach, głównie na rynkach Illinois, gdzie agenci przyjmowali zakłady pięć do jednego, co stawiało go wyżej od Harrisa T. Kymbale'a, do tej pory zdecydowanego faworyta.
- Oszczędzaj go... oszczędzaj! - zalecano Johnowi Milnerowi. - On może mieć konstrukcję, jakby był z żelaza meteorytowego, mięśnie ze chromowanej stali, ale nie wystawiaj go do walki...! Musi dotrwać do końca bez żadnych uszkodzeń...
- Zdajcie się na mnie, panowie - oświadczył zdecydowanie trener. - To nie Tom Crabbe jest w skórze Toma Crabbe'a, lecz John Milner!
- Ponadto - dodawano - żadnych podróży morskich, ani długich, ani krótkich, skoro choroba morska prowadzi go do takiego rozkładu fizycznego i moralnego...
- Kto tego nie doświadczył? - odpowiedział John Milner. - Ale nie bójcie się... Nie będzie żadnej żeglugi między Galveston a Nowym Orleanem... Do Ohio dojedziemy koleją żelazną, pomału, jak spacerowicze, skoro mamy dwa tygodnie na to, by dotrzeć do Cincinnati.
Faktycznie właśnie ta metropolia, według wyboru testatora, zajmowała trzydzieste piąte pole na jego planszy, a Tom Crabbe wyprzedzał pozostałych graczy z wyjątkiem komodora Urricana.
Tego samego dnia, zachęcany, rozpieszczany, głaskany przez swych stronników, Tom Crabbe został odprowadzony na dworzec kolejowy, wciągnięty do wagonu, z ostrożności owinięty porządnymi pledami z powodu różnicy temperatur między stanem Ohio a Teksasem. Wówczas pociąg ruszył i pędził bezpośrednio w stronę granicy z Luizjaną.
Dwaj podróżni odpoczęli dobę w Nowym Orleanie, gdzie zostali powitani jeszcze goręcej niż za pierwszym razem. Wynikało to z faktu, że akcje sławnego boksera cały czas zwyżkowały. Tom Crabbe był obiektem pragnień we wszystkich agencjach i wszystkich miastach. Było to jak jakieś delirium, jakaś furia. Dzienniki oceniały, że co najmniej półtora miliona dolarów postawiono na głowę drugiego gracza zaledwie w czasie jego podróży ze stolicy Teksasu do stolicy stanu Ohio.
- Co za sukces! - mówił do siebie John Milner. - Jakie powitanie czeka nas w Cincinnati...! Trzeba sprawić, żeby był to triumf... Mam pomysł!
Oto jak przedstawiał się pomysł Johna Milnera, którego nie wymyśliłby nawet znakomity Barnum27, by jak najbardziej podrażnić ciekawość i podwoić zapał publiczności dla Toma Crabbe'a.
Lecz jaki właściwie był ten projekt? Nie chodziło, jak można by sądzić, o hałaśliwe zapowiedzenie przy użyciu wielkich reklam przybycia czempiona Nowego Świata i wyzwanie najśmielszych pięściarzy z Cincinnati do walki, z której Tom Crabbe wyszedłby oczywiście jako zwycięzca, by później ruszyć w dalszą podróż. Być może John Milner tak uczyni, jeśli pojawi się stosowna okoliczność.
Było jednak wprost przeciwnie, Milner zamierzał bowiem przybyć w największej tajemnicy, by pozostawić tłum zakładających się bez wiadomości o ich faworycie aż do ostatniego dnia, by uwierzyli, że zniknął, że nie przybędzie na czas w dniu trzydziestego pierwszego maja... Powstałaby więc taka sytuacja, że wydawano by okrzyki entuzjazmu, kiedy by się pojawił jak ten Eliasz28, jeżeli prorok może powrócić kiedyś z nieba poszukiwać swego płaszcza na ziemi.
John Milner dowiedział się z gazet, że trzydziestego maja w Cincinnati będzie wielka wystawa bydła - wystawa, podczas której rogacizna, a także inne zwierzęta będą pokazywane i nagradzane, do czego ludzie wydają się przywiązywać duże znaczenie. Jakaż to była okazja pokazania się Toma Crabbe'a w Spring Grove na tym targowisku, w czasie gdy już tracono by całą nadzieję na ponowne zobaczenie go, i to w przeddzień terminu, w którym musiał się zameldować w urzędzie pocztowym metropolii.
Nie trzeba chyba mówić, że John Milner wcale o tym nie rozmawiał ze swoim towarzyszem, bo i po co. Stało się tak, że obaj wyjechali w nocy, nikogo nie powiadamiając, i kazali się zawieźć do pierwszej stacji kolejowej poza Nowym Orleanem. Co się z nimi stało...? Takie pytanie następnego dnia rano zadawało sobie całe miasto.
John Milner nie wracał tą samą drogą, którą obrał, opuszczając Illinois, by udać się do Luizjany. Zresztą sieć dróg żelaznych jest tak gęsta we wschodnich i centralnych regionach Stanów Zjednoczonych, że wydaje się ona pokrywać mapy w przewodnikach jakby pajęczyną. I tak bez pośpiechu, bez tego, żeby gdziekolwiek zasygnalizowano obecność Toma Crabbe'a, podróżując w nocy, odpoczywając w ciągu dnia, starając się nie przyciągać niczyjej uwagi, Granatowa Flaga i jej trener przejechali przez stany Missisipi, Tennessee, Kentucky i zatrzymali się o świcie dwudziestego maja w skromnym hotelu na przedmieściu Covington. Pozostawało im tylko przeskoczyć Ohio, by deptać ziemię Cincinnati.
Tak szczęśliwie została zrealizowana myśl Johna Milnera. Dotarłszy do bram metropolii, Tom Crabbe stawił się przy nich incognito. Nawet najlepiej poinformowane dzienniki nie wiedziały, co się z nim stało... gdyż stracono jego ślad poza Nowym Orleanem. Dlatego też zadawano sobie pytanie, co zatem oznaczały powyższe słowa i co pomyślałby John, gdyby dane mu było je usłyszeć...?
Bez wątpienia miałby powód, by liczyć na wielki efekt, jaki wywrze na ludności Cincinnati, tracącej nadzieję ujrzenia drugiego partnera trzydziestego pierwszego maja w urzędzie pocztowym, i na tych wszystkich amatorach zakładów, którzy ryzykowane na niego sumy uważać już będą za stracone, kiedy dzień wcześniej pojawi się pośród tłumu na wielkiej wystawie w Spring Grove!
Jednak kto wie, czy John Milner nie wykorzystałby lepiej dwóch tygodni, jakimi dysponował od wyjazdu z Teksasu, gdyby przedefilował wraz ze swoim okazem przez terytorium Ohio...? Czyż ten stan, ze swoją ludnością liczącą trzy miliony siedemset tysięcy dusz, nie stoi w czwartym rzędzie w północnoamerykańskiej republice...? Z punktu widzenia jego sytuacji w grze Hypperbone'a, podobnie jak w świecie amatorów boksu, czy nie było mądrzej przewozić go z miasta do miasta, z miasteczka do miasteczka i pokazywać w głównych miastach Ohio...? A ponieważ są one liczne i dobrze prosperujące, Tom Crabbe spotykałby się z jak najlepszym przyjęciem...
Zakładając, że John Milner chciałby dokonywać nagłych zwrotów akcji, z pewnością byłby zainteresowany tym, by pokazać wspaniałego boksera w Cleveland, pięknym mieście położonym nad jeziorem Erie, prowadzić go po Euclide Avenue, najpiękniejszej ze wszystkich alei Unii, przemierzać jego szerokie i regularne ulice ocienione przez wspaniałe klony. To miasto wzbogaciło się na eksploatacji ropy naftowej, której złoża są połączone z portem, jednym z najruchliwszych portów jeziora Erie, gdzie wartość przeładowywanych towarów przekracza dwieście milionów dolarów. Z Cleveland Tom Crabbe mógłby zostać przewieziony do Toledo i Sandusky, również portów jeziornych, w których skupiają się flotylle rybackie; potem do wszystkich tych ośrodków przemysłowych, takich jak Starbenville, Marietta, Gallipolis i tylu innych, które zawdzięczają swe życie rzece Ohio, jak organy ludzkiego ciała zawdzięczają swoje funkcjonowanie krwi pochodzącej z arterii! A czy w końcu miałby pominąć Columbus, stolicę tego stanu, mającą nie mniej niż dziewięćdziesiąt tysięcy mieszkańców, miasto o wspaniałych budowlach publicznych i będące nie tylko jednym z najbogatszych składów produktów rolnych, ale także ważnym ośrodkiem przemysłu hutniczego i eksploatacji węgla...?
Nie trzeba chyba dodawać, że railroads rozchodzą się we wszystkich kierunkach, biegnąc przez bogate wsie, pola zbóż, wśród których przeważa kukurydza, pola tytoniu, winnice, z początku niezbyt dochodowe, prosperujące od czasu, jak szczepy winne z Europy zastąpiono szczepami amerykańskimi, zieleniące się równiny, masywy przepięknych drzew: akacji, wiązowców, klonów cukrowych, klonów czerwonych, topoli czarnych, platanów29 o obwodzie pnia wynoszącym trzydzieści do czterdziestu stóp, dających się porównać do olbrzymich sekwoi30 z terenów zachodnich. Należy przyznać, że tak hojnie wyposażony przez naturę stan Ohio, jeden z potężniejszych stanów Unii, jest reprezentowany w Kongresie przez dwóch senatorów, a w Izbie Reprezentantów przez dwudziestu pięciu delegatów, przy trzydziestu pięciu senatorach i stu delegatach do izby niższej swojej własnej władzy ustawodawczej.
Należy jeszcze dodać, że przedmiotem handlu jest także bydło, które dostarczane jest w wielkich ilościach do zakładów Chicago, Omaha i Kansas City - co wyjaśnia wagę rynków handlowych, a także wystawy okazów wołów, owiec i świń, która miała się odbyć trzydziestego maja.
Mimo wszystko John Milner trzymał się swego planu. Tom Crabbe nie będzie wystawiany w głównych miastach. Przybył on do granicy Kentucky bez żadnego wypadku, bez zmęczenia - podróżując w taki sposób, jak to zostało wcześniej powiedziane. Podczas swojego pobytu w Teksasie odzyskał całą swą zwykłą siłę, całą swoją potęgę fizyczną. Po drodze niczego nie stracił, był w dobrej formie, i co to będzie za triumf, gdy pojawi się przed publicznością w Spring Grove!
Następnego dnia John Milner postanowił przejść się po mieście, naturalnie bez towarzystwa jego budzącej ciekawość bestii. Przed opuszczeniem hotelu powiedział do Toma:
- Słuchaj, Tom, zostawiam cię tu samego i masz na mnie czekać.
Wydając takie polecenie, John Milner wcale nie zamierzał konsultować swej decyzji, gdyż Tom Crabbe i tak by nie zareagował.
- Pod żadnym pozorem nie opuszczaj swego pokoju - dodał John Milner.
Tom Crabbe wyszedłby, gdyby kazano mu wyjść, ale ponieważ zakazano mu wychodzić, więc nie opuści pomieszczenia.
- Gdybym się trochę spóźnił - dodał jeszcze John Milner - przyniosą ci tu pierwsze śniadanie, następnie drugie, potem lunch, następnie obiad i w końcu kolację. Wydam odpowiednie rozkazy, więc nie musisz się obawiać o swoje posiłki!
Nie, bez wątpienia nie, Tom Crabbe nie niepokoiłby się, i w tych okolicznościach będzie cierpliwie czekał na powrót Johna Milnera. Po wyjściu trenera przesunął swoją olbrzymią bryłę ku wielkiemu rocking-chair, usadowił się w nim i lekko kołysząc siedzeniem, pogrążył się w nicości swoich myśli.
John Milner zszedł do hotelowego biura, przedstawił menu pożywnych posiłków, jakie miały zostać podane jego towarzyszowi, wyszedł z hotelu i poprzez ulice przedmieścia Covington skierował się ku rzece Ohio, przez którą przeprawił się promem, wysiadł na prawym brzegu i z rękami w kieszeniach niespiesznie skierował się w stronę dzielnicy handlowej miasta.
John Milner zauważył, że panowało w niej dość wielkie ożywienie. Po drodze próbował dowiedzieć się z prowadzonych rozmów, co się dzieje. Zresztą nie miał wątpliwości, że mieszkańcy byli zaabsorbowani rychłym pojawieniem się drugiego gracza.
Tak więc, przechodząc z jednej ulicy na drugą pomiędzy wyraźnie zaaferowanymi ludźmi, zatrzymywał się przy grupkach i przy sklepach, w miejscach, gdzie ożywienie objawiało się hałaśliwymi rozmowami. W tłumie znajdowało się sporo kobiet, w Ameryce są one bowiem bardziej otwarte niż w jakimkolwiek kraju Starego Świata.
Trener był bardzo zadowolony, ale chciałby się jeszcze dowiedzieć, do jakiego stopnia niecierpliwiono się, nie widząc jeszcze Toma Crabbe'a w Cincinnati. Dlatego też, zauważywszy zacnego Dicka Wolgoda, masarza, w wysokim nakryciu głowy, czarnym ubraniu i roboczym fartuchu, stojącego w drzwiach, wszedł do jego sklepu i poprosił o szynkę, którą, jak wiemy, łatwo mógł spożytkować. Po tym jak zapłacił bez targowania się i miał już wyjść, zapytał:
- Więc to jutro ta wystawa...?
- Tak, będzie to piękna ceremonia - odparł Dick Wolgod - która przyniesie chwałę naszemu miastu.
- Zapewne w Spring Grove zgromadzi się wielki tłum...? - indagował John Milner.
- Całe miasto tam będzie, panie - odpowiedział Dick Wolgod z tą uprzejmością, z jaką każdy poważny masarz traktuje klienta, który właśnie kupił szynkę. - Niech pan pomyśli, taka wystawa...
Milner nadstawił ucha. Był zaniepokojony. Jak ktoś zdołał się domyślić, że zamierzał pokazać Toma Crabbe'a w Spring Grove...? Dlatego też zapytał:
- Zatem nie ma obawy o opóźnienie... które mogłoby się przydarzyć...?
- Żadnej.
Ponieważ w ten chwili wszedł jakiś klient, John Milner opuścił sklep, dość mocno zdezorientowany. Postawcie się na jego miejscu...
Nie przeszedł nawet stu kroków, kiedy na rogu piątej przecznicy nagle się zatrzymał i wzniósł ramiona ku niebu, upuszczając szynkę na chodnik.
Tam, na narożniku budynku, rozpostarty był plakat, na którym widniały, napisane wielkimi literami, takie oto słowa:
PRZYJEŻDŻA...! PRZYJEŻDŻA...!
JUŻ PRZYJECHAŁ...!
Był to cios przekraczający wszelkie granice...! Jak to, już wiedziano o obecności Toma Crabbe'a w Cincinnati...!? Wiedziano, że nie ma się co obawiać jeśli chodzi o dzień, w którym ma się pojawić czempion Nowego Świata...!? Czy było to wyjaśnienie radości, która ożywiała miasto, i satysfakcji, jaką okazywał masarz Dick Wolgod...?
Zdecydowanie jest to trudne - powiedzmy: prawie niemożliwe - uniknąć sławnemu człowiekowi niedogodności tej sławy. Od tej chwili należało zaniechać narzucania welonu incognito na ramiona Toma Crabbe'a.
Zresztą inne plakaty, jeszcze większe, nie ograniczały się do tego, by twierdzić, że on przyjechał, ale mówiły że przybył z Teksasu i że zostanie pokazany na wystawie w Spring Grove.
- Och, tego już za wiele...! - wykrzyknął John Milner. - Znają moje plany pokazania tutaj Toma Crabbe'a...! Ale przecież nikomu nie wspomniałem o tym ani słowa...! Coś takiego! Chyba coś musiałem powiedzieć przy Crabbie, a ten, choć nigdy nic nie mówi, musiał coś chlapnąć po drodze...! Inaczej nie da się tego wytłumaczyć!
Z takim przekonaniem John Milner wrócił na przedmieście Covington, wszedł do hotelu w czasie drugiego śniadania, nic nie wspominając Tomowi Crabbe'owi o niedyskrecji, jaką ten zapewne popełnił, i trzymając się tego, że jeszcze go nie pokaże, pozostał z nim przez cały dzień.
Następnego dnia o ósmej rano obaj skierowali się w stronę rzeki, przeszli po wiszącym moście i ruszyli ulicami miasta.
Wielki narodowy pokaz bydła miał zostać zorganizowany na północnym zachodzie miasta, w obwodzie Spring Grove. Ludność już się tam udawała w wielkiej liczbie - i jak John Milner zdołał zauważyć - nie przejawiała żadnego niepokoju. Ze wszystkich stron przybywały grupki rozweselonych i hałaśliwych ludzi, których ciekawość miała zostać wkrótce zaspokojona.
Być może John Milner uważał, że nim dotrą do Spring Grove, Tom Crabbe będzie rozpoznawany po wzroście, budowie, po twarzy, po całej swej osobie, którą fotografie powielały w tysiącach sztuk i rozpowszechniały nawet w najmniejszych mieścinach Unii... Nic z tego! Nikt nawet na nich nie spojrzał, nikt się nie odwrócił, przechodząc, nikt nie wydawał się domyślać, że ten olbrzym zrównujący krok z krokiem Johna Milnera jest sławnym bokserem, drugim zawodnikiem w grze Hypperbone'a, tym, którego dwadzieścia cztery punkty wyekspediowały na trzydzieste piąte pole, do Cincinnati w stanie Ohio.
Właśnie biła dziewiąta, gdy weszli na plac wystawy, gdzie już tłoczył się wielki tłum. Do tumultu ludzi dołączały się ryki, beczenia i chrząkania zwierząt, z których najbardziej faworyzowane figurowały, ku ich wielkiemu honorowi, na oficjalnych listach nagrodzonych.
Były tam zachwycające okazy gatunków bydła rogatego, owiec i świń, mleczne krowy i woły, których Ameryka dostarcza w ciągu roku do Anglii ponad czterysta tysięcy sztuk. Tam, z tymi królami hodowli, paradowali owi cattle kings31, zaliczani do najbardziej godnych obywateli Stanów Zjednoczonych. Na środku placu wznosiła się estrada, na której wystawione były produkty rolnicze.
Wówczas Johnowi Milnerowi przyszła do głowy myśl, by przecisnąć się przez tłum i dostać się w pobliże estrady, potem kazać wejść na nią jego towarzyszowi i krzyknąć do zebranych:
- Oto Tom Crabbe, czempion Nowego Świata, drugi zawodnik gry Hypperbone'a!
Jakiż skutek wywarłoby to nieoczekiwanie wyniesienie bohatera dnia, górującego nad rozgrzaną publiką...!
Dlatego też, wypchnąwszy Toma Crabbe'a do przodu, holowany przez ten potężny tug32, rozpruwał fale gminu i dotarłszy do estrady, chciał na nią wejść...
Lecz miejsce było już zajęte i kto je zajmował...? Wieprz, ogromny wieprz, kolosalny produkt dwóch ras amerykańskich: Poland China33 i Red Jersey34 - wieprz kupiony trzy lata wcześniej za kwotę dwustu pięćdziesięciu dolarów, wówczas ważący już trzysta dwadzieścia funtów - fantastyczna świnia o długości prawie ośmiu, wysokości sześciu, w obwodzie szyi sześć, a korpusu siedem i pół stopy, która aktualnie ważyła tysiąc dziewięćset pięćdziesiąt cztery funty...!
I to właśnie ten okaz z rodziny Suidae35 przybył tutaj z Teksasu...! To właśnie jego przybycie do Cincinnati obwieszczały afisze...! To właśnie to zwierzę tamtego dnia zajmowało całą uwagę publiczności...! To tego wieprza pośród grzmotów oklasków przedstawiał jego szczęśliwy właściciel...!
Oto przed jaką nową gwiazdą straciła blask gwiazda Toma Crabbe'a! Przed potworną świnią, która została nagrodzona na wystawie w Spring Grove...!
John Milner wycofał się zdruzgotany. Skinąwszy na Toma Crabbe'a, by szedł za nim, ruszył z powrotem w stronę hotelu bocznymi uliczkami i zawiedziony, upokorzony, zamknął się w swoim pokoju, którego już tego dnia nie opuścił.
I jeśli kiedykolwiek Cincinnati miało okazję odzyskać swój przydomek Porcopolis36, który mu odebrało Chicago, to na pewno tego dnia, czyli trzydziestego maja 1897 roku!
25 Chodzi tu o Great Miami River i Little Miami River.
26 Kasztanowiec - chodzi tu o kasztanowca gładkiego (Aesculus glabra), drzewo średnich rozmiarów, zwykle dorastające do 10 m; owoce kuliste, brązowe, w jasnobrązowych mało kolczastych torebkach; dość dekoracyjne drzewo, polecane do większych ogrodów, parków i osiedli; zasiedla środkowe i wschodnie części USA.
27 Phineas Taylor Barnum (1810-1891) - amerykański przedsiębiorca cyrkowy; w 1881 roku wraz z J.A. Baileyem stworzył podstawy największego koncernu cyrkowego świata.
28 Prorok Eliasz - jeden z proroków Starego Testamentu; według biblijnego przekazu został uniesiony do nieba na ognistym rydwanie; w tym czasie jego płaszcz (szeroki, luźny strój czy też suknia) opadł na ziemię; młody prorok Elizeusz, jego uczeń, który był razem z nim, zdarł swoje szaty i włożył ten płaszcz na siebie; dotarłszy do Jordanu, Elizeusz zdjął płaszcz i uderzył nim w wody Jordanu, które się rozstąpiły.
29 Wiązowiec (obrostnica, Celtis) - drzewo z rodziny wiązowatych (Ulmaceae), zaliczane do drzew żelaznych; pochodzi z umiarkowanej strefy półkuli północnej i strefy międzyzwrotnikowej; owoce wielu gatunków jadalne; drewno bardzo twarde; Klon cukrowy (Acer saccharum) - gatunek drzewa z rodziny klonowatych, pospolite w lasach wschodniej Ameryki Północnej, gdzie jest jednym z najważniejszych drzew w gospodarce leśnej; w Polsce rzadko sadzony; wydziela słodki sok, z którego otrzymuje się syrop klonowy, a także cukier; syrop można także uzyskać z klonu czerwonego (Acer rubrum) i klonu srebrzystego (Acer saccharinum); topola czarna (sokora, Populus nigra) - gatunek drzewa z rodziny wierzbowatych (Salicaceae); dorasta do 30 m wysokości; szeroka, kopulasta lub stożkowa korona; pień starszych okazów przeważnie z guzowatymi naroślami i cienkimi gałązkami; występuje w środkowej, zachodniej i południowej Europie, środkowej Azji, zachodniej Syberii i północnej Afryce; platan (Platanus) - rodzaj drzew z rodziny platanowatych, dochodzących do 50 m wysokości, o dużych, pachnących liściach; występuje w południowo-wschodniej Europie, Azji Mniejszej, Indiach i Ameryce Północnej.
30 Sekwoja (Sequoia) - rodzaj roślin nagozalążkowych drzewiastych z rodziny cypryśnikowatych; jedyny gatunek, sekwoja wiecznozielona, Sequoia sempervirens, rośnie w nadbrzeżnych górach Oregonu i Kalifornii; wyniszczona eksploatacją dla cennego drewna; wysokość do 100 m, średnica pnia 6-9 m, żyje do 2 tys. lat; dymorficzne igły - płaskie, długości ok. 2 cm; szyszki jajowate, długości do 2,5 cm.
31 Cattle kings (ang.) - królowie bydła.
32 Tug (ang.) - holownik.
33 Poland China - najstarsza amerykańska rasa świni domowej, wyhodowana w 1816 roku w regionie Miami Valley w stanie Ohio, w hrabstwach Warren i Butler; świnie tej rasy są zwykle czarne, czasem z białymi łatami i słyną z ogromnych rozmiarów - tej rasy był Big Bill, który w 1933 roku osiągnął masę 1157 kg i jest uważany za najcięższą świnię świata.
34 Red Jersey - stara rasa świń amerykańskich, o czerwonym ubarwieniu i dużej wadze.
35 Suidae - świniowate; J. Verne użył starego wyrażenia: Suillien.
36 Porcopolis - miasto wieprzowiny, przydomek miasta Cincinnati od 1835 roku.