Tęsknoty jeża. O samotności i bliskości - Toon Tellegen

-
Proszę czekać

2

Jesz­cze nie. Jeż znów usiadł przy oknie i zamy­ślił się nad tymi sło­wami: jesz­cze i nie.

Zda­wały się tań­czyć w jego gło­wie. Jesz­cze co jakiś czas roz­glą­dało się nie­pew­nie dookoła. Nie krę­ciło się w kółko, sta­ran­nie odmie­rza­jąc kroki.

Zamknął oczy. "W ten spo­sób lepiej je widzę" -?pomy­ślał. Nie mocno ści­skało jesz­cze, a jesz­cze tuliło się do nie. Tań­czyły i nie widziały poza sobą świata.

Wtedy nie­spo­dzie­wa­nie otwo­rzyły się drzwi i ktoś wszedł do środka. Było to długo, zauwa­żył jeż. Roz­po­znał je po płasz­czu, który za nim powie­wał.

Długo pode­szło do jesz­cze i nie, wci­snęło się pomię­dzy i zaczęło z nimi tań­czyć.

Jeż wes­tchnął. Miał wra­że­nie, że do środka nagle weszło coś jesz­cze, coś nie­wi­dzial­nego. Coś, co jed­no­cze­śnie jest i czego nie ma.

"Nie­moż­liwe" -?pomy­ślał. "To nie­moż­liwe. Nawet nie da się go zoba­czyć".

Po chwili długo sobie poszło i do środka weszło wciąż. Miało na sobie grubą puchową kurtkę i kap­tur na gło­wie. Ono także wci­snęło się pomię­dzy jesz­cze i nie.

Jeż poczuł, że koła­cze mu serce, i wyda­wało mu się, że tań­czące słowa prze­su­wają się w jego stronę, że prze­ci­nają jego myśli, cze­goś od niego ocze­kują, coś chcą z nim zro­bić. Nie wie­dział tylko co.

Cała trójka wsko­czyła na stół i tań­czyła dalej, coraz szyb­ciej i bar­dziej gwał­tow­nie. Jeż ledwo mógł na to patrzeć. Miał już w myślach zamknąć oczy, a potem otwo­rzyć je w rze­czy­wi­sto­ści, wtedy jed­nak wciąż nagle znik­nęło.

Jesz­cze i nie zeszły ze stołu i sta­nęły nie­zde­cy­do­wane na ziemi. Popa­trzyły po sobie. Tań­czyć dalej? Jesz­cze unio­sło brwi, wpraw­dzie miało na to ochotę, ale nie pokrę­ciło głową.

Roz­legł się hałas. Drzwi otwo­rzyły się ponow­nie i do środka wszedł raz. Był pod­eks­cy­to­wany, pod­ska­ki­wał i szcze­bio­tał. Na gło­wie miał dziwne czer­wone piórko.

Chwy­cił jesz­cze oraz nie, które w mgnie­niu oka się uspo­ko­iły, i cała trójka zaczęła z ostrożna ze sobą tań­czyć.

W miesz­ka­niu jeża zapa­dła ciem­ność.

"Jesz­cze raz nie" -?pomy­ślał jeż.

I nagle, gdy tak tań­czyły, wydały mu się wspa­niałe, pomy­ślał: "Tańcz­cie dalej, tańcz­cie do końca świata". Bo poza tymi sło­wami wszystko spo­wite było w mroku.

4

Po wypi­ciu her­baty wyjął z szu­flady list i go prze­czy­tał.

"A może przyjdą już jutro -?zasta­no­wił się -?wszy­scy jed­no­cze­śnie. Z samego rana".

Zro­biło mu się zimno i odło­żył list na bok. Już sły­szał, jak zwie­rzęta nad­cho­dzą, cały las zda­wał się trząść z pod­eks­cy­to­wa­nia.

Zwie­rzęta tło­czyły się pod jego drzwiami i wołały jedno przez dru­gie: "Jeżu, jeste­śmy! My, twoi goście! Dzię­ku­jemy za zapro­sze­nie! Przy­szły­śmy wszyst­kie, co do jed­nego!".

Otwo­rzyły drzwi na oścież i tłum­nie ruszyły do środka. Więk­szość z nich przy­szła, przy­le­ciała lub przy­peł­zła, lecz szczu­pak i karp, a nieco póź­niej także wie­lo­ryb i rekin, przy­pły­nęły wraz z wielką falą, która przy oka­zji wdarła się do środka.

-?Ależ tu miło, jeżu! -?wołały zwie­rzęta. -?Jest może her­bata? A cia­sto?

Zwie­rząt było za dużo, aby naszy­ko­wać dla nich wszyst­kich her­batę. Do tego jeż miał tylko jedno małe odstałe cia­sto. Bez­rad­nie roz­ło­żył ręce.

-?Nic nie szko­dzi -?krzyk­nęły zwie­rzęta. -?Za to sobie potań­czymy.

Objęły się ramio­nami i zain­to­no­wały:

-?Jeste­śmy w gościach, w gościach u jeża. Wpraw­dzie nie ma her­baty, ale mamy wszystko, czego nam trzeba. -?I zaczęły tań­czyć wokół stołu.

-?Nie boicie się mnie? -?spy­tał jeż i nastro­szył kolce naj­bar­dziej, jak tylko potra­fił.

-?Nic z tych rze­czy -?zakrzyk­nęły zwie­rzęta. -?Jeste­śmy zbyt szczę­śliwe, żeby się bać.

Wciąż tań­czyły, gdy nagle zarwała się pod nimi pod­łoga, a z powsta­łej w ten spo­sób dziury wyszli kret z dżdżow­nicą, woła­jąc, że oni także przy­szli z wizytą. Przy­nie­śli ze sobą błotne cia­sto, które według nich pozo­sta­wało zdatne do spo­ży­cia przez wiele lat, ale które jed­no­cze­śnie musiało zostać nie­zwłocz­nie zje­dzone.

-?Kto by pomy­ślał? -?dobie­gały zewsząd okrzyki.

"Na pewno nie ja" -?pomy­ślał jeż. Ukrad­kiem wyszedł na zewnątrz i wczoł­gał się w zaro­śla za swoim domem.

Wkrótce potem zwie­rzęta prze­stały tań­czyć. Zatę­sk­niły za nim.

-?Jeżu, jeżu! -?wołały.

Ich okrzyki nio­sły się daleko po lesie, tak że nawet wiel­błąd i ter­mit czym prę­dzej przy­bie­gli z pustyni, nie chcąc niczego prze­ga­pić.

-?Jeżu, jeżu, jeżu... -?wołały bez prze­rwy wszyst­kie zwie­rzęta.

Ale jeż tylko wszedł jesz­cze głę­biej w zaro­śla.

Pokrę­cił głową, zmie­nił "Was wszyst­kie" na "jedno z Was", przed tym dodał jesz­cze "co naj­wy­żej" i ponow­nie prze­czy­tał swój list.

6

"Być może w tej wła­śnie chwili zwie­rzęta na całym świe­cie odwie­dzają sie­bie nawza­jem" -?pomy­ślał chwilę póź­niej. Może nawet pytają jedno dru­gie:

-?Tak mię­dzy nami, nie wybie­rasz się przy­pad­kiem w odwie­dziny do jeża?

-?Nie, a ty?

-?Nie, ja też nie. Nie zapro­sił mnie do sie­bie.

-?Mnie też nie.

-?Szkoda, co?

-?Tak, wielka szkoda.

-?Gdyby mnie zapro­sił, to bym poszedł.

-?Ja też.

-?Na pewno to wie.

-?Tak. Skoro on nas nie zapra­sza, my też go nie zapra­szamy.

-?Otóż to.

Po czym wzru­szają ramio­nami. Wła­śnie teraz. W tej chwili. W każ­dym zakątku lasu. I w morzu. Na pustyni. Za górami. Wszy­scy wszyst­kich odwie­dzają, tylko nie mnie. Tań­czą, a w mię­dzy­cza­sie dys­ku­tują na mój temat i wzru­szają ramio­nami.

Jeż poczuł, jak ogar­nia go doj­mu­jący smu­tek. Wyszedł na zewnątrz i nasłu­chi­wał, czy skądś nie dobie­gają odgłosy przy­ję­cia.

Ale w lesie pano­wała cisza. Daleko w oddali usły­szał, jak z drzewa spada słoń, a nieco bli­żej, jak żaba usi­łuje wykum­kać kilka nut, które są dla niej za wyso­kie. Nie dostrzegł za to żad­nych oznak świad­czą­cych o trwa­ją­cym aku­rat przy­ję­ciu albo o zwie­rzę­tach, które wła­śnie prze­by­wają u sie­bie z wizytą.

Wtedy się zasta­no­wił: "Być może nastał koniec wszel­kich wizyt, może od dzi­siaj są zabro­nione".

Wyobra­ził sobie ogromne tablice z napi­sem:

OD DZI­SIAJ CHO­DZE­NIE W ODWIE­DZINY DO INNYCH JEST SUROWO ZABRO­NIONE

i

OD DZI­SIAJ PRZYJ­MO­WA­NIE WIZYT JEST SUROWO ZABRO­NIONE

Być może nikt już nikogo nie odwie­dza i zwie­rzęta tylko pisują do sie­bie listy, ale i te stają się coraz rzad­sze i krót­sze:

Dzień dobry, jeżu,

to wszystko.

oraz:

Droga mucho,

jeż.

I nic wię­cej.

W takim przy­padku też nie musiałby nikogo zapra­szać.

Nad­sta­wił uszu. Wyda­wało mu się, że sły­szy, jak prze­peł­nione smut­kiem zwie­rzęta wzdy­chają w oddali, w końcu niczego nie lubią robić bar­dziej niż cha­dzać do sie­bie w odwie­dziny i pisać listy.

Ale zakaz to zakaz.

"Co powi­nie­nem zro­bić?" -?zada­wał sobie pyta­nie. Wycią­gnął z szu­flady list, prze­czy­tał go dwu­krot­nie, spoj­rzał na palce u stóp, zamy­ślił się, po czym odło­żył go z powro­tem.

"Nie wiem" -?stwier­dził.