Tęsknota nachodzi nas jak ciężka choroba. Korespondencja wojenna rodziny Finkelsztejnów (1939-1941) - Chaim Finkelsztajn, Ewa Koźmińska-Frejlak

Kup ebooka

25.00 zł
20.00 zł (19,35 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Ryw­ka Fin­kelsz­tejn z domu Eisen­berg uro­dzi­ła się w 1897 r. w Bia­łej Pod­la­skiej1. Mat­ka Ryw­ki, Es­te­ra z Pocz­ta­rów - we­dług jed­nych do­ku­men­tów2, z domu Szklarz - zgod­nie z in­ny­mi3, dwu­krot­nie wy­cho­dzi­ła za mąż. Z Mo­tlem Pie­kar­skim (nie ma stu­pro­cen­to­wej pew­no­ści co do jego imie­nia) zwią­za­ła się w dru­giej po­ło­wie lat osiem­dzie­sią­tych XIX w. Mia­ła z nim czwo­ro, może pię­cio­ro dzie­ci4: uro­dzo­ną w 1888 r. Roj­zę (zmar­ła w get­cie war­szaw­skim), Ka­ro­la [Ki­we­go] (wy­emi­gro­wał do USA na po­cząt­ku dru­giej de­ka­dy XX w. i zmarł przed za­koń­cze­niem woj­ny), Mo­tla - uro­dzo­ne­go w 1891 r., za­pew­ne już po śmier­ci swe­go ojca (w asz­ke­na­zyj­skich ro­dzi­nach ży­dow­skich na­da­je się imio­na po nie­ży­ją­cych człon­kach naj­bliż­szej ro­dzi­ny; jako je­dy­ny z ro­dzeń­stwa po­zo­stał w miej­scu swe­go uro­dze­nia - Bia­łej Pod­la­skiej, nie prze­żył Za­gła­dy). Z tego związ­ku po­cho­dzi­ły praw­do­po­dob­nie rów­nież Dyna [Dina] i Ma­sza, o któ­rych wia­do­mo tyl­ko tyle, że miesz­ka­ły w War­sza­wie i nie do­ży­ły za­koń­cze­nia woj­ny5. Dru­gim mę­żem Es­te­ry był Men­del6 Eisen­berg - oj­ciec Ryw­ki, Ry­we­na (wy­emi­gro­wał z Pol­ski w la­tach dwu­dzie­stych XX w. i osiadł w Pa­ry­żu) i naj­młod­szej Cha­ny (miesz­ka­ła w War­sza­wie, w cza­sie woj­ny zo­sta­ła za­mor­do­wa­na w jed­nym z obo­zów śmier­ci).

O Pie­kar­skich wła­ści­wie nic nie wia­do­mo. O Eisen­ber­gach tyl­ko tyle, że Men­del był ra­bi­nem, za­pew­ne więc w jego domu prze­strze­ga­no za­sad re­li­gii ży­dow­skiej. Sprzy­ja­ła temu rów­nież ma­ło­mia­stecz­ko­wa at­mos­fe­ra Bia­łej Pod­la­skiej. Ro­dzi­ce Ryw­ki, jak moż­na przy­pusz­czać, mó­wi­li mię­dzy sobą w ji­dysz. W ro­dzi­nie roz­ma­wia­no tak­że po pol­sku, w każ­dym ra­zie Ryw­ka i Cha­na po­słu­gi­wa­ły się tym ję­zy­kiem swo­bod­nie, w mo­wie (choć u Ryw­ki sły­chać było ak­cent, jak wspo­mi­na­ła po la­tach jej cór­ka Awi­wa) i w pi­śmie. O for­mal­nym wy­kształ­ce­niu Ryw­ki trud­no co­kol­wiek po­wie­dzieć, na pod­sta­wie za­cho­wa­nych li­stów moż­na jed­nak wno­sić, że zna­ła co naj­mniej czte­ry ję­zy­ki: ji­dysz, pol­ski, nie­miec­ki7 oraz ro­syj­ski - uro­dzi­ła się w za­bo­rze ro­syj­skim i mię­dzy in­ny­mi po ro­syj­sku ko­mu­ni­ko­wa­ła się póź­niej ze swo­im mę­żem. Trud­no okre­ślić, kie­dy i dla­cze­go Eisen­ber­go­wie prze­pro­wa­dzi­li się do War­sza­wy, nie wia­do­mo też, w ja­kich oko­licz­no­ściach Ryw­ka po­zna­ła Cha­ima Fin­kelsz­tej­na. Po­dob­no po­cząt­ko­wo nie chcia­ła go po­ślu­bić, ule­gła do­pie­ro po dłu­gich na­le­ga­niach... Upór, ja­kim się wte­dy wy­ka­zał Fin­kelsz­tejn, de­ter­mi­na­cja, z jaką zdo­by­wał przy­chyl­ność przy­szłej żony, przede wszyst­kim zaś sku­tecz­ność w osią­ga­niu za­mie­rzo­nych ce­lów cha­rak­te­ry­zo­wa­ły więk­szość po­dej­mo­wa­nych przez nie­go dzia­łań.

Cha­im Fin­kelsz­tejn uro­dził się w 1899 r. w War­sza­wie. Jego mat­ka, Cha­na z domu Po­lak, po­cho­dzi­ła z Ostro­łę­ki. Nie jest ja­sne, w jaki spo­sób ze­tknę­ła się ona z Wol­fem Fin­kelsz­tej­nem, oj­cem Cha­ima i jego pię­cior­ga młod­szych bra­ci i sióstr, uro­dzo­nych ko­lej­no: w 1901 r. - Es­te­ry, mniej wię­cej rok póź­niej - Da­wi­da, w na­stęp­nym roku - Józ­ka, w 1906 r. - Le­ona i ok. 1913 r. - Mani8. Cha­na i Wolf stwo­rzy­li świec­ki dom. Waż­ne miej­sce w ich ży­ciu zaj­mo­wał kon­takt z kul­tu­rą. Jak wspo­mi­nał po la­tach Cha­im Fin­kelsz­tejn, ro­dzi­ce czę­sto cho­dzi­li do te­atru, chęt­nie zresz­tą za­bie­ra­li ze sobą syna, poza tym w domu za­wsze była ak­tu­al­na pra­sa i książ­ki. Wolf, któ­ry uczył w gim­na­zjum - naj­pew­niej ro­syj­skie­go (w wy­pi­sie z aktu uro­dze­nia Cha­ima Fin­kelsz­tej­na od­no­to­wa­no, że Wolf był pry­wat­nym na­uczy­cie­lem9) - za­pew­nił tak­że sy­no­wi do­stęp do bo­ga­te­go księ­go­zbio­ru bi­blio­te­ki na­uczy­ciel­skiej. A że Cha­im był dziec­kiem cho­ro­wi­tym, wie­le cza­su po­świę­cał na lek­tu­rę (na­wyk czy­ta­nia ksią­żek po­zo­stał mu już na za­wsze10). W re­zul­ta­cie jego wie­dza i zna­jo­mość li­te­ra­tu­ry prze­wyż­sza­ły znacz­nie for­mal­ne wy­kształ­ce­nie, któ­re za­koń­czy­ło się na sze­ściu kla­sach gim­na­zjum11. Z domu wy­niósł Cha­im zna­jo­mość ji­dysz, jak rów­nież ro­syj­skie­go i pol­skie­go, we wszyst­kich tych ję­zy­kach swo­bod­nie się po­ro­zu­mie­wał, tak­że w pi­śmie. Nie ma jed­nak wąt­pli­wo­ści, że jego pierw­szym ję­zy­kiem po­zo­stał ji­dysz, w któ­rym do koń­ca ży­cia naj­chęt­niej pi­sał.

Po nie­spo­dzie­wa­nej, przed­wcze­snej śmier­ci ojca Cha­im prze­jął jego obo­wiąz­ki na­uczy­ciel­skie w gim­na­zjum. We­dług prze­ka­zu ro­dzin­ne­go miał wów­czas 15 lat (w jed­nym z li­stów Ryw­ka Fin­kelsz­tejn twier­dzi­ła na­wet, że jej mąż był wte­dy za­le­d­wie dwu­na­sto­lat­kiem - wy­da­je się to jed­nak mało praw­do­po­dob­ne12). Nie jest ja­sne, jak dłu­go pra­co­wał w szko­le. Być może pró­bo­wał też in­nych za­jęć... Pew­ne jest w każ­dym ra­zie, że od tego cza­su on, naj­star­szy z ro­dzeń­stwa, mu­siał za­rob­ko­wać, by wspo­móc ro­dzi­nę. W 1918 r., je­sie­nią, już po od­zy­ska­niu przez Pol­skę nie­pod­le­gło­ści Cha­im Fin­kelsz­tejn za­trud­nił się w sy­jo­ni­stycz­nej ga­ze­cie "Hajnt"13 - jed­nym z dwóch naj­więk­szych wy­da­wa­nych w Pol­sce mię­dzy­wo­jen­nej dzien­ni­ków w ji­dysz, uka­zu­ją­cym się od 1908 r. W póź­niej­szych la­tach roz­wi­nął się on w nie­zwy­kle pręż­nie dzia­ła­ją­ce, bar­dzo jak na owe cza­sy no­wo­cze­sne wy­daw­nic­two pra­so­we, któ­re dru­ko­wa­ło w trzech ję­zy­kach kil­ka­na­ście ty­tu­łów pra­so­wych, uka­zu­ją­cych się z róż­ną czę­sto­tli­wo­ścią, a tak­że roz­ma­ite pu­bli­ka­cje w wy­da­niach kie­szon­ko­wych14.

Swo­ją ka­rie­rę w "Hajn­cie" Fin­kelsz­tejn za­czy­nał od pra­cy re­por­te­ra dzia­łu wy­da­rzeń miej­skich. Póź­niej był re­por­te­rem po­li­tycz­nym, spra­woz­daw­cą par­la­men­tar­nym, wy­daw­cą dzia­łu wy­da­rzeń lo­kal­nych. Przez wie­le lat pra­co­wał jako noc­ny re­dak­tor ga­ze­ty. Wresz­cie, la­tem 1932 r. zo­stał wy­bra­ny na dy­rek­to­ra Spół­dziel­ni "Alt-Naj", utwo­rzo­nej przez sta­ły per­so­nel "Hajn­tu" (dzien­ni­ka­rzy, pra­cow­ni­ków ad­mi­ni­stra­cji i dru­kar­ni), któ­ra po fali straj­ków prze­ję­ła wy­daw­nic­two z rąk pry­wat­nych15. Mimo licz­nych obo­wiąz­ków or­ga­ni­za­cyj­nych do koń­ca ist­nie­nia ga­ze­ty pu­bli­ko­wał na jej ła­mach, był mię­dzy in­ny­mi au­to­rem re­por­ta­żu z an­ty­se­mic­kie­go na­jaz­du na My­śle­ni­ce w 1936 r. i z tym tek­stem ko­ja­rzo­no jego na­zwi­sko jesz­cze wie­le lat póź­niej16. Pra­ca w "Hajn­cie" za­wa­ży­ła na ca­łym jego ży­ciu, przede wszyst­kim dla­te­go, że pod­jął ją jako czło­wiek bar­dzo mło­dy. To tu na­by­wał więc umie­jęt­no­ści, z któ­rych ko­rzy­stał w póź­niej­szych la­tach, poza kwa­li­fi­ka­cja­mi zdo­by­wał tak­że wie­dzę o so­bie sa­mym i swo­ich moż­li­wo­ściach. Nie­za­leż­nie od przy­spie­szo­ne­go wej­ścia w do­ro­słość i wcze­śniej­szych do­świad­czeń, wła­śnie tu­taj for­mo­wa­ły się rów­nież po­glą­dy Fin­kelsz­tej­na, jego świa­to­po­gląd. Co jed­nak waż­niej­sze, ucie­ra­ły się one pod wpły­wem sze­ro­kich kon­tak­tów z przed­sta­wi­cie­la­mi elit ów­cze­sne­go świa­ta kul­tu­ry ży­dow­skiej - ar­ty­stów, pi­sa­rzy, dzien­ni­ka­rzy i po­etów, z czo­ło­wy­mi ak­tyw­ny­mi w tam­tym cza­sie dzia­ła­cza­mi spo­łecz­ny­mi i po­li­tycz­ny­mi, przede wszyst­kim sy­jo­ni­stycz­ny­mi - głów­nie w Pol­sce, ale i poza jej gra­ni­ca­mi. Śro­do­wi­ska, w któ­rym za­nu­rzo­ny był "Hajnt" i któ­re współ­two­rzył tak­że Fin­kelsz­tejn. Świa­ta, z ja­kim po po­nad dwóch de­ka­dach pra­cy zwią­zał się już na za­wsze. Wresz­cie, to wła­śnie by za­ape­lo­wać o wspar­cie fi­nan­so­we dla "Hajn­tu", wy­je­chał 21 sierp­nia 1939 r. na Kon­gres Sy­jo­ni­stycz­ny w Ge­ne­wie. Jego mi­sja za­koń­czy­ła się suk­ce­sem - pod­czas ob­rad kon­gre­su Fin­kelsz­tejn otrzy­mał for­mal­ną obiet­ni­cę po­mo­cy, szcze­gó­ły mia­ły zo­stać omó­wio­ne w War­sza­wie17, tyle że tym­cza­sem wy­bu­chła woj­na. Ostat­ni nu­mer "Hajn­tu" wy­szedł 22 wrze­śnia 1939 r., Fin­kelsz­tejn już nig­dy nie wró­cił do Pol­ski...

Roz­wo­jo­wi za­wo­do­we­mu to­wa­rzy­szy­ły zmia­ny w ży­ciu pry­wat­nym. 22 lu­te­go 1924 r. Cha­im Fin­kelsz­tejn po­ślu­bił Ryw­kę. Nie­co po­nad rok po ślu­bie, 26 maja 1925 r., przy­szła na świat ich pierw­sza cór­ka - Tu­sia (Es­te­ra), któ­ra imię do­sta­ła po bab­ci Eisen­ber­go­wej. Awi­wa uro­dzi­ła się 17 li­sto­pa­da - nie ma pew­no­ści, czy w 1930 (jak po­dej­rze­wa ona sama), czy rok póź­niej - w 1931 r., jak za­pew­niał wie­lo­krot­nie jej oj­ciec. Ro­dzi­nę utrzy­my­wał z pen­sji Fin­kelsz­tejn i choć nie mie­li oszczęd­no­ści, po­wo­dzi­ło im się do­brze. Na­le­że­li do kla­sy śred­niej. W la­tach trzy­dzie­stych XX w. za­miesz­ka­li w spo­rym jak na tam­te cza­sy, trzy­po­ko­jo­wym miesz­ka­niu przy ul. Sien­nej 69, gdzie mie­li te­le­fon. Stać ich było na kup­no go­to­wej kon­fek­cji, co wów­czas sta­no­wi­ło pe­wien luk­sus. Za­trud­nia­li słu­żą­cą, któ­ra po­ma­ga­ła Ryw­ce w pro­wa­dze­niu domu.

Fin­kelsz­tej­nów łą­czy­ła sil­na więź, ugrun­to­wa­na wspól­no­tą prze­ko­nań w kwe­stiach świa­to­po­glą­do­wych. Do spraw re­li­gii nie przy­wią­zy­wa­li wagi - w domu ja­da­ło się nie­ko­szer­nie, w sy­na­go­dze nie by­wa­li, je­dy­nie w Pe­sach co roku gdzieś szli na ko­la­cję se­de­ro­wą18. Obo­je byli sy­jo­ni­sta­mi. Ich sta­no­wi­sko wzmac­niał na­ra­sta­ją­cy w Dru­giej Rze­czy­po­spo­li­tej an­ty­se­mi­tyzm, któ­re­go wpły­wy wy­kra­cza­ły da­le­ko poza sfe­rę po­li­ty­ki - pra­ca w "Hajn­cie" nie po­zwa­la­ła na złu­dze­nia w tej ma­te­rii. Siłę i po­wszech­ność an­ty­ży­dow­skich uprze­dzeń do­ku­men­to­wa­ło rów­nież co­dzien­ne do­świad­cze­nie. Tu­sia i Awi­wa wie­lo­krot­nie pa­da­ły ofia­rą za­cze­pek ze stro­ny pol­skich ró­wie­śni­ków. Miesz­ka­jąc na po­gra­ni­czu pol­skiej i ży­dow­skiej czę­ści mia­sta, Fin­kelsz­tej­no­wie zmu­sze­ni byli asy­sto­wać swo­im cór­kom za każ­dym ra­zem, gdy wy­cho­dzi­ły na uli­cę. W pa­mię­ci Awi­wy na trwa­łe za­pi­sa­ły się wy­pad­ki, gdy ją po­py­cha­no, stra­sząc, szan­ta­żo­wa­no, żeby się oku­pi­ła - cza­sem pie­niędz­mi, nie­rzad­ko czymś in­nym, co z per­spek­ty­wy dziec­ka zda­wa­ło się bez­cen­ne, na przy­kład znacz­ka­mi pocz­to­wy­mi, któ­re zbie­ra­ła. I jesz­cze po­czu­cie ulgi, kie­dy zna­la­zła się w get­cie, że wresz­cie może sama wy­cho­dzić z domu... Być może wła­śnie dla­te­go Fin­kelsz­tej­nom tak bar­dzo za­le­ża­ło, aby ich cór­ki po pol­sku mó­wi­ły bez­błęd­nie, bez na­le­cia­ło­ści. Cho­ciaż więc mię­dzy sobą po­ro­zu­mie­wa­li się w ji­dysz albo po ro­syj­sku, do có­rek zwra­ca­li się wy­łącz­nie po pol­sku.

Mimo obo­wiąz­ków za­wo­do­wych, pod ko­niec lat trzy­dzie­stych po­łą­czo­nych z wy­jaz­da­mi za­gra­nicz­ny­mi19, Cha­im czyn­nie uczest­ni­czył w ży­ciu ro­dzi­ny. Mał­żon­ko­wie dzie­li­li wy­si­łek wy­cho­wy­wa­nia có­rek, któ­re - w zgo­dzie ze swy­mi po­glą­da­mi - po­sła­li do szko­ły Tar­bu­tu20. Cie­pła, spo­koj­na, sku­pio­na na in­nych, zo­rien­to­wa­na spo­łecz­nie Ryw­ka pie­lę­gno­wa­ła związ­ki z ro­dzeń­stwem, tak­że przy­rod­nim, i dal­szy­mi krew­ny­mi, po­trze­bu­ją­cym zaś do­ra­dza­ła i po­ma­ga­ła. Pod­trzy­my­wa­ła rów­nież kon­tak­ty to­wa­rzy­skie z licz­ny­mi bliż­szy­mi i dal­szy­mi zna­jo­my­mi i przy­ja­ciół­mi ro­dzi­ny. Od wrze­śnia 1939 r. Tu­sia mia­ła roz­po­cząć na­ukę w gim­na­zjum, Awi­wa wy­bie­ra­ła się do dru­giej kla­sy szko­ły po­wszech­nej...

"[...] że­byś tyl­ko spo­koj­nie wró­cił do domu, to wszyst­ko bę­dzie już w jak naj­lep­szym po­rząd­ku" - pi­sa­ła Ryw­ka Fin­kelsz­tejn do męża dwa dni po jego wy­jeź­dzie, 23 sierp­nia 1939 r. "Pisz co­dzien­nie, tak że­bym nie mu­sia­ła my­śleć. Bądź zdrów i wra­caj zdrów" - do­da­wa­ła da­lej21. Wy­buch woj­ny za­stał Cha­ima Fin­kelsz­tej­na w Pa­ry­żu, skąd po­wrót oka­zał się nie­moż­li­wy. Prze­glą­da­jąc po­zo­sta­wio­ną przez nie­go ko­re­spon­den­cję z pierw­szych dwóch mie­się­cy woj­ny, jak rów­nież za­pi­sa­ne okru­chy jego wspo­mnień, nie spo­sób oprzeć się wra­że­niu, że był to czas ogrom­nej ak­tyw­no­ści Fin­kelsz­tej­na - nie­ustan­ne­go dzia­ła­nia, wzmo­żo­nych kon­tak­tów22, po­szu­ki­wa­nia wła­ści­wych roz­wią­zań. Wraz z in­ny­mi ży­dow­ski­mi ak­ty­wi­sta­mi z Pol­ski pod­jął w tam­tym okre­sie sta­ra­nia, by utwo­rzyć ko­mi­tet wspie­ra­ją­cy Ży­dów pod oku­pa­cją nie­miec­ką. Ini­cja­ty­wa zy­ska­ła apro­ba­tę am­ba­sa­do­ra pol­skie­go w Pa­ry­żu, któ­ry miał za­re­ko­men­do­wać jej au­to­rów am­ba­sa­do­ro­wi ame­ry­kań­skie­mu, on zaś wy­sta­wił wizy wjaz­do­we do USA czę­ści dzia­ła­czy, wśród nich Cha­imo­wi Fin­kelsz­tej­no­wi, dr. Arie­mu Tar­ta­ko­we­ro­wi, dr. Lej­bo­wi Wul­ma­no­wi i Ja­ku­bo­wi Ap­pensz­la­ko­wi23. Za­pew­ne w ra­mach po­wsta­ją­ce­go ko­mi­te­tu Fin­kelsz­tejn za­an­ga­żo­wał się ra­zem ze swo­im re­dak­cyj­nym ko­le­gą z "Hajn­tu" Sa­mu­elem Szwerd­szar­fem24 w or­ga­ni­zo­wa­nie ak­cji po­mo­cy na rzecz ży­dow­skich uchodź­ców z Pol­ski w Ru­mu­nii i Pa­le­sty­nie25. Nie­prze­rwa­nie też za­bie­gał o wizy wjaz­do­we do Pa­le­sty­ny dla sie­bie i żony z dzieć­mi. Pod ko­niec paź­dzier­ni­ka, po ko­lej­nej ne­ga­tyw­nej od­po­wie­dzi26, zde­cy­do­wał się jed­nak wy­ko­rzy­stać moż­li­wość wy­jaz­du do USA. Li­czył, że stam­tąd ła­twiej mu bę­dzie wy­do­stać ro­dzi­nę z ogar­nię­tej woj­ną Pol­ski. Do No­we­go Jor­ku osta­tecz­nie do­tarł w dru­giej po­ło­wie li­sto­pa­da 1939 r.

Nie­dłu­go po przy­jeź­dzie Fin­kelsz­tej­no­wi uda­ło się od­na­leźć kil­ku bliż­szych i dal­szych przed­wo­jen­nych zna­jo­mych. W pierw­szych mie­sią­cach po­by­tu de­cy­du­ją­ce zna­cze­nie miał dla nie­go kon­takt z No­achem Na­chbu­szem, za­przy­jaź­nio­nym z ro­dzi­ną ak­to­rem ży­dow­skim, po­miesz­ku­ją­cym w No­wym Jor­ku od po­ło­wy lat dwu­dzie­stych27. To on - jak wy­ni­ka z li­stów - był prze­wod­ni­kiem Cha­ima po nie­zna­nym ame­ry­kań­skim ży­ciu. Bez­cen­na dla Fin­kelsz­tej­na była jego re­la­cja z Ka­ro­lem [Ki­wem] Pie­kar­skim28, przy­rod­nim bra­tem żony, któ­ry ota­czał go w mia­rę swo­ich moż­li­wo­ści opie­ką. Mu­zyk He­noch Kon29 przez pe­wien czas fi­nan­so­wał pod­sta­wo­we po­trze­by Fin­kelsz­tej­na, opła­cał tak­że jego wy­sy­ła­ne do War­sza­wy pacz­ki żyw­no­ścio­we. Nie mniej waż­ne były z pew­no­ścią spo­tka­nia z pi­sa­rzem Aro­nem Cej­tli­nem, któ­re­go żona i dzie­ci zo­sta­ły w War­sza­wie. Wia­do­mo zresz­tą, że co naj­mniej ja­kiś czas Tau­ba Cej­tli­no­wa30 miesz­ka­ła u Ryw­ki Fin­kelsz­tejn. Fin­kelsz­tejn zdo­łał rów­nież szyb­ko wejść w krę­gi nie­licz­nych ży­dow­skich dzien­ni­ka­rzy i li­te­ra­tów, któ­rym uda­ło się opu­ścić Pol­skę31. W 1941 r. peł­nił na­wet funk­cję se­kre­ta­rza Zrze­sze­nia Ży­dow­skich Dzien­ni­ka­rzy i Li­te­ra­tów z Pol­ski32.

Osta­tecz­nie jed­nak zde­rze­nie z Ame­ry­ką oka­za­ło się dla Fin­kelsz­tej­na bo­le­sne: "[...] tu­taj wszyst­ko dla mnie jest obce, nie­przy­chyl­ne, obo­jęt­ne" - pi­sał po­nad rok po przy­jeź­dzie33. Dłu­go nie mógł zna­leźć sta­łej pra­cy, skar­żył się na bez­czyn­ność. Jego uwa­ga kon­cen­tro­wa­ła się wo­kół spraw ro­dzi­ny. Bez­u­stan­nie szu­kał moż­li­wo­ści udzie­le­nia im po­mo­cy - wy­sy­łał pacz­ki, od­wo­łu­jąc się do swo­ich przed­wo­jen­nych ko­nek­sji, pi­sał do wpły­wo­wych dzia­ła­czy z proś­bą o opie­kę. Tę­sk­nił i mę­czy­ło go nie­wy­obra­żal­ne po­czu­cie winy. Jak się z od­da­le­nia oka­za­ło, obec­ność, bli­skość, kon­takt z Ryw­ką i dzieć­mi były dla Fin­kelsz­tej­na mo­to­rem, siłą spraw­czą, na­pę­dem do co­dzien­ne­go dzia­ła­nia. Pi­sał w grud­niu 1940 r. do żony: "O mnie sa­mym mam ci bar­dzo mało do za­ko­mu­ni­ko­wa­nia. Je­stem zdrów, to jest pew­ne, ale niech nikt mi nie za­zdro­ści, że je­stem tu­taj. Czyż moż­na na przy­kład mieć przy­jem­ność z[e] sta­łe­go od­ży­wia­nia się je­dze­niem nie­so­lo­nym, ja­ło­wym, czyż moż­na być za­do­wo­lo­nym, szczę­śli­wym z od­ży­wia­nia się tra­wą? Otóż ży­cie moje jest wła­śnie po­dob­ne do ta­kie­go nie­so­lo­ne­go ja­dła. Pcham bie­dę i ocze­ku­ję dnia, kie­dy będę mógł się z tobą po­łą­czyć po­now­nie. Nie jest to ży­cie nor­mal­ne, tyl­ko we­ge­ta­cja z dnia na dzień"34.

Za­raz po ulo­ko­wa­niu się w No­wym Jor­ku Fin­kelsz­tejn po­wró­cił do sta­rań o wy­jazd do Pa­le­sty­ny dla sie­bie i ro­dzi­ny. Roz­wa­żał rów­nież moż­li­wość emi­gra­cji ro­dzi­ny do jed­ne­go z kra­jów Ame­ry­ki Po­łu­dnio­wej. Jed­no­cze­śnie za­czął się ro­ze­zna­wać co do moż­li­wo­ści spro­wa­dze­nia do sie­bie żony i dzie­ci. Osta­tecz­nie zdo­łał włą­czyć ich na­zwi­ska na li­stę osób znaj­du­ją­cych się na te­ry­to­riach oku­po­wa­nych przez Niem­cy. O wizy dla tych osób Świa­to­wy Kon­gres Ży­dow­ski zwró­cił się bez­po­śred­nio do De­par­ta­men­tu Sta­nu USA w Wa­szyng­to­nie35. W kwiet­niu 1941 r. Fin­kelsz­tejn uzy­skał in­for­ma­cję, że o od­biór wizy Ryw­ka Fin­kelsz­tejn i jej cór­ki po­win­ny się ubie­gać w kon­su­la­cie ame­ry­kań­skim w Ber­li­nie, co było rów­no­znacz­ne z przy­zna­niem im pra­wa wjaz­du do Ame­ry­ki. Nie­ste­ty, wia­do­mość przy­szła za póź­no...

O lo­sach Ryw­ki Fin­kelsz­tejn i jej có­rek w War­sza­wie nie­wie­le wia­do­mo. Wy­buch woj­ny za­stał je w Otwoc­ku, gdzie prze­by­wa­ły za­pew­ne u Józ­ka Fin­kelsz­tej­na i jego żony Zosi36. Tam też spę­dzi­ły pierw­szy mie­siąc woj­ny. Do War­sza­wy, do swo­je­go przed­wo­jen­ne­go domu przy ul. Sien­nej 69 m. 57 wró­ci­ły do­pie­ro po ka­pi­tu­la­cji mia­sta37. Ra­zem z nimi mniej wię­cej do wio­sny 1941 r. miesz­ka­ła sio­stra Ryw­ki Cha­na Zło­to z mę­żem Abra­mem i có­recz­ką Ne­cha­mą38. Wia­do­mo, że przez pierw­sze mie­sią­ce woj­ny za­rob­ki Abra­ma sta­no­wi­ły głów­ne źró­dło utrzy­ma­nia tak­że dla ro­dzi­ny Cha­ima Fin­kelsz­tej­na. Oprócz Zło­tów na Sien­nej re­zy­do­wa­ły jesz­cze trzy ro­dzi­ny. Z jed­ną z nich, być może z Tau­bą Cej­tli­no­wą i jej dzieć­mi, Ryw­ka z cór­ka­mi dzie­li­ły po­kój. W paź­dzier­ni­ku 1941 r., po wy­łą­cze­niu z get­ta ul. Sien­nej Ryw­ka Fin­kelsz­tejn na krót­ko prze­nio­sła się z cór­ka­mi do Zło­tów, do mat­ki Abra­ma przy ul. No­wo­lip­ki 34 m. 4; nie wia­do­mo jed­nak, do­kąd się stam­tąd prze­pro­wa­dzi­ła.

Nie ma ja­sno­ści, z cze­go utrzy­my­wa­ły się Ryw­ka i jej cór­ki. Z pew­no­ścią Fin­kelsz­tej­no­wa wy­prze­da­wa­ła to, co mia­ła, ale nie mo­gło tego wy­star­czyć na dłu­go. Han­dlo­wa­ła bie­li­zną - czy swo­ją? Mia­ła też sprze­da­wać na czar­nym ryn­ku sa­cha­ry­nę - jak się w nią za­opa­try­wa­ła? Przez ja­kiś czas (jak dłu­go?) w domu sta­ła ma­szy­na do ro­bie­nia spi­na­czy do pa­pie­ru - skąd się wzię­ła? Wia­do­mo, że Tu­sia, któ­ra w cza­sie woj­ny kon­ty­nu­owa­ła na­ukę na płat­nych taj­nych kom­ple­tach, do­ra­bia­ła, udzie­la­jąc lek­cji, ro­bi­ła rów­nież na dru­tach39. Bli­scy Fin­kelsz­tej­na przez krót­ki czas ko­rzy­sta­li z po­mo­cy ofe­ro­wa­nej ro­dzi­nom dzien­ni­ka­rzy przez Jo­int40, dziew­czyn­ki ja­da­ły w sto­łów­ce Jo­in­tu. Ogrom­ną po­mo­cą były też dla ro­dzi­ny pacz­ki prze­sy­ła­ne przez Cha­ima Fin­kelsz­tej­na - z li­stów wy­ni­ka, że w trak­cie trwa­nia ko­re­spon­den­cji wy­eks­pe­dio­wał on, ko­rzy­sta­jąc naj­czę­ściej z po­śred­nic­twa wy­spe­cja­li­zo­wa­nych firm, oko­ło 20 więk­szych prze­sy­łek i co naj­mniej dru­gie tyle mniej­szych, jed­no­fun­to­wych41. Nie­za­leż­nie jed­nak od wszyst­kie­go - jak wspo­mi­na­ła po la­tach Awi­wa - ona sama cią­gle czu­ła się głod­na.

Dla dzie­jów Ryw­ki i jej dzie­ci w tam­tym cza­sie klu­czo­we zna­cze­nie mia­ła przed­wo­jen­na przy­jaźń Fin­kelsz­tej­nów z ro­dzi­ną Es­te­ry i Cha­ima Al­te­ra Roch­ma­nów42. Wy­jeż­dża­jąc na Kon­gres Sy­jo­ni­stycz­ny, Cha­im zo­bo­wią­zał ich do za­opie­ko­wa­nia się w ra­zie nie­prze­wi­dzia­nych oko­licz­no­ści żoną i cór­ka­mi. Roch­ma­no­wie wy­wią­zy­wa­li się z tego zo­bo­wią­za­nia każ­de­go nie­mal dnia, naj­le­piej jak po­tra­fi­li. Cha­im Al­ter, przed woj­ną wła­ści­ciel du­żej fa­bry­ki pro­du­ku­ją­cej wy­ro­by ze skó­ry dla woj­ska (m.in. sio­dła)43, po roz­po­czę­ciu oku­pa­cji od­stą­pił swo­je udzia­ły pol­skie­mu wspól­ni­ko­wi. Ten zaś do kwiet­nia 1943 r. prze­ka­zy­wał Roch­ma­no­wi na­leż­ną mu część za­rob­ków. Już po spa­le­niu get­ta, do koń­ca woj­ny z tych pie­nię­dzy miał po­kry­wać kosz­ty swe­go utrzy­ma­nia po aryj­skiej stro­nie syn Cha­ima Al­te­ra Ma­niek. Ja­kaś ich część była rów­nież prze­ka­zy­wa­na na rzecz ukry­wa­ją­cej się za mu­ra­mi Awi­wy.

Co naj­mniej raz w ty­go­dniu Ryw­ka Fin­kelsz­tejn z dzieć­mi ja­da­ły do syta u Roch­ma­nów, re­gu­lar­nie go­ści­ły u nich tak­że w cza­sie świąt. Kil­ka­krot­nie w trud­nych mo­men­tach Roch­ma­no­wie wspo­mo­gli je sto­sow­ną gar­de­ro­bą. W 1942 r. la­tem, w cza­sie de­por­ta­cji z get­ta war­szaw­skie­go Roch­man wy­sta­rał się, by jego naj­bliż­si, wśród nich tak­że Tu­sia i Ryw­ka Fin­kelsz­tejn, zna­leź­li za­trud­nie­nie w szo­pie Töb­ben­sa. Tam też ukry­to Awi­wę. Jesz­cze w cza­sie tzw. wiel­kiej ak­cji ro­dzi­na Roch­ma­na, ko­rzy­sta­jąc z kon­tak­tów z za­przy­jaź­nio­nym Niem­cem - in­ży­nie­rem Han­sem Pau­lem Rich­te­rem, mia­ła stwo­rzyć wła­sną pla­ców­kę przy ul. Gę­siej 89/91, gi­ser­nię (za­kład od­lew­ni­czy)44. I tu zna­la­zło się miej­sce dla Ryw­ki i jej có­rek. Ja­kiś czas póź­niej pla­ców­ko­wi­cze z szo­pu Roch­ma­na do­łą­czy­li do gru­py zaj­mu­ją­cej się "oczysz­cza­niem" z me­bli miesz­kań opusz­czo­nych przez za­mor­do­wa­nych w cza­sie ak­cji Ży­dów. I tym ra­zem Roch­ma­no­wie wsta­wi­li się za Fin­kelsz­tej­no­wą i jej cór­ka­mi u swo­ich krew­nych (za­pew­ne ko­goś z ro­dzi­ny Es­te­ry Roch­ma­no­wej), któ­rzy zor­ga­ni­zo­wa­li całe przed­się­wzię­cie. Co jed­nak naj­waż­niej­sze, to Roch­ma­no­wie na­kło­ni­li Ryw­kę Fin­kelsz­tejn, by zgo­dzi­ła się wy­pro­wa­dzić jed­ną z có­rek z get­ta. Po­mo­gli w sfi­na­li­zo­wa­niu tej ope­ra­cji. Mimo opo­rów i lęku przed roz­sta­niem do przy­go­to­wań włą­czy­ła się tak­że Ryw­ka. Za­pew­ne to ona skon­tak­to­wa­ła się z Adol­fem Ber­ma­nem, se­kre­ta­rzem Rady Po­mo­cy Ży­dom. W każ­dym ra­zie po aryj­skiej stro­nie Awi­wa otrzy­ma­ła me­try­kę wy­sta­wio­ną na Ja­dwi­gę (mia­ło brzmieć po­dob­nie do Awi­wa) Ja­wor­ską (bo to po­pu­lar­ne na­zwi­sko). Kil­ka, może kil­ka­na­ście dni przez wy­bu­chem po­wsta­nia kwiet­nio­we­go Awi­wa opu­ści­ła get­to. W płasz­czy­ku mat­ka za­szy­ła jej ame­ry­kań­ski ad­res ojca. Ona sama po kry­jo­mu prze­my­ci­ła czte­ry fo­to­gra­fie: ojca, mat­ki, sio­stry i ciot­ki Cha­ny Zło­to z jej zmar­łą przed woj­ną có­recz­ką45. Pło­ną­cą dziel­ni­cę ży­dow­ską ob­ser­wo­wa­ła już z da­chów po­bli­skich do­mów, ra­zem ze swo­imi ró­wie­śni­ka­mi. Jak wie­lu ukry­wa­ją­cych się wów­czas Ży­dów, zmu­szo­na była słu­chać peł­nych sa­tys­fak­cji, cza­sem po pro­stu po­zba­wio­nych współ­czu­cia ko­men­ta­rzy: "no, Ży­dzi się palą". Z mat­ką i sio­strą już nig­dy się nie spo­tka­ła... Nie wia­do­mo, jak zgi­nę­ły Ryw­ka i Tu­sia Fin­kelsz­tejn.

Po opusz­cze­niu get­ta Awi­wa tra­fi­ła do mał­żeń­stwa Ry­cho­wiec­kich, któ­rzy trak­to­wa­li ją jak dru­gą, obok ro­dzo­nej Wan­dy, cór­kę. On był ko­le­ja­rzem. Krót­ko po przy­by­ciu Awi­wy Ry­cho­wiec­ki zmarł. Mimo ubó­stwa Ma­ria Ry­cho­wiec­ka do koń­ca woj­ny su­mien­nie wy­peł­nia­ła za­le­ce­nie Ryw­ki Fin­kelsz­tejn, któ­ra od­da­jąc dziec­ko pod opie­kę nie­zna­nych lu­dzi, pro­si­ła, by raz dzien­nie da­wa­no jej szklan­kę mle­ka. Nie prze­sta­ła się też zaj­mo­wać Awi­wą, kie­dy tuż przed po­wsta­niem war­szaw­skim urwał się jej kon­takt z przed­sta­wi­cie­lem "Że­go­ty". Je­sie­nią 1944 r. Ry­cho­wiec­kie i Awi­wę wy­wie­zio­no w oko­li­ce Ło­wi­cza, tra­fi­ły wpraw­dzie do róż­nych go­spo­darstw, ale nie stra­ci­ły ze sobą łącz­no­ści. Gdy woj­na się skoń­czy­ła, Ry­cho­wiec­kie prze­nio­sły się do ro­dzi­ny, wia­do­mo było, że Awi­wa nie może tam do nich do­łą­czyć. Co ty­dzień więc, prze­mie­rza­jąc dy­stans kil­ku­na­stu ki­lo­me­trów, od­wie­dza­ła Wan­dę i jej mat­kę. Przez dłuż­szy czas za­mie­rza­ła po­zo­stać przy swo­im oku­pa­cyj­nym na­zwi­sku, u wo­jen­nych opie­ku­nek szu­ka­ła ro­dzin­ne­go cie­pła. W koń­cu Wan­dzie uda­ło się ją na­kło­nić, by zgło­si­ła się do świe­żo utwo­rzo­ne­go w Ło­wi­czu Ko­mi­te­tu Ży­dow­skie­go. Po­śród na­zwisk lu­dzi zna­nych w spo­łecz­no­ści ży­dow­skiej Awi­wa wy­mie­ni­ła tak­że Adol­fa Ber­ma­na, któ­ry zo­stał nie­zwłocz­nie po­wia­do­mio­ny o tym, że ona żyje. Za­raz po­tem prze­ka­zał tę in­for­ma­cję Cha­imo­wi Fin­kelsz­tej­no­wi. 28 sierp­nia 1945 r. Fin­kelsz­tejn za­de­pe­szo­wał do cór­ki: "[je­stem] szczę­śli­wy, mo­gąc się do­wie­dzieć, że oca­la­łaś. Ko­cha­nie, nie martw się, nie­dłu­go się po­łą­czy­my i znaj­dzie­my mamę i Tu­się"46. Do roz­mów o Tusi i mat­ce Fin­kelsz­tejn nig­dy po­tem już nie wra­cał.

Przed wy­jaz­dem z Pol­ski Awi­wa na krót­ko tra­fi­ła do ży­dow­skie­go domu dziec­ka w Otwoc­ku. Tam też w ocze­ki­wa­niu na for­mal­no­ści umoż­li­wia­ją­ce po­łą­cze­nie z oj­cem wraz z in­ny­mi dzieć­mi przy­go­to­wy­wa­ła się - z po­wo­dze­niem - do eg­za­mi­nów kwa­li­fi­ku­ją­cych do roz­po­czę­cia na­uki w gim­na­zjum. 8 wrze­śnia 1945 r. Awi­wa Fin­kelsz­tejn, wy­po­sa­żo­na w li­sty po­le­ca­ją­ce od mi­ni­stra spraw za­gra­nicz­nych oraz Ja­ku­ba Ber­ma­na, pod­se­kre­ta­rza sta­nu w Pre­zy­dium Rady Mi­ni­strów, do­tar­ła do po­sel­stwa pol­skie­go w Sztok­hol­mie. Za­miesz­ka­ła z am­ba­sa­do­rem Pol­ski Ada­mem Ostrow­skim i jego żoną47, przez cały po­byt w Szwe­cji o jej po­trze­by dba­li tak­że Gu­sta­wa By­chaw­ska i jej mąż Jó­zef - dzia­łacz Związ­ku Ży­dów Pol­skich w Szwe­cji.

"Wy­so­ka, smu­kła, har­mo­nij­nie roz­wi­nię­ta dziew­czyn­ka, o mi­łej słod­kiej buzi z ży­wy­mi ocza­mi. Ogrom­nie daje się lu­bić. Mą­dre to dziec­ko. Nie jest wca­le nie­śmia­ła, a przy tym bar­dzo de­li­kat­na. Ze­wnętrz­nie zu­peł­nie nie ma śla­du prze­ży­tych okrop­no­ści. Ma w so­bie pew­ną re­zer­wę, wi­docz­nie wy­ro­bio­ną przez anor­mal­ne wa­run­ki. Ale te­raz jest już zu­peł­nie swo­bod­na i we­so­ła z nami" - pi­sał do Cha­ima Fin­kelsz­tej­na o jego cór­ce za­raz po przy­jeź­dzie Jó­zef By­chaw­ski48. "Nie chcę oży­wiać w niej bo­le­snych wspo­mnień, tym bar­dziej że jak wi­dzę, nie lubi ona po­wra­cać my­ślą do prze­szło­ści, prze­ciw­nie, ma w so­bie pęd na­przód. Rwie się do roz­ry­wek, chcia­ła­by wszę­dzie być i wszyst­ko wi­dzieć [...]" - cha­rak­te­ry­zo­wa­ła Awi­wę w in­nym li­ście do Fin­kelsz­tej­na Gu­sta­wa By­chaw­ska49. Nie­co da­lej do­da­wa­ła: "Jest bar­dzo czuj­na i w swej ma­łej głów­ce kom­bi­nu­je, nie­raz trud­no zgad­nąć co. Naj­trud­niej jest wie­dzieć, co się dzie­je w jej ser­dusz­ku [...]"50.

16 li­sto­pa­da 1945 r. Awi­wa Fin­kelsz­tejn wy­ru­szy­ła na spo­tka­nie ojca. Wy­je­cha­ła po­cią­giem ze Sztok­hol­mu do por­tu w Oslo, skąd wy­pły­nę­ła do No­we­go Jor­ku. Po mniej wię­cej dwóch ty­go­dniach do­tar­ła na miej­sce. W por­cie po­wi­tał ją oj­ciec... Po raz ko­lej­ny Awi­wa zo­sta­ła prze­nie­sio­na w zu­peł­nie obce śro­do­wi­sko. W USA jed­nak zde­cy­do­wa­ła się za­miesz­kać na sta­łe. W maju 1950 r. uzy­ska­ła oby­wa­tel­stwo ame­ry­kań­skie. W po­ło­wie lat pięć­dzie­sią­tych ukoń­czy­ła Uni­wer­sy­tet Co­lum­bia i pod­ję­ła pra­cę. W 1967 r. wy­szła za mąż, na po­cząt­ku lat sie­dem­dzie­sią­tych uro­dzi­ła je­dy­ne­go syna, Ri­szo­na. Do dziś zaj­mu­je się psy­cho­te­ra­pią. Ma dwo­je wnu­ków. Jak mówi o so­bie - wciąż czu­je się sy­jo­nist­ką, ale jest też bar­dzo przy­wią­za­na do Ame­ry­ki, któ­ra dała jej ży­cie, ja­kie­go nig­dy nie mia­ła­by gdzie in­dziej...

Kon­takt z Ry­cho­wiec­ki­mi Awi­wa utrzy­my­wa­ła do koń­ca ich ży­cia: Wan­da zmar­ła w 1947 r., jej mat­ka Ma­ria - oko­ło 1968 r. W za­ży­łej przy­jaź­ni po­zo­sta­wa­ła rów­nież z je­dy­nym oca­la­łym sy­nem Roch­ma­nów - Mań­kiem - i jego żoną Lili51, któ­rzy pod ko­niec lat czter­dzie­stych tą samą co ona dro­gą - przez Szwe­cję - z po­mo­cą Cha­ima Fin­kelsz­tej­na do­tar­li do USA i tu osie­dli na za­wsze. Wciąż jest w sta­łym kon­tak­cie z Lu­cy­ną Tych z domu Ber­man.

Cha­im Fin­kelsz­tejn po­zo­stał zwią­za­ny z in­sty­tu­cja­mi ży­dow­ski­mi. Jesz­cze w cza­sie woj­ny pod­jął pra­cę w Świa­to­wym Kon­gre­sie Ży­dów, póź­niej kie­ro­wał Lo­ca­tion Cen­ter, któ­re zaj­mo­wa­ło się "wy­szu­ki­wa­niem krew­nych i ukła­da­niem list oca­lo­nych Ży­dów" - jak tłu­ma­czył cór­ce52. Jego ostat­nim miej­scem za­trud­nie­nia był In­sti­tu­te for Je­wish Re­se­arch (In­sty­tut Ba­dań Ży­dow­skich w No­wym Jor­ku), gdzie pra­co­wał jako ad­mi­ni­stra­tor i ba­dacz Ho­lo­kau­stu. Po po­nad dwu­dzie­stu la­tach od roz­sta­nia z Ryw­ką Fin­kelsz­tejn zde­cy­do­wał się na po­wtór­ny zwią­zek. Jego żoną i to­wa­rzysz­ką ży­cia przez na­stęp­ne czte­ry de­ka­dy była Ja­dwi­ga, wdo­wa po Sa­lo­mo­nie Tem­chi­nie. W 1978 r. Fin­kelsz­tejn opu­bli­ko­wał mo­no­gra­fię na te­mat "Hajn­tu", książ­kę nie­za­stą­pio­ną dla wszyst­kich ba­da­czy nie tyl­ko pra­sy ży­dow­skiej, ale w ogó­le ży­dow­skie­go ży­cia w Pol­sce mię­dzy­wo­jen­nej53. Już po śmier­ci męża Ja­dwi­ga czu­wa­ła nad tłu­ma­cze­niem książ­ki na an­giel­ski, w pro­jek­cie wzię­li udział ochot­ni­cy, a mo­no­gra­fia w obu wer­sjach ję­zy­ko­wych do­stęp­na jest w in­ter­ne­cie54. Cha­im Fin­kelsz­tejn zmarł w 2001 r. w wie­ku 102 lat, Ja­dwi­ga Fin­kelsz­tejn prze­ży­ła go o sześć lat.

*

Nie spo­sób uciec od py­ta­nia, jaką część praw­dy o wa­run­kach ży­cia ro­dzi­ny w oku­po­wa­nej War­sza­wie znał Cha­im Fin­kelsz­tejn. Li­sty przy­no­si­ły ni­kłą tyl­ko wie­dzę o ów­cze­snych re­aliach. Do sto­no­wa­nych wy­po­wie­dzi Ryw­ki, po­zba­wio­nych opi­sów co­dzien­ne­go tru­du, pro­ble­mów, z któ­ry­mi nie­chyb­nie się bo­ry­ka­ła, mi­mo­cho­dem tyl­ko prze­ni­ka­ły okru­chy in­for­ma­cji o oku­pa­cyj­nej rze­czy­wi­sto­ści i fak­tycz­nym po­ło­że­niu Tusi, Awi­wy i ich mat­ki. Głę­bo­ko wstrzą­snę­ła Fin­kelsz­tej­nem nie­spo­dzie­wa­na wia­do­mość o pra­wie jed­no­cze­snej śmier­ci Gol­dre­ichów: Roj­zy - przy­rod­niej sio­stry Ryw­ki - i jej męża Jo­se­fa Arie­go, jaka do No­we­go Jor­ku do­tar­ła na po­cząt­ku mar­ca 1941 r. Nie po­zo­sta­wia­ły jed­nak złu­dzeń i po­wta­rza­ją­ce się wcze­śniej proś­by o pacz­ki ("nie mogę po­wie­dzieć, że­byś nie przy­sy­łał pa­czek"55, "Je­śli ci nie­trud­no, pro­szę cie­bie, że­byś prze­sy­łał pacz­ki, ile tyl­ko mo­żesz"56, "je­śli mo­żesz, przy­sy­łaj cią­gle pacz­ki"57, "Mój je­dy­ny, je­śli mo­żesz przy­słać oli­wę, ser, kon­ser­wy i her­ba­tę, to bar­dzo cię o to pro­szę. To jest wszyst­ko, w czym mo­żesz nam po­móc"58), na­bie­ra­ją­ce z upły­wem cza­su dra­ma­ty­zmu ape­le o po­moc dla in­nych, za­przy­jaź­nio­nych ro­dzin ("Bądź u sióstr Waj­san­do­wej, żeby przy­sy­ła­ły pacz­ki, bo oni umie­ra­ją z gło­du do­słow­nie"59) czy ma­ją­ce w za­mie­rze­niu uspo­ka­jać wzmian­ki wska­zu­ją­ce na bez­miar moż­li­we­go cier­pie­nia ("Mój dro­gi, bądź spo­koj­ny, nic nam nie bra­ku­je, my­śmy jesz­cze nie gło­do­wa­ły, daj Boże da­lej nie go­rzej"60, "z gło­du nie umrze­my"61). Ko­re­spon­den­cja z ro­dzi­ną nie była zresz­tą je­dy­nym źró­dłem wie­dzy Fin­kelsz­tej­na o sy­tu­acji Ży­dów w oku­po­wa­nej Pol­sce. Do­cie­ra­ły do nie­go prze­ka­zy, ja­kie jego ko­le­dzy otrzy­my­wa­li od swo­ich bli­skich, gło­sy tych, któ­rzy zdo­ła­li umknąć z Pol­ski już po roz­po­czę­ciu woj­ny, wśród nich Moj­że­sza Mar­ka62, ko­lej­nych przy­by­wa­ją­cych do USA uchodź­ców ży­dow­skich z Eu­ro­py czy po pro­stu osób le­piej po­in­for­mo­wa­nych, ta­kich jak So­niek Ku­kieł­ka. Ten ostat­ni do­no­sił w lu­tym 1940 r.: "Wia­do­mo­ści, ja­kie ja od nich [Roch­ma­nów - E.K.-F.] otrzy­mu­ję, są po pro­stu strasz­ne. Mróz do­cho­dzi do [-]40 C. Wiel­kie opa­dy śnież­ne unie­moż­li­wia­ją do­wóz wę­gla i środ­ków żyw­no­ści. I na do­bi­tek ostat­nio wy­szło roz­po­rzą­dze­nie o przy­mu­so­wej pra­cy dla Ży­dów od lat 16-50. [...] Otrzy­ma­łem list od Es­te­ry, w któ­rym mi pi­sze, że musi prze­rwać pi­sa­nie li­stu do ju­tra, bo pal­ce jej skost­nia­ły i nie może utrzy­mać pió­ra w ręku. [...] U nas na Sien­nej 72, gdzie my­śmy miesz­ka­li, zo­sta­ło tyl­ko dol­ne 3 pię­tra. Dom ten, o ile so­bie Pan przy­po­mi­na, miał 6 pię­ter wy­so­ko­ści. [...] Wy­obra­ża so­bie Pan na pew­no, w ja­kich no­rach oni dziś miesz­ka­ją, ni­czem sowy w le­sie. Mie­siąc temu do­nie­śli mi z wiel­ką ra­do­ścią, że w miesz­ka­niu już mają wszyst­kie szy­by. Ro­zu­mie Pan, że wsta­wie­nie szyb jest ta­kim zda­rze­niem, któ­re war­to [o]pi­sać w li­ście [...]"63.

"Mój dro­gi, sta­le mnie się py­tasz, skąd bie­rze­my na ży­cie, mój ko­cha­ny, dla cie­bie musi wy­star­czyć, że ży­je­my, jak ży­je­my, musi być obo­jęt­ne" - pi­sa­ła Ryw­ka Fin­kelsz­tejn64. Trud­no dziś au­to­ry­ta­tyw­nie stwier­dzić, z cze­go wy­ni­ka­ła jej i Tusi po­wścią­gli­wość w in­for­mo­wa­niu Cha­ima o rze­czy­wi­stym po­ło­że­niu ro­dzi­ny. Z pew­no­ścią li­czy­ły się one z moż­li­wo­ścią in­ge­ren­cji cen­zu­ry nie­miec­kiej65 ("Szcze­gó­ło­wo o nas nie mogę ci pi­sać" - de­kla­ro­wa­ła Ryw­ka we wrze­śniu 1940 r.66), być może oba­wia­ły się na­wet za­trzy­ma­nia li­stów, ale nie była to przy­czy­na naj­waż­niej­sza. Przede wszyst­kim kie­ro­wa­ła nimi bo­wiem tro­ska o Fin­kelsz­tej­na. Dla­te­go nie pi­sa­ły na te­ma­ty trud­ne - o ile ich do­ty­czy­ły, to był za­sad­ni­czy po­wód, dla któ­re­go o cięż­kiej za­pew­ne w prze­bie­gu cho­ro­bie Ryw­ki la­tem 1941 r.67 po­in­for­mo­wa­ły Cha­ima do­pie­ro post fac­tum. Mia­ły ja­sność, że po­dej­mu­je on wszel­kie dzia­ła­nia, by im po­móc. Z ko­lej­ny­mi upły­wa­ją­cy­mi ty­go­dnia­mi roz­łą­ki ro­zu­mia­ły co­raz le­piej, że moż­li­wo­ści, ja­ki­mi dys­po­nu­je - mimo nad­ludz­kich wy­sił­ków - po­zo­sta­ją mi­zer­ne (lek­tu­ra li­stów wy­raź­nie po­ka­zu­je, jak na­ra­sta­ła w Ryw­ce świa­do­mość nie­mo­cy, bez­rad­no­ści jej męża; a wraz z nią zmie­nia­ła się i ona sama - z szu­ka­ją­cej opar­cia w mężu w tę, któ­ra daje siłę). Do­sko­na­le ro­zu­mia­ły jego cier­pie­nie ("Nie mogę so­bie da­ro­wać tego, że mo­jej żo­nie i moim dzie­ciom jest źle, a ja żyję w do­brych wa­run­kach. Wy­glą­da tak, jak ja bym uciekł od nie­bez­pie­czeń­stwa i bie­dy i zo­sta­wił was na ła­skę losu"68 - pi­sał Fin­kelsz­tejn i to zda­nie jak man­tra po­wra­ca­ło w jego li­stach) i po pro­stu chcia­ły mu oszczę­dzić nie­po­trzeb­ne­go bólu.

*

Mimo licz­nych, zmie­nia­ją­cych się w cza­sie ogra­ni­czeń, do­ty­ka­ją­cych zwłasz­cza lud­ność ży­dow­ską69, pocz­ta w oku­po­wa­nej Pol­sce funk­cjo­no­wa­ła nie­prze­rwa­nie, w get­tach - do cza­su roz­po­czę­cia ak­cji li­kwi­da­cyj­nych. Nie­miec­kie pra­wo­daw­stwo umoż­li­wia­ło za­cho­wa­nie łącz­no­ści z ad­re­sa­ta­mi w kra­ju i za gra­ni­cą, ale tyl­ko z miesz­kań­ca­mi państw nie­bę­dą­cych w sta­nie woj­ny z Niem­ca­mi. W ko­re­spon­den­cji obo­wią­zy­wa­ły ję­zyk nie­miec­ki lub pol­ski; do­pusz­czal­ne było tak­że po­słu­gi­wa­nie się in­ny­mi ję­zy­ka­mi eu­ro­pej­ski­mi, na przy­kład wło­skim, ru­muń­skim czy fran­cu­skim - jak po­da­ją za "Ga­ze­tą Ży­dow­ską" Bar­ba­ra En­gel­king i Ja­cek Le­ociak70.

Wy­mia­na ko­re­spon­den­cji po­mię­dzy Cha­imem Fin­kelsz­tej­nem a Ryw­ką i ich cór­ka­mi trwa­ła dwa lata. Czas Za­gła­dy prze­trwa­ło oko­ło 140 li­stów i kar­tek; po­ło­wę z nich sta­no­wią wia­do­mo­ści wy­sła­ne z War­sza­wy, dru­gie tyle - od­pi­sy li­stów Cha­ima Fin­kelsz­tej­na. Nie jest to zbiór kom­plet­ny. Bra­ku­je w nim od­pi­sów li­stów z No­we­go Jor­ku z pierw­szych ośmiu mie­się­cy wy­mia­ny wia­do­mo­ści - co naj­mniej kil­ku­na­stu, je­śli przy­jąć, że Fin­kelsz­tejn - jak de­kla­ro­wał - od po­ło­wy kwiet­nia pi­sał je­den list ty­go­dnio­wo ("Od tego cza­su prze­sy­ła­łem ci re­gu­lar­nie co ty­dzień list prze­waż­nie w dwóch eg­zem­pla­rzach i je­stem pe­wien, że już je otrzy­ma­łaś"71), co w sierp­niu po­twier­dzi­ła jego żona ("co ty­dzień otrzy­mu­ję list od cie­bie"72). Wia­do­mo, że w ko­lek­cji nie zna­la­zły się od­pi­sy li­stów Fin­kelsz­tej­na z 17 mar­ca73, 14 i 20 kwiet­nia74; z 18 maja75, z 6 i 23 [mie­siąc nie zo­stał po­da­ny]76 i 4 sierp­nia77, nie ma w niej rów­nież od­pi­sów czte­rech póź­niej­szych li­stów - z 20 paź­dzier­ni­ka78, 579 i 8 li­sto­pa­da 1940 r.80 oraz z 19 maja 1941 r.81 - ani ko­pii wia­do­mo­ści do Roch­ma­nów do­łą­czo­nej do li­stu z 21 wrze­śnia 1940 r.82, jak i do Józ­ka Fin­kelsz­tej­na do­da­nej do li­stu z 14 grud­nia 1940 r.83

Nie spo­sób dziś jed­no­znacz­nie orzec, dla­cze­go Fin­kelsz­tejn po­sta­no­wił do­ku­men­to­wać prze­bieg ko­re­spon­den­cji z ro­dzi­ną. W ja­kiejś mie­rze za­de­cy­do­wał po pro­stu za­wo­do­wy, dzien­ni­kar­ski od­ruch, ale na pew­no nie tyl­ko. W tam­tym cza­sie na­pi­sał prze­cież wie­le li­stów, w tym do osób znacz­nych, o utrwa­lo­nej po­zy­cji w przed­wo­jen­nym świe­cie kul­tu­ry ży­dow­skiej, cza­sem po­li­ty­ki (część z nich współ­pra­co­wa­ła z "Hajn­tem"), wy­sy­łał tak­że wie­le pism urzę­do­wych - poza wzmian­ka­mi w in­nych miej­scach nie po­zo­stał jed­nak po nich ża­den ślad. Oczy­wi­ście, to spra­wy ro­dzi­ny były dla Fin­kelsz­tej­na naj­waż­niej­sze. Przez kal­kę na­pi­sał wie­le li­stów (ale nie wszyst­kie) do opie­ku­nów Ryw­ki i có­rek w War­sza­wie - do ro­dzi­ny Roch­ma­nów. Mniej wię­cej od dru­gie­go kwar­ta­łu 1941 r. za­cho­wy­wał po­nad­to ko­pie pism wy­sła­nych do War­sza­wy, gdy do­ty­czy­ły one żony i có­rek - mowa o sze­ro­ko ro­ze­sła­nych li­stach z proś­bą o po­ma­ga­nie ro­dzi­nie84 czy li­stach z proś­bą o in­for­ma­cję na jej te­mat. Dla­cze­go jed­nak Fin­kelsz­tejn nie ko­pio­wał swo­ich li­stów kie­ro­wa­nych do in­nych osób z naj­bliż­szej ro­dzi­ny, na­wet gdy po­zo­sta­wa­ły one w ści­słym kon­tak­cie z jego żoną i cór­ka­mi - do sio­stry Es­te­ry, mat­ki czy wresz­cie bra­ta Józ­ka, któ­ry miesz­kał z ro­dzi­ną w Otwoc­ku i któ­ry póź­ną wio­sną i la­tem 1940 r. go­ścił u sie­bie mię­dzy in­ny­mi Ryw­kę Fin­kelsz­tejn i Awi­wę, by od­po­czę­ły i na­bra­ły sił?85 Dla­cze­go nie pi­sał przez kal­kę do tych, z któ­ry­mi był moc­no zwią­za­ny, na przy­kład do swo­jej sio­stry Mani Ger­szo­no­wicz, prze­by­wa­ją­cej wraz z mę­żem na te­re­nach oku­pa­cji so­wiec­kiej, gdzie uro­dzi­ła dziec­ko? (Od paź­dzier­ni­ka 1940 do wy­bu­chu woj­ny nie­miec­ko-so­wiec­kiej w czerw­cu 1941 r. Ma­nia po­zo­sta­wa­ła w ży­wym kon­tak­cie z bra­tem, pi­sa­ła do nie­go: "Nie ma chwi­li w dniu, aże­bym ja o To­bie nie my­śla­ła. Nie wiem dla­cze­go, ale za Tobą naj­wię­cej tę­sk­nię. Kie­dy do­sta­ję list od Cie­bie, to za­le­wam się łza­mi"86). Szu­ka­jąc od­po­wie­dzi na te py­ta­nia, ska­za­ni je­ste­śmy na do­my­sły.

Pierw­sza po wy­bu­chu woj­ny wia­do­mość - jed­noz­da­nio­wy te­le­gram wy­sła­ny przez Ryw­kę do męża do Pa­ry­ża - po­cho­dzi z po­cząt­ku wrze­śnia 1939 r. W od­po­wie­dzi na nią Cha­im Fin­kelsz­tejn miał kil­ka­krot­nie te­le­gra­fo­wać, jak wspo­mi­nał rok póź­niej - bez od­ze­wu87. Wia­do­mo, że w paź­dzier­ni­ku 1939 r. sta­rał się do­wie­dzieć o losy ro­dzi­ny, ko­rzy­sta­jąc z po­śred­nic­twa Mię­dzy­na­ro­do­we­go Ko­mi­te­tu Czer­wo­ne­go Krzy­ża w Ge­ne­wie88. Jego wia­do­mo­ści za­pew­ne nie do­cie­ra­ły do żony. 13 grud­nia 1939 r. Ryw­ka Fin­kelsz­tejn pi­sa­ła do Bu­ka­resz­tu na ręce Lus­gar­te­na do Re­is­sa, zna­jo­me­go ro­dzi­ny: "Pro­szę Pana bar­dzo, aby mnie Sz[anow­ny] Pan po­in­for­mo­wał, gdzie obec­nie się znaj­du­je mój mąż Cha­im Fin­kelsz­tejn. Ja do­tych­czas żad­nej wia­do­mo­ści od mo­je­go męża nie mam [...]"89. W tym cza­sie tak­że Fin­kelsz­tejn nie wie­dział jesz­cze, co się dzie­je z jego ro­dzi­ną. Za­raz po przy­jeź­dzie do No­we­go Jor­ku, 26 li­sto­pa­da 1939 r. zwró­cił się do ame­ry­kań­skie­go kon­su­la­tu w Ber­li­nie z proś­bą o po­moc w usta­le­niu, gdzie są jego żona i cór­ki90. Na po­cząt­ku grud­nia 1939 r. de­pe­szo­wał na ad­res re­dak­cji ga­ze­ty "Bia­li­sto­ker Sztern" w Bia­łym­sto­ku do Efra­ima Ka­ga­now­skie­go, do­py­tu­jąc o in­for­ma­cje91, po­dob­ną w tre­ści de­pe­szę skie­ro­wał do ku­zy­na Ryw­ki Fin­kelsz­tejn w Pa­le­sty­nie92. Wy­bór ad­re­sa­tów po­dyk­to­wa­ny był przede wszyst­kim wzglę­da­mi prak­tycz­ny­mi - miesz­ka­li na te­re­nach nie­ob­ję­tych dzia­ła­nia­mi wo­jen­ny­mi, a za­tem kon­takt z nimi był po pro­stu moż­li­wy. Wy­da­je się mało praw­do­po­dob­ne, by Fin­kelsz­tejn za­kła­dał, że jego żona bę­dzie sa­mo­dziel­nie szu­ka­ła moż­li­wo­ści wy­jaz­du z Pol­ski. Zresz­tą i póź­niej w prze­ko­na­niu, że li­sty wy­sy­ła­ne z kra­jów nie­ob­ję­tych woj­ną sku­tecz­niej będą do­cho­dzić do ro­dzi­ny, Fin­kelsz­tejn ko­rzy­stał przez pierw­sze mie­sią­ce 1940 r. z po­śred­nic­twa Soń­ka Ku­kieł­ki93, bra­ta Es­te­ry Roch­ma­no­wej, któ­ry w 1939 r. zo­stał in­ter­no­wa­ny w obo­zie Ipo­ly­tar­nóc na Wę­grzech, skąd po uciecz­ce wró­cił do War­sza­wy w czerw­cu 1940 r.94 W tym sa­mym cza­sie kil­ka­krot­nie wy­ko­rzy­stał też obec­ność swo­je­go re­dak­cyj­ne­go ko­le­gi Moj­że­sza Mar­ka w Trie­ście. Z ko­lei w pierw­szej po­ło­wie 1941 r., jesz­cze przed wy­bu­chem woj­ny nie­miec­ko-so­wiec­kiej, w prze­ka­zy­wa­niu ko­re­spon­den­cji Fin­kelsz­tej­nów po­śred­ni­czy­li przez krót­ki okres Ma­nia i Ge­nek Ger­szo­no­wi­czo­wie.

Ze­rwa­ny kon­takt po­mógł na­wią­zać Fin­kelsz­tej­nom No­ach Na­chbusz. Wia­do­mość dla Ryw­ki o do­tar­ciu jej męża do Ame­ry­ki Na­chbusz prze­słał na ręce Da­wi­da Gu­zi­ka, dy­rek­to­ra fi­nan­so­we­go biu­ra Jo­in­tu w War­sza­wie95, z któ­rym ze­tknął się - jak moż­na przy­pusz­czać - w 1938 r. w Zbą­szy­niu, gdzie obaj za­an­ga­żo­wa­ni byli w nie­sie­nie po­mo­cy pol­skim Ży­dom wy­da­lo­nym z Nie­miec96. W od­po­wie­dzi na tę in­for­ma­cję Ryw­ka Fin­kelsz­tejn pro­si­ła Na­chbu­sza, by prze­ka­zał mę­żo­wi, "że u nas wszyst­ko w po­rząd­ku i nie je­ste­śmy ab­so­lut­nie uszko­dze­ni" i że "[o]cze­ku­ję jak naj­prę­dzej od­po­wie­dzi"97. Tego sa­me­go dnia do Cha­ima Fin­kelsz­tej­na na­pi­sa­ły jego cór­ki. Kart­ka pocz­to­wa Tusi i Awi­wy z 14 grud­nia 1939 r. otwie­ra re­gu­lar­ną wy­mia­nę li­stów mię­dzy Cha­imem Fin­kelsz­tej­nem a jego ro­dzi­ną w War­sza­wie. Ostat­ni na­de­sła­ny z War­sza­wy list - na­pi­sa­ny wspól­nie przez Ryw­kę i cór­ki - nosi datę 12 li­sto­pa­da. Ostat­ni za­pew­ne list od Cha­ima Fin­kelsz­tej­na, któ­ry do­tarł do ro­dzi­ny w War­sza­wie, jest opa­trzo­ny datą 30 li­sto­pa­da 1941 r. Ko­lej­ne jego dwa li­sty - z 7 grud­nia 1941 i 27 stycz­nia 1942 r. - wró­ci­ły do No­we­go Jor­ku oko­ło pół roku po wy­sła­niu. Do ko­pert za­łą­czo­no ulot­kę z in­for­ma­cją: "Ta prze­sył­ka wró­ci­ła do nadaw­cy, po­nie­waż była ad­re­so­wa­na do wro­gie­go pań­stwa lub pań­stwa oku­po­wa­ne­go przez wro­ga. Wia­do­mo­ści pry­wat­ne nie dłuż­sze niż 25 słów moż­na prze­sy­łać za po­śred­nic­twem Ame­ry­kań­skie­go Czer­wo­ne­go Krzy­ża. In­for­ma­cje na ten te­mat moż­na uzy­skać w naj­bliż­szym biu­rze Czer­wo­ne­go Krzy­ża"98. Zwró­co­ne nadaw­cy li­sty za­my­ka­ją prze­dru­ko­wa­ną w książ­ce ko­re­spon­den­cję.

Od grud­nia 1941 r. kon­takt z ro­dzi­ną urwał się na za­wsze. W cią­gu na­stęp­nych lat, aż do za­koń­cze­nia woj­ny Cha­im Fin­kelsz­tejn tyl­ko raz otrzy­mał od Adol­fa Ber­ma­na krót­ką in­for­ma­cję o swo­ich bli­skich, pi­sał on, że "Awi­wa jest w bez­piecz­nym miej­scu pod jego opie­ką. [...] nie miał jed­nak wia­do­mo­ści o żo­nie i star­szej cór­ce, Tusi"99.

*

Opu­bli­ko­wa­ne li­sty prze­cho­wy­wa­ne są w Ar­chi­wum Ży­dow­skie­go In­sty­tu­tu Hi­sto­rycz­ne­go w War­sza­wie w ze­spo­le Spu­ści­zna Cha­ima Fin­kelsz­tej­na, ozna­czo­nym sy­gna­tu­rą 346, do­kąd zo­sta­ły prze­ka­za­ne przez ro­dzi­nę Fin­kelsz­tej­na po jego śmier­ci. W książ­ce - zgod­nie z ty­tu­łem - za­miesz­czo­ne zo­sta­ły tyl­ko wia­do­mo­ści wy­sła­ne (w zbio­rach znaj­du­je się tak­że rę­ko­pi­śmien­ny, nie­do­koń­czo­ny szkic li­stu Fin­kelsz­tej­na do ro­dzi­ny, naj­pew­niej z prze­ło­mu 1940 i 1941 r., li­sty Cha­ima Fin­kelsz­tej­na z 1 i 22 czerw­ca oraz 21 wrze­śnia 1941 r. - dwa ostat­nie z ad­no­ta­cją "nie wy­sła­łem"100, o li­ście z 1 czerw­ca pi­sał Fin­kelsz­tejn: "Po prze­czy­ta­niu twe­go dzi­siej­sze­go li­stu po­sta­no­wi­łem nie wy­sy­łać ci wczo­raj­sze­go, bo był bar­dzo smut­ny i tę­sk­ny"101) i na­pi­sa­ne już po wy­bu­chu woj­ny (w ko­lek­cji za­cho­wał się list Ryw­ki Fin­kelsz­tejn do męża, je­dy­ny na­pi­sa­ny przez nią w ji­dysz, tuż po roz­sta­niu w sierp­niu 1939 r.102). Wszyst­kie li­sty wy­dru­ko­wa­ne zo­sta­ły w ca­ło­ści, wy­ją­tek sta­no­wi kil­ka li­stów z No­we­go Jor­ku, któ­rych od­pis jest nie­kom­plet­ny, co za każ­dym ra­zem zo­sta­ło za­zna­czo­ne przy­pi­sem, oraz list Ryw­ki Fin­kelsz­tejn i jej có­rek z 12 maja 1940 r. - w przy­pad­ku Ryw­ki po pro­stu od­pis wy­sła­ne­go inną dro­gą li­stu z 8 maja (zre­zy­gno­wa­łam więc z jego po­wtór­ne­go dru­ku103). W sto­sow­nych przy­pi­sach od­no­to­wy­wa­łam wszel­kie ko­men­ta­rze i uwa­gi, któ­ry­mi opa­trzo­ne były wia­do­mo­ści - cza­sem pió­ra ich nadaw­ców, nie­rzad­ko tak­że osób czy­ta­ją­cych. In­for­mo­wa­łam rów­nież o nie­ty­po­wym umiej­sco­wie­niu wy­po­wie­dzi (np. z boku stro­ny, w świe­tle mię­dzy wer­sa­mi). Wgląd w ory­gi­nal­ny za­pis umoż­li­wia­ją włą­czo­ne do książ­ki ko­pie kil­ku­na­stu wy­bra­nych kart pocz­to­wych i li­stów.

Au­to­rem li­stów z No­we­go Jor­ku był Cha­im Fin­kelsz­tejn. Kil­ka razy za­le­d­wie w wy­sła­nych przez nie­go wia­do­mo­ściach zna­la­zły się do­pi­ski osób z jego naj­bliż­sze­go w tam­tym cza­sie oto­cze­nia. Za­zwy­czaj ich ad­re­sa­tem była Ryw­ka Fin­kelsz­tejn, choć zda­rzy­ło się tak­że, że skie­ro­wa­ne były one do in­nych lu­dzi104. Wszyst­kie za­miesz­czo­ne w książ­ce wia­do­mo­ści Fin­kelsz­tejn na­pi­sał na ma­szy­nie. Z re­gu­ły mia­ły one sta­łą struk­tu­rę. List otwie­rał na­głó­wek z datą, cza­sem miej­scem nada­nia. Po­cząw­szy od 14 lu­te­go 1941 r., na gó­rze każ­dej osob­nej kart­ki li­stu Cha­im umiesz­czał rów­nież peł­ne dane ad­re­so­we, naj­praw­do­po­dob­niej re­agu­jąc w ten spo­sób na apel punk­tu kon­tro­li ko­re­spon­den­cji za­gra­nicz­nej, do­łą­czo­ny do li­stu z War­sza­wy z 18 li­sto­pa­da 1940 r.105 (dla za­cho­wa­nia czy­tel­no­ści prze­dru­ko­wa­nych w książ­ce wia­do­mo­ści zre­zy­gno­wa­łam z za­miesz­cze­nia tych po­wta­rza­ją­cych się in­for­ma­cji, za­zna­czy­łam je­dy­nie w przy­pi­sie mo­ment, od któ­re­go Fin­kelsz­tejn za­czął re­gu­lar­nie sy­gno­wać li­sty swo­im ad­re­sem). Pierw­sza, naj­dłuż­sza część wy­po­wie­dzi Cha­ima Fin­kelsz­tej­na ad­re­so­wa­na była do żony. W osob­nym aka­pi­cie, od­dzie­lo­nym naj­czę­ściej in­ter­li­nią, zwra­cał się do star­szej cór­ki, Tusi, po czym na­stę­po­wa­ła znów gra­ficz­nie wy­dzie­lo­na część li­stu - prze­zna­czo­na dla młod­szej cór­ki, Awi­wy. Zda­rza­ło się tak­że, że pi­sał do Tusi i Awi­wy ra­zem. Li­sty pod­pi­sy­wał za­pew­ne od­ręcz­nie, dla­te­go w od­pi­sach koń­czą się sło­wa­mi "Wasz" i "Twój", rza­dziej peł­ną for­mu­łą "Wasz ta­tuś", "Twój Cha­im­szy" (we wszel­kich moż­li­wych wa­rian­tach). Do swo­ich li­stów Fin­kelsz­tejn do­łą­czał nie­rzad­ko - cza­sa­mi na osob­nych kart­kach, nie­jed­no­krot­nie po pro­stu w od­dziel­nym aka­pi­cie - wia­do­mo­ści skie­ro­wa­ne do osób z naj­bliż­szej ro­dzi­ny i/lub przy­ja­ciół ro­dzi­ny. Wszyst­kie za­cho­wa­ne do­pi­ski po­trak­to­wa­łam jako in­te­gral­ną część ko­re­spon­den­cji Cha­ima Fin­kelsz­tej­na z żoną i cór­ka­mi i włą­czy­łam do książ­ki, na­wet gdy w ra­mach po­rząd­ków ar­chi­wal­nych zo­sta­ły one roz­dzie­lo­ne. Zgod­nie z tą samą za­sa­dą w książ­ce nie zo­sta­ły za­miesz­czo­ne za­cho­wa­ne od­pi­sy li­stów wy­sła­nych z No­we­go Jor­ku, któ­re Fin­kelsz­tejn wy­słał bez­po­śred­nio do ad­re­sa­tów.

Głów­ny­mi au­tor­ka­mi wia­do­mo­ści z War­sza­wy - tych wspól­nych, ale nie­rzad­ko rów­nież wy­sy­ła­nych osob­no - były Ryw­ka i star­sza cór­ka Tu­sia. Do ich li­stów do­łą­cza­ła zwy­kle co naj­mniej kil­ka słów młod­sza Awi­wa, któ­ra - co wy­raź­nie jest wi­docz­ne na po­cząt­ku ko­re­spon­den­cji - do­pie­ro na­bie­ra­ła wpra­wy w pi­sa­niu. Sto­sun­ko­wo czę­sto do­pi­sy­wa­li się rów­nież ci wszy­scy, któ­rzy z żoną i cór­ka­mi Fin­kelsz­tej­na po­zo­sta­wa­li w sta­łym kon­tak­cie.

Zgod­nie z ogól­nie przy­ję­ty­mi za­sa­da­mi edy­cji do­ku­men­tów, a tak­że w tro­sce o wy­go­dę czy­tel­ni­ków ujed­no­li­ci­łam za­pis ele­men­tów sta­łych li­stu. W na­głów­ku umiesz­czo­na zo­sta­ła peł­na na­zwa miej­sca nada­nia li­stu oraz data w ze­stan­da­ry­zo­wa­nej for­mie. Je­śli czas nada­nia li­stu okre­śli­łam na pod­sta­wie wła­snych wy­li­czeń (nie zo­stał on spre­cy­zo­wa­ny przez nadaw­cę lub pi­szą­cy wpi­sał błęd­ną - jak wy­ni­ka­ło z tre­ści wia­do­mo­ści - datę), usta­le­nia po­da­wa­łam w na­wia­sie kwa­dra­to­wym, opa­tru­jąc je sto­sow­nym przy­pi­sem. Czę­ści li­stów skie­ro­wa­ne do osob­nych ad­re­sa­tów - w wy­pad­ku wia­do­mo­ści Cha­ima Fin­kelsz­tej­na, w wy­pad­ku li­stów z War­sza­wy - na­pi­sa­ne przez róż­ne oso­by, w dru­ku zo­sta­ły roz­dzie­lo­ne od sie­bie in­ter­li­nią. Za­cho­wa­łam tak­że na­głó­wek z datą i miej­scem - o ile zo­sta­ły nim opa­trzo­ne.

Ko­re­spon­den­cja zo­sta­ła uło­żo­na chro­no­lo­gicz­nie - za­kła­da­łam, że dzię­ki temu czy­tel­nik sta­nie się świad­kiem pro­wa­dzo­nej na od­le­głość roz­mo­wy Fin­kelsz­tej­nów. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak, jak się oka­za­ło, nie­rzad­ko przy­po­mi­na ona bar­dziej mo­no­log niż wy­mia­nę my­śli. Nie tyl­ko dla­te­go, że Fin­kelsz­tej­no­wie pi­sa­li w zmien­nym ryt­mie - zwłasz­cza Ryw­ka i Tu­sia (wy­sy­ła­ły od jed­nej do sze­ściu wia­do­mo­ści mie­sięcz­nie, wy­jąw­szy okres cho­ro­by Ryw­ki w le­cie 1941 r., mie­sią­ce, w któ­rych ko­mu­ni­ko­wa­ły się z Fin­kelsz­tej­nem czę­ściej, prze­pla­ta­ły się z ta­ki­mi, w któ­rych od­zy­wa­ły się do nie­go ską­po, tym­cza­sem Cha­im od wrze­śnia 1940 r. wy­sy­łał co naj­mniej trzy li­sty mie­sięcz­nie, a od po­cząt­ku 1941 r. pi­sał z co­ty­go­dnio­wą re­gu­lar­no­ścią). Rów­nież fakt, że część li­stów Cha­ima Fin­kelsz­tej­na z pierw­sze­go okre­su ko­re­spon­den­cji po pro­stu za­gi­nę­ła (oca­la­ły za­le­d­wie od­pi­sy trzech jego li­stów na­pi­sa­nych wcze­śniej), nie wy­ja­śnia cał­ko­wi­cie wra­że­nia, ja­kie po­zo­sta­wia lek­tu­ra li­stów w za­pro­po­no­wa­nym ukła­dzie.

Treść li­stów po­da­na zo­sta­ła w brzmie­niu ory­gi­nal­nym - ko­niecz­ne zmia­ny ogra­ni­czy­ły się do po­pra­wie­nia or­to­gra­fii i in­ter­punk­cji oraz w przy­pad­kach jed­no­znacz­nych ewi­dent­nych błę­dów li­te­ro­wych (opusz­cze­nia lub prze­sta­wie­nia li­ter). Kie­ru­jąc się obo­wią­zu­ją­cy­mi za­sa­da­mi or­to­gra­fii, uwspół­cze­śni­łam rów­nież pi­sow­nię, zmie­nia­łam też oka­zjo­nal­nie przez pi­szą­cych sto­so­wa­ny za­pis fo­ne­tycz­ny słów [np. "bo­gać" za­miast "bo­gacz"]. Wszyst­kie zmia­ny: roz­wi­nię­cia nie­ist­nie­ją­cych skró­tów, nie­do­koń­czo­ne sło­wa i uzu­peł­nie­nia tek­stu ory­gi­nal­ne­go, za­zna­cza­łam, wsta­wia­jąc je w na­wias kwa­dra­to­wy; gdy nie mia­łam pew­no­ści, czy moja pro­po­zy­cja jest wła­ści­wa, opa­try­wa­łam ją zna­kiem za­py­ta­nia. Nie­czy­tel­ne sło­wa oraz znisz­cze­nia do­ku­men­tu ory­gi­nal­ne­go unie­moż­li­wia­ją­ce jego od­czy­ta­nie ozna­czy­łam w tek­ście wie­lo­krop­kiem w na­wia­sie kwa­dra­to­wym i - je­śli było to ko­niecz­ne - w przy­pi­sie wy­ja­śnia­łam, na czym po­le­ga­ła trud­ność. W sto­sow­nych przy­pi­sach tak­że po­da­wa­łam in­for­ma­cje o pod­kre­śle­niach w tek­ście ory­gi­na­łu.

Od­dziel­nych roz­strzy­gnięć wy­ma­ga­ła pi­sow­nia imion i na­zwisk. Ich za­pis w li­stach by­wał nie­kon­se­kwent­ny, czę­sto nie­zgod­ny z póź­niej­szy­mi do­ku­men­ta­mi, w wy­pad­ku nie­któ­rych osób inny niż w li­te­ra­tu­rze. (Peł­ny wy­kaz od­mian imie­nia i na­zwi­ska uży­wa­nych w ko­re­spon­den­cji, uwzględ­nia­ją­cy rów­nież mu­ta­cje pi­sow­ni wy­stę­pu­ją­ce w li­te­ra­tu­rze, po­da­wa­łam w pierw­szym przy­pi­sie od­no­szą­cym się do da­nej oso­by, fi­gu­ru­je on tak­że w za­miesz­czo­nym na koń­cu książ­ki in­dek­sie). W nie­licz­nych tyl­ko sy­tu­acjach róż­ni­ce wy­tłu­ma­czyć moż­na nie­uwa­gą, zwy­kłą po­mył­ką. Pro­blem ten zresz­tą po­wra­ca we wszyst­kich opra­co­wa­niach, w któ­rych wy­stę­pu­ją na­zwy trans­kry­bo­wa­ne z za­pi­su w al­fa­be­cie he­braj­skim. W przy­pad­kach wąt­pli­wych przyj­mo­wa­łam, że za­pis pol­ski na­zwi­ska - je­śli było to na­zwi­sko oso­by, któ­ra z Pol­ski po­cho­dzi­ła - musi od­zwier­cie­dlać jego brzmie­nie (nie­rzad­ko tak­że od­wzo­ro­wa­ne ukła­dem li­ter wła­ści­wym dla ję­zy­ka nie­miec­kie­go czy an­giel­skie­go), dla­te­go wła­śnie koń­ców­kę "-ste­in" w przy­pad­kach nie­jed­no­znacz­nych za­pi­sy­wa­łam jako "-sztejn" lub "-sztajn". W po­dej­mo­wa­niu de­cy­zji kil­ka­krot­nie po­moc­na oka­za­ła się książ­ka Cha­ima Fin­kel­ste­ina, w któ­rej po­da­wał on na­zwi­ska tak­że w za­pi­sie fo­ne­tycz­nym106. Ze­sta­wia­jąc wszyst­kie moż­li­we uży­cia na­zwi­ska, jako wzór trak­to­wa­łam w pierw­szej ko­lej­no­ści za­pis sto­so­wa­ny przez sa­mych za­in­te­re­so­wa­nych, zwłasz­cza je­śli na­zwi­sko umiesz­czo­ne było w kon­tek­ście ję­zy­ka pol­skie­go. O za­sto­so­wa­nej w książ­ce trans­kryp­cji na­zwi­ska Fin­kelsz­tejn prze­są­dził wła­śnie fakt, że w ta­kiej no­ta­cji uży­wa­ła go z re­gu­ły Ryw­ka Fin­kelsz­tejn, ad­re­su­jąc swo­je li­sty do męża. Tak samo po­sta­no­wi­łam trans­kry­bo­wać na­zwi­sko wszyst­kich człon­ków ro­dzi­ny Cha­ima i Ryw­ki, jak też - co może bu­dzić wię­cej wąt­pli­wo­ści - nie­zwią­za­nych z nimi wię­za­mi krwi Ne­che­mii, No­acha, Alek­san­dra i Moj­że­sza [Moj­szu­nia]. Uzna­łam bo­wiem, że sko­ro Ne­che­mii rów­nież bra­ko­wa­ło kon­se­kwen­cji w tej spra­wie (kart­ki po nie­miec­ku pod­pi­sy­wał Fin­kel­ste­in, ale jako ich ad­re­sat fi­gu­ro­wał za­rów­no Cha­im Fin­kel­ste­in, jak i Fin­kelsz­tajn107), a z za­sa­dy tak samo za­pi­sy­wał na­zwi­sko swo­je i Cha­ima, to i ja po­win­nam za­pi­sy­wać je iden­tycz­nie. Wy­stę­pu­ją­ce w ko­re­spon­den­cji obocz­no­ści pi­sow­ni imie­nia zo­sta­wi­łam tyl­ko w od­nie­sie­niu do Ryw­ki Fin­kelsz­tejn. W moim prze­ko­na­niu mno­gość for­muł, ja­ki­mi Cha­im Fin­kelsz­tejn zwra­cał się do niej: Ryw­ke­łe, Ryw­ke­le, Ryw­ka­le, Ryw­ka­łe, od­zwier­cie­dla jego pe­łen czu­ło­ści sto­su­nek do żony.

Wy­cho­dząc z za­ło­że­nia, że li­sty do­sko­na­le do­ku­men­tu­ją spe­cy­fi­kę ję­zy­ka, ja­kim po­słu­gi­wa­li się ich nadaw­cy, a tak­że do­ko­nu­ją­ce się w nim na bie­żą­co prze­kształ­ce­nia, nie ko­ry­go­wa­łam ar­cha­icz­nych form ję­zy­ko­wych, nie ujed­no­li­ca­łam ich tak­że w sy­tu­acjach, gdy au­to­rom li­stów bra­ko­wa­ło kon­se­kwen­cji w ich sto­so­wa­niu (dla­te­go "za­do­wo­lić" wy­stę­pu­je na­prze­mien­nie z "za­do­wol­nić", "wy­tłu­ma­czyć" z "wy­tło­ma­czyć"). Nie ko­ry­go­wa­łam uży­wa­nych przez Fin­kelsz­tej­nów zbi­tek słow­nych od­wo­łu­ją­cych się do po­wszech­nie zna­nych zwro­tów idio­ma­tycz­nych lub związ­ków fra­ze­olo­gicz­nych, któ­rych sens - mimo prze­ina­cze­nia - po­zo­stał oczy­wi­sty (np. "wziąć się w ręce" za­miast "wziąć się w garść"). Nie po­pra­wia­łam błęd­nie uży­wa­nych form gra­ma­tycz­nych, je­śli nie utrud­nia­ło to zro­zu­mie­nia tre­ści - w na­wia­sie kwa­dra­to­wym po­da­wa­łam jed­nak for­mę pra­wi­dło­wą, tak by dla czy­tel­ni­ka było ja­sne, że prze­dru­ko­wa­ny za­pis nie wy­ni­ka z prze­ocze­nia au­to­ra edy­cji. W nie­licz­nych przy­pad­kach, gdy błę­dy ję­zy­ko­we czy­ni­ły tekst trud­no zro­zu­mia­łym, w na­wia­sie kwa­dra­to­wym po­da­wa­łam po­praw­ną for­mę, w od­no­śnym przy­pi­sie przy­ta­cza­łam zaś za­pis ory­gi­na­łu.

Li­sty z War­sza­wy opa­trzo­ne zo­sta­ły krót­ką not­ką in­for­ma­cyj­ną za­miesz­czo­ną w przy­pi­sie. Z za­cho­wa­nych ko­pert i kart pocz­to­wych od­czy­ta­łam stem­ple, któ­ry­mi prze­sył­ka zo­sta­ła opie­czę­to­wa­na, a tak­że - je­śli było to moż­li­we - daty jej nada­nia oraz na­dej­ścia. Poza da­to­wa­ny­mi pie­czę­cia­mi urzę­dów pocz­to­wych w War­sza­wie i No­wym Jor­ku li­sty - przez cały okres trwa­nia ko­re­spon­den­cji - stem­plo­wa­no na­pi­sem Deut­sche Post OSTEN oraz pie­cząt­ką We­hr­mach­tu, któ­ra w tym cza­sie zmie­ni­ła kil­ka­krot­nie wiel­kość oraz brzmie­nie od­bi­ja­nej for­mu­ły (po­cząt­ko­wo: "Obe­rkom­man­do der We­hr­macht Ge­prüft" [spraw­dzo­ne], póź­niej tak­że "Obe­rkom­man­do der We­hr­macht", wresz­cie - od lu­te­go 1941 r. - "Obe­rkom­man­do der We­hr­macht Brie­fe­met"). Od po­cząt­ku 1940 r. wia­do­mo­ści wy­cho­dzą­ce z War­sza­wy re­gu­lar­nie pie­czę­to­wa­no rów­nież stem­plem war­szaw­skie­go Ju­den­ra­tu, nie­rzad­ko też na­pi­sem Ge­öf­f­net [otwar­te] i Ge­prüft [spraw­dzo­ne]. Nie uda­ło mi się wy­ja­śnić po­cho­dze­nia i zna­cze­nia cza­sem przy­stem­plo­wa­nych, cza­sem zaś wpi­sy­wa­nych od­ręcz­nie cią­gów cyfr, któ­ry­mi po­zna­czo­na jest cała ko­re­spon­den­cja. Do opi­su włą­czy­łam po­nad­to treść no­ta­tek, spo­rzą­dzo­nych naj­pew­niej przez Cha­ima Fin­kelsz­tej­na, któ­ry­mi zo­sta­ły one nie­jed­no­krot­nie opa­trzo­ne. Nie wy­pi­sy­wa­łam na­to­miast da­nych o nadaw­cy - no­mi­nal­nie, nie­zmien­nie i nie­za­leż­nie od sta­nu fak­tycz­ne­go au­tor­ką li­stów była Ryw­ka Fin­kelsz­tejn, a że nie prze­trwa­ły ko­per­ty od li­stów wy­sła­nych już po prze­pro­wadz­ce wy­mu­szo­nej zmia­ną gra­nic get­ta, wszyst­kie po­zo­sta­łe sy­gno­wa­ne są przed­wo­jen­nym ad­re­sem Fin­kelsz­tej­nów przy ul. Sien­nej. Je­że­li nie za­cho­wa­ła się ko­per­ta albo zo­sta­ła przy­po­rząd­ko­wa­na do nie­wła­ści­we­go li­stu (co się zda­rzy­ło raz), od­no­to­wa­łam to osob­no. Z przy­czyn oczy­wi­stych w od­nie­sie­niu do wia­do­mo­ści wy­sła­nych z No­we­go Jor­ku po­dob­ne in­for­ma­cje uda­ło się zgro­ma­dzić tyl­ko na te­mat prze­sy­łek zwró­co­nych nadaw­cy.

*

"[...] te­raź­niej­szość dla nas nic się nie li­czy" - pi­sa­ła Ryw­ka Fin­kelsz­tejn z get­ta war­szaw­skie­go w czerw­cu 1941 r. do swe­go męża w No­wym Jor­ku. Li­sty, skon­cen­tro­wa­ne czę­sto na spra­wach z punk­tu wi­dze­nia ze­wnętrz­ne­go ob­ser­wa­to­ra drob­nych, na­pi­sa­ne ję­zy­kiem za­nu­rzo­nym w ro­dzin­nej hi­sto­rii, ro­ze­dr­ga­ne od emo­cji - tych wy­ra­ża­nych otwar­cie i bu­zu­ją­cych pod po­wierzch­nią słów - do­ku­men­tu­ją siłę łą­czą­cej Fin­kelsz­tej­nów wię­zi. Są tak­że waż­nym źró­dłem in­for­ma­cji na te­mat śro­do­wi­ska, w ja­kim przed woj­ną osa­dze­ni byli Fin­kelsz­tej­no­wie: ży­dow­skich dzien­ni­ka­rzy, li­te­ra­tów, ak­to­rów, mu­zy­ków, ar­ty­stów pla­sty­ków czy wresz­cie dzia­ła­czy spo­łecz­nych i po­li­tycz­nych róż­ne­go szcze­bla. Jako jego uzu­peł­nie­nie trak­to­wać na­le­ży za­miesz­czo­ne na koń­cu książ­ki Bio­gra­my, w któ­rych zgro­ma­dzo­ne zo­sta­ły dane o oko­ło 150 oso­bach - szcze­gól­nie do­ty­czą­ce ich lo­sów przed dru­gą woj­ną świa­to­wą i w cza­sie oku­pa­cji - któ­rych na­zwi­ska prze­wi­ja­ją się w ko­re­spon­den­cji. Przede wszyst­kim jed­nak li­sty po­zwa­la­ją na wgląd w łą­czą­cą ich au­to­rów re­la­cję, w któ­rej wy­pra­co­wa­ne przez lata wspól­ne­go ży­cia re­gu­ły funk­cjo­no­wa­nia związ­ku zde­rzo­ne zo­sta­ły z zu­peł­nie nową, uni­ka­to­wą sy­tu­acją hi­sto­rycz­ną. Od­sła­nia­ją tym sa­mym wciąż sła­bo po­zna­ny spo­łecz­ny wy­miar do­świad­cze­nia Za­gła­dy.

Dla nie­na­wy­kłych do roz­łą­ki Fin­kelsz­tej­nów ko­re­spon­den­cja sta­ła się na­miast­ką utra­co­ne­go kon­tak­tu. Pi­sząc, od­wo­ły­wa­li się do ję­zy­ka we­wnątrz­ro­dzin­nej ko­mu­ni­ka­cji - zwra­ca­li się do sie­bie i sie­bie sa­mych okre­śla­li, uży­wa­jąc piesz­czo­tli­wych, cza­sem za­bar­wio­nych iro­nią zdrob­nień, nie­zmien­nie trzy­ma­li się wy­pra­co­wa­nych przez lata re­guł funk­cjo­no­wa­nia związ­ku, sta­ran­nie od­gry­wa­li swo­je role. On - eks­tra­wer­tyk, czło­wiek czy­nu, po­zba­wio­ny opar­cia w ro­dzi­nie, w swych li­stach do­ku­men­tu­ją­cych nie­ustan­ne wy­sił­ki po­mo­cy da­wał upust tar­ga­ją­cym nim emo­cjom - tę­sk­no­cie, roz­pa­czy, po­czu­ciu winy. Ona i ich star­sza cór­ka wy­ra­ża­ły się znacz­nie bar­dziej po­wścią­gli­wie, przede wszyst­kim zaś uspo­ka­ja­ły, ła­go­dzi­ły, tłu­ma­czy­ły, sta­ra­ły się uko­ić cier­pie­nie męża i ojca. Bez­mia­ru ich wła­sne­go bólu mo­że­my się tyl­ko do­my­ślać. Młod­sza cór­ka po­zo­sta­ła dziec­kiem; tyl­ko jej uda­ło się prze­żyć woj­nę.

*

Książ­ka w obec­nym kształ­cie nie po­wsta­ła­by bez udzia­łu wie­lu osób. W przy­go­to­wa­niu pro­jek­tu edy­cji bra­ła udział Mar­ta Jan­czew­ska. Od po­cząt­ku se­kun­do­wa­ła mu i wspie­ra­ła moje po­czy­na­nia dr Ele­ono­ra Berg­man, swe­go po­par­cia udzie­lił też prof. Fe­liks Tych. W celu zi­den­ty­fi­ko­wa­nia lu­dzi okre­śla­nych w li­stach nie­ko­niecz­nie oczy­wi­stym w za­pi­sie na­zwi­skiem, cza­sem pseu­do­ni­mem lub fa­mi­liar­nym zdrob­nie­niem, zwra­ca­łam się o po­moc do świad­ków tam­tych wy­da­rzeń, wy­wo­dzą­cych się ze śro­do­wi­ska, w któ­rym przed woj­ną ob­ra­ca­li się Fin­kelsz­tej­no­wie: Dan­ki [Ta­mar] Mo­zes-Ra­witz, Lu­cy­ny Ty­cho­wej, a tak­że jej męża Fe­lik­sa Ty­cha. Ko­rzy­sta­łam z usta­leń Elż­bie­ty Fi­cow­skiej. O wąt­pli­wo­ściach do­ty­czą­cych wła­ści­we­go zro­zu­mie­nia ter­mi­nów an­giel­skich roz­ma­wia­łam z Je­rzym Gie­buł­tow­skim, prze­tłu­ma­czył on tak­że z nie­miec­kie­go in­for­ma­cję do­łą­cza­ną do li­stów wy­cho­dzą­cych z get­ta war­szaw­skie­go pod ko­niec 1940 r. Czer­pa­łam ze zna­jo­mo­ści kul­tu­ry i re­li­gii ży­dow­skiej Bel­li Szwarc­man-Czar­no­ty. Jak za­wsze mo­głam tak­że li­czyć na jej po­moc w kwe­stiach ję­zy­ko­wych - to ona za­po­zna­ła mnie z tre­ścią za­cho­wa­nych w spu­ściź­nie Cha­ima Fin­kelsz­tej­na li­stów w ji­dysz opi­su­ją­cych ży­cie Ryw­ki Fin­kelsz­tejn i ich có­rek na po­cząt­ku woj­ny, prze­ło­ży­ła tak­że nie­za­miesz­czo­ny w książ­ce list Ryw­ki Fin­kelsz­tejn z 23 sierp­nia 1939 r. W trak­cie pra­cy nad książ­ką od­wo­ły­wa­łam się po­nad­to do wie­dzy Alek­san­dry Bań­kow­skiej, Jana Ja­giel­skie­go, Mar­ty Jan­czew­skiej, Pio­tra Pa­ziń­skie­go, Agniesz­ki Resz­ki, Mo­ni­ki Ta­ras, Agniesz­ki Żół­kiew­skiej i Jo­an­ny Na­le­waj­ko-Ku­li­kov, któ­ra tak­że na­le­ża­ła do pierw­szych czy­tel­ni­ków Wstę­pu. Spój­no­ści for­mu­ły książ­ki i po­praw­no­ści ję­zy­ko­wej mo­ich omó­wień pil­no­wa­ła Be­ata Biń­ko, wie­lo­krot­nie też słu­ży­ła radą przy po­dej­mo­wa­niu de­cy­zji do­ty­czą­cych edy­cji. Od po­cząt­ku nad or­ga­ni­za­cją ca­łe­go przed­się­wzię­cia czu­wał z cier­pli­wo­ścią i spo­ko­jem Ja­kub Pe­te­le­wicz. Wszyst­kim tym oso­bom bar­dzo dzię­ku­ję. Osob­ne po­dzię­ko­wa­nia na­le­żą się sy­no­wi Awi­wy Blum­berg Ri­szo­no­wi, o któ­re­go po­par­ciu i go­to­wo­ści udzie­la­nia po­mo­cy mia­łam oka­zję rów­nież się prze­ko­nać.

W trak­cie pra­cy nad książ­ką po­zo­sta­wa­łam w nie­prze­rwa­nym kon­tak­cie z Awi­wą Blum­berg. Od­po­wia­da­ła ona - w mia­rę swo­ich moż­li­wo­ści - na moje licz­ne py­ta­nia (in­ter­net oka­zał się nie­za­stą­pio­ny!), po­ma­ga­ła mi roz­wie­wać ko­lej­ne na­su­wa­ją­ce się wąt­pli­wo­ści, przede wszyst­kim jed­nak przez cały czas mo­ich zma­gań mia­łam po­czu­cie, że wspie­ra pro­wa­dzo­ne prze­ze mnie po­szu­ki­wa­nia i zwią­za­ne z nimi de­cy­zje. Je­stem jej ogrom­nie wdzięcz­na za za­ufa­nie, ja­kim mnie ob­da­rzy­ła, i wy­ni­ka­ją­cy z nie­go kom­fort dzia­łań. Mam na­dzie­ję, że od­da­jąc do rąk czy­tel­ni­ków książ­kę - świa­dec­two z nie­ist­nie­ją­ce­go już, zgła­dzo­ne­go świa­ta, do­ku­ment, cza­sa­mi je­dy­ny ślad bru­tal­nie prze­rwa­ne­go ist­nie­nia - nie za­wio­dłam jej ocze­ki­wań.

Ewa Koź­miń­ska-Frej­lak

War­sza­wa, wrze­sień 2012 r.

LISTY

 

War­sza­wa, 14 grud­nia 1939 r.108

Naj­uko­chań­szy mój oj­czul­ku!!!109

Wy­obra­żasz so­bie, jaka ra­dość mię ogar­nę­ła na wieść o Two­im li­ście. Na­wet mała Ne­cham­ka110, któ­ra u nas miesz­ka, wy­czu­ła, że coś się sta­ło. Na­uczy­łam ją roz­po­zna­wać Twój por­tret, któ­ry wisi w sto­ło­wym. Ta­teń­ku, czy Ty masz po­ję­cie, jak ja b[ar­dzo] tę­sk­nię do Cie­bie? Ale ty o nas się nie martw, bo nam jest b[ar­dzo] do­brze. Tak bar­dzo bym Cię chcia­ła już zo­ba­czyć. Wy­obra­żam so­bie, że Ty też nie my­ślisz o ni­kim in­nym, jak tyl­ko o nas. Nie­ste­ty, mu­szę już koń­czyć, bo Awi­wa upo­mi­na się o swo­je pra­wa "Słod­kiej Pani". Ści­skam Cię i ca­łu­ję b[ar­dzo] moc­no111. Two­ja naj­star­sza cór­ka Es­ter

PS Ma­mu­sia pi­sze od­dziel­nie. Po­kłoń się p[anu] Na­chbu­szo­wi112 i po­dzię­kuj mu w na­szym imie­niu za list.

Es­ter

Ko­cha­ny Ta­tu­siu!!!

Bar­dzo do Cie­bie tę­sk­nię i chcę Cię jak naj­prę­dzej zo­ba­czyć. Ca­łu­ję Cię b[ar­dzo] moc­no, Awi­wa

War­sza­wa, 3 stycz­nia 1940 r.113

Ko­cha­ny Cha­im­ku!!!

Nie cze­ka­jąc na Two­ją od­po­wiedź, pi­szę jesz­cze raz. Je­ste­śmy wszy­scy zdro­wi, miesz­ka­my w na­szym miesz­ka­niu. Na ży­cie mamy. Bar­dzo je­ste­śmy stę­sk­nio­ne i cze­ka­my na Two­je dal­sze li­sty. Wszyst­kie Two­je ukło­ny, na­wet przez Ka­ga­now­skie­go114, też otrzy­ma­łam. Ja sta­le pi­szę do cie­bie i są­dzę, że ty już wszyst­kie moje li­sty otrzy­ma­łeś. I już je­steś spo­koj­ny. Nie martw się, zo­ba­czysz, jak się po­sta­rasz, wkrót­ce bę­dzie­my wszy­scy ra­zem. Kła­niaj się ser­decz­nie na­sze­mu Na­chbu­szo­wi.

Ca­łu­ję Cię jak za­wsze, Two­ja Ryw­ka

Ko­cha­ny Ta­tuś­ku!!! Ca­łu­ję Cię b[ar­dzo] moc­no, Two­ja cór­ka Es­ter

PS Ukło­ny dla p[ana] Na­chbu­sza, Es­ter

Ca­łu­ję cię moc­no, Awi­wa

Kart­ka pocz­to­wa z 16 I 1940 r. (AŻIH, 346/15-18, k. 52)

War­sza­wa, 16 stycz­nia 1940 r.115

Ko­cha­ny Ta­tuś­ku!

Bar­dzo się cie­szy­my, że Ty je­steś zdrów i miesz­kasz z wuj­kiem116. Dla­cze­go pi­sze­cie tak mało? Uczy­nił­byś mi i Awi­wie wiel­ką ra­dość, gdy­byś nam przy­słał osob­ny list o so­bie. My czu­je­my się do­brze, a Ty? Co po­ra­biasz, czy pra­cu­jesz? Czy je­steś zu­peł­nie zdrów? Na­pisz o wszyst­kim ob­szer­nie i szcze­rze. My miesz­ka­my ra­zem z wuj­kiem Abra­mem i cio­cią Cha­ną i małą Niu­sią117. Co uczy­nisz dla nas, uczyń i dla nich. Po­kłoń [się] wu­jasz­ko­wi Kiwe[mu] z dzieć­mi od cio­ci. Bar­dzo bym chcia­ła zo­ba­czyć cie­bie i mego nie­zna­ne­go mi do­tąd wuj­ka. Ta­tu­siu! W na­szym domu miesz­ka p[ani] Cej­tli­no­wa118, ona jest zdro­wa i dziec­ko też, lecz nie ma żad­nej wia­do­mo­ści od męża, któ­ry jest w New Yor­ku. Do­wiedz się, co z nim jest i od­po­wiedz. Po­zdrów wszyst­kich ser­decz­nie ode mnie. Ukło­ny od ca­łej ro­dzi­ny. Ca­łu­ję Cię moc­no, bądź zdrów i do­brej my­śli. Es­ter

Ko­cha­ny Sy­necz­ku119!

U nas wszyst­ko w po­rząd­ku. Chcia­ła­bym Cie­bie zo­ba­czyć, bo bar­dzo tę­sk­no [mi] za tobą. Na­pisz, co u cie­bie sły­chać i co sły­chać u wuj­ka i u ku­zy­nek120.

Bar­dzo bym się chcia­ła [z Tobą] zo­ba­czyć121, ale to od cie­bie za­le­ży. Ca­łu­ję cię b[ar­dzo] moc­no.

Bi­be­czek

Cha­im­ku! Ja pi­szę od­dziel­ny list. Pro­szę cię, pisz czę­sto i do­kład­nie, Ryw­ka

War­sza­wa, 16 stycz­nia 1940 r.122

Ko­cha­ny Cha­im­ku!!!

Twój list otrzy­ma­łam! Je­stem za­do­wo­lo­na, że je­steś ra­zem z bra­tem. Dla­cze­go tak mało o so­bie pi­szesz, pro­szę cię bar­dzo, pisz czę­sto i do­kład­nie. U nas wszyst­ko do­brze, mamy na ży­cie i miesz­ka­nie całe. Nie martw się o nas. Dzie­ci do­brze wy­glą­da­ją, tyl­ko bar­dzo stę­sk­nio­ne, na­sze ży­cze­nie jest, że­by­śmy jak naj­prę­dzej były z tobą ra­zem. Ty masz prócz pa­pie­rów przy­słać bi­le­ty okrę­to­we. Cała ro­dzi­na żyje i nie­usz­ko­dzo­na. Prócz Cha­ny. Cha­na bar­dzo ucier­pia­ła, cały in­te­res spa­lo­ny123, ona z mę­żem, z dziec­kiem są u mnie i ocze­ku­ją od was to, co czy­ni­cie dla mnie. Po­zdrów Kiwe[go] i sy­nów, do nie­go na­pi­szę osob­no, Ryw­ka

Pisz czę­sto do nas.

Ca­łu­je­my, Es­ter i Awi­wa

War­sza­wa, 27 stycz­nia 1940 r.124

Naj­uko­chań­szy Ta­teń­ku!

Je­stem szczę­śli­wa z Twe­go li­stu i z tego, że masz tro­skli­wą opie­kę i że się do­brze czu­jesz. Bar­dzo bym jed­nak chcia­ła zo­ba­czyć Cię po tej roz­łą­ce, pod­czas któ­rej wszy­scy­śmy bar­dzo cier­pie­li. U nas wszyst­ko w po­rząd­ku. Ży­je­my tyl­ko my­ślą o To­bie i Two­im li­ście. Do­tąd my­śla­łam, że w Wa­szą rocz­ni­cę wszy­scy bę­dzie­my ra­zem125. Nie­ste­ty, wo­bec tego ży­czę Ci wszyst­kie­go naj­lep­sze­go, a głów­nie tego, że­by­śmy wkrót­ce byli wszy­scy ra­zem. Nie troszcz się o nas, zo­ba­czysz, wszyst­ko się do­brze skoń­czy. Co do na­uki, to ro­bię tak, jak mi ra­dzisz. Ty sta­raj się tyl­ko wszyst­ki­mi si­ła­mi zo­ba­czyć z nami, o resz­tę się nie troszcz. Z Rutą126 spo­ty­kam się czę­sto, miesz­ka na Chłod­nej. Czę­sto spo­ty­ka­my się z Roch­ma­na­mi127. Czy od nich nie masz żad­ne­go li­stu? Ta­tu­siu, nie przy­sy­łaj znacz­ków - to zu­peł­nie nie­po­trzeb­ne. Mama spo­ty­ka się czę­sto z Gu­zi­kiem128. Ta­tu­siu, do­wiedz się, co sły­chać u p[ana] Cej­tli­na129, jego żona i dziec­ko są zdro­we. Mu­szę już skoń­czyć, bo nie ma dużo miej­sca. Po­kłoń się wuj­ko­wi Ry­we­no­wi130 i jego sy­nom.

Ści­skam Cię i ca­łu­ję moc­no, Two­ja Es­ter

Ko­cha­ny ta­tu­siu!!!

Chcia­ła­bym cie­bie zo­ba­czyć.

Awi­wa

Ko­cha­ny Kiwe, bar­dzo ci dzię­ku­ję, że ty się opie­ku­jesz moim mę­żem, nie wiem, jak ci za to dzię­ko­wać. Ko­cha­ny Kiwe, dla­cze­go ty nie pi­szesz? Pro­szę cię, po­móż Cha­imo­wi, w czym tyl­ko mo­żesz.

Bądź zdrów. Ukłon dla two­ich, Ryw­ka

War­sza­wa, 27 stycz­nia 1940 r.131

Ko­cha­ny Cha­im­ku!!! Na­resz­cie otrzy­ma­łam od cie­bie list, w któ­rym mia­łam co czy­tać. Dro­gi Cha­im­ku, ja nie wiem, co ci pi­sać, mogę tyl­ko po­wie­dzieć, że ja i dzie­ci je­ste­śmy tak stę­sk­nio­ne za tobą, nie­moż­li­wie że­by­śmy dłu­go zo­sta­li roz­łą­cze­ni. Może się udasz do ja­kiejś re­dak­cji. Bo wła­ści­cie­le re­dak­cji mogą Ci dużo po­móc w tym. Czy Kiwe nie może dzia­łać? On prze­cież jest w tym kra­ju 30 lat, jed­nym sło­wem, rób, co mo­żesz i na­wet cze­go nie mo­żesz, aby­śmy byli ra­zem.

Ko­cha­ny Cha­im­ku! Co do nas, oprócz na­szej tę­sk­no­ty i to że chce­my być ra­zem z tobą, nic nam nie bra­ku­je. Ja nic nie ucier­pia­łam, na­wet Two­je fu­tro mam. Dzie­ci do­brze wy­glą­da­ją. Tu­sia się uczy ję­zy­ków u dwóch na­uczy­cie­li. Awi­wa się nie uczy, może ona te­raz po Two­im li­ście za­cznie się uczyć. By­łam u sióstr Na­chbu­sza132, wszy­scy są zdro­wi. Ra­dzi­ły mi, że­byś się udał do ich szwa­gra, któ­ry ma biu­ro, na­zy­wa się Nan­stel. Co do cie­bie, je­stem już spo­koj­na, jak tyl­ko je­steś u Kiwy [Ki­we­go], już nic bra­ko­wać Ci nie bę­dzie, że Kiwe jest do­bry, to ja wiem!!! Co do na­szej ro­dzi­ny, to wszy­scy żyją, u mamy133 dom jest tro­chę uszko­dzo­ny, miesz­ka­ją u Mani134. Ma­nia z mę­żem wy­je­cha­li z War­sza­wy135. Ce­sia136 i Waj­san­do­wa137 są obec­ne i kła­nia­ją Ci się, Ryw­ka

Nowy Jork, 31 stycz­nia 1940 r.138

Moje słod­kie dziew­czyn­ki, Tu­sia i Wi­wecz­ko!

Wu­jek Abra­ham mi pi­sał, że je­ste­ście zdro­we i do­brze się cho­wa­cie139. Daj Boże! Wy­obra­żam so­bie, że jak się kie­dyś zo­ba­czy­my, to moje dziew­czyn­ki będą już do­ro­słe pan­ny, a ich ta­tuś star­szy szpa­ko­wa­ty Pan, cho­ciaż do­tych­czas nie mam jesz­cze ani jed­ne­go si­we­go wło­sa. Na­pisz­cie mi, jak się wam żyje, czy je­ste­ście zdro­we, czy się uczy­cie i cze­go. Ja tu­taj też cho­dzę do szko­ły: uczę się an­giel­skie­go140 u na­uczy­cie­la Mu­rzy­na. Gdy tu przy­je­cha­łem, za­trzy­ma­no mnie i za­żą­da­no wy­so­kiej kau­cji. Otóż zu­peł­nie obcy czło­wiek za­pła­cił za mnie żą­da­ną sumę i za­brał mnie do swe­go domu. Miesz­ka­łem u nie­go parę ty­go­dni, a i te­raz parę razy na ty­dzień od­wie­dzam go. Ten Pan się na­zy­wa Har­ry Jam­pol­ski, Bro­oklyn New York 1525 E 3rd str.141 Na­pisz­cie do tego pana i jego żony i po­dzię­kuj­cie za ich142 ser­decz­ny ro­dzi­ciel­ski sto­su­nek do wa­sze­go Ta­tu­sia. P[ań­stwo] Jam­pol­scy mają dwo­je dzie­ci: chłop­ca i dziew­czyn­kę. Je­den syn umarł parę lat temu na za­pa­le­nie mó­zgu. Cho­ro­wał 24 go­dzi­ny. Ca­łu­ję was sto­krot­nie. Bądź­cie zdro­we. Wasz Ta­tuś

War­sza­wa, 5 lu­te­go [1940 r.]143

Ko­cha­ny Cha­im­ku[!]

Już dwa ty­go­dnie mi­nę­ło od otrzy­ma­nia two­je­go li­stu. Li­czy­łam, że czę­ściej od cie­bie li­sty będę otrzy­my­wać. U nas wszyst­ko w naj­lep­szym po­rząd­ku! Dzie­ci zdro­we i do­brze wy­glą­da­ją. Że­byś wie­dział, my tak stę­sk­nio­ne je­ste­śmy, na­praw­dę brak mi słów opi­sać to. Więc tyl­ko w two­jej mocy leży, że­by­śmy byli jak naj­prę­dzej ra­zem.

Co sły­chać u cie­bie? Czy już pra­cu­jesz? Pro­szę cie­bie, na­pisz wszyst­ko i o wszyst­kim. Ukło­ny od Cha­ny i Abra­ma dla cie­bie i dla Kiwe[go]. Ser­decz­ne ukło­ny ode mnie dla Kiwe[go] i jego dzie­ci. Pro­szę cie­bie, przyj­dą do cie­bie sio­stry Waj­san­do­wej144. Po­wiedz im, żeby [się] sta­ra­ły dla nich, tak jak ty dla nas, Waj­san­do­wa jest u mnie już kil­ka ty­go­dni. Two­ja stę­sk­nio­na Ryw­ka

Mój naj­uko­chań­szy!!!

Nie mam dużo miej­sca do pi­sa­nia, a więc ca­łu­ję cię moc­no, ukło­ny dla wszyst­kich, do zo­ba­cze­nia jak naj­prę­dzej przed rocz­ni­cą ślu­bu145. Ca­łu­ję, Es­ter

Awi­wa nie chce do­pi­sać, bo mało miej­sca146

War­sza­wa, 15 lu­te­go 1940 r.147

Ko­cha­ny Cha­im­ku[!]

Je­stem bar­dzo nie­spo­koj­na, gdy nie otrzy­mu­ję od cie­bie li­stu. Te­raz już mi­nę­ło ład­ne kil­ka ty­go­dni i ani jed­ne­go li­stu nie otrzy­ma­łam. Co to ma zna­czyć? Może je­steś nie­zdrów? Pa­mię­taj, że two­je li­sty są na­szym po­kar­mem. Pro­szę cię, pisz czę­sto!!! U nas jak zwy­kle do­brze, na­szym pra­gnie­niem jest być ra­zem z tobą. Jak nie z tobą, to na­pisz do Szloj­me­go148. Pa­mię­taj o Cha­nie. Roch­ma­no­wie pi­sa­li do cie­bie149 i do swo­je­go bra­ta150. Po­móż im, w czym tyl­ko mo­żesz. Je­że­li chcesz, pisz przez Soń­ka151. Gu­zik po­je­chał do cen­tra­li152, na pew­no na­pi­sze do cie­bie. Gu­zik przy­rzekł mi dużo po­móc. Dzie­ci są zdro­we, tyl­ko źle wy­glą­da­ją z tę­sk­no­ty. Sta­raj się, jak mo­żesz. Ukło­ny od Waj­san­dów i od wszyst­kich zna­jo­mych. Ukło­ny dla wszyst­kich, Ryw­ka

Kart­ka pocz­to­wa z 15 II 1940 r. (AŻIH, 346/15-18, k. 42)

Mój naj­droż­szy!!!

Je­ste­śmy wszyst­kie zdzi­wio­ne tak dłu­gą prze­rwą w Two­jej ko­re­spon­den­cji. Co się sta­ło? Czy nie zda­jesz so­bie spra­wy, że Two­je li­sty to na­sza je­dy­na po­cie­cha? Ta­tu­siu, czy pra­cu­jesz? Jak ci się po­wo­dzi? Od­pisz szyb­ko, Tu­sia

Ukło­ny dla wuj­ków i ku­zy­nów. Two­ja Tu­sia

Ko­cha­ny ta­tu­siu!!!

Bar­dzo mi tę­sk­no do cie­bie. Co dzień [ma­rzę], że przy­szedł list, strasz­nie mi smut­no, gdy przy­po­mi­nam so­bie, że nie ma cie­bie przy mnie. Chcia­ła­bym, że­by­śmy byli wszy­scy ra­zem. Ca­łu­ję cię moc­no, Awi­wa

War­sza­wa, 9 mar­ca 1940 r.153

Ko­cha­ny Cha­im­ku!

Już mi­nę­ło sie­dem ty­go­dni bez wia­do­mo­ści od cie­bie. Przy­pusz­czam, że ty zda­jesz so­bie spra­wę, co to dla mnie zna­czy cze­kać tak dłu­go na list od cie­bie, więc pro­szę cię, abyś szu­kał wszel­kich spo­sob­no­ści, że­bym otrzy­my­wa­ła co ty­dzień od cie­bie list. Za­zna­czam jesz­cze raz, rób, co mo­żesz i za­wia­da­miaj nas o wszyst­kim. Pisz na ad­res pana Soń­ka154. U nas wszyst­ko w naj­lep­szym po­rząd­ku.

Je­ste­śmy zdro­we i sil­ne i cze­ka­my na two­je li­sty z nie­cier­pli­wo­ścią. Two­ja Ryw­ka

PS Ukło­ny dla bra­ta i jego sy­nów155

Ukło­ny od Cha­ny i Abra­ma

Ryw­ka

Mój naj­słod­szy z naj­słod­szych!!! (szko­da, że nie ma w gra­ma­ty­ce wyż­sze­go stop­nia, bo bym go uży­ła). Co u Cie­bie? Co po­ra­biasz? Czy pra­cu­jesz? Po­wi­nie­neś do­stać burę, gdyż mi­nę­ło już 7 ty­go­dni bez li­stu, lecz przy­pusz­czam, że to nie Two­ja wina. Pan Ka­stor156 pi­sał chy­ba do Cie­bie? Czy je­steś w kon­tak­cie z Szloj­mą157? Od­pisz na wszyst­ko do­kład­nie. U nas jak za­wsze nic no­we­go. Ja po­stę­pu­ję we­dług Two­ich wska­zó­wek. Mu­szę zo­sta­wić tro­chę miej­sca dla Awi­wy. Ca­łu­ję Cię bar­dzo moc­no, Twój Fip­cio Bru­das158

PS Ukło­ny dla ca­łej fa­mi­lii... od nas. Wszy­scy ci się ser­decz­nie kła­nia­ją, Two­ja Tu­sia

Mój naj­droż­szy ta­tu­siu!!! Tak strasz­nie mi smut­no, gdy nie ma li­stu od cie­bie. Co u Cie­bie sły­chać, jak ty się czu­jesz? U nas wszyst­ko w po­rząd­ku, tyl­ko jed­no nie w po­rząd­ku, że cie­bie nie ma przy nas.

Twój ko­cha­ją­cy Cię Bi­bek Sri­bek

Sza­now­ny pa­nie Soń­ku159!

Będę panu bar­dzo zo­bo­wią­za­na, je­śli bę­dzie pan ła­skaw od­dać ten li­ścik memu mę­żo­wi. Wo­bec tego dzię­ku­ję panu z góry i po­zdra­wiam ser­decz­nie.

Ryw­ka Fin­kielsz­te­in

12 mar­ca 1940 r.160

Dro­gi Przy­ja­cie­lu!!!

Je­ste­śmy za­nie­po­ko­je­ni, bo już od dłuż­sze­go cza­su nie mie­li­śmy wia­do­mo­ści od Pana. Od mego bra­ta to jesz­cze w ogó­le nie mia­łem żad­ne­go li­stu161. Wy­obraź Pan so­bie na­sze­go pe­cha. Wie­my, że So­niek otrzy­mał od Pana list i wła­śnie ten list, w któ­rym on nam pi­sał o Panu, za­gi­nął. Pi­sa­li­śmy mu już, żeby nam jesz­cze raz to po­wtó­rzył. Je­ste­śmy w sta­łym kon­tak­cie z Pań­ską ro­dzi­ną. U Nich jest wszyst­ko w naj­lep­szym po­rząd­ku. Pro­szę Pana, aby Pan we­spół z moim Bra­tem ro­bił wszyst­ko moż­li­we. Pro­szę przy oka­zji o od­da­nie mo­je­mu Bra­tu na­sze naj­ser­decz­niej­sze po­zdro­wie­nia. Już wy­sła­łem kil­ka kar­tek do Nie­go i jesz­cze nie otrzy­ma­łem od­po­wie­dzi. Dziś otrzy­ma­li­śmy kart­kę od Na­chbu­scha z dnia 21 XI 39 r. Bar­dzo za nią dzię­ku­je­my.

Prze­sy­ła­my Panu na­sze naj­ser­decz­niej­sze ukło­ny i po­zdro­wie­nia.

Roch­ma­no­wie

Myśl Pan o nas!

[War­sza­wa], 2 kwiet­nia 1940 r.162

Ko­cha­ny Cha­im­ku!!!

Od tego li­stu, któ­ry otrzy­ma­łam 25 stycz­nia163, żad­ne­go li­stu nie mia­łam. Do­pie­ro dzi­siaj otrzy­ma­łam ukłon od p[ana] Soń­ka. Mój dro­gi, na­praw­dę nie wiem, co do cie­bie pi­sać. Mogę ci tyl­ko na­pi­sać, że nie mogę so­bie miej­sca zna­leźć, ale ja są­dzę, że to dłu­go nie po­trwa i bę­dzie­my wszy­scy ra­zem. Je­stem pew­na, że się o to sta­rasz. Na­pisz mi, ko­cha­nie, co za­mie­rzasz. Moja cała na­dzie­ja leży w to­bie, i pro­szę cię, Cha­im­ku, co uczy­nisz dla nas, uczyń też dla Cha­ny.

Mój je­dy­ny, ja cię bar­dzo pro­szę, na­pisz mi do­kład­nie, jak się mie­wasz. Czy pra­cu­jesz? Pro­szę cię bar­dzo, trzy­maj się, jesz­cze nam bę­dzie do­brze!!! My się wszy­scy do­brze mie­wa­my. Nie troszcz się o nas, pisz jak naj­czę­ściej. Two­ja Ryw­ka

PS Ukło­ny dla bra­ta [i] jego sy­nów. Wszy­scy ci się ser­decz­nie kła­nia­ją.

Ryw­ka

List Ryw­ki Fin­kelsz­tejn z 2 IV 1940 r. (AŻIH, 346/15-18, k. 112)

Dro­gi P.F.164

Bar­dzo Panu dzię­ku­je­my, że Pan się z Mak­sem zo­ba­czył. Bar­dzo pro­si­my o dal­sze ko­mu­ni­ko­wa­nie się z nim.

Ma­niek165

Ta­teń­ku!!!

Co u Cie­bie sły­chać? Co po­ra­biasz? Wy­obra­żam so­bie, że i To­bie jest też nie naj­le­piej. U nas wszyst­ko w naj­lep­szym po­rząd­ku. Cią­gle tyl­ko wspo­mi­na­my Cie­bie. Ta­tu­siu, je­że­li to moż­li­we, przy­ślij nam swo­je zdję­cie. Pisz czę­sto i ob­szer­nie. Pa­mię­taj, że Two­je li­sty są jed­nym z na­szych naj­waż­niej­szych po­kar­mów. Do zo­ba­cze­nia! Ca­łu­ję cię b[ar­dzo] moc­no

Es­ter

Ko­cha­ny syn­ku!!!

Wciąż my­ślę o to­bie, na­wet kie­dy czy­tam książ­ki. Tu­sia trzy­ma w muf­ce two­ją fo­to­gra­fię, to ona jest peł­na plam od ca­łu­sów. Po­sy­ła­my ci zdję­cie. Wiem, że się ucie­szysz tą nie­spo­dzian­ką. Two­ja uko­cha­na Słod­ka Pani

Sza­now­ny p[anie] Soń­ku!

Bar­dzo panu dzię­ku­ję za wszyst­ko, co pan dla mnie zro­bił166. Je­stem bar­dzo za­do­wo­lo­na, że je­ste­ście w kon­tak­cie, to dużo zna­czy. Że­gnam pana, ży­czę wszyst­kie­go do­bre­go. Fin­kelsz­tej­no­wa

War­sza­wa, 8 kwiet­nia 1940 r.167

Mój Ko­cha­ny Cha­im­ku! Mi­nę­ło kil­ka mie­się­cy bez żad­nej wia­do­mo­ści od cie­bie. Do­pie­ro wczo­raj otrzy­ma­łam list, któ­ry wy­sła­łeś 11-go stycz­nia. Dziś otrzy­ma­łam list, któ­ry wy­sła­łeś 17-go mar­ca168. Tak że po tych dwóch li­stach zda­ję so­bie spra­wę, że ty nic nie mo­żesz uczy­nić, aby­śmy byli ra­zem, ale trud­no! Trze­ba się po­go­dzić z lo­sem. Bądź­my męż­ni i sil­ni, nie trze­ba upaść na du­chu, trze­ba żyć na­dzie­ją, że bę­dzie­my jesz­cze ra­zem i wte­dy od­bie­rze­my [so­bie] za dzi­siej­sze cier­pie­nia. Chy­ba ro­zu­miesz, że ja nie mniej cier­pię od cie­bie, bo tak samo tę­sk­nię za tobą, jak ty za mną. Ale wiem, że nie ma in­nej rady, mu­szę się trzy­mać i nie tra­cić gło­wy, tak samo ty masz zro­bić. Mam do cie­bie proś­bę, że­byś o nas się nie trosz­czył. Ty masz obo­wią­zek pra­co­wać (je­że­li masz pra­cę) i do­stać oby­wa­tel­stwo. Bo ja po­sta­no­wi­łam nie je­chać do po­łu­dnio­wej Ame­ry­ki169. Je­że­li je­chać, to tyl­ko do Szloj­me­go170, je­że­li mo­żesz się o to sta­rać. Że­byś wie­dział, że my tu nie gło­du­je­my. Nam jest tu bar­dzo do­brze, tyl­ko bar­dzo tę­sk­ni­my, do­brze wy­glą­da­my. Bę­dziesz mógł się prze­ko­nać, bo ci wy­sy­łam na­szą fo­to­gra­fię. Słu­chaj Cha­im­ku, trzy­maj się, nie trać na­dziei, bę­dzie jesz­cze nam do­brze. Cha­im­ku Ko­cha­ny, dla­cze­go mnie nic nie pi­szesz o so­bie? Jak się czu­jesz, czy masz na utrzy­ma­nie? Czy masz co ubrać? Prze­cież nic nie za­bra­łeś ze sobą. Twój ko­le­ga, któ­ry zo­stał u Ry­we­na171, pi­sze, że dużo za­ra­bia i za­ku­pił dużo rze­czy. Więc pro­szę cię bar­dzo, abyś na­pi­sał do­kład­nie, jak ci się wie­dzie. Czy masz to­wa­rzy­stwo? Czy nie je­steś sa­mot­ny? Jak by nie było, że­byś nie pod­upadł na du­chu. Że­byś pa­mię­tał, że tu w War­sza­wie masz żonę i dzie­ci, któ­re za­wsze są ci wier­ne i ty dla nich je­steś ca­łym ży­ciem i świa­tem, bez cie­bie ich ży­cie nie ma żad­ne­go sen­su.

Mój dro­gi, py­tasz się o ro­dzi­nę: Mama i Es­tu­sia172 z Da­wi­dem173 są u Mani174, bo ich miesz­ka­nie jest uszko­dzo­ne. Ma­nia z mę­żem są w Bia­łym­sto­ku175. Cha­na176 miesz­ka ra­zem z nami, Roj­za177, Dyna178, Ma­sza (jej cór­ka wy­szła za mąż)179, Mo­tel180 miesz­ka­ją wszy­scy w swo­ich miesz­ka­niach. Hir­szo­wi­czo­wie miesz­ka­ją u Ewy181. Roch­ma­no­wie mają otrzy­mać pa­pie­ry od bra­ta182, to jest na ra­zie wszyst­ko. Ca­łu­ję cię ty­siąc razy, bar­dzo tę­sk­nię za temi ca­łu­sa­mi, na­wet wię­cej, niż so­bie wy­obra­ża­łam, ale trud­no! Ser­decz­ne ukło­ny dla Ki­we­go i jego sy­nów (co z żoną jego183), dla­cze­go on nic nie pi­sze, ja do nie­go na­pi­sa­łam list, ale bez od­po­wie­dzi. Ser­decz­ne ukło­ny dla pana Na­chbu­sza, by­łam u jego sio­stry, na pew­no już otrzy­mał list od nich. Pa­nie Na­chbu­szu, bar­dzo pana pro­szę, abyś pan był ła­skaw za­opie­ko­wać się Fin­kelsz­tej­nem, pan naj­le­piej wie, jaki on te­raz nie­szczę­śli­wy, za opie­kę dzię­ku­ję panu z góry. Ukło­ny dla ku­zy­na Edel­ma­na184, dla two­jej cio­ci Cen­dle­ro­wej185, dla pana Czar­ne­bro­da186.

Two­ja stę­sk­nio­na Ryw­ka

Ko­cha­ny Ta­tu­siu!187

Z Two­ich ostat­nich li­stów wnio­sku­ję, że je­steś b[ar­dzo] zde­ner­wo­wa­ny. Otóż ko­cha­nie Ty moje, za­pew­niam Cię, że nie ma żad­ne­go po­wo­du do zde­ner­wo­wa­nia. Je­ste­śmy wszy­scy zdro­wi, do­brze wy­glą­da­my, nic nam nie bra­ku­je oprócz Cie­bie. Nie­ste­ty, pi­szesz nam, że zo­ba­cze­nie się z Tobą w naj­bliż­szym cza­sie jest nie­moż­li­we. Wo­bec tego Mama po­sta­no­wi­ła po­je­chać do Szloj­my. Po­sła­ły­śmy dwa zdję­cia, jed­no na pew­no otrzy­masz (może się zre­wan­żu­jesz?). Ta­tu­siu, na­pisz, jak so­bie ra­dzisz, czy już pra­cu­jesz? Pisz pocz­tą lot­ni­czą, to prę­dzej do­cho­dzi. Wszy­scy Ci się ser­decz­nie kła­nia­ją. Ser­decz­ne ukło­ny od Roch­ma­nów. Że ja Cię ca­łu­ję b[ar­dzo] moc­no, to Ty sam wiesz, wo­bec tego że­gnam Cię, ży­cząc po­wo­dze­nia w pra­cy i osią­gnię­tym celu.

Ukło­ny dla wuj­ków, cio­tek i ku­zy­nów. Ser­decz­ne po­zdro­wie­nia dla Na­chbu­sza.

Es­ter

Ko­cha­ny Syn­ku!!!!188

Tak strasz­nie mi tę­sk­no do cie­bie, tak strasz­nie pra­gnę po­ca­ło­wać cię i uści­snąć. Ta­tul­ku, jak pro­si­łeś, pil­nu­je­my mamę. Mama jest zdro­wa. Co u cie­bie sły­chać? Kot­ku, pil­nuj się.

Ca­łu­ję cię 1000 razy.

Two­ja Awi­wa

Mój dro­gi Cha­im!

Two­je bar­dzo ocze­ki­wa­ne li­sty się otrzy­ma­ło, jak wy­ni­ka z Two­ich li­stów, to na­sze łu­dze­nie się są [jest] wąt­pli­we, ale trud­no, na pew­no nie może być in­a­czej. Na­sze na­dzie­je są do Cie­bie albo Szloj­me­go. U nas, jak Ci już Ryw­ka pi­sze, jest wszyst­ko w po­rząd­ku, ja do­tych­czas za­ro­bi­łem na utrzy­ma­nie i ra­zem ży­je­my u Cie­bie189, do­praw­dy je­ste­śmy wszy­scy zdro­wi, nie­źle wy­glą­da­my. Cha­na do­brze się czu­je po ope­ra­cji, có­recz­kę190 mamy taką roz­kosz­ną, że szko­da, że nie mo­żesz dziec­ka wi­dzieć u Cie­bie. Mój dro­gi, że­byś się o nas do­praw­dy nie przej­mo­wał, bo do­praw­dy jest nam do­brze, pisz czę­sto, twoi Abram, Cha­na, Ne­cha­ma. Ukło­ny dla Ki­we­go, sy­nów.

PT [PS] Co naj­waż­niej­sze, za­po­mnia­łem, aże­byś jed­nak się sta­rał dla nas o pa­pie­ry (af­fi­da­vit)191.

War­sza­wa, 23 kwiet­nia 1940 r.192

Mój ko­cha­ny oj­czul­ku!!!

Two­je ostat­nie li­sty miast nas po­cie­szyć, zmar­twi­ły nas, gdyż czu­je­my, że Ty się b[ar­dzo] de­ner­wu­jesz. Mu­szę Ci po­wie­dzieć, że to mnie b[ar­dzo] dzi­wi, gdyż by­łeś do­tąd b[ar­dzo] opa­no­wa­ny. Co się sta­ło? My oso­bi­ście b[ar­dzo] by­śmy chcia­ły zo­ba­czyć cie­bie, ale czy to moż­li­we? Waj­san­do­wa już u nas nie miesz­ka, od­kąd mi­nę­ły mro­zy, te­raz miesz­ka z mę­żem i cór­ką u sie­bie193. Ce­sia z mę­żem194 też miesz­ka w swo­im miesz­ka­niu. Bel­cia z mę­żem i dziec­kiem jest w Bia­łym­sto­ku195. U Cie­bie chy­ba nic no­we­go. Tej Wiel­kiej­no­cy by­ły­śmy za­pro­sze­ni do Roch­ma­nów. Gdzieś Ty spę­dził swo­je ostat­nie świę­ta196? Ja już je­stem na pew­no wyż­sza od Cie­bie i b[ar­dzo] do­brze wy­glą­dam. Po­ma­gam Awi­wie i sama się uczę. Na pew­no otrzy­ma­łeś od nas zdję­cia197, może się od­wza­jem­nisz. Czy pra­cu­jesz? Na­pisz, co u Na­chbu­sza, wuj­ka i ku­zy­nów, co u Two­jej ro­dzi­ny. Ta­tuń­ku!!! nie za­nie­dbuj się, o nas się nie troszcz, my przy Ma­mu­si po­mo­cy nie zgi­nie­my. Nie trze­ba być zre­zy­gno­wa­nym, bądź pew­ny, że przy­szłe świę­ta spę­dzi­my ra­zem.

Ca­łu­ję Cię b[ar­dzo] moc­no "po mo­je­mu".

Es­ter

PS Ukło­ny dla wszyst­kich zna­jo­mych od Roch­ma­nów. Ca­łu­sy od ma­łej Niu­si, nie masz po­ję­cia, jaka ona słod­ka. Es­ter

Ko­cha­ny Syn­ku!!!!!!

Tak smut­no mi bez Cie­bie, i tę­sk­no. Chcia­ła­bym cie­bie zo­ba­czyć i po­ca­ło­wać. Co sły­chać u Cie­bie? Czy pra­cu­jesz? Po­zdra­wiam p[ana] Na­chbu­sza i ku­zy­nów

Po­sy­łam 100 000 po­ca­łun­ków.

Awi­wa

War­sza­wa, 23 kwiet­nia 1940 r.198

Ko­cha­ny Cha­im­ku!!! Przez kil­ka mie­się­cy nie otrzy­ma­łam od cie­bie li­stu, ostat­nio przy­szły aż trzy. Mo­żesz so­bie wy­obra­zić na­szą ra­dość. Tak jak dla cie­bie li­sty są je­dy­nym po­cie­sze­niem, tak i dla nas. Ja pi­szę do cie­bie czę­sto i je­stem pew­na, że ty li­sty otrzy­mu­jesz. Mój dro­gi, za­pew­niam cie­bie, o nas nie masz się cze­go mar­twić, my do­brze się mie­wa­my, nic nam nie bra­ku­je oprócz cie­bie. Dzie­ci do­brze wy­glą­da­ją, bar­dzo uro­sły. Awi­wa tak uro­sła, że mu­sia­łam ku­pić dla niej nowe su­kien­ki, bo wszyst­kie suk­nie są na nią za krót­kie. Pa­let­ka let­nie prze­ro­bi­łam, wy­szły jak nowe, ku­pi­łam dla niej nowe pan­to­fle i ład­ny swe­te­rek. Dla Tusi ku­pi­łam nową spód­nicz­kę i bia­łą blu­zecz­kę i ład­ną je­dwab­ną chust­kę na gło­wę do­sta­ła w pre­zen­cie. Tak że dzie­ci na świę­to wy­szły jak lal­ki. Przy se­de­rze199 są u Roch­ma­nów, ja też by­łam za­pro­szo­na, nie po­szłam, bo nie chcia­łam Cha­ny z Abra­mem zo­sta­wić. Mój dro­gi, bar­dzo mnie mar­twi twój nie­po­kój. Ko­cha­nie, ty je­steś w ob­cym kra­ju z ludź­mi, któ­rzy cie­bie nie zna­ją, i ty się im przed­sta­wiasz w złym świe­tle, bo ty za­wsze je­steś zmar­twio­ny, więc pro­szę cie­bie bar­dzo, abyś się wziął (jak się to mówi w ręce), że­byś za­po­mniał o wszyst­kiem i wszyst­ko. Pa­mię­taj, tak musi być i mu­si­my się z tym po­go­dzić. Tak przy­najm­niej ja ro­bię i wca­le źle nie wy­cho­dzę na tym. Do­brze wy­glą­dam i je­stem po ludz­ku ubra­na i za­wsze się śmie­ję, tak jak ty byś był z nami, przy­najm­niej mam cza­sa­mi to złu­dze­nie. Mój ko­cha­ny, że­byś wie­dział, że pod­świa­do­mie czu­ję, że bę­dzie­my w krót­kim cza­sie ra­zem i szczę­śli­wi i już nie roz­łą­czy­my się na całe ży­cie!!! Cha­im­ku Ko­cha­ny, co ty po­ra­biasz? Na­pisz mi do­kład­nie, co u Ki­we­go, dla­cze­go on nie pi­sze? Czy nie je­steś jemu cię­ża­rem? Gdy­by na­wet tak, [to] też nie mamy in­nej rady, ty sta­raj się nie być za­smu­co­nym i za­pła­ka­nym, bo lu­dzie tego nie zno­szą. Mój stę­sk­nio­ny Cha­im­ku, je­że­li masz na znacz­ki, pisz co dzień, ja się po­sta­ram to samo zro­bić. Uwa­żam, że to nam doda tro­chę otu­chy, za­miast lot­ni­czą pocz­tą pisz zwy­kłą i czę­sto, bo jak ma dojść list, to i tak zwy­kłą pocz­tą doj­dzie, je­śli nie, to i lot­ni­czą pocz­tą nie doj­dzie. Po­sła­łam ci na­szą fo­to­gra­fię, na pew­no już ją otrzy­ma­łeś. Twoi ko­le­dzy Moj­żesz z Sol­nej i Moj­żesz z Kar­me­lic­kiej200 mie­li do cie­bie na­pi­sać w moim imie­niu, na­pisz mi, czy otrzy­ma­łeś od nich li­sty. Pi­sa­łam ci w po­przed­nim li­ście, że­byś się po­ro­zu­miał ze Szloj­mem, niech zro­bi dla nas, co tyl­ko może. Ko­cha­ny, gdzie ty by­łeś w świę­ta? Po co je­cha­łeś do Fi­la­del­fii, czy tak chcia­łeś się z nimi201 zo­ba­czyć, czy po ja­kąś po­moc? Mój dro­gi, pisz mi o wszyst­kim. Ukło­ny dla wszyst­kich zna­jo­mych i krew­nych, do Na­chbu­sza od­dziel­nie na­pi­szę. Kiwe[mu] po­dzię­kuj za wszyst­ko w moim imie­niu, niech na­pi­sze kil­ka słów.

Two­ja stę­sk­nio­na Ryw­ka

Mój dro­gi Cha­im[!]202

Two­je rzad­kie li­sty (otkryt­ki203) otrzy­mu­je­my i ro­zu­mie­my. U nas idzie wszyst­ko sta­rym try­bem, ży­je­my ra­zem, nie­źle nam się po­wo­dzi. Co ty pi­szesz w otkryt­ce 8 III204, że sta­rasz się gdzie­kol­wiek dla nas [za­ła­twić] wizy, to przyjm[ij] do wia­do­mo­ści, że tyl­ko może być mowa do Szloj­me­go, to z po­sta­no­wie­nia Two­jej Ryw­ki i my rów­nież gdzie in­dziej nie bę­dzie­my się ru­szać, to ma Ci dać do zro­zu­mie­nia, że nie jest tak, jak so­bie wy­obra­żasz, mu­si­my się do wa­run­ków obec­nych przy­zwy­cza­ić i już je­ste­śmy przy­zwy­cza­jo­ne i wca­le nie­źle.

Mój dro­gi, py­tasz się, gdzie jest praw­da co do Two­ich dzie­ci, jak wy­glą­da­ją, to bądź pew­ny, że do­praw­dy do­brze wy­glą­da­ją, nie do po­zna­nia uro­sły na ład­ne i duże dziew­czy­ny. Te­raz jest świę­to Wiel­ka­no­cy i bar­dzo swo­bod­nie świę­tu­je­my, ku­pi­li­śmy nie­któ­re rze­czy nowe do ubra­nia. Świę­to mamy ład­ne i wszyst­ko było [moż­na] do­stać, na­wet w do­wol­nych ilo­ściach macy205. Mój dro­gi, Ty w ogó­le do nas nie pi­szesz o so­bie, jak ty ży­jesz i jak Ci się po­wo­dzi, czy masz już ja­kieś za­ję­cie i gdzie u kogo je­steś, że­byś jed­no wie­dział, że bę­dąc tam, masz tyl­ko my­śleć o so­bie, o nas że­byś wca­le nie my­ślał, bo my je­ste­śmy u sie­bie, a Ty je­steś na ob­czyź­nie. Od Cie­bie żad­nej po­mo­cy ma­te­rial­nej nie po­trze­bu­je­my, daj nam Boże aż do zo­ba­cze­nia się z Tobą nie go­rzej. Nie­raz na­wet my­śli­my, że w ogó­le nie po­trze­ba się prze­pro­wa­dzić i cze­kać do koń­ca, a póź­niej zo­ba­czyć, co zro­bić.

Two­je bra­cia Mar­kin­del206 się prze­pro­wa­dzi­li i na pew­no do Cie­bie pi­sa­li z no­we­go miesz­ka­nia o nas. Moja có­recz­ka Ne­cham­cia przy­po­mi­na Ci[ebie] co­dzien­nie, jak pa­trza na Twój por­tret: Cha­im, Cha­im. Cha­na jest zdro­wa, tyl­ko źle wy­glą­da. Pisz czę­sto i dużo, aże­by było co czy­tać i kie­dy masz na­dzie­ję z nami się zo­ba­czyć? Koń­czę pi­sa­nie z na­dzie­ją, że wszyst­ko bę­dzie do­brze, bądź zdrów i po­kłoń się wszyst­kim, co Cię miło przyj­mu­ją, osob­no dla Ki­we­go z ro­dzi­ną (niech tak­że na­pi­sze kil­ka słów).

Twoi Cha­na, Abram, Ne­cham­cia

PS Na­pisz do mnie od­dziel­nie kil­ka słów.

War­sza­wa, 25 kwiet­nia 1940 r.207

Ko­cha­ny Cha­im­ku[!]

Te­raz otrzy­ma­łam kar­tę od cie­bie, któ­rą na­pi­sa­łeś do dzie­ci, bar­dzo mnie cie­ka­wi te pań­stwo Jam­pol­ski. Pro­szę cie­bie, na­pisz do­kład­nie, kto to jest? Mój dro­gi, dwa dni temu wy­sła­łam ob­szer­ny list, w któ­rym przy­rze­kłam ci pi­sać czę­sto i do­trzy­mu­ję sło­wo. Więc te­raz mamy świę­to208. Praw­dę po­wie­dziaw­szy, w świę­ta tę­sk­no­ta za tobą jest znacz­nie więk­sza niż do­tych­czas, nie wiem, czy to wio­sna tak dzia­ła, czy świę­to? Zo­staw­my to, bo nie ma na to rady! Co sły­chać u cie­bie, gdzie ty spę­dzi­łeś świę­to? Kiwe wi­docz­nie jest taki bo­gacz jak my! Ca­łu­ję Cię, tak jak byś był przy tym. Ukło­ny od wszyst­kich dla wszyst­kich. Dzie­ci od­dziel­nie pi­szą, Ryw­ka

War­sza­wa, 7 maja 1940 r.209

Ko­cha­ny mój!!!

Co u Cie­bie sły­chać, co po­ra­biasz? U nas nic no­we­go. Dni mi­ja­ją b[ar­dzo] mo­no­ton­nie, bo do no­we­go try­bu ży­cia przy­zwy­cza­ili­śmy się. Bar­dzo się cie­szy­my, że Iza­ak210 Ci przy­rzekł nami się opie­ko­wać. Czy otrzy­ma­łeś już na­sze zdję­cia? Dziś ja­dły­śmy obiad w kuch­ni Gu­zi­ka211, obiad spe­cjal­nie dla dzie­ci do 16 l. Obiad b[ar­dzo] nam sma­ko­wał. U nas robi się co­raz cie­plej. Tat­ko, na­pisz, czyś coś ku­pił so­bie do ubra­nia, prze­cież nic z sobą nie za­bra­łeś. Mu­szę zo­sta­wić miej­sce dla Awi­wy. Wo­bec tego ukło­ny dla krew­nych, dla Na­chbu­szów i Jam­pol­skich. Ca­łu­ję Cię b[ar­dzo] ser­decz­nie, Es­ter

Cha­im­ku Ko­cha­ny!

Wy­obraź so­bie, że Awi­wa nie chce już pi­sać, ona chce do cie­bie, ona chce z tobą roz­ma­wiać, z tobą ra­zem być. Ja w zu­peł­no­ści się z nią zga­dzam. Oj!!! Kie­dy to bę­dzie? Kto wie, Two­ja Ryw­ka

War­sza­wa, 7 maja 1940 r.212

Mój dro­gi Cha­im­ku!!!! Już znów mi­nę­ło kil­ka ty­go­dni bez li­stu od cie­bie. Przy­pusz­czam, że lada dzień na­dej­dzie list od cie­bie, ale ja nie cze­kam na list. Przy­rze­kłam ci, że czę­sto będę pi­sa­ła, więc do­trzy­mu­ję obiet­ni­cy. Mój ko­cha­ny, nie martw się o nas, u nas wszyst­ko w po­rząd­ku, nic nam nie bra­ku­je oprócz cie­bie. Ale to zna­czy się bar­dzo, a bar­dzo wie­le. Co sły­chać u cie­bie? Mia­łam ukłon od cie­bie, żeś był w Fi­la­del­fii213, jak ty się tam ba­wi­łeś? Czy dłu­go tam by­łeś? Pro­szę cię, pisz mi o wszyst­kiem. Chy­ba wiesz, jak to wszyst­ko mię in­te­re­su­je, naj­waż­niej­sze, co ty za­mie­rzasz ro­bić, jak tak da­lej pój­dzie bez pra­cy. Ja na ra­zie też nic nie robi[ę], dziś pierw­szy dzień, w któ­ry dzie­ci po­szły do kuch­ni na obia­dy, są bar­dzo za­do­wo­lo­ne z tych obia­dów. Ja też za­mie­rzam ja­dać obia­dy w in­nej kuch­ni dla do­ro­słych. Tak że będę tro­chę wol­niej­sza. Wszy­scy mó­wią, że dzie­ci wy­glą­da­ją tak, jak­by ich oj­ciec był wiel­ki bo­gacz, tak do­brze wy­glą­da­ją i tak ład­nie są ubra­ne. Daję im inne za­do­wo­le­nie za­miast ojca. Ale dla mnie, nie­ste­ty, nie ma żad­ne­go za­do­wo­le­nia bez cie­bie! Ukło­ny dla Ki­we­go i jego sy­nów, i dla Na­chbu­sza i jego żony, dla ku­zy­na Edel­ma­na i Ben Isru­ela214, on jest w Ame­ry­ce, czy Ty się z nim wi­du­jesz? Naj­ser­decz­niej­sze ukło­ny [dla] Jam­pol­skich, Ryw­ka

Awi­wa nie chce już pi­sać, ona chce do cie­bie215.

War­sza­wa, dnia 8 [maja] 1940 r.216

Mój dro­gi Cha­im­ku!

Te­raz otrzy­mu­ję pra­wie wszyst­kie li­sty two­je. Mój ko­cha­ny, z two­ich li­stów wnio­sku­ję, że ty się nie umiesz trzy­mać. Mój dro­gi, ja tak samo tę­sk­nię za tobą, jak ty za mną. Ale jed­nak ja się trzy­mam, mój dro­gi, to samo masz ty zro­bić. Trzy­maj się, pa­mię­taj, że my cię bar­dzo a bar­dzo po­trze­bu­je­my. Je­że­li bę­dziesz tak roz­pa­czać, to za­cho­ru­jesz, to mię naj­wię­cej nie­po­koi. Nie wiem, jak cię prze­ko­nać, że my nie gło­du­je­my i do­brze wy­glą­da­my. Przy­się­gam ci na na­sze ry­chłe zo­ba­cze­nie, że wszyst­ko, co ja ci pi­szę, jest praw­dą. Pi­sa­łam i w po­przed­nim li­ście, że dzie­ci je­dzą w kuch­ni, to nie dla­te­go, że nie mia­łam dla nich, tyl­ko tam jest lep­szy wy­bór je­dze­nia217 i prze­cież wiesz, ja­kie one są wy­bred­ne. I tam mają to­wa­rzy­stwo, naj­waż­niej­sze jest to, że one są za­do­wo­lo­ne. Cha­im­ku, mnie jest trud­no o wszyst­kim ci na­pi­sać i zresz­tą to wca­le nie­po­trzeb­ne, mogę ci tyl­ko na­pi­sać, że nie sko­rzy­stam ani z Ne­che­mie­go218, ani z Gu­zi­ka po­mo­cy. Gu­zik owszem, chciał mi po­móc, ale jego po­moc zo­sta­wiam do wy­jaz­du, może mi bę­dzie wte­dy po­trzeb­na. Ja miesz­kam z Cha­ną i ra­zem ży­je­my. Abram po tro­chu za­ra­bia i z tego my się utrzy­mu­je­my219, ja jesz­cze nic nie stra­ci­łam, to, co mia­łam u Dyny, to jesz­cze nic nie sprze­da­łam. Te­raz chy­ba wiesz, że nie jest tak źle. Przede wszyst­kim masz do mnie za­ufa­nie? Więc po­le­gaj na mnie! Bądź spo­koj­ny co do nas, rób co mo­żesz dla nas, że­by­śmy jak naj­prę­dzej byli ra­zem, to bę­dzie naj­le­piej dla nas i dla cie­bie. Mój stę­sk­nio­ny Cha­im­ku, to­bie się tyl­ko zda­je, że my mu­si­my cho­ro­wać. Wy­obraź so­bie, że my dzię­ki Bogu nie cho­ru­je­my. Tu­sia dwa razy była cho­ra na wo­re­czek żół­cio­wy, by­łam z nią u le­ka­rza i skon­sta­to­wał, że to są ner­wy, dał le­kar­stwo i jej prze­szło. Tak, to jest wszyst­ko. Resz­tę, mój dro­gi, zo­sta­wiam, jak bę­dzie­my ra­zem, to wte­dy już wszyst­ko wza­jem­nie bę­dzie­my so­bie opo­wia­da­li. Mój dro­gi, ja czu­ję, że to już nie­dłu­go i bę­dzie­my znów wszy­scy ra­zem, ra­zem, sły­szysz Cha­im­ku. Pisz czę­sto, dla­cze­go do Abra­ma nic nie pi­szesz, on tak czę­sto do cie­bie pi­sze220. Ne­cham­cia jest jak żywa la­lecz­ka. Wy­obraź so­bie, że Cha­na dziś zu­peł­nie zdro­wa, tyl­ko bar­dzo szczu­pła. Ca­łu­ję cię z da­le­ka, Two­ja Ryw­ka

PS Ukło­ny dla Ki­we­go i jego sy­nów (dla­cze­go Kiwe nic nie pi­sze). Naj­ser­decz­niej­sze ży­cze­nia za­sy­łam na uro­dzi­ny jego wnucz­ko­wi221. Ukło­ny dla Na­chbu­sza i jego żony. Ukło­ny dla pań­stwa Jam­pol­skich, do nich dziś na­pi­szę list.

Ryw­ka