Tęsknoty jeża. O samotności i bliskości - Toon Tellegen

Reflow text when sidebars are open.
Jeszcze nie. Jeż znów usiadł przy oknie i zamyślił się nad tymi słowami: jeszcze i nie.
Zdawały się tańczyć w jego głowie. Jeszcze co jakiś czas rozglądało się niepewnie dookoła. Nie kręciło się w kółko, starannie odmierzając kroki.
Zamknął oczy. "W ten sposób lepiej je widzę" -?pomyślał. Nie mocno ściskało jeszcze, a jeszcze tuliło się do nie. Tańczyły i nie widziały poza sobą świata.
Wtedy niespodziewanie otworzyły się drzwi i ktoś wszedł do środka. Było to długo, zauważył jeż. Rozpoznał je po płaszczu, który za nim powiewał.
Długo podeszło do jeszcze i nie, wcisnęło się pomiędzy i zaczęło z nimi tańczyć.
Jeż westchnął. Miał wrażenie, że do środka nagle weszło coś jeszcze, coś niewidzialnego. Coś, co jednocześnie jest i czego nie ma.
"Niemożliwe" -?pomyślał. "To niemożliwe. Nawet nie da się go zobaczyć".
Po chwili długo sobie poszło i do środka weszło wciąż. Miało na sobie grubą puchową kurtkę i kaptur na głowie. Ono także wcisnęło się pomiędzy jeszcze i nie.
Jeż poczuł, że kołacze mu serce, i wydawało mu się, że tańczące słowa przesuwają się w jego stronę, że przecinają jego myśli, czegoś od niego oczekują, coś chcą z nim zrobić. Nie wiedział tylko co.
Cała trójka wskoczyła na stół i tańczyła dalej, coraz szybciej i bardziej gwałtownie. Jeż ledwo mógł na to patrzeć. Miał już w myślach zamknąć oczy, a potem otworzyć je w rzeczywistości, wtedy jednak wciąż nagle zniknęło.
Jeszcze i nie zeszły ze stołu i stanęły niezdecydowane na ziemi. Popatrzyły po sobie. Tańczyć dalej? Jeszcze uniosło brwi, wprawdzie miało na to ochotę, ale nie pokręciło głową.
Rozległ się hałas. Drzwi otworzyły się ponownie i do środka wszedł raz. Był podekscytowany, podskakiwał i szczebiotał. Na głowie miał dziwne czerwone piórko.
Chwycił jeszcze oraz nie, które w mgnieniu oka się uspokoiły, i cała trójka zaczęła z ostrożna ze sobą tańczyć.
W mieszkaniu jeża zapadła ciemność.
"Jeszcze raz nie" -?pomyślał jeż.
I nagle, gdy tak tańczyły, wydały mu się wspaniałe, pomyślał: "Tańczcie dalej, tańczcie do końca świata". Bo poza tymi słowami wszystko spowite było w mroku.
Po wypiciu herbaty wyjął z szuflady list i go przeczytał.
"A może przyjdą już jutro -?zastanowił się -?wszyscy jednocześnie. Z samego rana".
Zrobiło mu się zimno i odłożył list na bok. Już słyszał, jak zwierzęta nadchodzą, cały las zdawał się trząść z podekscytowania.
Zwierzęta tłoczyły się pod jego drzwiami i wołały jedno przez drugie: "Jeżu, jesteśmy! My, twoi goście! Dziękujemy za zaproszenie! Przyszłyśmy wszystkie, co do jednego!".
Otworzyły drzwi na oścież i tłumnie ruszyły do środka. Większość z nich przyszła, przyleciała lub przypełzła, lecz szczupak i karp, a nieco później także wieloryb i rekin, przypłynęły wraz z wielką falą, która przy okazji wdarła się do środka.
-?Ależ tu miło, jeżu! -?wołały zwierzęta. -?Jest może herbata? A ciasto?
Zwierząt było za dużo, aby naszykować dla nich wszystkich herbatę. Do tego jeż miał tylko jedno małe odstałe ciasto. Bezradnie rozłożył ręce.
-?Nic nie szkodzi -?krzyknęły zwierzęta. -?Za to sobie potańczymy.
Objęły się ramionami i zaintonowały:
-?Jesteśmy w gościach, w gościach u jeża. Wprawdzie nie ma herbaty, ale mamy wszystko, czego nam trzeba. -?I zaczęły tańczyć wokół stołu.
-?Nie boicie się mnie? -?spytał jeż i nastroszył kolce najbardziej, jak tylko potrafił.
-?Nic z tych rzeczy -?zakrzyknęły zwierzęta. -?Jesteśmy zbyt szczęśliwe, żeby się bać.
Wciąż tańczyły, gdy nagle zarwała się pod nimi podłoga, a z powstałej w ten sposób dziury wyszli kret z dżdżownicą, wołając, że oni także przyszli z wizytą. Przynieśli ze sobą błotne ciasto, które według nich pozostawało zdatne do spożycia przez wiele lat, ale które jednocześnie musiało zostać niezwłocznie zjedzone.
-?Kto by pomyślał? -?dobiegały zewsząd okrzyki.
"Na pewno nie ja" -?pomyślał jeż. Ukradkiem wyszedł na zewnątrz i wczołgał się w zarośla za swoim domem.
Wkrótce potem zwierzęta przestały tańczyć. Zatęskniły za nim.
-?Jeżu, jeżu! -?wołały.
Ich okrzyki niosły się daleko po lesie, tak że nawet wielbłąd i termit czym prędzej przybiegli z pustyni, nie chcąc niczego przegapić.
-?Jeżu, jeżu, jeżu... -?wołały bez przerwy wszystkie zwierzęta.
Ale jeż tylko wszedł jeszcze głębiej w zarośla.
Pokręcił głową, zmienił "Was wszystkie" na "jedno z Was", przed tym dodał jeszcze "co najwyżej" i ponownie przeczytał swój list.
"Być może w tej właśnie chwili zwierzęta na całym świecie odwiedzają siebie nawzajem" -?pomyślał chwilę później. Może nawet pytają jedno drugie:
-?Tak między nami, nie wybierasz się przypadkiem w odwiedziny do jeża?
-?Nie, a ty?
-?Nie, ja też nie. Nie zaprosił mnie do siebie.
-?Mnie też nie.
-?Szkoda, co?
-?Tak, wielka szkoda.
-?Gdyby mnie zaprosił, to bym poszedł.
-?Ja też.
-?Na pewno to wie.
-?Tak. Skoro on nas nie zaprasza, my też go nie zapraszamy.
-?Otóż to.
Po czym wzruszają ramionami. Właśnie teraz. W tej chwili. W każdym zakątku lasu. I w morzu. Na pustyni. Za górami. Wszyscy wszystkich odwiedzają, tylko nie mnie. Tańczą, a w międzyczasie dyskutują na mój temat i wzruszają ramionami.
Jeż poczuł, jak ogarnia go dojmujący smutek. Wyszedł na zewnątrz i nasłuchiwał, czy skądś nie dobiegają odgłosy przyjęcia.
Ale w lesie panowała cisza. Daleko w oddali usłyszał, jak z drzewa spada słoń, a nieco bliżej, jak żaba usiłuje wykumkać kilka nut, które są dla niej za wysokie. Nie dostrzegł za to żadnych oznak świadczących o trwającym akurat przyjęciu albo o zwierzętach, które właśnie przebywają u siebie z wizytą.
Wtedy się zastanowił: "Być może nastał koniec wszelkich wizyt, może od dzisiaj są zabronione".
Wyobraził sobie ogromne tablice z napisem:
OD DZISIAJ CHODZENIE W ODWIEDZINY DO INNYCH JEST SUROWO ZABRONIONE
i
OD DZISIAJ PRZYJMOWANIE WIZYT JEST SUROWO ZABRONIONE
Być może nikt już nikogo nie odwiedza i zwierzęta tylko pisują do siebie listy, ale i te stają się coraz rzadsze i krótsze:
Dzień dobry, jeżu,
to wszystko.
oraz:
Droga mucho,
jeż.
I nic więcej.
W takim przypadku też nie musiałby nikogo zapraszać.
Nadstawił uszu. Wydawało mu się, że słyszy, jak przepełnione smutkiem zwierzęta wzdychają w oddali, w końcu niczego nie lubią robić bardziej niż chadzać do siebie w odwiedziny i pisać listy.
Ale zakaz to zakaz.
"Co powinienem zrobić?" -?zadawał sobie pytanie. Wyciągnął z szuflady list, przeczytał go dwukrotnie, spojrzał na palce u stóp, zamyślił się, po czym odłożył go z powrotem.
"Nie wiem" -?stwierdził.